Za górami, za lasami, w pewnym za¶cianku, z którego nie wszyscy jeszcze wyjechali w szeroki ¶wiat, zosta³o kilku naukowców, urzêdników i polityków, by realizowaæ politykê naukow±, opart± na prostych zasadach.
Konsekwencja: Kolejni premierzy, konsekwentnie obcinaj±cy nak³ady na naukê, niezmiennie obiecywali, ¿e nak³ady te wzrosn± w nastêpnym roku po ich dymisji.
Ca³a para w gwizdek: M³odych i zdolnych pracowników naukowych sk³aniano do pisywania prac na kolejne stopnie i tytu³y naukowe, by wybiæ im z g³owy prowadzenie nietuzinkowych prac badawczych. S³usznie zak³adano, ¿e jak siê ich wpu¶ci w tryby formalizmu, to skruszej±.
Uprawnienia: Warunkiem nabycia przez urzêdnika pañstwowego uprawnieñ do nadawania tytu³u profesora by³ brak magisterium, a jeszcze lepiej matury.
Proteza: Tytu³ profesora by³ protez± presti¿u, co t³umaczy³o ogromny nañ popyt.
Patent: Profesura tytularna by³a patentem na do¿ywotni± m±dro¶æ i urzêdowym zezwoleniem na brak aktywno¶ci naukowej.
Nagroda: Najmniejszy przejaw aktywno¶ci naukowej, mimo posiadania profesury tytularnej, wyró¿niano nagrod± ministra.
Dorobek: Aby zapewniæ sobie bezkonfliktowy przebieg przewodu profesorskiego, kandydat musia³ mieæ nie wiêcej publikacji ni¿ ¶rednio ambitny doktor, tj. sze¶ædziesi±t, z czego najwy¿ej sze¶æ za granic±, koniecznie w którym¶ z bratnich za¶cianków.
Sprawiedliwo¶æ spo³eczna: W polityce kadrowej konsekwentnie stosowano zasadê - „od ka¿dego wed³ug jego zdolno¶ci, ka¿demu wed³ug jego potrzeb”. Od krn±brnych kandydatów do profesury tytularnej wymagano dwóch ksi±¿ek profesorskich, wypromowanego doktoranta i otwarcia nastêpnego przewodu doktorskiego. Wobec swojaków stosowano zasadê, ¿e trudno znale¼æ im kandydatów na doktorantów, a za ksi±¿kê profesorsk± uznawano jej brak. By³o to rêkojmi± ich potulno¶ci po awansie.
Doktoraty: Skutecznym sposobem zostania profesorem tytularnym by³o napisanie dwóch doktoratów - w³asnego i swego doktoranta.
Nobel: Ministrowi, który og³osi³ nieprzydatno¶æ nauki w jego za¶cianku, a mimo to nie zdoby³ ani nagrody Nobla, ani Darwina, na pociechê nadano natychmiast tytu³ profesora.
Norma: Norm± sta³a siê profesura tytularna dla skompromitowanych polityków. W koñcu nale¿a³a siê im jaka¶ rekompensata.
Gwarancje: Trwa³o¶æ instytutów naukowych budowano na kulcie miernoty. Chodzi³o o to, by nikt z pracowników nie przewy¿sza³ intelektualnie dyrektora, co bez gwarancji instytucjonalnych nie by³oby ³atwe.
Jednouczelniano¶æ: Preferowano karierê akademick± w jednej uczelni - od studenta do doktora honoris causa. Wtedy przynajmniej w jednej uczelni by³o siê znan± osob±.
Honor: Do otrzymania doktoratu honorowego nie by³o potrzebne magisterium ani nawet licencjat.
Jednoetatowo¶æ: Wprowadzono zasadê (³ac. cuius regio, eius religio), ¿e w jednym mie¶cie mo¿na pracowaæ tylko w jednej uczelni, co sponsorowa³y Podupadaj±ce Koleje Prowincjonalne (PKP).
Synekura: £ac. sine cura - bez troski (o co¶). Promowano zasiadanie tych samych osób w wielu redakcjach i radach programowych czasopism w celu wzmocnienia ich presti¿u. Osób, oczywi¶cie.
Organ: Ka¿de czasopismo naukowe, a zw³aszcza naukawe, musia³o byæ organem instytutu i g³osiæ s³uszne pogl±dy.
Kole¿eñsko¶æ: Dla zapewnienia w³a¶ciwego rozdzia³u publicznych ¶rodków na badania powo³ano agendê pod robocz± nazw± Kolegom Bêdzie Nie¼le (KBN). To by³ rzeczywi¶cie ¶wietny pomys³ pozyskiwania ¶rodków, zw³aszcza je¶li mia³o siê tam kumpla, a jeszcze lepiej dwóch.
Wspó³¿ycie: Gdy jeden z kandydatów na stanowisko profesora mia³ w dorobku dwie publikacje, ale trzydziestu kolegów w radzie wydzia³u, drugi za¶ odwrotnie, nieodmiennie wygrywa³ pierwszy. Zgodnie z zasadami wspó³¿ycia spo³ecznego.
Zastêpca cz³onka: Warunkiem zostania przewodnicz±cym rady naukowej jako ukoronowania kariery by³a utrata kontaktu z dyscyplin±, a jeszcze lepiej z rzeczywisto¶ci±. Zgon w trakcie kadencji nie by³ wystarczaj±cym powodem wyga¶niêcia funkcji.
Cz³onek bez jêzyka: Skutecznym sposobem zostania kandydatem na cz³onka akademii nauk by³a nieznajomo¶æ ¿adnego jêzyka obcego.
Hamowanie i chamowanie: Dotyczy³o awansu zbyt zdolnych podw³adnych. By³o nader skuteczne.
Pomiatanie: Do pomiatania tradycyjnie s³u¿y³ asystent. Bezpo¶rednio po ukoñczeniu studiów powinien siê on wykazaæ umiejêtno¶ci± prowadzenia æwiczeñ z przedmiotów, których nigdy nie studiowa³, a tak¿e bieg³o¶ci± w t³umaczeniu tekstów szefa na jêzyki kongresowe, których ten nie zna³. Gotowo¶æ noszenia szefowi walizek w czasie jego prywatnych wyjazdów na wakacje by³a mile widziana, ale egzekwowana pow¶ci±gliwie.
Skandal towarzyski: Kiedy na konferencji asystent ¶mia³ siê przysi±¶æ do stolika profesorów. Poklepywanie profesorów przez asystenta po plecach nie uchodzi³o natomiast za skandal, lecz za sygna³ jego rych³ego doktoryzowania siê.
Walka klas: Zbyt powolny proces likwidacji asystentów jako klasy spowodowa³ tendencjê do uspo³ecznienia asystenta, w sytuacji gdy przypada³ on na kilkunastu profesorów. Skutkowa³o to narowieniem siê asystenta i jego tendencj± do krêtactwa, co ¶wiadczy³o o jego dojrza³o¶ci i otwiera³o drogê do dalszej kariery publicznej.
Krytyka: W trosce o zapewnienie odpowiedniego poziomu krytyki naukowej wprowadzono cenzurê prewencyjn±.
Krytykanctwo: Krytykê merytoryczn± i wskazywanie b³êdów rzeczowych uznano za zachowania naganne. Osoby potrafi±ce jeszcze prowadziæ krytykê rzeczow± musia³y siê liczyæ z ostracyzmem i opini± rozrabiaczy. S³usznie, gdy¿ podwa¿a³y podstawy istniej±cego ³adu.
Nietakt towarzyski: Najwiêkszym by³o nazwanie nieuka nieukiem.
Recenzje: Recenzowanie prac na stopieñ, a zw³aszcza recenzje wydawnicze, powierzano z regu³y osobom niekompetentnym, co by³o rêkojmi± braku uwag krytycznych, chocia¿ nie gwarantowa³o braku roszczeñ finansowych recenzenta wobec recenzowanego. Oprócz honorarium, oczywi¶cie.
Specjalizacja: W ramach spo³ecznego podzia³u pracy wdro¿ono zasadê, ¿e jedni czytaj± ksi±¿ki, a inni je pisz±.
Samoobs³uga: Eksperymentalnie wprowadzono zasadê, ¿e pisanie prac, ich redagowanie, recenzowanie, ocenianie, wnioskowanie o nagrody, nagradzanie i czytanie dokonywa³o siê w ramach tego samego zespo³u. To bardzo usprawnia³o zarz±dzanie, a poza tym przynajmniej wszystko dzia³o siê w gronie osób bêd±cych w stanie zrozumieæ meritum prac.
Podrêczniki: Najskuteczniejszym sposobem zostania autorem podrêcznika by³o kiepskie opanowanie jêzyka ojczystego i monopol dostêpu do ¼róde³ obcojêzycznych.
Ok³adkowanie: Wprowadzono zamiast redagowania. Od tego ostatniego ró¿ni³o siê brakiem redakcji tekstów z³o¿onych w tom i opatrzonych wspóln± ok³adk± z nazwiskiem „ok³adkacza”, zwanego redaktorem.
Pid¿ynizacja: Chêtnie wydawano publikacje w pidgin-English dla zdobycia dodatkowych punktów KBN.
Konferencje: Zawsze nazywane naukowymi, w przeciwnym bowiem razie mo¿na by³o ten fakt przeoczyæ.
Referaty: Zazwyczaj by³y dukane z kartki, podczas gdy s³uchacze przewracali strony równocze¶nie z referentem. Co gorsza, odczytywane niejednokrotnie w jêzyku obcym (pidgin-English).
Inwokacja: Ka¿dy artyku³ naukowy, niezale¿nie od tematu, rozpoczynano od powo³ania siê na ¶wiat³e my¶li szefa. Pozosta³o¶æ po niezapomnianych czasach, gdy ka¿dy artyku³ naukowy rozpoczynano od powo³ania siê na ¶wiat³e my¶li Josifa Wissarionowicza.
Oda do rado¶ci: Z okazji kolejnych jubileuszy szefa wyra¿ano spontaniczn± rado¶æ, a niekiedy uwielbienie, niejednokrotnie s³owem wi±zanym (limeryki, sonety, pie¶ni, poematy, rzadziej epopeje).
Cytowanie: Swoje w³asne my¶li cytowano za szefem, który opublikowa³ je wcze¶niej, aby mieæ jakiekolwiek publikacje, mimo ¿e - jako profesor tytularny - nie musia³. Chcia³ jednak dawaæ m³odzie¿y dobry przyk³ad.
Plagiaty: Nieumiejêtno¶æ przepisania przez dziekana kilkudziesiêciu stron pracy magistranta w³asnymi s³owami nie wzbudza³a niczyjego zaskoczenia, a wiêc i chêci sprawdzenia, czy plagiator na pewno ma maturê i na jakiej podstawie.
Ochrona danych osobowych: Dotyczy³a krewnych lokalnych prominentów nie przyjêtych na studia na zasadach ogólnych, lecz przyjêtych mimo to na podstawie decyzji rektora.
Definicja: ¯ywiono przekonanie, ¿e naruszenia zasad etycznych dotycz± z definicji tylko innych.
Sta³o¶æ zasad etycznych: On by³ sta³y, tylko one siê zmienia³y (Jan I. Sztaudynger).
Punktualno¶æ: Jest grzeczno¶ci± królów, w republice nie mia³a wiêc zastosowania.
Przyzwoito¶æ: Warto¶ci feudalne uda³o siê szczê¶liwie wykorzeniæ.
Prawda: Z oczywistych wzglêdów zadekretowano instrumentaln± definicjê prawdy - prawdziwe jest stwierdzenie u¿yteczne.
Krótkie minuty: Minuta ciszy dla uczczenia pamiêci zmar³ego mistrza trwa³a ¶rednio 12 do 20 sekund.
Uczelnia placówk± publiczn±: S±dz±c po s³ownictwie adeptów, raczej domem.
Elektroniczny obieg dokumentów: By³ têpiony, gdy¿ przekracza³ mo¿liwo¶ci techniczne placówek naukowych oraz uniemo¿liwia³ sk³adanie dokumentów w pozycji g³êbokiego pok³onu.
Respondencja: W zwi±zku z wkroczeniem w epokê spo³eczeñstwa informatycznego zlikwidowano korespondencjê, zastêpuj±c j± respondencj±. Wystarczy³o zinstytucjonalizowaæ tradycyjny zwyczaj nieodpowiadania na listy i pisma. Odpowiadanie wymaga³o bowiem umiejêtno¶ci pisania i znacznie utrudnia³o manifestowanie wzgardy wobec petenta.
Jaja koby³y: „Ja, jako by³y prorektor, a obecnie dziekan, stwierdzam” - to preferowany sposób przydawania sobie presti¿u, zw³aszcza je¶li siê go nie mia³o.
Mam prawo: Koronny argument sfrustrowanych szefów, niepomnych ¿e non omne licitum honestum.
Cholewa: Z gêby. Podstawowa metoda zawierania przez rektorów ustnych umów z profesorami. Pacta non sunt servanda.
Dzia³a: Lex retro non agit (³ac. prawo nie dzia³a wstecz)? Ale¿ agit, jak najbardziej agit!
Prawo i lewo: Prawo kaduka, by bez wymaganego na podstawie ustawy przetargu zamówiæ remont instytutu w zaprzyja¼nionej firmie. Skuteczne.
Interes: Mile widziane by³o przekszta³cenie instytutu w interes rodzinny, przez zatrudnienie matek, ¿on i kochanek lub mê¿ów, braci i synów.
W pochwie: Tkwi³ g³êboko miecz Damoklesa. Mo¿na by³o spaæ spokojnie, ¿e nikt nam nie podskoczy.
Jakie to szczê¶cie, ¿e w Polsce jest zupe³nie inaczej, nieprawda¿?
Dr hab. Zbigniew Rykiel, prof. WSFiZ, jest pracownikiem Wy¿szej Szko³y Finansów i Zarz±dzania w Bia³ymstoku.