Ludzie musz± mówiæ, niektórzy te¿ pisaæ, za wszelk± cenê. Je¶li nie mówi± (albo nie pisz±), wydaje im siê, ¿e nie istniej±. Nieraz sk³ania ich do tego sytuacja, na przyk³ad konieczno¶æ zgromadzenia odpowiedniej liczby prac (bo promotor naciska) albo udzia³ w dyskusji (bo wszyscy co¶ mówi±, tylko nie oni). Trzeba siê wykazywaæ, trzeba istnieæ. Czasem s± to okoliczno¶ci dramatyczne. Pamiêtam dziesi±ty dzieñ wojny w Iraku i nocn± relacjê w TVN-24, niby na ¿ywo, w rzeczywisto¶ci na podstawie przekazów amerykañskiej stacji CNN. Zmêczony dziennikarz z wielkim wysi³kiem utrzymywa³ powieki otwarte, a ¿e jego zewnêtrzna pow³oka nie mog³a spaæ na oczach telewidzów, wewnêtrznie mózg ju¿ zdecydowanie drzema³. Czwarta nad ranem. Biedny ch³opak mechanicznie biega³ wzrokiem po podsuniêtej przez kamerzystê depeszy Reutera, usta automatycznie mu siê porusza³y, krtañ drga³a, a w eter sz³y s³owa. W ten sposób czterokrotnie przeczyta³ ten sam tekst: „Tak wiêc w pobli¿u granicy z Kuwejtem nie napotkano ¿adnego oporu wojsk Saddama Husajna”. To nie wystarczy³o. Dziennikarz od³o¿y³ notatkê i jeszcze raz powtórzy³ to, co powiedzia³ przed chwil±, ale ju¿ w³asnymi s³owami: „A wiêc, jak pañstwo us³yszeli¶cie, w pobli¿u granicy Saddama Husajna wojska nie natrafi³y na ¿aden opór z Kuwejtem, dodam amerykañskie”. Zwróci³em na to uwagê i zapamiêta³em dziêki owemu „pañstwo us³yszeli¶cie”, bo wolê formê „pañstwo us³yszeli”.
Takie potkniêcia mo¿na jeszcze zrozumieæ. Mózg niewyspany to mózg nieczynny. Im d³u¿sze niewyspanie, tym wiêksze dziury w rozumie. Cz³owiek dzia³a wtedy instynktownie, my¶li miê¶niami. Gorzej, kiedy g³owa nie chce pracowaæ, mimo ¿e jest jak najbardziej wyspana. Nie trzeba chyba dowodziæ, ¿e skoro nie pracuje, to nie jest w stanie oceniaæ samej siebie. Dlatego czasem siê mówi, ¿e g³upcy s± szczê¶liwi, bo nie wiedz±, ¿e s± g³upi. W nauce mo¿na znale¼æ wiele przyk³adów g³upoty, a co roku s± za ni± przyznawane nagrody zwane antynoblami. Szkoda, ¿e do laurów wybiera siê prace ewidentnie nonsensowne. Przyda³oby siê czasem uhonorowaæ co¶ bardziej subtelnego ni¿ dowód na p³asko¶æ Ziemi czy pomiary d³ugo¶ci palca serdecznego u osób sk³onnych do d³ubania w nosie. Nawiasem mówi±c, ta ostatnia praca badawcza, bogato udokumentowana materia³em m³odzie¿owym p³ci obojga, zosta³a zg³oszona do kapitu³y z licznymi rekomendacjami, ale ku rozgoryczeniu wielbicieli autora przegra³a wy¶cig na rzecz porównawczych badañ kszta³tu sedesu w krajach o ¶redniej rocznej temperaturze 15 stopni Celsjusza. Przepad³y z kretesem takie dzie³a, jak oszacowanie ca³kowitej powierzchni indyjskich s³oni, badania asymetrii mosznowej u mê¿czyzn i w przedstawiaj±cych ich antycznych rze¼bach, obserwacja zalotów strusi wobec ludzi w brytyjskich hodowlach drobiu.
Wyrafinowane prace tego rodzaju spotykamy na co dzieñ w naszej prasie naukowej. Nie jestem specem od typologii nauki, ale kilka rodzajów bzdur wy³owi³em, wiêc podajê do publicznej wiadomo¶ci. Oto biorê do rêki czasopismo jêzykoznawcze i czytam rozprawkê o pewnym terminie, to znaczy „próbê jego definicji”, jak to nazywa autor dla zakamuflowania istoty rzeczy. Badacz bez wahania przeistacza siê w mentora i dyktuje, czego dotyczy omawiane pojêcie, o którym ju¿ tyle razy pisano. Jego zdaniem czego innego. Cytuje znanych uczonych, ale ¿e ich zdanie mu nie odpowiada, robi to niezbyt dok³adnie, to i owo przekrêciwszy, po czym spokojnie trudnym jêzykiem dywaguje na kilkunastu stronach czasopisma. Niestety, przez kilka nastêpnych lat na tê pracê bêd± siê powo³ywa³y setki ludzi, zw³aszcza m³odych. Mo¿na wywa¿aæ otwarte drzwi, owszem, czasem jest to poznawczo warto¶ciowe, bo klamka by³a nie ta albo zawiasy nienasmarowane. Tyle ¿e ca³o¶æ tego wywodu jest oparta na spekulacjach, nie ¿adnych badaniach. Ten typ bzdury, czêsto spotykany w humanistyce, prof. Marian Mazur (1903-1983), wielki znawca metodologii naukowej, nazywa³ „semantyzacj± problemów”, snuciem rozwa¿añ w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania „co to jest X?”, mimo ¿e w nauce takie pytania s± bezprzedmiotowe i nie wolno ich stawiaæ.
Albo czasopismo medyczne. Poniewa¿ wiecznie zaspani autorzy ¶wietnie zdaj± sobie sprawê z tego, ¿e z wielkimi osi±gniêciami trudno siê na tym ¶wiecie przebiæ, staraj± siê osi±gaæ ma³o¶æ. Artyku³ opowiada o stê¿eniu jonów kobaltu w komórce w±trobowej szczura w pi±tym dniu ci±¿y, poddanego stresowi g³odu w hodowli wieloosobnikowej.
Podobnie postêpuje ca³a grupa ¶piochów w jednym z czasopism in¿ynierskich i pisze rozprawê o skuteczno¶ci dzia³ania ultrasonograficznego detektora defektów, przed dwoma laty otrzymanego od holenderskiej firmy elektronicznej w dowód wdziêczno¶ci za dokonania w zakresie standaryzacji czujnika wibracji w warunkach grawitacji ziemskiej, a ca³o¶æ podaje na przyk³adzie wykrywania mikropêkniêæ mostu o konstrukcji stalowej w okolicach Warszawy (dla pewno¶ci dodam: stolicy Polski), ale nie wiadomo, na której rzece.
Domy¶lam siê, ¿e badacze ci pewnego dnia wezm± siê do pracy nad perpetuum mobile, które na ziemi nie chce dzia³aæ. To znaczy wtedy, kiedy siê znajd± w warunkach niewa¿ko¶ci, wys³ani na ksiê¿yc.
e-mail: pmuldner@mp.pl