Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



¯ycie akademickie


Nomadyzm niemobilnych

Stanowisko profesora powinno byæ po prostu obsadzone przez najzdolniejszego kandydata ze stopniem doktora, gdyby za¶ taka osoba przesta³a byæ produktywna naukowo, powinna to stanowisko straciæ, by uczyniæ miejsce m³odszym i zdolniejszym.
Józef Wieczorek, Cezary Wójcik

 Fot. Stefan Ciechan Jednym z argumentów przeciwników wprowadzenia w Polsce podobnego do amerykañskiego systemu organizacji nauki jest brak mobilno¶ci kadr akademickich. Twierdz± oni, ¿e pracownicy naukowi trzymaj± siê swojego miejsca zamieszkania, a warunki ekonomiczne nie pozwalaj± na czêste zmiany miejsca pracy. Przyznaj± z regu³y, ¿e system amerykañski, oparty na mobilno¶ci kadr jest bardziej wydajny, lecz uwa¿aj±, ¿e dopóki nie dojdzie do zmiany warunków ekonomicznych i mentalno¶ci naukowców polskich, musi byæ tak, jak jest, bo inaczej bêdzie jeszcze gorzej.

Ta argumentacja powoduje, ¿e w nauce polskiej nic siê tak naprawdê od lat nie zmienia, wszystko pozostaje „po staremu”. Ka¿dy postulat zmian jest traktowany jak nawo³ywanie do rewolucji, której nauka podobno nie znosi. Czy te argumenty s± zasadne? Czy nie jest to czasem obawa tych, którzy nie chc± jakichkolwiek realnych zmian, poniewa¿ s± zbyt przywi±zani do obecnego systemu? Czy brak mobilno¶ci kadr jest przyczyn± takiego, a nie innego systemu organizacji nauki, czy te¿ jest odwrotnie?

W jednej uczelni

Przebijaj±ce siê gdzieniegdzie krytyczne opinie o braku mobilno¶ci kadr akademickich na ogó³ kontrastuj± z wypowiedziami kandydatów do ró¿nych funkcji w uczelni, chwal±cych siê zwykle w okresie wyborów, ¿e od studenta do profesora pracowali w tym samym miejscu. To ma byæ argument ¶wiadcz±cy za tym, ¿e najlepiej znaj± uczelniê, jej problemy i najlepiej nadaj± siê do objêcia funkcji. Ciekawe, ¿e w tym przypadku brak mobilno¶ci nie jest wad±, lecz zalet± kariery akademickiej.

W systemie amerykañskim taka kariera nie jest mo¿liwa. Niemobilny odpada. Nie ma szans na zatrudnienie. Zmiana miejsca pracy jest wymuszona systemowo. Nie mo¿na spêdziæ ca³ego ¿ycia w jednej uczelni, podobnie jak nie mo¿na ca³ego ¿ycia przepracowaæ w jednej firmie. Przeciêtny Amerykanin co najmniej czterokrotnie zmienia miejsce pracy i uczeni nie s± tu wyj±tkiem. W przypadku naukowca osi±gaj±cego sukcesy, zmiana miejsca pracy prowadzi do coraz wy¿szych zarobków, wiêkszego laboratorium oraz lepszej uczelni i koñczy siê dopiero, gdy uda siê mu zdobyæ pozycjê w Harvardzie lub Uniwersytecie Stanforda. Podczas gdy w przypadku naukowca przeciêtnego lub wrêcz miernego obserwuje siê albo brak zmiany miejsca pracy, albo przenoszenie siê do gorszych szkó³ wy¿szych (collegeów), gdzie nad uprawianiem nauki przewa¿a nauczanie.

O obsadzie etatu w ka¿dej uczelni - ma³ej czy du¿ej - decyduj± autentyczne, otwarte konkursy, na które wp³ywa kilkadziesi±t lub nawet kilkaset podañ. Niezale¿na komisja wybiera kandydata o najwiêkszym dorobku i najwiêkszych perspektywach rozwoju, a nie tego, który najwiêcej czasu spêdzi³ w jednej uczelni i najlepiej tka³ „akademick± pajêczynê”. Wprowadzenia podobnego systemu nasi uczeni boj± siê bardziej ni¿ ognia.

Chów wsobny

W Polsce najpopularniejszy jest chów wsobny, czyli chowanie swoich - w swoich uczelniach. O rozwoju o¶rodka decyduj± obyczaje plemienne. Ka¿dy o¶rodek naukowy opanowany jest przez cz³onków jednego plemienia i tylko oni mog± w nim zrobiæ karierê. Takie regu³y obowi±zuj± w starych o¶rodkach, gdzie wiêzi plemienne s± najtrwalsze. Kto¶ spoza tej wspólnoty zawsze jest obcy, bez szans na karierê, szczególnie wtedy, gdy nie przestrzega etyki plemiennej. Wyj±tki tylko potwierdzaj± regu³ê.

Do tych regu³ staraj± siê dostosowaæ tak¿e uczelnie m³ode, dopiero co zak³adane, w tym prywatne. Te s± zmuszone do korzystania z kadry starszych uczelni. Ich rektorzy argumentuj±, ¿e nie mo¿e byæ inaczej, bo w ci±gu 10-15 lat istnienia uczelnie te nie zdo³a³y wykszta³ciæ swojej kadry, tzn. chów wsobny nie zosta³ jeszcze ukoñczony, ale jest na dobrej drodze. Polityka tych uczelni nawi±zuje do polityki uczelni starszych. O innych sposobach rekrutacji kadr wcale siê nie my¶li. Wypo¿yczanie okresowe kadr - tak, rekrutacja nie swoich na drodze autentycznych konkursów - nie.

Gdy up³ynie trochê lat uczelnie te równie¿ opr± siê na swojej kadrze, a kariery od studenta do rektora w tej samej uczelni bêd± tak¿e dla nich wzorcowe. Taki system jest u nas utrwalany od lat i je¶li nie przyjmiemy innego my¶lenia, bêdzie panowa³ na wieki. Niektórzy twierdz±, ¿e reform nie mo¿na przeprowadziæ od zaraz, ¿e na to potrzeba czasu, nowego pokolenia. Tymczasem od obalenia komunizmu up³ynê³o 15 lat, obecne w uczelniach nowe pokolenie przejmuje obyczaje swoich poprzedników, a ludzie zdolni i przedsiêbiorczy, najczê¶ciej z braku perspektyw, realizuj± siê poza uczelniami i nauk±.

Konkursy tylko dla swoich

Zwolennicy obecnego systemu twierdz±, ¿e system amerykañski nie jest dla nas, bo na konkursy zg³asza siê tylko jedna osoba, podczas gdy w USA dziesi±tki, a nawet setki. Trudno ten argument chyba uznaæ za co¶ innego ni¿ zwyk³± hipokryzjê, bo odpowiadaj± za to organizatorzy konkursów, stawiaj±cy na osobê wcze¶niej wybran±, czyli zwyciêzcê, wed³ug kryteriów dostosowanych nie do potrzeb instytutu czy uczelni, lecz do potrzeb i osi±gniêæ konkretnej osoby, czêsto wed³ug kryteriów genetycznych (w takiej genetyce jeste¶my silni!). Na wszelki wypadek og³oszenia o konkursach wywieszane s± zwykle tylko obok dziekanatu. Czemu nie zamieszcza siê ich standardowo w ogólnopolskich czasopismach, takich jak choæby „Forum Akademickie” (s± jedynie wyj±tki) lub w Internecie na jakim¶ ogólnopolskim portalu, np. Rady G³ównej Szkolnictwa Wy¿szego, tak aby istnia³a ogólnie dostêpna tablica og³oszeñ - tego przeciwnicy zmian nie t³umacz±. Jakby siê bali, by na etaty nie zg³asza³a siê wiêcej ni¿ jedna upatrzona osoba i by nadal by³ to argument przeciwko wprowadzeniu u nas systemu anglosaskiego.

Trzeba przy tym zaznaczyæ, ¿e nawet gdyby kto¶ przypadkowo poinformowany, ale niepowo³any, zg³osi³ siê na taki konkurs, to i tak nie ma ¿adnych szans. Je¶li ma wiêcej lepszych publikacji i wiêksze osi±gniêcia edukacyjne, to i tak gorzej spe³nia wymagania stawiane kandydatom, bo te w sposób wrêcz idealny spe³nia tylko wybrany wcze¶niej zwyciêzca. Niepowo³any do wygrania ¶mia³ek mo¿e byæ najlepszy, ale konkretnie najlepszy jest ten, kto wygra³ ju¿ przed og³oszeniem konkursu. Taki sposób rekrutacji kadr akademickich zapewnia i utrwala niemobilno¶æ systemow±.

Rzadko spotykane próby mobilno¶ci s± wrêcz karane. Zmiana o¶rodka jest podejrzana. Oznacza, ¿e kto¶ by³ s³aby albo konfliktowy, wiêc nale¿y siê go wystrzegaæ. Im wiêcej ma znanych publikacji, im bardziej znane osi±gniêcia edukacyjne, tym gorzej dla takiego nieudacznika. „Udacznikami” s± ci, którzy o¶rodków nie zmieniaj±, co ¶wiadczy o ich warto¶ci i lojalno¶ci, tak wysoko cenionej przez decydentów.

Pogl±d o tym, ¿e gdy kto¶ jest dobry, to wszêdzie znajdzie pracê, a inni siê bêd± o niego bili, nie ma u nas pokrycia w faktach. W Polsce o dobrych nikt siê nie bije, dobrych siê bije. Wyj±tki tylko potwierdzaj± regu³ê.

Wieloetatowe cha³turzenie

Profesorowie s± zakorzenieni w jednej uczelni, w której robili karierê i co daje im presti¿ oraz przys³uguj±ce wynagrodzenie - zdarza siê, ¿e bez potrzeby weryfikacji ich pracy - ale jednocze¶nie je¿d¿± od miasta do miasta, od uczelni do uczelni w celu nape³nienia kieszeni. Fakt, ¿e nie wszyscy musz± tak je¼dziæ. Profesorowie zrêczno¶ciowi, którzy maj± dobre uk³ady, z czêstej peregrynacji mog± byæ zwolnieni dostarczaj±c punktów do ocen PKA.

Nasz system akademicki nie wymaga pracy, lecz jedynie dostarczania punktów uczelni. Je¶li kto¶ dostarcza wielu punktów, pracowaæ nie musi. Uk³ad jest prosty - uczelnia ma punkty, profesor ma pieni±dze i obie strony s± zadowolone. Je¶li siê ma taki uk³ad w kilku uczelniach, które u nas rosn± jak grzyby po deszczu, to i kieszeñ mo¿na nabiæ bez wiêkszego wysi³ku. Wielu „sklonowanych profesorów” znale¼æ mo¿na tylko na li¶cie p³ac.

Jak wygl±daj± te wysoko punktowane us³ugi profesorów zrêczno¶ciowych, mo¿na na ogó³ przeczytaæ na niektórych forach internetowych. Serwuj± zwykle bubel edukacyjny, bo nie maj± czasu ani na pracê naukow±, ani na czytanie literatury ¶wiatowej, ani na czytanie prac licznych magistrantów. Nie s± w stanie wykrywaæ plagiatów, o ile w ogóle taka dzia³alno¶æ ich interesuje. Przekazuj± studentom kult bylejako¶ci i ucz± cha³turzenia.

Wieloetatowo¶æ profesorów kontrastuje z bezetatowo¶ci± coraz liczniejszych doktorów. Ale za doktora, choæby najlepszego, uczelnie maj± ma³o punktów, za profesora, choæby najgorszego - wiele. St±d uczelnie wol± profesorów. Jak nie zatrudni± aktywnych doktorów, to bubel profesorski nie bêdzie tak widoczny. Nie bêdzie kontrastu, który zak³óca³by systemow± fikcjê edukacyjn±. System dzia³a bardzo sprawnie, dlatego doktorom pozostaje jedynie nomadyzm zagraniczny. U nas z regu³y nie maj± szans. Niektórzy maj± uk³ad z profesorem i odwalaj± za niego robotê za marne okruchy z pañskiego sto³u.

Jedynym wyj¶ciem z sytuacji by³aby likwidacja tytu³u profesora belwederskiego, który daje uczelniom tak siln± kartê przetargow±. Nie mo¿e byæ tak, ¿e bezproduktywnego profesora ceni siê wy¿ej ni¿ genialnego nawet doktora. Stanowisko profesora powinno byæ po prostu obsadzone przez najzdolniejszego kandydata ze stopniem doktora. Gdyby za¶ taka osoba przesta³a byæ produktywna naukowo, powinna to stanowisko straciæ, by uczyniæ miejsce m³odszym i zdolniejszym.

Nomadyzm etycznie wymuszony

Wieloetatowo¶æ profesorów stwarza jednak¿e konkurencjê uczelniom pañstwowym ze strony uczelni prywatnych. Dlatego uczelnie pañstwowe wprowadzaj± jej ograniczanie. Okre¶laj±, ¿e wyk³adanie w uczelniach w tym samym mie¶cie jest etycznie naganne, gdy natomiast wyk³adanie w ró¿nych miastach - nie. St±d mobilno¶æ wymuszona zostaje etycznie. ¯eby byæ etycznym, trzeba siê przemieszczaæ do nieraz odleg³ych miast. Tym sposobem interesy zasadniczo niemobilnych zostaj± zabezpieczone, a i etyczno¶æ mobilnych zostaje ekonomicznie ocalona. Nie ma mowy jednak o ocaleniu poziomu badañ i edukacji.

Inn± form± jest mobilno¶æ wymuszona skutkami plagiatorstwa. Profesor przy³apany w jednej uczelni na plagiatach nie zawsze mo¿e w niej pozostaæ. Je¶li plagiatowa³ wiele razy, zdarza siê, ¿e ponosi skutki takich czynów. Konsekwencje s± u nas jednak osobliwe. Prosi siê go o opuszczenie swojej uczelni, ale mo¿e siê przenie¶æ do innej. Kto¶, kto by³ nieuczciwy w jednej uczelni, w innej mo¿e ¶wieciæ przyk³adem.

W USA plagiat wyklucza ze ¶rodowiska akademickiego, w Polsce jedynie wymusza mobilno¶æ. Nikt nie odbiera plagiatorom tytu³ów profesorskich lub habilitacji. Gdyby wzros³a u nas wykrywalno¶æ plagiatów, to i zwiêkszy³aby siê mobilno¶æ kadr akademickich. Nie ma tego z³ego, co by na dobre nie wysz³o! Niestety tylko nieuczciwym. Uczciwi za karê musz± siê trzymaæ swoich uczelni.

Co zmieniæ w systemie?

Nie ma chyba w±tpliwo¶ci, ¿e ten system nale¿y zmieniæ. Chów wsobny powoduje, ¿e uczelnie - nawet te najlepsze - zapadaj± czasem na nieuleczalne, permanentne schorzenia. Nepotyzm, klikowo¶æ, korupcja, brak krytyki naukowej, negatywna selekcja kadr, rz±dy samych swoich - to tylko kilka przyk³adów tych schorzeñ. Trzeba podj±æ radykalne kroki. Konieczne jest wprowadzenie programu ochrony ró¿norodno¶ci akademickiej.

Trzeba wprowadziæ ustawowo zakaz zatrudniania w uczelniach swoich wychowanków w ci±gu co najmniej 5 lat po ukoñczeniu doktoratu, podobnie jak w Niemczech. Tym samym kto¶, kto w jednej uczelni ukoñczy³ studia i obroni³ doktorat przed komisj± ogólnopolsk±, a najlepiej miêdzynarodow±, by³by zmuszony do mobilno¶ci, do pracy w innych o¶rodkach naukowych, i nie wcze¶niej ni¿ po 5 latach móg³by siê staraæ o miejsce w swojej macierzystej uczelni, w ramach otwartego, a z regu³y miêdzynarodowego, konkursu. Oczywi¶cie, zarobki takiej osoby musz± umo¿liwiaæ przeprowadzkê do innego miasta i rozwi±zanie problemu mieszkaniowego.

Wprowadzenie otwartych rzeczywistych konkursów - zamiast obecnych fikcyjnych - wymusi³oby mobilno¶æ kadry naukowej, która bez do¶wiadczeñ z innych o¶rodków nie mia³aby szans powrotu do swojej macierzystej uczelni.

Obsadzanie etatów w szko³ach prywatnych winno siê odbywaæ na podobnych zasadach. Likwidacja wieloetatowo¶ci zmusi³aby uczelnie do zatrudniania kompetentnych jednoetatowców, do obsadzania stanowisk wed³ug kwalifikacji, a nie wed³ug tytu³ów, u nas od poziomu merytorycznego i etycznego niezale¿nych. Wieloetatowo¶æ w takiej postaci, jaka wystêpuje w Polsce, nie istnieje w USA, gdy¿ trudno sobie wyobraziæ, by kto¶ móg³ godziæ obowi±zki pracy w jednej uczelni z prac± w drugiej, konkurencyjnej placówce. Jednak¿e niezbêdnym warunkiem usuniêcia wieloetatowo¶ci oraz cha³turzenia uczonych jest, po pierwsze, wynagrodzenie umo¿liwiaj±ce ¿ycie na przyzwoitym poziomie z jednego etatu, a po drugie, powi±zanie wysoko¶ci tego wynagrodzenia z osi±gniêciami naukowymi i dydaktycznymi.

Taki system winien dzia³aæ na rzecz likwidacji uczelni obliczonych na liczenie kasy przez profesorskich nomadów i zdobywanie dyplomów przez niedouczonych studentów pozbawionych rzeczywistego kontaktu ze ¶rodowiskiem naukowym.

Józef Wieczorek, Kraków, Cezary Wójcik, Dallas

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje