Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



¯ycie akademickie

Przysz£o¶æ uniwersytetów

Pozycja uniwersytetów na mapie zjednoczonej Europy nie jest dzisiaj ani tak mocna, ani tak jednoznaczna, jak jeszcze kilkadziesi±t lat temu.
Zbigniew Drozdowicz

 Fot. Stefan Ciechan Uniwersytety przechodzi³y i przechodz± ró¿norakie zmiany. S± one po¿±dane w sytuacji, gdy prowadz± do lepszego funkcjonowania uczelni i pe³niejszego spe³niania przez nie spo³ecznych misji. Budz± one jednak niepokój wówczas, gdy stawiaj± pod znakiem zapytania owe misje, za¶ samo „ulepszanie” prowadzi do upodobnienia ich do instytucji, którymi z ró¿nych wzglêdów nie by³y i byæ nie chcia³y. Tego rodzaju tendencje uwidoczni³y siê w ostatnich kilkudziesiêciu latach, a w ostatnich kilku pojawi³y siê powa¿ne zachêty do tego, aby uniwersytety zmieni³y swój tradycyjny charakter. Zachêty takie pojawiaj± siê m.in. w opracowywanych przez unijnych strategów koncepcjach rozwoju zjednoczonej Europy.

Specyfika uniwersytetów

Na temat tego, co odró¿nia uniwersytety od innych instytucji, w tym od innego typu uczelni, nie mam do powiedzenia w zasadzie niczego odkrywczego. Nie ma tutaj zreszt± zbyt wiele do odkrywania, zosta³o na ten temat powiedziane ju¿ dostatecznie du¿o i jasno. W sposób skrótowy mówi o tym og³oszona w 1988 roku „Wielka Karta Uniwersytetów Europejskich”. Pisze siê w niej m.in., ¿e uniwersytet jest autonomiczn± instytucj±, ¿e nie tylko prowadzona jest w nim „dzia³alno¶æ naukowa i dydaktyczna”, ale tak¿e, i¿ badania oraz nauczanie musz± byæ ze sob± nierozerwalnie zwi±zane, a dalej, ¿e wolno¶æ akademicka, czyli swoboda prowadzonych badañ naukowych i kszta³cenia jest najbardziej fundamentaln± zasad± ¿ycia uniwersyteckiego, oraz i¿ wype³niaj±c swe powo³anie przekracza on granice geograficzne i polityczne oraz zaspokaja istotn± potrzebê wzajemnego poznania i oddzia³ywania ró¿nych kultur. Pozwalam sobie na przypomnienie tych oczywisto¶ci g³ównie z my¶l± o tych, którzy albo nigdy nie zetknêli siê z uniwersyteck± rzeczywisto¶ci±, albo te¿ mieli z ni± tak s³aby kontakt, ¿e nie prze³o¿y³o siê to na rozumienie specyfiki tej instytucji.

Jednak aby nie mno¿yæ i tak ju¿ licznych nieporozumieñ na temat tego, czym uniwersytety by³y w przesz³o¶ci, dopowiem, ¿e jak dotychczas by³o w nich miejsce:

Rzecz jasna, niema³± sztuk± jest po³±czenie tego wszystkiego w jednym programie edukacyjnym oraz zrealizowanie w ci±gu tych kilku lat uniwersyteckich studiów. Niema³± sztuk± jest równie¿ zgromadzenie „pod jednym dachem” takiej kadry badawczej i dydaktycznej, która potrafi dobrze zrozumieæ uniwersyteckie misje oraz je realizowaæ. Jednak si³a ludzi uniwersytetu polega³a w³a¶nie na tym, ¿e sztukê tê opanowali, rozwijali oraz przekazywali kolejnym pokoleniom. Tak siê rzecz mia³a przynajmniej do pewnego czasu.

Kryzys uniwersytetów

Dzisiaj mówi siê g³o¶no, ¿e uniwersytety prze¿ywaj± swoisty kryzys. W ró¿nych krajach ró¿nie on siê wyra¿a oraz ró¿na jest jego skala, niemniej generalnie jest to kryzys ich to¿samo¶ci, tj. tego, czym te uczelnie byæ mog± oraz powinny. W dyskusji na ten temat zderzaj± siê co najmniej dwie zasadniczo ró¿ne opcje. Pierwsz± z nich nazwaæ mo¿na „tradycjonalistyczn±”, bo jej swoistym znakiem rozpoznawczym jest obrona tradycyjnych warto¶ci uniwersyteckiego ¿ycia - takich m.in., jak zasygnalizowane wy¿ej. Druga z nich, „modernistyczna”, zmierza do dosyæ radykalnego „przewietrzenia uniwersyteckich murów” oraz wprowadzenia do nich elementów rynku, z takimi jego elementami, jak: produkcja, popyt i poda¿, zysk i strata itp. W ¶wietle tej opcji - kto p³aci, ten wymaga oraz dyktuje wszystkie pozosta³e warunki funkcjonowania.

Wprawdzie w Europie, póki co, uniwersytety s± w ogromnej wiêkszo¶ci finansowane i rozliczane przez pañstwo, a nie przez korporacje przemys³owe i finansowe, jednak coraz czê¶ciej rz±dy pañstw stawiaj± im ca³kiem konkretne zadania i oczekuj±, ¿e zostan± one zrealizowane zgodnie ze zleceniem. Nie inaczej jest z zadaniami zlecanymi przez unijnych decydentów. Mo¿na im siê oczywi¶cie nie podporz±dkowaæ, ale praktycznie niesie to ze sob± gro¼bê zepchniêcia na margines ¿ycia akademickiego. Rzecz jasna, ma³o który z ludzi uniwersytetu chcia³by siê tam znale¼æ. Jedni z nich podejmuj± zatem próbê zapobie¿enia temu poprzez wysy³anie sygna³ów ostrzegawczych przed nadci±gaj±cym niebezpieczeñstwem. Inni z kolei (tych jest coraz wiêcej) kontestuj± wprawdzie sprowadzanie ich do roli zwyk³ych „us³ugodawców” czy te¿ - jak to okre¶li³ R. Winter - dostarczycieli towaru w ramach „supermarketu wiedzy”, niemniej podporz±dkowuj± siê nowym regu³om i ustawiaj± w kolejce po zlecenia na swoje „us³ugi badawcze i edukacyjne”. Tak czy inaczej, jedni i drudzy prze¿ywaj± kryzys to¿samo¶ci, bo jeszcze nie tak dawno wydawa³o siê im, ¿e s± ponad tym ca³ym „jarmarcznym zgie³kiem” sprzedaj±cych i kupuj±cych naukowe i edukacyjne dobra.

Przejawem kryzysu wspó³czesnych uniwersytetów jest równie¿ rozdzielanie pracy badawczej i dydaktycznej. W przesz³o¶ci równie¿ istnia³a spora grupa ludzi uniwersytetu, która koncentrowa³a siê tylko na jednej z nich, zaniedbuj±c drug±. Dzisiaj problem ten polega nie tyle na tym, ¿e liczebno¶æ której¶ z tych grup znacznie wzros³a, co na tym, ¿e pog³êbi³y siê mechanizmy sprzyjaj±ce takiemu podzia³owi. W wielu uniwersytetach europejskich jest bowiem tak, i¿ podstaw± awansu akademickiego i ¶rodowiskowego presti¿u s± g³ównie wyniki prowadzonych badañ, a tak¿e umiejêtno¶æ pozyskiwania na nie ¶rodków finansowych spoza uczelni (z Unii Europejskiej, od prywatnych zleceniodawców itp.). W Wielkiej Brytanii pod koniec lat 90. by³o to nawet przedmiotem powa¿nej dyskusji, która nie doprowadzi³a jednak do ¿adnej zmiany i w dalszym ci±gu w najbardziej licz±cych siê uczelniach brytyjskich o pozycji uczonego stanowi± prowadzone przez niego badania, mierzone m.in. liczb± i jako¶ci± publikacji. We W³oszech w³adze pañstwowe próbuj± temu przeciwdzia³aæ wprowadzaj±c zdecydowanie wy¿sze wynagrodzenie dla tych profesorów, którzy prowadzon± zajêcia ze studentami. M.in. pensum dydaktyczne wynosi tam 250 godzin rocznie (obejmuje ono jednak zarówno prowadzenie wyk³adów, jak i przygotowanie siê do nich). W sytuacji ogromnej presji na uzyskiwanie wyników badawczych skuteczno¶æ tych dzia³añ jest jednak ograniczona, a mo¿liwo¶ci zminimalizowania aktywno¶ci dydaktycznej w dalszym ci±gu pozostaj± spore.

Unijne priorytety

Przedstawione zosta³y one w kolejnych programach ramowych Unii Europejskiej. Przypomnê zatem, ¿e celem pi±tego z nich (realizowanego w latach 1998-2002) by³o Podtrzymywanie i rozwijanie, w kontek¶cie Europejskiego Obszaru Badawczego, potencja³u badawczego europejskich laboratoriów, uniwersytetów i firm oraz ich zdolno¶ci do tworzenia wiedzy na najwy¿szym poziomie oraz wysokiej jako¶ci technologii; a tak¿e zapewnienie tego, aby europejskie badania s³u¿y³y ekonomicznym i spo³ecznym celom Unii. Dalej wyró¿nia siê cztery obszary realizacji tego celu oraz dla pierwszego z nich „programy tematyczne” (np. „poprawa jako¶ci ¿ycia i zarz±dzania ¿ywymi zasobami”), natomiast dla pozosta³ych „programy horyzontalne” (np. „utwierdzanie miêdzynarodowej roli badañ wspólnotowych” czy „poprawa potencja³u ludzkich zasobów badawczych i postawy wiedzy spo³eczno-ekonomicznej”). Na realizacjê tego przedsiêwziêcia UE przeznaczy³a 14,96 mld euro. Z kolei generalnym celem 6.PR Badañ, Rozwoju Technicznego i Prezentacji UE (realizowanego w l. 2002-06) jest w dalszym ci±gu „podtrzymywanie i rozwijanie” Europejskiego Obszaru Badawczego nie tylko za wiêksze o 17 proc. ¶rodki finansowe (w liczbach bezwzglêdnych daje to 17,5 mld euro), ale tak¿e poprzez skupienie siê na mniejszej liczbie priorytetów. Obecnie nazywa siê je „priorytetami strategicznymi”, stanowi± je: P1 (BIO, czyli „genomika i biotechnologie dla zdrowia”), P2 (IST, czyli „technologie spo³eczeñstwa informacyjnego”), P3 (MA, czyli „nanotechnologie i nauka o materia³ach”), P4 (AE, czyli „aeronautyka i przestrzeñ kosmiczna”), P5 (FO, czyli „jako¶æ i bezpieczna ¿ywno¶æ”), P6a (EN - energia), P6b (TR - transport), P6c (EC - zmiany globalne), P7 (SO, czyli „obywatele i sprawowanie w³adzy w spo³eczeñstwie opartym na wiedzy”).

Rzecz jasna, do znalezienia odpowiedzi na pytanie, o co unijnym komisarzom w tych priorytetach chodzi, nie wystarczy rozszyfrowanie ich nazw, lecz konieczne jest odwo³anie siê do innych dokumentów UE, w szczególno¶ci do Strategii Lizboñskiej (programu przyjêtego w marcu 2000 r. w Lizbonie przez Radê Europy). Mówi siê tam o uczynieniu (do 2010 r.) z UE wiod±cej pod wzglêdem dynamiki gospodarki ¶wiata. Jednym z jej filarów ma byæ „nowa ekonomia oparta na wiedzy” (New Knowledge-Driven Economy), do której doprowadziæ ma powstanie Europejskiej Przestrzeni Badañ i Innowacyjno¶ci (European Area Research and Innovation), nazywana równie¿ Europejsk± Przestrzeni± Badawcz± (European Researche Area, ERA). Wszystkie te skróty warto sobie przyswoiæ, bo unijni stratedzy najwyra¼niej nie maj± zamiaru traciæ czasu na d³ugie i zawi³e opisy planów swoich dzia³añ i przekazuj± komunikaty na ich temat z i¶cie „wojskow±” dyscyplin±. Warto zatem jeszcze wspomnieæ o eEurope Action Plan, w skrócie eEurope, czyli o planie upowszechnienia ³±czno¶ci internetowej w krajach by³ej „15” oraz o eEurope+, czyli osi±gniêciu tego samego w nowych krajach unijnych. Dodam jeszcze tylko, ¿e za tymi planami idzie zwiêkszenie wydatków na badania i rozwój techniczny. Przewiduje siê, ¿e do wspomnianego tutaj 2010 r. maj± one wzrosn±æ do 3,0 proc. PKB, przy czym 1/3 pochodziæ ma z sektora prywatnego. Obecnie wska¼nik ten przekroczy³y ju¿ takie kraje, jak Szwecja czy Finlandia, ale innym - np. Niemcom, czy Francji - jeszcze do niego daleko (Polska ze swoim 0,36 proc. PKB w 2003 r. sytuuje siê oczywi¶cie na szarym koñcu tego swoistego „peletonu”).

Na tej podstawie mo¿na ju¿ bez wiêkszego ryzyka b³êdu odpowiedzieæ na pytanie, jakie s± w gruncie rzeczy oczekiwania unijnych strategów kierowane pod adresem wy¿szych uczelni. Ujmuj±c to w wielkim skrócie, mo¿na powiedzieæ, ¿e generalnie chodzi o maksymalne zbli¿enie:

Do tej krótkiej listy mo¿na oczywi¶cie dopisaæ ca³y szereg konkretów, takich chocia¿by, jak tworzenie przez uczelnie:

Wdra¯anie unijnych priorytetów

Jak to wdra¿anie wygl±da w Polsce? Na tak wysokim szczeblu jak Ministerstwo Nauki i Informatyzacji oraz dzia³aj±cy przy nim Komitet Badañ Naukowych wygl±da to ca³kiem nie¼le. Przygotowany tam zosta³ bowiem zarówno uwzglêdniaj±cy te priorytety projekt ustawy o finansowaniu badañ naukowych, jak i szereg innych zwi±zanych z nimi dokumentów, jak np. obszerne opracowanie Cele i kierunki rozwoju spo³eczeñstwa informacyjnego w Polsce. Na stronie internetowej KBN mo¿na znale¼æ nie tylko ogólne informacje o 5. i 6. Programie Ramowym, ale tak¿e wiele innych, znacznie bardziej konkretnych - m.in. o Krajowych Punktach Kontaktowych Programów Badawczych UE, organizowanych do ich realizacji zespo³ach (w tym poszukiwanych kooperantach), konferencjach i seminariach szkoleniowych, stypendiach i sta¿ach naukowych itp. Warto równie¿ odnotowaæ, ¿e Ministerstwo Nauki i Informatyzacji podejmuje konkretne kroki maj±ce zachêciæ polskich uczonych do aktywniejszego w³±czenia siê do realizacji 6.PR, m.in. dofinansowywanie udzia³u polskich jednostek naukowych lub podmiotów dzia³aj±cych na rzecz nauki w projektach 6. Programu Ramowego UE.

Zej¶cie na ni¿szy szczebel wdro¿eñ, tj. regionalnych i bran¿owych punktów kontaktowych, równie¿ nie daje powodu do obaw, ¿e nie jest z tym tak, jak byæ powinno. Punktów tych bowiem jest nie tylko sporo (ponad 50), ale te¿ dzia³aj± one zarówno w du¿ych o¶rodkach akademickich (Warszawa, Kraków, Poznañ), jak i znacznie mniejszych (Koszalin, Olsztyn, Pu³awy). Bezpo¶redni kontakt z nimi przekonuje, ¿e zatrudnione w nich osoby wiedz± o co w tym wszystkim chodzi oraz chc± i potrafi± podzieliæ siê t± wiedz± z innymi. Dopiero zapoznanie siê z list± uczestników owych programów mo¿e wzbudziæ pewne w±tpliwo¶ci. Nie tylko bowiem nie ma ich w sumie zbyt wielu, ale te¿ rzadko kiedy wystêpuj± jako koordynatorzy projektu; najczê¶ciej s± to tzw. partnerzy w sieci tematycznej lub - co na jedno wychodzi - podwykonawcy.

Sporo do my¶lenia daje broszura Sukcesy polskich naukowców w 5. Programie Ramowym Unii Europejskiej. Wprawdzie autor wprowadzenia do niej, A. Siemaszko, podsumowuj±c udzia³ polskich uczonych w tym programie stwierdza, ¿e polskie zespo³y badawcze i przedsiêbiorstwa bêd± odgrywaæ wiod±c± rolê w Europejskiej Przestrzeni Badawczej, niemniej ich dotychczasowe osi±gniêcia raczej nie daj± podstaw do tak optymistycznego wniosku. Z podanego tam zestawienia wynika bowiem, ¿e z bud¿etu tego programu otrzymali¶my niewiele wiêcej ni¿ do niego wnie¶li¶my (wk³ad wyniós³ 1,1 proc., a uczestnictwo w projektach finansowanych 1,2 proc.). Jednak sytuowa³o to nas - podobnie zreszt± jak inne kraje kandyduj±ce do UE - na koñcu listy grantobiorców (kraje te uzyska³y ³±cznie 2,5 proc. wszystkich ¶rodków przeznaczonych na realizacjê projektów, podczas gdy Niemcy 17,8 proc., Wielka Brytania 16,2 proc., a Francja 13,6 proc.).

Czy w 6.PR jest pod tym wzglêdem lepiej? Zapewne jeszcze nie czas na generalne podsumowania, ale ju¿ pojawiaj± siê sygna³y, ¿e w³±czanie siê polskich uczonych do realizacji unijnych priorytetów badawczych idzie opornie. Sygna³em takim jest m.in. podany przez Krajowy Punkt Kontaktowy komunikat o wstêpnych wynikach II konkursu w P1 („genomika i biotechnologie dla zdrowia”): W konkursie wziê³o udzia³ 126 zespo³ów. Do finansowania i negocjacji zakwalifikowano 17 projektów, w których bierze udzia³ 21 polskich partnerów. Natomiast na li¶cie rezerwowej znalaz³o siê 8 projektów z 8 polskimi uczestnikami. „Stopieñ sukcesu” polskich partnerów wyniós³ wiêc 17 proc. Jest to nieco lepiej ni¿ w I konkursie (15 proc.), ale ci±gle poni¿ej ¶redniej europejskiej, która wynosi 25 proc.

„Nieuniwersytecko¶æ” unijnych priorytetów

Mo¿na zapytaæ, czy ten relatywnie ma³y udzia³ polskich uczonych w realizacji programów ramowych nie wynika z faktu, i¿ sformu³owane w nich problemy badawcze rozmijaj± siê z problematyk± tradycyjnie podejmowan± w ¶rodowisku uniwersyteckim - rzecz jasna, nie jedynym prowadz±cym badania naukowe, niemniej odgrywaj±cym w nich, jak dot±d, je¶li nie wiod±c±, to co najmniej znacz±c± rolê. Do postawienia tego pytania sk³ania mnie nie tylko lista owych priorytetów, ale równie¿ lista wspomnianych ju¿ regionalnych i bran¿owych punktów kontaktowych (wiêkszo¶æ z nich jest usytuowana poza uniwersytetami), a tak¿e „lista polskich delegatów do Komitetów Programowych PR” (tutaj równie¿ zdecydowan± mniejszo¶æ stanowi± osoby zwi±zane z uniwersytetami). Przyjrzenie siê li¶cie partnerów i kooperantów polskich naukowców, którzy odnie¶li sukces w 5.PR, nie rozprasza tych w±tpliwo¶ci. Znajduj± siê tam bowiem zarówno przyk³ady rozwi±zywania problemów przez polskie jednostki badawczo-rozwojowe w kooperacji z podobnymi jednostkami z krajów UE, jak i takie, w realizacji których uczestniczy „mieszane towarzystwo” z ró¿nych krajów. Dobr± ilustracj± zdaje siê byæ tutaj realizowany w ramach II programu horyzontalnego temat „Utworzenie ponadgranicznego systemu uniwersyteckiego wspieraj±cego zak³adanie nowych przedsiêbiorstw”. Jego koordynatorem by³ Uniwersytet Nancy 2, natomiast partnerami m.in.: Uniwersytet Li?ge, Wy¿sza Szko³a Zawodowa z Karlsruhe, a ze strony polskiej Politechnika Lubelska.

Tak czy inaczej, pozycja uniwersytetów na mapie zjednoczonej Europy nie jest dzisiaj ani tak mocna, ani tak jednoznaczna, jak jeszcze kilkadziesi±t lat temu. Zapewne nie da siê udzieliæ jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jaka bêdzie ich przysz³o¶æ. Obawiam siê jednak, ¿e nie bêdzie ona ja¶niejsza, je¶li uniwersytety nie ust±pi± nieco ze swojego tradycjonalizmu (tradycyjnej tematyki badawczej, tradycyjnych sposobów organizowania badañ, tradycyjnego sposobu oceniania ich warto¶ci itd.) i nie spojrz± nieco ³askawszym okiem na to, co stanowi „prozê ¿ycia”. A dzisiaj stanowi± j± - po pierwsze pieni±dze, po drugie ich dok³adne liczenie i przeliczanie na to, co u¿yteczne, po trzecie za¶ dawanie ich g³ównie tym, którzy mog± przyczyniæ siê do pojawienia siê jeszcze wiêkszych pieniêdzy oraz rzeczy u¿ytecznych praktycznie. Nie jest to bynajmniej apel o komercjalizacjê uniwersytetów czy ich pracowników. Jest to natomiast wezwanie do niezamykania siê w ¶wiecie, wprawdzie godnym podziwu i szacunku, ale dzisiaj ju¿ niestety przechodz±cym do historii.

Prof. dr hab. Zbigniew Drozdowicz, historyk filozofii, pracuje w Instytucie Filozofii UAM w Poznaniu.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje