Dla wielkiej rzeszy u¿ytkowników Internet jest ¼ród³em najrozmaitszej informacji. Dla niektórych nawet ¼ród³em wiedzy (wiêkszo¶ci wiedzy, jak± w ogóle posiadaj±; resztê czerpi± z telewizji). W Sieci istotnie jest mnóstwo mniej lub bardziej po¿ytecznych tre¶ci i danych. A ¿e bajtów dostêpnych na milionach serwerów przybywa w zastraszaj±cym tempie, z dnia na dzieñ coraz trudniej znale¼æ to, czego siê szuka. Naturalne zatem, ¿e najczê¶ciej wykorzystywanym przez u¿ytkowników Internetu narzêdziem s± ró¿ne programy wyszukuj±ce, w¶ród których niekwestionowanym liderem jest wyszukiwarka Google. Wszelako przydatno¶æ wyszukiwarek i ich wydajno¶æ maleje wraz z rozrostem Internetu i woluminu jego zawarto¶ci. O tych zagadnieniach mia³em ju¿ okazjê wspominaæ na ³amach „FA”, lecz pozwalam sobie wróciæ do tematu, jako ¿e, z jednej strony, jest wci±¿ aktualny, a z drugiej, pojawiaj± siê nowe pomys³y na rozwi±zanie problemów.
W obecnym stanie rzeczy dla przeciêtnego u¿ytkownika-poszukiwacza informacji wyszukiwarki internetowe maj± sporo niedogodno¶ci. Przede wszystkim, w wiêkszo¶ci przypadków podaj± zbyt wiele odpowiedzi. Informacje istotne dla szukaj±cego s± zwykle zanurzone w masie odno¶ników do stron internetowych prawie wcale lub zgo³a w ogóle nie zwi±zanych z tematem pytania, a ¶ci¶lej bior±c - z oczekiwaniami u¿ytkownika. Dzieje siê tak, poniewa¿ od czasu, gdy wyszukiwanie informacji sta³o siê jednym z g³ównych dzia³añ u¿ytkowników Sieci, wiêkszo¶æ „producentów” witryn stara siê podsun±æ swój „produkt” jak najwiêkszej liczbie ogl±daczy. Stosuj± przy tym coraz wymy¶lniejsze metody, by ich strony zajmowa³y jak najwy¿sze pozycje w zestawieniach odno¶ników, przedstawianych przez wyszukiwarkê w odpowiedzi na niemal dowolne pytanie. Tym samym coraz wiêcej miejsca w odpowiedziach zajmuj± reklamy czy inny niepo¿±dany z punktu widzenia u¿ytkownika materia³. Swój udzia³ w tym stanie rzeczy ma niew±tpliwie fakt, ¿e najpopularniejsze wyszukiwarki maj± naturê komercyjn±.
Jeden z najistotniejszych problemów z rezultatami podawanymi przez wyszukiwarki, to ich „nie pierwsza ¶wie¿o¶æ”. Zdarza siê to zapewne ka¿demu internaucie (mnie - niemal codziennie), ¿e w¶ród uzyskanych w wyszukiwarce odpowiedzi, zdaj±cych siê rokowaæ nadzieje na znalezienie poszukiwanych informacji, wiele jest adresów „¶lepych”, prowadz±cych do nieistniej±cych ju¿ serwerów, witryn b±d¼ stron. Wynika to, jak mo¿na podejrzewaæ, ze stosunkowo niewielkiej czêstotliwo¶ci od¶wie¿ania zawarto¶ci baz danych, wykorzystywanych przez programy wyszukuj±ce. Czasem zapewne zawodzi te¿ automatyczne sprawdzanie samego istnienia stron. Skutkiem tego nie raz i nie dwa zdarzy³o mi siê dostaæ wyniki wyszukiwania, zw³aszcza w naszych rodzimych rejonach cyberprzestrzeni, zawieraj±ce prawie wy³±cznie ³±cza do witryn dawno ju¿ pod wskazanymi adresami niedostêpnych.
Inna sprawa, ¿e równie¿ informacje na stronach istniej±cych bywaj± mocno nie¶wie¿e, choæ ich tytu³y czy nag³ówki krzycz± o aktualno¶ci. Czasem, by to stwierdziæ, wystarczy odnale¼æ wpisan± gdzie¶ malutk± czcionk± datê ostatniej aktualizacji. Czê¶ciej jednak ¿adna data nie jest na stronach umieszczana, a anachronizm zawartych na nich informacji odkrywamy dopiero poznawszy szczegó³owo tre¶æ i porównawszy j± z rzeczywisto¶ci± historyczn± i bie¿±c±. Innymi s³owy, gdy kto¶ znajduje w Sieci wyniki totolotka, zanim pójdzie odebraæ wygrany milion, powinien najpierw potwierdziæ ich aktualno¶æ w jakich¶ ¼ród³ach niezale¿nych (od Internetu).
W obecnym stanie rzeczy (w Cyberprzestrzeni, ma siê rozumieæ), przy u¿yciu wyszukiwarek internetowych w zasadzie nie da siê otrzymaæ informacji pe³nych i dok³adnych. Z jednej strony, szukaj±cy dostaje mnóstwo informacyjnego ¶miecia, z drugiej - wiele informacji istniej±cych gdzie¶ w Sieci umyka wyszukiwarkom. ¯adna z nich bowiem nie jest w stanie sprawdziæ naprawdê wszystkiego, co w Internecie dostêpne w takiej czy innej formie.
Istniej± te¿ opinie, wedle których wyszukiwarki mog± byæ dla Sieci wrêcz niebezpieczne. Wystarczy sobie uzmys³owiæ, co siê dzieje, gdy kolejne programy wyszukuj±ce raz za razem sprawdzaj± zawarto¶æ jakiego¶ serwera. Otó¿, generuj± tym samym w sieci spory ruch, utrudniaj±c dostêp do danych na tym serwerze ludziom i innym programom. W skrajnych wypadkach mo¿e nawet doj¶æ do zablokowania serwera, który nie nad±¿a z realizacj± przychodz±cych do niego ¿±dañ, podobnie jak ma to miejsce w przypadku hakerskich ataków typu DoS.
Jak poradziæ sobie z mas± udostêpnionej w Internecie informacji, z jej nadmiarem i rozproszeniem oraz wynikaj±cym z tego t³okiem na globalnych infostradach, tak aby u¿ytkownicy Sieci mieli z niej mo¿liwie du¿y po¿ytek? Z problemami zat³oczenia od dawna musz± sobie radziæ mieszkañcy najludniejszego kraju ¶wiata. Tam te¿, przynajmniej w sferze naukowo-akademickiej, intensywnie rozwija siê Internet, a w zwi±zku ze skal± spo³eczn±, w jakiej siê ów rozwój odbywa, ³atwo przewidzieæ szybkie wyst±pienie w skali kraju k³opotów, o których wy¿ej. Nie dziwota wiêc, ¿e w³a¶nie naukowcy z Kraju ¦rodka proponuj± pewne warianty rozwi±zania problemów.
Obecnie paninternetowe wyszukiwarki „staraj± siê” przegl±daæ i indeksowaæ ca³± dostêpn± im w sieci informacjê. Rosn±ce rozmiary Internetu i jego dynamika powoduj± jednak, jak ju¿ wspomniano wy¿ej, ¿e uzyskane w ten sposób wyniki s± niepe³ne i niezadowalaj±ce - na przyk³ad zawsze trochê spó¼nione, ze wzglêdu na ogrom danych do przetworzenia. A z miesi±ca na miesi±c jest coraz gorzej.
J±drem propozycji chiñskich naukowców jest wprowadzenie do us³ugi wyszukiwania hierarchizacji, powi±zanej z systemem nazw domenowych DNS, czyli adresów internetowych. Mówi±c w skrócie, chodzi o to, by wyszukiwanie pe³ne odbywa³o siê tylko na poziomie wzglêdnie niewielkich domen, na przyk³ad korporacyjnych, uczelnianych czy metropolitalnych. W ka¿dej z nich nale¿a³oby uruchomiæ specjalny serwer, który za pomoc± wyszukiwarek zbiera³by i gromadzi³ informacje dotycz±ce zawarto¶ci serwerów w danej domenie, i to serwerów ró¿nego rodzaju - nie tylko WWW, lecz równie¿ FTP, udostêpnionych w Internecie baz danych, katalogów bibliotecznych i temu podobnych. Na podstawie tego przeszukania tworzone by³yby indeksy i bazy danych, z których korzysta³yby wyszukiwarki wy¿szego szczebla, na poziomie domen regionalnych czy krajowych. Czaso- i zasoboch³onny proces przeszukiwania dostêpnych w Internecie tre¶ci przez programy wyszukuj±ce, dzia³aj±ce na serwerach najni¿szego poziomu, obejmowa³by wiêc tylko ograniczony obszar Sieci. W ten sposób powinno siê daæ uzyskaæ wyniki pe³niejsze, dok³adniejsze i bardziej aktualne, a zarazem w znacz±cym stopniu zmniejszyæ zwi±zane z procesem wyszukiwania obci±¿enie sieci i serwerów.
Wedle pewnej metafory, Internet mo¿na widzieæ jako swego rodzaju globalny superkomputer, dla którego wyszukiwarki informacji s± czym¶ w rodzaju systemu operacyjnego. Do¶wiadczenia rynku systemów operacyjnych na poziomie pecetów ucz±, ¿e nie zawsze to, co najpowszechniej u¿ywane, jest najlepsze - to znaczy najbardziej optymalne dla u¿ytkownika. Obecnie za¶ mamy do czynienia z tego rodzaju sytuacj± - „rynek” wyszukiwarek zdominowany jest de facto przez jeden komercyjny produkt.
Wprowadzenie mechanizmu wyszukiwania hierarchicznego wymaga ustalenia pewnych ogólnych standardów zapisu i wymiany informacji odnosz±cych siê do wyników wyszukiwania lub mo¿e raczej informacji o zwarto¶ci prezentowanej przez serwery internetowe, a tak¿e wzajemnego przekazywania ich sobie przez programy wyszukuj±ce. Potrzebne by³oby wiêc globalne porozumienie w tej sprawie, podobne do tych, które poczyniono na przyk³ad w kwestii przydzielania adresów internetowych. Jak pokazuje historia organizacyjna Internetu, technicznie nie powinno to stanowiæ du¿ego problemu.
A jednak w wypadku us³ug wyszukiwania, które dotycz± tak¿e tre¶ci, a nie tylko organizacji, problem nie jest wy³±cznie techniczny. Ustanowienie ogólnointernetowego (a tylko wtedy mia³by on sens), hierarchicznego systemu wyszukiwania, w celu wyeliminowania negatywnych zjawisk zwi±zanych z nieustannym buszowaniem wyszukiwarek po ca³ej przestrzeni Internetu, mo¿e byæ bowiem elementem wzmocnienia jakiej¶ formy kontroli Sieci. Kontrolowanie dzia³ania wyszukiwarek najni¿szego poziomu mo¿e staæ siê bowiem okazj± do decydowania, które tre¶ci bêd± ³atwo odnajdywane, a które nie. Zwi±zane z tym obawy przychodz± na my¶l zw³aszcza w kontek¶cie Kraju ¦rodka. Wzmiankowani wy¿ej chiñscy naukowcy pisz± nawet wprost, i¿ za jedno ze ¼róde³ problemów z wydajno¶ci± i efektywno¶ci± wyszukiwania internetowego uwa¿aj± absolutn± wolno¶æ wypowiedzi w Sieci.
W ogólno¶ci dochodzimy zatem do zagadnienia chyba tak starego, jak filozofia i polityka - znalezienia z³otego ¶rodka miêdzy wolno¶ci± a efektywno¶ci± funkcjonowania. Jak dotychczas, przez wiele wieków historii, ni filozofowie, ni politycy nie znale¼li rozwi±zania powszechnie uznawanego za dobre. Czy uda siê to w odniesieniu do Internetu? Inna sprawa, ¿e wielka warto¶æ przypisywana kategorii wolno¶ci, to wcale nie tak znowu stary pomys³ intelektualistów. Tymczasem nawet dzi¶ spory odsetek ludzko¶ci bardziej ceni sobie szeroko rozumian± wygodê, przedk³adaj±c „w niewoli przysmaki” nad wysi³ek, by zdobyæ „w wolno¶ci k±sek lada jaki”. Podobnie chyba w¶ród spo³eczno¶ci internetowej. Nie wykluczone wiêc, ¿e w Cyberprzestrzeni zrealizowany zostanie ów chiñski model rozwoju. Czas poka¿e.
Tymczasem, ¿ywi±c g³êbokie, a byæ mo¿e z³udne przekonanie, ¿e wolno¶æ wypowiedzi warta jest czasu i wysi³ku (na przyk³ad w celu odnalezienia informacji w Internecie), a tak¿e wyrzeczeñ, gdy trzeba, ¶lê Panu Redaktorowi serdeczne pozdrowienia i uk³ony.
Pawe³ Misiak