Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Agora

Kopciuszek

Obecnie do prawdy dochodzi siê po milimetrze i ksi±¿ka naukowa te milimetrowe kroczki przedstawia i dokumentuje. To, przynajmniej dla samej nauki, jest powinno¶æ najwa¿niejsza z wa¿nych.
Jacek Wojciechowski

 Fot. Stefan Ciechan Ksi±¿ka akademicka, naukowa i podrêcznikowa, jest na miêdzynarodowym, a tak¿e na polskim rynku wydawniczym produktem statystycznie znacz±cym. Bywa, ¿e stanowi nawet do 40 proc. wszystkich wydawanych tytu³ów i mimo „¿yczliwych” przepowiedni, nie zdycha. A ju¿ inna sprawa, ¿e poda¿, jakkolwiek obfita, rozleg³a, jest zarazem p³ytka - nak³ady s± niskie lub mikroskopijne.

W ka¿dym razie trudno jej nie zauwa¿yæ. A jednak czasem tak wygl±da, jakby wszyscy odwracali wzrok i nikt nie chcia³ s³yszeæ. Paskuda? ¦mierdz±ce jajo? Edytorski Kopciuch? Rzadko goszcz±cy na ksiêgarskich (pa³acowych) pó³kach, wydawniczy popió³ i mak.

Dobra wró¿ko, przybywaj!

MIARA WAGI

To trochê dziwne, bo ksi±¿ka akademicka jest w naszych warunkach g³ówn± miar± wagi naukowej. Nie jedyn±, lecz bardzo wa¿n±. Bo to jednak na podstawie ksi±¿ki tocz± siê procedury habilitacyjne i postêpowania o tytu³ profesorski. Bez ksi±¿ki trudno te¿ o co wy¿sze w hierarchii uczelniane stanowiska naukowe. No wiêc wydawa³oby siê, ¿e ksi±¿ka jest wobec tego naukowym pêpkiem ¶wiata. Ale nie jest. Pêpek znalaz³ siê na plecach.

Mo¿na dyskutowaæ, czy przyjête regu³y i obowi±zuj±ce procedury s± s³uszne. W niektórych naukach ksi±¿ka z pewno¶ci± nie jest najlepszym weryfikatorem dokonañ. Przy tym coraz czê¶ciej wydaje siê naukowe ksi±¿ki wspó³autorskie, poniewa¿ s± wielozakresowe lub interdyscyplinarne - co w formu³ach weryfikacyjnych nie znajduje odbicia i to na pewno nale¿y zmieniæ. Jednak w istniej±cym teraz systemie kwalifikacji trudno znale¼æ lepsze narzêdzie oceny. No bo jednak napisanie ksi±¿ki wymaga pog³êbionej wiedzy i okre¶lonych umiejêtno¶ci, a tak¿e pracy i to nie dora¼nej. Wymaga elementarnej sprawno¶ci pisarskiej, z czym zreszt± w skali ogólnej jest coraz gorzej - bywaj± teksty tak be³kotliwe, ¿e ¿adn± miar± nie da siê ich zrozumieæ. Otó¿, je¿eli w kwalifikowaniu maj± istnieæ jakie¶ wymagania, jakiekolwiek wzglêdnie obiektywne progi do przekraczania, to ksi±¿ka wci±¿ jeszcze stanowi godziwe narzêdzie weryfikacyjne, z którym nie wszyscy radz± sobie równie dobrze. St±d czasem pora¿ki albo niekiedy plagiaty. Lecz do czego by³yby potrzebne wymagania, które spe³ni ka¿dy przechodzieñ?

Jednak, mimo u¿ytkowej przydatno¶ci, ksi±¿ka akademicka nie wygl±da na obiekt szczególnego zainteresowania instytucji wprzêgniêtych w naukê. To tak, jakby linie lotnicze nie interesowa³y siê samolotami, a w bankach ignorowano pieni±dze.

RAPORT

Co jeszcze wa¿niejsze: w ksi±¿ce naukowej zawiera siê przecie¿ raport z procesu naukowego, z refleksji, z badañ, z rekapitulacji, czasem z próbnej syntezy hipotez prospektywnych. Je¿eli z góry za³o¿yæ, ¿e nikomu niepotrzebny, to po co siê tym zajmujemy? Po co w ogóle uprawiaæ naukê?

Owszem, to nie jest jedyny sposób naukowego stawania do raportu. Natomiast jest to forma pog³êbiona i odpowiednio wzbogacona. Zawiera co¶ wiêcej ni¿ tylko twierdzenie, ¿e A>B, bo je sytuuje w kontek¶cie ró¿nych innych twierdzeñ i teorii oraz komentuje. Tego w tak szerokim zakresie w czasopi¶mie zrobiæ siê nie da, a w wersji elektronicznej by³oby to nieczytelne.

Jest to równie¿ forma publiczna, otwarta, z któr± - przynajmniej teoretycznie - mo¿e skonfrontowaæ swoj± wiedzê i refleksjê ka¿dy. No i jest to na dodatek forma wyj±tkowo ³atwo archiwizowalna. Tymczasowa trwa³o¶æ innych no¶ników zdecydowanie podwy¿sza warto¶æ ksi±¿ki naukowej, nawet je¿eli zgodzimy siê, ¿e wiêkszo¶æ publikacji traci aktualno¶æ (mo¿e nie do koñca?) ju¿ po trzech latach. Bo bardzo wa¿na jest w³a¶nie ta mniejszo¶æ.

Oponenci sugeruj±, ¿e s± ca³e megatony ksi±¿ek naukowych o niczym. A gdyby ksi±¿ek nie by³o, to te inne materia³y, nie-ksi±¿ki, automatycznie sta³yby siê o czym¶? Zreszt±, mo¿e tak jest, a mo¿e nie. Ci, którzy tak twierdz±, starannie unikaj± konkretów - dobrze by³oby ponazywaæ te ksi±¿ki o niczym, je¿eli opinie maj± byæ wiarygodne. Bo kto¶ te ksi±¿ki wszak recenzowa³ i kwalifikowa³ do druku. Ale gdyby nawet ukonkretniæ oceny, to winne s± nieskuteczne procedury, a nie ksi±¿ka naukowa jako taka.

Je¶li przyj±æ, ¿e ju¿ kto¶ wynalaz³ ogieñ i ko³o, a nawet wymy¶li³ BIT, to trudno, ¿eby teraz ka¿dy proces naukowy rewolucjonizowa³ bieg dziejów. Obecnie do prawdy dochodzi siê po milimetrze i ksi±¿ka naukowa te milimetrowe kroczki przedstawia i dokumentuje. To, przynajmniej dla samej nauki, jest powinno¶æ najwa¿niejsza z wa¿nych.

PORÊCZNY PODRÊCZNIK

Jest jeszcze jedna rola, w której wystêpuje ksi±¿ka akademicka, najlepiej znana, powszechnie u¶wiadamiana i najszerzej wykorzystywana. Mianowicie: rola podrêcznika, narzêdzia dydaktycznego, metawyk³adowcy i autokomentatora - mimo ró¿nych opinii, na razie nie do zakwestionowania. Gdyby nie by³o lektur programowych oraz podrêczników szkolnych i akademickich, byæ mo¿e niektórzy dowiadywaliby siê o ksi±¿kach z opowie¶ci pradziadków, ale wci±¿ jeszcze tak nie jest.

Ksi±¿ka to oczywi¶cie nie jedyne narzêdzie dydaktyczne, wystêpuje razem z innymi. Ale jest najporêczniejsza jako syntetyzator drobniejszych powiadomieñ informacyjnych, jako instrument przekazu tre¶ci pojêciowych, wiêc abstrakcyjnych, i jako po¿ywka do refleksji. Edukacja wy³±cznie podrêcznikowa nie by³aby edukacj± dostatecznie u¿yteczn±. Lecz edukacja bezpodrêcznikowa w ogóle nie by³aby ¿adn± edukacj±.

Dydaktyczna ksi±¿ka akademicka nie ma jednak szacunku w¶ród znawców. Skryptów ani podrêczników zazwyczaj nie chce siê zaliczaæ do dorobku naukowego, a o dofinansowanie trudniej ni¿ trudno, wiêc wygl±daj± raczej na wytwory osobistej nadgorliwo¶ci profesorów.

Z kolei studenci maj± do podrêczników stosunek pragmatyczny, sygnalizowany g³ównie d³ugimi kolejkami do punktów us³ug kserograficznych. Tam ksi±¿ki zmieniaj± skórê, zredukowane do kilkunastu sfotografowanych stron. To jest zamiana okrêtu na kajak lub samochodu na wrotki. Oczywi¶cie, w rezultacie nie ma szans na wy¿sze nak³ady ani na ewentualne zyski z produkcji podrêczników.

Jest tak z dwóch powodów. Podrêczniki s± - nie wiadomo, dlaczego - szokuj±co drogie. ¯eby kupiæ kilka, trzeba popracowaæ przez miesi±c w hipermarkecie. Kogo na to staæ? Wiêc mo¿e mog³yby byæ trochê tañsze. Po wtóre, umiejêtno¶æ czytania jest coraz gorsza. Przeczytanie piêciu arkuszy wydawniczych to dla wielu studentów wiêcej ni¿ wspinaczka na Mont Blanc, a ma³o kto jest alpinist±. Tote¿ redukuje siê trudno¶æ do pó³ arkusza, do kilku stron, do surogatu. Wtedy przynajmniej czê¶ciowo od¿ywa nawyk z praktyki szkolnej - czytywania bryków.

Ale z tego nie wynika nic dobrego. Ten, kto bêdzie musia³ co¶ umieæ, prêdzej czy pó¼niej powróci do lektury... ca³ego podrêcznika. Dlatego trzeba, ¿eby jakie¶ podrêczniki by³y.

ELEKTRONICZNY KONKURENT

Jednym z powodów - chocia¿ nie jedynym - „zakopciuszkowania” ksi±¿ki akademickiej jest wylansowanie has³a zwyciêskiej konkurencyjno¶ci Internetu. W komunikacji publicznej to sta³y zwyczaj - ka¿d± now± formê komunikowania og³asza siê konkurentem form ju¿ istniej±cych, które wobec tego zostan± wyeliminowane. W rzeczywisto¶ci, gdyby tacy byli konkurenci do rêki naszych mam, to nie by³oby nas nigdy na ¶wiecie.

Internet jest ¶wietnym, ale wzbogacaj±cym wynalazkiem, niczego nie musi eliminowaæ. Doskonale przystaje do rozpowszechniania mnóstwa powiadomieñ stosunkowo krótkich. Dlatego, byæ mo¿e, naukowe czasopismo elektroniczne jest rzeczywi¶cie nowym wariantem publikacji naukowej, tyle ¿e na prenumeratê trzeba mieæ fortunê i nawet bogate (nie u nas) konsorcja biblioteczne nie zawsze daj± sobie z tym radê. Za spraw± interaktywno¶ci mo¿e skutecznie kszta³ceniem zdalnym dope³niaæ dydaktykê bezpo¶redni±, chocia¿ nie wiadomo, do jakiego stopnia potrafi j± zast±piæ. Ale jest z zasady inny ni¿ przekaz ksi±¿kowy.

Mimo zapowiedzi, nie widaæ w sieci wirtualnych ksi±¿ek akademickich w nadmiarze ani tym bardziej wirtualnych bibliotek, chocia¿ oczywi¶cie jest w sieci lawina informacji, ewentualnie powi±zanych linkami. Gdyby jednak dzisiaj przysz³o studiowaæ za po¶rednictwem Internetu, to nie da³oby siê tego zrobiæ bez wsparcia tradycyjnych podrêczników.

Odbiór d³u¿szych tekstów pisemnych z ekranu jest szczególnie trudny. S± te¿ gigantyczne k³opoty z uporz±dkowaniem i opracowaniem ogromnej i zmiennej masy materia³ów, a jeszcze wiêksze z jej archiwizacj±. To, co by³oby w postaci elektronicznej zarejestrowane 20 lat temu, dzisiaj da³oby siê odtworzyæ chyba tylko za pomoc± patefonu. A kto powiedzia³, ¿e to ju¿ koniec zmian? Przecie¿ w³a¶nie zmienia siê g³ówny jêzyk komunikacji elektronicznej. Czemu HTML mia³by byæ stosowany do odtwarzania ksi±¿ek, zw³aszcza naukowych? I po co? Równie dobrze da³oby siê to zrobiæ na wideo.

Nie ma w±tpliwo¶ci, ¿e Internet i jego ewentualne wersje nastêpne maj± dla nauki oraz dydaktyki akademickiej po¿ytki nieocenione. Ale czemu mia³oby to byæ akurat zamiast ksi±¿ki akademickiej? Cz³owiek, zw³aszcza za¶ cz³owiek nauki, znakomicie znosi³, znosi oraz bêdzie znosi³ komunikacyjne bogactwo i komunikacyjn± ró¿norodno¶æ.

TOR PRZESZKÓD

Natomiast ksi±¿kê akademick±, ¿eby zaistnia³a, kto¶ musi napisaæ. To odkrywcze sformu³owanie nie dla wszystkich jest oczywiste. Wiedza naukowa oraz umiejêtno¶ci pisarskie nie s± dla powstania ksi±¿ki akademickiej najwa¿niejsze. Najwa¿niejsze jest pozyskanie ¶rodków, do czego trzeba mieæ trochê szczê¶cia, du¿o uporu oraz bardzo grub± skórê. Nie do¶æ, ¿e ¶rodki na edycje ksi±¿ki akademickiej s± coraz mniejsze, a dop³aty ni¿sze, to jeszcze pojawi³y siê obci±¿enia podatkowe. A na drodze pozyskiwania uformowa³ siê skomplikowany tor przeszkód, wiêc ju¿ na pewno nie powstanie nawet cieñ podejrzenia, ¿e s± to dop³aty nale¿ne lub ³atwo osi±galne.

Najprzód napisz ksi±¿kê. Potem zorganizuj sobie recenzje, za które nikt recenzentom nie zap³aci. A nastêpnie z plikiem uzasadnieñ ruszaj do starañ. Przy okazji, nigdzie w tych staraniach nie mo¿e byæ ¿adnej wzmianki o honorarium dla ciebie. Ten, kto to wymy¶li³, musia³ mieæ pomroczno¶æ jasn±.

¯eby napisaæ rozumn± ksi±¿kê akademick±, trzeba po¶wiêciæ dwa lata (lub wiêcej), nie licz±c wydatków w³asnych, przy czym po¶rednio jest to prawie zawsze jaki¶ dorobek ca³ego ¿ycia. W rekompensacie niekiedy trafi siê wynagrodzenie wydawnicze, warto¶ci (powiedzmy) trzech par butów, je¿eli wydawca ma poczucie przyzwoito¶ci. Niektórzy zamiast honorarium wrêczaj± autorowi 50 kg jego w³asnych ksi±¿ek. Mo¿na zaczytaæ siê na ¶mieræ.

Je¶li wiêc nawet uda siê wyprosiæ jakie¶ dofinansowanie, prze³amuj±c instancyjn± arogancjê i w³asne za¿enowanie, powstaje wra¿enie, jakby kto¶ komu¶ wy¶wiadczy³ ogromn± ³askê. £aska za¶ nie jest kategori± ekonomiczn±, tu zreszt± nic nie jest kategori± ekonomiczn±. Niby-towar na niby-rynku - oto kategorie najbli¿sze ksi±¿ce akademickiej. I tak jakby nikt nie pamiêta³, ¿e tam jeszcze mo¿e byæ jaka¶ tre¶æ.

NIBY-TOWAR

Tymczasem w istocie to tre¶æ jest/powinna byæ towarem, po¶rednio za¶ - nawet paliwem napêdzaj±cym ko³o postêpu, rozwoju oraz innowacji. Po to wszak istnieje nauka. Ale to nie przek³ada siê na ¿adne kategorie rynkowe, dlatego ksi±¿ka akademicka funkcjonuje jako niby-towar, a ca³y uk³ad oko³oksi±¿kowy nie poddaje siê ¿adnej racjonalnej regulacji.

Owszem, jest wydawca, wiêc jednocze¶nie producent, promotor i dystrybutor. Ale producent z niby-towarem nie ma czego szukaæ na rynku rzeczywistym, dlatego sprawy tocz± siê w³a¶nie tak. S± wprawdzie ksi±¿ki akademickie, zw³aszcza podrêcznikowe - choæ nie jest ich wiele - które mog³yby przynosiæ zysk, jednak zwykle nie przynosz±, po czê¶ci ze wzglêdu na kserowanie, ale te¿ dlatego, ¿e publiczno¶æ jest biedna. W zasadzie wiêkszo¶æ ksi±¿ek akademickich bez dofinansowania nie ma prawa powstaæ, a wobec tego nie mo¿na celowaæ na mechanizmy rynkowe.

Oficyny wydawnicze, nastawione tylko lub g³ównie na produkcjê ksi±¿ki akademickiej, zwykle cienko przêd± i przede wszystkim winduj± ceny, lecz to jest praktyka samobójcza. Te najruchliwsze, na przyk³ad Gdañskie Wydawnictwo Psychologiczne, realizuj± sporo dodatkowych pomys³ów, ¿eby z takim profilem wydawniczym utrzymaæ siê na powierzchni. W Polsce dominuje zreszt± model ma³ych i ¶rednich wydawnictw uczelnianych lub oko³ouczelnianych, co ró¿nie wp³ywa na produkcjê ksi±¿ki akademickiej. Mo¿na mieæ w±tpliwo¶ci, czy na d³u¿sz± metê jest to rzeczywi¶cie dobre rozwi±zanie.

W sytuacji, kiedy tylko nieliczne ksiêgarnie - zreszt± bardzo niechêtnie (oferta jest ma³o zyskowna i przy tym rozleg³a a p³ytka, wiêc szczególnie k³opotliwa) - podejmuj± siê rozpowszechniania ksi±¿ki akademickiej, dystrybucja i promocja te¿ nale¿y do powinno¶ci oficyn wydawniczych. Które wywi±zuj± siê z tych obowi±zków rozmaicie - jedne bardzo dobrze, ale inne wrêcz beznadziejnie.

Informacje o ksi±¿ce akademickiej trafiaj± do Internetu g³ównie na stronach w³asnych wydawców i ju¿ to utrudnia szukanie. Czêsto za¶ nie ma tam nic poza tytu³em i z aktualno¶ci± te¿ bywa ¼le. ¦mietnik informacyjny zdarza siê o wiele za czêsto. Z kolei w formie drukowanej, np. w „Forum Akademickim” oraz w „Nowych Ksi±¿kach”, promuj± siê tylko nieliczni wydawcy akademiccy. A pozostali? Sytuacja jest wiêc taka, ¿e jedni pisz± ksi±¿ki, inni tych ksi±¿ek nawet potrzebuj±, ale nie da siê skorzystaæ z czego¶, o czym nikt nie wie, ¿e jest.

Tym samym kalectwo dotknê³o równie¿ rozpowszechnianie ksi±¿ki akademickiej. Te nieliczne ksiêgarnie, które j± toleruj±, nie obejmuj± jednak ca³ej poda¿y, wobec tego pozostaje droga wysy³kowa. Jej koszty - razem z napiwkiem dla listonosza - osi±gaj± nieraz 50 proc. ceny ksi±¿ki. Jawna paranoja.

W dodatku jest sporo takich wydawnictw, które zniechêcaj± indywidualnych klientów do kupna ksi±¿ek t± drog±. Dofinansowanie bowiem ju¿ nast±pi³o, a zyski z takiej sprzeda¿y s± ¿adne, procedura wysy³kowa za¶ uchodzi za uci±¿liw±. Tak wiêc zamawiaj±cy musi byæ nieraz bardzo uparty. W tych warunkach wizja, ¿e ka¿dy student na roku ma ten sam, lecz w³asny podrêcznik, nie przystaje nawet do bajek.

Ratunkiem jest obieg biblioteczny. Ale biblioteki, biedniejsze ni¿ myszy ko¶cielne, uwik³ane w przetargowe szaleñstwa (na ksi±¿ki?!), mog± ewentualnie zgromadziæ i zarchiwizowaæ tylko g³ówn± czê¶æ akademickiej produkcji ksi±¿kowej - tê, o której wiedz± i która bêdzie potrzebna wiêkszej liczbie u¿ytkowników. Ksi±¿ki potrzebne nielicznym, indywidualnie, do bibliotek trafiaj± rzadko. Sytuacja ksi±¿ki akademickiej jest wiêc rzeczywi¶cie podobna do sytuacji Kopciuszka. Tyle, ¿e nawet dobra wró¿ka nie wiedzia³aby, co zrobiæ.

ZRÓB TO SAM

Nic te¿ nie wskazuje na to, ¿e mo¿e byæ lepiej. Ksi±¿ki akademickiej nie da siê urynkowiæ, wobec tego trzeba liczyæ na dotacje. Ale do dotacji kolejka jest d³u¿sza ni¿ d³uga. Czekaj± wszyscy - od s³u¿by zdrowia, przez szko³y, po koleje oraz kopalnie. Gospodarczy boom, nawet je¶li jest, na razie niczego nie zmienia.

By³oby ewentualnie ³atwiej, gdyby uda³o siê uprzyja¼niæ oraz upro¶ciæ istniej±ce, mocno zbiurokratyzowane procedury, ale na to chyba nikt nie liczy. Jeszcze nigdy apelami nie pokonano biurokracji. A znacz±cy w innych krajach udzia³ niepublicznych darczyñców w sponsorowaniu nauki i ksi±¿ki akademickiej u nas jest ¶ladowy. Bo to nie jest bogaty kraj.

Pojawia siê wiêc i nie znika pytanie retoryczne: Jaki jest sens uprawiania nauki bez ³atwej szansy og³aszania wyników i jak mo¿na skutecznie realizowaæ dydaktykê akademick± bez odpowiedniego zaplecza podrêcznikowego?

Niektórzy, nieliczni, najbardziej zirytowani, wziêli sprawy we w³asne rêce, wydaj±c ksi±¿ki samodzielnie i oczywi¶cie na w³asny koszt. Byæ mo¿e za¶ wkrótce powstan± spó³ki (z o.o.), wspieraj±ce autoedycjê ofert± na przyk³ad us³ug introligatorskich. Wtedy przyjdzie zmieniæ specjalno¶ci. Bardziej ni¿ pracownikiem nauki, trzeba bêdzie byæ skryb±, kopist±, oprawiaczem, domokr±¿nym bukinist± oraz jeszcze naganiaczem - w jednej osobie. Czy naprawdê wymy¶lono kiedy¶ spo³eczny podzia³ pracy i specjalizacjê? Bo takie ogólnoksi±¿kowe rêkodzie³o ju¿ przedtem istnia³o. W ¶redniowieczu.

Prof. dr hab. Jacek Wojciechowski, bibliotekoznawca i literaturoznawca, jest kierownikiem Katedry Bibliotekoznawstwa Uniwersytetu Jagielloñskiego.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje