Niew±tpliwie ksi±¿ka Lewisa jest bogat± biografi± autora Boskiej Komedii oraz cennym ¼ród³em informacji o Europie XIII i XIV wieku. Do¶æ dok³adny opis ¿ycia poety uwzglêdnia m.in. dzieje mi³o¶ci do Beatrycze, w której zakocha³ siê jako niespe³na dziesiêciolatek (jego wybranka mia³a wówczas dziewiêæ lat). Niestety, planowanie ma³¿eñstwa nale¿a³o wtedy do rodziców, wiêc dwunastoletni Dante zosta³ oficjalnie zarêczony z Gemm± Donati. Owocem pó¼niejszego zwi±zku by³a dwójka dzieci (co ciekawe, córka wst±pi³a do zakonu i przyjê³a imiê Beatrycze). Mi³o¶æ do Beatrycze Dante opisa³ ju¿ po jej przedwczesnej ¶mierci w ¯yciu nowym.
Sednem istnienia, zdaniem autora ksi±¿ki, by³a dla Dantego Florencja. Lewis twierdzi nawet, ¿e pisarz by³ do niej przywi±zany w sposób niezrozumia³y dla wspó³czesnego cz³owieka (z czym mo¿na by polemizowaæ). Obszernie opisano burz±cy spokój dawnej Europy spór gwelfów z gibelinami. Mia³ on tak¿e wp³yw na losy pisarza. W 1302 roku, na skutek politycznych zawirowañ i oskar¿eñ o wymy¶lone zbrodnie, Dante zosta³ skazany na ¶mieræ i ju¿ nigdy nie móg³ wróciæ do Florencji (w 1315 roku wygnañcom dano szansê na powrót pod warunkiem zap³acenia czê¶ci grzywny i stawienia siê jako bosi pokutnicy ze sznurem na szyi). Zmar³ w Rawennie i zosta³ tam pochowany, a jego szcz±tki w rodzinne strony sprowadzono dopiero kilkaset lat pó¼niej. Wspó³czesna Florencja o swoim wielkim przodku przypomina m.in. poprzez 30 tablic z cytatami z Boskiej Komedii, umieszczonych w ró¿nych czê¶ciach miasta.
Podczas dziewiêtnastu lat wygnania Dante stworzy³ wiele wa¿nych dzie³ i sta³ siê dobrze znanym pisarzem. Spod jego pióra wysz³y wtedy m.in.: traktat O jêzyku pospolitym (o wy¿szo¶ci jêzyka narodowego nad ³acin± przy tworzeniu poezji) i Monarchia (o relacjach pomiêdzy cesarstwem a papiestwem). Trwa³y tak¿e prace nad najwiêkszym i najbardziej znanym jego dzie³em Komedi±, której pó¼niej dodano okre¶lenie Boska. Autor pracy udowadnia, ¿e jest ona autobiografi± poety i „summ± k³êbi±cych siê w nim namiêtno¶ci i wizji” - jak czytamy na ok³adce. Analizuje kolejne krêgi Piek³a, Czy¶æca i Nieba, przez które przechodzi Dante i opisuje ludzi i sytuacje, które spotykaj± tam poetê. Zamieszcza w ksi±¿ce mnóstwo cytatów z Komedii i innych dzie³ twórcy. Opisuje wiele wydarzeñ z historii Florencji, które mia³y wp³yw na ¿ycie Dantego. To zapewne by³by dobry sposób na wskazanie analogii miêdzy ¿yciem a twórczo¶ci±. Jednak przeskoki w kolejnych akapitach (a nawet w tym samym) od biografii, poprzez konteksty historyczne, do tre¶ci konkretnego dzie³a wcale nie tworz± harmonijnego obrazu. Przy takim nat³oku informacji w pracy pojawia siê pewien chaos. Czasem nie wiadomo, czy jeszcze jest streszczany utwór, czy to ju¿ jego interpretacja, czy po prostu spekulacje autora ksi±¿ki.
Doceniam wiedzê Lewisa o stosunkach panuj±cych we Florencji, interesuj±ce s± wszelkie wiadomo¶ci o ówczesnym ¿yciu i na pewno niezbêdne przy pisaniu biografii. Jednak nie mog± one wprowadzaæ zamieszania i wywo³ywaæ w czytelniku wra¿enia, ¿e czyta pracê, w której pozlepiano dane z ró¿nych ¼róde³. Te wiadomo¶ci istniej± na równorzêdnych zasadach i gdyby nie komentarz z ok³adki, nie wiedzia³abym, przez jaki w³a¶ciwie pryzmat patrzeæ na opisywan± tu ksi±¿kê: biografii poety jako ¼ród³a inspiracji, jego utworów jako ilustracji ¿ycia, czy mo¿e historii Florencji?
Justyna Jakubczyk
Richard W.B. Lewis, Dante, t³um. Dorota Strukowska, Wydawnictwo Dolno¦l¡skie, Wroc³aw 2004, seria: Historia i Tradycja.
Subdyscyplina pedagogiki, pedeutologia - nauka o nauczycielu - dotychczas w niewielkim stopniu obecna w programach kszta³cenia przysz³ych pedagogów, doczeka³a siê w tym opracowaniu metodologicznego namys³u nad zasadno¶ci± swego istnienia, przedmiotem, zaadaptowanymi metodami, których u¿ywa jako narzêdzi swych badañ, celem oraz dynamik± dalszego rozwoju. Pionierstwo ksi±¿ki tkwi w tym, ¿e skoncentrowano siê na osobie nauczyciela akademickiego. Postawiono szereg pytañ o formacjê przysz³ego nauczyciela szko³y wy¿szej. Generalnie - w swoich podstawach - nie ró¿ni siê ona od formacji nauczyciela, który bêdzie pracowa³ w szko³ach podstawowych czy ¶rednich. Podkre¶lono zasadê, i¿ jako¶æ kszta³cenia jest tym wy¿sza, im mniejszy dystans dzieli sferê badañ naukowych i sferê wyk³adów od æwiczeñ.
Zastanowiono siê nad mo¿liwo¶ci± odzyskania relacji mistrz - uczeñ, dostrzegaj±c szansê przywrócenia zachwianych proporcji, równie¿ pomiêdzy prac± badawcz± a dydaktyczn±, w mniejszej liczbie studentów.
Pracownicy dydaktyczni Akademii ¦wiêtokrzyskiej zwrócili uwagê na braki dzisiejszych nauczycieli w wykszta³ceniu filozoficznym, rozumianym nie tylko jako zapoznanie siê z histori± filozofii, ale tak¿e znajomo¶æ antropologii, etyki, logiki, aksjologii. Podniesiono te¿ kwestiê personalistycznego traktowania ucz±cych siê, którzy, przyswajaj±c sobie wzorzec postêpowania nauczyciela wzglêdem nich, sami - choæby nie¶wiadomie - staj± siê jego na¶ladowcami.
Publikacja odnosi siê do wspó³czesnych trendów pedagogiki ¶wiatowej. Zwraca uwagê na niekorzystny stan obni¿ania poziomu nauczania w wymiarze masowym oraz d±¿enie do wykszta³cenia ludzi poruszaj±cych siê w ¶wiecie maszyn i urz±dzeñ elektrycznych, a nie zawsze wdro¿onych do krytycznego my¶lenia i do wra¿liwo¶ci na jako¶æ otoczenia przyrodniczego. Zaakcentowano wystêpuj±ce w krajach wysoko rozwiniêtych zjawisko dumy z osi±gniêæ technicznych, przy nasilaj±cym siê braku poczucia sensu istnienia i towarzysz±cemu mu nihilizmowi, który niszczy naturalne si³y fizyczne i duchowe cz³owieka.
Nauczyciel jako cz³owiek d±¿yæ winien do w³asnego rozwoju, dbaæ o aktualizacjê wiedzy, któr± przekazuje. Z badañ przeprowadzonych przez kieleckie ¶rodowisko pedagogów wynika, ¿e miernikiem samorozwoju nauczycieli jest aktywno¶æ innowacyjna, któr± nauczyciele przejawiaj± w swej pracy. Nauczyciele wprowadzaj± nowe metody pracy z uczniem, na wy¿szym poziomie nauczania staraj± siê byæ nie tyle ¼ród³em wiedzy, co t³umaczem ¶wiata udostêpniaj±cym okre¶lone tre¶ci, po¶rednikiem miêdzy kultur± a jej odbiorcami - co jest w zupe³nej zgodno¶ci ze s³ynnym raportem J. Delorsa.
Negatywnym aspektem innowacyjno¶ci okaza³ siê jednak motyw, dla którego nauczyciele siê jej podejmowali. Przodowa³y, prócz chêci podniesienia efektów w³asnej pracy i osi±gniêcia osobistej satysfakcji z pracy, motywy „bycia na topie”, schlebianie modnym tre¶ciom, uzyskanie wy¿szej oceny dyrekcji, lêk o utratê stanowiska pracy, rywalizacja miêdzyklasowa o wy¿sz± ¶redni± czy wiêksz± liczbê przeczytanych ksi±¿ek (w szkolnictwie podstawowym).
Bogdan Bernat
Modernizowanie pedeutologii akademickiej, red. K. Duraj-Nowakowa, Kieleckie Towarzystwo Naukowe, Kielce 2003.
S± ksi±¿ki, o których warto wiedzieæ, czym na pewno nie s±. I do takich nale¿y By³a sobie krytyka... Zatem, nie jest to antologia prezentuj±ca wszystkie tendencje istotne dla krytyki ostatnich lat, nie ilustruje te¿ najg³o¶niejszych sporów i dyskusji ani nie daje przegl±du stanowisk (choæ o tak pomy¶lan± kronikê ¿ycia literackiego warto by siê pokusiæ). Powtarzaj±c za autorami wstêpu, ksi±¿ka ta nie tworzy listy przebojów, krytycznoliterackiego the best of...
Czym jest wobec tego omawiana pozycja? Jest subiektywn± kolekcj± wyst±pieñ krytycznoliterackich lat dziewiêædziesi±tych i pierwszych, które z jakich¶ powodów, mniej lub bardziej zasadnych, zrobi³y na Nowackim i Uni³owskim szczególne wra¿enie. Na przyk³ad zmusi³y do przeprowadzenia w³asnego stanowiska albo stanowi³y interesuj±c± autoprezentacjê, czy te¿ dawa³y generaln± diagnozê, powi±zan± z prób± zredefiniowania pojêcia literacko¶ci. Inne po prostu siê podoba³y. S± to teksty krytyków przewa¿nie legitymuj±cych siê formalnym wykszta³ceniem polonistycznym: Arkadiusz Bag³ajewski, Przemys³aw Czapliñski, Inga Iwasiów, Piotr ¦liwiñski i in. Oczywi¶cie, to znaczne uproszczenie. Z autorów obecnych w omawianym tomie nie dotyczy to Kingi Dunin (z wykszta³cenia socjologa), Karola Maliszewskiego (studia filozoficzne), Paw³a Dunin-W±sowicza (studia dziennikarskie). Sporo nazwisk. A i tak w prasie literackiej ³atwo znale¼æ opinie, ¿e dzi¶ prawdziwych krytyków ju¿ nie ma! Zamilkli lub przynajmniej ograniczyli swoj± dzia³alno¶æ. I niew±tpliwie jest co¶ na rzeczy. Mo¿na przypuszczaæ, ¿e ów niedostatek wynika z faktu, i¿ ¿ycie literackie po roku 1989 nie jest dostatecznie spolaryzowane, brak te¿ wyrazistych sporów estetycznych, konfliktów poetyk, wojen na programy. Nie³atwe wydaje siê równie¿ pytanie o miejsce, z którego przemawia krytyk w interesuj±cej nas dekadzie. Bo przecie¿ tradycyjne umieszczenie ich w fotelach dla po¶redników miêdzy pisarzami (wydawcami) a czytelnikami (publiczno¶ci±), wydaje siê ju¿ dzi¶ nie mieæ racji bytu.
Okaza³o siê bowiem, ¿e o ewentualnym sukcesie komercyjnym ksi±¿ki decyduje patron medialny, skuteczna kampania reklamowa, wyrazisty wizerunek pisarza (pisarki), utrwalony w szerokiej ¶wiadomo¶ci przez media elektroniczne i prasê wysokonak³adow±. Co wiêcej, lapidarna wzmianka „warto przeczytaæ”, podpisana nazwiskiem gwiazdy z serialu M jak mi³o¶æ, wiêcej znaczy ni¿ najd³u¿sze rozbiory profesjonalnych krytyków. Taki sam wp³yw na publiczno¶æ ma te¿ znak firmowy, logo czy winieta wysokonak³adowego czasopisma. „Gazeta Wyborcza” napisa³a, w „Polityce” dobrze o tej ksi±¿ce mówili, lecz kto konkretnie napisa³ lub dobrze powiedzia³? Nie wiadomo. Zreszt± jakie to ma znaczenie, skoro mamy bezgraniczne zaufanie do naszego ulubionego tytu³u prasowego.
Nie mo¿na wprawdzie uto¿samiæ dominuj±cego dyskursu medialnego z ca³± kultur±, ale trzeba uznaæ, ¿e wywiera on na kulturê ogromn± presjê. Dzi¶ bowiem niepotrzebny jest zakaz publikacji, wystarczy co¶ lub kogo¶ przemilczeæ. Co zatem dyskurs dominuj±cy robi z literatur±? Przede wszystkim orzeka, co jest, a co nie jest literatur±, dokonuje preselekcji dzie³, informuje o pojawiaj±cych siê ksi±¿kach, po¶wiêcaj±c im mniej lub wiêcej miejsca, lansuje autorów. Inaczej mówi±c, formuje porz±dek literacki, który mo¿e byæ zmieniony tylko tutaj. Co nie oznacza, ¿e nie bêd± nastêpowa³y powolne zmiany. Bo w demokracji - jednak! (jak pisze Kinga Dunin) - mo¿na próbowaæ powiedzieæ wszystko, ale tylko nieliczni bêd± wys³uchani. Miejmy nadziejê, ¿e w¶ród nich znajd± siê autorzy artyku³ów prezentowanej ksi±¿ki.
Ma³gorzata Pawe³czyk
By³a sobie krytyka... Wybór tekstów z lat dziewiêædziesi±tych i pierwszych, opr. Dariusz Nowacki, Krzysztof Uni³owski, wydawnictwo uniwersytetu ¶l¡skiego, Katowice 2003, seria: Bibliotheca Alia Universa.
Wyra¿enie „cz³owiek renesansu” w jêzyku potocznym oznacza kogo¶, kto posiad³ umiejêtno¶æ ³±czenia i wykorzystania wiedzy z odleg³ych dziedzin nauki czy sztuki. „Cz³owiek o¶wiecenia” natomiast jest postaci± dosyæ md³±, niepoka¼n±, jego celem jest wychowanie spo³eczeñstwa albo poszukiwanie polityczno-spo³ecznych przyczyn kszta³tuj±cych XVIII-wieczny ¶wiat. Wiek XX okaza³ siê bardzo krytyczny wobec my¶licieli o¶wiecenia. W ich ideach dopatrzono siê bowiem przyczyn nowoczesnego z³a, z ca³ym przynale¿nym mu obrazem rewolucji, totalitaryzmów czy upadkiem podstawowych warto¶ci gwarantuj±cych ¶wiatu ³ad i bezpieczeñstwo. Na tym tle ksi±¿ka po¶wiêcona Adamowi Smithowi wydaje siê czym¶ bardzo interesuj±cym z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze, postaæ jednego z najs³ynniejszych twórców ekonomii klasycznej doczeka³a siê wnikliwego i bogatego studium naukowego. Po drugie, Smith, „wzorcowy” cz³owiek o¶wiecenia, po lekturze ¶mia³o mo¿e byæ nazwany cz³owiekiem renesansu.
Stefan Zabieglik jest adiunktem w Zak³adzie Nauk Filozoficznych na Wydziale Zarz±dzania i Ekonomii Politechniki Gdañskiej, autorem m.in. Krzywego zwierciad³a filozofii, czyli dziejów pojêcia zdrowego rozs±dku i Historii Szkocji. Dzieje my¶li o¶wiecenia, a szczególnie szkockich naukowców, s± jego pasj± od wielu lat. W serii My¶li i Ludzie ukaza³ siê po raz pierwszy tom po¶wiêcony Smithowi i trzeba przyznaæ, i¿ autor poprzez swoje zaanga¿owanie oraz wiedzê, przedstawi³ szkockiego naukowca w sposób niezwyk³y.
Z nazwiskiem Smitha zazwyczaj kojarz± siê tylko zagadnienia zwi±zane z ekonomi± i polityk± gospodarcz±, a jako jedyne jego dzie³o wymienia siê Bogactwo narodów. Oczywi¶cie, takie konotacje maj± wszelkie prawa bytu. Twórca teorii ekonomicznej, której podstaw± jest zapewnienie wzrostu gospodarczego, do dzi¶ jest wzorem dla wielu ekonomistów. Jego analizy procesu produkcji, wymiany i akumulacji dóbr, podzia³u pracy, cen towarów i podzia³ p³ac w naszej rzeczywisto¶ci zas³uguj± na uwagê. Pisz±c monografiê Smitha Zabieglik wyszed³ poza tak ¶ci¶le okre¶lony kr±g pojêciowy. Dla niego autor Bogactwa narodów jest uczonym, który oprócz mechanizmów rz±dz±cych rynkiem gospodarczym dostrzeg³ jeszcze jeden wa¿ki aspekt - jako¶æ relacji miêdzyludzkich wp³ywaj±cych na ¶wiat materialny. Smith nie stworzy³ w³asnego systemu etycznego. Jednak w Teorii uczuæ moralnych omówi³ takie zagadnienia, jak: koncepcja sympatii, cnoty i namiêtno¶æ, moralna ocena czyjego¶ i w³asnego postêpowania, zwyczaje i u¿yteczno¶æ. Zatem, wg Smitha, cz³owiek nie jest tylko wytwórc± dóbr materialnych. Ludzie ulegaj± emocjom, które nale¿y okie³zaæ tak, aby ich dzia³ania by³y u¿yteczne dla spo³eczeñstwa w³a¶nie ze wzglêdu na ocenê etyczn±. Dla Smitha-ekonomisty wa¿ny jest równie¿ jêzyk. Zachowa³o siê, co prawda, niewiele jego rozpraw krytycznoliterackich, lecz w¶ród nich znajduj± siê m.in. rozwa¿ania o rodzajach metafor, doskona³o¶ci stylu, budowie s³owotwórczej i sk³adniowej jêzyka. Nieobce Smithowi by³y równie¿ zagadnienia zwi±zane z histori± astronomii czy oddzia³ywaniem muzyki i malarstwa na ¿ycie cz³owieka.
W monografii Zabieglika postaæ Smitha przedstawiona jest barwnie i inspiruj±co. Twórca klasycznej teorii ekonomii nie jest jedynie uczonym pos³uguj±cym siê such± i dla wiêkszo¶ci odbiorców niezrozumia³± terminologi±, zwi±zan± z mechanizmami rynku pracy. Dziêki takiemu przedstawieniu, a szczególnie licznym passusom opisuj±cym jego przyja¼ñ z D. Humem, postaæ Smitha nie jest ju¿ tylko przypisana do nauk ekonomicznych.
Monika Szab³owska
Stefan Zabieglik, Adam Smith, Wydawnictwo Wiedza Powszechna, Warszawa 2003, seria: My¶li i Ludzie
Wiele spodziewa³am siê po tej ksi±¿ce. Tytu³ brzmia³ zachêcaj±co. Podtytu³ natomiast zasia³ ziarno niepokoju. Przyjrza³am siê autorce: dyplom Instytutu Junga w Zurychu, doktorat z psychologii, warsztaty i seminaria na ca³ym niemal ¶wiecie. Gotowa by³am na fascynuj±c± wêdrówkê. Srodze siê jednak zawiod³am. Zamiast klarownej wypowiedzi, trafi³am na postmodernistyczny zlepek my¶li, idei, trendów. O ile podobny synkretyzm, ¶wiadcz±cy o poszukiwaniu prawdy o ludzkiej duszy przez wyznawców ró¿nych religii, sekt czy szkó³ naukowych, mo¿na by przyj±æ, o tyle okraszenie wszystkiego niezno¶nym sosem New Age wywo³a³o reakcjê alergiczn±.
Ca³a rzecz sk³ada siê z trzech czê¶ci. W pierwszej autorka zarysowuje dwie przestrzenie, w których zamierza siê poruszaæ. S± to ¶wiaty: widzialny i niewidzialny. Drugi jest punktem docelowym w wêdrówce, do której Singer zaprasza czytelniczkê. Zamiarem autorki jest bowiem pomoc kobiecie w dotarciu do jej wnêtrza, poznaniu zahamowañ i mocy, pozbyciu siê nieu¶wiadomionych dot±d obci±¿eñ. W pierwszej czê¶ci Jungowskie teorie i interpretacje przeplataj± siê z anegdotami z ¿ycia autorki, wzbogaconymi wyk³adni± jej snów (nie chcê byæ uszczypliwa, ale bardziej podrêcznikowych snów nie mia³ chyba nawet sam Freud). Autorka umieszcza tu równie¿ fragmenty apokryfów oraz przyk³ady z w³asnej praktyki psychoanalitycznej.
Nastêpnie przychodzi czas na dok³adniejsze przedstawienie dwóch ¶wiatów z punktu widzenia nauki i religii. Singer ukazuje tu ewolucjê idei na gruncie nauki, która w ostatnim czasie zdaje siê zbli¿aæ do tego, co nierozpoznawalne, nie daj±ce siê zmierzyæ, podporz±dkowaæ regu³om, czyli wszystkiego, co przynale¿y do ¶wiata niewidzialnego. W dalszej czê¶ci wywodu autorka du¿o miejsca po¶wiêca gnozie, która w³a¶nie prze¿ywa renesans, zw³aszcza na terenie USA. Singer wydaje siê byæ zafascynowana tym sposobem dochodzenia do prawdy. Równolegle z traktatem na temat mo¿liwo¶ci poznawczych, jakie daje gnoza, rozwija w±tki religii chrze¶cijañskiej, dotyka równie¿ tradycji judaistycznej, od czasu do czasu siêga do mitów greckich oraz apokryfów.
W ten sposób przedzieramy siê przez 2/3 objêto¶ci ksi±¿ki, by na koniec stawiæ czo³a naukom June Singer. Przedstawione tu porady z trudem taktuje siê powa¿nie. Co zatem proponuje autorka? Pocz±wszy od „praktyki zamiatania ¶wi±tyñ”, czyli przygotowania sobie ¶wiêtego miejsca, przez „praktykê umierania” (Zamykasz oczy i wyobra¿asz sobie, ¿e jeste¶ na ³o¿u ¶mierci. (...) Pozwól odp³yn±æ swojej to¿samo¶ci. Zaakceptuj to, ¿e twoi najbli¿si bêd± przez chwilê cierpieæ, lecz pó¼niej pójd± swoj± drog±) dochodzimy do „praktyki zajmowania siê cia³em” oraz praktyk introspekcji i ekspresji, odczytywania snów, gnozy i kreatywno¶ci. Zainteresowanych pozosta³ymi praktykami odsy³am do lektury.
Byæ mo¿e znajdzie siê osoba, której ksi±¿ka Singer wska¿e sposób poznania siebie i uczynienia swego ¿ycia lepszym. Jednak w mojej opinii, droga, któr± przeby³a autorka, jest zbyt krêta. Trudno siê oprzeæ wra¿eniu, ¿e najwiêkszym bólem wspó³czesnej kobiety, wyzwolonej od dawnych stereotypów, ról i uprzedzeñ, jest to, ¿e uciekaj±c przed sw± to¿samo¶ci±, wpada w pu³apkê pozornej wolno¶ci. Gubi siê. I wtedy na horyzoncie pojawia siê psychoanalityk, którego zadaniem jest zaproponowanie terapii. W omawianym tu przypadku ów autorytet czerpie pe³nymi gar¶ciami z wszelkich dostêpnych mu ¼róde³ kulturowych, krasi wszystko grafomañskimi wtrêtami i... sprzedaje.
Beata Maj
June Singer, Wspó³czesna kobieta w poszukiwaniu duszy. Oparty na teorii Junga przewodnik po ¶wiecie widzialnym i niewidzialnym, t³um. Maria Kaba³a-Rejment, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003.