Postanowi³em do³±czyæ do grona malkontentów, którzy swoje wypowiedzi na temat wychowania fizycznego zwykle rozpoczynaj± od s³ów: „Nie jestem wrogiem sportu, ale...” Wiem, ¿e nara¿am siê niektórym moim chlebodawcom. Trudno, raz kozie ¶mieræ, zw³aszcza ¿e w moim wieku jej perspektywa nie jest znowu tak odleg³a.
Do zabrania g³osu sprowokowa³a mnie wypowied¼ jednego z (by³ych ju¿) dygnitarzy o¶wiatowo-sportowych, który wyja¶niaj±c publicznie przyczyny naszych niepowodzeñ na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach wskaza³ na niski poziom szkolnego wychowania fizycznego. W ¶lad za tym w niektórych krêgach sportowych interesów zrodzi³ siê pomys³, aby powo³aæ odrêbny organ administracji pañstwowej do spraw sportu i podporz±dkowaæ mu wy¿sze uczelnie wychowania fizycznego. Byæ mo¿e poziom szkolnego wychowania fizycznego nie jest zbyt wysoki, ale co ma piernik do wiatraka? Czy komukolwiek przysz³oby do g³owy, ¿eby za to, ¿e tegorocznym laureatem Literackiej Nagrody Nobla nie zosta³ Polak, winiæ nauczycieli jêzyka polskiego? Albo t³umaczyæ nasze niepowodzenia w piosenkarskich konkursach Eurowizji niskim poziomem wychowania muzycznego?
Sport jako forma aktywno¶ci jest z natury swej elitarny, poniewa¿ polega na eliminacji s³abszych w celu wy³onienia najlepszych. Wychowanie fizyczne natomiast - jak ju¿ pisa³ Jêdrzej ¦niadecki - „tak jest powszechne, i¿ ¿adnego nie przypuszcza wyj±tku. Nikt siê bez niego obej¶æ nie mo¿e”.
Sport jako widowisko zawsze by³ i jest narkotykiem dla mas, tak jak ¶rodki odurzaj±ce dla pojedynczych ludzi. Jedno i drugie daj± z³udzenie potêgi bez udzia³u w³asnej woli, odwagi i po¶wiêcenia. Wychowanie fizyczne, jak ka¿da dziedzina edukacji, jest procesem przygotowania m³odych pokoleñ do samodzielnego i odpowiedzialnego ¿ycia. W tym konkretnym przypadku - do wziêcia na siebie odpowiedzialno¶ci za rozwój, sprawno¶æ, zdrowie i urodê w³asnego cia³a.
W sporcie wynik rywalizacji jest celem samym w sobie. W wychowaniu fizycznym rywalizacja sportowa jest ¶rodkiem kszta³towania sprawno¶ci, umiejêtno¶ci i postaw warunkuj±cych pó¼niejsze uczestnictwo w kulturze fizycznej.
W sporcie ludzi dobiera siê do poszczególnych konkurencji pod k±tem ich predyspozycji w celu zwiêkszenia szans na uzyskanie sukcesu: wysokich do koszykówki, silnych do d¼wigania ciê¿arów itp. W wychowaniu fizycznym dyscypliny sportowe dobierane s± (a przynajmniej powinny byæ) do potrzeb wychowanków ze wzglêdu na ich ewentualne deficyty w zakresie sprawno¶ci, wydolno¶ci, budowy i postawy cia³a.
Mo¿na by jeszcze d³ugo wymieniaæ ró¿nice miêdzy wychowaniem fizycznym a sportem, ale nie o to chodzi. Problem w tym, czy nagminne i uporczywe mieszanie tych odmiennych kategorii zjawisk i pojêæ jest dla ich wizerunku spo³ecznego korzystne. Poziom wychowania fizycznego jest odzwierciedleniem poziomu ca³ego systemu edukacji, w efekcie którego nie tylko ponad 90 procent doros³ych Polaków nie uczestniczy systematycznie w ¿adnej formie aktywno¶ci ruchowej, ale tak¿e co drugi z nich w ostatnim roku nie przeczyta³ ani jednej ksi±¿ki, ¶ladowy procent by³ w teatrze, filharmonii lub na wystawie.
Poziom sportu z kolei, z wyj±tkiem pañstw totalitarnych (o czym za chwilê), jest odzwierciedleniem ogólnego poziomu rozwoju kraju, jego osi±gniêæ w pracy, nauce, sztuce. Amerykanie maj± nie tylko najwiêcej medalistów olimpijskich, ale tak¿e noblistów. W tym kontek¶cie odosobnione sukcesy sportowe Kusociñskiego, Szewiñskiej, Korzeniowskiego s± przynajmniej liczbowo porównywalne z osi±gniêciami Sk³odowskiej-Curie w nauce czy Szymborskiej i Mi³osza w literaturze. Z t± ró¿nic±, ¿e z naszym skromnym wk³adem do ¶wiatowej nauki i sztuki jak gdyby pogodzili¶my siê, a z niepowodzeñ w sporcie robimy narodow± tragediê.
Z wystêpuj±cej zale¿no¶ci miêdzy sukcesami w sporcie a osi±gniêciami w innych dziedzinach aktywno¶ci ludzkiej wy³amuj± siê pañstwa totalitarne. Tam sport jest w s³u¿bie polityki jako ¶rodek propagandy sukcesu i namiastka wy¿szo¶ci rasowej lub ustrojowej. Tak by³o w hitlerowskich Niemczech, a pó¼niej w NRD, w Zwi±zku Radzieckim i pañstwach demokracji ludowej. Tak jest do dzisiaj na Kubie i w Chinach.
¦wiat nie jest jednak czarno-bia³y, a politycy, niezale¿nie od ustroju, maj± pewne wspólne cechy. Jedn± z nich jest potrzeba wykazania siê osi±gniêciami w trakcie w³asnej kadencji. Sport doskonale siê do tego nadaje. Zwyciêstwo reprezentantów regionu lub kraju natychmiast dociera do opinii publicznej, przyczyniaj±c siê do polepszenia nastrojów spo³ecznych i wizerunku w³adzy. Dlatego im mniej chleba, tym wiêksze zapotrzebowanie polityków na igrzyska. W wychowaniu fizycznym natomiast mo¿na liczyæ jedynie na odleg³e skutki w postaci wzrostu poziomu aktywno¶ci fizycznej spo³eczeñstwa i ¶wiadomo¶ci na temat jej zdrowotnego, estetycznego czy utylitarnego znaczenia. Na polityczne profity z tego tytu³u raczej liczyæ nie mo¿na. Dlatego, mimo transformacji ustrojowej, stosunek naszych w³adz do wychowania fizycznego i sportu nie uleg³ ¿adnej zmianie. W dalszym ci±gu - parafrazuj±c s³owa rosyjskiego poety - mówi± wychowanie fizyczne, a w domy¶le - sport. Nie mam zdania na temat celowo¶ci powo³ywania centralnego organu administracji pañstwowej do spraw sportu. W podporz±dkowaniu akademii wychowania fizycznego temu organowi widzê dla powszechnej edukacji i kultury fizycznej istotne zagro¿enie.
Sport wyczynowy uprawia w Polsce oko³o 1 procent populacji. W obowi±zkowym wychowaniu fizycznym, w ramach powszechnej edukacji, uczestniczy oko³o 25 procent, a oko³o 15 procent to ludzie niepe³nosprawni, wymagaj±cy rehabilitacji. Dla nich i dla bli¿ej nieokre¶lonej liczby amatorów turystyki i rekreacji równie¿, a nawet przede wszystkim, powinno siê prowadziæ badania naukowe i kszta³ciæ specjalistów w akademiach wychowania fizycznego. Nie mam nic przeciwko odbytej debacie sejmowej na temat sportu w Polsce, choæ zapewne znalaz³yby siê pilniejsze sprawy. Ale po co przy okazji be³kotaæ o zdrowiu i kondycji fizycznej narodu, które ze wspó³czesnym sportem nie maj± nic wspólnego? W przeciwieñstwie do polityków, dzia³aczy i dziennikarzy, których kojarzenie sportu ze zdrowiem publicznym dowarto¶ciowuje, sami sportowcy nie potrzebuj± tego typu nobilitacji. Oni wiedz±, ¿e bez tego mog± liczyæ na podziw i uznanie spo³eczne, pod warunkiem, ¿e wykonuj± swoj± robotê solidnie i z poszanowaniem zasady fair play.
W wielu przejawach aktywno¶ci cz³owiek niewiele ró¿ni siê od zwierz±t. Do nielicznych nale¿y rywalizacja sportowa. Tylko cz³owiek potrafi po¶wiêciæ zdrowie, a nawet ¿ycie, ¿eby siebie lub innych utwierdziæ w przekonaniu o w³asnej warto¶ci. W trakcie pisania tego tekstu natkn±³em siê na wywiad prasowy z pretendentem do tytu³u mistrza ¶wiata w boksie. Jeden z moich przyjació³ - mówi John Ruiz - zmar³ na treningu dwa dni po ciê¿kiej walce. Wróci³em wtedy do domu i u¶wiadomi³em sobie, ¿e w boksie nie chodzi o pieni±dze. Oczywi¶cie, muszê zapewniæ moim dwojgu dzieciom utrzymanie, ale czy ryzykowa³bym ¿ycie, gdyby chodzi³o tylko o forsê? I ja mu wierzê. Tak jak wierzê w humanistyczny sens sportu, jako przejawu odwiecznych d±¿eñ cz³owieka - i tylko cz³owieka - do przekroczenia granic w³asnych mo¿liwo¶ci. Ale co to ma wspólnego z powszechnym wychowaniem fizycznym?
Oczywi¶cie, nie wolno pozbawiaæ dzieci i m³odzie¿y dostêpu do rywalizacji sportowej. Jednak ci, którzy chc± przej±æ za to odpowiedzialno¶æ, musz± wiedzieæ, co jest czym i do czego s³u¿y. Zarówno wychowanie fizyczne, jak i sport, zas³uguj± na zainteresowanie polityków i dzia³aczy. Równocze¶nie mieszanie tych odmiennych ze wzglêdu na intencje, form aktywno¶ci ludzkiej szkodzi obydwu. Sport nie mo¿e sprostaæ oczekiwaniom spo³ecznym w zakresie promocji zdrowia publicznego. Wychowanie fizyczne nie mo¿e zaspokoiæ spo³ecznych aspiracji na sukces sportowy. W sporcie rywalizacja ma na celu wy³onienie zwyciêzcy, bez wzglêdu na poziom frustracji zwyciê¿onych. W wychowaniu fizycznym chodzi o podniesienie wiary we w³asne si³y wszystkich uczniów, a zw³aszcza tych najs³abszych. Bez tego nie da siê zjednaæ przeciêtnych ludzi dla powszechnej kultury fizycznej, rozumianej przez W³adys³awa Tatarkiewicza jako „dba³o¶æ psychiki o cia³o”.
Wiem, ¿e trudno to zrozumieæ i pogodziæ siê z tym, zw³aszcza bêd±c politykiem, dzia³aczem lub kibicem sportowym. Tak jednak wynika z ustaleñ nauk psychologiczno-pedagogicznych i nic na to nie mo¿na poradziæ.
Prof. dr hab. Henryk Grabowski, pedeutolog, pedontolog, teoretyk wychowania fizycznego, kieruje Katedr± Teorii i Metodyki Wychowania Fizycznego krakowskiej AWF.