Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Rody uczone (89)

Jasiñscy i Liberowie

Oczywiste by³o i zgodne z nastawieniem domu rodzinnego, ¿e je¶li siê ¿yje ideami, a to by³o oczywiste zawsze, trzeba dzia³aæ na rzecz idei.
Magdalena Bajer

Dziwnym zrz±dzeniem losu przypomnia³am sobie, id±c na spotkanie z El¿biet± z Jasiñskich oraz Antonim Liber±, koñcowy fragment ksi±¿ki Romana Jasiñskiego Koniec epoki. Muzyka w Warszawie (1927-1939): Zamilk³a na d³ugo Filharmonia i opera, zamilk³y d¼wiêki muzyki Chopina, skoñczy³a siê epoka. (...), wracamy przecie czêsto my¶l± do owych dawnych warszawskich przybytków sztuki muzycznej i do ludzi, którzy siê w tych murach przewijali. Ma³¿eñstwo jedynaków, pochodz±cych z domów, gdzie kwit³o ¿ycie umys³owe, gdzie tworzono dobra kultury, a nade wszystko prze¿ywano nieustannie rado¶æ obcowania z nimi - trwa w owej rado¶ci, kontynuuj±c tradycje swoich rodzin. El¿bieta jest filologiem angielskim, t³umaczk±, Antoni Libera pisarzem, krytykiem, eseist±, t³umaczem i re¿yserem teatralnym. W ich ¿oliborskim domu czêsto s³ychaæ muzykê, rozmowy s± „ci±gle o tym samym”, tj. o ksi±¿kach, premierach, wystawach, koncertach i o sytuacji Polaków.

Szlachectwo z mieszczañstwem

Pani El¿bieta zwróci³a uwagê na walor swojej biografii polegaj±cy na osobliwym kontakcie z XIX wiekiem. Jest pó¼nym dzieckiem swoich rodziców, a jej ojciec urodzi³ siê w roku 1900. W domu bywa³o zawsze du¿o go¶ci, w¶ród nich za¶ niejeden starszy od gospodarza, st±d zas³yszane opowie¶ci o czasach i ludziach, którzy ju¿ w dzieciñstwie El¿biety nale¿eli do historii, nierzadko miewali wp³yw na jej bieg.

Z odpowiedzi± na pytanie o pocz±tki tradycji inteligenckiej waha³a siê moment, wyja¶niaj±c nastêpnie, i¿ ojciec pochodzi³ z drobnoszlacheckiej rodziny, mia³ wiêc typowy inteligencki rodowód, ale dziadkowie po k±dzieli (czy k±dziel jest tu w³a¶ciwym znakiem?) byli fabrykantami. Przekonani, i¿ dzia³alno¶æ przemys³owa musi byæ wsparta rzeteln± i gruntown± wiedz±, k³adli nacisk na wykszta³cenie potomstwa. Tê tradycjê przerwa³a wojna, niwecz±c kariery, a powojenny system odebra³ perspektywy na ich kontynuacjê i naznaczy³ czê¶æ rodziny piêtnem „wrogów ludu”. Bracia matki wyjechali na Zachód, ona sama wysz³a za m±¿, oddaj±c siê prowadzeniu domu i wychowywaniu córki.

Roman Jasiñski uczy³ siê gry na fortepianie u najlepszych mistrzów swojego czasu, jednak, jak mówi pani El¿bieta, zbyt wiele go to kosztowa³o psychicznie i - choæ koncertowa³ od czasu do czasu w Filharmonii i w radiu - w roku 1931 zosta³ profesorem Konserwatorium Warszawskiego. Pisywa³ recenzje w „Wiadomo¶ciach Literackich”, „Gazecie Polskiej”, „Pionie”, po wojnie w „Ruchu Muzycznym”. Trwale zwi±za³ siê z radiem przed wojn±, pozostaj±c mu wiernym do koñca ¿ycia (zmar³ w roku 1987), kszta³tuj±c program muzyczny, którym przez lata kierowa³. S³uchacze-melomani zapamiêtali go jako autora cyklu audycji Rozmaito¶ci muzyczne.

Ojciec drugiego z gospodarzy, autor moich studenckich lektur, Zdzis³aw Libera, urodzi³ siê w roku 1913, w warszawskiej rodzinie mieszczañskiej i w Warszawie prze¿y³ ca³e ¿ycie. Po studiach polonistycznych, historycznych oraz filozoficznych uczy³ w gimnazjach, podczas wojny tajnie, wspó³pracuj±c z konspiracyjnymi pismami: „My¶l Demokratyczna”, „Czyn”, „Realizacje”. By³ ¿o³nierzem AK, walczy³ w Powstaniu Warszawskim. W roku 1954 zosta³ profesorem UW. Po¶wiêci³ siê g³ównie badaniom literatury O¶wiecenia i wydawaniu tekstów z tej epoki, ale ma w dorobku równie¿ prace o Konradzie Wallenrodzie i o twórczo¶ci Marii D±browskiej.

Syn bardzo ceni nauczycielsk± tradycjê swojej rodziny, siêgaj±c± trzech pokoleñ wstecz, jako ¿e babka i prababka ze strony ojca uczy³y. Podkre¶la warto¶æ ojcowskich podrêczników akademickich i równie mocno jego wypisów z literatury dla szkó³, przede wszystkim za¶ zas³ugi pedagogiczne matki, która, nie ca³kiem zgodnie z obyczajami domów mieszczañskich, obra³a studia „ma³o praktyczne” - filologiê klasyczn±, po czym by³a znan± w Warszawie nauczycielk± najlepszych liceów, zawsze zatroskan± o poziom edukacji m³odego pokolenia. W ksi±¿ce Antoniego Libery Madame, która sta³a siê bestsellerem, odnajdujemy ¶lady tego motywu biografii autora.

Humani¶ci w nowym ¶wiecie

Jak ta wykwintna piêkno¶æ, o takim g³osie, manierach, o rêkach jak z alabastru i nogach jak Wenus z Milo, mo¿e nale¿eæ do partii... robotniczej? Do partii robotników i ch³opów, do partii proletariatu? Przecie¿ wszyscy wiedzieli jak oni wygl±daj±. Wiedzieli z socrealistycznych rze¼b wokó³ Pa³acu Kultury i z arkad MDM-u, z ma³ej galerii portretu, jak± by³y banknoty w tym czasie, ukazuj±ce archetypowe oblicza g³ównych przedstawicieli narodu (górnik, robotnik, rybak i traktorzystka w chustce), wreszcie z setek plakatów propagandowej tre¶ci.

Kiedy autor powy¿szych zdañ by³ w wieku bohatera Madame, w jego domu bywali uniwersyteccy przyjaciele rodziców. Przychodzili „nie na bryd¿a, nie na bibki, tylko na konwentykle intelektualne”. £±czy³a ich postawa, jak± pan Antoni nazywa lewicow±, zastrzegaj±c, ¿e nigdy nie mia³a nic wspólnego z komunizmem, a jej sednem by³o poczucie „misji nauczycielskiej”, tj. pracy u podstaw nad szerzeniem wiedzy, podnoszeniem o¶wiaty na wy¿szy poziom. - Idealizm, nie materializm. Sprawy materialne by³y na najdalszym planie, chocia¿ rodzice trapili siê, z czego bêdê ¿y³, je¶li zostanê pisarzem, jak zapowiada³em. W domu El¿biety najwa¿niejsz± rzecz± by³a muzyka, a dalej bibliofilskie pasje ojca i jego szerokie zainteresowania artystyczne. Z krêgu pisarzy, malarzy, wirtuozów, kompozytorów rekrutowali siê przyjaciele. Przyje¿d¿aj±c do Polski, Artur Rubinstein zawsze odwiedza³ Romana Jasiñskiego, podobnie Witold Ma³cu¿yñski. Zapamiêta³a i najserdeczniej wspomina, „intelektualn± ¿ywo¶æ”, wartko¶æ opowiadañ i dysput zawsze interesuj±cych, tak¿e dla dziecka, które siê przys³uchiwa³o, a mo¿liwych dziêki temu, ¿e nigdy nie bywa³o naraz zbyt du¿o go¶ci, lecz tyle, by mog³a siê toczyæ wspólna rozmowa.

Sta³ym w±tkiem rozmów w domach dziecinnych obojga pañstwa Liberów by³a polityka - inspirowa³o je s³uchanie, utrudnione wówczas, „Wolnej Europy”. Antoni zapamiêta³ wyra¼n± ró¿nicê miêdzy nastawieniem ¶rodowisk ziemiañskich lub dawnej bur¿uazji do powojennej rzeczywisto¶ci, a nastawieniem rodziców i ich bliskiego krêgu. Pierwsze by³o radykalnie negatywne, drugie wynika³o z podjêtej ¶wiadomie decyzji, ¿e trzeba w tej rzeczywisto¶ci ¿yæ, wyznaczaj±c sobie granicê dopuszczalnego kompromisu. Dzieci starano siê chroniæ przed rozdarciem miêdzy tym, co oficjalne i tym, co w domu, choæ i u Jasiñskich i u Liberów jasne by³o „co jest co”. Licealista Antoni garn±³ siê do rozmów o polityce, kiedy do rodziców przychodzili: Witold Kula, profesor UW, Pawe³ Hertz, eseista i krytyk, Zbigniew Bieñkowski, humanista-polityk albo mistrzowie jego ojca: Tadeusz Kotarbiñski czy Julian Krzy¿anowski.

Narasta£o, wci±gnê³o

M³ode pokolenie pozosta³o wierne humanistyce. Synowi profesora Libery trochê niewygodnie by³o i¶æ na ten sam wydzia³, jednak pragnienie studiowania literatury zwyciê¿y³o. Zrobi³ to w roku 1967. Okres studiów podzieli³ mu siê na rok pierwszy, kiedy narasta³ ferment intelektualnego protestu przeciwko postêpuj±cemu ograniczaniu przez w³adze swobód szczególnie drogich inteligentom, kiedy uniwersytet buzowa³ nieustaj±c± dyskusj± i rozmaitymi manifestacjami przywi±zania do owych swobód, a potem lata „nêdzne”, gdy, po wydarzeniach marcowych, sporo ciekawych ludzi z uniwersytetu odesz³o. El¿bieta Jasiñska, zdawszy maturê w 1971 roku, najpierw skoñczy³a Wy¿sze Studium Jêzyków Obcych, potem anglistykê. I jej pozosta³ w pamiêci czas „nieciekawy, przed³u¿enie szko³y”.

Kiedy oboje mówili mi o swoich szko³ach, musia³am zapytaæ o tê z powie¶ci, gdy¿ jej obraz odbiega znacznie zarówno od mojego w³asnego do¶wiadczenia, jak od wszelkich ¶wiadectw spisanych i przekazanych ustnie. Tytu³owa Madame uczy³a m³odych ludzi bardzo rozbudzonych intelektualnie, biegle mówi±cych po francusku, sympatycznie przem±drza³ych, z ambicjami artystycznymi na wysokim poziomie i w ¶wietnym stylu. Najwiêcej rysów tej wyj±tkowej szko³y zaczerpn±³ autor z opowiadañ swojej matki o Liceum im. Narcyzy ¯michowskiej, sk±d codziennie wraca³a „uskrzydlona”. Jest te¿ w literackim obrazie sporo autopsji. W jego szkole ambitni, wyrastaj±cy ponad przeciêtno¶æ uczniowie (nale¿a³ do nich) nadawali ton. Pani El¿bieta dostrzega w powie¶ci mê¿a niektóre cechy znane z wielu szkó³, przypisuj±c to „pr±dom duchowym i umys³owym kr±¿±cym w tych ¶rodowiskach m³odzie¿y, gdzie ludziom na czym¶ zale¿a³o”.

Poznali siê „w ruchu presolidarno¶ciowym”, czyli KOR-owskim. Jedno lepiej pamiêta spotkanie w domu Jana Józefa Lipskiego, drugie u Haliny Miko³ajskiej. Wcze¶niej Antoni by³ (nieformalnie) sekretarzem Jerzego Andrzejewskiego, pomaga³ w redagowaniu powie¶ci-portretu Polski Ludowej Miazga, pó¼niej Odezwy do robotników. Podpisywa³ skargi i protesty. Zaczê³y siê zatrzymania, przes³uchania, rewizje... Wci±gnê³o. Oczywiste by³o i zgodne z nastawieniem domu rodzinnego, ¿e je¶li siê ¿yje ideami, a to by³o oczywiste zawsze, trzeba dzia³aæ na rzecz idei. El¿bietê, jak sama mówi, „zrewoltowa³y” wydarzenia 1976 roku w Radomiu i Ursusie, zw³aszcza brutalne ich st³umienie i opluwanie uczestników przez oficjaln± propagandê. To ostatecznie przes±dzi³o o jej akcesie do ruchu, do którego dochodzi³a wcze¶niej „torem KIK-owskim”, je¿d¿±c na obozy Klubu, gdzie jednym z wychowawców by³ Henryk Wujec.

„jest jaki¶ mus”

Dzieci moich gospodarzy, Jan i Anna, pewnie pójd± ich ¶ladem. Ci±gle widz± oboje rodziców pracuj±cych w domu: pisz±cych, czytaj±cych, wertuj±cych notatki, porównuj±cych teksty itp. Do zatrudnieñ teatralnych, które stanowi± wa¿n± czê¶æ ¿ycia Antoniego Libery, w³±czy³ syna najdos³owniej, powierzaj±c dziesiêciolatkowi rolê ch³opca w przet³umaczonej przez siebie sztuce Czekaj±c na Godota. Spektakl idzie d³ugo, bohater jest teraz m³odzieñcem szesnastoletnim, zna na pamiêæ ca³y tekst. Samuel Beckett pisa³ swój dramat wtedy, gdy Antoni Libera mia³ przyj¶æ na ¶wiat, a pierwszym przedstawieniem, jakie mój rozmówca w ¿yciu zobaczy³ (1957), by³o... Czekaj±c na Godota. Wobec tak wyra¼nych znaków poczu³ siê zobowi±zany do zajmowania siê Beckettem, co czyni od dawna gorliwie i konsekwentnie.

Z przek³adem Makbeta jest inaczej. Nale¿a³o siê zmierzyæ z arcypoet±, jakim by³ Szekspir i trzeba by³o spróbowaæ, czy jego wielkie dzie³o w ogóle da siê prze³o¿yæ na nowo. Perspektywa satysfakcji p³yn±cej z powodzenia takiego trudu zajmuje dalekie miejsce po¶ród motywów, jakie doñ sk³ania³y. Antoni Libera mówi wprost o „poczuciu powo³ania” do tego, ¿eby co¶ wa¿nego powiedzieæ. I mocniej: - Pisanie tylko wtedy ma sens. Jest jaki¶ mus.

Po sukcesie Madame, która rozesz³a siê w piêædziesiêciu tysi±cach egzemplarzy, autorowi z³o¿ono propozycjê napisania dalszego ci±gu, wabi±c obietnic± du¿ego od razu nak³adu z astronomiczn± zaliczk± i ³api±c za s³owa wypowiedziane przezeñ ¿artobliwie na którym¶ ze spotkañ autorskich, ¿e ju¿ ma wymy¶lony ci±g dalszy. Nie zrobi tego na pewno. Wyja¶nia: - W ¶wiecie wspó³czesnym pisanie mo¿e byæ normalnym zawodem, ale to nie ma nic wspólnego ze Sztuk± - powstaje sztuka u¿ytkowa, produkt. Antoni Libera chce uprawiaæ Sztukê. W domu nauczy³ siê odró¿niaæ j± od produktów, ceniæ najwy¿ej i lubiæ najbardziej. My¶lê, ¿e oboje z ¿on± przeka¿± to dalej.

Tekst powsta³ na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w Programie BIS Polskiego Radia S.A. w styczniu 2003 r.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje