Szanowny Panie Redaktorze,
Piszê te s³owa u pocz±tku lata, które w ¶rodowisku akademickim oznacza wakacje, przerwê w pracy dydaktycznej, mo¿liwo¶ci kontaktu z natur±. Z perspektywy spacerów po lesie sprawy naukowe mog± wygl±daæ ró¿nie. Oczywi¶cie, inaczej widzi las specjalista od nauk le¶nych, inaczej zapalony my¶liwy, inaczej grzybiarz, a jeszcze inaczej zwyczajny urlopowicz, choæby nauczyciel akademicki. Spaceruj±c miêdzy drzewami rozgl±dam siê tu i tam, próbuj±c zauwa¿yæ, gdzie¿ kryj± siê wszystkie te nauki, które co rusz id± w las. I nie tylko za tym.
Czynione w trakcie sesji egzaminacyjnej obserwacje efektów ca³orocznego nauczania nie napawaj± optymizmem. Kolejny rok nielekkiej pracy w roli wyk³adowcy, usi³owania jak najbardziej przystêpnego omawiania najwa¿niejszych podstawowych zagadnieñ jednej z nauk ¶cis³ych, rok æwiczeñ, uzupe³niania braków i wyja¶niania zagadnieñ w ramach konsultacji, a potem egzamin pokazuj±cy czarno na bia³ym, ¿e do wiêkszo¶ci s³uchaczy prawie nic nie dotar³o. Ponadto wygl±da na to, ¿e tylko kilku w ogóle rozumie, co siê do nich mówi. Rêce opadaj±.
Nie mo¿na wszelako poddawaæ siê zniechêceniu. Niby nie wprost, ale jednak uczelniani prze³o¿eni naciskaj±, ¿eby jako¶ umo¿liwiæ zaliczenie czy zdawanie, bo nie mo¿na „wyci±æ” wiêkszo¶ci s³uchaczy po pierwszym roku, a zw³aszcza tych, którzy w ogóle chcieli dotrwaæ do koñca drugiego semestru. Sugestia dawania kolejnych szans to czêsto zawoalowana namowa do obni¿enia wymagañ do poziomu wiedzy reprezentowanego przez egzaminowanych. Wtedy przypominam sobie, jak opowiadano mi kiedy¶, i¿ w pewnej szkole w pokoju nauczycielskim na poczesnym miejscu widziano kartkê z d³ug± list± nazwisk uczniów z ró¿nych klas oraz zaleceniem dostosowania wymagañ do mo¿liwo¶ci wymienionych delikwentów.
W pierwszej chwili wydawa³o mi siê, ¿e taka kartka to przejaw degeneracji szkolnego systemu edukacyjnego i ¿e w uczelni to niemo¿liwe. Ta przecie¿ ma kszta³ciæ in¿ynierów czy magistrów, którzy nastêpnie bêd± siê w pracy zawodowej mierzyæ z rzeczywisto¶ci±. A w szczególno¶ci natura jest, jaka jest, zw³aszcza ta nieo¿ywiona, fizyczna. Nie bardzo chce siê dostosowywaæ do mo¿liwo¶ci poznawczych tych, którzy chc± w ni± ingerowaæ.
A jednak i w szkole wy¿szej, b±d¼ co b±d¼ technicznej, coraz to dostrzegam przejawy takiego „przyjaznego” podej¶cia do studentów. A ci znakomicie potrafi± to zdyskontowaæ. W rozmowach nieraz ju¿ u¿ywam argumentu, ¿e przecie¿ in¿ynier musi znaæ przynajmniej rudymenty wiedzy o realno¶ci fizycznej. W zasadzie bez skutku. Za to z drugiej strony s³yszê utyskiwania, ¿e tego czy tamtego po prostu nie da siê nauczyæ bez specjalnych uzdolnieñ, wrêcz przeb³ysków geniuszu, i id±ce za tym pro¶by, bym nie wymaga³ niemo¿liwego, lecz - w³a¶nie - dostosowa³ wymagania do tego, co studenci umiej±.
Innymi s³owy, najlepiej, ¿ebym wzi±³ udzia³ w przedstawieniu, w którym ja udajê, ¿e wymagam jakiej¶ wiedzy, a oni, ¿e tê wiedzê staraj± siê posi±¶æ. Epilog ma byæ optymistyczny, to znaczy wszyscy, którzy w ogóle podejd± do egzaminu, powinni go zdaæ. Nie mo¿na przecie¿ z tak b³ahego powodu, jak wymaganie minimum elementarnej wiedzy z dziedziny podstawowej, utr±caæ przysz³o¶ci m³odych ludzi.
Niewykluczone, ¿e do szczebla uczelnianego zaczyna powoli docieraæ degrengolada widoczna dzi¶ wyra¼nie w szko³ach. Mia³em okazjê przyjrzeæ siê z bliska równie¿ temu ¶rodowisku, choæ tylko w w±skim zakresie i wyrywkowo. Nie bêdê wiêc uogólnia³, twierdz±c, ¿e wszyscy s± tacy. W obserwowanej grupie nastolatków, uczniów gimnazjów, widzia³em jednak wyra¼nie, w odniesieniu do szko³y i edukacji, postawê cynicznego wyrachowania. Przejawia siê ona w ca³kowitym odrzuceniu warto¶ci, jak± jest wykszta³cenie, rozumiane jako zdobywanie pewnej wiedzy.
Obowi±zek szkolny traktowany jest przez tych m³odych ludzi podobnie, jak niegdy¶ s³u¿ba wojskowa - niemi³a powinno¶æ, narzucona przemoc± przez spo³eczeñstwo. Z konieczno¶ci poddaj± mu siê, ale wiêkszo¶ci chodzi tylko o przetrwanie i ukoñczenie szko³y minimalnym nak³adem si³, czasu i nerwów. Mówi±, ¿e walka o wysok± ¶redni± na ¶wiadectwie itp. to dobre dla naiwnych kujonów - bo tacy wci±¿ siê zdarzaj± - którzy z jakich¶ (dziwnych i niezrozumia³ych) powodów, choæby z chêci przypodobania siê rodzicom, wszelkimi ¶rodkami zabiegaj± o jak najlepsze oceny. Normalny cz³owiek nie bêdzie marnowa³ czasu na wkuwanie nikomu niepotrzebnej wiedzy. W dzisiejszej szkole czêsto niewielki wysi³ek wystarcza, by osi±gn±æ sensowne oceny z przedmiotów punktowanych w trakcie rekrutacji do szko³y ponadgimnazjalnej. Z pozosta³ych przedmiotów do skoñczenia szko³y wystarcz± tróje i dwóje.
Przy tym ci m³odzi ludzie dobrze zdaj± sobie sprawê - a mówi± im to nauczyciele i gazety - ¿e w naszym mie¶cie liczba miejsc w pierwszych klasach liceów jest porównywalna z liczb± absolwentów gimnazjów. Pogimnazjalny wy¶cig szczurów dotyczy wiêc g³ównie nielicznej grupy „kujonów”, chc±cych siê dostaæ do najmodniejszych w tym sezonie ogólniaków. Wiêkszo¶æ pozosta³ych bez trudu „za³apie siê” do którego¶ z pozosta³ych liceów, ogólnokszta³c±cego albo profilowanego (w moim mie¶cie techników nie ma). Najlepszy dowód, ¿e po zakoñczeniu zasadniczego etapu rekrutacji, szko³y te maj± jeszcze kilkadziesi±t wolnych miejsc, a z gór± æwieræ tysi±ca czeka jeszcze w „zawodówkach”. Obowi±zuj±cy, dostêpny przez Internet komputerowy system rekrutacji zapewni³ przy tym automatyczne dostosowanie kryteriów przyjêæ do poziomu kandydatów. Szko³y nie mog³y wyznaczaæ jakich¶ minimów wymaganych punktów rekrutacyjnych. O przyjêciu decydowa³a liczba dostêpnych miejsc i prosty ranking zg³oszeñ.
Na pocz±tku wakacji wiêkszo¶æ „ma³olatów” koñcz±cych gimnazja, wyrachowanych, cynicznych i nauczonych rozmaitego rodzaju kombinowania, ma zatem spokojn± g³owê, je¶li chodzi o przysz³o¶æ powakacyjn± i ewentualne „marudzenie” rodziców. Mog± siê zaj±æ czym¶ ciekawszym ni¿ siedzenie w szkole, czyli g³ównie rozrywk± i zarabianiem pieniêdzy. Przy dobrej pogodzie mam okazjê niemal co dzieñ, a w³a¶ciwie co noc, obserwowaæ przez okno bawi±c± siê nastoletni± m³odzie¿.
Przejawy owej zabawy to nios±ce siê wzd³u¿ ca³ej ulicy ordynarne wrzaski podpitych osobników p³ci obojga. Towarzyszy temu rzucanie i kopanie puszek i butelek po piwie, nabywanym na pobliskiej stacji benzynowej (sic!). Zdarza siê, ¿e przy okazji kopniakiem lub butelk± oberwie który¶ z zaparkowanych przy ulicy samochodów, a wtedy robi siê jeszcze weselej, bo w ¶rodku nocy zaczyna wyæ alarm. Mimo pewn± regularno¶æ tych ekscesów, maj±cych niew±tpliwy zwi±zek z dzia³alno¶ci± w okolicy trzech „klubów muzycznych”, o interwencji stró¿ów prawa nie ma nawet co marzyæ. Owszem, raz czy dwa razy w ci±gu nocy ulic± przeje¿d¿a dostojnie radiowóz, jednak jedynym widocznym, a w³a¶ciwie s³yszalnym skutkiem s± dochodz±ce przez okno niewybredne epitety, z których okre¶lenie „psy” jest naj³agodniejsze.
Fundusze na ow± conocn± rozrywkê m³odzie¿ czêsto zarabia samodzielnie. Jedni roznosz± ulotki, inni zbieraj± makulaturê i z³om, jeszcze inni najmuj± siê do prostych prac, by w pocie czo³a zarobiæ dziennie na parê piw. Ale s± i tacy, którzy nad ¿mudny trud przedk³adaj± szybki i znacznie wiêkszy zysk, choæ z pewn± dawk± ryzyka i samodzielnie lub w towarzystwie starszych kolegów w³amuj± siê do piwnic b±d¼ samochodów, zabieraj±c to, co mo¿na ³atwo sprzedaæ za kilkadziesi±t czy kilkaset z³otych. Przed paru dniami w niedzielne przedpo³udnie tacy w³a¶nie w³amali siê do piwnicy s±siadów. Ukradli jeden rower, ale przygotowane do wyniesienia mieli ju¿ dwa nastêpne. Z relacji ¶wiadków (nie¶wiadomych faktu w³amania) wiadomo, ¿e jednym ze sprawców by³ m³odzieniec w wieku gimnazjalnym.
Patrz±c w przysz³o¶æ, próbujê wyobraziæ sobie, jak potocz± siê dalej ¿yciowe losy wyrachowanych dzisiejszych absolwentów gimnazjów. Wiêkszo¶æ zapewne jako¶ tam dotrze do koñca liceum, byæ mo¿e stosuj±c zasadê minimum wysi³ku do realizacji minimalnego celu. Jako¶ tam zdadz± now± maturê, a potem z³o¿± podanie na studia. Reprezentuj±c ni¿ demograficzny, nawet z marnymi ocenami znajd± miejsce na jakim¶ ma³o popularnym kierunku. Uczelniom te¿ zale¿y na du¿ej liczbie studentów, a tak¿e absolwentów. Dlatego im ni¿szy poziom, tym wyra¼niejsze bêd± naciski na bardziej „miêkkie” podej¶cie nauczaj±cych do nauczanych.
Przy okazji, wcze¶niejsze wakacyjne do¶wiadczenia tych wyobra¿onych przysz³ych studentów te¿ mog± odgrywaæ pewn± rolê. Nie tylko o pracê chodzi. W mojej macierzystej uczelni ju¿ od jakiego¶ czasu du¿± uwagê zwraca siê na zabezpieczanie mienia, zarówno uczelnianego, jak i prywatnego pracowników. Powodem s± coraz czêstsze drobne kradzie¿e, z du¿ym prawdopodobieñstwem dokonywane przez aktualnych lub niedawnych studentów. Nie wszystkie nauki id± jednak w las...
Tak to spacerujê samotnie, rozmy¶lam o niedalekiej przysz³o¶ci i idê coraz g³êbiej w las, wci±¿ siê rozgl±daj±c. Jednak z malej±c± przyjemno¶ci±, a rosn±c± obaw±, czy spo¶ród drzew nie wychynie znienacka jaki¶ ros³y m³odzian, szukaj±cy „zarobku” na piwo lub dwa przy mo¿liwie najmniejszym nak³adzie „pracy”. Albo czy bêdê mia³ czym wróciæ do domu, kiedy dojdê z powrotem do drogi, gdzie zostawi³em samochód.
¯ycz±c Panu Redaktorowi i PT Czytelnikom na czas wakacji wypoczynku spokojnego i bez obaw, pozostajê z szacunkiem
Pawe³ Misiak