Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Badania naukowe

Zapach Litwy Mickiewicza

Bez sfery zapachowej niekompletny by³by obraz Litwy, która dla autora poematu jest krain± jedyn± i najpiêkniejsz± w ¶wiecie. Jej uroda we wszystkich wymiarach jest symbolem Boskiej urody ¶wiata.
Rozmowa z prof. Józefem Bachórzem z Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Gdañskiego
Prof. dr hab. Józef Bachórz (ur. 1934), filolog polski, pracownik Zak³adu Historii Literatury Polskiej XIX w. UG. Studia polonistyczne w U£ - 1955. Cz³onek Rady Programowej Biblioteki Narodowej we Wroc³awiu. Autor znanych i cenionych wstêpów i komentarzy do Lalki i Wyboru Kronik Boles³awa Prusa oraz Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej, wydanych przez Zak³ad Narodowy im. Ossoliñskich we Wroc³awiu. Jego podrêcznik Pozytywizm, przeznaczony zw³aszcza dla m³odzie¿y szkó³ ¶rednich, doczeka³ siê 8 wydañ. Trzy edycje mia³ ju¿ S³ownik literatury polskiej XIX w., redagowany wspólnie z Alin± Kowalczykow±.

Panie Profesorze, bardzo kusz±co brzmi tytu³ Pana ostatniej ksi±¿ki Zapach Litwy Mickiewicza i inne studia o romantyzmie. Jak pachnie w tej piêknej krainie?

- Bardzo rozmaicie. Litwa Mickiewicza to zupe³nie inna Litwa ni¿ ta, jak± znamy z dzisiejszych czasów. To dawne Wielkie Ksiêstwo Litewskie, a zatem tak¿e i ziemie, które nale¿± dzi¶ do Republiki Bia³oruskiej. ¬ród³em cudownych zapachów s± utwory Mickiewicza, a przede wszystkim Pan Tadeusz. Poemat ten mówi o Soplicowie, które nale¿a³oby zlokalizowaæ w pobli¿u dzisiejszego Nowogródka, nad Niemnem. Jest tam pe³no zapachów. Sam pomys³ napisania tekstu o zapachach dowodzi, ¿e Mickiewicz by³ ogromnie wra¿liwy na urodê swojej ziemi ojczystej. By³ te¿ i ¶wietnym wzrokowcem, znakomicie odbieraj±cym oczyma piêkno litewskiej krainy, a tak¿e twórc± bardzo wra¿liwym na walory akustyczne swoich stron. Pan Tadeusz jest pe³en rozmaitych d¼wiêków mowy ludzkiej, odg³osów natury, ¶piewów ptaków i ¶piewów ludzi, szeptów, szmerów, krzyków i wrzasków. Znajdujemy te¿ dowody wra¿liwo¶ci dotykowej na bod¼ce takie, jak na przyk³ad ch³ód czy gor±co lub te¿ na u¶ciski drugiego cz³owieka. Jak widzimy, nie brak w Panu Tadeuszu ró¿nych sfer wra¿liwo¶ci zmys³owej.

- Skupmy siê na woniach, którym po¶wiêci³ Pan niema³o uwagi.

- Zapachy w Panu Tadeuszu zaciekawi³y mnie dlatego, ¿e prawie siê o nich nie mówi³o w literaturze przedmiotu. Tymczasem zapachy z ³atwo¶ci± zauwa¿ane s± zw³aszcza przez mi³o¶ników kulinariów, bo na kartach poematu nieustannie siê konsumuje wedle jad³ospisu kuchni staropolskiej. Nawiasem mówi±c, w trakcie pobytu na emigracji Mickiewicz mia³ przy sobie dwie ksi±¿ki: Bibliê i ksi±¿kê kucharsk±, o której wspomina Pigoñ w przypisach do Pana Tadeusza.

Na temat wra¿liwo¶ci zapachowej wypowiadaj± siê specjali¶ci z zakresu socjologii b±d¼ te¿ psychosocjologii, czego przyk³adem chocia¿by Edward Hall, który pisze o ukrytym wymiarze w ró¿nych sytuacjach w ¿yciu cz³owieka, wi±¿±cych siê z bezwiednymi zachowaniami, wynikaj±cymi z wra¿liwo¶ci na chemiczne oddzia³ywania natury. Kiedy my¶limy o czasach dzieciñstwa albo o krainach opuszczonych, okazuje siê, ¿e najintensywniej od¿ywaj± w nas wspomnienia zapachowe domowych pokojów, piwnic, a tak¿e potraw.

- A jak pachnie u Mickiewicza?

- Ju¿ od I ksiêgi Pana Tadeusza pachnie kwiatami ogrodowymi i okiennymi. Jest geranium, s± te¿ i fio³ki. A wonie te s± obecne podczas pierwszego spotkania w Soplicowie Tadeusza z Zosi±, po jego powrocie z wileñskiej edukacji. Zapachy roznosz± siê w ka¿dej ksiêdze i coraz to inne. Apetyczny niezwykle jest zapach kawy. Takiej kawy, jak w Polszcze, nie ma w ¿adnym kraju - powiada Mickiewicz. Jest to kawa o zapachu mokki, o konsystencji miodu i jest ona koniecznie ze ¶mietank±. A napój ten przygotowuje specjalna niewiasta, która nazywa siê kawiark± i w ka¿dym dworze tak± osobê siê trzyma. Koronnym motywem zapachowym w Panu Tadeuszu jest - co mnie trochê zaskoczy³o - zapach bigosu. Roznosi siê on niezwykle silnie podczas polowania na nied¼wiedzia. Po zakoñczeniu polowania bigos przyniesiono w specjalnych naczyniach hermetycznych. Mickiewicz mówi o aromacie, który bucha z kot³ów. I jest to bodaj jedyny raz, kiedy poeta pos³u¿y³ siê patetycznie brzmi±cym wyrazem „aromat” w odniesieniu do bigosu, którego walory smakowe i zapachowe jest w stanie doceniæ kto¶, kto nie z salonów pochodzi, lecz mieszka we wsi, wraca z ob³awy na zwierza i jest cz³owiekiem z tamtych stron. Zapachowych ingrediencji jest w Panu Tadeuszu znacznie wiêcej.

- A co z zapachem perfum Telimeny?

- S± one osobliwo¶ci± w naszej literaturze romantycznej. Perfumy, zw³aszcza w literaturze staropolskiej, mia³y lich± opiniê, poniewa¿ wywo³ywa³y skojarzenia z pokusami do grzechu. O pachnid³ach mawiali zazwyczaj moralizatorzy, ostrzegaj±c przed nimi. A w Panu Tadeuszu Telimena, przygotowuj±c Zosiê do pierwszego, oficjalnego wej¶cia w soplicowski ¶wiat, siêga po swoje zapasy perfum przywiezionych z Petersburga. Ich woñ nape³nia wtedy ca³± izbê, w której Zosia umy³a siê uprzednio przy pomocy s³ugi. O woni tej Mickiewicz powiedzia³ ¿artem. W ¿arcie tym jest niema³a doza sympatii, co stanowi odwrócenie tradycji moralizatorskiego wytykania perfumom grzesznych sk³onno¶ci.

- Jak± rolê pe³ni± zapachy w Panu Tadeuszu?

- Dope³niaj± one w sposób ewidentny i widoczny urodê ziemi ojczystej Mickiewicza. Bez sfery zapachowej niekompletny by³by obraz Litwy, która dla autora poematu jest krain± jedyn± i najpiêkniejsz± w ¶wiecie. Jej uroda we wszystkich wymiarach jest symbolem Boskiej urody ¶wiata. To, co jest Litw± Mickiewicza, jest równocze¶nie kondensacj± tego, co stworzy³ Pan Bóg dla ludzi, czyli piêkno ¶wiata. Litwa Mickiewicza istnieje w harmonii z firmamentem niebios, z gwiazdami i ze s³oñcem. Jest sk³adnikiem uniwersum stworzonego dla cz³owieka, w którym cz³owiek mo¿e czuæ siê szczê¶liwie. Jedna ju¿ tylko jest kraina taka, w której jest trochê szczê¶cia dla Polaka, kraj lat dziecinnych - czytamy w Epilogu.

- A m³odzie¿ akademicka bez trudu dostrzega walory zapachowe poematu, o których nie ma mowy w opracowaniach literackich?

- Studenci filologii lubi± czytaæ i s±dzê, ¿e z ³atwo¶ci± zauwa¿aj± wszelkie walory artystyczne poematu, w tym zapachowe. Odczytuj± Pana Tadeusza na nowo. Lektura ta prawdziwie od¿ywa. Parokrotnie miewa³em do czynienia z pracami magisterskimi na temat Pana Tadeusza, dowodz±cymi, ¿e m³odzie¿ to dzie³o bardzo lubi, docenia i znajduje w nim coraz to inne wymiary rzeczywisto¶ci, których przedtem nie dostrzega³a i nie docenia³a. Nie widzê kryzysu Pana Tadeusza w odbiorze studenckim.

- Rozdzia³ ksi±¿ki Jak pachnie na Litwie Mickiewicza, dotycz±cy Emilii Plater wydaje siê trochê zaskakuj±cy.

- Rzeczywi¶cie, studium o Emilii Plater niektórych czytelników konsternuje. A mnie chodzi³o o to, ¿eby w naszym my¶leniu o narodowych mitach zdawaæ sobie sprawê z tego, co jest ich fundamentem. Nasze narodowe mity bior± siê nie z rzeczywisto¶ci faktycznej, lecz z naszych pragnieñ i marzeñ, z naszych wyobra¿eñ o sobie samych. Przyk³adem mit Wernyhory, którego w ogóle nie by³o w naszej historii. Ka¿dy w Polsce wie, ¿e Ordon wysadzi³ siê na warszawskiej reducie we wrze¶niu 1831 r., natomiast ma³o kto zdaje sobie sprawê z tego, ¿e Ordon prze¿y³ Mickiewicza.

- Kim wiêc by³a Emilia Plater? Jak± prawdê o tej kobiecie Pan ustali³?

- Emilia Plater by³a kobiet±, która bardzo chcia³a zaznaczyæ swoj± obecno¶æ w narodowej sprawie, chcia³a przekroczyæ przyzwyczajenie, wedle którego kobieta ma do spe³nienia wy³±cznie funkcjê pielêgniarki. Chcia³a na¶ladowaæ Joannê d.Arc albo Gra¿ynê Mickiewicza, która powiod³a przeciwko Krzy¿akom oddzia³y swego mê¿a. Innymi s³owy, chcia³a byæ rycerk±. Jej udzia³ w powstaniu ¿o³nierskim, wed³ug dokumentacji pamiêtnikarskiej, ma bardzo rozmaite konotacje. Najczê¶ciej s± one krytyczne, zwi±zane z tym, ¿e kobieta na wojnie raczej stanowi zawadê ni¿ pomoc. Niektórzy pamiêtnikarze narzekaj± na to, ¿e trzeba by³o oddelegowywaæ ¿o³nierzy do pilnowania heroiny i jej kole¿anki. A to przecie¿ absorbuje, ambarasuje bardziej ni¿ pomaga. Emilia Plater trwa³a w powstaniu wbrew radom ludzi z pobli¿a rodzinnego b±d¼ takich, którzy zdawali sobie sprawê z tego, ¿e jej trwanie jest bardziej k³opotliwe ni¿ po¿yteczne.

- Nie by³o ani krzty heroizmu?

- By³ jeden wprawdzie moment sukcesu, gdy spotka³a j± owacja studenckiej kompanii wileñskiej. Natomiast u Mickiewicza nie ma o tym mowy. Jest mowa o tym, jak ona umiera³a. Z wiersza wynika, ¿e umiera³a po bitwie, w trakcie powstania, w chatce le¶nika, w g³uchej puszczy. Umiera³a tak, jak Czarniecki, po¿egna³a siê z rynsztunkiem i z rumakiem bojowym. Tymczasem prawda jest taka, ¿e Emilia Plater umar³a kilka miesiêcy po upadku powstania i nie w g³uchej puszczy, lecz we dworze ziemiañskim i pod lekarsk± opiek±. Umiera³a nie z powodu ran, lecz na chorobê, której pocz±tek wzi±³ siê z prze¿yæ psychicznych i z nastêpstw uczestnictwa w wojennej przygodzie. Umiera³a cicho, bo Moskal by³ w okolicy i panowa³ nad sytuacj± ca³kowicie. Potem pojawi³a siê pog³oska o jej przybyciu w strony rodzinne, w zwi±zku z czym Rosjanie, otrzymawszy donos, sprawdzili, ¿e jej tam nie ma, a nastêpnie dok³adnie ustalili, gdzie i kiedy zmar³a.

- Dlaczego Mickiewicz uczyni³ z Emilii Plater prawdziwego bohatera?

- Da³ jej nawet stopieñ pu³kownika, choæ wiadomo, ¿e ¿adnego stopnia oficerskiego nie mia³a. Mickiewicz spe³nia³ oczekiwania patriotyczne rodaków. Przedstawi³ wielkiego wodza, który zweryfikowa³ siê a¿ do koñca, poniewa¿ na emigracji od samego pocz±tku wrza³y straszne dyskusje zwi±zane z podejrzeniami o to, ¿e ten zdradzi³, a tamten by³ nie na miarê, ten by³ interesowny, a kogo¶ innego zadanie przerasta³o. Operowano nawet wyzwiskami. Bohaterami pozostali ci, którzy polegli albo umarli, jak Emilia Plater.

- ¦wie¿± farb± drukarsk± pachnie V tom starannie wydanej Historii literatury polskiej pod redakcj± Anny Skoczek. Znajdujemy w niej napisany przez Pana rozdzia³ po¶wiêcony Boles³awowi Prusowi, ulubionemu autorowi...

- Bardzo lubiê pozytywizm. Wed³ug mnie, troszkê naiwny jest pogl±d, ¿e nie da siê pogodziæ romantyzmu z pozytywizmem. Oba okresy s± dwiema ró¿nymi stronami tej samej XIX-wiecznej ca³o¶ci. Nie chodzi o to, czy myæ rêce, czy zêby.

- £adnie powiedziane. Czy spojrza³ Pan na Prusa innym okiem?

- Sporo zajmowa³em siê Prusem ostatnimi czasy. Przygotowywa³em edycjê Prusa dla Biblioteki Narodowej. Napisa³em niema³o artyku³ów na temat tego pisarza. Wiele kwestii dotycz±cych Prusa wy¶wietli³em ju¿, zajmuj±c siê nim w ostatnich latach. Niemniej ci, którzy moich wcze¶niejszych opracowañ nie znaj±, mog± niektóre tre¶ci zawarte w Historii literatury polskiej potraktowaæ jak nowe albo ma³o oczekiwane. We¼my na przyk³ad interpretacjê Placówki, która jest dla mnie nie tylko powie¶ci± o tym, jak polski ch³op zwyciê¿y³ niemieckich kolonizatorów, lecz przede wszystkim polemik± z Sienkiewiczowsk± ide± Ogniem i mieczem.

- Czym ró¿ni siê Prus od Sienkiewicza?

- Prus by³ przeciwnikiem my¶lenia pokrzepiaj±cego, pocieszaj±cego w nieszczê¶ciu. By³ zdania, ¿e nie nale¿y krzepiæ ani straszyæ, tylko próbowaæ dociec prawdy. St±d na przyk³ad w Placówce podstawowa dla niego kwestia wi±¿e siê nie tyle z wojn±, stanowi±c± kontynuacjê powstania styczniowego. Jest to przede wszystkim utwór ca³kowicie cywilny, gdzie rzecz siê dzieje nie na dalekich polach kresowych, lecz w samym ¶rodku Polski, a ci, którzy tej placówki broni±, nie s± wielkimi rycerzami, jak Podbipiêta, Skrzetuski czy Wo³odyjowski, lecz lud¼mi o nieefektownych nazwiskach, jak: ¦limak, Grzyb czy Owczarz. Zdaniem Prusa, nasza dzisiejsza rzeczywisto¶æ jest rzeczywisto¶ci± samoobrony przed wynarodowieniem poprzez zbudowanie cywilizacyjnego postêpu. Je¿eli nie obronimy siê jako spo³eczeñstwo, które dysponuje okre¶lonym potencja³em gospodarczym i cywilizacyjnym, to przepadniemy.

- Nie szykuje siê Pan do przej¶cia na emeryturê?

- Oczywi¶cie, ¿e siê szykujê

- Co zamierza Pan Profesor robiæ, gdy skoñcz± siê ju¿ zawodowe obowi±zki?

- Jest to ostatni rok mojej pracy zawodowej, w zwi±zku z tym zamierzam koñczyæ seminaria magisterskie i doktoranckie, które jeszcze prowadzê. Bêdê je zapewne kontynuowa³ w przysz³ym roku, ale ju¿ nie w wymiarze etatowym.

- Pióra nie bêdzie Pan ju¿ macza³ w ka³amarzu?

- Bêdzie to nieuchronne, dopóki starczy mi zdrowia i si³. Przymierzam siê do opracowania Faraona Prusa dla Biblioteki Narodowej we Wroc³awiu. Jest to propozycja kusz±ca, choæ niew±tpliwie bardzo pracoch³onna. Mimo ¿e jeszcze nie podpisa³em umowy w tej sprawie, czê¶æ pracy ju¿ zacz±³em i mam nadziejê, ¿e uda mi siê zakoñczyæ j± w ci±gu dwóch lat. A do zrobienia jest mnóstwo. Chodzi mi g³ównie o sczytywanie tekstów, w tym wersji rêkopi¶miennej, która, na szczê¶cie, ocala³a w ca³o¶ci. Trzeba te¿ bêdzie przeczytaæ wersjê czasopi¶mienn±, by ustaliæ, co wykre¶li³a cenzura rosyjska w „Kurierze Codziennym”. S³owem, czeka mnie sporo pracy.

Rozmawia³a Halina Bykowska

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje