System kreacji, promocji i alokacji kadr naukowych w USA ukszta³towa³ siê w specyficznych warunkach globalnej gospodarki kapitalistycznej w latach poprzedzaj±cych drug± wojnê ¶wiatow± oraz w latach bezpo¶rednio po niej nastêpuj±cych. By³ to okres wzrastaj±cych geometrycznie potrzeb materialnych ludno¶ci i nastawienia na postêp technologiczny i naukowy. Taki progres uwa¿any by³ za niezbêdny warunek rozwoju gospodarczego Ameryki i dlatego poparcie dlañ mia³o wszelkie cechy ideologii politycznej i przek³ada³o siê na praktyczne rozwi±zania w zakresie polityki spo³ecznej i imigracyjnej kraju. Ameryka uczyni³a z rozwoju naukowego i technologicznego nadrzêdny cel swojej polityki. Szkolnictwo wy¿sze, okre¶lane skrótowo mianem ¶wiata akademickiego (academia) rozwija³o siê wiêc jako ¶rodowisko organizacyjne, w ³onie którego warto¶ci etyczne, funkcje edukacyjne, jak te¿ badawcze pe³ni³y równie istotn± rolê.
Te trzy funkcje do dnia dzisiejszego pozosta³y nieod³±cznie ze sob± splecione, zmuszaj±c pracowników akademickich do sprostania w ich rolach zawodowych niezale¿nym zespo³om kryteriów: etycznym (jako¶ci i uczciwo¶ci dzia³alno¶ci naukowej), twórczym (produkcji wiedzy i tworzenia jako¶ciowo nowych i nowoczesnych, hierarchicznie zorganizowanych systemów wiedzy) oraz edukacyjnym (produkcji wykszta³conych absolwentów i przygotowywania kolejnych generacji do praktycznego wej¶cia w narodowy system gospodarki i podzia³u pracy). Ta potrójna pozycja w spo³ecznym podziale pracy odró¿nia amerykañsk± akademiê od systemu europejskiego czy latynoamerykañskiego, gdzie na ogó³ istniej± dwa niezale¿ne lub ledwie czê¶ciowo przenikaj±ce siê piony sponsorowane przez pañstwo: system szkolnictwa wy¿szego i system badañ naukowych. Warto¶ci etyczne, normy moralne i standardy zawodowe amerykañskiego ¶wiata akademickiego k³ad± szczególny nacisk na element tworzenia wiedzy, a nie na formalne spe³nianie kryteriów i oczekiwañ. Dlatego system ten pozwala na szybki awans w przypadku istotnych i wymiernych osi±gniêæ naukowych, a tak¿e sprzyja racjonalnemu wykorzystaniu i alokacji kadry akademickiej.
Wp³ywa³y te¿ na amerykañski system ¶wiatowe trendy w zakresie ruchów ludno¶ci, wynikaj±ce zarówno z procesów demograficznych, jak te¿ z geopolitycznych zró¿nicowañ warunków ¿ycia oraz warunków do pracy naukowej, badawczej i do dzia³alno¶ci intelektualnej w wielu krajach ¶wiata, w tym zw³aszcza w krajach europejskich. Na rynku amerykañskim pojawia³y siê okresowo (i ci±gle siê pojawiaj±) znaczne i regionalnie lub etnicznie wyodrêbnialne grupy osób o bardzo wysokich kwalifikacjach zawodowych, intelektualnych i naukowych, których koszty wykszta³cenia zosta³y poniesione przez gospodarki innych krajów. Sytuacja na rynku amerykañskim jest o tyle warta uwagi, i¿ nowe realia zjednoczonej Europy z pewno¶ci± zwiêksz± p³ynno¶æ kadr naukowych, wp³ywaj±c na zwiêkszenie poda¿y tej wykwalifikowanej pracy w jednych, a jej zmniejszenie w innych krajach.
Na przyk³ad, w latach 30. ubieg³ego stulecia na teren Ameryki przyby³a kilkutysiêczna grupa intelektualistów ¿ydowskich pochodzenia niemieckiego i rosyjskiego. Zasilili oni w krótkim czasie personel nauczaj±cy szkó³ wy¿szych, zw³aszcza na terenie stanów wschodnich. Pisze o tym szczegó³owo Seymour Martin Lipset w ksi±¿ce The American Exceptionalism. Podobnie w latach 80. do Ameryki przyby³y grupy wysoko wykszta³conych uchod¼ców z Iraku i Iranu. Tradycyjnie, do USA emigruj± rosyjscy matematycy, fizycy i astronomowie, a tak¿e wschodnioeuropejscy specjali¶ci z zakresu literatury angielskiej, s³owiañskiej i iberyjskiej. Wszyscy ci specjali¶ci dysponuj± na ogó³ najwy¿szymi dostêpnymi w swoich dziedzinach stopniami naukowymi (tzw. terminal degrees), maj± wszechstronne wykszta³cenie i siln± motywacjê sukcesu.
Ameryka jest te¿ magnesem dla wielu m³odych ludzi, dla których podjêcie studiów wy¿szych jest po¿±danym celem i którzy s± gotowi zainwestowaæ wiele wysi³ku w spe³nienie formalnych kryteriów przyjêcia na studia. Studenci cudzoziemscy lub imigranci w pierwszym pokoleniu stanowi± blisko 40 procent wszystkich studiuj±cych w szko³ach pierwszego i trzeciego stopnia. Powoduje to, ¿e wy¿sze wykszta³cenie jest dziedzin± gospodarki, która generuje prawie tak± sam± czê¶æ dochodu narodowego, jak turystyka przyjazdowa.
System amerykañski powstawa³ w okresie gwa³townego rozwoju nowoczesnej gospodarki rynkowej o silnym nasyceniu wiedz± i technologi±. Wraz z rozwojem gospodarki kapitalistycznej, w której produkcja dóbr materialnych stanowi³a autonomiczny i donios³y cel strategiczny (cecha ta znana jest pod nazw± „komodyfikacji”), tak¿e sam system tworzenia i rozpowszechniania wiedzy sta³ siê autonomiczn± dziedzin± gospodarki narodowej. W tym sensie „producent” wiedzy oraz „producent” wykszta³conych umys³ów nabieraj± warto¶ci rynkowej i staj± siê dobrami ekonomicznymi podlegaj±cymi prawom popytu i poda¿y. Innymi s³owy, pracownik dydaktyczno-badawczy stanowi warto¶æ rynkow± i jest przedmiotem konkurencji ze strony pracodawcy. Dlatego ca³y proces kreacji i zatrudniania pracowników naukowych podlega specyficznym warunkom rynku pracy i ró¿ni siê zasadniczo od systemów etatystycznych w takich krajach, jak Niemcy, Francja, W³ochy czy Hiszpania, gdzie profesury nadawane s± przez pañstwo, a warunki zatrudnienia w wiêkszo¶ci szkó³ wy¿szych s± zbli¿one i regulowane przez umowy zbiorowe lub ustawy.
Powoduje to cztery konsekwencje dla ¶wiata akademickiego.
Po pierwsze, wielko¶æ, czyli wolumen produkcji naukowej staje siê wymiernym czynnikiem warto¶ci rynkowej pracownika nauki. Oznacza to, ¿e pracownicy naukowi oceniani s± w sposób ci±g³y i ka¿dorazowo ich status zale¿y od wolumenu produkcji (academic output). Na ten wolumen sk³adaj± siê przede wszystkim wa¿one publikacje w uznanych czasopismach naukowych i zawodowych oraz w wydawnictwach akademickich. Polityka wydawnicza podlega analogicznym prawom produkcji rynkowej i z tego wzglêdu decyzje wydawnicze s± autonomiczne (niezale¿ne od istniej±cych uk³adów instytucjonalnych w szko³ach wy¿szych). Mimo i¿ najwiêksze szko³y wy¿sze dysponuj± wydawnictwami nosz±cymi ich nazwê (np. Harvard University Press, Chicago University Press, Cornell University Press itp.), to struktura tych wydawnictw jest kompletnie niezale¿na od uniwersytetów i zasadniczo wydawnictwa te nie publikuj± prac w³asnych autorów (z wyj±tkiem najwybitniejszych profesorów o uznanym dorobku). Tak wiêc, nie istnieje w ramach szko³y wy¿szej instytucja wewnêtrznej publikacji, która liczy³aby siê w promocji na wy¿szy stopieñ. W ten sposób wielko¶æ produkcji naukowej jest kontrolowana zarówno przez zmienne rynkowe (sprzedawalno¶æ czy atrakcyjno¶æ tematu), jak te¿ przez warto¶ci etyczne ¶rodowiska (oryginalno¶æ produkcji), a nie przez przenikaj±ce siê uk³ady wp³ywu.
Po wtóre, jako¶æ produkcji naukowej podlega mierzalnym i porównywalnym ocenom i staje siê naturalnym kryterium polityki naukowej. Jako¶æ produkcji naukowej mierzona jest przez liczbê praktycznych zastosowañ lub liczbê cytowañ w prasie zawodowej. Dodatkowo na pozycjê pracownika naukowego rzutuje wymowa recenzji jego pracy pojawiaj±cych siê w niezale¿nych czasopismach. W szczególno¶ci istniej± w ka¿dym zawodzie czasopisma specjalistyczne publikuj±ce wy³±cznie recenzje, a tak¿e czasopisma, które zawieraj± istotny samoistny i oddzielnie redagowany dzia³ recenzji. Sporz±dzenie recenzji nie jest uwa¿ane za us³ugê kole¿eñsk± ani te¿ nie jest czynno¶ci± delegowan± na rzecz m³odszego pracownika naukowego, asystenta czy doktoranta, który z natury rzeczy jest w pozycji podleg³ej do zlecaj±cego mu autora czy kolegi autora, jak to ma miejsce w Polsce. Wrêcz przeciwnie, sporz±dzenie recenzji wymaga ogromnej wiedzy i kwalifikacji moralnych i z regu³y jest to element licz±cej siê dzia³alno¶ci zawodowej (tzw. professional service) pracowników naukowych. Recenzje wykonywane s± na zamówienie czasopism, które dodatkowo sprawdzaj±, czy nie zachodzi konflikt interesów pomiêdzy proponowanym autorem recenzji a autorem recenzowanej pracy.
Na przyk³ad Francis Fukuyama, jeden z najbardziej respektowanych na ¶wiecie politologów i strategów politycznych, od o¶miu lat jest autorem najbardziej autorytatywnych recenzji publikowanych na ³amach kwartalnika „Foreign Affairs”. Dlatego w warunkach amerykañskich wymowa recenzji jest istotnym elementem w procesie promocji naukowej. Natomiast np. w Wielkiej Brytanii, gdzie istnieje system podobny do polskiego, to znaczy recenzje pisane s± na zamówienie mecenasów naukowych lub sporz±dzane przez pocz±tkuj±cych w zawodzie adeptów, wymowa recenzji jest nieznaczna. System ten spotêgowany jest jeszcze przez istnienie niezale¿nych publikacji (tzw. abstracts), które corocznie wydaj± tom podsumowuj±cy stan danej dyscypliny. Zaproszenie do autorstwa rozdzia³u w takiej publikacji lub cytowanie w takiej publikacji uznawane jest za niezale¿n± miarê warto¶ci rynkowej pracownika nauki. Dodatkowo warto¶æ ta oceniana jest ze wzglêdu na równoleg³o¶æ i niezale¿no¶æ tzw. ¶wiadczeñ zawodowych (professional services), mierzonych przez zajmowanie pozycji w radach wydawniczych i w zarz±dach licz±cych siê towarzystw naukowych poza macierzyst± placówk±.
Warto¶æ ta jest tak¿e mierzona przez efektywno¶æ zatrudnienia wyprodukowanych absolwentów lub przez skuteczno¶æ ich ulokowania w nastêpnych instytucjach kszta³cenia naukowego lub zawodowego. Miar± warto¶ci profesora jest wiêc nie tylko liczba absolwentów przezeñ promowanych, ale tak¿e to, czy jego absolwenci s± przyjmowani bez problemów na studia wy¿szego stopnia i jaki jest ranking placówek, które tych studentów przyjmuj±. W sk³ad tej samej zmiennej wchodz± tak¿e oferty prowadzenia wyk³adów go¶cinnych w innych placówkach naukowych oraz zaproszone referaty na najwa¿niejszych konferencjach naukowych lub zawodowych (keynote addresses).
Po trzecie, w zwi±zku z rynkowym, a wiêc zdecentralizowanym charakterem gospodarki naukowej, zarówno wielko¶æ, jak i jako¶æ produkcji staj± siê zmiennymi kontrolowanymi lokalnie i autonomicznie przez poszczególne organizacje i instytucje (uniwersytety, towarzystwa naukowe i zawodowe oraz stowarzyszenia regionalne i placówki akredytuj±ce) i nie podlega dodatkowej kontroli przez centraln± administracjê pañstwow±. Podstawow± i najbardziej oczywist± konsekwencj± tej sytuacji jest to, i¿ tytu³y naukowe i stopnie akademickie nadawane s± indywidualnie przez placówki akademickie i nie maj± waloru uniwersalnego, to znaczy nie s± kompletnie i bezwarunkowo kompatybilne i automatycznie przeno¶ne, lecz s± ka¿dorazowo negocjowane pomiêdzy pracownikiem naukowym a pracodawc± (organizatorem pracy naukowej).
Ze wzglêdu na transparentno¶æ zasad zatrudnienia, promocji i szkolenia pracowników naukowych kryteria nadawania stopni w poszczególnych instytucjach s± na ogó³ znane lub mog± zostaæ dodatkowo przedstawione i wyja¶nione na zapytanie zainteresowanej placówki. Takie wyja¶nienia udzielane s± zarówno w odniesieniu do poszczególnych przypadków (to znaczy, ¿e placówka pragn±ca zatrudniæ okre¶lonego pracownika mo¿e poprosiæ placówkê, która nada³a stopieñ naukowy o przedstawienie kryteriów, jakimi siê pos³ugiwano lub o szczegó³owe informacje na temat okre¶lonego przypadku i wyników g³osowania w komisjach). Ponadto, ka¿de nowe zatrudnienie pracownika naukowego wi±¿e siê z niezale¿nym rozpoczêciem procesu przegl±du kwalifikacji i oceny jako¶ci pracy. Oznacza to, ¿e nie istnieje automatyczne przeniesienie stopnia akademickiego i warunków umowy o pracê (do¿ywocia akademickiego, tzw. tenure).
Po czwarte w koñcu, warto¶æ rynkowa pracownika naukowego jest zmienn± dynamiczn± i na skutek tego, ze wzglêdu na osi±gniêcia, publikacje, popularno¶æ, nagrody naukowe i wynalazki, warto¶æ ta mo¿e podlegaæ dramatycznej zmianie na korzy¶æ pracownika. Istnienie rynku pracy powoduje, i¿ pracodawcy (szko³y wy¿sze) ubiegaj± siê o pozyskanie pracowników, którzy spe³niaj± pewne spektakularne kryteria, a wiêc laureatów nagród miêdzynarodowych (Uniwersytet Chicago, Harvard i Yale rywalizuj± ze sob± pod wzglêdem liczby laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii), odkrywców czy wynalazców, a tak¿e autorów kontrowersyjnych, których nazwiska ³±cz± siê z debatami intelektualnymi, politycznymi i zawodowymi. Wa¿nym kryterium warto¶ci rynkowej pracownika naukowego jest rozpoznawalno¶æ jego nazwiska, wynikaj±ca albo z obecno¶ci medialnej, albo z faktu systematycznego prowadzenia dzia³alno¶ci publicystycznej na ³amach najwiêkszych gazet i czasopism.
Na przyk³ad, czterech czy piêciu ekspertów prawnych, którzy komentowali dla telewizji proces O.J. Simpsona, uzyska³o oferty stanowisk profesorskich w najlepszych uczelniach prawniczych, a komentatorzy i publicy¶ci najwiêkszych gazet (np. David Gergen, publicysta „US News & World Report”, czy Robert Samuelson, publicysta „Washington Post”) uzyskali pozycje profesorskie w Harvardzie i Princeton. Szko³y wy¿sze zatrudniaj± równie¿ filmowców, re¿yserów, pisarzy i poetów, którym albo nadaj± regularne profesury, albo te¿ oferuj± pozycjê tzw. scholar in residence, a wszystko to w celu przyci±gniêcia jak najwiêkszej liczby studentów, którzy zechc± siê u takiego specjalisty kszta³ciæ. Polski re¿yser telewizyjny Marian Marzyñski, wspó³autor przed laty programu „Turniej miast” i specjalista tzw. cinema verit?, by³ przez wiele lat zatrudniony jako profesor w uniwersytecie stanu Illinois.
Bronis³aw Misztal, socjolog, wyk³ada w Katolickim Uniwesytecie Ameryki w Waszyngtonie, Katolickim Uniwesytecie Sacro Cuore w Mediolanie, w Centrum Europejskim UW oraz w Wy¿szej Szkole Finansów i Zarz±dzania w Bia³ymstoku.
Czê¶æ druga artyku³u za miesi±c.