Po³±czenie wy¿szych uczelni w jednym resorcie ze szko³ami ¶rednimi i podstawowymi tworzy z³udzenie, ¿e mamy do czynienia z jednolitym systemem szkolnictwa i stanem nauczycielskim. System przekazywania wiedzy w szkole jest jednak inny ni¿ ukszta³towany przez wieki europejski model uniwersytetu jako wspólnoty akademickiej - nauczaj±cych i nauczanych. Nie mo¿e byæ bowiem uniwersytetu bez prowadzenia badañ naukowych, samo przekazywanie wiedzy jest cech± szko³y, a nie uczelni. W szkole nauczyciel ma obowi±zek byæ m±drzejszy od ucznia i nie mo¿e przyznaæ, ¿e czego¶ nie wie. W uniwersytecie nauczaj±cy ma mieæ nie tylko wiêksze do¶wiadczenie od nauczanych, ale i odwagê przyznania siê do swej niewiedzy w kwestiach szczegó³owych.
Student to doros³a osoba studiuj±ca, której nie nale¿y myliæ z osob± zapisan± do szko³y wy¿szej. Jest podmiotem, a nie przedmiotem procesu dydaktycznego. W szkole s± klasy, klasówki, lekcje, uczniowie i nauczyciele, w uczelni - sale wyk³adowe, zaliczenia, wyk³ady, studenci oraz profesorowie i wyk³adowcy. Istotn± przyczyn± obecnego stanu polskiej edukacji wy¿szej jest pomylenie tych dwóch porz±dków. Przed wojn± istnieli profesorowie licealni i gimnazjalni, która to nazwa odzwierciedla³a ich kwalifikacje. Termin wy¿sza uczelnia mia³ wówczas g³êboki sens, informowa³ bowiem o istnieniu równie¿ renomowanych szkó³ nie daj±cych absolwentom wy¿szego wykszta³cenia.
Symptomem degrengolady rangi profesora uniwersytetu w realnym socjalizmie by³o zredukowanie go do rangi nauczyciela akademickiego. Ten kuriozalny stan jest totemem pañstwa wci±¿ ludowego, chocia¿ ju¿ kapitalistycznego, wbitym w korpus systemu edukacji. Jest kolejnym etapem bitwy o edukacjê narodow±, rozpoczêtej od pauperyzacji zawodu nauczyciela i negatywnej do niego selekcji. Nieuniknionym skutkiem jest obni¿enie siê ¶redniego poziomu wiedzy ogólnej, zarówno nauczanych, jak i nauczaj±cych. Trzy b³êdy ortograficzne, które dyskwalifikowa³y powojennego maturzystê, obecnie nie dyskwalifikuj± nawet autorów podrêczników akademickich, niejednokrotnie z tytu³em profesorskim.
Studia polegaj± na studiowaniu, a nie na uczeniu, s± samodzielnym zg³êbianiem wiedzy przez studenta. ¯aden profesor wy¿szej uczelni z prawdziwego zdarzenia nikogo nigdy niczego nie nauczy³ i nie nauczy. Od tego jest nauczyciel. Profesor ma wyk³adaæ, nauczaæ i kszta³ciæ. Wyk³adanie to przedstawianie stanu wiedzy i niewiedzy w danej dziedzinie. Do tego jest konieczne prowadzenie badania naukowych. Nauczanie polega na wskazywaniu drogi i stawianiu wyzwañ intelektualnych, kszta³cenie natomiast - na kszta³towaniu osobowo¶ci przez dawanie ¶wiadectwa samym sob±. Do tego s± potrzebne kwalifikacje nie tylko intelektualne, ale i moralne.
Klasycznym forum nauczania uniwersyteckiego jest seminarium, co po ³acinie oznacza szkó³kê drzew, gdzie rozsiewa siê wiedzê i hoduje wyrastaj±ce osobowo¶ci. Nie przypadkiem wywodzi siê od gaju Akedemosa. Kultura w ogóle wywodzi siê od uprawy, dlatego te¿ kszta³cenie przypomina pracê rolnika, daj±c trwa³e rezultaty dopiero po d³u¿szym czasie. Prowadziæ seminaria, a wiêc nauczaæ, mia³ tradycyjnie prawo tylko profesor. Obecnie coraz czê¶ciej dopuszcza siê jednak do tego niedo¶wiadczonych doktorów. Profesor kszta³c±cy studentów ma dawaæ ¶wiadectwo wiedzy, kompetencji, umi³owania m±dro¶ci i poszanowania warto¶ci. Tego nie zrobi nauczyciel akademicki, maj±cy narzuciæ s³uchaczom sw± wolê i pogl±dy. Studenci potrafi± doceniæ autorytety oraz ich wysokie wymagania merytoryczne.
Uczenie to przedstawianie faktów, zawsze uproszczonych i zdezaktualizowanych. Nauczanie polega natomiast na zachêcaniu do w³asnego my¶lenia. A my¶li tylko ten, kto w±tpi. Niezgodê studenta na stwierdzenia wyk³adowcy trzeba wiêc traktowaæ jako przejaw my¶lenia i oceniaæ pozytywnie. Od studenta nale¿y wymagaæ argumentacji i obrony w³asnych pogl±dów. Nie da siê zatem nauczaæ przez proste przekazywanie wiedzy. Konieczne jest odnoszenie siê do systemu warto¶ci oraz jego kszta³towanie - kszta³cenie ca³ego cz³owieka.
Kszta³cenie jest rozwijaniem kapita³u kulturowego. Podstawowym mechanizmem socjalizacji studentów by³a zawsze tradycja i atmosfera ¶rodowiska akademickiego. Etos akademicki by³ tradycyjnie elitarny. Ten ustabilizowany uk³ad stosunków spo³ecznych i mechanizmu reprodukcji elity intelektualnej zosta³ zaburzony w XX wieku przez kilka procesów: eksterminacjê polskiej elity intelektualnej przez obu okupantów w czasie II wojny ¶wiatowej; rewolucjê kulturaln± wczesnych lat realnego socjalizmu, która wypromowa³a du¿± grupê nowej inteligencji pochodzenia plebejskiego; trwale i strukturalnie antyinteligenck± postawê w³adzy partyjno-pañstwowej, czego widomym skutkiem by³a celowa pauperyzacja zawodów inteligenckich; masowe pojawienie siê od lat 90. szkó³ wy¿szych w o¶rodkach nie tylko nie maj±cych tradycji akademickich, ale nawet inteligenckich. Uczelniê niepubliczn± za³o¿yæ do¶æ ³atwo, kszta³ciæ w niej - bardzo trudno. Przed pó³wieczem wyros³o bowiem pokolenie, w którego karierze zawodowej chêæ szczer± ceniono wy¿ej od matury. Obecnie przechodzi ono na emeryturê, zostawiaj±c po sobie swych wychowanków i w³asny system warto¶ci.
Kszta³cenie na poziomie uniwersyteckim opiera siê na za³o¿eniu, ¿e wiedza jest ca³o¶ci± i czê¶ci± znacznie szerzej rozumianej kultury, a jej podzia³ na dyscypliny ma bardziej znaczenie organizacyjne ni¿ merytoryczne. Wykracza to poza przyjêty w edukacji szkolnej atomizm, wed³ug którego wiedza jest poszatkowana na niepowi±zane ze sob± przedmioty dydaktyczne. Kszta³cenie w wy¿szej uczelni nie mo¿e siê wiêc ograniczaæ do przekazywania wiedzy w oderwaniu od systemu kultury, którego jest czê¶ci±. Nawet najbardziej wyspecjalizowany wyk³adowca z prawdziwego zdarzenia nie mo¿e pozostawiaæ w±tpliwo¶ci, ¿e na zajêciach z przedmiotów ¶cis³ych nie przestaj± obowi±zywaæ zasady ortografii, a na przedmiotach humanistycznych tabliczka mno¿enia.
W latach 80. pojawi³y siê w szkole podstawowej, a nastêpnie upowszechni³y, zjawiska dysleksji, dysgrafii, dysortografii, dyskalkulacji i braku kindersztuby. Nasilenie tych zjawisk jest miar± niepowodzenia systemu edukacji szkolnej. Uczniom wykazuj±cym te dysfunkcje wydawano dokumenty zwalniaj±ce ich od obowi±zku poprawnego czytania, pisania, liczenia i kulturalnego zachowania. Obecnie zjawisko to dotar³o do wy¿szych uczelni. Rodzi to pytanie, czy umiejêtno¶ci te s± niezbêdnym warunkiem ukoñczenia szko³y podstawowej, czy te¿ jest mo¿liwe masowe promowanie magistrów z tymi dysfunkcjami spo³ecznymi?
Odpowiedzi± obecnego kierownictwa MENiS na to pytanie by³a decyzja wprowadzaj±ca dodatkowe godziny wychowania fizycznego w zamian za „uproszczenie wymagañ” dotycz±cych wiedzy w zakresie nauk przyrodniczych i humanistycznych, w tym likwidacjê obowi±zkowego egzaminu z matematyki na maturze. Znajomo¶æ matematyki na poziomie szko³y ¶redniej staje siê zatem wiedz± hobbystyczn±, a nie kanonem wiedzy cz³owieka ze ¶rednim wykszta³ceniem.
Pojawia siê pytanie, czy osoby dotkniête wspomnianymi dysfunkcjami s± w stanie opanowaæ zasób wiedzy i umiejêtno¶ci charakteryzuj±cych inteligenta, czy raczej nale¿y je uznaæ za analfabetów funkcjonalnych? Obserwowanym rezultatem kuriozalnych rozwi±zañ instytucjonalnych MENiS jest postêpuj±ce rozwarstwienie placówek szkolnictwa wy¿szego - niezale¿nie od ich nazw - na wy¿sze uczelnie, w których niezbêdna bêdzie nie tylko umiejêtno¶æ czytania, poprawnego pisania i liczenia, ale równie¿ logicznego formu³owania zdañ i abstrakcyjnego my¶lenia, oraz na wy¿sze szko³y zawodowe, gdzie umiejêtno¶ci takie wymagane nie bêd±. W ten sposób zlikwidowane na poziomie szkolnictwa ponadpodstawowego zasadnicze szko³y zawodowe odrodz± siê na poziomie szkolnictwa wy¿szego. Pozytywnym rezultatem tej operacji bêdzie tylko poprawa abstrakcyjnych wska¼ników skolaryzacji oraz korzy¶ci ekonomiczne wy¿szych szkó³ zawodowych, masowo zasilanych osobami z dysfunkcjami spo³ecznymi.
Szkodliwe skutki komercjalizacji szkolnictwa wy¿szego wynikaj± z nierównoprawnego traktowania uczelni publicznych i niepublicznych. Przy ¿enuj±co niskich, zmniejszaj±cych siê i nieefektywnie rozdysponowanych nak³adach finansowych pañstwa na edukacjê i naukê trwa desperacka rywalizacja uczelni o czesne klientów. Skoro rzymska zasada pecunia non olet odnosi³a siê do braku skrupu³ów przy pobieraniu op³at od szaletów publicznych, to niby dlaczego mia³aby siê nie odnosiæ do pobierania czesnego od osób zapisanych na studia, chocia¿ nie maj±cych predyspozycji do studiowania? St±d dylemat moralny: czy kszta³ciæ ludzi, aby zapewniæ im status inteligentów z wy¿szym wykszta³ceniem, nie dla wszystkich z nich przecie¿ osi±galny, czy raczej dbaæ o finanse placówki, a wiêc o obfity nabór i niewielk± selekcjê uczestników studiów, kosztem rezygnacji z akademickich norm etycznych i przyzwolenia na narzucenie uczelni norm obyczajowych i kulturowych klientów?
Niezale¿nie od stopnia akceptacji ewolucji tradycyjnych norm akademickich powstaje pytanie o minimalny zestaw zasad moralnych, etycznych i obyczajowych, którego naruszenie jest zagro¿eniem dla ka¿dej placówki edukacyjnej. Repertuar zachowañ s³uchaczy technikum budowlanego w Toruniu nie zosta³ jeszcze stwierdzony w ¿adnej placówce szkolnictwa wy¿szego, nie mo¿na jednak zak³adaæ, ¿e s± one z natury rzeczy od takich zagro¿eñ wolne. Zagro¿enia zachowaniami patologicznymi s± bowiem zawsze funkcj± kapita³u kulturowego nie tylko s³uchaczy placówek edukacyjnych, ale i ich kadry dydaktycznej.
Na³o¿enie siê wp³ywów komercjalizacji us³ug edukacyjnych, selekcji negatywnej kadr dydaktycznych, demokratyzacji hierarchicznej struktury uczelni, przy wcze¶niejszej dezintegracji wspólnoty nauczaj±cych i nauczanych, permisywizmu wychowawczego oraz nasilenia postaw roszczeniowych, zaowocowa³o praktyk± jednostronnego rozszerzania praw ucznia, a nastêpnie i s³uchacza, niezrównowa¿onych zestawem jego obowi±zków, a nastêpnie postêpuj±c± deprecjacj± systemu norm obyczajowych i etycznych w szkolnictwie wy¿szym. Pojawia siê zatem kwestia wypracowania kodeksu zasad obowi±zuj±cych ca³± wspólnotê akademick±.
Skuteczno¶æ przepisów jest jednak zwi±zana z oparciem ich na warto¶ciach. Warto¶ci s± akceptowane i zinternalizowane, kszta³tuj±c odpowiadaj±ce im zachowania. Skuteczno¶æ kodeksu etycznego zale¿y wiêc albo od ogólnej akceptacji jego zasad w danej wspólnocie, albo od skuteczno¶ci sankcji wobec jednostek zasad tych nierespektuj±cych. Kryje siê w tym milcz±ce za³o¿enie, ¿e w ogóle mamy do czynienia ze wspólnot±, a nie tylko zbiorowo¶ci±. Je¶li nauczaj±cy i nauczani tworz± dwie zantagonizowane grupy, to pozostaje tylko przymus. Je¶li nawet sami nauczaj±cy nie stanowi± wspólnoty lecz tylko zbiorowo¶æ, to sprawa jest niebywale trudna.
Rozpatrywanie upadku dobrych obyczajów w wy¿szych uczelniach poza kontekstem organizacyjnym systemu edukacji w Polsce mo¿e prowadziæ tylko do mentorstwa. S³uszne postulaty pozostan± zbiorem pobo¿nych ¿yczeñ, je¶li regulacje prawne bêd± zmierza³y w przeciwnym kierunku.
Kluczem do poprawy systemu edukacji w Polsce s± znaczne podwy¿ki p³ac dla nauczycieli szkó³ podstawowych. Z³e op³acanie nauczycieli powoduje selekcjê negatywn± do zawodu i z³e uczenie uczniów, którzy trafiaj± potem na uczelnie bez umiejêtno¶ci my¶lenia abstrakcyjnego i logicznego formu³owania my¶li. Magistrowie, którzy nie opanowali zasad ortografii i savoir- vivre.u, albo robi± doktoraty na miarê swych mo¿liwo¶ci i natychmiast zaczynaj± prowadziæ seminaria magisterskie, albo id± uczyæ w szkole, w obu wypadkach powielaj±c strukturê niedorozwoju intelektualnego i dysfunkcji spo³ecznej. Z za¿enowaniem trzeba zatem zgodziæ siê z Leninem, ¿e pañstwo, w którym nauczyciel zarabia mniej ni¿ policjant, jest pañstwem policyjnym. Pytanie brzmi tylko, czy takie w³a¶nie pañstwo spe³nia aspiracje cywilizacyjne Polaków, by dogoniæ szybko uciekaj±cy ¶wiat rozwiniêty?