Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



¯ycie akademickie

Trup w szafie

W niektórych uniwersytetach kr±¿± ju¿ nieoficjalne listy osób zaanga¿owanych we wspó³pracê z UB i SB, historycy pracuj±cy w IPN s± na tropie kolejnych niemi³ych odkryæ. Nie pomo¿e wiêc chowanie g³owy w piasek. Trzeba podj±æ jakie¶ decyzje.
Rozmowa z prof. Stanis³awem Salmonowiczem, historykiem prawa, cz³onkiem PAU

Instytut Pamiêci Narodowej otworzy³ szafê. Bije z niej przykry zapach. Teraz pozostaje albo ponownie j± zamkn±æ, wywietrzyæ pokój i mieæ baczenie na ka¿dego, kto majstruje przy drzwiach, albo wyj±æ trupa i pochowaæ go. Co Pan radzi?

- Ostatnimi czasy zarysowa³y siê dwa kierunki my¶lenia. Kierunek pierwszy, reprezentowany m.in. przez Adama Michnika i jego zwolenników, jest przeciwny wszelkim lustracjom i powrotom do przesz³o¶ci. Drugi, reprezentowany g³ównie przez skrajn± prawicê, ¿±da pe³nej jawno¶ci i wyci±gania takich czy innych (ale jakich?) konsekwencji. Odrzucam rozwi±zania skrajne. Zgadzam siê wprawdzie, ¿e wszelkie lustracje czy weryfikacje nios± z sob± trudne do skalkulowania koszty w³asne, ale jednocze¶nie uwa¿am, ¿e ca³kowita amnezja jest niedopuszczalna.

Nawet je¶li dotyczy to ¶rodowiska pracowników nauki?

- Przede wszystkim. Nie ma powodu, aby rozdzieraæ szaty nad tuzinkowym donosicielem z ulicy. Od profesora uniwersytetu mogê jednak wymagaæ, by nie trudni³ siê latami zajêciem niegodnym. Mo¿na wprawdzie postêpowaæ stosownie do maksymy: de mortuis nil nisi bene, ale czy bêdzie to adekwatne do prawdy historycznej o dziejach danego uniwersytetu czy instytutu? Powiedzmy jasno: istnieje potrzeba prawdziwej katharsis w ¶rodowisku naukowym w Polsce, bo po roku 1989 nie urodzi³a siê ¿adna koncepcja samooczyszczenia siê tej zbiorowo¶ci. Na skutek tego niektórzy czo³owi decydenci naukowi epoki Gomu³ki czy Gierka pozostali na swoich, nieraz eksponowanych stanowiskach, wywieraj±c wp³yw zarówno na kszta³t polityki pañstwa, dobór jego kadr, jak i na obsadê personaln± presti¿owych instytucji naukowych. W ich interesie le¿y opiesza³o¶æ w reagowaniu na z³o. Wystarczy wspomnieæ ksi±¿kê dr. Marka Wroñskiego Zagadka ¶mierci profesora Mariana Grzybowskiego (Warszawa 2004). Publikacja dokumentuje, jak ¶rodowisko medyczne w ci±gu wielu lat ustosunkowywa³o siê do prób wyja¶nienia okoliczno¶ci ¶mierci wybitnego dermatologa w 1949 r. w areszcie warszawskiego UB oraz do prób ustalenia winnych ca³kowitego wymazania uczonego z kart dziejów nauki polskiej. Zainteresowani milczeniem wokó³ tego tematu, wspierani przez czê¶æ ¶rodowiska, nadal usi³uj± tuszowaæ sprawê. Najchêtniej skazaliby ksi±¿kê na niebyt w spo³ecznej ¶wiadomo¶ci, podobnie jak w swoim czasie, na ¿yczenie nieustalonej osoby, wycofano w latach stalinowskich podrêcznik dermatologii profesora.

Czy jednak z faktu informowania opinii publicznej o przyk³adach dyskwalifikuj±cych moralnie niektóre autorytety nie wyniknie wiêcej szkody ni¿ po¿ytku? Czy nie maj± racji ci, którzy perswaduj±, ¿e zgodnie ze star± zasad± archiwistów dokumenty nale¿y pozostawiæ w spokoju przez lat 50?

- Teoretycznie jest w tym wiele racji. Byæ mo¿e sprawa jest ¼le u³o¿ona, ale skoro ju¿ raz otwarto archiwa s³u¿b specjalnych, procesu nie da siê zatrzymaæ. I teraz ju¿ nie mo¿na dyskutowaæ o tym czy dobrze siê sta³o, czy ¼le, ¿e otwarto teczki, ale nale¿y siê zastanowiæ, co dalej robiæ, skoro je otwarto? Ujawnione dotychczas casusy, to jedynie wierzcho³ek góry lodowej. W niektórych uniwersytetach kr±¿± ju¿ nieoficjalne listy osób zaanga¿owanych we wspó³pracê z UB i SB, historycy pracuj±cy w IPN s± na tropie kolejnych niemi³ych odkryæ. Nie pomo¿e wiêc chowanie g³owy w piasek. Trzeba podj±æ jakie¶ decyzje. Nawet nie¶mia³e bêd± lepsze ani¿eli ¿adne. Bo inaczej prawd± oka¿e siê to, o czym mówi± z³o¶liwi, ¿e Polacy, raz na generacjê urz±dzaj± mniej lub bardziej udane powstanie, ale na co dzieñ brak im elementarnej odwagi cywilnej.

Wzywa Pan do polowania na czarownice?

- Bzdura. Nie o to chodzi. Tym, którzy wspó³pracowali sporadycznie ze s³u¿bami specjalnymi na szkodê swoich kolegów ze strachu, oportunizmu czy naiwno¶ci ideowej, pozostawiam kwestiê do rozwa¿enia w ich w³asnym sumieniu b±d¼ sumieniu osób przez nich pokrzywdzonych. Ale s± przypadki, kiedy dla danego „tajnego wspó³pracownika” SB by³a zmuszona za³o¿yæ (ze wzglêdu na obfito¶æ twórczo¶ci) kilkana¶cie teczek, zawieraj±cych denuncjacje odnosz±ce siê do ca³ego wydzia³u, instytutu, ba! . uniwersytetu. Taki cz³owiek, z regu³y bezpartyjny, cieszy³ siê zaufaniem uczonych, przede wszystkim tych usytuowanych daleko od w³adzy ludowej i... na nich donosi³. Skutkowa³o to nie tylko drobnymi dolegliwo¶ciami . odmow± wydania paszportu czy wstrzymaniem nominacji „belwederskiej”, ale tak¿e nieprzed³u¿eniem zatrudnienia w uniwersytecie. Czasem . aresztowaniem. Czy takie osoby powinny zostaæ anonimowe, powinny nadal kszta³ciæ studentów, mówiæ im o etyce medycyny, prawa, historii?

Wierzy Pan SB-owskim dokumentom?

- Trudno odpowiedzieæ jednoznacznie „tak” lub „nie”. To nie jest ³atwy problem. S± luki ró¿nego rodzaju, spowodowane w du¿ej mierze polityk± niszczenia akt UB i SB na progu rz±dów solidarno¶ciowych. Je¿eli jednak otrzymujê do rêki ca³o¶ciowy zbiór akt s³u¿b specjalnych, których autentyzm nie budzi w±tpliwo¶ci, to przyjmujê, i¿ ich zawarto¶æ jest wiarygodna. Budz± w±tpliwo¶ci jedynie informacje na temat pokrzywdzonego, które do akt trafi³y z ró¿nych ¼róde³. Te wymagaj± kontroli fachowego historyka wedle zasad krytyki ¼ród³a. Odrêbn± spraw± jest identyfikacja osób bêd±cych na us³ugach w³adz bezpieczeñstwa. Wystêpuje tu, mniej wiêcej od lat sze¶ædziesi±tych do 1989 roku, wyra¼ne sformalizowanie. „Tajny wspó³pracownik” („tw”) to osoba, która podpisa³a zobowi±zanie o wspó³pracy z SB. „Kontakt operacyjny” („ko”) to okre¶lenie do¶æ szerokie, obejmuj±ce m.in. donosy czy komunikaty osób, które nie by³y formalnie wspó³pracownikami SB, ale informacji udziela³y z takich czy innych powodów. Wiktor Tro¶cianko, gwiazda „Wolnej Europy”, nie by³ przecie¿ formalnie wspó³pracownikiem, ale dostarcza³ SB materia³y donosicielskie na Nowaka-Jeziorañskiego.

Wreszcie „doniesienie z tzw. kontaktów s³u¿bowych”... W przypadku uczelni b±d¼ instytucji naukowych do takich kontaktów zmuszeni byli szefowie struktur uniwersyteckich i kadrowi dzia³acze PZPR. Czasem informacja uzyskana t± drog± mog³a byæ szkodliwa. Zdarza³y siê te¿ przypadki, niezwykle rzadko, ¿e podpisy „tw” fa³szowano. Dotyczy to przede wszystkim quasi-werbunku ksiê¿y. Ale wtedy, je¿eli brak autentycznych donosów, mimo podpisanego zobowi±zania trudno tak± osobê uwa¿aæ za sensu stricto aktywnego wspó³pracownika.

A przy okazji, fakt, i¿ brak wielu akt SB ratuje przed identyfikacj± ró¿nych tajnych wspó³pracowników - wbrew polemistom atakuj±cym IPN . w niczym nie mo¿e zaszkodziæ osobom niewinnym, bo przecie¿ niszczono to, co obci±¿a³o „swoich”. Warto równie¿ podkre¶liæ kwestiê prawn±. Decyzja IPN o odmowie udostêpnienia akt, jako decyzja administracyjna, podlega kontroli s±dów administracyjnych. Oficjalna informacja pisemna IPN, ¿e dana osoba by³a tajnym wspó³pracownikiem, nie jest ¿adn± decyzj±, lecz informacj±. Je¿eli po „upublicznieniu” takiej informacji kto¶ czuje siê pokrzywdzony, zawsze ma prawo . wedle regu³ ogólnych . skierowaæ pozew do s±du cywilnego i s±d ustali, czy oskar¿enie by³o s³uszne. IPN rzadko identyfikuje kogo¶ jako tajnego wspó³pracownika. Zazwyczaj wtedy, gdy istnieje nie tylko jego deklaracja wspó³pracy, ale i teczki pe³ne jego donosów. Brak dot±d dowodów, i¿ pope³niono tu b³êdy. W moim przypadku, gdy ujawniono nazwisko osoby z mego otoczenia bêd±cej tajnym wspó³pracownikiem, otrzyma³em trzy teczki jego „raportów” za okres ponad 15 lat.

Dlaczego wyst±pi³ Pan do IPN z wnioskiem o przyznanie statusu pokrzywdzonego?

- Poniewa¿, po pierwsze - w grudniu 1970 r. by³em aresztowany z powodów politycznych w Warszawie i przesiedzia³em kilka miesiêcy na Rakowieckiej, po drugie . po zwolnieniu z aresztu na rok pozbawiono mnie mo¿liwo¶ci pracy w zawodzie, po trzecie . przez 10 lat odmawiano mi wydania paszportu i po czwarte . przez kilkana¶cie lat uniemo¿liwiono awans zawodowy. Nie ukrywam, ¿e chcê wiedzieæ, komu to zawdziêczam, bo, jak siê okazuje, przez oko³o 20 lat by³em stale „pilnowany”, m.in. przez kolegów-uczonych. Po przyznaniu mi statusu pokrzywdzonego z IPN, otrzyma³em kilkana¶cie teczek na swój temat z dokumentami UB i SB z terenu Krakowa (do 1966 r.), Bydgoszczy, Warszawy i Torunia.

¯a³uje Pan, ¿e je przeczyta³?

- Nie. Wrêcz przeciwnie, czujê siê dowarto¶ciowany. Najbardziej zdumia³a mnie skrupulatno¶æ w dokumentowaniu moich pogl±dów z czasów, kiedy by³em jeszcze asystentem w UJ w Krakowie. Reasumuj±c, dla historyka by³o to bardzo interesuj±ce do¶wiadczenie, które . byæ mo¿e . zaowocuje publikacjami. Z punktu widzenia poszerzenia wiedzy na osobisty u¿ytek, psychologicznie po¿yteczne. Wiele spraw siê wyja¶ni³o.

Czy ka¿dy powinien mieæ dostêp do teczek IPN?

- Ustawa o IPN ma swoje wady, podobnie jak i praktyka, ale generalnie widzê je gdzie indziej ani¿eli profesor Romanowski, którego emocjonalnego, pe³nego pospiesznych uogólnieñ ataku na IPN w „Gazecie Wyborczej” zupe³nie nie rozumiem. Dlaczego chce, aby trzymaæ dokumenty pod kluczem? A¿ wymr± zainteresowani? Jestem za szerokim dostêpem do akt bez restrykcji uzasadnianych ochron± prywatno¶ci. Ale szeroki nie znaczy powszechny. Trudno dopuszczaæ do akt tych, którzy nie spe³niaj± kryteriów podmiotowych. T± zasad±, obojêtnie czego dokumenty dotycz±, kieruj± siê wszystkie archiwa. Dostêp nale¿y zapewniæ historykom i osobom pokrzywdzonym. Popieram stanowisko prof. Friszkego, polemisty prof. Romanowskiego, bo, podobnie jak on, jestem specjalist± od spraw stalinizmu i okupacji hitlerowskiej, a do tego ja sam i moja rodzina w ró¿nych aspektach byli¶my ofiarami tego systemu. W dyskusjach „o teczkach” zapomina siê, ¿e komunizm, jako ustrój, upad³ w Polsce na skutek bezprecedensowego porozumienia Okr±g³ego Sto³u i jego konsekwencji . bez rozlewu krwi. To oczywi¶cie nie mog³o pozostaæ bez wp³ywu na stosunek Polaków do przesz³o¶ci dawnej i najnowszej. S³usznie nie podjêto dzia³añ odwetowych, nie dyskryminowano cz³onków by³ych elit i ich akolitów. Nie oznacza to jednak zgody na milczenie w przypadkach niekwalifikuj±cych siê do poci±gniêcia do odpowiedzialno¶ci prawnej czy dyscyplinarnej. W ¿yciu publicznym nie obowi±zuje s±dowa zasada domniemania niewinno¶ci. Aby pe³niæ funkcje polityczne i piastowaæ godno¶ci uniwersyteckie, trzeba byæ po prostu nieskazitelnym.

Rozmawia³a Janina S³omiñska

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje