Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Agora


Zarz±dzanie niepañstwow±

Przejrzysto¶æ i skuteczno¶æ zarz±dzania w szko³ach niepañstwowych nadal siê pogarsza. W wielu z nich jest to jedn± z istotnych przyczyn obni¿ania poziomu kszta³cenia, a wiêc przestaje byæ tylko „problemem wewnêtrznym”.
Tadeusz Wojciechowski

 Fot. Stefan Ciechan Niemal dwa lata temu opublikowa³em na ³amach „Forum Akademickiego” (nr 2/03) artyku³ Prezydenci, kanclerze, rektorzy. Wyrazi³em w nim m.in. pogl±d, ¿e zarz±dzanie wy¿szymi szko³ami niepañstwowymi jest przejrzystsze i sprawniejsze wówczas, gdy odpowiednio „wyposa¿ony” w tytu³y naukowe za³o¿yciel-kanclerz jest jednocze¶nie rektorem i tym samym kieruje szko³±-przedsiêbiorstwem jednoosobowo, z zachowaniem specyfiki tego typu przedsiêbiorstwa, tj. przynajmniej podstaw akademickiej demokracji (senat, rady wydzia³ów). Sugerowa³em te¿, ¿e proces zarz±dzania przebiega gorzej (a czasem znacznie gorzej) w tych szko³ach, w których za³o¿yciele-kanclerze dzia³aj± równolegle z powo³anymi przez siebie rektorami, powierzaj±c im, mniej lub bardziej „szczerze”, kierowanie procesem dydaktycznym lub (jak powiedzia³ mi jeden z kanclerzy) „wszystkim, co nie wi±¿e siê z kas±”.

Po dwóch latach i wielu nowych obserwacjach dochodzê do wniosku, ¿e „przejrzysto¶æ” i skuteczno¶æ zarz±dzania w tej drugiej grupie szkó³ nadal siê pogarsza. Mogê te¿ zaryzykowaæ twierdzenie, ¿e w wielu szko³ach jest to jedn± z istotnych przyczyn obni¿ania poziomu kszta³cenia, a wiêc przestaje byæ tylko „problemem wewnêtrznym”.

Dlaczego?

Zasadne wydaje siê pytanie, dlaczego tak siê dzieje, dlaczego jedno z elementarnych rozwi±zañ z zakresu zarz±dzania, czyli „delegowanie uprawnieñ”, zdaje egzamin w koncernach przemys³owych, a nie przynosi oczekiwanych efektów w relatywnie niewielkich organizmach, jakimi s± niepañstwowe szko³y wy¿sze? Przyczyn jest, jak zwykle, kilka. Moim zdaniem, najbardziej istotn± jest mylne za³o¿enie, ¿e prosto i bezkonfliktowo daje siê w szkole wy¿szej rozgraniczyæ kierowanie administracj± czy „ekonomik± firmy” i jej „produkcj±”, czyli procesem dydaktycznym. Fikcyjno¶æ tego za³o¿enia mo¿na ³atwo wykazaæ przez porównanie wa¿nych p³aszczyzn zarz±dzania szko³±, w których wystêpuj± nieuniknione sprzê¿enia zwrotne miêdzy rozstrzyganiem zagadnieñ merytorycznych i finansowych.

Nawet to uproszczone zestawienie „sprzê¿eñ” potwierdza tezê, ¿e zdecydowana wiêkszo¶æ decyzji merytorycznych zwi±zanych bezpo¶rednio z procesem dydaktycznym w szkole wy¿szej poci±ga za sob± konieczno¶æ jednoczesnego podejmowania decyzji finansowych. Je¿eli zatem decyzje te chce i mo¿e podejmowaæ najemny rektor, to - przynajmniej teoretycznie - powinien to robiæ niemal zawsze w porozumieniu z kanclerzem lub wrêcz z jego akceptacj±.

Szko³a jako przedsiêbiorstwo

Tabelka Druga przyczyna nie wystêpuje powszechnie, ale jest szczególnie k³opotliwa. Wynika ona z ró¿nic „naturalnego” podej¶cia do celu i misji szko³y wy¿szej u wiêkszo¶ci rektorów i tych za³o¿ycieli, którzy traktuj± szko³ê jako jedn± z form dochodowego biznesu. Rektor d±¿y do wysokiej jako¶ci nauczania, stara siê zdobywaæ najlepszych (i, niestety, dro¿szych) wyk³adowców, chce zwiêkszaæ ofertê dostêpnych zajêæ, rozwijaæ badania naukowe. Wie, ¿e nie mo¿e naruszyæ równowagi finansowej, ale nie zale¿y mu na zysku. Niektórzy za³o¿yciele sprzyjaj± tym d±¿eniom w okresie prosperity, ale odrzucaj± je w okresie bessy. Inni stale d±¿± do maksymalizacji zysku, który ró¿nymi metodami potrafi± „wyprowadziæ”. Wymagaj± - z ich punktu widzenia s³usznie - minimalizacji kosztów, ograniczania oferty do niezbêdnego minimum, zastêpowania profesorów doktorami, a nawet magistrami, którzy s± bardziej dyspozycyjni i „tañsi”. W szko³ach, w których powstaje taka sytuacja, efekty w postaci obni¿enia jako¶ci kszta³cenia s± natychmiast zauwa¿alne.

Istotna przyczyna braku „kompatybilno¶ci” kanclerzy i najemnych rektorów tkwi tak¿e w mened¿erskich upodobaniach czê¶ci tych pierwszych. Z jednej strony, trudno zabroniæ cz³owiekowi uwa¿aj±cemu siê za w³a¶ciciela szko³y interesowania siê wszystkimi aspektami jej funkcjonowania. Z drugiej jednak, szko³a wy¿sza jest nietypowym „przedsiêbiorstwem” i delikatnym organizmem, w którym ogromne znaczenie ma niematerialna „akademicka atmosfera”, wspó³praca profesorów i studentów, wywa¿one stosunki miêdzyludzkie oparte na niekwestionowanych autorytetach. Szko³a wy¿sza nie jest przedsiêbiorstwem produkcyjnym, sk³adaj±cym siê z dwóch podstawowych czynników - ludzi i maszyn. Szko³a funkcjonuje tylko dziêki ludziom - z du¿ym i ma³ym do¶wiadczeniem ¿yciowym.

Zagmatwane kompetencje

Ten delikatny organizm nie znosi zbyt wielu „kana³ów zarz±dzania”, które mog± podejmowaæ tak¿e sprzeczne decyzje i wzajemnie siê dezawuowaæ. Je¶li wiêc za³o¿yciel-kanclerz ma nadmierne mened¿erskie sk³onno¶ci - wkracza w ka¿d± dziedzinê funkcjonowania „firmy”, formalnie deleguje uprawnienia, a faktycznie je koncentruje, zajmuje siê drobiazgami, absorbuj±c nimi personel wykonawczy i nie ma wyczucia „hierarchii celów” - to funkcje przypisywane najemnym rektorom zaczynaj± traciæ sens, a jako¶æ nauczania tak¿e siê pogarsza, choæ jest to proces wolniejszy i mniej zauwa¿alny. Mo¿e byæ jeszcze gorzej, je¶li miêdzy ten „duet” kanclersko-rektorski wkraczaj± ró¿nego typu ogniwa po¶rednie: wicekanclerze, pe³nomocnicy, dyrektorzy „generalni”, doradcy o specjalnych uprawnieniach itp. Pl±tanina kompetencyjna przybiera niekiedy takie rozmiary, ¿e nikt dok³adnie nie wie, kto i za co w danej szkole odpowiada. Nie wie te¿ student, który albo siê zniechêca, albo umiejêtnie wykorzystuje powstaj±ce luki i „zak³adki” kompetencyjne do uzyskania lepszych ocen, zni¿ek, stypendiów, urlopów, nienale¿nych „indywidualnych ¶cie¿ek studiów” itp.

W szko³ach zarz±dzanych przez kanclerzy i najemnych rektorów niebezpieczne jest tak¿e „zderzenie” z elementarnymi zasadami akademickiej demokracji. S± przypadki, ¿e kanclerz-biznesmen w ogóle nie rozumie roli i zadañ senatu i rad wydzia³ów, chce je traktowaæ jako maszynki do g³osowania legitymizuj±ce jego decyzje, tak¿e personalne. Nie ma w nich miejsca na dyskusje merytoryczne, a zw³aszcza na krytykê przyjmowanych rozwi±zañ. Teoretycznie tak prowadzona szko³a powinna siê spotkaæ z bojkotem utytu³owanej kadry dydaktycznej, mieæ trudno¶ci z zapewnieniem „minimum kadrowego” i uzyskaniem akredytacji. Tak bywa, ale rzadko. Czê¶ciej kadra daje siê przekonaæ nieco wy¿szymi apana¿ami i ograniczonymi wymaganiami, dotycz±cymi jako¶ci prowadzonych zajêæ.

Dochodzimy tu ponownie do problemu bezpo¶redniego wp³ywu sposobu zarz±dzania szko³±-firm± na jako¶æ kszta³cenia. To prawda, ¿e czê¶æ utytu³owanych wyk³adowców w pogoni za wy¿szymi dochodami pracuje w kilku szko³ach i dzia³a w nieustannym po¶piechu. S± oni tak¿e chêtni do prowadzenia seminariów dyplomowych dla tak wielu studentów, ¿e nie spe³niaj± one ¿adnej ju¿ roli dydaktycznej, s± tylko indywidualnymi spotkaniami konsultacyjnymi, na których mo¿liwie krótko omawia siê postêp w pisaniu pracy dyplomowej. Policzmy: je¶li wyk³adowca - profesor lub doktor - pracuje tylko w dwóch uczelniach i w ka¿dej z nich podejmuje siê prowadzenia seminariów, zarówno na studiach dziennych, jak i zaocznych, to nawet przy przestrzeganiu zasady, ¿e seminarium nie powinno obejmowaæ wiêcej ni¿ 15 studentów - w sumie „ma” ich sze¶ædziesiêciu. Ale w seminariach uczestniczy czasem powy¿ej 25 studentów i ³±cznie wyk³adowca „musi” zajmowaæ siê równolegle 100 studentami. Jednak i to jest fikcj±, bo przecie¿ seminaria trwaj± najczê¶ciej 3 lub 2 semestry, wiêc zdarza siê, ¿e wyk³adowca „opiekuje” siê jednocze¶nie 200-300 studentami. Nie ma szans, aby by³ w stanie rzetelnie sprawdziæ ich prace, nie mówi±c ju¿ nawet o wzbogacaj±cych wiedzê dyskusjach.

Ostatnio, za spraw± dyskusji telewizyjnej (program 2, listopad 2004), ponownie modny sta³ siê temat plagiatów i pisania prac dyplomowych na zamówienie. Dyskutanci koncentrowali siê jednak na pracach indywidualnie przygotowywanych przez „zleceniobiorców”, co jest tylko przys³owiowym wierzcho³kiem góry lodowej. Podstawowym problemem s± „firmy” kupuj±ce od studentów i sprzedaj±ce gotowe prace, oferuj±ce nawet 1000 tytu³ów ju¿ od 200 z³ za sztukê. Informuj± one gdzie praca zosta³a napisana, jak oceniona, doradzaj± gdzie mo¿na j± ponownie przedstawiæ (jak najdalej od ¼ród³a). Je¶li kto¶ nie wierzy, wystarczy w dowolnej wyszukiwarce internetowej wystukaæ has³o „prace magisterskie”. Rezultatów tego procederu wielowarsztatowi promotorzy nawet nie s± w stanie zauwa¿yæ.

Porz±dkowanie problemu fikcji seminariów jest dla szko³y kosztowne. Mniejsze grupy seminaryjne - to wiêcej wyk³adowców, którym trzeba zap³aciæ za ich prowadzenie. Unika siê wiêc radykalnych ograniczeñ liczby seminarzystów, tym bardziej ¿e i wyk³adowcy wol± mieæ ich wiêcej. Bo najczê¶ciej otrzymuj± te¿ okre¶lon± stawkê za „wypromowanego” studenta i 100 absolwentów mo¿e „wystarczyæ” na samochód.

Czy i jak mo¿na przeciwdzia³aæ?

Czy jest realna mo¿liwo¶æ zahamowania procesu destrukcji jako¶ci studiów, wystêpuj±cego w czê¶ci niepañstwowych szkó³ wy¿szych, w nastêpstwie b³êdów zarz±dzania przez duety kanclersko-rektorskie?

S±dzê, ¿e tak. Przede wszystkim wydaje siê konieczne ograniczenie swobody tworzenia nowych szkó³ w podobny sposób, jak ogranicza siê tworzenie o¶rodków zdrowia, aptek, handel broni± czy alkoholem. Aby utworzyæ szko³ê, powinno siê uzyskaæ koncesjê, niezale¿nie od spe³nienia warunków dotycz±cych posiadania odpowiedniej kadry, programu i warunków materialnych. A koncesjê powinna uzyskiwaæ tylko osoba fizyczna lub spó³ka z³o¿ona z osób, które maj± odpowiednie kwalifikacje - s± wiêc profesorami lub doktorami z do¶wiadczeniem dydaktycznym. Je¶li „wielobran¿owy” biznesmen chce utworzyæ szko³ê wy¿sz±, to powinien znale¼æ osobê z takimi kwalifikacjami, która projekt ten wraz z nim bêdzie firmowa³a i realizowa³a. Mo¿e byæ pó¼niej - ale nie musi - rektorem tej szko³y albo pozostaæ „tylko” wspó³za³o¿ycielem.

Nie widzê te¿ przeszkód, aby w nowej ustawie o szkolnictwie wy¿szym znalaz³y siê precyzyjne zapisy okre¶laj±ce pozycjê i zadania rektorów w niepañstwowych szko³ach wy¿szych. Niech m.in. troska o jako¶æ studiów bêdzie ich zadaniem ustawowym. Rektorów tych szkó³ mog± nadal powo³ywaæ za³o¿yciele-kanclerze, ale ich nominacje i odwo³ania powinny uzyskiwaæ akceptacjê ministra edukacji narodowej. Nie jest tych rektorów tak du¿o, aby urzêdnicy ministerialni nie mogli wykonaæ tego zadania. A pozycja trudniej odwo³ywalnych rektorów ulegnie wzmocnieniu.

Wydaje siê tak¿e, ¿e wiêkszej ni¿ dotychczas uwagi wymaga procedura zatwierdzania statutów szkó³ niepañstwowych przez ministra edukacji. Widzia³em wiele tych statutów i powiem szczerze, ¿e - moim zdaniem - czê¶æ z nich nie powinna byæ zatwierdzona, zarówno ze wzglêdów merytorycznych, jak i formalnych. A nadmiernie „elastyczny” statut niebezpiecznie zbli¿a szko³ê wy¿sz± do fabryki makaronu czy domu towarowego.

Mój krytyczny stosunek do zarz±dzania szko³± wy¿sz± przez kanclerzy i najemnych rektorów nie oznacza, ¿e rozwi±zanie to nie sprawdza siê zawsze i wszêdzie. S± szko³y, w których ten uk³ad dzia³a poprawnie, zapewnia rozwój uczelni i tworzy jej dobr± opiniê. Niejasno¶ci podzia³u kompetencji niwelowane s± dziêki dobrym relacjom miêdzy kanclerzem i rektorem, wzajemnemu wys³uchiwaniu argumentów, dziêki koniecznym kompromisom i zrozumieniu d±¿enia do wspólnego celu. O braku powa¿niejszych konfliktów decyduj± cechy charakterologiczne partnerów, a nie statut czy regulamin. Tej p³aszczyzny porozumienia miêdzy kanclerzami i rektorami szkó³ niepañstwowych nie da siê jednak „zadekretowaæ” - jej istnienie lub brak zale¿y tylko od nich.

Prof. dr hab. Tadeusz Wojciechowski, ekonomista, jest dziekanem Wydzia³u Zarz±dzania i Marketingu w Wy¿szej Szkole Zarz±dzania i Marketingu w Warszawie.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje