Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Okolice nauki

Tuwim o matematyce

Nag³e u¶wiadomienie sobie nieuchronno¶ci, jakby niezwyk³ej „twardo¶ci” logicznej struktury powi±zañ prowadz±cych do twierdzenia matematycznego, mo¿e pozostawiæ trwa³y ¶lad zachwytu po spotkaniu z „dumn± jedyno¶ci± radosnego Prawa”.
Konrad T. Lewandowski

 Fot. Arch. Po co przysz³emu poecie znajomo¶æ matematyki? ¯eby umia³ policzyæ sylaby w sonecie? Dwudziestokilkuletni Julian Tuwim tak rymowa³ swoje prze¿ycia w znanym wierszu Nauka (1923):

Nauczyli mnie mnóstwa m±dro¶ci,
Logarytmów, wzorów i formu³ek,
Z kwadracików, trójk±cików i kó³ek
Nauczali mnie nieskoñczono¶ci.

Jedzie potem równo po biologii, chemii i fizyce, ¿eby podsumowaæ:

Ró¿ne rzeczy do g³owy mi wkuli,
Tumanili nauk± daremn±.

I nic nie wiem, i nic nie rozumiem,
I wci±¿ wierzê biednymi zmys³ami,
¯e ci ludzie na drugiej pó³kuli
Musz± chodziæ do góry nogami.

Ile¿ to pokoleñ udrêczonych uczniaków powtarza³o po nim te s³owa! A to nie by³ koniec rozprawy Tuwima z matematyk±. Piêæ lat po publikacji Nauki pisze Matematykê. Wiersz zaczyna siê z pozoru dziwacznie i niezrozumiale, jakby dotyczy³ czego¶ zupe³nie niematematycznego:

Ko¶ciele powszechny!
Ucieczko przed mrocz±cym moje zmys³y biesem!
Jedyna prawdy opoko,
O, celne z wieczno¶ci Oko,
Patrz±ce na mnie bezkresem!

Ale karty zostaj± szybko wy³o¿one na stó³:

Liczbo zbawicielko!
Wyniknij! Stañ siê! Wska¿ mi!
Nieub³aganym WZOREM
Ujmij, przemianuj, ujarzmij!

Oto kwadrat. I nic prócz prostego kwadratu.
W uwiêzi czterech linii zamkniêta sprawa jedyna.
O, matematyko cierpka! Da³a¶ ty radê ¶wiatu!
Zadrwi³a¶ z Boga i Czarta, o, heretyczko okrutna!
Kwadrat w chaos siê wcina,
I piêkniejszego nie ma poematu!

Oto skoñczono¶æ, wiedza, ostateczno¶æ,
Dumna jedyno¶æ radosnego Prawa,
¯e czterema liniami stworzy³em konieczno¶æ.
Nic siê tutaj nie dzieje. Trwa powziêta Sprawa.

A wiêc to matematyka jest tym „ko¶cio³em powszechnym”, potêg± jednocz±c±, wprowadzaj±c± ³ad i harmoniê w ¶wiat, przenosz±c± go, i nas wraz z nim, w wieczne, niezmienne istnienie. Teraz mo¿na rozprawiæ siê z prawdziwym Ko¶cio³em:

Chrystusie! Gdyby¶ nie mia³ tej krwi gorej±cej,
Co w niebo Ciê porwa³a, by prawdê objawiæ,
Gdyby¶ dzieñ d³u¿ej duma³, surowy, milcz±cy,
Musia³by¶ z linii prostych figurê ustawiæ
I nie mêczyæ nas krzy¿em - ale cyrklem zbawiæ!

Poeta rzek³, a my martwmy siê, co chcia³ powiedzieæ. Czy¿by nawróci³ siê na drogê do nieskoñczono¶ci przez „kwadraciki, trójk±ciki i kó³ka”? Czy zapomnia³ ju¿ o tych chwilach, kiedy to, z powodu z³ych stopni, w czasie wakacji:

Idê na hamak - z nienawistn±
Ksi±¿k±, bodaj j± dunder ¶wisn±³,
Mistyczn±, apokaliptyczn±,
Z abrakadabr± liter greckich,
Szatañskich szyfrów, ciêæ zdradzieckich:
Z kaba³± trygonometryczn±.
(Kwiaty polskie, 1940-44)

Kilka stron dalej natkniemy siê na fragment po¶wiêcony innej ksi±¿ce, któr± „czytam, miotany”. To poezje Leopolda Staffa. Na ich marginesie pojawi³y siê pierwsze próby poetyckie zauroczonego czytelnika, który przeniós³ siê ju¿ z hamaka do altany.

Sk±d jednak w Matematyce takie nagromadzenie wykrzykników i hymnicznych wezwañ, zbyt gêste nawet jak na m³odzieñcz± poezjê? Sk±d ten zaczepny ton w stosunku do Chrystusa, któremu po¶wiêci³ kilka wzruszaj±cych wierszy? Czy nie sugeruje to, ¿e pisz±c Matematykê Tuwim chcia³ po prostu wykpiæ urojenia o rozwi±zaniu wszystkich problemów cz³owieka przez wnikniêcie w ukryt±, matematyczn± naturê „wszystkiego”? Gdzie i kiedy zetkn±³ siê z t± ide±, przewijaj±c± siê poprzez historiê intelektualn± ¶wiata zachodniego co najmniej od bractwa pitagorejczyków (VI w. p.n.e.)? Nie wiem. Ale wyra¼nie mu siê nie spodoba³a.

Matematyka rzeczywi¶cie ma te cechy, które s± jej przypisane w Matematyce: konieczno¶æ, ostateczno¶æ, bezczasowe trwanie, prostota, jasno¶æ i... piêkno. Niejeden z matematyków wspomina³ m³odzieñcz± lekturê Elementów Euklidesa z takim samym rozrzewnieniem, jak Tuwim wiersze Staffa. Rzeczywi¶cie, nag³e u¶wiadomienie sobie nieuchronno¶ci, jakby niezwyk³ej „twardo¶ci” logicznej struktury powi±zañ prowadz±cych do twierdzenia matematycznego, mo¿e pozostawiæ trwa³y ¶lad zachwytu po spotkaniu z „dumn± jedyno¶ci± radosnego Prawa”. Piêkno martwej natury? W jakim¶ sensie tak - tu nic siê nie dzieje, tu wszystko trwa bez zmian. Czy aby na pewno? Nie wszyscy matematycy by siê z tym zgodzili, to przecie¿ cz³owiek tworzy matematykê.

Dygresja pierwsza

Skoñczono¶æ, wiedza, ostateczno¶æ, jedyno¶æ, konieczno¶æ. Uzna³ to nawet poeta. Ale kiedy Tuwim pisa³ te s³owa, matematyka wchodzi³a w wiek dojrza³ej samowiedzy, która postawi³a wszystkie te cechy w nowym ¶wietle. W 1931 roku Kurt Goedel pokaza³, ¿e arytmetyki nie mo¿na zbudowaæ na skoñczonym zespole przyjêtych za³o¿eñ. Jak by¶my go nie rozbudowywali, zawsze pozostan± takie w³asno¶ci liczb naturalnych, których nie bêdziemy mogli ani udowodniæ, ani obaliæ.

Liczb naturalnych jest du¿o, nieskoñczenie du¿o, a punktów na prostej jeszcze wiêcej, nie mo¿na ich ponumerowaæ. Dalej mo¿emy tworzyæ zbiory jeszcze liczniejsze i jeszcze liczniejsze, i tak w nieskoñczono¶æ. Ponad 100 lat temu Georg Cantor oswoi³ te nieskoñczono¶ci. We¼my wiêc jak±¶ rodzinê zbiorów, wybierzmy z ka¿dego zbioru po jednym elemencie i wrzuæmy do nowego zbioru. Dopóki poszczególne zbiory i ich rodzina s± skoñczone, nie ma problemów. A je¿eli mamy do czynienia z nieskoñczenie du¿ymi zbiorami? Za³ó¿my, ¿e te¿ mo¿emy. Matematycy nazywaj± to pewnikiem wyboru. W 1924 roku polscy matematycy, Stefan Banach i Alfred Tarski, pokazali pos³uguj±c siê pewnikiem wyboru, ¿e mo¿na podzieliæ sferê na kilka czê¶ci tak, by mo¿na by³o zestawiæ z nich dwie sfery o takiej samej powierzchni jak sfera wyj¶ciowa. Cudowne rozmno¿enie sfer? Tak, je¿eli zgodzimy siê na pewnik wyboru. Niektórzy matematycy nie zgodzili siê i buduj± matematykê bez pewnika wyboru, ale i bez wielu innych u¿ytecznych twierdzeñ. W ka¿dej z tych wersji (z pewnikiem wyboru lub bez) i tak pojawi± siê zdania, których nie mo¿na udowodniæ na podstawie ju¿ przyjêtych za³o¿eñ, wiêc znowu mo¿na je lub ich zaprzeczenie do³±czyæ do zbioru aksjomatów, otrzymuj±c dwie nowe wersje matematyki itd. No wiêc, jak to jest z t± „jedyno¶ci±” i „ostateczno¶ci±”? Mamy jednak wybór i to w niejednej matematycznej „Sprawie”. Ale jak ju¿ dokonamy wyboru, to sprawa rzeczywi¶cie „trwa”, przynajmniej w wybranej przez nas wersji. Chyba, ¿e siê pomylimy, ale wtedy koledzy sprawdz± i poprawi±... Czy aby na pewno?

Kilka miesiêcy temu w „Annals of Mathematics” ukaza³ siê artyku³ z adnotacj±, ¿e zespó³ dwunastu recenzentów po czterech latach pracy nie by³ w stanie sprawdziæ poprawno¶ci dowodu przedstawionego tam twierdzenia. Dlaczego? Bo dowód jest oparty na wynikach obliczeñ komputerowych, a program by³ zbyt skomplikowany, ¿eby prze¶ledziæ wszystkie jego szczegó³y. No i jak to jest z „wiedz±” matematyczn±? Niektórzy mówi± o matematyce eksperymentalnej, inni twierdz±, ¿e to w ogóle nie jest matematyka i trzeba poczekaæ na „rado¶nie prawdziwy” i przede wszystkim zrozumia³y dowód. Wróæmy wiêc tymczasem do poezji Tuwima.

Wiersz Spostrze¿enie dotyczy tak zwanej „matematyki stosowanej”:

W naturze nie ma linii prostej,
Ludzki to wymys³ sztuczny,
Patrz±c w sk³êbione ¿yworosty,
Chaosu, chaosu siê uczmy.

Pogiêty, krêty i strzêpiasty
Jest ka¿dy stwór w naturze,
A prost± lini± ³±cz± gwiazdy
G³upcy i tchórze.

Brzmi to jak manifest kontrkultury matematycznej, zabawiaj±cej siê badaniami chaosu i wszelakich strzêpiastych „wynaturzeñ”, czyli fraktali. A prostota, Tuwimowski „kwadrat”, jest dla..., hmm..., lepiej nie powtarzaæ, bo jeszcze kto¶ siê obrazi.

Dygresja druga

Odkrycie, ¿e skomplikowane, nieprzewidywalne w d³u¿szej perspektywie czasowej zachowania pewnych uk³adów czy podobnie skomplikowane „strzêpiaste” struktury mog± byæ opisane zadziwiaj±co prostymi równaniami matematycznymi, przetoczy³o siê jak burza przez matematykê „czyst±” i zmatematyzowane przyrodoznawstwo. Zapocz±tkowane 30-40 lat temu komputerowe badania modeli matematycznych atmosfery, wahad³a, populacji biologicznych, reakcji chemicznych itd., itd. oraz zaskakuj±co piêkne komputerowe grafiki generowane przez rozwi±zania pro¶ciutkich równañ, zrodzi³y matematykê nieliniow±. Wydawa³o siê, ¿e komputer i obrazki bêd± jej g³ównymi narzêdziami. Powsta³ termin „matematyka eksperymentalna” wraz z ideologi± g³osz±c± prymat „faktu matematycznego” nad dowodem matematycznym.

A jednak... Ci od prostych linii i klasycznych dowodów (jak by tu ich nazwaæ?) wiedzieli o istnieniu tych dziwol±gów przynajmniej od koñca XIX wieku. Tyle, ¿e nikt nie zorientowa³ siê, jak wa¿ne s± to problemy i dla matematyki, i dla nauk przyrodniczych. Obliczenia numeryczne zajmowa³y jeszcze zbyt wiele czasu i trzeba by³o poczekaæ a¿ rozpowszechni± siê komputery. W koñcu przysz³a pora na numerykê i obrazki. Jednak ogl±danie du¿ej ilo¶ci poskrêcanych dziwaczne linii te¿ mo¿e byæ mêcz±ce i trzeba by³o poszukaæ w tym wszystkim jakiego¶ ³adu. Abstrakcja wkroczy³a i w tê dziedzinê. Dynamika nieliniowa staje siê normaln± czê¶ci± matematyki. Ju¿ nie wystarczaj± same obrazki...

Czy warto wiêc daæ skosztowaæ przysz³ym poetom „cierpkiej matematyki”? Spróbowaæ przerzuciæ most ponad przepa¶ci± dziel±c± dwie kultury: humanistyczn± i matematyczno-przyrodnicz±? Tuwim lekko przeskakiwa³ tam i z powrotem, dobrze siê przy tym bawi±c, jak np. w Wierszu (1933):

Gdy wiem,
¿e wiersz
powstanie,
w klamrê nawiasu zamykam
¶wiat
i przed nawiasem stawiam
znak
funkcji, czynnika.

Wtedy zaczyna siê dzia³anie,
d¼wiêczne i szybkie rozmy¶lanie,
a¿ wiersz,
jak zadanie
algebraika
na czarnej tablicy wyra¼nie wynika.

Potem
nawias otwieram,
uwiêzione wypuszczam ¿ywio³y,
czarn± tablicê z dzia³añ wycieram.

I wracam weso³y
do domu ze szko³y
i w domu z mi³o¶ci umieram.

Niedawno minê³o piêædziesi±t lat od ¶mierci Tuwima. No có¿, klasyk, i to z niekwestionowan± pozycj± w polskiej poezji. Matematyka mocno zmieni³a siê od jego czasów. Wraz ze swoj± najnowsz± mack±, informatyk±, anektuje stopniowo nie tylko biologiê, ale i problemy zarezerwowane dotychczas dla nauk humanistycznych. Czy jaki¶ poeta odwa¿y siê jeszcze zast±piæ jej drogê? Czy w ogóle o tym pomy¶li? Nie pomijajmy wiêc „cierpkiej” matematyki w wykszta³ceniu wspó³czesnego cz³owieka. W przeciwnym wypadku mo¿e siê okazaæ, ¿e pewnego dnia wyl±dujemy na czarnej tablicy w postaci kodu alfanumerycznego, zamkniêtego nawiasem, i nie bêdzie nikogo, kto potrafi nas stamt±d wypu¶ciæ.

Dr hab. Jacek Waniewski, biocybernetyk, pracuje w Instytucie Biocybernetyki i In¿ynierii Biomedycznej PAN w Warszawie.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje