Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Okolice nauki

Uwolniona pamiêæ

Lekarze z powo³ania, zw³aszcza gdy ³±cz± leczenie z badaniami naukowymi, odznaczaj± siê szerokimi horyzontami i rozleg³ym poczuciem powinno¶ci.
Magdalena Bajer

Muszê oddzieliæ w³asne wzruszenie od rzeczywistej wagi zdarzenia. Powodem wzruszenia jest pro¶ba w³adz Kudowy oraz tamtejszych lekarzy, bym ods³oni³a jedn± z trzech tablic pami±tkowych umieszczonych na frontowej ¶cianie Domu Zdrojowego. Uroczysto¶æ by³a czê¶ci± obchodów 650-lecia uzdrowiska. Tablice po¶wiêcono ludziom dlañ zas³u¿onym. Ich symboliczne spotkanie w tym miejscu jest osobliwym zawê¼leniem nie tylko jednostkowych losów, ale historii, która teraz mo¿e byæ wspólna, któr± rozumni gospodarze pragn± pamiêtaæ ca³±, woln± od ideologicznych os±dów i dyktowanych nimi cezur.

Uzdrowisko

D³ugie s± dzieje uzdrowiska. Przynale¿ne czeskim, austriackim, niemieckim, polskim w³odarzom tej piêknej ziemi w kotlinie starych gór, przechowywa³o postawy w³a¶ciwe mieszkañcom pogranicza - otwarte i tolerancyjne, roztropnie podatne nowo¶ciom przychodz±cym z ró¿nych stron ¶wiata.

Pierwsza wzmianka o osadzie, bêd±cej wtedy przysió³kiem wiêkszej i starszej miejscowo¶ci parafialnej Czermna, pochodzi z 1477 roku. Nazwa wziê³a siê od czeskiego s³owa „chudoba”, oznaczaj±cego ubóstwo. Biedna by³a podgórska kamienista okolica.

Sto lat pó¼niej odkryto ¼ród³a mineralne, co legenda przypisuje wêdrownym mnichom. W roku 1636 powsta³y w Kudowie pierwsze urz±dzenia k±pielowe - drewniane szopy, w których ustawiano wanny z klepek. K±piele mo¿liwe by³y latem. Miasto zmienia³o gospodarzy, maj±c na ogó³ szczê¶cie do proboszczów, w¶ród których chlubnie zapisa³ siê ks. Wac³aw Tomaszek w latach 1764-1804, wspó³pracuj±cy z ówczesnym w³a¶cicielem okolicy, urzêdnikiem dworu austriackiego Leopoldem von Lesli. Ten drugi wybudowa³ pa³acyk my¶liwski, gdzie mie¶ci siê teraz sanatorium „Zameczek”, prowadzone wiele lat przez mojego ojca, a teraz przez jego lekarskie i naukowe wnuki. Proboszczowi Tomaszkowi zawdziêcza Kudowa Kaplicê Czaszek (zbiorowy grób osób zmar³ych podczas epidemii i g³odu w XVIII stuleciu), nieodmiennie atrakcyjn± dla kuracjuszy oraz turystów. Wygl±d znany ze starych niemieckich pocztówek przybra³o miasto w epoce wojen napoleoñskich. Ówczesny w³a¶ciciel Adolf von Goetzen wybudowa³ nowy budynek ³azienkowy na dwadzie¶cia wanien. Wokó³ powsta³y liczne pensjonaty. Park zdrojowy, gdzie odbywa³a siê uroczysto¶æ, ma uk³ad z tamtego czasu, a obecne w³adze staraj± siê przywróciæ mu dawn± piêkno¶æ.

W 1850 roku profesor Uniwersytetu Wroc³awskiego dr Adolf Ferdinand Duflos (ur. 1802) dokona³ analizy wód w ¼ród³ach kudowskich, rozpoznaj±c dok³adnie i potwierdzaj±c autorytetem naukowym ich lecznicze w³a¶ciwo¶ci, zw³aszcza w niedomaganiach serca i naczyñ. Autorytetem by³ wielkim, jako jeden z ojców chemii farmaceutycznej, autor podrêczników z tej dziedziny, wybitny znawca trucizn. Trzy lata pó¼niej opracowano szczegó³owy regulamin korzystania z kuracyjnych dobrodziejstw wedle wskazañ lekarzy. Rozpocz±³ siê okres ¶wietno¶ci uzdrowiska. Zachowane w Archiwum Zdrojowym rejestry kuracjuszy z XIX wieku notuj± przybyszów m.in. z Ameryki i Australii. Tak¿e Polacy chêtnie i licznie bawili w karkonoskim kurorcie.

Dawny styl

Pierwsz± ods³oniêto tablicê prof. Duflosa. Po¿a³owa³am wtedy, ¿e za ma³o pyta³am mego ojca o historiê Kudowy, dok±d je¼dzi³ ka¿dego miesi±ca na kilka dni, po czym wraca³ zmêczony, ale zawsze uradowany i rozmawia³ z mam± o pacjentach, których tam bada³ i o tych, którzy z jego kliniki powinni do „Zameczku” pojechaæ. Dopóki mieszka³am we Wroc³awiu i kiedy studiowa³am w uniwersytecie, gdzie wyk³ada³ Adolf Duflos, wspominanie przesz³o¶ci mog³o byæ tylko przeskokiem do epoki Piastów ¦l±skich, których skomplikowane parantele by³y trudne do przyswojenia i ma³o ciekawe.

Z gór± sto lat od ¶mierci niemieckiego chemika, ponad æwieræ wieku od ¶mierci Antoniego Falkiewicza, upamiêtnionego na ¶rodkowej tablicy, i kilkana¶cie dziel±cych od ¶mierci Juliana Aleksandrowicza z tablicy trzeciej, mog³am g³o¶no powiedzieæ zebranym notablom Kudowy i jej mieszkañcom oczywist± prawdê o tym, ¿e medycyna jest takim rodzajem s³u¿by ludziom, który opiera siê (bywa³o, ¿e nieskutecznie) ideologiom, nie baczy na geografiê granic ani narodowo¶æ w³adców oraz poddanych.

W latach sze¶ædziesi±tych zaczyna³o siê w Polsce mówiæ o biometeorologii. Jej pionierem by³ krakowski profesor medycyny Julian Aleksandrowicz, internista, pó¼niej przede wszystkim hematolog. Pierwsze spostrze¿enia dotycz±ce wp³ywu zmian atmosferycznych na samopoczucie i stan zdrowia ludzi poczyni³ w getcie podczas wojny, kiedy to w burzowe popo³udnie wo³ano go do kilku przypadków zawa³u serca. Notuj±c tê opowie¶æ w krakowskim mieszkaniu, które mia³am wiele jeszcze razy odwiedzaæ, us³ysza³am nieznan± mi historiê o w³asnym ojcu.

Dr Aleksandrowicz w 1939 roku ucieka³ przed Niemcami do Lwowa, ubrany w po¶piechu w smokingow± marynarkê i tenisówki. We Lwowie poczu³ siê bardzo ¼le i poszed³ do Szpitala Powszechnego po pomoc. Tam prymariuszem (dzi¶ ordynator oddzia³u) by³ dr Antoni Falkiewicz, który zbada³ kolegê i, stwierdziwszy zapalenie p³uc, po³o¿y³ do ³ó¿ka. Pó¼niejszy prof. Aleksandrowicz do koñca ¿ycia utrzymywa³, ¿e to uratowa³o go (chwilowo) i przed Niemcami, i przed sowieck± wywózk±.

Obaj upamiêtnieni w Kudowie mieli dobre cechy lekarzy starej daty czy dawnego stylu - ofiarno¶æ, ¿yczliwo¶æ dla pacjentów, znajduj±cych w sanatorium przed³u¿enie troskliwej opieki klinicznej, ale tak¿e gotowo¶æ s³u¿enia w potrzebie chorym „z miasta”, którzy zawsze mieli dostêp do gabinetu lekarskiego w „Zameczku”, a kiedy by³o trzeba, profesor chodzi³ do nich do domu.

