Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Rody uczone (90)

Prószyñscy

Duch Promyka to nie by³a ¶wiêto¶æ. To by³o uciele¶nienie zasady. Praca, praca to by³a rzeczywisto¶æ.
Magdalena Bajer
Konrad Prószyñski
(Kazimierz Promyk)

Pocz±tek ma do¶æ dok³adn± datê, rok 1442. S± dokumenty mówi±ce, ¿e w tym w³a¶nie roku dwaj, wówczas jeszcze Proszyñscy, Falis³aw z synem Ferdynandem, przenie¶li siê z podkrakowskich Proszowic na Podlasie, które by³o krajem spokojnym. Miejsce swego osiedlenia nazwali Proszank±. Niemal do koñca XVII wieku rozrastaj±ca siê rodzina u¿ywa³a tytu³u knia¼. W zapisach i w pamiêci pozosta³y nazwiska koligatów, takich jak: Potoccy, Ko¶ciuszko, Moniuszko... Edward Sudwoj, potomek Prószyñskich po k±dzieli, ma star± fotografiê z majówki rodzinnej, na której widnieje pan Kostrowicki, ojciec Guillaumea Apollinairea. Matk± poety by³a Prószyñska z domu.

Po Sybirze

Potomkowie kniaziów w dobie rozbiorowej ubo¿eli wskutek carskich represji za czyny patriotyczne. Ród z ziemiañskiego stawa³ siê inteligenckim, coraz wiêcej w nim by³o ludzi wykszta³conych, rozumiej±cych potrzebê kszta³cenia jak najszerszych krêgów spo³eczeñstwa. W drugiej po³owie XIX wieku dwaj Prószyñscy, Antoni i jego syn Stanis³aw Antoni, po odbyciu kary zes³ania na Sybir zamieszkali w Piotrkowie Trybunalskim.

Ich potomkowie ¶ci±gnêli do Warszawy o¿ywieni pragnieniem pracy dla innych w perspektywie przysz³ej niepodleg³o¶ci Polski, w któr± pokolenia ¿yj±ce pod zaborami nie przestawa³y wierzyæ. Konrad, wnuk Antoniego, pó¼niej najznamienitsza postaæ rodu - ju¿ pozytywistów - z przyjacielem Stanis³awem Witkiewiczem ruszyli z g³êbi carskiego imperium piechot±, statkami, kolej±. Witkiewicz zatrzyma³ siê w Rydze, przyja¼ñ wszak¿e przetrwa³a lata.

Porzuciwszy rych³o plany zbrojnego przeciwstawiania siê zaborcom (nie by³o do tego wtedy klimatu w Warszawie), student Wydzia³u Prawa Konrad Prószyñski wraz z dwoma kolegami 1 maja 1875 roku podpisa³ akt za³o¿ycielski Towarzystwa O¶wiaty Narodowej. G³êboko zakonspirowane, dzia³a³o kilka lat wedle tej formu³y patriotyzmu, która zak³ada³a cywilizacyjny rozwój spo³eczeñstwa. Parê lat pó¼niej tworzy³ Studenckie Towarzystwo Wio¶larskie, które przekszta³ci³o siê z czasem w Warszawskie Towarzystwo Wio¶larskie. W owym pocz±tkowym okresie dzia³alno¶ci spo³ecznej pisa³ do rodziców: Czujê, ¿e jaka¶ nowa si³a mnie wspar³a i o¿ywia (...). Zacz±³em patrzeæ na ¿ycie jako na now± drogê obowi±zków, zawalon± wprawdzie przeszkodami, ¿ebym jednak mia³ prawo do nazwy cz³owieka, powinienem zawsze postêpowaæ po niej naprzód, z podniesionym czo³em i k³a¶æ za zadanie pracê i pracê. Tak jestem przekonany i tak czujê.

Nie zszed³ z wyznaczonej sobie w m³odo¶ci drogi do koñca ¿ycia (zmar³ w roku 1908) i przekaza³ w³asne idea³y nastêpnym pokoleniom rodu, którego potomkiem jest Mieczys³aw Prószyñski, wnuk w prostej linii, z wykszta³cenia fizyk, za³o¿yciel i dyrektor znanej oficyny wydawniczej. Razem z panem Sudwojem mówili mi o rodzinnej tradycji.

Elementarz i dalsza nauka

Konrad Prószyñski z ¿on± Cecyli± Puciatówn± i pierworodnym synem spêdza³ wakacje w biednej podwarszawskiej okolicy, gdzie panowa³ „szalony analfabetyzm”. Poruszony tym wynaj±³ u miejscowego dziedzica... drzwi od stodo³y i na nich wypisa³, czy raczej wyrysowa³, swój pierwszy elementarz - wskazówki do nauki czytania i pisania dla doros³ych. Po powrocie opracowa³ i wyda³ drukiem Elementarz ¶cienny, którego piêæ tysiêcy szybko siê rozesz³o. W grudniu 1875 roku ukaza³a siê wersja ksi±¿kowa Elementarz, na którym nauczysz czytaæ w piêæ albo osiem tygodni. Oba podpisa³ jako Kazimierz Promyk. Pod tym pseudonimem sta³ siê szeroko znany, a Promykowe elementarze d³ugo rywalizowa³y z tymi autorstwa Mariana Falskiego. Ukaza³o siê ich ³±cznie pó³tora miliona egzemplarzy, ka¿dy po siedem groszy, co czyni³o ksi±¿kê powszechnie dostêpn±. W roku 1879 wyda³ Obrazkow± naukê czytania i pisania, uznan± kilka lat pó¼niej przez londyñskie Towarzystwo Pedagogiczne za najlepszy elementarz i nagrodzon± tysi±cem funtów szterlingów, po które Promyk, zajêty innym swym ¿yciowym dzie³em, do Londynu nie pojecha³.

Dwa lata po tragicznej ¶mierci Cecylii z Puciatów, o¿eni³ siê powtórnie z Wand± Korzonówn±, poznan± w domu jej ojca, wybitnego historyka, twórcy warszawskiej szko³y historycznej Tadeusza Korzona, gdzie co tydzieñ spotyka³o siê grono inteligencji, aby rozmawiaæ o sprawach zasadniczych. W tym krêgu dojrzewa³a idea najwa¿niejsza po¶ród dzie³ Promyka, bêd±ca dalszym, milowym, krokiem na drodze tej pracy, o jakiej pisa³ rodzicom m³ody student.

Na pocz±tku 1880 roku ukaza³ siê pierwszy numer „Gazety ¦wi±tecznej” i zapowied¼ kalendarza pod nazw± „Go¶æ” za ten rok. Prószyñski przeznacza³ swe wydawnictwa dla najszerszych rzesz odbiorców, których potrzeby zna³ dobrze, a do tego, ¿eby je zaspokajaæ, przygotowywa³ siê d³ugo i starannie. Wyró¿nia³y „Gazetê” obfito¶æ aktualnych informacji o tym, co dzieje siê w ró¿nych miejscach kraju oraz ¶cis³y kontakt z czytelnikami poprzez rozbudowany dzia³ listów i sieæ korespondentów rekrutuj±cych siê z niemal wszystkich parafii Królestwa. Sam Promyk redagowa³ obszerny dzia³ porad dotycz±cych g³ównie za³atwiania spraw w urzêdach i s±dach, korzystania z kredytów bankowych, prowadzenia drobnego handlu i rzemios³a, samokszta³cenia. W roku 1890 „Gazeta ¦wi±teczna” mia³a nak³ad 6850 egzemplarzy, a w roku 1906 - 35 tys., co wówczas by³o liczb± bardzo du¿±.

Scheda

Mieczys³aw Prószyñski waha siê, gdy pytam, czy edytorska dzia³alno¶æ dziadka Konrada inspirowa³a go. Chyba nie bezpo¶rednio. Z kolegami chcieli wydawaæ prasê, gdy¿ robili to konspiracyjnie w stanie wojennym. Gdy przysz³o do rozwa¿añ, co wydawaæ, do g³osu dosz³a rodzinna tradycja. „Poradnik Domowy” nawi±zuje do „Gazety ¦wi±tecznej” podobnym przeznaczeniem - dla szerokich krêgów spo³eczeñstwa. Pan Sudwoj dodaje w tym momencie, ¿e i duch o¿ywiaj±cy dzisiejsze wydawnictwo jest „Promykowy”.

Konrad Prószyñski, poza wszystkimi innymi przedsiêwziêciami patriotyczno-pozytywistycznymi, za³o¿y³ ksiêgarniê, czyli, wedle ówczesnej terminologii, wydawnictwo ksi±¿ek, ale i miejsce, gdzie mo¿na by³o je kupiæ, a tak¿e ksiêgarniê wysy³kow±, tj. sprzeda¿ na zamówienie sk³adane (z kraju i zagranicy) za po¶rednictwem „Gazety ¦wi±tecznej”.

Ta ostatnia sta³a siê po ¶mierci za³o¿yciela „rodzinnym biznesem”. Tylko najm³odszy z wielu dzieci Promyka, ojciec Mieczys³awa, nie udziela³ siê w nim. By³ geologiem, wyk³adowc± w Uniwersytecie Warszawskim, autorem wielu map ziem polskich. Po swoim ojcu wzi±³ wielkie umi³owanie pracy, Mieczys³aw pamiêta, ¿e nieraz nocowa³ w zak³adzie, a matka nosi³a mu tam kolacjê. Podczas weekendowych wycieczek, bêd±cych jedn± z niewielu okazji do rodzinnych rozmów, ojciec zabiera³ ze sob± m³otek, „stuka³ w ska³ki” i robi³ notatki.

„Gazeta ¦wi±teczna” ukazywa³a siê a¿ do chwili zbombardowania drukarni we wrze¶niu 1939 roku. W³adze powojenne chcia³y j± wznowiæ, zdaj±c sobie sprawê z wielkiej popularno¶ci, pod szyldem Prószyñskich, lecz pod w³asn± kontrol±. Nie zgodzi³a siê na to jedna z córek Promyka, babka pana Sudwoja. - Z komunistami tej gazety wydawaæ nie bêdziemy - powiedzia³a. Do dzisiaj zg³aszaj± siê do Wydawnictwa Prószyñski i S-ka ludzie, którzy przechowali roczniki albo pojedyncze numery.

Drugie pokolenie pozytywistów, to, któremu dane by³o ¿yæ w Polsce niepodleg³ej, kontynuowa³o tradycjê. Spo¶ród czwórki dzieci Promyka z pierwszego ma³¿eñstwa Kazimierz nazywany jest „polskim Edisonem kinematografii”, a sami bracia Lumi?re przyznali: - Prószyñski by³ pierwszy. Skonstruowa³ szereg urz±dzeñ, w tym pierwsz± kamerê rêczn± dla reporterów, aparat projekcyjny i zdjêciowy „Oko” (produkowa³a je spó³ka pod t± nazw±). By³, wraz z Janem Szczepanikiem, pionierem telewizji w Polsce. Przy tym wszystkim zas³u¿y³ na miano „najlepszego pianisty w¶ród wynalazców” i... hodowa³ ró¿e. Córka Jadwiga Rogowa, malarka, po studiach za granic±, wraz z dwiema jeszcze paniami z bliskiej rodziny, restaurowa³a ko¶ció³ ¶w. Anny w Warszawie maluj±c jego sklepienie.

Uczon± tradycjê podtrzymuje Stefan, profesor Uniwersytetu Miko³aja Kopernika, prawnik i matematyk.

Z Wand± Korzonówn± Konrad Prószyñski mia³ siedmioro dzieci. Jedna z córek, Wanda Ga³±zkowa, maj±ca wy¿sze wykszta³cenie rolnicze, by³a dziennikark± i sta³± autork± „Gazety ¦wi±tecznej”. Wszystkie jej z kolei dzieci walczy³y w Armii Krajowej, czworo zginê³o. Ka¿de z licznego rodzeñstwa i wielu przedstawicieli nastêpnego pokolenia zas³uguje na pamiêæ za ofiarn± pracê i trud po¶wiêcany innym.

Wychowano nas...

S± w tej rodzinnej historii - bardzo d³ugiej i bogatej - wszelkie wzory patriotyzmu i wszystkie rodzaje s³u¿by narodowi. Przeplataj± siê w biografiach jednostek, jak m³odzieñcze insurekcyjne pragnienia Konrada Prószyñskiego, przetopione na wytê¿on± pracê u podstaw, i analogiczne konspirowanie wnuka Mieczys³awa, owocuj±ce w III Rzeczypospolitej prac± dla tego samego celu - sycenia umys³owych g³odów, ale i rozbudzania ich nieustannie.

Jeden z m³odszych synów Promyka, Boles³aw, zgin±³ w wojnie bolszewickiej 1920 roku, u boku ksiêdza Skorupki, jako siedemnastoletni gimnazjalista. Jego cioteczne siostry i bracia polegli w powstaniu warszawskim.

Marek, wspomniany ju¿ ojciec Mieczys³awa, „zawsze musia³ co¶ robiæ nie dla siebie”, st±d pó¼no uzyska³ profesurê. Babcia Czechowiczowa, te¿ wspomniana przez pana Sudwoja, zdecydowa³a siê na nêdzê, odmawiaj±c pro¶bom Jerzego Borejszy, komunistycznego rz±dcy od kultury. Pamiêta³a s³owa swego ojca: Dziennikarstwo (...) jest niezmiernie wa¿nym czynnikiem w ¿yciu spo³eczeñstwa, umys³owym, moralnym i ekonomicznym. (...) Jest ono wa¿nym czynnikiem w sprawie ³±czenia, spajania jednostek i rodzin w spo³eczeñstwo, a spo³eczeñstwa w ludzko¶æ. Ma siê rozumieæ, jest takim czynnikiem wtedy, gdy dobrze i uczciwie rozumie i pe³ni swoje zadanie. W przeciwnym razie staje siê czynnikiem niezmiernie szkodliwym. Dzieci Promyka zdawa³y sobie sprawê, ¿e na takie dziennikarstwo w nowej powojennej rzeczywisto¶ci nie maj± szans. Wnuk wykorzysta³ szansê, gdy siê pojawi³a.

Koñcz±c prezentacjê licznych potomków Konrada Prószyñskiego, pan Edward Sudwoj powiedzia³ o Tomaszu, synu Wandy z Korzonów, który niewiele w ¿yciu zd±¿y³ zrobiæ, gdy¿ umar³ jako student, a rodzina dowiedzia³a siê dopiero na pogrzebie, ¿e pieni±dze od niej otrzymywane na ¿ycie rozdawa³ biednym kolegom, nie dojada³ i zachorowa³ z wycieñczenia.

Ka¿dy z moich rozmówców ma za sob± kilkana¶cie pokoleñ, których ¿ycie zobowi±zuje do na¶ladowania - stosownie do aktualnych potrzeb. ¯adnemu z nich to nie ci±¿y, ale obaj traktuj± wzory rodzinne najpowa¿niej. Mieczys³aw powiada: - Mia³em zawsze bardzo du¿o swobody. Rodzice nie kontrowali moich pomys³ów na ¿ycie. Robi³em to, co chcia³em. Byæ mo¿e chcia³em tego, czego chcia³em, bo zosta³em tak wychowany? Nie mia³ w±tpliwo¶ci, ¿e ze szko³y podstawowej pójdzie do liceum, potem na studia. Jego córka tak samo, studiuje teraz architekturê. Ojciec przyznaje, ¿e w jej dzieciñstwie pracowa³ nad tym, by taka droga ¿yciowa by³a oczywista.

Edward studiowa³ geologiê i ekonomiê, a skoñczy³ prawo. Kierowa³ potem du¿± ga³êzi± przemys³u. - Duch Promyka (tak siê mówi³o w domu) to nie by³a ¶wiêto¶æ. To by³o uciele¶nienie zasady. Praca, praca, to by³a rzeczywisto¶æ.

Obaj moi rozmówcy s±dz±, ¿e to, co stanowi ko¶ciec ich rodzinnej tradycji, a zarazem sedno tradycji inteligenckiej, przetrwa, tak¿e wtedy, gdy sama warstwa jej sukcesorów powiêkszy siê liczebnie i przez to nieuchronnie zmieni.

Tekst powsta³ na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w Programie BIS Polskiego Radia S.A. w lutym 2003 r.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje