![]() |
| Krzysztof Rybicki |
Czytaj±c Wasze wspomnienia, odnajdujê w nich zapis drogi, jak± ka¿da i ka¿dy z osobna szed³. Jest to historia dróg, na których ¿e¶my siê spotykali. Te indywidualne poniek±d drogi ³±czy³y siê ze sob± i tak powstawa³o ¶rodowisko.
Jan Pawe³ II
List Ojca ¦wiêtego do osób, które opowiada³y mi najwiêcej o swoim ojcu i dziadku, wielkim polskim fizyku Marianie Miêsowiczu, list przys³any z Watykanu w styczniu 1997 roku, przeczyta³am dopiero w domu, po powrocie z Krakowa, kiedy mog³am zag³êbiæ siê w lekturze ofiarowanej mi przez pañstwa Mariê z Miêsowiczów i, zmar³ego nied³ugo po naszym spotkaniu, Krzysztofa Rybickich ksi±¿ki Zapis drogi. Wspomnienia o nieznanym duszpasterstwie ksiêdza Karola Wojty³y. Ten zapis nale¿y do tradycji rodzinnej i Rybickich i Maleckich, tj. drugiej córki prof. Miêsowicza, Teresy, oraz jej mê¿a Piotra. Nale¿y te¿ do dziejów duchowych oraz intelektualnych krakowskiej inteligencji.
S³owo „¶rodowisko” powtarza³o siê wielekroæ w rozmowie - kiedy dotyczy³a ona fizyki, ale te¿ wtedy, gdy drugie i trzecie ju¿ pokolenie mówi³o o swoich ¿yciowych wyborach oraz losach. Podobnie jak w pierwszej czê¶ci sagi tej rodziny („FA” nr 3/04), wspomnienia, s±dy o ¶wiecie, motywy postêpowania, najoczywi¶ciej odnoszone bywa³y do osoby pierwszego w niej i najwybitniejszego fizyka. O jego córkach, ziêciach i wnukach dowiadywa³am siê niejako przy okazji i wyczyta³am sporo we wspomnianej ksi±¿ce.
Dzieciñstwo Marii i Teresy up³ywa³o po¶ród tarapatów finansowych. Nigdy nie by³o wiadomo, czy pojad± na wakacje, czym pojad± i na jak d³ugo. Tote¿ kiedy w 1945 roku, bawi±c z matk± w Rabce, zawiezione tam przez przyjació³ domu, zobaczy³y niespodziewanie ojca, stoj±cego w drzwiach z ogromnym pud³em ciastek, przysz³o im do g³owy najgorsze - ¿e chyba zdefraudowa³ jakie¶ pieni±dze. Okaza³o siê, i¿ wyg³osi³ on w Krakowie wyk³ad o bombie atomowej, zrzuconej w³a¶nie na Hiroszimê, której dzia³anie wydawa³o siê wówczas niepojête. Marian Miêsowicz z gronem wspó³pracowników dyskutowa³ o problemach rozszczepienia j±der pierwiastków promieniotwórczych jeszcze podczas wojny, zdobywaj±c sk±pe wówczas i trudno dostêpne wiadomo¶ci na ten temat. Uniwersytecki wo¼ny, który od strony organizacyjnej wyk³ad przygotowa³, zebra³ drobne op³aty za wstêp, za¶ autor podzieli³ siê z nim po po³owie. Podejrzana w czasach stalinowskich koneksja intelektualna ¶ci±gnê³a uwagê s³u¿by bezpieczeñstwa - kiedy po serii pomiarów promieniowania kosmicznego w wielickiej kopalni soli profesor (tytu³ ten uzyska³ w roku 1949) wyjecha³ na powierzchniê, zabrano go prosto na przes³uchanie.
Córka przypomnia³a rodzinn± anegdotê dlatego, ¿e dobrze ilustruje cechê umys³u profesora: ciekawo¶æ tego, co nowe, po³±czon± z niezawodn± intuicj±, która zawsze kierowa³a go ku zagadnieniom najistotniejszym, a dopiero „kie³kuj±cym” w nauce. Tak by³o z fizyk± cz±stek elementarnych, za której ojca w Polsce jest uwa¿any i której rozwojowi swoimi pracami towarzyszy³. Podobnie z fizyk± wysokich energii. Pani Teresa Malecka, profesor muzykologii (drog± akademick± posz³a za ojcem, a po¶wiêci³a siê temu, co by³o jego wielk± pasj± - muzyce) przypomnia³a jeden z Wieczorów Wawelskich, podczas którego licznie zebranym humanistom wyda³o siê, ¿e pojêli istotê i sens „wielkiego wybuchu”, przedstawione im przez Mariana Miêsowicza.
We wspomnieniu starszej córki zosta³y stosy zeszytów z notatkami, jakie ojciec robi³ przy naukowych lekturach. Bardzo pod koniec ¿ycia chory, przegl±da³ ksi±¿ki i czasopisma w ³ó¿ku, podkre¶laj±c fragmenty, do których pragn±³ wróciæ.
Prof. Krzysztof Rybicki o te¶ciu: Jakim¶ magnetyzmem w³asnym po¶ci±ga³ rozmaitych ludzi, którzy do dzisiaj s± wybitnymi fizykami i stworzy³ co¶ takiego, co jest stworzyæ najtrudniej, to znaczy ¶rodowisko. Czwarty w kolejno¶ci urodzin wnuk, fizyk: W momencie, kiedy dziadzio umar³, nie mia³em dwudziestu jeden lat. £±czno¶æ z nim i z tradycj± uzyskujê po jego ¶mierci, pracuj±c w instytucie, który on wspó³tworzy³, a atmosfera zosta³a przez niego ukszta³towana. Mogê j± porównaæ z atmosfer± panuj±c± w ró¿nych innych o¶rodkach, równie¿ zagranicznych. I teraz widzê, jak cenny by³ ten jego stosunek do uczniów, w którym przewa¿a³o partnerstwo nad „eksploatacj±”. Udzia³ eksploatacji musi byæ znacz±cy, gdy¿ grupa, w której pracujemy, powinna z naszej pracy odnosiæ korzy¶æ, ale i jednostka musi korzystaæ. Dziadek umia³ nadaæ najw³a¶ciwsze proporcje. Dziêki tej atmosferze wielu wybitnych ludzi pozosta³o w polskiej fizyce, a nie uciek³o do zachodnich, nieporównywalnie bogatszych o¶rodków, ani nie obra³o zupe³nie innej kariery.
Z perspektywy dwu nastêpnych pokoleñ widaæ co¶, co mog³oby siê wydawaæ nie ca³kiem zgodne z ow± nieustaj±co ¿yw± ciekawo¶ci± nowego - we w³asnej dziedzinie, ogarnianej szeroko, ale i w ca³ej otaczaj±cej rzeczywisto¶ci - szczególn± troskê o wychowanków, o szko³ê, któr± tworzy³, skupiaj±c wokó³ siebie zdolnych uczniów, troskê, jaka chyba (tak mówi± nastêpcy profesora) przewa¿a³a nad ambicj± pomna¿ania w³asnych osi±gniêæ badawczych. Nieczêste to po³±czenie, nawet u twórców wielkich szkó³ naukowych.
Marian Miêsowicz by³ profesorem Akademii Górniczo-Hutniczej, uczelni technicznej, ale ca³e ¿ycie tkwi³ w centrum krakowskiej (tak¿e polskiej) fizyki i skupia³ wokó³ siebie badaczy ze wszystkich placówek, gdzie fizykê uprawiano. Lubi³ podkre¶laæ tê swoj± „techniczn± przynale¿no¶æ” w³a¶nie dlatego, ¿e przezwyciê¿y³ przedzia³y miêdzy placówkami. Obyczaj cotygodniowych spotkañ ca³ego ¶rodowiska, zapocz±tkowanych w 1959 roku, istnieje nadal. Profesor uczestniczy³ w nich nawet wtedy, gdy ju¿ zdrowie szwankowa³o. I do koñca uczestniczy³ bardzo czynnie. Piotr Malecki: Ojciec mia³ taki niezwyk³y dar, ¿e na seminarium, niekoniecznie z najbli¿szej mu dziedziny, kiedy wydawa³ nam siê niezbyt zainteresowany, pozwala³ toczyæ siê dyskusji, a w jej centralnym momencie zadawa³ pytanie zupe³nie fundamentalne, które kierowa³o uwagê na nowe tory. Pani Teresa skwapliwie dodaje, ¿e nie by³y to nigdy pytania z³o¶liwe, konfunduj±ce prelegenta i zebranych, ale naj¿yczliwiej ukazuj±ce jaki¶ niedostrze¿ony horyzont.
Atmosfera wspó³pracy w tym szerokim ¶rodowisku ci±gle (Marian Miêsowicz umar³ w 1992) odbiega od klimatu innych o¶rodków. Przywo³am tu jeszcze ¿artobliwe powiedzenie prof. Maleckiego: Czasami marzê o takim klasycznym modelu, kiedy ten mistrz t³umi swoich uczniów, nie daje im siê habilitowaæ, a oni strasznie chc± i mówiê moim uczniom: ¿eby¶cie wy tak chcieli! Przy takich têsknotach stara siê on i¶æ w ¶lady swego te¶cia, który wydoktoryzowa³, wyhabilitowa³ i „uprofesorowa³” bardzo wielu fizyków.
Najstarszy wnuk: My¶my siê rodzili nie tylko naszym rodzicom i nie tylko naszym dziadkom. My¶my siê rodzili ciociom, wujkom - oni wszyscy nas wychowywali, kszta³towali nasze umys³y i charaktery. Drugie pokolenie, które uwierzytelni³o okre¶lenie rodu jako „uczonego”, jeszcze przed ukoñczeniem studiów znalaz³o siê w bardzo mocno formuj±cym ¶rodowisku. Dr Maria Rybicka tak to przedstawia w Zapisie drogi: W 1959 by³o ju¿ jasne, ¿e bêdziemy z Krzysztofem ma³¿eñstwem. Byli¶my zdecydowani naprzód skoñczyæ studia. Mia³o to nast±piæ w 1960 roku. Chcieli¶my siê pobraæ w rok pó¼niej, a nasi rodzice byli ju¿ (chyba) zaniepokojeni d³ugim narzeczeñstwem. Uda³am siê po poradê do Wujka, który odradzi³ ³±czenie dwóch tak wa¿nych spraw jak pocz±tek pracy i pocz±tek ¿ycia ma³¿eñskiego. W tym czasie bardzo czêsto zwierza³am siê Wujkowi z bardzo osobistych problemów, tak bardzo osobistych, ¿e trudno mi o tym pisaæ. Zawsze Wujka rady by³y nies³ychanie uspokajaj±ce - nie wpadaæ w pop³och, spokojnie podej¶æ do problemów, a zobaczy siê je we w³a¶ciwych proporcjach. Wujek udzieli³ nam ¶lubu 15 lipca 1961 roku w Katedrze na Wawelu. Pó¼niej chrzci³ wszystkie nasze dzieci. Wszystkie, to znaczy i trzech synów drugiej pary skojarzonej w duszpasterskim ¶rodowisku - Teresy i Piotra Maleckich. Nie wiem, czy trzeba przypomnieæ, ¿e Wujek to ksi±dz Karol Wojty³a.
Spotkanie z potomkami Mariana Miêsowicza zakoñczy³o siê odczytaniem, a w wiêkszej czê¶ci przytoczeniem z pamiêci, „Przykazañ kierownika naukowego”, które profesor sformu³owa³ i wpaja³ uczniom. Pierwsze: Z³y kierownik naukowy dobiera sobie wspó³pracowników gorszych od siebie. Dobry - dobiera lepszych od siebie. Drugie: Dobry kierownik naukowy opublikowa³ ju¿ w ¿yciu tyle, ¿e nie musi swoim nazwiskiem ozdabiaæ prac swych uczniów. Trzecie: Uczony powinien zacz±æ my¶leæ o pieni±dzach nie wcze¶niej ni¿ maj±c lat trzydzie¶ci piêæ. Czwarte: Je¿eli uwa¿acie siebie za bohaterów, to pamiêtajcie, ¿e jeszcze wiêkszymi bohaterkami s± wasze ¿ony.
Syn uczestników kajakowych sp³ywów z Wujkiem towarzyszy³ dziadkowi na jednym z seminariów z cyklu „Nauka - religia - dzieje”, jakie co dwa lata gromadz± u Jana Paw³a Drugiego w Castel Gandolfo fizyków, matematyków, kosmologów, filozofów. Wspomina: M³odzieñczy sposób, w jaki ten cz³owiek, którym ja siê musia³em opiekowaæ, wyk³ada³ okropnie trudne problemy tak, ¿eby ludzie z innych dziedzin mogli zrozumieæ, by³ po prostu wstrz±saj±cy. Wtedy zrozumia³em, kto jest moim dziadkiem.
Pytanie, czy tradycja, jak± mi opisali rodzice i synowie, do czego¶ ich zobowi±zuje, wywo³a³o u tych drugich o¿ywiony sprzeciw. Do¶æ d³ugo wyja¶niali¶my sobie sens mojego pytania i motywy ich postaw i zachowañ. Nie mo¿emy od tego uciec, nawet gdyby¶my chcieli. Potem us³ysza³am jeszcze, ¿e na¶ladowanie wzoru jest czym¶ nazbyt naturalnym, by o tym mówiæ. Wyliczono, i¿ w¶ród piêciu wnuków Mariana Miêsowicza s±: anglista, filolog klasyczny, informatyk oraz dwaj fizycy. Najm³odszy, student, ¶wiadomie do tradycji nawi±zuje. Postawi³ na komputerze dziadkow± fotografiê, uczy siê z ksi±¿ek jego autorstwa, ale i z tych podrêczników znajduj±cych siê w domowej bibliotece, które s³u¿y³y dziadkowi do nauki.
Obok „¶rodowiska” powtarza³o siê czêsto s³owo „atmosfera” i wtedy w Krakowie uprzytomni³am sobie wspó³zale¿no¶æ tych pojêæ. W prawdziwym ¶rodowisku, tj. takim, gdzie ludzie czuj± siê razem odpowiedzialni za to, co jest celem ich wysi³ków, musi panowaæ atmosfera przyjazna, nacechowana wzajemnym zaufaniem oraz wzajemnym uznaniem walorów i zas³ug. Podczas naszego spotkania znalaz³am siê w takiej atmosferze i pozna³am ¶rodowisko stanowi±ce czê¶æ szerszej wspólnoty ludzi nauki. Rozmawiali¶my o rzeczach oczywistych, które nale¿y nazywaæ i przywo³ywaæ, ¿eby oczywiste byæ nie przesta³y.
Tekst powsta³ na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w programie BIS Polskiego Radia SA w maju 2002 r.
W notatce dotycz±cej Stypendiów Krajowych FNP dla M³odych Naukowców, przedstawionej w „Forum Akademickim” nr 3/04 na str. 7 pojawi³ siê b³±d. Podali¶my, ¿e najwiêcej stypendiów otrzymali uczeni z Uniwersytetu Warszawskiego, tymczasem najwiêcej, bo a¿ 16 stypendiów w tegorocznej edycji konkursu, zebrali m³odzi naukowcy z Uniwersytetu Jagielloñskiego.
Przepraszamy.
Redakcja