Dziêki wspó³pracy z klinikami uniwersyteckimi Kudowa sta³a siê o¶rodkiem badañ naukowych w zakresie balneologii, któr± interesowa³ siê Julian Aleksandrowicz i badañ z pogranicza tej specjalno¶ci z kardiologi±, czym zajmowa³ siê Antoni Falkiewicz. Rejestr znacz±cych w historii medycyny prac - i mistrzów, i zastêpu ich wychowanków - jest d³ugi. Najwa¿niejsze przypomnieli zebranym przy tablicach ¿yj±cy jeszcze uczniowie albo „pó¼niejsze wnuki”, przypisuj±ce siê do kudowskiej szko³y medycyny, jak nazywaj± tamtejsze ¶rodowisko lekarskie.

Wspominano tak¿e trzeci nurt dzia³alno¶ci lekarzy-uczonych, tj. kszta³cenie m³odych, zapewniaj±c, ¿e ci, co pobierali nauki u bohaterów uroczysto¶ci, sami dzi¶ zaawansowani wiekiem, czuj± siê zobowi±zani oraz bardzo staraj± o to, by i wiedzê, i zaszczepione im postawy przekazywaæ kolejnym pokoleniom.

Lekarze z powo³ania

Mia³am czas my¶leæ o tym wszystkim wracaj±c malownicz± drog± przez dolno¶l±skie, wypiêknia³e ostatnio miasta, w wolno zapadaj±cym zmierzchu. Wiem, ¿e ka¿demu z trzech profesorów nale¿a³aby siê wyczerpuj±ca biografia - spisana dla tych, którym potrzeba wzoru, i z wdziêczno¶ci tym, którzy przechowali pamiêæ. Na pewno warto, choæby najkrócej, przywo³aæ to, co ju¿ bardzo oddalone, a wci±¿ aktualne.

Pokolenie mojego ojca i profesora Aleksandrowicza musia³o siê odnale¼æ w dramatycznie i zupe³nie zmienionej rzeczywisto¶ci powojennej. Mieli tê sprzyjaj±c± okoliczno¶æ, i¿ ich zawód jest, a w ka¿dym razie mo¿e pozostaæ, apolityczny. Akces do partii nie wchodzi³ w grê, ale trzeba by³o zawieraæ z w³adz± kompromisy, kiedy sz³o o kszta³cenie m³odych (co obaj z po¶wiêceniem robili), kierowanie klinik±, patronowanie zespo³om naukowym, recenzowanie prac kolegów i uczniów - a ka¿de z tych dzia³añ brane by³o pod ideologiczn± lupê. Nie pamiêtam, by ojciec prze¿ywa³ dylematy moralne, nie s³ysza³am te¿ o tym od prof. Aleksandrowicza, z którym wielekroæ d³ugo rozmawia³am o najwa¿niejszych rzeczach. Opowiada³ mi swoje partyzanckie koleje (doktor „Twardy”), tak samo jak ojciec wspomina³ ukrywanie siê po wej¶ciu Sowietów do Lwowa. Kryteria oceny siebie i innych mieli absolutnie jasne, dlatego pewnie rzadko je formu³owali, nieustannie po¶wiadczaj±c w³asnym postêpowaniem.

Lekarzy tamtego pokolenia nazywano lekarzami z powo³ania. Uroczysto¶æ w Kudowie o¶mieli³a mnie do u¿ycia tego okre¶lenia, zdawa³oby siê anachronicznego, gdy¿ przekona³am siê, ¿e za takimi têskni± nie tylko pacjenci, tak¿e nastêpcy, nawet gdy nie zd±¿yli ich osobi¶cie poznaæ. Lekarze z powo³ania, zw³aszcza gdy ³±cz± leczenie z badaniami naukowymi, odznaczaj± siê szerokimi horyzontami i rozleg³ym poczuciem powinno¶ci.

Julian Aleksandrowicz bacznie obserwowa³ pogranicza ró¿nych nauk i, wiedziony niezawodn± intuicj±, wkracza³ z w³asnymi pomys³ami na te, gdzie spodziewa³ siê po¿ytków dla spo³eczeñstwa. Pracuj±c przez kilka lat w Kudowie, wprowadzi³ metody nowoczesnej balneoterapii, wzbogacaj±c znacznie kilkusetletni± tradycjê uzdrowiska. Kiedy na ¶wiecie odkryto rolê mikroelementów w podstawowych procesach ¿yciowych, profesor zorganizowa³ wprowadzenie do sprzeda¿y bogatej w cenne substancje soli wielickiej, któr± od jego imienia nazwano „Julian”. Pamiêtam zapa³, z jakim przygotowywa³ do serii wydawniczej „Omega” (mia³am przyjemno¶æ j± przez kilka lat prowadziæ) ksi±¿eczkê o „sumieniu ekologicznym”, do dzi¶ aktualn± w podstawowych wskazaniach, jak my, obywatele, mamy siê odnosiæ do przyrody. Nie by³o tam ani zapalczywej ortodoksji, cechuj±cej niektóre ruchy ekologiczne, ani zrezygnowanego pob³a¿ania, ale opisanie rado¶ci wynikaj±cej z kierowania siê poczuciem jedno¶ci z natur±. Prace redakcyjne toczy³y siê okresowo w letnim domu profesora nad Jeziorem Ro¿nowskim, przerywane wypoczynkiem na ¿aglówce, któr± sam sterowa³, a podziwianie krajobrazów przydawa³o wagi argumentom merytorycznym. Zasypuj±c otoczenie wci±¿ nowymi ideami, nalegaj±c na realizacjê tych, które uwa¿a³ za istotne dla jako¶ci ludzkiego ¿ycia, Julian Aleksandrowicz zyskiwa³ entuzjastów i niechêtnych sobie. Powtarza³, ¿e ka¿dego, kto m±dry, z czasem przekona.

Antoni Falkiewicz by³ we Lwowie pionierem elektrokardiografii. Pracuj±c ca³e ¿ycie nad zagadnieniami zaburzeñ rytmu serca nie nazywa³ siebie kardiologiem, tylko internist±. Do dzisiaj tak mówiê i my¶lê o swoim ojcu, zrozumiawszy po latach, ¿e wielkim walorem jego pojmowania medycyny by³o unikanie w±skiej specjalizacji. W powojennym Wroc³awiu stworzy³ Klinikê Chorób Wewnêtrznych, której przed³u¿eniem albo „terenowym oddzia³em” sta³o siê kudowskie sanatorium. W dawnych lwowskich „historiach choroby”, pisanych trudno czytelnym pismem, zielonym atramentem, znalaz³am po ¶mierci ojca dramatyczne zapisy prze¿yæ ludzi, którym uda³o siê wróciæ z ³agrów. Pos³u¿y³y jemu i wspó³pracownikom do badañ nad chorob± g³odow±. Po wojnie na Dolnym ¦l±sku wystêpowa³o „wole endemiczne”, skutek niedoboru jodu na tym terenie. Badania wroc³awskiej kliniki przynios³y praktyczne rozwi±zanie - jodowanie soli, w konsekwencji wyeliminowanie przypad³o¶ci, której dzi¶ ju¿ nikt nie pamiêta. Inne owoce zainteresowania profesora Falkiewicza spo³ecznymi zagadnieniami medycyny to szereg prac nad pylic± - chorob± zawodow± górników i nowe metody jej leczenia. Z dawnej kliniki ojca wyp±czkowa³a Klinika Chorób Zawodowych. Pasj± ostatnich kilkunastu lat ¿ycia by³o przekonywanie o szkodliwo¶ci palenia (sam rzuci³ je po czterdziestu latach) m.in. mieszkañców Kudowy, gdzie wyg³asza³ odczyty na ten temat oraz badania nad oty³o¶ci± traktowan± jak zjawisko epidemiczne.

Tablice pami±tkowe zas³u¿onych profesorów ods³oniêto w parê miesiêcy po wej¶ciu Polski do UE. W miejscu symbolizuj±cym wymownie znaczenie s±siedztwa narodów. Jak dawniej przyje¿d¿aj± tu kuracjusze z wielu stron Europy i z dalszych krajów. ¦wiadectwa wspólnej historii stan± siê, jak my¶lê, wa¿nym elementem klimatu uzdrowiska.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje