Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Poczta elektroniczna

Programi¶ci i recenzenci

Coraz trudniej systemowi recenzji przed publikacj± spe³niæ nawet minimalne wymaganie, jakim jest wy³apanie istotnych b³êdów merytorycznych, które zdarzaj± siê nawet najlepszym autorom.
Pawe³ Misiak

Fot. Stefan Ciechan Szanowny Panie Redaktorze,
Co ma wspólnego sposób powstawania oprogramowania ze sposobem publikowania wyników naukowych? Na pierwszy rzut oka wydawaæ by siê mog³o, ¿e niewiele zgo³a. A jednak mo¿na siê doszukiwaæ pewnych analogii w funkcjonowaniu jednych i drugich „produktów” w¶ród odbiorców czy u¿ytkowników. Ciekawe spostrze¿enia na ten temat znalaz³em ostatnio w krótkiej pracy S. Rai z Uniwersytetu Stanforda. Autor twierdzi, ¿e w obu przypadkach dzia³aj± bardzo podobne mechanizmy selekcji, oddzielania ziarna od plew. I tu, i tam, zarówno w dziedzinie oprogramowania, jak i prac naukowych, rzetelna krytyka ma s³u¿yæ eliminacji b³êdów i podnoszeniu jako¶ci.

Tajemnica produktu

Sztuka programowania, a ¶ci¶lej bior±c, tworzenia programów komputerowych s³u¿±cych ró¿nym celom, sta³a siê pod koniec zesz³ego wieku wa¿nym w skali ¶wiatowej przemys³em. Jedna z najwiêkszych ¶wiatowych firm, Microsoft, w tej w³a¶nie bran¿y od wielu lat robi „kokosy”, produkuj±c oprogramowanie nie zawsze najlepszej jako¶ci, za to, dziêki dzia³aniom marketingowym, zjawiskom rynkowym i wspó³zale¿no¶ciom rozmaitych mechanizmów i powi±zañ, niezmiernie rozpowszechnione na ca³ym ¶wiecie. Oczywi¶cie, kod ¼ród³owy takiego oprogramowania jest zazwyczaj trzymany w tajemnicy, a niektóre rozwi±zania s± opatentowane, co ma zapewniæ producentom maksymalne korzy¶ci.

Oprogramowanie firmowe, sprzedawane w postaci skompilowanej, z utajnionym kodem ¼ród³owym, jest czêsto oceniane jako - mówi±c ³agodnie - ma³o doskona³e. Nawet najbardziej rozpowszechnione programy zawieraj± sporo b³êdów. Przy tym temu, kto na b³±d siê natkn±³, trudno wskazaæ jego konkretne ¼ród³o, gdy nie wiadomo, co w kodzie siedzi. Ta wiedza dostêpna jest jedynie twórcom, czyli producentowi i od niego tylko zale¿y, czy zechce z niej skorzystaæ. Oczywi¶cie, komercyjne nie zawsze znaczy niedobre. Trafiaj± siê te¿ produkty o przyzwoitej jako¶ci, cenione przez u¿ytkowników i co jaki¶ czas udoskonalane. Niemniej istnieje sporo programów drogich, a po prostu kiepskich.

Po co lepiej?

Najczê¶ciej formu³owane zarzuty przeciw oprogramowaniu komercyjnemu dotycz± paru ogólnych kwestii. Na przyk³ad ró¿nicy miêdzy mo¿liwo¶ciami przedstawianymi przez producenta a stanem faktycznym. Drugi czêsto powtarzany zarzut, to znaczne opó¼nienia lub wrêcz brak dzia³ania producenta, je¶li chodzi o poprawianie b³êdów i braków zg³aszanych przez u¿ytkowników. W ca³kiem „powa¿nych” i drogich programach zdarzaj± siê b³êdy proste, ³atwe do wyeliminowania na etapie testowania. Najwidoczniej jednak nie zawsze owo testowanie jest prowadzone, zapewne z uwagi na po¶piech.

Zarzuty tego rodzaju wysuwane s± najczê¶ciej pod adresem programów, które zdominowa³y lub zmonopolizowa³y rynek w okre¶lonej dziedzinie. Przestaj± siê wtedy sprawdzaæ wyobra¿enia libera³ów o absolutnej skuteczno¶ci samoreguluj±cych mechanizmów gospodarczych. Je¶li produkt dominuje lub monopolizuje rynek, to producent nie ma w zasadzie ¿adnej motywacji, by go doskonaliæ. Kieruje raczej wysi³ek w stronê likwidowania potencjalnych rywali, na przyk³ad przez wykupienie ca³ej firmy lub patentowanie ogólnych rozwi±zañ, co wi±¿e rêce ewentualnym konkurentom. Pieni±dze same siê robi±, a klientów wyra¿aj±cych niezadowolenie z dzia³ania produktu mo¿na odes³aæ z kwitkiem, twierdz±c, ¿e próbuj± go u¿ywaæ w sposób niezgodny z przeznaczeniem. Któ¿ by siê przejmowa³ tym, ¿e mo¿na zrobiæ rzecz lepiej.

Dominacja tego czy innego produktu mo¿e byæ skutkiem dominuj±cej pozycji firmy, która potrafi skutecznie przekonaæ klientów, ¿e to ich oprogramowanie jest najlepsze, de facto narzucaj±c wiêkszo¶ci przekonanie o doskona³o¶ci tego w³a¶nie produktu. Za przyk³ad mog± s³u¿yæ systemy operacyjne czy oprogramowanie biurowe najwiêkszej firmy softwareowej na ¶wiecie. Monopolizacja pewnych obszarów rynku oprogramowania bywa te¿ wynikiem splotów interesów biznesowych z politycznymi, co znajduje wyraz w administracyjnym narzucaniu okre¶lonych rozwi±zañ jako jedynych oficjalnych standardów. U¿ytkownicy zmuszani s± do stosowania okre¶lonego programu, bo inaczej nie da siê za³atwiæ pewnych urzêdowych konieczno¶ci. W ten prosty sposób napêdza siê firmie rzeszê klientów. Przyk³ady takich z³otych interesów mo¿na znale¼æ w naszym kraju.

Dobre, bo darmowe?

Skrajnie odmienne podej¶cie w dziedzinie tworzenia oprogramowania, które mo¿na nazwaæ podej¶ciem prospo³ecznym, reprezentuje ¶wiatowy ruch twórców oprogramowania o otwartym kodzie ¼ród³owym. Chodzi o udostêpnianie, oprócz gotowych wersji programów, równie¿ ich pe³nego kodu ¼ród³owego. Oprogramowanie tego rodzaju jest zazwyczaj rozpowszechniane za darmo, czasem na zasadzie „co ³aska”. Twórcy czy te¿ wytwórcy programów typu open source najczê¶ciej wyra¼nie prosz± u¿ytkowników o krytykê, o wszelkie uwagi na temat funkcjonalno¶ci, napotkanych b³êdów czy ewentualnych pomys³ów co do dalszego rozwoju produktu. Oprogramowanie o publicznie dostêpnym kodzie ¼ród³owym pozwala zainteresowanym na dok³adne prze¶ledzenie, jak to dzia³a i co mo¿e z tego wynikaæ. Odpowiednio przygotowanemu u¿ytkownikowi umo¿liwia te¿ dokonywanie dowolnych modyfikacji czy uzupe³nieñ, czêsto wchodz±cych w sk³ad kolejnych, doskonalszych wersji.

Jednym z najstarszych, a zarazem wzorcowych przyk³adów oprogramowania o kodzie otwartym jest system do sk³adu tekstów TeX, stworzony przez Donalda Knutha jeszcze w latach 70. Równolegle ze stworzeniem TeX-a Knuth opublikowa³ ksi±¿kê, w której opisa³ szczegó³owo mechanizmy i algorytmy, na których opiera siê dzia³anie systemu. Udostêpni³ te¿ pe³ny kod ¼ród³owy. Od wielu lat, w postaci kolejnych wersji, kod ten jest dostêpny w Internecie na wielu serwerach na ca³ym ¶wiecie. Dziêki wieloletniej wspó³pracy licznej rzeszy entuzjastów i fachowców z ca³ego ¶wiata, stale rozwijany i doskonalony system TeX jest dzi¶ najdoskonalszym, najsolidniejszym, a zarazem bardzo elastycznym programem w swej kategorii.

Drugim, nawet szerzej znanym przyk³adem oprogramowania o kodzie otwartym, jest system operacyjny linux. Wystêpuj±cy dzi¶ w wielu ró¿nych odmianach i próbuj±cy, gdzieniegdzie skutecznie, konkurowaæ z „jedynie s³usznym” systemem stosowanym na wiêkszo¶ci komputerów klasy PC, powsta³ i rozwija siê jako efekt pracy wieluset wolontariuszy z ca³ego ¶wiata. Ojciec linuxa Linus Torvalds stworzy³ pocz±tkowo na w³asne potrzeby j±dro ma³ego systemu operacyjnego, bêd±ce namiastk± systemu z wielkich komputerów na pececie. Systemik ów do¶æ szybko zyska³ popularno¶æ i po kilku latach przybra³ postaæ wielkiego dzie³a zbiorowego. Dziêki rzeszy krytycznych i twórczych u¿ytkowników na ca³ym ¶wiecie system szybko siê udoskonala.

Publikacja publikacji nierówna

Standardow± procedur± w uprawianiu nauki jest publikowanie wyników prac w recenzowanych czasopismach. Proces recenzowania ma zapewniæ, ¿e drukowane artyku³y bêd± spe³nia³y przynajmniej minimalne wymagania stawiane pracom naukowym, to znaczy bêd± zawiera³y jakie¶ nowe i oryginalne wyniki lub prezentowa³y nowe interpretacje b±d¼ zastosowania wyników ju¿ znanych. Osobn± kategoriê stanowi±, oczywi¶cie, prace przegl±dowe, podsumowuj±ce i przedstawiaj±ce w sposób jednolity stan badañ i osi±gniêæ w jakiej¶ dziedzinie.

Mechanizm zapewniania jako¶ci publikacji poprzez ich recenzowanie przez specjalistów przed zakwalifikowaniem do druku sam w sobie jest do¶æ skuteczny, jednak od kilkunastu lat, wskutek przyspieszenia pracy naukowej, obiegu informacji i gwa³townego wzrostu jej ilo¶ci, okazuje siê coraz mniej efektywny. Coraz trudniej systemowi recenzji przed publikacj± spe³niæ nawet minimalne wymaganie, jakim jest wy³apanie istotnych b³êdów merytorycznych, które zdarzaj± siê nawet najlepszym autorom. Wci±¿ jednak istnieje ogólniejsza zasada dzia³alno¶ci naukowej, jak± jest publikowanie wyników wraz z opisem u¿ytych metod, a tym samym poddawanie swojej pracy pod krytyczny os±d spo³eczno¶ci naukowej.

System zapewnienia kontroli jako¶ci poprzez krytyczne recenzowanie, jak pisze Rai, przypomina mechanizmy sprzyjaj±ce doskonaleniu oprogramowania o otwartym kodzie ¼ród³owym. W obydwu przypadkach najwa¿niejsza jest otwarta dyskusja nad „produktami”, czego warunkiem jest mo¿liwo¶æ poznania wszystkich szczegó³ów „od kuchni”. Wtedy bowiem mo¿liwa jest krytyka nie tylko merytoryczna, ale przede wszystkim konstruktywna, u³atwiaj±ca znalezienie b±d¼ wskazuj±ca sposoby poprawienia stanu rzeczy. Oprogramowanie firmowe, o kodzie utajnionym, mo¿na oceniaæ tylko ze wzglêdu na widoczne efekty dzia³ania, czyli raczej niekonstruktywnie.

Sprawa zasad

Wprowadzenie ewentualnych poprawek w oprogramowaniu o kodzie ukrytym zale¿y od dobrych chêci producenta. Motywacja za¶ zale¿y, jak wspomnia³em wy¿ej, od istnienia konkurencji. W wypadku „producentów” publikacji nie tylko nierecenzowanych, ale te¿ nie poddaj±cych siê krytyce merytorycznej z uwagi na nierespektowanie podstawowych zasad naukowego dyskursu, nie ma nawet takiej motywacji. Ewentualna dyskusja tego rodzaju prac sprowadza siê zwykle do wymiany inwektyw miêdzy autorem a jego krytykami albo do twierdzeñ w rodzaju: „a ja wiem lepiej”.

Z lektury doniesieñ na temat przejawów nieuczciwo¶ci naukowej mo¿na odnie¶æ wra¿enie, ¿e praktyka unikania krytyki, charakterystyczna dla oprogramowania firmowego i twórczo¶ci pseudonaukowej, zdarza siê coraz czê¶ciej tak¿e w dziedzinie publikacji naukowych. Byæ mo¿e jest to efekt niewydolno¶ci tradycyjnych mechanizmów regulowania jako¶ci wyników, a mo¿e przenikania do nauki paradygmatów postêpowania z dziedziny komercji. Naukowcom próbuj±cym normalnie pracowaæ pozostaje uzbrojenie siê w zdwojon± porcjê krytycyzmu wobec czytanych prac i utrzymywanie jak najwy¿szych standardów metodologicznych w pracy w³asnej.

Chyba warto czê¶ciej przypominaæ sobie ogólne zasady prowadzenia badañ naukowych, w najszerszym rozumieniu tego s³owa, poczytaæ np. filozofów. Sk±d jednak wzi±æ na to czas, skoro rzeczywisto¶æ wymaga „produkowania” coraz wiêkszej ilo¶ci wyników, a w³a¶ciwie publikacji.

Zadumany nad prób± znalezienia w³asnego rozwi±zania tego dylematu, przesy³am Panu Redaktorowi niniejszy tekst i serdeczne pozdrowienia.

Pawe³ Misiak

pm@ar.wroc.pl

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje