Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Recenzje


Cz³owiek na manowcach

Francis Fukuyama, profesor miêdzynarodowej ekonomii politycznej, od kilku lat jest autorem publikacji naukowych i popularnonaukowych, daleko wykraczaj±cych poza dziedzinê, któr± na co dzieñ zwyk³ siê zajmowaæ. G³o¶na ksi±¿ka Koniec historii (polskie wydanie 1996) wywo³a³a ogólno¶wiatow± dyskusjê, a poniewa¿ zapowiedziany koniec nie nast±pi³, autor zmuszony zosta³ poddaæ weryfikacji swe za³o¿enia futurologiczne, co uczyni³ w niniejszej pozycji. Historia dalej siê toczy, lecz gwa³towny rozwój biotechnologii i pokrewnych jej dziedzin stwarza, zdaniem Fukuyamy, mo¿liwo¶æ, a mo¿e nawet gro¼bê wyrwania siê jej spod kontroli cz³owieka, w tym znaczeniu, ¿e staje siê ona, jak nigdy dot±d, nieprzewidywalna. Wyd³u¿enie ¿ycia cz³owieka, szerszy dostêp do coraz skuteczniejszej pomocy medycznej (w krajach uprzemys³owionych), uprawa i spo¿ycie ¿ywno¶ci zmienionej genetycznie, a w koñcu mo¿liwo¶æ dokonywania manipulacji genetycznych w trakcie rozwoju p³odowego cz³owieka poprzez poprawianie wzoru DNA, tzw. ulepszanie dzieci - wszystkie te czynniki mog± niebawem spowodowaæ niebywa³± zmianê w samej naturze ludzkiej.

Zestawienie danych demograficznych ze ¶wiata i ich analiza pozwoli³a autorowi na zaprezentowanie mo¿liwych tendencji, które brzmi± nader przekonuj±co. W 2050 roku we W³oszech tylko 5 proc. dzieci bêdzie mia³o krewnych w linii bocznej (braci, siostry, ciotki, wujów), a W³osi bêd± spokrewnieni jedynie ze swoimi rodzicami i z w³asnym potomstwem. ¦wiat ponadto podzieli siê na zdominowan± przez starsze kobiety Pó³noc oraz Po³udnie rz±dzone przez wp³ywowych m³odych gniewnych.

W wielkim dyskursie przeprowadzonym przez Fukuyamê, dotycz±cym koncepcji praw cz³owieka w dzisiejszym rozumieniu, autor stwierdza, ¿e nieustanne nadawanie cz³owiekowi praw prowadzi go w koñcu na manowce. Stosuj±c zasady logiki zrêcznie przeprowadza czytelnika po absurdach filozofii spo³eczeñstwa liberalnego. Nie pozostawia go jednak w g±szczu ob³êdu. Lekiem na chaos wspó³czesnego ¶wiata mia³by byæ powrót do korzeni, do klasycznej filozofii staro¿ytnych, w której ani Platon, ani Arystoteles nie pos³ugiwali siê jêzykiem praw, lecz mówili o ludzkim dobru, szczê¶ciu oraz cnotach i obowi±zkach koniecznych, aby je osi±gn±æ.

Jednak pogl±d, ¿e „prawa cz³owieka” mo¿na oprzeæ na naturze ludzkiej atakowany by³ od XVIII wieku do wspó³czesno¶ci. Przeciwnicy (D. Hume, G.E. Moore, R.M. Hare) utworzyli nawet pojêcie b³êdu naturalistycznego. Jego koncepcja g³osi, ¿e natura nie mo¿e dostarczyæ daj±cej siê uzasadniæ filozoficznie podstawy prawom, moralno¶ci czy etyce. Fukuyama jednak zauwa¿a, ¿e powszechne przyjêcie za aksjomat b³êdu naturalistycznego jest zgubne dla cz³owieka, oznacza jego koniec, dlatego konkluduje, ¿e trzeba koniecznie powróciæ do przedkantowskiej tradycji, która umocowywa³a prawa i moralno¶æ w naturze.

Cz³owieka mo¿na uchroniæ przed koñcem, do którego zmierza, równie¿ poprzez powrót do religii. Z religii objawionych mo¿na wywie¶æ prawa i uznaæ je za podstawê praw politycznych. Autor jest jednak pesymist±. W ¿adnej demokracji liberalnej nie uda³o siê jeszcze tego dokonaæ, co wiêcej - eliminacja religii jako podstawy porz±dku politycznego by³a dotychczas esencj± nowoczesnego liberalizmu.

Bogdan Bernat

Francis Fukuyama, Koniec cz³owieka. Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej, t³um. Bart³omiej Pietrzyk, Wydawnictwo Znak, Kraków 2004.

Nieodgadniona przysz³o¶æ

Kilkadziesi±t lat temu wybitnym uczonym zadano proste na pozór pytanie: jak bêdzie wygl±da³ ¶wiat w roku 2000. I choæ nie by³a to daleka perspektywa, naukowcy mieli twardy orzech do zgryzienia. W koñcu wymy¶lili, ¿e ludzie bêd± oddychaæ ciecz±, stan± siê nie¶miertelni, a w kosmosie pojawi siê antygrawitacja. Powstaæ te¿ mia³a farma na pustyni, nawadniana odsolon± wod± morsk± oraz port handlowy wykuty w lodach Antarktydy. Rewolucyjne prognozy nie sprawdzi³y siê ani na jotê, ale futurolodzy nie sk³adaj± broni i antycypuj± nadal.

Zreszt± nie oni jedni. Ju¿ w staro¿ytno¶ci w tym celu obserwowano niebo, interpretowano sny, a nawet badano wnêtrzno¶ci zwierz±t. Dzi¶ odbywa siê to za pomoc± naukowych metod i przyrz±dów. Tyle tylko, ¿e wcale nie oznacza to wiêkszej skuteczno¶ci przewidywañ. Mechanika kwantowa, sieci neuronowe, algorytmy genetyczne i inne podobne instrumenty zawodz± równie czêsto, jak wyrocznia delficka. Choæ ¿yjemy w epoce triumfów nauki i techniki, nadal wa¿nym sk³adnikiem wszystkich prób przewidywania przysz³o¶ci, pozostaje... ludzka intuicja - rozk³ada rêce Halpern.

Ciekawo¶æ w³a¶ciwa naszemu gatunkowi nie pozwala jednak porzuciæ my¶li o zajrzeniu, choæby na moment, za magiczn± kurtynê czasu. Pomimo tego, ¿e niepewno¶æ zosta³a uznana za fundamentaln± cechê przyrody, cz³owiek bez ustanku próbuje siê z ni± zmierzyæ. Czy jutro bêdzie ³adna pogoda? Jakie bêd± za tydzieñ kursy akcji na gie³dzie? Kim zostan± nasze dzieci, kiedy dorosn±? Któ¿ z nas nie chcia³by znaæ odpowiedzi na te pytania.

Paul Halpern, profesor fizyki z University of the Sciences w Filadelfii, podsuwa nam kolejne. Czy gdyby¶my znali przysz³o¶æ, mieliby¶my wp³yw na nasze obecne zachowanie i mogliby¶my je zmieniaæ? Je¶li tak, to która przysz³o¶æ by³aby prawdziwa: czy ta, któr± poznali¶my, czy ta z wprowadzonymi poprawkami? St±d ju¿ tylko krok do... absurdu - twierdzi Halpern. Je¶li przekonanie o genetycznym zdeterminowaniu pewnych cech oka¿e siê s³uszne, naukowcy bêd± w stanie przewidywaæ zdolno¶ci i s³abe strony nienarodzonych jeszcze dzieci, a rodzice z góry bêd± wiedzieli, czy maj± oszczêdzaæ na pianino, salê gimnastyczn±, czy na... paczki do wiêzienia.

Takich paradoksów autor dostarcza wiêcej. Ukazany przez niego ¶wiat jest a¿ nadto skomplikowany i pe³en dylematów. Skoro wiadomo wiele lat wcze¶niej, ¿e kto¶ zachoruje na nieuleczaln± chorobê, to nale¿y mu o tym powiedzieæ i skazaæ na ¿ycie w stresie, czy mo¿e zachowaæ postawê mitycznej Kasandry?

Halpern nie jest futurologiem i nie rysuje wizji przysz³ego ¶wiata. Postawi³ sobie o wiele ambitniejsze zadanie: pój¶æ tropem przeznaczenia i ukazaæ historiê prób zg³êbiania przysz³o¶ci. To prawda, jedne by³y bardziej, inne mniej udane, wszystkie jednak zaspokaja³y ludzk± ciekawo¶æ, marzenia, a przez to wp³ywa³y w du¿ym stopniu na poczynania ówcze¶nie ¿yj±cych. Zdaniem profesora, ca³ej przysz³o¶ci nigdy nie poznamy. Mo¿e jedynie czê¶æ, niewielki fragment. Jego sceptycyzm wynika po czê¶ci z tego, ¿e komputery, pe³ni±ce dzi¶ rolê wyroczni, czêsto siê myl±, nie potrafi± przewidzieæ wszystkich mo¿liwych zachowañ cz³owieka. Tymczasem najlepszy pokerzysta wygrywa nie tylko dlatego, ¿e podejmuje w³a¶ciwe decyzje, ale równie¿ dziêki temu, ¿e umie przewidywaæ reakcje rywali.

Lepiej wiêc, sugeruje autor, pozbyæ siê z³udzeñ. Pewnych aspektów przysz³o¶ci nie poznamy. Niezupe³no¶æ wiedzy jest regu³±, a nie wyj±tkiem - pociesza nas Halpern. I trochê z przek±sem dodaje: tak naprawdê wszyscy gramy role w filmie, którego scenariusz dawno ju¿ napisano. Up³yw czasu jest tylko iluzj±. Czy aby na pewno?

(mak)

Paul Halpern, Na tropach przeznaczenia. Z dziejów przewidywania przysz³o¶ci, t³um. Piotr Amsterdamski, Wydawnictwo W.A.B., Wydawnictwo CiS, Warszawa 2004.

Ludzko¶æ wyrze¼biona w krzywym drzewie

Tytu³ ksi±¿ki nawi±zuje do my¶li Immanuela Kanta: „Z pokrzywionego drzewa spo³eczeñstwa nie da siê wyciosaæ nic prostego”. S³owa te sta³y siê mottem ksi±¿ki i przytaczane s± kilkakrotnie we wchodz±cych w jej sk³ad esejach.

Zdaniem autora, zachodnia my¶l polityczna opiera siê na tezie, ¿e na wszystkie istotne pytania mo¿liwa jest tylko jedna poprawna odpowied¼. Istnieje te¿ metoda odkrywania tych w³a¶ciwych odpowiedzi, a wszystkie one musz± byæ ze sob± zgodne. Kiedy zatem odkryjemy wszystkie poprawne odpowiedzi na wszystkie podstawowe pytania ludzkiego ¿ycia (...) otrzymamy w rezultacie swego rodzaju sumê wiedzy potrzebnej, by wie¶æ ¿ycie doskona³e - w pe³ni tego s³owa znaczeniu. Zak³ada siê tu, ¿e istniej± prawdy uniwersalne, prawdziwe zawsze i wszêdzie dla ka¿dego cz³owieka. Tak powstawa³y utopijne wizje ¶wiata, w którym wszyscy ¿yj± w zgodzie i harmonii. A je¶li ¿adnych wiecznych, powszechnych prawd nie ma, jak uwa¿ali np. Hegel i Marks? Warto¶ci, (Najwy¿sze Dobra) mog± ze sob± kolidowaæ, czego przyk³adem s± wspomniane przez Berlina losy mitycznej Antygony. Tak¿e Herder by³ przekonany, ¿e warto¶ci nie s± uniwersalne. Ka¿da spo³eczno¶æ, naród, epoka i cywilizacja maj± swoje idea³y, cele, sposób ¿ycia, my¶lenia i dzia³ania. Herder odrzuca te¿ koncepcjê ludzkiej historii jako procesu powszechnego d±¿enia do ¶wiat³a, historii, w której ka¿da kolejna epoka jest lepsza od poprzedniej.

Berlin przytacza równie¿ pogl±dy innych my¶licieli, takich jak: Giambattista Vico (którego nazywa ojcem wspó³czesnej koncepcji kultury), Niccolo Machiavelli, Johann Gottlieb Fichte, Nicolas Condorcet. Pisze o zmiennych kolejach losu europejskiej jedno¶ci i o wp³ywie my¶li romantycznej na sposób postrzegania ¶wiata. Rozwój postaw romantycznych okre¶la jako bunt przeciwko mitowi ¶wiata idealnego.

Jeden z esejów po¶wiêca autor Josephowi de Maistre i ¼ród³om faszyzmu. De Maistre by³ krytykiem konstytucjonalizmu i liberalizmu. ¦lepo wierzy³ w boskie pochodzenie w³adzy. Atakowa³ XVIII-wieczny racjonalizm, uznawa³ prymat instynktu, chrze¶cijañskiej m±dro¶ci i ¶lepej wiary. Wierzy³ w bosk± konieczno¶æ konfliktu i cierpienia, grzechu i kary, rozlewu krwi i wojny.

Berlin w swych esejach zwraca uwagê tak¿e na to, ¿e nikt nie przewidzia³, jak du¿e znaczenie zyskaj± nacjonalizm i rasizm. Jego zdaniem, nacjonalizm zwykle powstaje wskutek odniesionych ran, jakiej¶ formy zbiorowego upokorzenia. Reakcj± bywa czêsto patologiczne wyolbrzymienie w³asnych rzeczywistych i wyimaginowanych cnót oraz resentyment i wrogo¶æ w stosunku do dumnych, szczê¶liwych i odnosz±cych sukcesy. Zdominowani politycznie, kulturowo i militarnie przez Francuzów Niemcy zareagowali jak odchylona ga³±¼ z teorii Schillera: gwa³townym odchyleniem w przeciwn± stronê i odmow± zgody na rzekom± swoj± ni¿szo¶æ. Tak te¿ reaguje wiele spo³eczeñstw uciskanych, narodów nowo powsta³ych lub odrodzonych pañstw. Berlin interpretuje takie zachowanie jako bezwiedn± reakcj± psychologiczn±, towarzysz±c± wyzwoleniu spod obcych rz±dów.

Eseje Berlina to bogaty i fascynuj±cy przegl±d my¶li spo³ecznej i politycznej na przestrzeni wieków. Pokrzywione drzewo spo³eczeñstwa wyros³o na pod³o¿u koliduj±cych ze sob± warto¶ci. Dlatego tak trudno unikn±æ konfliktów i stworzyæ jedno, harmonijne spo³eczeñstwo ca³ej Ziemi. Jak w takim razie potocz± siê dzieje ludzko¶ci?

Justyna Jakubczyk

Isaiah Berlin, Pokrzywione drzewo spo³eczeñstwa, red. Henry Hardy, t³um. Maria Pietrzak-Merta, Maciej Tañski, Wydawnictwo prószyñski i S-ka, Warszawa 2004, seria: Pejza¿e My¶li - Idee Stanowiska Ludzie.

Miejsce dla prawdy o cz³owieku

Nie wiadomo, co ostatni król Rzymian chcia³, umieraj±c, powiedzieæ. Quaesivit cum moriebatur ubi essent umbrae. Zapyta³, umieraj±c: Gdzie s± cienie. Ostatnie s³owa ostatniego króla Rzymian, Syagriusza, stanowi± niæ przewodni± kolejnej, prze³o¿onej na jêzyk polski, ksi±¿ki Pascala Quignarda. Pisarstwo Quignarda jest niezwyk³e i recenzentowi nawyk³emu do tradycyjnego dyskursu filozoficznego nie³atwo tê ksi±¿kê przedstawiæ, by nie zabiæ jej ulotno¶ci ciê¿ko¶ci± tego dyskursu. Niewielkich rozmiarów, sk³adaj±ca siê z piêædziesiêciu piêciu „rozdzia³ów”, napisana zwart± proz±, pe³na, jak to zwykle u Quignarda, odniesieñ do historii kultury, literatury, przenikniêta erudycj±, jest jakby ci±giem intuicji, wgl±dów, dotykaj±cym i oplataj±cym czytelnika zadum± nad bytem i przemijaniem. Quignard kontynuuje tu (jak i w innych swoich ksi±¿kach) siêgaj±c± Montaigne.a i Pascala tradycjê francuskiego pisarstwa ³±cz±cego esej z dziennikiem, fikcjê z filozoficznym spojrzeniem, szkicowo¶æ z dog³êbno¶ci±. Bezgranicznie podziwiam to, czego próbowali Montaigne, Rousseau, Stendhal, Bataille. Oni ³±czyli my¶l, ¿ycie, fikcjê, wiedzê, jakby sz³o o jedno cia³o - pisa³ Quignard w ¯yciu sekretnym.

Ostatnie królestwo to namys³ nad prze³omem i koñcem czasów. St±d nieraz wraca tu ostatni król Rzymian, wraca przyjaciel Janseniusza pan de Saint-Cyran z opactwa Port Royal, wraca uciekaj±cy przed ¶wiatem Kartezjusz. St±d noc ¶wiêtego Bart³omieja, st±d post tenebras (z maksymy kalwinistów „Post tenebras lux” zachowujê tylko pierwsze dwa s³owa). Co jest po ciemno¶ci, je¶li nie ¶wiat³o? Quignard wcze¶niej nieraz opisywa³ koñce cywilizacji. W B³êdnych cieniach mamy do¶æ ponury szkic wspó³czesno¶ci: wszechogarniaj±cy i wszechw³adny pieni±dz, zag³ada gatunków i klonowanie, pospolito¶æ t³umu (³aciñskie vulgus oddaje greckie demos. Wulgarno¶æ to nasza dusza: rzecz pospolita) i ksi±¿ki, których nikt nie czyta, chocia¿ wszyscy chc± je pisaæ.

Czym s± cienie Quignarda? Cieñ przodków, cieñ, w którym mo¿na siê ukryæ, schowaæ przed spojrzeniem innych, cieñ - miejsce na mowê intymn±, cieñ - miejsce na obrze¿u ¶wiat³a, miejsce zró¿nicowania, przeciwieñstwo homogeniczno¶ci publicznego ¶wiata, miejsce, do którego siê wraca. Quignard, pisarz, który po okresie pe³nienia ró¿nych wa¿nych funkcji w ¿yciu kulturalnym Francji opuszcza to ¿ycie, by jedynie czytaæ, pisaæ, czuæ rzeczywisto¶æ, tê tu i teraz, i tê odleg³±, przesz³±, rzeczywisto¶æ cienia, powie, cytuj±c (rzekomo) Tomasza ? Kempis: Szuka³em na ca³ym ¶wiecie spocznienia, póki nie znalaz³em go w k±tku, gdzie mo¿na zaszyæ siê z ksi±¿k±. ¯yæ w k±tku - in angulo - ¶wiata. B³êdne cienie s± pytaniem o miejsce (Ostatni król Romy umieraj±c pyta³ o gdzie (ubi)): miêdzy ogrodami Port Royal (Epikura?) a tward± rzeczywisto¶ci± tego ¶wiata i jego u¿ytkowego jêzyka, jansenizmem a molinizmem, ³ask± a uczynkami? Benedykt Spinoza nazywa³ Holendrów ostatnimi barbarzyñcami. O tym mówi w li¶cie piêædziesi±tym: W miarê jak dusza zaczyna u¿ywaæ rozumu, przestaje zale¿eæ od pañstwa, ale nale¿y do siebie. Spinoza przeciwstawia³ t³umowi, vulgus, przyjaciela, carus, jako dwa opozycyjne bieguny. Mówi³: nie spodziewajmy siê wolno¶ci po tych, którzy w niewolnictwie upatruj± g³ówny interes. Poszukiwanie cieni Quignarda to poszukiwanie miejsca dla prawdy o cz³owieku.

Marek Lechniak

Pascal Quignard, B³êdne cienie. Ostatnie królestwo I, t³um. Tadeusz Komendant, Wydawnictwo czytelnik, Warszawa 2004.

Artysta totalny

Rainer Maria Rilke (1875-1926), którego nazwisko nieprzypadkowo jest anagramem s³owa „liryka”, od pocz±tku XX w. inspirowa³ poetów europejskich, zw³aszcza niemieckojêzycznych i Rosjan. Jednak odbiór Rilkego w¶ród polskich poetów to zjawisko bezprecedensowe. Austriacki liryk oddzia³uje na polsk± poezjê ju¿ od prawie stu lat i doprawdy trudno odnale¼æ poetê, który fascynowa³by tak wielu t³umaczy. Ale s³awa Rilkego jest u nas szczególna: wielka w¶ród poetów i krytyków, omija skutecznie szersze grono czytelników poezji.

Katarzyna Kuczyñska-Koschany stara siê (z doskona³ym skutkiem) wskazaæ przyczyny niezwyk³ej popularno¶ci poezji Austriaka w¶ród poetów polskich. Twórcze zainteresowanie Rilkem rozpoczê³o siê dopiero w dwudziestoleciu miêdzywojennym, choæ by³a to raczej erupcja czytelniczego wulkanu ni¿ rozpoczêcie. Czytali go poeci formacji zarówno klasycystycznych, jak i awangardowych, drukowa³y czasopisma tak ró¿ne, jak „Wiadomo¶ci Literackie” i „Tygodnik Ilustrowany”, recytowa³a Irena Solska, która obje¿d¿a³a ca³y kraj z repertuarem rilkeañskim, zawsze wzbudzaj±c jednaki zachwyt. Czczono Rilkego jako geniusza, artystê totalnego, poetê nie z tego ¶wiata.

Kuczyñska-Koschany podaje przyk³ady mikropodobieñstw i podobieñstw fundamentalnych Rilkego i polskich poetów. Zaczyna od Le¶miana, który z powodu niewystarczaj±cej znajomo¶ci niemczyzny, skazany by³ na przek³ady, a mimo to intuicyjnie przeczuwa³ wielko¶æ poezji Rilkego. Czêsto pisa³ wrêcz tak, jakby stosowa³ siê do jego wskazówek: Próbujcie powiedzieæ, jakby¶cie byli pierwszym cz³owiekiem, to, co widzicie, czym ¿yjecie, co kochacie, tracicie. Jest to poezja „dziwu pierworodnego”.

Inaczej by³o u Schulza, który nie tylko „przeczuwa³” Rilkego, jak Le¶mian, ale móg³ zag³êbiaæ siê w lekturze orygina³u. Czyta³ Rilkego przyjacio³om w tak przejmuj±cy i niezwyczajny sposób, jakby sam tworzy³ te wiersze.

W 1938 r. popiersie austriackiego poety kupi³ dyktator Trzeciej Rzeszy. Nic jednak nie wskazywa³o na to, ¿e Hitler by³ czytelnikiem i wielbicielem Rilkego. Postêpowanie wodza sk³oni³o jednak do faworyzowania poety w Trzeciej Rzeszy. Akcentowano jego niemiecko¶æ, rzekom± sudecko¶æ i odrzucenie chrystianizmu. W tym samym czasie w Polsce czyta³ i t³umaczy³ Rilkego Baczyñski (opatrywa³ swoje wiersze cytatami z jego poezji), a tak¿e Jastrun, Przybo¶, Weintraub. Autorka pokazuje tak¿e „zdemaskowanego” Grochowiaka zaczytanego w Rilkem, który nie móg³ oderwaæ oczu od kochanki-ksi±¿ki, zupe³nie jakby sam by³ bohaterem swojego wiersza Widzieli go, gdzie zaciera siê granica miêdzy podmiotem a przedmiotem, jak w mi³osnym akcie.

Kuczyñska-Koschany szuka lektury Rilkego u Szymborskiej, Mi³osza, Hartwig. Wskazuje na Rilkeañskie pojmowanie ¶mierci przez Herberta. Omawia utwory, w których Ró¿ewicz bardzo wyra¼nie polemizuje z Rilkem (np. w dramacie Do piachu), ukazuj±c, ¿e recepcja dokonuje siê w tym przypadku zawsze przez zaprzeczenie. Dzieli bowiem obu poetów przepa¶æ, któr± autorka jednoznacznie nazywa: Holokaust.

Niewiele jest ksi±¿ek, którym nie mo¿na absolutnie nic zarzuciæ. Bez wahania mogê stwierdziæ, ¿e ta jest tak± w³a¶nie ksi±¿k±. Wielce po¿±dana by³aby teraz rozprawa, bêd±ca refleksj± nad recepcj± Rilkego w polskim teatrze. Na to, jak przypuszczam, przyjdzie nam, niestety, poczekaæ.

Ma³gorzata Pawe³czyk

Katarzyna Kuczyñska-Koschany, Rilke poetów polskich, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, Wydawnictwo uniwersytetu wroc³awskiego, Wroc³aw 2004, seria: Monografie FNP.

Kobieta z Parnasu

W publikacjach krytycznoliterackich dotycz±cych czasów przedo¶wieceniowych kobiety - jako twórczynie - pojawia³y siê rzadko. Na ten stan rzeczy wp³ynê³y zasadniczo dwie przyczyny. Pierwsza z nich zwi±zana by³a ze stanem badañ oraz trudno¶ciami w dotarciu do materia³ów ¼ród³owych. Druga zrodzi³a siê z przekonania, ¿e rola, jak± kobiety odegra³y w kszta³towaniu kultury staropolskiej, by³a znikoma. Jednak od pewnego czasu badacze coraz chêtniej siêgaj± do rêkopisów, zag³êbiaj± siê w zapomniane pamiêtniki i odczytuj± na nowo z rzadka publikowane utwory literackie. Dziêki tym staraniom, pojawi³o siê w ci±gu ostatnich kilkunastu lat parê ksi±¿ek prezentuj±cych postacie kobiet, które wcale nie by³y tak bierne, jakby siê zdawa³o.

Przyk³adem takiej publikacji jest ksi±¿ka Dariusza Rotta. Tytu³ow± bohaterk± jest Anna Stanis³awska-Zb±ska, autorka jednego tylko dzie³a: Transakcji albo Opisania ca³ego ¿ycia jednej sieroty przez ¿a³osne treny od tej¿e samej pisane roku 1685, lecz dzie³a zaskakuj±cego swoj± specyfik± nie tylko literaturoznawców, ale i kulturoznawców. Dla lepszego zrozumienia oraz oceny zarówno autorki, jak i jej utworu, Rott dokonuje rekonesansu wspó³czesnego stanu badañ, przywo³uj±c i inne kobiety, które dziêki swojej twórczo¶ci wpisa³y siê w historiê literatury staropolskiej. W ten sposób czytelnik otrzymuje zwiêz³y, lecz dobry kontekst, umo¿liwiaj±cy poznanie meritum zagadnienia.

Wed³ug Rotta Transkacja nie ma wielkich walorów artystycznych, choæ wskazuje on na partie liryczne, których inspiracje literackie ¶wiadcz± o dobrym wykszta³ceniu oraz przygotowaniu autorki. Transakcja to przede wszystkim tekst kultury, pozwalaj±cy na dok³adne poznanie samej autorki jako reprezentantki swoich czasów. A jest ni± Anna Stanis³awska z pewno¶ci±, choæ jej utwór odbiega od przyjêtych ówcze¶nie norm opisu. Rott pomija warsztat literaturoznawczy, skupiaj±c siê na przedstawieniu ¿ycia niezwyk³ej kobiety. Niezwyk³ej nie przez rodzaj tragicznego do¶wiadczenia, jakiego los jej nie szczêdzi³, lecz w³a¶nie poprzez sposób jego opisu. Anna Stanis³awska stworzy³a dzie³o tak intymne, ¿e szczero¶æ wypowiedzi autorki czêsto zaskakuje odbiorcê. Co prawda czytelnik XX w. przyzwyczajony jest do ¶mia³ych opowie¶ci, szczególnie ze sfery erotyki, mniej lub bardziej znanych osobisto¶ci, lecz w odniesieniu do literatury XVII-wiecznej sprawa wygl±da zgo³a inaczej.

Anna Stanis³awska nie mog³a, z przyczyn oczywistych, zach³ysn±æ siê freudowsk± koncepcj± psychoanalizy czy teori± „strumienia ¶wiadomo¶ci”, a jednak przy dok³adnej lekturze Transakcji badacz wychwytuje nowe mo¿liwo¶ci interpretacji jej utworu, który ods³ania mentalno¶æ dawnych czasów. I Rott bynajmniej nie pragnie widzieæ w niej prekursorki na miarê epoki, Anna Stanis³awska jest dla niego ¶wietn± obserwatork± ludzi, na pewno osob± nietuzinkow±. Autora fascynuje odwaga, z jak± Stanis³awska ods³ania swoje uczucia, my¶li, pragnienia, nawet te najintymniejsze. Dziêki temu badacz przybli¿y³ nie tylko dzieje nieszczêsnej Anny, lecz przede wszystkim specyfikê kultury barokowej.

Ksi±¿ka Rotta zas³uguje na uwagê z jeszcze jednego powodu. Autor nie zag³êbia siê w kontekst historyczny, nie absorbuj± go wydarzenia polityczne. Bli¿szy jest mu ¶wiat pe³en codziennych zmagañ bohaterki, jej stany emocjonalne i sposób ich wyra¿ania.

Monika Szab³owska

Dariusz Rott, Kobieta z przemalowanego portretu. Opowie¶æ o Annie Zb±skiej ze Stanis³awskich i jej „Transakcyji albo Opisaniu ca³ego ¿ycia jednej sieroty [...]”, Wydawnictwo Uniwersytetu ¦l±skiego, Katowice 2004, seria: Prace Naukowe Uniwersytetu ¦l±skiego w Katowicach.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje