![]() |
| Prof. Jacek Kossut |
I Ma³gorzata, profesor neurobiologii w Instytucie Biologii Do¶wiadczalnej im. Marcelego Nenckiego, cz³onek korespondent PAN, i Jacek, profesor fizyki cia³a sta³ego w Instytucie Fizyki PAN, lubi± poezjê Herberta. Powiedzieli mi to na pocz±tku naszego spotkania, a ja s³uchaj±c ich nabiera³am przekonania, i¿ jest tak, poniewa¿ oboje pañstwo Kossutowie dorastali w tej samej epoce, co Pan Cogito - inteligencki bohater tej poezji, szukaj±cy drogi w ¶wiecie pomieszanego mocno dobra i z³a, jaki nasta³ po drugiej wojnie i ocalaj±cy w³asn± to¿samo¶æ dziêki instynktom odziedziczonym po pokoleniach przodków oraz nieustannej chêci poznawania ¶wiata. Swoje wybory nazwali pragnieniem dowiadywania siê „jak jest naprawdê”, jak zbudowany jest ¶wiat ¿ywej i martwej materii, w który wnikaj± poprzez badania naukowe.
Dziadek Jacka Kossuta by³ najpierw nauczycielem wiejskim, pó¼niej urzêdnikiem w o¶wiacie. Drugi, macierzysty, by³ rzemie¶lnikiem. Podobnie jeden z dziadków Ma³gorzaty Pióro uczy³ w szkole.
Nastêpne pokolenie obu rodzin ju¿ by³o „profesorskie”. Zygmunt Józef Pióro, urodzony w 1916 roku, przed wojn± skoñczy³ podchor±¿ówkê, a wojnê prze¿y³ w oflagu, uczestnicz±c w intensywnym samokszta³ceniu zorganizowanym przez jeñców, po¶ród których by³o wielu intelektualistów. Przygotowywa³ siê do studiów socjologicznych i odby³ je po wojnie pod kierunkiem Stanis³awa Ossowskiego. Zaraz potem na wiele lat po¶wiêci³ siê dzia³alno¶ci praktycznej, pracuj±c w Biurze Odbudowy Stolicy oraz w Instytucie Kszta³towania ¦rodowiska. Uzyskawszy w zaawansowanym ju¿ wieku habilitacjê, przeniós³ siê na Uniwersytet Warszawski i zaj±³ zagadnieniem urbanistyki w krajach Trzeciego ¦wiata. W latach 1977-81 kierowa³ Instytutem Geografii Krajów Rozwijaj±cych siê. Wyk³ada³ tak¿e w Technicznym Uniwersytecie Berlina Zachodniego. Opublikowa³ wiele prac w kraju i za granic±. Matka dzisiejszej pani profesor, anglistka, pracowa³a jako t³umacz w Polskiej Akademii Nauk.
Pó¼niejszy te¶æ Ma³gorzaty, Zygmunt Stefan Kossut, za m³odu dzia³a³ w ruchu spó³dzielczym, borykaj±c siê z powojennymi tego ruchu wynaturzeniami i dojrzewaj±c do studiów ekonomicznych w Szkole G³ównej Planowania i Statystyki, jak przemianowano dawn± Szko³ê G³ówn± Handlow±. Ca³± drogê naukow± przeszed³ w tej uczelni, zostaj±c jej profesorem w roku 1974, pe³ni±c funkcjê dziekana Wydzia³u Handlu Zagranicznego, kszta³c±c m³odych, publikuj±c wyniki badañ w ksi±¿kach i artyku³ach. Wyk³ada³ okresowo za granic±, a w kraju bywa³ doradc± instytucji pañstwowych, dzia³a³ w Polskim Towarzystwie Ekonomicznym.
Biografie ojców obojga moich rozmówców s± do siebie podobne. Ich dojrza³e ¿ycie przypad³o na czas trudnych wyborów i nieuchronnych - je¶li siê chcia³o w sprawach publicznych uczestniczyæ - kompromisów. Dzieci wybieraj±c studia, potem naukowe specjalno¶ci, wiedzia³y i liczy³y siê z tym, ¿e w naukach przyrodniczych zakres swobody jest wiêkszy, a serwituty wymagane przez sprawuj±cych w³adzê mniej uci±¿liwe.
Na terenie SGPiS wybudowano domy mieszkalne dla pracowników tej uczelni, a tak¿e innych placówek naukowych, czego skutkiem „policzalnym” jest fakt, i¿ na jednym warszawskim podwórku wyros³o... kilku fizyków, biolog, matematyk, geolog. Tworzyli w swoim czasie niez³± dru¿ynê futbolow±.
Profesor Jacek Kossut przypisuje temu s±siedzkiemu ¶rodowisku zasadnicz± rolê w swoich ¿yciowych decyzjach. Szczególn± rolê odegrali mieszkaj±cy piêtro ni¿ej Julian i Flora Bonderowie - on wybitny matematyk, ona biolog (pracowa³a przez jaki¶ czas w Instytucie Nenckiego). U pani Flory robi³ pierwsze do¶wiadczenia, wyznaczaj±c temperaturê wrzenia wody, topnienia lodu. Ma³gorzata by³a tam raz, jako studentka, i zyska³a serdeczn± aprobatê gospodyni dla planów po¶wiêcenia siê biologii na ca³e ¿ycie.
Innym go¶cinnym miejscem by³ dom profesora Passendorfera, który zainteresowanych geologi± nastolatków zabiera³ do swego instytutu na rozmowy i ogl±danie pod mikroskopem preparatów mineralogicznych. Przez ca³y dzieñ nasi±ka³o siê aur± ciekawo¶ci dla tego, co wokó³ cz³owieka, a tak¿e przekonaniem, ¿e taka ciekawo¶æ mo¿e byæ zaspokajana, co dostarcza podniecaj±cych prze¿yæ, ale nigdy siê nie wyczerpie i nie ust±pi miejsca nudzie.
Profesor Ma³gorzata Kossut wynios³a z domu „przyzwyczajenie do d³ugich godzin pracy i... braku pieniêdzy”. Ten ostatni towarzyszy³ jeszcze pocz±tkom karier naukowych obojga, kiedy trzeba by³o „zdobywaæ, wykradaæ, wyb³agiwaæ, za³atwiaæ” odczynniki, przyrz±dy potrzebne do badañ, w³asnym sumptem i sprytem urz±dzaæ laboratoria, w³asnymi rêkami budowaæ aparaturê. Pamiêta³o siê wtedy, jak opowiada profesor Jacek Kossut, smugê ¶wiat³a padaj±c± spod drzwi pokoju, w którym ojciec d³ugo w noc pisa³ przy biurku. Pamiêta³o siê, ¿e nauka oznacza trud oraz wyrzeczenia, ale tak¿e rado¶æ i satysfakcjê. Jego ¿ona nie odczuwa wp³ywu rodzinnych tradycji na w³asne postanowienia. W domu bywali ludzie z krêgów wydawniczych, architekci, socjologowie, w wiêkszo¶ci humani¶ci. Oczywiste by³o, ¿e pójdzie na studia, ale jakie - to skrystalizowa³o siê nied³ugo przed matur±. Wcze¶niej nieraz s³ysza³a o k³opotach ojca, który musia³ ci±gle siê pilnowaæ, ¿eby proporcje przymiotników „kapitalistyczny” i „socjalistyczny” w publikacjach by³y zgodne z wymaganiami ideologicznych kontrolerów.
W rodzinach inteligenckich po wojnie taktyka chronienia dzieci przed rozdarciem miêdzy tym, co prawdziwe i tym, co konieczne, bywa³a ró¿na. U obojga przysz³ych pañstwa Kossutów nie za wiele mówiono o zewnêtrznej rzeczywisto¶ci fa³szu i pozorów. Oboje jednak zdawali maturê w roku 1968, kiedy ta rzeczywisto¶æ dramatycznie siê obna¿y³a. Wyrzucano uczniów ze szko³y za odmowê podpisania listu potêpiaj±cego „agresjê Izraela”. Ludwik Stomma, kolega Ma³gorzaty w liceum ¯michowskiej, trafi³ z tego powodu do liceum Reytana, gdzie spotka³ Jacka Kossuta.
U Reytana by³a dru¿yna harcerska, w której „nikt siê nie krêpowa³ mówiæ, co my¶li”. Szko³a mie¶ci³a siê w¶ród bloków zamieszkanych przez funkcjonariuszy SB - nierzadko koledzy dowiadywali siê o konfliktach synów z ojcami. Nauczyciele „wychowywali na porz±dnych ludzi, uczyli odpowiedzialno¶ci za sprawy wiêksze od tylko w³asnych, niezale¿nie od pogl±dów politycznych”. Jacek Kossut maj±c kilkana¶cie lat spêdza³ wakacje na obozach harcerskich, wdra¿aj±c siê do samodzielno¶ci, a zarazem kole¿eñskiego wspó³¿ycia. W domu wymagano, by mówi³ prawdê, odznacza³ siê potrzebn± do tego zwykle odwag± cywiln±, by³ uczciwy i oczekiwano, ¿e zostanie... lekarzem. Pan profesor trochê ¿artobliwie t³umaczy to rodzicielskim pragnieniem spokoju o sprawy bytowe przynajmniej jednego z dzieci; starsza siostra, ¶ladem ojca, ukoñczy³a SGPiS. Czuj±c wyra¼nie zaufanie, jakim rodzice go darzyli, starannie rozwa¿a³ tak wa¿n± decyzjê, jak wybór studiów, wiedz±c na pewno, ¿e lekarzem nie bêdzie.
Ma³gorzata Pióro zawsze uczy³a siê dobrze i zachowywa³a grzecznie, wiêc nie pamiêta szczególnych zabiegów wychowawczych w swoim domu. Oboje poza szko³± zg³êbiali tajniki jêzyka angielskiego, co mia³o siê okazaæ niezmiernie po¿yteczne i przysz³emu biologowi, i adeptowi fizyki.
Poznali siê w miejscu egzotycznym, Dar es-Salaam, gdzie profesor Pióro by³ ekspertem ONZ od budowy miast w Afryce, a profesor Kossut wyk³ada³ w tamtejszym uniwersytecie. Ich dzieci, przyjechawszy na d³ugie, pomaturalne wakacje, spotka³y siê w kinie na filmie Doktor ¯ywago, którego w Polsce wówczas nie mo¿na by³o obejrzeæ. Byli po egzaminach wstêpnych, ju¿ studenci. ¦lub wziêli u progu studiów doktoranckich, w roku 1973. Szczeble karier naukowych przechodzili razem, przekonuj±c siê raz po raz o tym, ¿e choæ pasjonuj± ich ró¿ne przejawy istnienia - jego materia nieo¿ywiona, j± z³o¿ono¶æ materii ¿ywej - wype³niaj± to samo zadanie: przybli¿yæ siê do prawdy o ¶wiecie. W wierszach Zbigniewa Herberta, których bohaterem jest Pan Cogito, nieraz pada stwierdzenie, i¿ nale¿y ono do „rzeczy naprawdê wielkich”.
Pani profesor nie znajduje w pamiêci ¿adnego innego pomys³u na ¿ycie, jak praca naukowa i to z wyra¼nym od razu adresem - Instytut Nenckiego, gdzie prowadzono najbardziej awangardowe badania w dziedzinie neurobiologii, która j± interesowa³a, któr± chcia³a sama uprawiaæ. Nie od razu, gdy¿ jeszcze pod koniec liceum my¶la³a o arabistyce (mo¿e pod wp³ywem ojcowskich zatrudnieñ w krajach islamskich). Impulsem silnym, chyba ostatecznym, by³y zajêcia zorganizowane przez dru¿ynow± harcerek, studiuj±c± wówczas biofizykê, podczas których kole¿anki starszej druhny opowiada³y uczennicom przygotowuj±cym siê do matury o kodzie genetycznym i innych, podobnie fascynuj±cych, nowych wówczas, rzeczach.
W podstawowych rysach biografie profesorskiego ma³¿eñstwa s± do siebie podobne, jak biografie ich ojców. Analogiczny baga¿ wzorcowych d±¿eñ, ambicji, preferencji, upodobañ wynie¶li z domów. Zbli¿one, przyrodoznawcze zainteresowania skrystalizowa³y siê przed ukoñczeniem szko³y ¶redniej. Zamiar zajêcia siê prac± naukow± zrodzi³ decyzje podejmowane ju¿ wspólnie.
Pan profesor w klasie maturalnej uczy³ siê zapamiêtale ³aciny. Z nauczycielem fizyki wojowa³ i dopiero znaczne sukcesy w fizycznej olimpiadzie uczniowskiej przynios³y mu pi±tkê z tego przedmiotu, a rozmowy z kolegami w dru¿ynie harcerskiej, w¶ród których by³ asystent Wydzia³u Fizyki UW, zachêci³y do zdawania na ten wydzia³. Osobliwe znów podobieñstwo do sytuacji przysz³ej ¿ony w tym samym momencie ¿ycia!
Wybór w obrêbie fizyki zagadnieñ cia³a sta³ego wi±za³ siê z fascynacj± symetriami organizuj±cymi ¶wiat kryszta³ów. Zdaniem mego rozmówcy, widaæ je ju¿ na „bardzo niskim poziomie abstrakcji”, jego jednak poci±ga „g³êbsze uporz±dkowanie” materii. Pomy¶la³am (pan profesor potwierdzi³ tê intuicjê), ¿e w szkolnym zami³owaniu do ³aciny przejawi³a siê ju¿ ta w³a¶nie intelektualna sk³onno¶æ, jako ¿e jêzyk ³aciñski ma bardzo ¶ci¶le uporz±dkowane struktury gramatyczne.
Zastanawia³am siê, czy pañstwo Kossutowie uprawiaj±c dyscypliny najbardziej podstawowe i wci±¿ ¿ywo siê rozwijaj±ce - w biologii zw³aszcza, ale i w fizyce jeste¶my ¶wiadkami odkryæ kieruj±cych uwagê badaczy na coraz to nowe tory - znajduj± co¶ istotnie wspólnego. Pani Ma³gorzata raczej tego nie stwierdza, jej m±¿ konstatuje, i¿ czasami przychodzi pos³ugiwaæ siê podobnymi lub zgo³a tymi samymi narzêdziami badawczymi. Próbowa³am dociekaæ, czy zdarza siê stawiaæ podobne, wa¿ne pytania. Us³ysza³am, ¿e wspólne jest to najbardziej fundamentalne: jak dzia³a ¶wiat? Schodz±c wszak¿e na poziom pytañ bardziej szczegó³owych, biolog i fizyk formu³uj± je osobno. Razem ciesz± siê tym, i¿ owe pytania mog± zadawaæ bezpo¶rednio przyrodzie, nie powtarzaj±c wyczytanych w literaturze lub zas³yszanych od innych kwestii, uzyskuj±c, fragmentaryczne choæby, informacje z pierwszej rêki.
Poczucie powinno¶ci nakazuje obojgu moim rozmówcom dzia³aæ równie¿ poza laboratorium - dla dobra nauki rozumianej jako swobodne stawianie pytañ w mo¿liwie najlepszych warunkach. Pan profesor udziela siê w Komitecie Badañ Naukowych oraz Towarzystwie Popierania i Krzewienia Nauk (kilka lat by³ skarbnikiem). Pani profesor wspiera w tym mê¿a, podobnie jak w aktywno¶ci popularyzatorskiej, przyznaj±c, ¿e pod tym wzglêdem jest w sytuacji ³atwiejszej, gdy¿ neurobiologia „zawsze dobrze siê sprzedaje” .
„Zachowaæ szacunek w spo³eczeñstwie” - tak okre¶laj± oboje najbardziej aktualn± poza badaniami, jakkolwiek z jako¶ci± badañ zwi±zan±, powinno¶æ. Mie¶ci siê w tym lakonicznym stwierdzeniu i ¶wiadomo¶æ zagro¿eñ, i pragnienie obrony.