Rozwój nauki zale¿y nie od polityki Unii Europejskiej, ale od polityki poszczególnych pañstw cz³onkowskich. W Polsce, w ci±gu ostatnich 15 lat polityka pañstwa wobec nauki przechodzi³a ró¿ne koleje. Wprawdzie wszystkie ekipy rz±dowe nieodmiennie powtarzaj±, ¿e nauka i szkolnictwo wy¿sze s± dla nich priorytetem, za s³owami najczê¶ciej nie id± jednak czyny. Mamy w tym wypadku do czynienia ze swoistym paradoksem: ¶rodowisko akademickie by³o promotorem wielu historycznych zmian w Polsce, mimo to przychodzi mu s³ono p³aciæ zmniejszaniem nak³adów bud¿etowych na naukê i szkolnictwo wy¿sze. W rezultacie nasza nauka jest podtrzymywana przy ¿yciu, ale bez wielkich szans rozwoju. A przecie¿ nikogo nie nale¿y przekonywaæ, ¿e to w³a¶nie ¶wiat akademicki, polscy uczeni, absolwenci polskich uczelni mog± i powinni staæ siê si³± napêdow± dla naszej gospodarki narodowej.
Je¶li w polskim szkolnictwie wy¿szym zachodz± korzystne zmiany, powa¿ne problemy rodz± siê w sektorze nauki. Tu od lat ¶rodowisko akademickie bije na alarm. Kiedy u progu lat 90. ówczesny wicepremier i minister finansów o po³owê obcina³ nak³ady na naukê, z ust ówczesnego premiera s³yszeli¶my, ¿e rozwój nauki jest dla jego rz±du priorytetem. Kiedy w 2002 roku obni¿ono nak³ady na resort nauki o 20 proc., ówczesny premier równie¿ mówi³, ¿e nauka jest jednym z najwa¿niejszych priorytetów rz±du. Ostatnio rz±d premiera Marka Belki powstrzyma³ wprawdzie postêpuj±cy proces obni¿ania nak³adów na naukê, ale jak bêdzie za rok? Tego nikt nie wie. Dzi¶ nauka polska wegetuje. Filadelfijski Instytut Informacji Naukowej opracowa³ ostatnio ranking krajów uwzglêdniaj±cy liczbê publikacji w renomowanych czasopismach naukowych. Polska znalaz³a siê w nim na 20. miejscu w ¶wiecie! Daleko za Finlandi±, Irlandi± czy Hiszpani±. Ale tak¿e - za Czechami. Nak³ady na badania naukowe w Polsce - w przeliczeniu na jednego badacza - s± bowiem cztery razy ni¿sze ni¿ w krajach „starej” UE, a trzy razy ni¿sze ni¿ w Czechach!
W ci±gu 15 lat transformacji ustrojowej w Polsce pope³niono wiele b³êdów, których, niestety, nie da siê ju¿ naprawiæ. Jednym z nich by³a rezygnacja z zapisów o konieczno¶ci zachowania istniej±cych przy przedsiêbiorstwach komórek badawczo-rozwojowych. Dla zachowania spokoju spo³ecznego wszêdzie zadbano o ochronê socjaln± pracowników prywatyzowanych przedsiêbiorstw. Nie pomy¶lano jednak o tym, aby ochroniæ albo rozwin±æ przy nich zaplecze naukowo-badawcze. Rezultaty takiej polityki s± widoczne go³ym okiem.
Mo¿na nad tym stanem ubolewaæ. Mo¿na tak¿e cieszyæ siê, ¿e do Polski sprowadzane s± nowe technologie z zagranicy. Rzecz w tym jednak, ¿eby nie marginalizowaæ naszego ¶rodowiska naukowego. Posiadamy bowiem znacz±cy potencja³ naukowy, którego nie wolno trwoniæ. Dzi¶ w jednostkach badawczo-rozwojowych (JBR) pracuje ok. 11,5 tys. uczonych. W placówkach Polskiej Akademii Nauk - ok. 4,5 tys., w uczelniach na stanowiskach naukowo-dydaktycznych i naukowo-badawczych - ok. 75 tys. pracowników. Owszem, nie wszyscy zaliczaj± siê do or³ów. S± w¶ród nich tak¿e przedstawiciele mniej szlachetnych gatunków ptaków. Ale pamiêtajmy, ¿e ka¿dego roku z uczelni akademickich wychodzi 4-5 tys. nowych doktorów, ¿e dzi¶ na studiach doktoranckich w Polsce mamy ponad 30 tys. s³uchaczy. Tego potencja³u nie wolno zmarnowaæ. Nie wolno dalej prowadziæ polityki oszczêdzania w sektorze, który winien i mo¿e staæ siê nasz± wizytówk±.
W tzw. Strategii Lizboñskiej, przyjêtej do realizacji przez w³adze UE, przewiduje siê, ¿e do 2010 roku ¶rednie nak³ady na rozwój badañ w krajach Unii wynosiæ bêd± ok. 3 proc. PKB. Przed nami droga daleka, skoro dzi¶ nak³ady bud¿etowe na naukê wynosz± zaledwie 0,33 proc. PKB. Czy mamy szansê doj¶cia do tego celu? Mo¿e kiedy¶ rzeczywi¶cie tak bêdzie. Na razie musimy walczyæ o przetrwanie, o to, by przekazywane systematycznie z bud¿etu pañstwa olbrzymie pieni±dze na podtrzymywanie przy ¿yciu deficytowych kolosów pañstwowych (jak choæby PKP) mo¿na by³o wykorzystaæ bardziej racjonalnie - w³a¶nie na rozwój badañ naukowych. ¦rodowisko akademickie nie traci nadziei. W przeciwnym razie przyjdzie nam szukaæ miejsca w tzw. Trzecim ¦wiecie.
Wa¿n± spraw± nie tylko dla ¶rodowiska akademickiego, ale dla ca³ego kraju, jest status moralny tego ¶rodowiska. W ostatnim roku wiele mówiono i pisano na ten temat. Dziêki uchwa³om senatów poszczególnych uczelni uda³o siê w pewnej mierze uregulowaæ sytuacjê nauczycieli akademickich podejmuj±cych dodatkowe zatrudnienie poza macierzyst± uczelni±. Ostateczne uregulowania winna przynie¶æ nowa ustawa, nad któr± pracuje parlament. Na niewiele zdadz± siê jednak nawet najlepsze prawne regulacje, je¶li w samym ¶rodowisku nie pojawi siê ruch odnowy.
W ci±gu przesz³o dziewiêciu stuleci swego istnienia uniwersytety europejskie wypracowa³y zespó³ niepisanych praw, które sk³ada³y siê na to, co nazywamy etosem ¶wiata akademickiego. Tak¿e w naszej, polskiej tradycji etos akademicki zawsze wiele znaczy³. By³ swoistym kierunkowskazem moralnym, w trudnych czasach wprowadzaj±cym w³a¶ciwy porz±dek etyczny nie tylko w ¶rodowisku akademickim, ale i w ca³ym spo³eczeñstwie. Niestety, wolny rynek i id±ce wraz z nim rozlu¼nienie norm etycznych doprowadzi³y do wielu niekorzystnych zmian. Coraz wiêksza liczba cz³onków naszej akademickiej wspólnoty zapomina o podstawowych prawdach naszego kodeksu moralnego. Nie widzi nic zdro¿nego w dokonywaniu kradzie¿y intelektualnej. Rozgrzesza osoby, które w pogoni za sukcesem gotowe s± prowadziæ eksperymenty i badania z naruszeniem godno¶ci osoby ludzkiej. Podnosi do rangi idoli osoby, które, ¶wiadomie ³ami±c kanony etosu uczonego, zdobywaj± z³udn± s³awê ludzi „nowoczesnych”, traktuj±cych naukê i edukacjê wy³±cznie jako towar „do sprzedania”. Dobrze, ¿e znacz±ca wiêkszo¶æ naszego ¶rodowiska akademickiego zareagowa³a ostro na przejawy tego „nuworyszowskiego” liberalizmu w ¶wiecie akademickim. Ale czy rzeczywi¶cie uda siê zachowaæ etos uniwersytetu w najbli¿szych dziesiêcioleciach? Wierzê, ¿e tak bêdzie. Nie sposób bowiem wyobraziæ sobie, by na naszym kontynencie, gdzie powsta³y pierwsze uniwersytety, gdzie w ci±gu ponad 900 lat obowi±zywa³ etos uniwersytetu, mia³o doj¶æ do pe³nej amnezji moralnej.