![]() |
| Kazimierz Wyka |
Du¿± czê¶æ spotkania z prof. Mart± Wyk±, znan± mi przedtem z lektury szkiców krytycznych, artyku³ów literaturoznawczych, ksi±¿ek, zajê³a nie opowie¶æ rodzinna, ale rozmowa o wspó³czesnej polonistyce oraz jej dzisiejszych adeptach, zdawa³oby siê bardzo odmiennych od kolegów z naszych czasów studenckich. My¶lê, ¿e Kazimierz Wyka - wielki mistrz polonistycznych pokoleñ - mniej by siê tej ró¿nicy dziwi³, sam bowiem przez ca³e naukowe ¿ycie antycypowa³ nowe zainteresowania i wykracza³ poza tradycyjne obszary badañ literackich.
Rozmawia³y¶my w krakowskim mieszkaniu, w „domu profesorskim”, wybudowanym przed wojn± na gruntach podarowanych Uniwersytetowi Jagielloñskiemu przez jego profesora Ignacego Chrzanowskiego, polonistê, po to, by profesorskie rodziny zintegrowaæ. Do dzisiaj pozosta³a tradycja tego domu, mimo ¿e w poprzedniej epoce wprowadzili siê doñ ludzie spoza ¶rodowiska akademickiego. Pañstwo Wykowie z córkami zamieszkali tam kilka lat po wojnie, któr± prze¿yli w Krzeszowicach. Profesor wtedy, znów jak w latach ch³opiêcych, wstawa³ o ¶wicie albo przed ¶witem, ¿eby jechaæ do Krakowa, nie jako uczeñ gimnazjum, lecz wyk³adowca tajnych kursów uniwersyteckich. Zarabia³ prac± w tartaku.
Pani profesor okre¶la swego dziadka ojczystego mianem „spó¼nionego pozytywisty”. By³ w³a¶cicielem okolicznych lasów i krzeszowickich tartaków. Handlowa³ drzewem, lecz wiele czasu oraz energii po¶wiêca³ lepszemu urz±dzaniu rodzinnej miejscowo¶ci, wytyczaj±c aleje, sadz±c drzewa, modernizuj±c urz±dzenia komunalne. Najwa¿niejsz± spraw± osobist± obojga dziadków by³o wykszta³cenie trójki dzieci, co siê uda³o, a w przypadku najstarszego syna uwieñczone zosta³o karier± profesorsk± oraz licznymi osi±gniêciami twórczymi. M³odszy zosta³ architektem, po wojnie mieszka³ w Wielkiej Brytanii i tam zmar³. Siostra by³a historykiem sztuki oraz pianistk±.
Krzeszowicki dom stoi przy ulicy nazwanej imieniem Kazimierza Wyki i nosi tablicê upamiêtniaj±c± wielkiego uczonego. Wychowywa³ siê tam w atmosferze wra¿liwo¶ci spo³ecznej, szacunku do pracy, patriotyzmu w³a¶ciwego „miêdzywojennej prowincji”, tj. nakazuj±cego w³a¶nie ofiarn± pracê dla budowanego po latach niewoli pañstwa, religijno¶ci bez ostentacji. Wszystkim tym cnotom zaprzeczy³a brutalnie rzeczywisto¶æ po drugiej wojnie ¶wiatowej, neguj±c w³asno¶æ prywatn±, niwecz±c dorobek ca³ego ¿ycia. Domy trzeba by³o sprzedaæ, podobnie jak piekarniê dziadków pani Marty po k±dzieli. Lasy upañstwowiono - na terenie jednego z nich powsta³a huta aluminium Skawina, dzi¶ ju¿ nieczynna. Z rodzinnej tradycji pozosta³a wiara w warto¶ci podstawowe, która nastêpnemu pokoleniu pomaga³a broniæ siê przed naciskami i pokusami, jakie przynios³a nowa epoka.
Jakie s± trwa³e warto¶ci kultury polskiej na przestrzeni tysi±clecia naszych dziejów? Samo pytanie jest karko³omne, a có¿ dopiero - próba odpowiedzi. Ale trudno. Nauki humanistyczne w tym s± podobne do taternictwa, ¿e nie wolno chodziæ na zbyt ³atwe ¶cie¿ki - póki nogi na to pozwalaj±. Jak uczono nas w pocz±tkach ³aciny - audaces fortuna iuvat.
Tak mówi³ prof. Wyka na Kongresie Kultury Polskiej w 1966 roku. I jakkolwiek ów kongres by³ imprez± fasadow±, przywo³ana analogia wci±¿ zobowi±zuje humanistów, a sam autor najlepiej pokazywa³, jak mo¿e siê urzeczywistniaæ. Przewidywa³, choæ nie do¿y³ epoki wszechw³adzy telewizji (zmar³ w 1975), jak bardzo film oraz nowe „sztuki audiowizualne” bêd± modyfikowaæ sytuacjê literatury i j± sam±. Mo¿na dzisiaj i trzeba odpowiedzieæ na przytoczone pytanie profesora, wymieniaj±c po¶ród trwa³ych warto¶ci polskiej kultury jego dorobek - naukowy, krytycznoliteracki, nauczycielski, a i prace córki, która posz³a ojcowskim ¶ladem we wszystkich tych rodzajach intelektualnych zatrudnieñ.
Droga, je¶li tej metafory u¿ywaæ, z Krzeszowic na katedrê uniwersyteck± w Krakowie nie by³a d³uga. Ukoñczywszy studia w roku 1932, Kazimierz Wyka pojecha³ do Belgii i Francji jako stypendysta Funduszu Kultury Narodowej. Po powrocie, w roku 1934, zosta³ asystentem, maj±c ju¿ za sob± debiut krytycznoliteracki na ³amach „Kultury”, redagowanej przez Kazimierza Wierzyñskiego. Przed wojn± zrobi³ doktorat na podstawie rozprawy o programach M³odej Polski. Zainteresowanie t± epok± owocowa³o wieloma jeszcze publikacjami i wa¿n± do dzisiaj ksi±¿k± Modernizm polski, opublikowan± w 1939 roku, po wojnie wznawian± i uzupe³nian±. Profesorem zosta³ w roku 1948. Przez ca³e ¿ycie dzieli³ czas miêdzy nauczanie akademickie, pracê badawcz± nad zjawiskami literackimi, dzie³ami i autorami, którzy go szczególnie interesowali - zmienno¶æ pokoleñ w literaturze, moralno-spo³eczna odpowiedzialno¶æ literatury, kryteria analizy utworów, Norwid, Wyspiañski, Brzozowski - uczestnictwo w aktualnym ¿yciu literackim i dzia³ania organizacyjne.
Ju¿ w 1945 roku prezesowa³ krakowskiemu oddzia³owi Zwi±zku Literatów Polskich, a pó¼niej wielokrotnie bywa³ cz³onkiem Zarz±du G³ównego. W pierwszym powojennym piêcioleciu redagowa³ miesiêcznik „Twórczo¶æ”, a w tygodniku literackim „Odrodzenie” prowadzi³ rubrykê-felieton „Szko³a krytyków”.
Córka przytacza ojcowskie powiedzenie: „potrzebny mi p³odozmian” i dodaje, ¿e ona podobnie nie umie i nie lubi latami zg³êbiaæ jednego problemu i pisaæ kolejnych prac na ten sam, niechby szeroki, temat.
Prof. Wyka by³ wzorem humanisty nowoczesnego, a to okre¶lenie w jego czasach mia³o chyba wiêksz± wagê i nieco inny sens ni¿ dzisiaj. Poci±ga³y go zwi±zki literatury z nauk± o literaturze i niezwykle umiejêtnie takie zwi±zki sam tworzy³, pomna¿aj±c wiedzê historycznoliterack±, pokazuj±c m³odym pisarzom ¼ród³a najbogatsze, a zró¿nicowane, bij±ce w przesz³o¶ci oraz wspó³czesne, formu³uj±c kryteria warto¶ci.
Nale¿a³ do wspó³za³o¿ycieli Instytutu Badañ Literackich PAN i przez szereg lat nim kierowa³, nadaj±c prowadzonym tam pracom charakter badañ nad kultur± raczej ni¿ tylko dociekañ filologicznych.
- Dorasta³am w najgorszym, bo stalinowskim, okresie - mówi prof. Marta Wyka. - Rodzice, g³ównie matka, gdy¿ ojciec by³ szalenie zajêty, starali siê zachowaæ w domu tak± atmosferê, która by nas trochê chroni³a przed chaosem rzeczywisto¶ci. Przestrzegano regularno¶ci wspólnych posi³ków, kiedy to rozmawia³o siê o rzeczach najwa¿niejszych, Pierwsza Komunia dzieci, bierzmowanie, by³y bardziej mo¿e elementami tradycji ni¿ prze¿yciami religijnymi, ale przede wszystkim, znakami „pewnego rodzaju polsko¶ci”.
Wykszta³cenie nale¿a³o do najpierwszych, najoczywistszych zadañ, których nie trzeba formu³owaæ g³o¶no ani powtarzaæ. M³odsza córka Ma³gorzata jest grafikiem i wyk³adowc± w krakowskiej Akademii Pedagogicznej.
Zaraz po wojnie rodzina mieszka³a w domu przy ul. Krupniczej, gdzie s±siadami byli: Julian Przybo¶, Tadeusz Konwicki, Wilhelm Mach i inni m³odzi pisarze. Kwit³o bujne ¿ycie towarzyskie, toczono dyskusje i spory. Pani Wykowa prowadzi³a sto³ówkê Zwi±zku Literatów, a córki przychodzi³y tam i spotyka³y ca³y ten Parnas, s³uchaj±c opowie¶ci o ¶wiecie, Polsce, o pisaniu oraz czytaniu ksi±¿ek. Jak wspominaj±, wtedy jeszcze „Stefan Kisielewski rozmawia³ z Adamem Polewk±”, dopiero po 1948 roku podzieli³y to ¶rodowisko ideowe oraz polityczne wybory. Rok pó¼niej w³adze zamknê³y ostatni± prywatn± szko³ê panien Kapliñskich, gdzie Marta Wyka pobiera³a nauki.
Jeszcze chyba w latach szkolnych us³ysza³a od ojca wyznanie-obietnicê: Do partii ja siê nigdy nie zapiszê. Dotrzyma³. Potem nieraz jej mówi³: Jestem cz³owiekiem ostruganym, co odnosi³o siê przede wszystkim do zgody na pos³owanie w Sejmie podczas dwu kadencji w latach piêædziesi±tych. Przed drugim wyborem profesor siê wzdraga³ i broni³, uleg³ jednak namowom ¶rodowiska, które ³udzi³o siê, i¿ ta aktywno¶æ stanowi rodzaj lekarstwa na schorzenia ¿ycia zbiorowego.
Kazimierz Wyka dozna³ w pewnym okresie fascynacji marksizmem, co znalaz³o wyraz m.in. w podrêczniku licealnym do romantyzmu, a w opinii córki t³umaczy siê „optyk± miêdzywojnia”, kieruj±c± ku marksizmowi ludzi odwracaj±cych siê z lêkiem od idei nacjonalistycznych.
W domu by³a przedwojenna biblioteka, bogata w humanistyczne kompendia i monografie, któr± przysz³a polonistka systematycznie „wyczytywa³a”. A przed wyborem polonistyki my¶la³a o studiowaniu re¿yserii albo filologii romañskiej. Jeszcze na studiach, na które przysz³a w Pa¼dzierniku, zaczê³a siê paraæ krytyk± literack±, co te¿ by³o wej¶ciem w ojcowski trop. Pokazywa³a ojcu swe pierwociny, przekonana, ¿e w interpretacjach, ujêciach, podej¶ciu do tematu, ma absolutn± racjê - przez niego przekonywana cierpliwie o tym, jak siê pisze recenzje, jak rozprawy historycznoliterackie, jak felietony... Na uniwersytet wrócili usuniêci przez w³adze profesorowie: Stanis³aw Pigoñ, Roman Ingarden, Juliusz Kleiner. Marta Wyka zd±¿y³a jeszcze ich s³uchaæ.
- Do koñca ¿ycia zostanê córk± swego ojca, ale to mi nie ci±¿y. Stopnie naukowe zdobywa³a pod kierunkiem Henryka Markiewicza, a zanim zwi±za³a siê na dobre z Uniwersytetem Jagielloñskim, gdzie jest profesorem od roku 1990, pracowa³a w IBL-u i by³a seminarzystk± Stefana ¯ó³kiewskiego. Sztandarowego marksistê, autora prac zawieraj±cych oficjalnie nakazane interpretacje literatury polskiej, podejrzewa o „rodzaj ketmanu”, u¿ywanie zas³ony, za któr± uczniowie mogli uprawiaæ uczciwe badania. ¯ó³kiewski podsun±³ jej temat pracy doktorskiej, twórczo¶æ Ga³czyñskiego, nied³ugo po ¶mierci poety, co nie by³o wtedy obyczajem akademickiej polonistyki.
Rozmowy z ojcem inspirowa³y pó¼niejsz± pani± profesor do innych prac. Z nich wziê³o siê zainteresowanie Stanis³awem Brzozowskim, o którym w uniwersytecie nie s³ysza³a (!), a który by³ „tematem m³odo¶ci” Kazimierza Wyki, nazywanego przed wojn± „brzozowszczykiem”. Po publikacjach Czes³aw Mi³osz stwierdzi³, ¿e Marta Wyka „zainteresowanie Brzozowskim ma w genach”. Na pewno wiadomo, ¿e wynios³a je z rodzinnego domu, tak samo jak charakterystyczny sposób czy typ uprawiania polonistyki, owo ³±czenie krytyki z histori± literatury, owo penetrowanie pogranicza gatunków, epok, ¶rodowisk artystycznych, wreszcie uprawianie gatunków przynale¿nych bardziej do literatury ni¿ innych rodzajów pisarstwa, jak felieton, esej literacki, szkic biograficzny.
Kazimierz Wyka by³ prekursorem „polonistyki kontekstowej”, je¶li wolno najpro¶ciej okre¶liæ to, co robi³. Marta Wyka, niezale¿nie od w³asnych upodobañ oraz owego dziedzictwa, stara siê spe³niaæ oczekiwania swoich studentów, a ci dzisiaj takiej w³a¶nie humanistyki pragn±. Interesuje ich szerokie t³o kulturowe, na jakim jawi siê literatura i tak¿e bogate zaplecze kierunków filozoficznych, które dostarczaj± perspektyw interpretacyjnych. Jest to rozleg³o¶æ bardziej „geograficzna” ni¿ „historyczna”, odnosi siê do innych kultur, innych jêzyków, mniej do rodzimej tradycji. Jednocze¶nie dzisiejsi studenci pragn± „wiedzy pragmatycznej” - o tym jak siê redaguje ksi±¿kê, jak siê j± wydaje, ale tak¿e... jak siê ksi±¿kê pisze. Prof. Marta Wyka prowadzi przedmiot nazwany „warsztaty z pisania”, który cieszy siê du¿ym powodzeniem.
- Prze¿ywamy okres wrzucania do lamusa wszelkich dawnych idei, my¶lê jednak, ¿e wiara w koniec historii te¿ stanie siê, mo¿e prêdzej ni¿ siê spodziewamy, ide± z lamusa. Córka badacza pokoleñ literackich patrzy spokojnie na intelektualne mody, przekazuj±c swoim uczniom to, co j± sam± w literaturze poci±ga, interesuje, a wci±¿ nie zosta³o odkryte.
Tekst powsta³ na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w programie BIS Polskiego Radia SA w maju 2002 r.