Kiedy¶ ukoñczenie studiów dawa³o glejt do uprawiania zawodu do samej emerytury, ale to ju¿ przesz³o¶æ. Teraz trzeba stale odnawiaæ wiedzê, a nawet zmieniaæ specjalno¶æ, bo inaczej z zarabiania nici. Nowej wiedzy przybywa za¶ tyle, ¿e coraz trudniej opanowywaæ j± samodzielnie. Z tego wiêc wziê³o siê zapotrzebowanie na akademickie, instytucjonalne doskonalenie i dokszta³canie, w postaci studiów podyplomowych.
Chyba nigdy przedtem, w tak szerokiej skali, nie odczuwa³o siê tak mocno potrzeby aktualizacji raz ju¿ opanowanej wiedzy, która rozwija siê, zatem ucieka, coraz szybciej i ma³o kto potrafi nad±¿yæ z orientacj± na w³asn± rêkê, jak te¿ swoimi si³ami ustaliæ kompetentnie, co trzeba wiedzieæ koniecznie, a czego nie. W takim odniesieniu, instytucjonalna renowacja wiedzy okazuje siê najskuteczniejsza, najpe³niejsza i - je¶li rozwa¿yæ wszystkie czynniki - przewa¿nie najtañsza.
Instytucjonalno-edukacyjnego wsparcia wymaga równie¿ dokwalifikowanie, a wiêc dope³nienie (np. w±skospecjalistyczne) wiedzy i umiejêtno¶ci, które ju¿ siê posiada, w przewidywaniu lepszych zarobków, awansu albo te¿ po prostu dla sprostania wymaganiom oraz konkurencji. To jest wa¿na inwestycja osobista, zabezpieczaj±ca egzystencjê zawodow± lub mog±ca przynie¶æ dodatkowe profity.
Bywaj± te¿ inne przyczyny. Coraz wiêcej zawodów i specjalno¶ci (tak jak w nauce) przekracza tradycyjne granice dziedzinowe. Trzeba wiêc, w mniejszym lub wiêkszym zakresie, rozpoznawaæ dyscypliny o¶cienne, pokrewne, choæby po to, ¿eby da³o siê bez nieporozumieñ wspó³pracowaæ z innymi specjalistami, ale g³ównie dlatego, ¿e inaczej nie sposób sprostaæ wymaganiom zawodu. Bez porz±dnego studium akademickiego takie rozpoznanie wydaje siê mrzonk±.
Ostatnio za¶ coraz czê¶ciej - ze wzglêdu na cywilizacyjny postêp, ale tak¿e z uwagi na sytuacjê na rynku pracy - zachodzi konieczno¶æ opanowania ca³kowicie nowych umiejêtno¶ci oraz nowej wiedzy, a wiêc przekwalifikowania siê, chocia¿ nie bez zwi±zku z wiedz± i umiejêtno¶ciami posiadanymi uprzednio. To jest zadanie najtrudniejsze, jednak tam, gdzie ponowne pe³noprofilowe studia nie wchodz± w grê, studium podyplomowe stwarza pewne szanse oraz nadzieje.
Powodów do edukacji podyplomowej jest zatem niema³o, a w przysz³o¶ci bêdzie ich zapewne jeszcze wiêcej. I w³a¶nie ten aktualny oraz prospektywny popyt wygenerowa³ stosowne formy dokwalifikowania.
Reakcj± wy¿szych uczelni sta³a siê oferta studiów podyplomowych, przewa¿nie dwusemestralnych, czasami trójsemestralnych i tak nadal jest. Na d³u¿sze studia ma³o kogo staæ, krótsze by³yby w istocie krótkoterminowymi kursami, wiêc w praktyce dopracowano siê formu³ optymalnych.
Tego rodzaju uczelniana oferta by³a i jest naturalna oraz bardzo dobrze uzasadniona - w gruncie rzeczy trudno wyobraziæ sobie inne miejsce realizacji. Uczelnia jest bowiem swoist± fabryk±, przedsiêbiorstwem kszta³cenia akademickiego, najbardziej fachowym z merytorycznego, naukowego oraz dydaktycznego punktu widzenia. Dla uczestników z kolei du¿e znaczenie ma autorytet uczelni jako uczelni w³a¶nie oraz, w ¶lad za tym, domniemywana rêkojmia poprawnego wykonawstwa.
Uczelnia tworzy system kszta³cenia akademickiego, ze stosown± kultur± nauczania i w tym systemie studia podyplomowe znalaz³y dla siebie miejsce. Jest tam odpowiednie zaplecze edukacyjne, od sal do æwiczeñ a¿ po biblioteki, oraz jest odpowiednia kadra dydaktyczna i naukowa, zdolna do godziwej realizacji programów nauczania. Bez tych narzêdzi kszta³cenie by³oby jedynie imitacj±.
Uczelnie zaczê³y wdra¿aæ studia podyplomowe wcze¶niej, zanim wprowadzono z tego tytu³u op³aty. By³a to forma pe³niejszego wykorzystania wszystkich potencjalnych mocy uczelni, z drobnym dope³nieniem wynagrodzeñ dla osób realizuj±cych zajêcia.
Wprowadzenie obligatoryjnych op³at urynkowi³o studia podyplomowe - w za³o¿eniu powinny bilansowaæ siê w ca³o¶ci. Tymczasem rozpoczê³o siê balansowanie pomiêdzy zamiarem osi±gniêcia zysku a p³atniczymi mo¿liwo¶ciami kandydatów. I tak oto narodzi³a siê bariera ekonomiczna. Uczelnie, w skromnym stopniu, lecz jednak próbuj± w ten sposób nieco „pod³ataæ” swoje mizerne bud¿ety. Dla uczestników natomiast - doliczaj±c do op³at koszty dojazdów oraz noclegów - studia podyplomowe okazuj± siê drogie i bez wsparcia pracodawców (a takie bywa rzadko) niejednego ju¿ na nie po prostu nie staæ. Niezale¿nie jednak od ró¿nych trudno¶ci i napiêæ, popyt na studia podyplomowe nie powinien zmaleæ. I uczelnie czyni± s³usznie, podejmuj±c siê realizacji. Jakkolwiek nie wszystkie.
Ka¿dy ogieñ ma swój dym, który szczypie w oczy. Dla studiów podyplomowych wysoce niekorzystn± okoliczno¶ci± jest ich niedookre¶lony status, jako nastêpstwo braku odpowiednich regulacji prawnych i, oczywi¶cie, warunków akredytacyjnych. W istocie studia podyplomowe maj± charakter przysposabiaj±cych kursów. Tak to przynajmniej wygl±da w ¶wietle regu³ resortowych i nawet warunek okazania przez ka¿dego kandydata dyplomu magisterskiego nie jest w sensie prawnym dostatecznie jasno wyartyku³owany. Natomiast ¶wiadectwa ukoñczenia studiów podyplomowych, czyli podyplomowe dyplomy, traktuje siê z nale¿yt± powag±, jako dokumenty oficjalne.
Rezultat jest taki, ¿e ¿adna zewnêtrzna weryfikacja, ani tym bardziej akredytacja, wobec programów studiów podyplomowych nie jest praktykowana. Mo¿na w tych programach umie¶ciæ cokolwiek i realizowaæ je na ca³kowicie dowolnym poziomie. Renomowane uczelnie na ogó³ dbaj± o jako¶æ tych studiów, ale nie ka¿da uczelnia jest renomowana.
Rzecz w tym, ¿e organizacji studiów podyplomowych mo¿e podj±æ siê ka¿da szko³a wy¿sza, z absolutnie dowolnego zakresu - równie¿ takiego, który jest jej obcy. To szokuj±ce, ale tak naprawdê jest. W ten sposób dobry i po¿yteczny pomys³ ulega degeneracji.
Ostatnio za organizacjê studiów podyplomowych coraz czê¶ciej bior± siê wy¿sze szko³y licencjackie - raczej pañstwowe ni¿ prywatne - nie dosyæ, ¿e pozbawione uprawnieñ magisterskich, to w dodatku wybieraj±ce kierunki, o których prowadzeniu nie maj± ¿adnego pojêcia. To jest rzeczywi¶cie sposób postêpowania pch³y Szachrajki. W takim zamiarze odbywaj± siê w ca³ym kraju polowania na profesorów z wybranej bran¿y i potem dora¼nie sklecona dru¿yna firmuje takie niby - podyplomowe niby-studia. Kandydatów do studiowania tam na razie nie brakuje, op³aty bowiem s± ni¿sze, nie korzysta siê z hoteli, a i koszty dojazdów nie s± tak wysokie. Nikt jako¶ nie my¶li, ¿e chocia¿ kwota jest mniejsza, to przecie¿ w ca³o¶ci zmarnowana, bo p³aci siê za nic.
To jest paranoja. Jedyne, co mo¿na eksperymentalnie zaakceptowaæ, to podyplomowe studia stomatologiczne w licencjackich szko³ach nauczycielskich lub ekonomicznych. Pod jednym wszak¿e warunkiem: ¿e organizatorzy tych studiów bêd± odt±d sta³ymi pacjentami wypromowanych w ten sposób przez siebie dentystów.
Opisany tu proceder, który coraz czê¶ciej ma miejsce, nale¿y do form paso¿ytniczych - polega wszak na ¿erowaniu na ludzkiej niewiedzy. Kandydat na s³uchacza studium podyplomowego zazwyczaj nie zna w ca³o¶ci dydaktycznego profilu uczelni, nie kojarzy wiêc, ¿e nie ma w nim wybranej przez niego specjalno¶ci. Nie ka¿demu te¿, zapewne, daj± do my¶lenia tylko licencjackie uprawnienia szko³y, któr± wybra³. Na ogó³ bowiem panuje prze¶wiadczenie, ¿e skoro kto¶ ju¿ organizuje studia podyplomowe, to najwidoczniej ma do tego odpowiedni tytu³ oraz uprawnienia.
Zreszt± sam kandydat nie ma szans na weryfikacjê tego, co mu siê pod has³em studium podyplomowego oferuje, przynajmniej dopóki nie wniesie op³aty oraz nie we¼mie udzia³u w zajêciach. Ale równie¿ pó¼niej trudno o ocenê, nie ma bowiem ¿adnej skali porównawczej.
Istnieje wprawdzie renoma uczelni, ale u nas rachitycznie eksponowana, a je¿eli nawet, to z ograniczeniem do kilku uniwersytetów. To za ma³o, ¿eby w ¶wiadomo¶ci kandydatów przelicytowaæ ni¿sze koszty podyplomowego studiowania w szkole bez renomy.
Tymczasem jest tak, ¿e aby godziwie kszta³ciæ studentów/s³uchaczy, trzeba na standard dydaktyczny pracowaæ latami, osi±gaj±c równolegle stosowny poziom naukowy. Bez takiego zaplecza mo¿na uprawiaæ jedynie pozoranctwo i cha³turê.
Fakt, ¿e tak w³a¶nie mo¿e byæ i faktycznie bywa, rzuca cieñ na ca³y system szkolnictwa wy¿szego w Polsce. Ale oczywi¶cie przynosi wstyd przede wszystkim samym organizatorom, którzy w poszukiwaniu (zapewne uzasadnionym) pieniêdzy, decyduj± siê na prowadzenie czego¶, czego prowadziæ absolutnie nie powinni. B±d¼ co b±d¼, równie¿ w uczelniach licencjackich rektorami s± przewa¿nie profesorowie. I nikt za¿enowania? Z kolei inni profesorowie - pewnie w dobrej wierze, bo wszak nie dla nik³ych honorariów - daj± siê wci±gaæ w sk³ad dora¼nych ekip i tak, chc±c nie chc±c, firmuj± w tych licencjackich szko³ach pozorowane studia podyplomowe.
W ten sposób, obok rzetelnych i po¿ytecznych studiów podyplomowych, pojawia siê ich cha³turnicza replika. Tak byæ nie powinno i dlatego potrzeba regulacji prawnych, które tê cha³turê uniemo¿liwi± b±d¼ powa¿nie ogranicz±.
Okoliczno¶ci rynkowe - a mo¿na ju¿ mówiæ o rynku us³ug edukacyjnych - nie wykluczaj± ewentualnych regulacji. Rynek to nie wolnoamerykanka. W ca³ym systemie rynkowym istniej± wszak okre¶lone wymagania, uprawnienia, licencje chroni±ce interes klienta i gwarantuj±ce minimalne standardy ofert. Tym bardziej wiêc oferty edukacyjne, zw³aszcza na poziomie szkolnictwa wy¿szego, nie mog± byæ od elementarnych rygorów wolne.
Mówi±c w najwiêkszym skrócie: nazwa oraz formu³a studiów podyplomowych powinna byæ zastrze¿ona, jako wariant kszta³cenia akademickiego i dopuszczalna wy³±cznie w tych szko³ach wy¿szych, które maj± w danym zakresie prawo do prowadzenia studiów magisterskich. Oprócz zasugerowania implantacji tej zasady do praktyki, konieczna jest jeszcze odpowiednia regulacja prawna.
Natomiast ka¿da uczelnia (i zreszt± nie tylko uczelnia) mo¿e sobie organizowaæ dowolnie kursy doskonal±ce, ale z wykluczeniem nazwy „studium podyplomowe”. Mo¿e, je¶li znajd± siê kandydaci gotowi wnosiæ op³aty za kursy. Ale to ju¿ ca³kiem inna kwestia.
Praktyk±, byæ mo¿e emocjonuj±c±, ale w sumie bardzo po¿yteczn±, sta³o siê obowi±zkowe uzyskiwanie akredytacji dla realizowanych kierunków studiów. Warto j± rozci±gn±æ tak¿e na studia podyplomowe. By³by to najlepszy sposób zagwarantowania kandydatom na te studia godziwego poziomu oferty przedk³adanej im przez szko³y wy¿sze. Tam, gdzie ten poziom jest i tak gwarantowany, ¿adnego uszczerbku z tego powodu nie bêdzie. Natomiast mo¿na wyeliminowaæ lub znacz±co zredukowaæ praktyki niemo¿liwe do akceptowania. No i jeszcze trzeba, ¿eby potencjalni kandydaci na s³uchaczy mieli ¶wiadomo¶æ, jak to jest.
Prof. dr hab. Jacek Wojciechowski, bibliotekoznawca i literaturoznawca, jest kierownikiem Katedry Bibliotekoznawstwa Uniwersytetu Jagielloñskiego.