Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



¯ycie akademickie

Uniwersytet „Prowincjonalny”

Nowe uczelnie potrzebuj± czasu, by siê „przebiæ”, by naprawdê stan±æ do konkurencji z uczelniami o szacownej i d³ugiej tradycji.
Leszek Szaruga

W ci±gu ostatnich kilkunastu lat powsta³ szereg nowych uniwersytetów „prowincjonalnych”, przekszta³canych z istniej±cych tam wcze¶niej szkó³ pedagogicznych czy filii uczelni, maj±cych centrale w innych miastach. Opole, Rzeszów, Bia³ystok, Olsztyn, Zielona Góra to nowe o¶rodki akademickie, uparcie walcz±ce o zdobycie kadry zaspokajaj±cej wymogi stawiane przez Pañstwow± Komisjê Akredytacyjn±. Traktowane s± czêsto z lekkim przymru¿eniem oka, z pewnym - nie oszukujmy siê - lekcewa¿eniem. My¶lê, ¿e do czasu.

Dwa przyk³ady - patrz±c z mojej, polonistycznej perspektywy - godne s± tutaj uwagi ze wzglêdu na fakt, i¿ po latach pracy sta³y siê o¶rodkami na mapie krajowej polonistyki znacz±cymi i nies³ychanie dynamicznymi. I jest rzecz± oczywist±, ¿e nowe uczelnie potrzebuj± czasu, by siê „przebiæ”, by naprawdê stan±æ do konkurencji z uczelniami o szacownej i d³ugiej tradycji. Przy czym nie zdobywaj± renomy poprzez zatrudnianie ludzi „z zewn±trz”, choæ oczywi¶cie jest to na pocz±tku konieczne. Zdobywaj± renomê dziêki pracy w³asnych wychowanków. Takimi przyk³adami s± dwa uniwersytety: ¦l±ski i Szczeciñski.

Dobry adres

O Uniwersytecie ¦l±skim pisaæ tu zbyt wiele nie bêdê, gdy¿ s³abiej znam jego do¶wiadczenia, trzeba wszak¿e poczyniæ parê choæby uwag. Ka¿dy przytomny pamiêta, i¿ ¦l±sk - tak¿e z powodów politycznych - stanowi³ na kulturalnej mapie Polski swego rodzaju bia³± czy raczej czarn± plamê. Nie dzia³o siê tam prawie nic, a uczeni czy arty¶ci, którym zdarzy³o siê tam rozpoczynaæ pracê, w do¶æ krótkim czasie uciekali do o¶rodków bardziej dynamicznych. Zjawisko to wielokrotnie by³o opisywane, z godn± pamiêci trosk± pisa³ i mówi³ o nim Kazimierz Kutz. Niewiele zmieni³o pocz±tkowo powo³anie w Katowicach nowego, „komunistycznego” - no bo jakiego wtedy? - uniwersytetu. I zmieniæ przecie¿ z dnia na dzieñ nie mog³o. Trzeba by³o lat, by co¶ siê mog³o ruszyæ. Nie tylko lat pewnie, tak¿e i zmiany warunków funkcjonowania kszta³conych tam ludzi. I dobrze siê sta³o, ¿e paranoiczny w swej istocie pomys³ likwidacji tego uniwersytetu, zg³oszony przez samego ministra edukacji, nie zosta³ zrealizowany. Bo w³a¶nie w nowych warunkach okaza³o siê, ¿e m³oda ówcze¶nie grupa naukowców w krótkim stosunkowo czasie sprawi³a, i¿ - z polonistycznego punktu widzenia - ¦l±sk sta³ siê o¶rodkiem nies³ychanie wa¿nym. M³odzi poloni¶ci za³o¿yli dwa pisma, których roli w kszta³towaniu nowych zjawisk ¿ycia literackiego po roku 1989 nie sposób przeceniæ nie tylko w skali lokalnej, ale te¿ w skali kraju. My¶lê tu o „Opcjach” i „Fa-arcie”. Krytycy tu dzia³aj±cy do¶æ szybko stali siê postaciami, których s±dy i oceny maj± w ¿yciu literackim kraju istotne znaczenie - wspomnê tylko Dariusza Nowackiego, Krzysztofa Uni³owskiego, Mariana Kisiela czy Roberta Ostaszewskiego. Niebawem zreszt± okazaæ siê mia³o, ¿e ¦l±sk to swoiste zag³êbie m³odoliterackie. St±d pochodzili pierwsi laureaci konkursu im. Jacka Bierezina, m.in. do¶æ ju¿ g³o¶ny Krzysztof Siwczyk, st±d jest te¿ autor wysoko dzi¶ notowanej powie¶ci Gnój Wojciech Kuczok.

To tylko niektóre przyk³ady, ¶wiadcz±ce o tym, jak bardzo zmieni³o siê intelektualne i artystyczne ¿ycie tej dawnej peerelowskiej prowincji, kojarzonej raczej z gierkowsk± „Katang±” ni¿ z trudem umys³owym. Obecnie na polonistycznej i literackiej mapie Polski ¦l±sk stanowi o¶rodek nies³ychanie wa¿ny, w czym zapewne zas³uga sprawuj±cego do niedawna godno¶æ rektora Tadeusza S³awka, wywodz±cego siê zreszt± z dzia³aj±cej tu na prze³omie ósmej i dziewi±tej dekady grupy literackiej „Kontekst” z Szub±, Pa¼niewskim i Piskorem. Gdyby grupa ta mia³a wówczas instytucjonalne oparcie w miejscowym o¶rodku uniwersyteckim, zapewne jej cz³onkowie rozwijaliby siê swobodniej, a jej dzia³alno¶æ mia³aby wiêkszy rozmach. Ale w owym czasie Katowice to nie by³ w Polsce „dobry adres”, a polityczna otoczka te¿ ¿ycia nie u³atwia³a.

Fot. Stefan Ciechan
Rektorat Uniwersytetu Szczeciñskiego

Potrzebny jest czas

Je¶li o Szczecin chodzi, to sytuacjê znam stosunkowo dobrze, gdy¿ przez ostatnich lat dziesiêæ mia³em mo¿liwo¶æ uprawiania tego, co socjologowie nazywaj± uczenie obserwacj± uczestnicz±c±. Rozpocz±³em pracê w roku 1992 i, prawdê powiedziawszy, nie zna³em tam osobi¶cie nikogo poza zmar³ym przedwcze¶nie Miros³awem Lalakiem. Nazwiska uczonych - oprócz Erazma Ku¼my, cenionego nie tylko w kraju teoretyka literatury - niewiele mi mówi³y. Ale wiedzia³em te¿, ¿e ¶rodowisko przez ca³e lata walczy³o o przekszta³cenie dzia³aj±cej tu uczelni pedagogicznej w uniwersytet, który mia³ w zamierzeniach nosiæ nazwê Uniwersytetu Pomorza Zachodniego (w koñcu lat 70. dzia³a³o tu nawet podziemne wydawnictwo do tej nazwy siê odwo³uj±ce). Uniwersytet nie powsta³, po czê¶ci zapewne „za karê” za Grudzieñ 70. Podobnie jak „za karê” zlikwidowano wtedy wszystkie czasopisma literackie na Wybrze¿u. W koñcu jednak w po³owie lat 80. uczelnia zosta³a powo³ana do ¿ycia. Oczywi¶cie by³a to uczelnia „komunistyczna”, inn± byæ przecie¿ nie mog³a. Na szczê¶cie nie zosta³a zlikwidowana na fali wykorzeniania komunizmu z naszego ¿ycia. Przy czym nie chodzi tu tylko o pogl±dy takiego czy innego polityka, lecz o sprawê fundamentaln±, prost± jak konstrukcja cepa, a niemieszcz±c± siê niektórym naszym urzêdnikom w g³owach - o to mianowicie, ¿e bardzo ³atwo jest co¶ zlikwidowaæ, du¿o trudniej co¶ w to miejsce stworzyæ. Obawiam siê zreszt±, ¿e wysi³ki kreacyjne polityków to fenomen rzadki, dlatego, ¿e ka¿da kreacja jest ryzykiem, a tego ci pañstwo bardzo nie lubi±.

Wyz³aszczam siê, gdy¿ do dzi¶ ów zamiar likwidacji uniwersytetów budzi we mnie grozê. Tymczasem w³a¶nie polonistyka Uniwersytetu Szczeciñskiego to doskona³y przyk³ad autonomii rozwoju ¿ycia naukowego, tego, ¿e ¿ycie uczelni - choæ wci±¿ ich kondycja finansowa jest haniebna - ma swe w³asne, niezale¿ne od urzêdniczego widzimisiê zasady, których efektem musi prêdzej czy pó¼niej staæ siê wzrost dynamiki ¿ycia intelektualnego. Nie dzieje siê to natychmiast - by taka inwestycja przynios³a efekty, konieczny jest czas (do tego przyda³by siê ¶wiêty spokój i zapewnienie godnych warunków ¿ycia, ale i bez tego uczeni te¿ sobie w koñcu jako¶ poradz±). Tak te¿ by³o w Szczecinie. Gdy siê tu zjawi³em, pozna³em spore grono ludzi m³odych i zdolnych, znakomicie orientuj±cych siê w dorobku wspó³czesnej humanistyki ¶wiatowej, choæ jeszcze nadal naznaczonych kompleksem „prowincji”. W miarê up³ywu czasu sytuacja zmieni³a siê zasadniczo. Polonistyka szczeciñska - w szczególno¶ci teoria literatury, ale przecie¿ nie tylko - zyska³a sobie krajow± markê. Uczeni p³ci obojga (muszê o tych p³ciach, bo mnie profesorka Inga Iwasiów gotowa zastrzeliæ - to w koñcu jeden z najwiêkszych autorytetów polskiego feminizmu, który to feminizm, nie wiedzieæ czemu, ma rodzaj mêski; mo¿e powinno byæ: „polskiej feministyki”?) s± nie tylko po¿±danymi uczestnikami ogólnokrajowych konferencji czy wspó³autorami znacz±cych publikacji (ostatnio choæby godny polecenia tom Sporne i bezsporne problemy wspó³czesnej wiedzy o literaturze, zredagowany przez W³odzimierza Boleckiego i Ryszarda Nycza, i opublikowany przez IBL PAN, w którym trzy wa¿ne, choæ te¿ i godne polemiki, rozprawki opublikowali szczeciñscy poloni¶ci), ale te¿ chêtnie widzianymi przez wydawców autorami (w ci±gu roku trzy pozycje ukaza³y siê nak³adem krakowskiego Universitasu). Ma te¿ swoje znaczenie fakt zaproszenia stosunkowo m³odego uczonego szczeciñskiego do redakcji „Pamiêtnika Literackiego”, czasopisma profesjonalnego „z najwy¿szej pó³ki”. Nie jestem specem od cytowañ i tym podobnej naukoznawczej d³ubaniny, lecz przecie¿ czêsto dostrzegam nazwiska moich szczeciñskich kole¿anek i kolegów w indeksach osobowych kolejnych publikacji polonistycznych.

Odrêbna pozycja

Efektem rozwoju uniwersytetu jest powstanie w Szczecinie redakcji pisma literackiego „Pogranicza” (pierwotnie kwartalnika, obecnie dwumiesiêcznika), a tak¿e o¿ywienie ¿ycia literackiego miasta i regionu. Powoli, lecz systematycznie wzrasta kr±g uczestników imprez kulturalnych - teatralnych spektakli, spotkañ autorskich - przede wszystkim studentów i absolwentów uniwersytetu. Nak³adem wydawnictwa 13 Muz ukazuj± siê ksi±¿ki odgrywaj±ce rolê nie tylko lokaln±, lecz tak¿e ogólnokrajow± (tu ukaza³a siê powie¶æ Artura Liskowackiego Eine kleine, która dotar³a do ¶cis³ego fina³u Nagrody Nike). Rozwija siê ¿ycie m³odoliterackie wcale nie najni¿szej rangi, co po¶wiadczaj± debiuty publikowane w „Pograniczach”. Z lokalnej perspektywy ten wzrost dynamiki ¿ycia intelektualnego nie jest mo¿e tak wyra¼nie widoczny, jak z dystansu; wci±¿ obecny jest w Szczecinie silny kompleks „prowincji”. Tyle ¿e jest to prowincja, o której poza jej obszarem „mówi siê” coraz lepiej i czê¶ciej. Miasto, z którego ludzie w poprzednich dziesiêcioleciach systematycznie emigrowali do innych centrów - Poznania, Warszawy - teraz coraz wyra¼niej okre¶la sw± to¿samo¶æ, wypracowuje w³asn±, odrêbn± pozycjê na mapie kraju. Czas powoli zdaæ sobie sprawê, ¿e rola uniwersytetu we wzro¶cie znaczenia tego ¶rodowiska jest wprost nieprzeceniona. Tym bardziej rzecz zas³uguje na uwagê, ¿e dotyczy to miasta, w którym przez lata ludzie „siedzieli na walizkach”, które wci±¿ by³o niedoinwestowane i sytuowane w wyobra¼ni przeciêtnego mieszkañca Polski na dalekich i ma³o interesuj±cych peryferiach.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje