Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Esej

Przyczynowo¶æ formatywna

Zjawisko przyczynowo¶ci formatywnej polega na osi±gniêciu pewnego punktu krytycznego, kiedy nowa wiedza lub umiejêtno¶æ, pocz±tkowo zdobywana kosztem wielkiego wysi³ku na poziomie jednostki, nagle rozprzestrzenia siê na ca³y gatunek.
Piotr Skórzyñski

 Fot. Stefan Ciechan W 1665 r. pewien holenderski uczony zaobserwowa³ intryguj±ce zjawisko. W pokoju pe³nym zegarów z wahad³ami, które ko³ysz± siê w ró¿nym tempie, wszystkie wahad³a zaczynaj± siê wkrótce ko³ysaæ tak samo, jak to, które puszczono w ruch jako pierwsze.

Takich fenomenów jest wiêcej. Najbardziej znany to wci±¿ nie wyja¶niona zale¿no¶æ miêdzy cyklem jajeczkowania a fazami ksiê¿yca. Jedna ze speleolo¿ek w ramach do¶wiadczenia przebywa³a pó³ roku pod ziemi±, jej cykl miesiêczny uleg³ wtedy zatrzymaniu. Czy w tym wypadku mamy do czynienia z klasycznym „rezonansem”, pozostaje pytaniem, natomiast wyja¶nienie takie, a raczej nazwa, narzuca siê w wypadku wspólnego zamieszkiwania grupy kobiet w akademikach czy na obozach. Wszystkie zaczynaj± menstruowaæ w tym samym czasie, przy czym (co najbardziej k³opotliwe dla biologów) wyznacza go kobieta dominuj±ca psychicznie w grupie.

Zasada serii

W po³owie lat 20. wybitny fizyk Wolfgang Pauli i g³o¶ny psychiatra Carl G. Jung opublikowali pracê na temat niewyt³umaczalnej synchroniczno¶ci ró¿nych nie powi±zanych ze sob± zdarzeñ. Oparli siê w niej na domniemanym „prawie serii” kontrowersyjnego biologa Paula Kammerera. Poda³ on sto przyk³adów zdarzeñ synchronicznych, w których niezale¿nie od siebie wystêpowa³y jednocze¶nie lub po kolei te same obiekty lub czynniki. Jego wyt³umaczeniem tego zjawiska jest zasada, któr± niegdy¶ nazywano „zasad± korespondencji”. W pracy Das Gesetz der Serie, opublikowanej w 1919 r., doszed³ do wniosku, ¿e w tego rodzaju zdarzeniach „sama koncepcja przypadku zostaje zanegowana”.

„Zasada serii” pozostaje w zgodzie z dawn± magiczn± teori± korespondencji. „Co za przypadek!” - mówimy, spotykaj±c nieoczekiwanie przyjaciela: - „W³a¶nie o tobie my¶la³em”. Nasz rozum jest zdziwiony, ale na g³êbszym poziomie spotkanie takie jest dla nas czym¶ naturalnym. Czy nasza m±dro¶æ wykracza poza wiedzê rozumow±?

Tragedia Paula Kammerera (1880-1926) mówi nam niema³o o tzw. otwarto¶ci umys³owej zinstytucjonalizowanego racjonalizmu naukowego. W roku 1902 Kammerer wst±pi³ do wiedeñskiego instytutu biologii eksperymentalnej, zwanego „instytutem magików”. Wykszta³cenie muzyczne, jakie odebra³, sprawi³o, ¿e okrzyczano go pó¼niej dyletantem. Wkrótce zacz±³ osi±gaæ wiêksze ni¿ jakikolwiek inny biolog sukcesy nie tylko w utrzymywaniu przy ¿yciu delikatnych zwierz±t do¶wiadczalnych, ale tak¿e w rozmna¿aniu ich. To powodzenie, fakt, ¿e inni nie potrafili powtórzyæ jego prac, teza (prawo seryjno¶ci), ¿e przypadek nie jest przypadkiem, jego przewra¿liwiona natura - wszystko to doprowadzi³o do upadku Kammerera.

Kammerer wprowadza³ modyfikacje w zwyczajach godowych, kolorze i wygl±dzie zwierz±t poprzez hodowanie w warunkach odmiennych od ich ¶rodowiska naturalnego. Jego kontrowersyjne do¶wiadczenia z salamandrami i ropuchami zdawa³y siê wspieraæ wysuniêt± przez Lamarcka hipotezê, ¿e cechy nabyte mog± byæ dziedziczne. Wyniki wywo³ywa³y konsternacjê neodarwinistów, którzy do dzi¶ twierdz± z uporem, ¿e ewolucja polega na naturalnej selekcji opartej na losowej mutacji. Samuel Butler pisa³ w ubieg³ym wieku: Z Lamarcka na¶miewano siê tak systematycznie, ¿e wystêpowanie w jego obronie sprowadza siê do filozoficznego samobójstwa. W przypadku Kammerera samobójstwo by³o fizyczne. Kluczowe znaczenie mia³a jednak jego twierdzenie, ¿e nabyte modyfikacje mog± byæ przekazywane nawet w obrêbie jednego pokolenia.

Tylko kilku niezale¿nych my¶licieli, jak Arthur Koestler czy Lyall Watson, którzy dowiedli, ¿e prace Kammerera zdyskredytowane s± nie z powodów naukowych, ale emocjonalnych, odwa¿y³o siê nazwaæ jego prace inspiruj±cymi i odkrywczymi.

Rezonans morficzny

Zjawisko przyczynowo¶ci formatywnej polega na osi±gniêciu pewnego punktu krytycznego, kiedy nowa wiedza lub umiejêtno¶æ, pocz±tkowo zdobywana kosztem wielkiego wysi³ku na poziomie jednostki, nagle rozprzestrzenia siê na ca³y gatunek.

W roku 1952 na wyspie Kosima u wybrze¿y Japonii biolodzy badaj±cy ssaki naczelne prowadzili obserwacje kolonii makaków. Aby zachêciæ ma³py do zbli¿enia siê, wystawiono dla nich surowe s³odkie ziemniaki. Nie nadawa³y siê do jedzenia w tej postaci, gdy¿ obtoczone by³y w piasku. Wkrótce jednak m³oda ma³pka nauczy³a siê je obmywaæ, a potem nauczy³a tej sztuki matkê oraz inne m³ode ma³py. W 6 lat potem wszystkie m³ode ma³py (i parê starszych) my³y ziemniaki. Wtedy nast±pi³ skok „o¶wiatowy”: z dnia na dzieñ nauczy³y siê tego tak¿e wszystkie pozosta³e ma³py.

Najciekawsze jest jednak, ¿e jednocze¶nie czynno¶ci tej nauczy³y siê ma³py na s±siednich - izolowanych od siebie - wyspach! Po paru latach za¶ odkryto tê umiejêtno¶æ u ma³p afrykañskich. Nagle sta³a siê ona wiedz± powszechn±. Tak jakby istnia³ informacyjny próg krytyczny, który w pewnym momencie zosta³ osi±gniêty i przekroczony.

W tym samym roku w Anglii mleczarze zaczêli dostarczaæ mleko w kapslowanych butelkach. Niektóre sikorki niebieskie nauczy³y siê dziurawiæ foliê kapsla i dobieraæ siê do ¶mietanki. Umiejêtno¶æ ta rozprzestrzenia³a siê powoli na inne regiony Anglii, drog± - jak twierdzono powszechnie - na¶ladownictwa. Pocz±tkowo tempo rozprzestrzeniania siê tego zwyczaju mo¿na by³o wyt³umaczyæ na¶ladowaniem go przez inne sikorki. Jednak nagle w 1955 okaza³o siê, ¿e wszystkie odmiany sikorek w ca³ej Europie tak¿e potrafi± dobieraæ siê w ten sposób do ¶mietanki. Nikt przy tym nie zauwa¿y³ stopniowego przenoszenia tej nowej wiedzy geograficznie.

Wysuniêta przez biologa Ruperta Sheldrake.a teoria przyczynowo¶ci formatywnej mo¿e pomóc w wyt³umaczeniu tego zjawiska. Sheldrake nazwa³ j± „rezonansem morficznym”. Jego zdaniem, sygna³ informacyjny, który rezonuje w tym, co Sheldrake nazywa „polami morfogenicznymi”, jest odpowiedzialny za natychmiastowe przekazywanie nowych zachowañ”.

Sheldrake utrzymuje, ¿e pole morfogenetyczne jest wra¿liwe na formy, które stworzy³o. Innymi s³owy, istnieje tu rodzaj sprzê¿enia zwrotnego. Podlega ono zatem rozwojowi. Warto przypomnieæ zepchniête „pod dywan” (w wyniku gwa³townego oporu behawiorystów) do¶wiadczenia amerykañskiego biologa Franka Browna, który w latach 50. przeniós³ z dna morskiego ko³o Connecticut ostrygi do swego laboratorium w Illinois, po czym zaobserwowa³, ¿e otwiera³y swoje muszle w tym samym czasie, gdy w Connecticut by³ przyp³yw. Oznacza³o to, ¿e ich rytm regulowany jest przez cykl ksiê¿ycowy. Uda³o mu siê te¿ wykazaæ, ¿e metabolizm bulwy ziemniaka podlega temu cyklowi - „zna³a” ona w ka¿dym momencie po³o¿enie ksiê¿yca. To samo mo¿na by³o zauwa¿yæ w wypadku krabów i szczurów, które trzyma³ w zamkniêciu, utrzymuj±c sta³e o¶wietlenie, temperaturê, wilgotno¶æ i ci¶nienie.

Zdaniem Sheldrake.a (absolwenta Cambridge i stypendysty Harvardu), obecnie biologiê zaw³aszczyli fizycy i chemicy bêd±cy najbardziej krzykliwymi obroñcami podej¶cia mechanistycznego. (...) Ci, którzy rzeczywi¶cie pracuj± nad prawdziwymi problemami biologii, na przyk³ad nad powstawaniem zarodka, byli od samego pocz±tku lud¼mi najbardziej otwartymi na inne modele. (...) Problem tkwi w tym, ¿e w trakcie rozwoju zarodka forma z³o¿ona wyrasta z formy prostszej. Nie ma tu wiêc jasnej relacji pomiêdzy przyczyn± a skutkiem. (...) Forma nie jest wielko¶ci± zachowuj±c± siê i nie mo¿emy mierzyæ jej dok³adnie pos³uguj±c siê zasadami matematycznymi. (...) Znajdujemy siê wiêc w sytuacji, w której nie mo¿emy okre¶liæ formy liczbowo, ale mo¿emy zobaczyæ, ¿e jej z³o¿ono¶æ wzrasta. Wygl±da na to, ¿e wzrastaj±ca z³o¿ono¶æ opiera siê wszelkiemu fizycznemu wyja¶nieniu. (...) Mo¿na powiedzieæ, ¿e obecne mechanistyczne podej¶cie w biologii jest prób± zrozumienia obrazów pojawiaj±cych siê na ekranie telewizora na drodze coraz bardziej szczegó³owej analizy sk³adu chemicznego tranzystorów, kondensatorów, przewodów itd. pozostawiaj±c ca³kowicie na uboczu fakt, ¿e obrazy zale¿ne s± od jakiego¶ nadajnika. (...)

Ale nawet mechanistyczna biologia zmuszona jest do uznania tego, co nazywa „programem genetycznym”. Nie jest on identyczny z DNA, bo ono jest obecne w ka¿dej komórce, a przecie¿ ró¿ne organy rozwijaj± siê ró¿nie. (...) Dziedziczenie zawiera DNA oraz co¶ od niego wy¿szego: pole morfogenetyczne. (...) Wiedza o DNA pomaga zrozumieæ, sk±d bior± siê bia³ka dostarczaj±ce cegie³ i zaprawy, z których zbudowany jest organizm, ale nie wyja¶nia, jak te ceg³y i zaprawa uk³adaj± siê w okre¶lone wzory i kszta³ty.

Duchy einsteina

 Fot. Stefan Ciechan Wed³ug Sheldrake.a, pola morfogenetyczne maj± te same w³asno¶ci co pola grawitacyjne i elektromagnetyczne - s± wzorcami przestrzennymi. S± wykrywalne jedynie poprzez swoje efekty: pole grawitacyjne by³o postulowane w celu wyja¶nienia efektów i tylko dziêki tym efektom wiemy o nim - podobnie by³o z polem elektromagnetycznym. (...) Zgodnie z moj± teori±, pola morfogenetyczne maj± charakter nielokalny: s± one poza przestrzeni± i czasem.

I na tym w³a¶nie polega problem. Obecnie obowi±zuj±cy - choæ nieformalnie - paradygmat materialistyczny nie przewiduje bytów poza czasoprzestrzeni±.

Noblista Steven Weinberg zrekapitulowa³ sytuacjê: W 1929 roku pojawi³a siê bardziej jednolita koncepcja materii. Werner Heisenberg i Wolfgang Pauli podali jednolity opis cz±stek i si³ w jêzyku kwantowej teorii pola. Kilka lat wcze¶niej zastosowanie mechaniki kwantowej do pola elektromagnetycznego umo¿liwi³o uzasadnienie koncepcji Einsteina, który w 1905 roku wprowadzi³ do fizyki fotony, czyli cz±stki ¶wiat³a. Heisenberg i Pauli wysunêli hipotezê, ¿e nie tylko fotony, ale wszystkie cz±stki s± paczkami energii i pêdu rozmaitych pól: elektrony pola elektronowego, neutriny neutrinowego itd. (...) Z fizycznej listy elementarnych sk³adników ¶wiata zniknê³y cz±stki i pozosta³y na nim tylko pola. (Przypomnijmy, ¿e w 1858 r. Georg pierwszy potraktowa³ grawitacjê jako pole. Dopiero po nim Maxwell uczyni³ to z elektryczno¶ci± i magnetyzmem.)

Trzeba przypomnieæ w tym miejscu zasadnicze cechy fizykalnej idei pola - zosta³a ona mianowicie pomy¶lana jako o¶rodek przenosz±cy komunikaty. Mo¿na wiêc powiedzieæ, ¿e pole elektromagnetyczne przekazuje informacjê, jak± fale d¼wiêkowe nios± do odbiorników radiowych lub telefonów. Wszelkie przekazywanie uporz±dkowanych sygna³ów mo¿e byæ nazwane informacj±: barometr na przyk³ad jest „informowany” o zmianach ci¶nienia atmosferycznego, a ro¶liny o nadchodz±cym deszczu. Otó¿ de Broglie zaproponowa³, by przyj±æ, ¿e pole kwantowe dzia³a na cz±stkê nie za pomoc± jakiego¶ mechanicznego nacisku, lecz - informacji o ca³ym uk³adzie fizycznym cz±stki.

Problem le¿a³ w tym, ¿e fizykê trzeba by³oby w tym momencie zamieniæ w cybernetykê (która powsta³a dopiero 20 lat pó¼niej), za¶ do jej uporz±dkowania zastosowaæ równania nieliniowe, co nawet dzi¶, w dobie b³yskawicznie dzia³aj±cych komputerów, jest skrajnie trudne, a wówczas, w 1925 roku, brzmia³o nieledwie fantastycznie. Sam de Broglie przyzna³, ¿e jest to otwarcie drzwi do pomieszczeñ nie tylko nieznanych, lecz nawet nieo¶wietlonych. A poniewa¿ zamiast pomocy spotka³ siê ze sceptycznym pytaniem, czemu zamiast ³atwiejszego i prostszego modelu Bohra proponuje co¶ trudniejszego i paramatematycznego, ostatecznie zrezygnowa³. Bez w±tpienia jak±¶ rolê odegra³o tu ogólne odczucie, ¿e jego idea niezbyt dobrze pasuje do paradygmatu materialistycznego.

Zamiast dowolnej kombinacji sk³adowych, spiny dwóch ró¿nych, nie powi±zanych ze sob± cz±stek zawsze, jak wiemy, ustawiaj± siê w kierunkach do siebie przeciwnych. Fenomen ten dotyczy tak¿e kierunku i impulsu obu atomów. Powiedzmy to bardziej obrazowo: poniewa¿ ka¿da cz±stka musi mieæ w³a¶ciwo¶æ przeciwn± do drugiej, to je¶li ujrzymy, ¿e jedna jest „czarna”, druga musi byæ „bia³a”. Nastêpuje to w tej samej chwili, bez wymiany jakichkolwiek sygna³ów. Trudno wiêc mieæ za z³e Einsteinowi, ¿e nazywa³ to niewyt³umaczalne zjawisko „dzia³aniem duchów na odleg³o¶æ”.

Dla wyja¶nienia efektu bli¼niaczej polaryzacji prof. Arkadiusz Góral wysuwa koncepcjê uniwersalnego pola sprzêgaj±cego ze sob± oddalone cz±stki tak, ¿e szczególny sposób uporz±dkowania tego pola synchronizuje je ze sob±. Mog³aby ona te¿ wyja¶niæ efekt uporz±dkowania obrazu interferencyjnego elektronów przez dwie s±siednie szczeliny siatki dyfrakcyjnej. Czy to „pole uniwersalne” nie jest w³a¶nie polem morfogenetycznym?

Dla autorów has³a w Encyklopedii PWN pole jest to „postaæ materii”, a to dlatego, ¿e jest mierzalne. Tymczasem prof. Góral przypomina: Ju¿ w 1918 r. Erwin Schr?dinger wykaza³, ¿e przy odpowiednim doborze uk³adów wspó³rzêdnych wszystkie sk³adowe „energii-pêdu” pola grawitacyjnego Einsteina poza obszarem jego ¼ród³a (czyli cia³a materialnego) staj± siê równe zeru. Oznacza to, ¿e pole grawitacyjne ma charakter niematerialny. Sam Albert Einstein uwa¿a³, ¿e (...) w odró¿nieniu od pola elektromagnetycznego natê¿enie i gêsto¶æ pola grawitacyjnego mo¿e byæ zerowa. Nasuwa siê tu od razu pytanie podobne do tych, które Einstein stawia³ twórcom mechaniki kwantowej: jakie mianowicie oddzia³ywania przenosz± si³y grawitacyjne? Odpowied¼ mo¿e byæ tylko jedna: si³y duchowe.

Tajemniczy elektron

Krytycy Sheldrake.a pytaj± o no¶niki jego pola. Ale to pytanie jest ryzykowne, w wypadku grawitacji nie znaleziono bowiem grawitonów, a obserwacje fal grawitacyjnych s± wci±¿ tylko przypuszczeniem. Funkcja falowa Schr?dingera wskazuje, ¿e pole kwantowe otaczaj±ce cz±stkê oddzia³uje na ni± nie przez natê¿enie, ale - jak to ujmuje Bohm - przez formê. Bohm w ci±gu wielu lat pracy teoretycznej doszed³ do wniosku, ¿e zachowania na poziomie kwantowym maj± niewiele wspólnego z mechanik± i s± bardzo subtelne. (...) Fala ta dzia³a jako informacja. Ostatnio ideê tê zacz±³ powa¿nie rozpatrywaæ noblista Leo Lederman, który wysun±³ hipotezê, ¿e masa by³aby po prostu skupion± informacj± o swoim otoczeniu, to znaczy polu bêd±cym jej równowa¿nikiem. Jak wiadomo, nie mog±c znale¼æ no¶ników oddzia³ywañ wewn±trzatomowych fizycy wysunêli tezê o istnieniu cz±stek wirtualnych. Jak t³umaczy Lederman, cz±stka wirtualna jest tworem logicznym, dozwolonym przez liberalizm fizyki kwantowej. (...) Unosz± siê one wokó³ elektronu zawiadamiaj±c wszystkich o jego istnieniu - ale tak¿e wywieraj±c wp³yw na jego w³asno¶ci. Za swoje g³ówne zadanie uwa¿a on obecnie rozwijanie hipotezy brytyjskiego fizyka B. Higgsa, i¿ masa nie jest fundamentaln± w³asno¶ci± cz±stek, lecz nabyt± poprzez oddzia³ywanie ze swym otoczeniem. Tylko bowiem taka interpretacja umo¿liwia wewnêtrzn± spójno¶æ obecnemu modelowi mechaniki kwantowej. Zwróæmy uwagê, ¿e skrajny neodarwinizm Dawkinsa i Triversa bazuje na pomy¶le, ¿e to geny samodzielnie decyduj± o losie swoim i po¶rednio swoich nosicieli. Ale id±c tropem tego rozumowania mo¿na ten modus vivendi przenie¶æ na poziom atomów, a nawet elektronów. Elektron - przypomina Bohm - musi zachowywaæ siê na bardzo dziwne sposoby: musi zachowywaæ siê jak cz±stka i jednocze¶nie jak fala, musi przeskakiwaæ z jednego stanu do drugiego bez przej¶cia pomiêdzy nimi - oraz robiæ wszystkie te rzeczy, których nie mo¿na zrozumieæ, a jedynie wyliczyæ. Elektron jest zupe³n± tajemnic±... Bohm oryginalnie odpiera zarzuty, ¿e nawracaj±c do „skompromitowanej” idei witalizmu próbuje tylko omin±æ problem poprzez antropomorfizacjê cegie³ek materii. Wspierany tu przez Ruperta Sheldrake.a wskazuje, ¿e mechanicyzm oparty jest przecie¿ na obrazie maszyny, która jest tworem ca³kowicie ludzkim! Je¶li przyj±æ ten model, mówi Sheldrake, to musimy pamiêtaæ, ¿e pojêcie maszyny nie ma sensu bez jej twórcy i projektanta, co oczywi¶cie zwraca nas ku boskiemu zegarmistrzowi Newtona i Kartezjusza. W tej sytuacji Bohm wysun±³ hipotezê istnienia pewnej struktury wcze¶niejszej od obserwowanej materii - pod³o¿a, które nazywa „ukrytym lub zwiniêtym porz±dkiem”. Czasoprzestrzeñ jest wobec niego wtórna. Jak twierdzi rozwijaj±c ideê de Broglie”a, to, co nazywamy atomem, jest organizowane przez wy¿sze lub kwantowe pole informacji. To pole nadaje atomowi jego znaczenie. (...) Pole kwantowe zawiera informacje na temat ca³ego otoczenia i ca³ej przesz³o¶ci i ta informacja reguluje obecn± aktywno¶æ elektronu... (...) Mo¿na powiedzieæ, ¿e cz±steczka chemiczna ma pole, a mianowicie pole Schr?dingera, które j± organizuje; nie istnieje zatem na tym poziomie ostre rozró¿nienie miêdzy polem a cz±stk±. Pole organizuj±ce jest wszêdzie. (...) W mechanice kwantowej mamy pola informacji w funkcji falowej i byæ mo¿e pola super-kwantowe rz±dz±ce samym polem kwantów. Pola nie znajduj± siê w czasoprzestrzeni, ale w przestrzeni wielowymiarowej - tak jest w ka¿dym razie w ujêciu matematycznym.

Umys³ zbiorowy?

W przyrodzie czêsto napotykamy na zachowania niewyt³umaczalne, o ile siê nie przyjmie, i¿ zwierzêta czerpi± informacje nie tylko z genów i ¶rodowiska. Do¶wiadczenia Martina Sauera, który trzyma³ pisklêta szczyg³ów, go³êbi i ptaków wodnych w sztucznym o¶wietleniu, a potem umie¶ci³ je w planetarium, dowiod³y, ¿e ptaki orientuj± siê podczas swych dorocznych migracji wed³ug gwiazdozbiorów. Jakim sposobem mog³y siê tego nauczyæ?

Pole morfogenetyczne t³umaczy³oby fenomen telepatii. Zaobserwowano szereg zachowañ zwierz±t, których nie potrafimy wyja¶niæ. Znana angielska badaczka J. Goodal opisuje dziwny rytua³, jaki zaobserwowa³a w¶ród szympansów - taniec deszczu, jak go nazwa³a. Kiedy tylko zaczyna kropiæ deszcz znamionuj±cy nadej¶cie pory deszczowej, szympansy urz±dzaj± dziwne widowisko. Samice i m³ode wychodz± z d¿ungli na sawannê i rozsiadaj± siê na okolicznych drzewach. To widzowie. Samce w tym samym czasie zbieraj± siê na polanie, wymachuj± ga³±zkami i przytupuj± wydaj±c okrzyki. Trwa to oko³o pó³ godziny, po czym wszyscy siê rozchodz±.

Równie niezrozumia³y jest obyczaj „zbiórek”. Ptaki albo zwierzêta ¿yj±ce w rozproszeniu na jakim¶ obszarze nagle gromadz± siê razem. Takie zgromadzenia odbywaj± siê zwykle w tym samym miejscu i o tej samej porze roku. Etiolodzy na pró¿no usi³uj± dociec sensu tych zgromadzeñ. Zgromadziwszy siê zwierzêta nie ha³asuj±, nie wierc± siê i nie mocuj±. Po prostu spêdzaj± razem jaki¶ czas, a potem siê rozchodz±.

Szczególnie szokuj± olbrzymie zgromadzenia wê¿y. Raz do roku spe³zaj± one stale na to samo miejsce.

Po raz pierwszy fenomen ten zauwa¿ono u kotów w miastach. S± to tak zwane „kocie sejmiki”. Du¿a liczba kotów zbiera siê w jednym miejscu, gdzie po prostu siedz± tak przez godzinê lub dwie, po czym siê rozchodz±.

Równie tajemnicze jest zjawisko migracji. Jeden z entomologów tropikalnych pisze: ani g³odem, ani pragnieniem, ani najazdem naturalnych wrogów nie da siê wyt³umaczyæ, dlaczego chmury szarañczy nagle wzbijaj± siê w niebo i przenosz± na inne miejsce. Jak pisze prof. Remy Chauvin na temat nag³ych wêdrówek wielkich stad: Migracje s± wyra¼nie sprzeczne z instynktem zachowania gatunku i czêsto prowadz± do masowej zag³ady zwierz±t. Powstaje wra¿enie, ¿e zwierzêta ogarnia atak szaleñstwa, przy czym jest to szaleñstwo zara¼liwe, poniewa¿ migruj±ce zwierzêta czêsto poci±gaj± za sob± przedstawicieli innych gatunków.

Uczeni obserwuj±cy tego rodzaju zjawiska z regu³y nie potrafi± znale¼æ ich wyja¶nienia. Dlaczego stada gazeli afrykañskich potrafi± nagle bez najmniejszych powodów opu¶ciæ wspania³e pastwiska i wyruszyæ na pustyniê, a¿eby tam zgin±æ z g³odu? Czy takie „telepatyczne” zachowania s± odpowiedzialne tak¿e za fenomen „zbiorowego umys³u” niektórych owadów? Wiadomo, ¿e ¶lepe termity zaczynaj± budowê kopca z ró¿nych stron, a jednak spotykaj± siê w ¶rodku z nieprawdopodobn± dok³adno¶ci±. Udaje im siê to tak¿e wtedy, gdy w ¶rodku wstawia siê szybê nie przepuszczaj±c± zapachów.

Dlaczego w ogóle jednokomórkowce „postanowi³y” po³±czyæ siê w wiêksze grupy, tworz±c g±bki czy koralowce? Czy nie mo¿na sobie wyobraziæ, ¿e powstanie wielokomórkowców - czyli skupisk ró¿nych wyspecjalizowanych komórek - by³o pierwowzorem dla mrówek, pszczó³ i termitów? S± tam, jak wiadomo, robotnicy, czy¶ciciele, ¿o³nierze, piastunki i trutnie. Gin± one czêsto, lecz utrzymuj± przy ¿yciu królow±. Podobnie jak zmieniaj±ce siê wci±¿ zwyk³e komórki cia³ zwierz±t utrzymuj± przy ¿yciu niewymienialne komórki mózgu.

Jedno z czasopism naukowych zaoferowa³o 10 tysiêcy dolarów za wskazanie eksperymentu, który dowiedzie istnienia pola Sheldrake.a. Ale je¶li pole morfogenetyczne istnieje poza czasem i przestrzeni±, to oczywi¶cie mierzyæ je mo¿na tylko po¶rednio. Na razie wiêc teoria Sheldrake.a podzieli, jak siê zdaje, los takich fenomenów, jak telepatia czy hipnoza. Nikt ju¿ nie zaprzecza, ¿e istniej±, jednak nie wiemy, jaki jest ich zakres, a przede wszystkim, jak je zmie¶ciæ w materialistycznym obrazie ¶wiata, który rzekomo prezentuje nauka.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje