W wielkiej debacie nad kierunkami zmian ró¿nych obszarów ¿ycia spo³ecznego w Polsce po 1989 roku, sprawa edukacji zajmuje niewielkie, aczkolwiek znacz±ce w d³ugiej perspektywie czasowej miejsce. Wagê problematyki edukacji, a zw³aszcza edukacji wy¿szej, która mnie zajmuje, uzasadnia potrzeba zwiêkszenia uczestnictwa w ró¿nych sferach ¿ycia spo³ecznego, kulturalnego, gospodarczego i politycznego na poziomie lokalnym, europejskim i globalnym. Wspó³czesna kultura zdaje siê bowiem rozszczepiaæ spo³eczeñstwa na binarne grupy, z jednej strony - masowych konsumentów kultury popularnej o nik³ych lub ¿adnych kompetencjach do rozszyfrowywania mechanizmów jej dzia³ania, z drugiej - wysoko specjalizowanych fachowców, mened¿erów, znawców socjotechniki i zarz±dzania lud¼mi. G³oszony przez niektórych schy³ek epoki pracy, ilustrowany w Polsce znikaniem z mapy kolejnych, wielkich zak³adów zatrudniaj±cych tysi±ce nisko kwalifikowanych robotników, powstawaniem nowych, do niedawna nieznanych zawodów i rozrastaniem siê sfery us³ug ró¿nego typu, nasila potrzebê redefinicji w³asnego miejsca cz³owieka w nieprzejrzystym ¶wiecie. Mimo braku jednoznacznej i czytelnej polityki pañstwa i w³adz o¶wiatowych, na poziomie praktyki odbywaj± siê próby rozpoznawania kierunków zmian spo³ecznych owocuj±ce lawinowym wzrostem skolaryzacji na poziomie wy¿szym - od 12,9 proc. w 1992 roku do 40,7 proc. w 2001. Wzrost wska¼nika skolaryzacji mo¿e nape³niaæ dum± polityków, którzy upatruj± w nim niwelowania wieloletnich zapó¼nieñ naszego kraju i zwielokrotnienia szans na wyrównanie do poziomu europejskiego w tym zakresie, a tym samym przyspieszenie rozwoju gospodarczego i kulturowego kraju. Dla edukatorów ten sam wska¼nik jest powodem zaledwie ostro¿nego optymizmu, a bywa te¿ przyczyn± niepokoju. Rodzi bowiem pytania o to: 1) o ile zmienili siê absolwenci szkó³ ¶rednich, którzy rozpoczynaj± studia? oraz 2) o ile zmieni³ siê uniwersytet, który kszta³ci studentów?
Okazuje siê, ¿e studia wy¿sze w swoim edukacyjnym projekcie ¿yciowym umieszcza prawie ca³a populacja uczniów liceów ogólnokszta³c±cych, 58 proc. uczniów techników i liceów zawodowych i 19 proc. uczniów zasadniczych szkó³ zawodowych, co stanowi ponad po³owê ca³ej populacji m³odzie¿y.
Zdiagnozowany przez Z. Kwieciñskiego stan aspiracji m³odzie¿y pozwala uzmys³owiæ sobie masowo¶æ podejmowania studiów wy¿szych, z któr± mamy i bêdziemy mieli do czynienia (Z. Kwieciñski, Wykluczanie, Wyd. UMK, Toruñ 2002). Nie wnikaj±c na razie w przyczynê tego zjawiska, pragnê zwróciæ uwagê na fenomen zupe³nie nowego kandydata, z którym przyjdzie nam siê spotkaæ w uczelni.
Uniwersytety mia³y do tej pory do czynienia z wyselekcjonowanymi do niewielkiej liczby grupami studentów, którzy stanowili elitê intelektualn± swojej populacji. Wyp³ywa³o to z polityki pañstwa kieruj±cego siê ideologi± promuj±c± klasê robotnicz± i, co by³o jej konsekwencj±, z niewielkiej liczby liceów ogólnokszta³c±cych w stosunku do ¶rednich szkó³ zawodowych. Aspiracje m³odzie¿y do studiowania wymusi³y radykalne zwiêkszenie liczby miejsc w szko³ach wy¿szych pañstwowych i niepañstwowych. Sk³oni³y te¿ do postawienia pytania o kandydata, z jakim mamy do czynienia, o jego potrzeby i mo¿liwo¶ci.
Badania, przeprowadzone przeze mnie we wspó³pracy z Adel± Ko¿yczkowsk±, wskazuj± na zasadnicze zmiany dokonuj±ce siê w strukturze wykszta³cenia kandydatów na studentów pedagogiki w ostatnich latach. Na studiach dziennych kandydaci legitymuj± siê znacznie ni¿sz± ni¿ dawniej ¶redni± ocen uzyskanych na ¶wiadectwach maturalnych. Wskazuje to na zasysanie przez ten kierunek absolwentów z „dolnej pó³ki”, o s³abym potencjale intelektualnym. Dramatycznie pogorszy³ siê zw³aszcza poziom studentów studiów zaocznych, które do tej pory rekrutowa³y g³ównie nauczycieli uzupe³niaj±cych wy¿sze wykszta³cenie. W potocznym do¶wiadczeniu wyk³adowców ich ni¿sze kompetencje teoretyczne wyrównywane by³y przez do¶wiadczenie zawodowe, które dawa³o punkt oparcia w kszta³ceniu. Obecnie w¶ród kandydatów na pedagogiczne studia zaoczne dominuj± osoby z pokolenia dwudziestolatków, nie odnosz±ce sukcesów szkolnych, o trudnych i powik³anych ¶cie¿kach edukacyjnych, prowadz±cych przez szko³y podstawowe, zawodowe, wieczorowe technika i licea zawodowe do licencjatów szkó³ niepañstwowych. Je¶li na³o¿yæ na tê sytuacjê dane uzyskane przez Z. Kwieciñskiego, dotycz±ce niskiego poziomu alfabetyzacji absolwentów szkó³ podstawowych, okazuje siê, ¿e uniwersytety s± szturmowane przez znaczn± liczbê m³odzie¿y o niskich kompetencjach do studiowania, o s³abym poziomie alfabetyzacji, który uwidacznia siê w stosowanych podczas egzaminów wstêpnych testach rozumienia tekstu naukowego. Sk³ania to do postawienia sobie pytania o kszta³cenie studentów w tak masowym wymiarze. Wy³ania siê z niego alternatywa: albo uniwersytety konsekwentnie utrzymaj± politykê elitarno¶ci, albo te¿ zredukuj± poziom swojego kszta³cenia do pu³apu mo¿liwo¶ci nowego kandydata masowego.
Pierwsze wyj¶cie w dobie ekonomizacji my¶lenia o instytucjach edukacyjnych wydaje siê byæ ma³o realne, aczkolwiek pewne nadzieje budzi Karta Boloñska i zawarta w niej idea kszta³cenia trójstopniowego, z którego ostatni stopieñ (ewentualnie dwa ostatnie) mo¿e mieæ prawdziwie akademicki, elitarny charakter, przy masowo¶ci pierwszego. Drugie ogniwo zdefiniowanej alternatywy zdaje siê ju¿ organizowaæ pracê uniwersytetów, zw³aszcza na poziomie studiów zaocznych. Nadal jednak uniwersytet miota siê miêdzy prób± uchronienia w³asnego mitu a tward± rzeczywisto¶ci± konkurencji o masowego studenta i jego portfel. Jak sobie z tym radzi? nale¿y wiêc zapytaæ.
Polskie uniwersytety lat ubieg³ych by³y z pewno¶ci± miejscami elitarnymi, kszta³ci³y bowiem niewielki procent populacji. Odpowiada³o to polityce pañstwa, które utrzymywa³o strukturaln± przewagê klasy robotniczej, a próg reprodukcji inteligencji zamrozi³o na 20 proc. populacji. Lata prze³omu spo³eczno-politycznego i kulturowego dokona³y zmian w warunkach rynku pracy i konsumpcji, który domaga siê obecnie od swoich uczestników wysokich kwalifikacji i wy¿szego wykszta³cenia, jako warunku zdobycia pracy, zw³aszcza interesuj±cej i dobrze op³acanej. Wy¿sze wykszta³cenie zyska³o w ten sposób, nieobecne dotychczas w Polsce, prze³o¿enie ekonomiczne i sta³o siê warto¶ci± pilnie poszukiwan± na rynku. Za spraw± popytu na wy¿sze wykszta³cenie oferta edukacyjna uleg³a radykalnemu zwiêkszeniu.
Analizê tego zjawiska w kontek¶cie studiów pedagogicznych przedstawi³a M. Czerepaniak-Walczak (M. Czerepaniak-Walczak, Pedagogika - studia i studenci. Niektóre aspekty kszta³cenia na kierunku pedagogika, „Forum O¶wiatowe” nr 1/2002). Z przeprowadzonych przez ni± badañ wynika, ¿e liczba studentów ró¿nych typów szkó³ zwielokrotni³a siê, szczególnie wyrazi¶cie w przypadku studentów pedagogiki, którzy stanowi± obecnie drug± co do wielko¶ci grupê polskich studentów. Ten dynamiczny wzrost liczby studentów pedagogiki rozk³ada siê w szczególny sposób na typ uczelni i typ studiów. O ile w 1987 roku studenci pedagogiki kszta³cili siê g³ównie w uniwersytetach i WSP (95 proc.), o tyle w 2000 roku 37 proc. ogó³u studentów pedagogiki studiowa³o w uczelniach niepañstwowych. Podobne przesuniêcie jest widoczne w typie studiów: od 1987 roku radykalnie wzrasta liczba studentów zaocznych w stosunku do stacjonarnych. Jest to szczególnie widoczne w szko³ach niepañstwowych, w których stacjonarni studenci pedagogiki stanowi± zaledwie 3,24 proc. ogó³u studentów kierunku.
Przedstawione proporcje nasuwaj± pytanie o to, jak zmienia siê uniwersytet, aby sprostaæ nowej sytuacji?
Ostatnia dekada XX wieku zaowocowa³a wzmocnieniem siê pozycji niepañstwowych szkó³ wy¿szych, które zaczê³y ostro konkurowaæ z uniwersytetami. Pocz±tkowo wch³ania³y one nadmiar kandydatów, którzy nie pokonali bariery egzaminów wstêpnych w uniwersytecie, stopniowo jednak szko³y niepañstwowe zyskuj± w³asn± pozycjê na rynku edukacyjnym, w kilku przypadkach potwierdzon± zyskan± niedawno akredytacj±. Powoduje to now± sytuacjê uniwersytetów, które nigdy dot±d nie musia³y stawaæ do konkurencji z innymi placówkami. Konkurowanie o kandydatów, zw³aszcza tych, którzy wnosz± czesne, odbywa siê na wzajemnie powi±zanych poziomach: naukowym, dydaktycznym i materialnym. Poziom naukowy obejmuje w szczególno¶ci dostêpno¶æ wyk³adowców wysokiej klasy, ksiêgozbioru, ¿ycie i kontakty naukowe, zw³aszcza zagraniczne, a tak¿e specyfikê wiêzi wspólnoty naukowej. Poziom dydaktyczny wi±¿e siê przede wszystkim z poziomem i organizacj± zajêæ i konsultacji, liczebno¶ci± grup i co z tego wynika - szans± bezpo¶redniego kontaktu studentów z wyk³adowcami. Na koniec - poziom materialny, który ilustruje g³ównie baza lokalowa i sprzêtowa uczelni.
Pozycja uniwersytetów w tych zakresach zdawa³a siê niewzruszona, utrwalona wielowiekow± tradycj±, obecno¶ci± wysoko kwalifikowanej kadry, obdarzonej najwy¿szym autorytetem naukowym, dydaktycznym i moralnym. Ten urok zdaje siê ostatnimi czasy nieco blakn±æ z kilku wzglêdów. Pierwszy z nich wynika z wieloetatowo¶ci pracowników naukowych, którzy zatrudnieni s± w uniwersytecie i szko³ach niepañstwowych równocze¶nie. Nie ma wiêc przyczyny, dla której studenci mieliby pokonywaæ uci±¿liwe egzaminy wstêpne, skoro w szko³ach niepañstwowych mog± swobodnie korzystaæ z wiedzy i umiejêtno¶ci tych samych profesorów. Czasem nawet dostêp do naukowców ciesz±cych siê wielkim autorytetem w swojej dziedzinie jest ³atwiejszy, gdy¿ uczelnie niepañstwowe mog± sobie pozwoliæ na zaproszenie ich z wyk³adem go¶cinnym, na co nie zawsze staæ uczelnie pañstwowe.
Kolejnym argumentem przemawiaj±cym w zbiorowej wyobra¼ni kandydatów za niepañstwow± szko³± wy¿sz± mo¿e byæ jej czêsto znacznie lepsza baza lokalowa, a czasem i sprzêtowa (zw³aszcza dostêpno¶æ komputera), ra¿±ca zw³aszcza w porównaniu z baz± wydzia³ów humanistycznych i spo³ecznych uczelni pañstwowych. Nie stanowi równie¿ atutu gromadzony w uniwersytetach przez lata ksiêgozbiór, gdy¿ zwykle uczelnie udostêpniaj± go nieodp³atnie studentom uczelni niepañstwowych. Wa¿nym wyznacznikiem konkurencyjno¶ci uczelni pañstwowych zdaje siê byæ w tej sytuacji ni¿szy koszt studiowania, jednak wobec ma³ej liczby miejsc dla studentów, kandydaci i tak zmuszeni s± podejmowaæ studia w uczelniach niepañstwowych.
Mo¿na wiêc konkludowaæ, ¿e jedyn± powa¿n± p³aszczyzn± konkurencji miêdzy pañstwowymi i niepañstwowymi szko³ami wy¿szymi jest wielki spo³eczny (równie¿ w¶ród pracodawców) autorytet przydawany tym pierwszym, wynikaj±cy z ich wielowiekowego dorobku. Wydaje siê, ¿e mo¿na analogicznie przewidywaæ wzrastaj±c± z czasem tendencjê podwy¿szania autorytetu szkó³ niepañstwowych.
W ostatnim dziesiêcioleciu zjawisko przerostu pedagogicznych studiów zaocznych nad dziennymi przybiera szczególnie ostry wyraz, widoczny w uniwersytecie, a jeszcze bardziej w uczelniach niepañstwowych. Zjawisko to jest szczególnie niekorzystne - pisze M. Czerepaniak-Walczak - w sytuacji, gdy na studiach zaocznych (...) studiuj± m³odzi ludzie bez do¶wiadczenia zawodowego, nierzadko bez mo¿liwo¶ci zatrudnienia w ogóle, a w pracy zbli¿onej do specjalno¶ci studiów w szczególno¶ci. Okazjonalne spotkania (...) w du¿ych grupach, po¶wiêcone omawianiu abstrakcyjnych pojêæ, opisanych w trudno dostêpnych (fizycznie i intelektualnie) tekstach, do¶æ rzadko maj± szansê staæ siê ¼ród³em krytycznej refleksji. W takich warunkach pobyt na studiach jest po prostu drog± do zdobycia dyplomu (...).
Jedn±, mo¿e najwa¿niejsz±, z przyczyn niekontrolowanego przerostu liczby miejsc na studiach zaocznych, jest z pewno¶ci± potrzeba zyskiwania przez uniwersytety funduszy. Czesne to potê¿ne i coraz bardziej doceniane ¼ród³o dochodów uczelni, stale cierpi±cych na ich brak. Logika ekonomii ka¿e zwiêkszaæ ten dochodowy typ studiów maksymalnie, do wrêcz groteskowych rozmiarów. Na nieszczê¶cie zwiêkszenie liczby studentów zaocznych nie koreluje z wyra¼nym powiêkszeniem bazy lokalowej, a zw³aszcza kadrowej na tyle, aby warunki studiowania studentów zaocznych pokrywa³y siê z mo¿liwo¶ciami dostêpnymi studentom stacjonarnym. Dramatyzmu nadaje sprawie fakt, ¿e dyplomy obydwu trybów studiów, stacjonarnego i zaocznego, s± równowa¿ne, przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce absolwenci sygnalizuj±, ¿e pracodawcy wy¿ej sobie ceni± dyplomy studiów stacjonarnych.
Zbyt du¿a, w stosunku do mo¿liwo¶ci efektywnego kszta³cenia, liczba studentów przyt³acza uniwersytety, wymuszaj±c zwiêkszenie liczebno¶ci grup, zw³aszcza wyk³adowych. Logika racjonalno¶ci podsuwa przekonanie, ¿e nie ma w³a¶ciwie ró¿nicy do ilu osób mówi wyk³adowca: stu, dwustu... Uznaj±c zasadno¶æ tej tezy, chcê podnie¶æ w±tpliwo¶æ, czy tej ró¿nicy nie ma równie¿ wtedy, gdy ów wyk³adowca musi przeegzaminowaæ sto czy dwie¶cie osób. Podobnie gdy student pragnie skorzystaæ z konsultacji b±d¼ podj±æ polemikê lub zadaæ pytanie podczas wyk³adu. Najwiêkszy jednak problem powstaje, gdy studenci przystêpuj± do pracy badawczej zwi±zanej z konieczno¶ci± napisania pracy magisterskiej. Liczebno¶æ grup praktycznie wyklucza bezpo¶redni, d³ugotrwa³y kontakt studenta z profesorem, który jest niezbêdny do zyskania kompetencji naukowych, ale tak¿e jest - czy potencjalnie jest - spotkaniem ucznia z mistrzem, które zaowocowaæ powinno wytwarzaniem aktywnej poznawczo, wra¿liwej etycznie postawy wobec ¶wiata. Staje siê natomiast przykr±, sformalizowan± procedur± o niejasnym dla studentów uzasadnieniu.
Zdiagnozowane przez J. Ortegê y Gasseta zjawisko hiperdemokracji zaw³adnê³o ostatnio sfer± intelektualn±, powoduj±c nap³yw do uniwersytetów mas ludzkich, dla których ¿yæ to pozostawaæ takim, jakim siê jest, bez podejmowania jakiegokolwiek wysi³ku w celu samodoskonalenia, to p³yn±æ przez ¿ycie jak boja poddaj±ca siê biernie zmiennym pr±dom morskim (Ortega). Ten sam autor, w¶ród cech cz³owieka masowego wymienia: tendencjê do korzystania z dóbr dostêpnych wcze¶niej tylko nielicznym, hermetyczno¶æ intelektualn±, brak poczucia misji, pospolito¶æ, nat³ok my¶li przy braku umiejêtno¶ci my¶lenia i zapa³ do nowych narzêdzi przy nieznajomo¶ci zasad, dziêki którym ich powstanie by³o mo¿liwe.
W zwi±zku z t± charakterystyk± cz³owieka masowego nasuwa siê pytanie: o ile zmienia siê instytucja nawyk³a do elitarnego klienta, która nagle musi, a ze wzglêdów finansowych równie¿ chce, radziæ sobie z masowo¶ci± kszta³cenia akademickiego i, co z tego wynika - ze studentem masowym?
Jedyn± mo¿liw± odpowiedzi± wydaje siê umasowienie uniwersytetu w pewnych przynajmniej obszarach jego dzia³ania i wydzielenie w jego obrêbie elitarnych enklaw, na przyk³ad w postaci studiów doktoranckich czy te¿ sfery badañ naukowych, anga¿uj±cych czê¶æ kadry akademickiej. Czy zatem uniwersytet ma ju¿ cechy instytucji przeznaczonej dla masowego klienta? W ¶wietle klasyfikacji G. Ritzera, z pewno¶ci± tak! Jego diagnoza oparta jest na Weberowskiej teorii spo³ecznej, eksponuj±cej pojêcie racjonalizacji (G. Ritzer, Magiczny ¶wiat konsumpcji, Wyd. Muza, Warszawa 2001). Uniwersytety wydaj± siê byæ pojêtnymi uczniami w zakresie tzw. racjonalno¶ci formalnej, która polega na wyborze ¶rodka do celu, ale wyborze kierowanym powszechnie przyjêtymi regu³ami, prawami, przepisami. Owych regu³ i norm upatrujê w typowych dla wspó³czesnej kultury zachodniej zracjonalizowanych instytucjach, dla których wzorcem by³a Fordowska koncepcja uzyskiwania produktu, a prototypem - restauracja McDonald. Nale¿± do nich efektywno¶æ, kalkulacyjno¶æ i przewidywalno¶æ, które to regu³y s± niezbêdne do sprawnego funkcjonowania instytucji przeznaczonej dla masowego klienta.
Efektywno¶æ wyra¿a siê szybko¶ci±, sprawno¶ci± i mo¿liwie „samoobs³ugowym”, nieinterakcyjnym przebiegiem za³o¿onego procesu. W przypadku instytucji edukacyjnej, takiej jak uniwersytet, szczególnie niekorzystne jest reglamentowanie kontaktu miêdzy wyk³adowc± a studentem. Nie do pomy¶lenia jest ju¿ studiowanie, jak to dawniej bywa³o, u takiego czy innego profesora. Teraz studiuje siê kierunek odpowiadaj±cy danej dziedzinie wiedzy (czy raczej dyscyplinie naukowej), pobieraj±c od wyk³adowcy, jak z automatu, odpowiedni± porcjê informacji i nie trac±c czasu na wspóln± z nim kontemplacjê ¶wiata, biegnie siê dalej, do kolejnego „automatu”, po kolejn± porcjê informacji. Na dobr± sprawê zupe³nie mo¿liwe jest ca³kowite wyeliminowanie spotkania studenta z wyk³adowc±, gdy¿ mog± go zast±piæ lista lektur i komputer, który zweryfikuje stopieñ przyswojenia pobranej „wiedzy”.
Z punktu widzenia efektywno¶ci, redukowanie obecno¶ci nauczyciela akademickiego w procesie kszta³cenia jest bardzo po¿±dane, pozwala bowiem zaoszczêdziæ czas „marnotrawiony” na pytania, dyskusje, polemiki, egzaminy, konsultacje... i zwiêkszyæ przepustowo¶æ studiów, a tym samym zwiêkszyæ te¿ liczbê studentów.
Kalkulacyjno¶æ wyra¿a siê w eksponowaniu mierzalnej i policzalnej strony funkcjonowania danej struktury. W aspekcie funkcjonowania uniwersytetu idzie tu o zastêpowanie form niewymiernych skalami, testami, kwestionariuszami, rankingami, widoczne w sferze jego pracy dydaktycznej i naukowej.
Zjawisko to ilustruj±: testy egzaminacyjne, które zastêpuj± coraz czê¶ciej tradycyjny egzamin ustny, polegaj±cy w du¿ym stopniu na dyskusji miêdzy wyk³adowc± a studentem, a tak¿e punktowy system oceny dorobku naukowego, w którym publikowane teksty zamieniane s± na warto¶ci liczbowe i na koniec - listy rankingowe, wskazuj±ce pozycjê danej uczelni w¶ród innych. Instytucja nastawiona na masowego klienta powinna bowiem posiadaæ obiektywne (policzalne) miary skuteczno¶ci swojego dzia³ania (w tym przypadku kszta³cenia).
Przewidywalno¶æ dotyczy powtarzalno¶ci regu³ i zasad dzia³ania oraz dostêpno¶ci wiedzy o tym fakcie. Uniwersytet, je¶li ma przyci±gaæ masowego klienta, musi dzia³aæ wed³ug przewidywalnych regu³, tak aby student by³ ¶wiadomy tego, czego nale¿y oczekiwaæ i jakie musi podj±æ kroki, aby pomy¶lnie przej¶æ proces kszta³cenia. To d±¿enie do przewidywalno¶ci pokazuj± precyzyjnie opracowane minima programowe, zestawy przedmiotów, programy wraz z literatur±, podane do wiadomo¶ci studentów i na koniec - wymagania egzaminacyjne formu³owane przez wyk³adowców wobec studentów. Zabiegi te maj± zapewniæ przejrzysto¶æ kszta³cenia, ale - parafrazuj±c s³owa R. Miller - uniemo¿liwiaj± „oczekiwanie na nieoczekiwane” skutki kszta³cenia.
Masowy klient lubi siê dobrze bawiæ, jak pisze Neil Postman, ale ¼le znosi du¿y wysi³ek intelektualny, co zdaj± siê ostro widzieæ wyk³adowcy akademiccy: (...) staram siê ich motywowaæ do nauki. Ostatnio rozes³a³em im e-mailem materia³y do przeczytania i poprosi³em dwie osoby o przygotowanie referatu na zajêcia. Na zajêciach okaza³o siê jednak, ¿e wiêkszo¶æ materia³ów nie przeczyta³a, a autorzy referatu na wszelki wypadek w ogóle nie przyszli. Kiedy zapowiadam kartkówkê, sykaj± ze zniecierpliwieniem, jakby chcieli powiedzieæ „znowu siê czepia”. Czasem mam przykre wra¿enie, ¿e im przeszkadzam. Tylko po co p³ac± za studia? (T. Maækowiak, P³aæ albo traæ, „Newsweek”, nr 6/2004).
Uniwersytet dla masowego studenta musi nieuchronnie usprawniæ proces kszta³cenia, musi zatem zredukowaæ swoje wymagania, zwyczajnie bowiem nie jest w stanie utrzymaæ dotychczasowego poziomu bez radykalnej poprawy sytuacji materialnej. Logika podpowiada jednak absurdalno¶æ istnienia elitarnej instytucji przeznaczonej dla nieelitarnego klienta. Uniwersytet masowy zaczyna wiêc udawaæ uniwersytet, tak jak McDonald udaje restauracjê.
Dr Ma³gorzata Lewartowska-Zychowicz, specjalistka w zakresie edukacji nauczycielskiej i pedagogiki ogólnej, pracuje w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Gdañskiego.