Szybki, a co za tym idzie nieoczekiwany w pewnej mierze, postêp i rozwój medycyny da³ lekarzom ogromne mo¿liwo¶ci w zahamowaniu lub likwidowaniu chorób zagra¿aj±cych ¿yciu cz³owieka. To, co jeszcze 50 lat temu wydawa³o siê marzeniem, dzi¶ mo¿e byæ realno¶ci±. Mo¿e, gdy¿ potencja, jak± stwarza dynamiczny rozwój medycyny, nie zawsze idzie w parze z przygotowaniem prawnym czy obyczajowym spo³eczeñstw. Widaæ to szczególnie w chwili, gdy tematem dyskusji staje siê jedna z najnowocze¶niejszych metod leczenia - transplantacja, której towarzysz± na przemian burzliwe debaty lub cisza niewiedzy.
Prof. Wojciech Rowiñski to przede wszystkim lekarz i propagator idei leczenia metod± transplantacyjn±.
- Kiedy rozmawiam na tematy zwi±zane z pobieraniem i przeszczepianiem narz±dów, to czasami zaczynam od s³ów: Czy wolno? Czy trzeba? Czy warto? - wyja¶nia prof. Rowiñski.
Pytania wydaj± siê za proste, jak na powa¿n± dyskusjê o transplantacji, lecz ich bezpo¶rednio¶æ powoduje, ¿e rozmawiaj±cy musz± jasno okre¶liæ swój stosunek do podjêtego przedmiotu dyskusji. A to ju¿ nie jest takie ³atwe, poniewa¿ transplantacja konotuje wiele medycznych, prawnych i obyczajowych aspektów, które wymagaj± rozwa¿enia i stwierdzenia, jak du¿o barier pojawia siê wokó³ tego zagadnienia.
- Kiedy mój nauczyciel, prof. Jan Nielubowicz, w tej klinice dokona³ w 1966 r. pierwszego przeszczepu nerki, wydawa³o nam siê, ¿e bêdziemy jednymi z pierwszych, bo na ¶wiecie wykonano jedynie ok. 600 takich zabiegów - wyja¶nia prof. Rowiñski. - Bardzo szybko przekonali¶my siê, ¿e to nie jest takie proste ze wzglêdu na bardzo istotne bariery prawne i spo³eczne. Brakowa³o zrozumienia w samym ¶rodowisku lekarskim i wsparcia ze strony publicznych i religijnych autorytetów moralnych. Prze³omem sta³o siê pierwsze udane przeszczepienie serca (pierwszej próby dokona³ prof. Mol w 1969 r.), które przeprowadzi³ prof. Zbigniew Religa w 1986 r. To stworzy³o nowe mo¿liwo¶ci ca³ej transplantologii.
Udany przeszczep serca rozbudzi³ nadzieje w¶ród lekarzy i pacjentów. Okaza³o siê bowiem, i¿ w Polsce mo¿na leczyæ ludzi z przewlek³± schy³kow± niewydolno¶ci± lub ostr± niewydolno¶ci± nerek, serca, w±troby. Jest to metoda, zdaniem prof. Rowiñskiego, bezpieczna, skuteczna i bardzo potrzebna. Entuzjazm przyæmi³ jednak brak prawnego uregulowania tej metody leczenia. Dopiero w 1995 r. Sejm i prezydent zatwierdzili ustawê, która od 1996 r. stanowi jej prawn± podstawê. Zwyciêstwo? Poniek±d tak. Gdy¿ prawo oparte na tzw. zgodzie domniemanej nie jest prawem jasnym dla wszystkich i wywo³uje czasem szereg sytuacji konfliktowych. /p>
Ustawa o pobieraniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narz±dów prawnie reguluje wiele sytuacji. Okre¶la kim jest biorca, dawca, ich wzajemne stosunki. Pozwala na pobranie narz±dów od osoby zmar³ej, je¶li za ¿ycia nie wyrazi³a ona sprzeciwu, od dawców ¿ywych narz±du parzystego (nerki), fragmentu narz±du regeneruj±cego (w±troby) lub komórek regeneruj±cych (szpiku) dla osób genetycznie lub emocjonalnie spokrewnionych. Zapobiega komercjalizacji, publikacji og³oszeñ o sprzeda¿y narz±dów, handlowaniu nimi pod gro¼b± wiêzienia (art. 18. 19, 20). Mimo tego, odbiór spo³eczny ustawy nie jest jednoznaczny.
- Pierwsz± spraw± jest kwestia ¶mierci - konstatuje prof. Rowiñski. - Kiedy u rannego po wypadku, le¿±cego na oddziale intensywnej terapii, lekarze stwierdz± ¶mieræ pnia mózgu, uznaje siê go prawnie za zmar³ego. Osoba bliska widzi za¶ ruszaj±c± siê klatkê piersiow±, zapis krzywej EKG czynno¶ci elektrycznej serca na monitorze, czuje ciep³o rêki i nie jest w stanie uwierzyæ w ¶mieræ rannego.
To najwa¿niejszy moment. W chwilê potem pojawia siê drugi, najbardziej dramatyczny, zarówno dla lekarzy, jak i dla rodziny.
- Drugim czu³ym punktem jest sprawa zgody. Czyja zgoda jest potrzebna, by pobraæ narz±dy? Na to nale¿y spojrzeæ z dwóch punktów widzenia: czysto prawnego i obyczajowego. Przepisy prawa, od czasów rzymskich, nie nadaj± prawa w³asno¶ci do zw³ok rodzinie. Ale... Istniej± na ¶wiecie dwie koncepcje wyra¿ania zgody. Pierwsza jest nazwana koncepcj± wyra¿ania wprost, popierana przez Ko¶ció³ katolicki, praktykowana w kilku krajach ¶wiata, m.in. w Holandii, Anglii, Danii i USA, gdzie ludzie wyra¿aj± zgodê na oddanie po swojej ¶mierci narz±dów w celu ratowania innych. S± równie¿ kraje, które maj± rejestry zamiast karty dawcy. Druga koncepcja mówi o tzw. zgodzie domniemanej - wolno lekarzowi domniemywaæ, ¿e pacjent wyra¿a zgodê na pobranie narz±dów w chwili, gdy wcze¶niej nie wyrazi³ sprzeciwu - wyja¶nia prof. Rowiñski, dodaj±c: - Tak naprawdê nie ma to znaczenia, poniewa¿ przychodzi rodzina i nie wyra¿a zgody. Z punktu widzenia prawa, nie mo¿e tego uczyniæ, lecz z powodów obyczajowych - lekarz odstêpuje od pobrania narz±dów.
Dlaczego tak siê dzieje? Z kilku przyczyn. Pierwsz± z nich jest brak wiedzy lub niepe³na wiedza na ten temat. Sprawa wyra¿ania tzw. zgody domniemanej by³a w pewnym okresie poruszana przez media, nie jest ona jednak w dostatecznym stopniu popularyzowana (pomijam pojedyncze przypadki, kiedy na pierwszych stronach gazet pojawia siê historia dziecka oczekuj±cego na przeszczep nerki - to raczej temat na „teraz”, wynik poszukiwania sensacji, bez zbytniego zag³êbienia siê w istotê transplantacji i jej znaczenia dla ca³ego spo³eczeñstwa).
Przyznajê, ¿e dopiero po rozmowie z prof. Rowiñskim zainteresowa³am siê danymi statystycznymi dotycz±cymi tego zagadnienia. Od 1996 r. istnieje Centrum Organizacyjno-Koordynacyjne do spraw Transplantacji „Poltransplant” w Warszawie (www.poltransplant.org.pl). Jest ono podporz±dkowane Ministrowi Zdrowia i Opieki Spo³ecznej, a do podstawowych zadañ Centrum nale¿± m.in.: organizacja i koordynacja pobierania i przeszczepiania komórek, tkanek i narz±dów na terenie kraju, prowadzenie centralnego rejestru zg³oszonych sprzeciwów ich pobierania, bie¿±cy nadzór nad prowadzeniem krajowych list oczekuj±cych na przeszczepy oraz budowa i utrzymanie systemu informatyczno-³±czno¶ciowego pomiêdzy o¶rodkami transplantacyjnymi. Dziêki uprzejmo¶ci jednej z pracownic Centrum uzyska³am nastêpuj±ce dane: od 1996 r. do 2002 r. do Centralnego Rejestru Sprzeciwu (CRS) wp³ynê³o 22 521 wniosków, z czego najwiêcej z województw: mazowieckiego (3193), ¶l±skiego (2617), kujawsko-pomorskiego (2041) i wielkopolskiego (1937), najmniej za¶ ze ¶wiêtokrzyskiego (291), opolskiego (380), lubelskiego (ok. 1000). Na stronie internetowej Centrum znajduje siê wniosek dotycz±cy sprzeciwu pobierania narz±dów, który mo¿ne przes³aæ ka¿dy, kto podejmie tak± decyzjê, przy czym w dowolnej chwili mo¿na usun±æ swój sprzeciw. Konfrontuj±c liczbê ludno¶ci Polski z liczb± nades³anych sprzeciwów wypada siê tylko cieszyæ, ale to nadmierny optymizm. Niewiedza zwi±zana z wyra¿aniem zgody domniemanej doprowadza do ró¿nych sytuacji.
Prof. Rowiñski mówi³ o potrzebie poparcia tej metody leczenia przez autorytety, tak te¿ siê w pewnym momencie sta³o. W 1991 r., na I Miêdzynarodowym Kongresie Stowarzyszenia na rzecz Wspólnoty Narz±dów, który odby³ siê w Rzymie, Jan Pawe³ II powiedzia³: Równie¿ biorcy przeszczepionych narz±dów winni pamiêtaæ, ¿e otrzymuj± od kogo¶ dar zupe³nie unikalny: dar samego siebie od dawcy, który z pewno¶ci± mo¿na uznaæ za prawdziwy przejaw ludzkiej i chrze¶cijañskiej wspólnoty pod warunkiem, ¿e transplantacja zak³ada uzyskanie wcze¶niejszej, jasno wyra¿onej, dobrowolnej i w pe³ni ¶wiadomej zgody dawcy (...) na darowanie bez wynagrodzenia czê¶ci swego cia³a dla przywrócenia zdrowia lub lepszej jako¶ci innej osobie. W tym samym duchu utrzymane jest i drugie wyst±pienie papie¿a, który spotka³ siê z uczestnikami XVIII Miêdzynarodowego Kongresu Towarzystwa Transplantacyjnego w sierpniu 2000 r. Tak¿e przedstawiciele polskiego episkopatu próbuj± upowszechniæ i wyja¶niæ idee transplantacji, jak np. ¶p. ks. prof. Józef Tischner, arcybiskup Stanis³aw Nowak, arcybiskup Józef ¯yciñski czy ks. Tadeusz Kondracki. Zatem poparcie jest, lecz ogólnej akceptacji nie ma. Problem dla wiêkszo¶ci z nas „nie istnieje” do momentu, gdy sami lub kto¶ z naszych bliskich nie zostanie zaliczony do grupy oczekuj±cych na przeszczep.
- Przeszczepianie narz±du, przy zachowaniu okre¶lonych warunków powodzenia, pozwala na powrót do normalnego ¿ycia zawodowego i rodzinnego - wyja¶nia prof. Rowiñski. - Przeszczepienie nerek jest niezwykle skuteczn± metod± leczenia, która pozwala na wieloletnie prze¿ycie (15-20 lat) z zachowan± czynno¶ci± przeszczepu, która uniezale¿nia chorego od aparatu dializuj±cego. Podobnie jest w przypadku przeszczepienia serca lub w±troby.
Podstawowy zarzut przeciwników transplantacji odnosi siê do kosztów zwi±zanych z t± metod± leczenia. Jednak dok³adna analiza przebiegu leczenia, np. chorego na niewydolno¶æ nerek, wykaza³a, i¿ wbrew przewidywaniom transplantacja jest tañsza od ci±g³ego dializowania pacjenta. Dializowanie jest procesem ci±g³ym, a zatem koszty leczenia równie¿ roz³o¿one s± na okres d³u¿szy. Transplantacja, zabieg jednorazowy, wymaga oczywi¶cie okresu rehabilitacji, ale odci±¿a po pewnym czasie s³u¿bê zdrowia od kolejnych ¶wiadczeñ medycznych. A co najwa¿niejsze, przywraca spo³eczeñstwu zdrow± jednostkê. Stwarza choremu szansê normalnego ¿ycia. Czy¿ to nie jest najwa¿niejsze?
- 98 proc. chorych prze¿ywa rok, a 93 proc. 5 lat z zachowan± czynno¶ci± nerki lub bez (wtedy ratunkiem jest ponowne dializowanie) - mówi prof. Rowiñski. - ¦miertelno¶æ w¶ród chorych leczonych dializami wynosi 12 proc. rocznie, a zatem jest o wiele wy¿sza ni¿ w¶ród pacjentów po przeszczepie.
- Kraków z przyleg³o¶ciami zamieszkuje ok. 1,2 mln osób. Taka jest populacja ludzi na ¶wiecie ¿yj±cych z przeszczepami. A wokó³ Krakowa jest kolejka ludzi ok. 70-80 tys. rocznie. Nie wejd± oni jednak do tego hermetycznego miasta, bo brakuje narz±dów do przeszczepiania - do¶æ obrazowo, lecz jednoznacznie wyja¶nia sytuacjê prof. Rowiñski.
Transplantacja jest specyficzn± metod± leczenia, która - by pomóc choremu - zamiast tabletek wymaga ¿ywego organu. Czasem jest to jedyna metoda ratowania ¿ycia. Jest ratunkiem, który niejednokrotnie oznacza ¶mieræ drugiej osoby. Sprawa jest mniej kontrowersyjna w chwili, kiedy lekarz zwraca siê do rodziców z pro¶b± o pomoc dla ich dziecka chorego na niewydolno¶æ nerki. Ten akt darowizny od razu jest akceptowany przez ogó³ i wysoko oceniany moralnie. W chwili, gdy sytuacja rozgrywa siê pomiêdzy rodzin± zmar³ego a lekarzem, my¶l±cym o ratowaniu nieznanej osoby oczekuj±cej, opinie na ten temat s± ró¿ne.
My¶lê, ¿e nacisk nale¿y po³o¿yæ przede wszystkim na to, aby u¶wiadomiæ spo³eczeñstwu, ¿e brak akceptacji mo¿e oznaczaæ odebranie szansy ¿ycia komu¶ bliskiemu, kto ¿yje obok nas.