¦rodowisko 20-, 40- i 60-tysiêczne. Tak zmienia³a siê wielko¶æ Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu przez ostatnich 12 lat. I tak wygl±da³y dominia kolejnych rektorów od 1993 roku. Jest to skala spo³eczna, która ka¿e my¶leæ o uniwersytecie nie tylko w kategoriach statutowych celów, ale tak¿e, w znacz±cej mierze, w kontek¶cie dzia³ania skomplikowanej instytucji, z wielkim bud¿etem, aparatem administracji, z balastem spraw finansowych, gospodarczych i zwi±zanych z bezpieczeñstwem ludzi i mienia oraz problemami dotycz±cymi zarz±dzania, regulacji prawnych i patologiami, które w tym specyficznym ¶rodowisku siê wy³aniaj±. A to zwraca uwagê na znaczenie relacji miêdzy w³adz± wybieraln± a administracj±, nie tylko pod k±tem satysfakcji w³adzy, ale przede wszystkim odpowiedzialno¶ci. Za kilka miesiêcy znowu rozegra siê w uniwersytecie walka o autonomiê uczelni, o wielkie pieni±dze i o to, kto bêdzie tworzy³ i pisa³ historiê. Tym razem jeszcze bardziej ni¿ kiedykolwiek wynikami wyborów rektorskich bêdzie zainteresowany potê¿ny beneficjant: zarz±d uczelnianej administracji.
Organizm uniwersytecki - który musi realizowaæ trudne cele statutowe, prowadziæ olbrzymie inwestycje, operowaæ wielkimi pieniêdzmi (wydawaæ i zarabiaæ), rozwijaæ powa¿n± wspó³pracê miêdzynarodow±, reprezentowaæ (po¶rednio równie¿ region i Polskê) w wa¿nych kontaktach zagranicznych, przyjmowaæ wizyty najwa¿niejszych polityków, biznesmenów i ludzi kultury, dbaæ o bezpieczeñstwo ¶rodowiska i go¶ci - ten organizm nie ma do dyspozycji instrumentów, jakimi w³adaj± np. miasta podobnej wielko¶ci. To wyznacza zakres zadañ, ale tak¿e, niestety, mo¿e prowadziæ do przyzwolenia na ka¿de metody zarz±dzania, byleby by³y skuteczne i dawa³y swobodê dzia³ania zespo³om rektorskim, w takim zakresie, w jakim zale¿y im na sprawowaniu w³adzy.
Tu uwaga: o ile kandydaci do w³adz akademickich s± prze¶wietlani pod wieloma wzglêdami, m.in. politycznym, nie dotyczy to w³adz administracyjnych, które przecie¿ bezpo¶rednio skupiaj± w rêkach dane osobowe, dokumenty finansowe, ³±czno¶æ i bezpieczeñstwo w ca³ej uczelni. O ile rektor i pozosta³e w³adze akademickie ponosz± odpowiedzialno¶æ wobec elektoratu, to dyrektor administracyjny zale¿y tylko od rektora, który swój pogl±d na wiele spraw wyrabia sobie czêsto na podstawie tego, co dyrektor mu przed³o¿y. Dlatego obsada tego stanowiska, to najwa¿niejsza dla uczelni decyzja personalna rektora. A w przypadku, gdy jest to jedyna funkcja constans przy kadencyjnej wymianie ekip rektorskich, mo¿e siê zdarzyæ, ¿e w praktyce to rektor jest zak³adnikiem dyrektora w ka¿dej sprawie dotycz±cej zarz±dzania: od dotarcia do informacji po realizacjê decyzji.
Od pocz±tku transformacji ustrojowej, w³adza w UAM przechodzi p³ynnie w rêce prorektorów z poprzedniej ekipy rektorskiej. W ten sposób rektor Jerzy Fedorowski „wypromowa³” rektora Stefana Jurgê, a ten z kolei rektora Stanis³awa Lorenca. Nie by³o wstrz±sów programowych i kolejni rektorzy wzbogacali swoimi projektami stabiln± wizjê rozwoju uniwersytetu. Ale mimo pozorów kontynuacji, ka¿dy nowy rektor od razu zaznacza³ sw± odrêbno¶æ i niezale¿no¶æ od poprzednika. Ró¿ne by³y wewnêtrzne i zewnêtrzne warunki ich dzia³ania. Demokracja, dyktatura i aksamitny terror, tak ¿artobliwie nazwa³abym ustroje, jakie po kolei tworzyli. Tylko w trzecim znacz±ca rola (vide: drugi cz³on nazwy) przypad³a szczytom uczelnianej administracji.
Rektor Fedorowski rz±dzi³ jak demokrata, ale arbitralnie. ¦wiat trzês±cy siê w posadach potrzebowa³ wyrazistego przywódcy, wszyscy zaczynali odnajdywaæ swoje miejsce w nowej rzeczywisto¶ci ustrojowej. Rektor realizowa³ zasadniczy nakaz, aby uniwersytet przetrwa³ i by mia³ perspektywy na przysz³o¶æ. Rektor Jurga by³ jak g³owa komety: kto zd±¿a³ za nim, by³ widoczny, inni przepadali. Pozostawi³ blask i okaleczenia. Rektor Lorenc trzyma siê kursu i dba o etykietê, ma najbardziej komfortow± sytuacjê i pielêgnuje wizerunek przyjazny ca³emu ¶wiatu. Wszystkich ³±czy to, ¿e ¿aden raczej nie znosi sprzeciwu.
Ka¿dy z trzech rektorów, których zna³am w ci±gu ostatnich 12 lat, by³ innym cz³owiekiem i inaczej sprawowa³ swój urz±d. Rzutowa³o to m.in. na atmosferê pracy w uczelni, w tym klimat posiedzeñ Senatu, na zewnêtrzny wizerunek uniwersytetu oraz relacje z administracj± uniwersyteck± i jej pozycjê w uczelni. W¶ród problemów, które koniecznie wymagaj± dyskusji ¶rodowiskowej u progu nowej kadencji rektorskiej, na pierwszym miejscu wymieni³abym w³a¶nie uk³ad si³ miêdzy w³adzami uniwersyteckimi pochodz±cymi z wyboru a aparatem administracji. Z tym zagadnieniem wi±¿e siê szczególnie silnie inna kwestia, mianowicie - obecno¶ci polityki w ¿yciu uczelni. Zaryzykujê pogl±d, ¿e sposób uregulowania obu tych spraw bêdzie mia³ decyduj±cy wp³yw na konsumowanie autonomii uniwersytetu i zakres samorz±dno¶ci pracowników nie tylko w nadchodz±cych latach, ale w znacznie d³u¿szej perspektywie.
Rektor Jerzy Fedorowski, obejmuj±c uczelniê w 1991 r., stan±³ w obliczu takiego samego problemu jak premier Tadeusz Mazowiecki, kiedy ustanawia³ w Polsce „grub± kreskê”. „Gruba kreska” w UAM oznacza³a pozostawienie u w³adzy czê¶ci administracji, zwi±zanej z poprzednim uk³adem politycznym.
Ze strony rektora Fedorowskiego by³ to gest szlachetno¶ci i pragmatyzmu. Kierowa³ siê zasad±, ¿e nale¿y pozwoliæ pracowaæ dla uniwersytetu ka¿demu, kto ma tak± wolê, a równocze¶nie wiedzia³, ¿e uczelnia nie obêdzie siê bez skutecznego mened¿era. Uniwersytet nie mia³ ¶rodków na zatrudnienie nowego specjalisty o najwy¿szych kwalifikacjach w tej dziedzinie, tym bardziej dobrze by³o polegaæ na kim¶ do¶wiadczonym, zorientowanym w sprawach uczelnianych, o „dobrych kontaktach”. I te rachuby co do by³ego dyrektora administracyjnego nie zawiod³y. Dyrektor zajmowa³ siê realizacj± decyzji rektora, a jego wp³ywy w uczelni skutecznie równowa¿y³, umacniaj±c w³asn± pozycjê, prorektor Stefan Jurga. Kolejne dwie kadencje w³adzy rektorskiej nale¿a³y niepodzielnie do rektora Jurgi, który nie negowa³ przydatno¶ci dotychczasowego dyrektora, ale ograniczy³ jego rolê.
Dopiero kiedy wybory rektorskie w UAM wygra³ prof. Stanis³aw Lorenc, dyrektor uzyska³ daleko id±ce pe³nomocnictwa. To pozwala sytuowaæ go w hierarchii uniwersyteckiej bezpo¶rednio za magnificencj±. Jego realn± w³adzê trudno jest oceniaæ, ze wzglêdu na z³o¿ono¶æ spraw uniwersyteckich z jednej i rozleg³o¶æ osobistych kontaktów z drugiej strony, a tak¿e ze wzglêdu na metody pracy i ograniczon± jawno¶æ tej sfery dzia³ania uczelni. Jest to bardzo interesuj±cy uk³ad, poniewa¿ ¶rodowiska twórcze i urzêdnicze kieruj± siê z natury ró¿nymi priorytetami.
Jako jedno z istotnych zadañ swojej kadencji rektor Stanis³aw Lorenc wskazuje reformê „administracji centralnej”. Reforma polega m.in. na unowocze¶nieniu dzia³ania, czemu ma sprzyjaæ, zdaniem rektora, tak¿e wymiana pokoleniowa na kierowniczych stanowiskach i w ¶redniej kadrze administracyjnej. Reformê przeprowadza dyrekcja, dobieraj±c nowe kadry do wspó³pracy. Nie wolno jednak nie dostrzegaæ ubocznej strony tej operacji (zreszt± wymuszonej w du¿ym stopniu emeryturami) - ubywa mianowicie oddanych i wypróbowanych pracowników, bardziej mo¿e nastawionych na wspó³pracê z innymi lud¼mi ni¿ z komputerami. Ale trudno czyniæ z tego zarzut w sytuacji, gdy coraz czê¶ciej siê zapomina, i¿ komputer tak¿e ma s³u¿yæ ludziom. Nie mo¿na nie zauwa¿yæ, ¿e wymianie kadr towarzyszy os³abianie ci±g³o¶ci pamiêci o uczelni i roli, jak± w niej pe³ni³y postaci, które po dzi¶ dzieñ zajmuj± pozycje strategiczne.
Zarz±dzanie tak± uczelnia, do jakiej urós³ uniwersytet w Poznaniu, jest zadaniem dla giganta: wymaga niezwyk³ych umiejêtno¶ci, zdolno¶ci organizacyjnych, wyobra¼ni. Niezwyk³ych kompetencji i nierzadko heroizmu wymaga praca na wielu wysokich stanowiskach administracyjnych, zwi±zanych z inwestycjami, sprawami technicznymi, gospodarczymi, zaopatrzeniem, obs³ug± spraw studenckich, obs³ug± prawn±, finansami i p³acami, bezpieczeñstwem, opiek± nad maj±tkiem uczelni. Niezale¿nie od zakresu wp³ywów, dyrektor administracyjny jest od lat jedyn± osob±, która reprezentuje w uniwersytecie ci±g³o¶æ w³adzy. Obsadza stanowiska, dysponuje wiedz± i informacj±, kontroluje pieni±dze. Remonty, inwestycje, komputery, zamówienia publiczne, po najbardziej szczegó³owe kwestie pracownicze - znajduj± siê w jego gestii. Nie da siê z pominiêciem jego osoby pracowaæ skutecznie praktycznie na ¿adnym stanowisku, od najmniejszych dzia³ów po prorektorów.
Gazety, literatura, historia wci±¿ zwracaj± uwagê, ¿e nie ¿yjemy w raju. Ludzie z czo³ówek gazet spotykaj± siê w UAM kilka razy w miesi±cu. Czy po to, ¿eby zje¶æ wspóln± kanapkê? Albo - czy ich wizyty mobilizuj± tylko s³u¿by gastronomiczne? Meandry polityki, wynaturzenia biznesu, gro¼ba terroryzmu, plaga narkomanii. Czy uniwersytet jest wolny od mechanizmów rz±dz±cych tym ¶wiatem?
Wiosn± 2004 JM Rektor ujawni³, ¿e w uniwersytecie podejmowane s± specjalne czynno¶ci zwi±zane w bezpieczeñstwem, ¿e powierzane s± one wytypowanym pracownikom administracji i znajduj± siê w gestii dyrektora administracyjnego. Nie jest fantazj± wyobra¿enie sobie dzia³ania pojedynczych osób i grup przestêpczych w uczelni. Uniwersytet jest zbyt wielkim i wa¿nym ¶rodowiskiem, ¿eby nie ¶ciera³y siê w nim ró¿ne grupy interesów. Czynno¶ci podejmowane w imiê bezpieczeñstwa s± nieodzowne, ale same w sobie powinny rodziæ jak najmniej w±tpliwo¶ci i problemów. Dlatego musi byæ dok³adnie okre¶lona odpowiedzialno¶æ wszystkich uczestników tego systemu. O dzia³aniach podejmowanych w imiê bezpieczeñstwa i o zwi±zanej z nimi „bezumownej wspó³pracy z policj±” sygnalizowa³o „¯ycie Uniwersyteckie” nr 4/2004. Sprawa ta nie stanê³a jeszcze na Senacie Akademickim. Natomiast nowe prerogatywy sprawiaj±, ¿e jeszcze wiêkszego znaczenia nabra³a w uczelni pozycja dyrektora administracyjnego.
Apolityczno¶ci z pierwszej po³owy lat 90., nastêpnie otwarciu na wszystkie opcje polityczne, ze szczególnym uwzglêdnieniem opcji wp³ywowych, które forsowa³ rektor Jurga, przeciwstawia siê dzi¶ trend, który nie jest dla mnie czytelny. O ile apolityczno¶æ z czasów rektora Fedorowskiego by³a powodowana trosk± o zapewnienie warunków do spokojnej pracy w uczelni, a otwarcie na najmo¿niejszych tego ¶wiata ze strony rektora Jurgi mo¿na wyja¶niaæ m.in. chêci± zdobywania uczelni sojuszników w realizacji planów rozwojowych, to obecny kurs sprawia wra¿enie, jakby uniwersytet dawa³ siê unosiæ ró¿nym falom, z przewag± tych, które p³yn± na Morasko, za granicê, lub po prostu po pieni±dze. Z punktu widzenia interesów uczelni, wa¿ne jest jednak, aby sytuacja ta nie odbi³a siê na korzystaniu z autonomii. ¶wiat akademicki nie powinien udzielaæ nikomu pe³nomocnictw w tym zakresie!
W koñcu wrze¶nia ub.r. odby³o siê robocze zebranie w³adz UAM z kierownikami jednostek uczelni w Kicinie, na którym prof. Stanis³aw Puppel, anglista, by³y dziekan Wydzia³u Neofilologii, zaproponowa³ odej¶cie na chwilê od spraw bie¿±cych i powrót do rozmów o misji uniwersytetu. Rektor Stanis³aw Lorenc replikowa³, ¿e nie czas i miejsce po temu, ale zwróci³ uwagê na konsekwencjê w rozwijaniu uczelni od pierwszych lat transformacji, przytaczaj±c liczby (powierzchnia nowych inwestycji, rosn±ca rzesza studentów, zakres finansowania uczelni i poziom wynagrodzeñ pracowników) i przekonuj±c, ¿e przysz³o¶æ budujemy dzi¶. Owacja, z jak± spotka³a siê odpowied¼ rektora, ¶wiadczy³a m.in. o tym, ¿e uczestnikom - dziekanom, dyrektorom instytutów, kierownikom innych jednostek i dzia³ów administracji - bli¿sza od snucia refleksji o uniwersytecie jest praca organiczna. Problem polega jednak na tym, czy kontynuacja przez dodawanie zer na pewno oznacza utrzymywanie ducha zmian z pocz±tku lat 90. i jakie idee powinny przy¶wiecaæ uniwersytetowi dzisiaj.
Pytanie mo¿na postawiæ nie bez kozery, poniewa¿ ostatnie kilkana¶cie lat zupe³nie odmieni³o nasze ¿ycie. I dla uniwersytetów oznacza to inne mo¿liwo¶ci i uzale¿nienia. Ograniczenie autonomii zbli¿a siê ze wszystkich stron, tym niebezpieczniej, ¿e podstêpnie. Dlatego abstrahuj±c od dzisiejszych, bardziej czy mniej pomy¶lnych prognoz, trzeba wci±¿ na nowo odnajdywaæ miejsce uniwersytetu w ¶wiecie i przewarto¶ciowywaæ jego cele. Chocia¿ chcia³oby siê ju¿ odpocz±æ, korzystaæ ze ¶wietnych warunków pracy i wreszcie bardzo dobrych wynagrodzeñ, zamkn±æ oczy na resztê i scedowaæ k³opoty z ca³ym uniwersyteckim entouragem - nauk±, studentami, finansami i utrzymaniem gmachów - na kogo¶ innego.
Powtarzam: nied³ugo rozegra siê w uniwersytecie walka o autonomiê uczelni, o wielkie pieni±dze i o to, kto bêdzie tworzy³ i pisa³ historiê. I to naprawdê nie jest obojêtne, w czyich rêkach one siê znajd±.
Ewa Staniewicz jest redaktorem „¯ycia Uniwersyteckiego”, pisma Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.