Kiedy zaraz po maturze m³ody cz³owiek trafia na studia, odkrywa zupe³nie inny ¶wiat. Zwracaj± siê tu do niego per „pan”, zajêcia ma raz rano, raz wieczorem, najwa¿niejsza jest pani w dziekanacie... A co najlepsze - nikt nie kontroluje, bo rodzice zazwyczaj mieszkaj± daleko od Alma Mater.
Po pierwszym zachwycie „wolno¶ci±” ¶wie¿o upieczony ¿ak budzi siê po dziwnie krótkiej nocy (nie by³o komu przypilnowaæ, by wróci³ wcze¶niej), na ¶niadanie nie ma nic, w portfelu pusto, a za kilka godzin pierwsze kolokwium. W panice patrzy na starszych kolegów z pokoju w akademiku, którzy bêd±c w podobnej sytuacji niewiele siê ni± przejmuj±. Oni ju¿ umiej± sobie radziæ. Chêtnie podziel± siê z m³odszym koleg± wiedz± zdobyt± przez lata nauki w tej swoistej szkole ¿ycia.
Zazwyczaj plecaki studentów przyje¿d¿aj±cych z domu wypchane s± ¶wie¿o wypranymi ubraniami (pralkê przecie¿ znale¼æ trudno, a praæ rêcznie nie ma czasu i ochoty) oraz wa³ówk±. Prowiant jest czêsto najcenniejsz± czê¶ci± zawarto¶ci baga¿u - pomaga sporo zaoszczêdziæ. Na tak przyziemne rzeczy jak jedzenie studenci nie lubi± wydawaæ pieniêdzy. Kupuj± w dyskontach spo¿ywczych najtañsz± margarynê do chleba, mielonki i jogurty z promocji. Kiedy trzeba, potrafi± przez tydzieñ ¿ywiæ siê jajkami (najczê¶ciej jeszcze tymi z w³asnego gospodarstwa). Naj³atwiej i najszybciej zrobiæ zupkê w proszku. Choæ to „sama chemia”, jak siê mówi, jest najpopularniejszym daniem, gdy nie ma obiadu. £atwo te¿ j± przechowaæ, bo lodówka w wyposa¿eniu pokojów akademickich i mieszkañ studenckich jest rzadko¶ci±. Dlatego powszechnym widokiem s± wisz±ce za oknami reklamówki z jedzeniem. To i tak bezpieczniejsze ni¿ przechowywanie domowych pyszno¶ci we wspólnej dla kilku pokoi ch³odziarce. Bardzo czêsto z niej znikaj±...
¯acy znaj± sporo sposobów, by zaspokoiæ g³ód. Trudno uwierzyæ, ale s³ysza³am o studentach ¿ywi±cych siê w czasach osobistego kryzysu finansowego samym kisielem! Podobno, gdy doda siê do niego p³atki zbo¿owe, staje siê bardzo po¿ywnym daniem. Mo¿na te¿ prze¿yæ miesi±c na s³oiku smalcu przywiezionym od rodziców. Nawet nie trzeba kupowaæ wtedy chleba, bo ³atwo go podkra¶æ ze sto³ówki. Oszczêdzaæ warto te¿ na herbacie - wysuszone na kaloryferze torebki „ekspresowej” da siê znów zaparzyæ. Ale zdaniem niektórych suszenie nie jest konieczne.
Czêsto jedynym normalnym daniem studentów s± obiady sto³ówkowe. Jednak abonament te¿ kosztuje, szczególnie, gdy nie ma siê zni¿ki. Ulgowy obiad w sto³ówce UMCS kosztuje 3,10 z³, pe³nop³atny studencki ju¿ 8,37 z³! Jeszcze dro¿szy jest tzw. pe³nop³atny z zewn±trz (sic!) - 9,85 z³. Akademia Rolnicza w Lublinie obiady ulgowe ma trochê dro¿sze - 3,80. Czêsto op³aca siê odkupiæ kartê obiadow± od kogo¶, kto woli sam gotowaæ. Chêtnych na taki zarobek jest sporo. Niektórzy ¿±daj± jednorazowej zap³aty (mog± zarobiæ nawet do 200 z³), inni wol± comiesiêczny dochód (np. sprzedaj±c kartê obiadow± po 5 z³ za obiad, przy 20 posi³kach zarabiaj± na niej 38 z³). Na fa³szywych kartach te¿ mo¿na siê wzbogaciæ, a przecie¿ nietrudno teraz wydrukowaæ karnet obiadowy samemu. Studenci przy³apani z takimi t³umacz±, ¿e od kogo¶ je odkupili i sami zostali oszukani.
Kiedy¶ zupê w sto³ówce studenckiej mo¿na by³o dostaæ za darmo. Ale widocznie dobre czasy minê³y.
Oszczêdza siê nie tylko na jedzeniu. Znany mi student robi³ notatki na ulotkach reklamowych rozdawanych na ulicach i zostawianych w korytarzach uczelni. Nie musia³ wydawaæ pieniêdzy na zeszyty.
Ilekolwiek student dostaje od rodziców i tak jest „biednym studentem”. Zawsze przecie¿ znajdzie siê co¶, na co mo¿na wydaæ pieni±dze. W akademiku mo¿na kupiæ wszystko. Czêsto pukaj± do drzwi ludzie z torbami pe³nymi mniej lub bardziej oryginalnych ubrañ, butów i kosmetyków. Bardzo dobrze sprzedaj± siê p³yty z filmami i grami komputerowymi. Pokoje akademików (szczególnie politechnik) to czêsto ma³e wytwórnie nielegalnych kopii (po ostatnich interwencjach policji lepiej ukrytych).
Nietrudno te¿ o alkohol i narkotyki. W³asn± produkcjê podobno prowadz± g³ównie studenci chemii i medycyny. Studenci z rejonów przygranicznych chêtnie sprowadzaj± stamt±d tani alkohol i papierosy. To dobry sposób na dorobienie do niewielkiego, w stosunku do potrzeb, stypendium. Dzi¶ ju¿ ³atwiej o alkohol w ¶rodku nocy - na szczê¶cie s± ca³odobowe sklepy i stacje benzynowe. Ju¿ tak dobrze nie funkcjonuje siê akademickim melinom. A kiedy¶ to by³ niez³y zarobek: za zdobyte na czarnym rynku dolary kupowa³o siê tañszy towar w Peweksie, a potem sprzedawa³o potrzebuj±cym. Jednak melina musia³a byæ za³o¿ona w odpowiednim miejscu, najlepiej na parterze, by mo¿na by³o prowadziæ te¿ handel przez okno. Czê¶æ towaru, w razie kontroli, trzyma³o siê u kolegi, którego od czasu do czasu trzeba by³o poczêstowaæ jakim¶ trunkiem. Z kolegami z pokoju te¿ warto siê dzieliæ, by nie donie¶li o biznesie, zdenerwowani ci±g³ym budzeniem ich w ¶rodku nocy przez (czêsto ju¿ podpitych) klientów.
Dobrze sprzedaj± siê legitymacje studenckie. Przydaj± siê przy wej¶ciach do klubów i zdobywaniu ró¿nych zni¿ek, np. na bilety na poci±g, autobus czy do kina. Mo¿na kupiæ je ju¿ za 25 z³, ale na oryginalnych druczkach z piecz±tkami kosztuj± do 130 z³. Bardzo du¿o legitymacji „ginie” studentom pi±tego roku przy odbieraniu dyplomu. Trudno im po¿egnaæ siê ze zni¿kami na przejazdy i przynajmniej na ostatnie wakacje chcieliby je zatrzymaæ. Tymczasem legitymacjê trzeba zwróciæ przy odbiorze dyplomu. Zwraca siê wiêc duplikat, a na starej mo¿na je¼dziæ do koñca pa¼dziernika. A nawet d³u¿ej. Piecz±tka to te¿ przecie¿ nie problem. Mo¿na zeskanowaæ star± i wydrukowaæ odpowiednim kolorem tuszu. Mo¿na te¿ odbiæ orze³ka z dwuz³otówki. Zazwyczaj i tak ta podrobiona piecz±tka jest wyra¼niejsza od przybijanej przez pani± w dziekanacie. Czêsto studenci maj± wiêksze problemy przy sprawdzaniu legitymacji w poci±gach i autobusach w³a¶nie z oryginalnymi piecz±tkami, a nie z podrobionymi.
Zaoszczêdziæ mo¿na te¿ zdaj±c po skoñczeniu studiów na drugi kierunek. Nie trzeba nawet chodziæ na zajêcia, by choæ trochê d³u¿ej mieæ zni¿ki studenckie czy rentê po rodzicach.
O za¶wiadczenia ze studiów do Wojskowej Komendy Uzupe³nieñ teraz ma³o kto pyta (wojsko sta³o siê szans± na zarobek, wyuczenie zawodu i zrobienie kursów prawa jazdy). Mo¿na uciec przed mundurem do szko³y policealnej lub na jakie¶ studium. Mo¿na te¿ kupiæ za¶wiadczenie, ¿e jest siê studentem. Studia pomaga³y równie¿ w zdobyciu legalnej pracy za granic±.
Ale studiów nie trzeba ukoñczyæ, by zdobyæ tytu³ magistra. Kupienie dyplomu to niedu¿y problem, za to wiêkszy wydatek. Dyplom zrobiony przez profesjonalistê z wpisem i piecz±tkami kosztuje oko³o 1700 z³. Mo¿na te¿ zostaæ magistrem na papierze za 1000 z³. „Uczciwsi” po prostu kupuj± na pi±tym roku pracê magistersk±.
Studenci chêtnie dorabiaj±. Korepetycji udziela siê ¶rednio po 20 z³ za godzinê. Niektórzy robi± konkurencjê i proponuj± swoje us³ugi ju¿ za 15 z³. Dobry zarobek maj± matematycy, chemicy i fizycy przy rozwi±zywaniu zadañ. Czasem uczniowie maj± tak du¿o zadane, ¿e mo¿na jednorazowo zarobiæ i ponad 100 z³ (chyba ca³a klasa sk³ada siê na takiego robotnika)!
Korepetycje s± w miarê lekkim zarobkiem. Gorzej, gdy studiuje siê kierunek, na którym nie mo¿na dorabiaæ. Zostaje wtedy „stanie na promocjach”, roznoszenie ulotek lub roz³adowywanie towaru w supermarketach. Studentki chêtnie sprz±taj± te¿ klatki schodowe. Czêsto wymarzon± prac± jest bycie kelnerk± lub barmanem w studenckim klubie. A ostatnio sporo s³ychaæ o dorabianiu przez studentów w biznesie erotycznym. Nic dziwnego, skoro czêsto z pozoru zwyk³e og³oszenia w prasie okazuj± siê og³oszeniami firm poszukuj±cych pañ i panów do towarzystwa.
Rozpoczynaj±ca studia m³odzie¿ jeszcze prze¿ywa maturê. Tymczasem okazuje siê, ¿e ka¿da sesja jest jak kolejny egzamin dojrza³o¶ci. Ale nie trzeba siê przera¿aæ ogromem materia³u. Czasem warto nauczyæ siê i czego¶ innego ni¿ to, co podane w zagadnieniach egzaminacyjnych. Znów nieocenion± pomoc± s³u¿± starsi koledzy.
Pewna pani profesor podobno lubi widzieæ, ¿e student siê uczy³. Poznaæ to mo¿na po podkr±¿onych oczach, dlatego studentki rezygnuj± z nak³adania cieni na powieki i maluj± sobie .podkowy” pod oczami. Na inny egzamin przychodzi siê z dodatkowym ubraniem. To, w którym wejdzie siê do pokoju, zale¿y od grupy, do której siê trafi. Je¶li bêdzie to grupa pana doktora, trzeba zrobiæ makija¿ i na³o¿yæ krótk± spódniczkê. Tego podobno nie lubi pani profesor, wiêc studentki odpytywane przez ni±, zak³adaj± d³ug± spódnicê lub spodnie i zmywaj± makija¿.
Nieraz mo¿na us³yszeæ podpowiedzi starszych studentów, jakie kolory ubrañ wybraæ na egzamin, czy lepiej byæ przestraszonym, czy pewnym siebie. S³ysza³am o studencie, który, zagro¿ony dwój±, powiedzia³, ¿e nie wyjdzie z gabinetu, gdzie by³ odpytywany, dopóki nie dostanie trójki. Profesor za upór wstawi³ mu ¿±dan± ocenê. Ale s³ysza³am te¿, jak pewien student prosi³ profesora o wstawienie dwói, choæ ten usilnie próbowa³ znale¼æ cokolwiek, co student umie. W koñcu egzaminator skapitulowa³ i postawi³ dwójê. Tak wiêc widaæ, ¿e profesorowie maj± dobre serca i s± sk³onni spe³niaæ ¿yczenia studentów.
Je¶li na roku jest wielu studentów, a egzaminatorzy nie znaj± wszystkich, na egzamin (zw³aszcza pisemny, by nikt nie sprawdzi³ indeksu) mo¿na wys³aæ lepiej przygotowanego kolegê. Mo¿na tak¿e usi±¶æ obok niego, udawaæ, ¿e siê pisze, a potem oddaæ tylko jego kartkê. Najlepiej mieæ studiuj±ce razem bli¼niacze rodzeñstwo. Wtedy mo¿na siê uczyæ tylko na po³owê ustnych egzaminów... W ostateczno¶ci zostaje podrobienie podpisu, ale to w przypadku wykrycia grozi wyrzuceniem ze studiów.
Kiedy lepiej nie ryzykowaæ dostania s³abszej oceny i utraty stypendium, mo¿na za³atwiæ sobie zwolnienie z egzaminu. To jedyne 25 z³ za orygina³. Trzeba tylko sprawdziæ, od jakiego lekarza ma siê to zwolnienie, by nie us³yszeæ pytania z dowcipu: Kiedy pan urodzi³ to dziecko? Ale sami lekarze te¿ bez wiêkszych problemów wypisuj± zwolnienia za darmo. Wystarczy trochê poudawaæ. A tak naprawdê, to student nie musi za wiele symulowaæ. Wystarczy ca³onocna impreza z du¿± ilo¶ci± alkoholu i papierosów, by mieæ naturalnie podkr±¿one oczy, szaro-¿ó³t± cerê i zachrypniêty g³os. Przy nêdznym od¿ywianiu siê dochodzi jeszcze wychudzenie. Jak tu nie daæ zwolnienia?