Poczta elektroniczna

Cytowanie i publikowanie raz jeszcze

Darmowe udostępnienie publikacji pracowników w Sieci powinno zaprocentować podniesieniem wskaźników jakości pracy naukowców i zatrudniającej ich jednostki.
Paweł Misiak

 Fot. Stefan Ciechan W poprzednim numerze zajmowałem się zagadnieniem cytowalności publikacji naukowych, uznawanej za kryterium jakości czasopism, artykułów naukowych, poszczególnych autorów prac, a także instytucji naukowych tych naukowców zatrudniających. W zarządzaniu nauką impact factor (IF), w oryginale bądź w jakiejś odmianie, stał się w wielu miejscach na świecie fetyszem, zwalniającym – jak uważają niektórzy – decydentów od myślenia w kwestiach finansowania badań czy polityki kadrowej. Między innymi z tego względu, niezależnie od wszelkich zastrzeżeń na temat adekwatności tej prostej miary do oceniania jakości pracy naukowej, w praktyce większość naukowców na świecie zmuszona jest do zabiegania o uzyskanie możliwie dużej liczby publikacji oraz cytowalności.

Mimo że analizy błędów w cytowaniach, zrelacjonowane przed miesiącem, wskazują, iż w wielu przypadkach część spisów referencji w publikacjach powstaje przez kopiowanie odnośników z innych publikacji bez zaglądania do przywoływanych prac, wymiana informacji naukowej poprzez publikacje jednak funkcjonuje, choć może nie w tym samym stopniu we wszystkich dziedzinach wiedzy. Na szczęście nie doszło chyba jeszcze do tego, że publikowanych prac nikt nie czyta, a jeśli już, to na pewno nie w całości – co najwyżej tytuł, streszczenie, a czasem jeszcze wnioski i spis literatury (żeby skopiować to i owo). Z obserwacji kolegów i własnego doświadczenia mogę stwierdzić, że tu i ówdzie w polskiej nauce pracują jeszcze tacy, którzy interesujące ich (a później cytowane w publikacjach) prace czytają od deski do deski. Może to kwestia wychowania do życia naukowego wedle dawniejszych wzorców, coraz trudniejszych do zachowania w czasach natłoku nowości i zmian? Wspomniani koledzy i ja sam nie zaliczamy się już raczej do naukowej „młodzieży”.

W kontekście autora czytającego to, do czego odnośnik może potem umieścić wśród cytowanej literatury, warunkiem koniecznym zacytowania jakiejś pracy jest dostęp do niej. Zależność między dostępnością pracy a liczbą odwołań do niej w pracach innych, jej indywidualnym IF, jest intuicyjnie zrozumiała. Trudno się przecież spodziewać dużej liczby cytowań pracy, którą mało kto może przeczytać. A ogromna obecnie „produkcja” naukowa, wyrażająca się stale rosnącą liczbą publikacji, sprawia, że w większości specjalności nie sposób śledzić na bieżąco całej publikowanej literatury przedmiotu. Choćby z racji czysto fizycznych ograniczeń trzeba już na wstępie dokonywać selekcji tego, co konieczne do przeczytania, a co musi poczekać na później, kiedy znajdzie się trochę wolnego czasu (a to bardzo często oznacza, że nie zostanie przeczytane w ogóle). W orientacji co do jakości i znaczenia, więc i konieczności czytania prac, pomaga w pewnym stopniu ranga czasopisma, w którym praca się ukazała, szczególnie gdy niewiele mówią czytelnikowi nazwiska autorów. A za ilościową miarę rangi czasopisma uchodzi wspomniany IF. Wszelako duże znaczenie ma też łatwość dotarcia do danej pracy.

Cytowalność a dostęp

W badaniach wpływu dostępności publikacji na liczbę ich cytowań próbowano ustalić na przykład współzależność między liczbą cytowań a nieograniczonym udostępnieniem pełnego tekstu pracy w Internecie. J. Pringle, związany z Instytutem Informacji Naukowej (ISI), analizującym i publikującym corocznie wartości IF czasopism, stwierdza (Nature Web Focus, 2004, www.nature.com/nature/focus/accessdebate/19.html), że nie ma istotnych różnic w cytowaniach między czasopismami dostępnymi za darmo w Internecie i porównywalnymi, które nie są dostępne w ten sposób – jedne i drugie mają zbliżony IF. Na tej podstawie Pringle sugeruje, że dla autorów, którym zależy na cytowalności, darmowa internetowa dostępność czasopisma jest czynnikiem zupełnie nieistotnym przy wyborze miejsca publikacji, jako że „czytalność” czasopism nie zależy od istnienia bądź nieistnienia takiego dostępu.

S. Harnad i T. Brody (D-Lib Magazine, 2004; www.dlib.org/dlib/june04/harnad/06harnad.html) zauważają, że to dobra wiadomość, iż współczynniki IF prawie dwustu indeksowanych przez ISI czasopism o wolnym dostępie internetowym są podobne, jak porównywalnych (spośród ponad 8500) czasopism płatnych. Ale to trochę tak, jak porównywać jabłka z pomarańczami. Jako metodologicznie lepsze podejście proponują porównywanie cytowalności nie całych czasopism, lecz poszczególnych artykułów opublikowanych w czasopismach płatnych, które to prace zostały następnie udostępnione przez autorów w Internecie, z cytowalnością prac nie udostępnionych darmowo w Sieci. Analiz takich dokonano w odniesieniu do prac z trzech dziedzin – nauk komputerowych, fizyki i astronomii. Ich wyniki wskazują, że darmowe udostępnienie artykułów w Internecie podnosi ich cytowalność w stosunku do prac opublikowanych jedynie w ramach dostępu ograniczonego (płatnego) o czynnik 2,5-5,8.

Jak zauważają wspomniani autorzy, wolny dostęp internetowy nie jest warunkiem wystarczającym wysokiej cytowalności pracy, ale jest jej warunkiem koniecznym. Darmowy dostęp internetowy znacząco zwiększa bowiem liczbę potencjalnych czytelników, zwłaszcza spośród tych, którzy nie mają możliwości dotarcia do płatnych źródeł literaturowych. A większa liczba czytelników to także wzrost liczby potencjalnych cytowań. Jak bowiem wskazują badania przeprowadzone na materiale bibliograficznym w dziedzinie astronomii, astrofizyki i matematyki, liczba cytowań jest wyraźnie dodatnio skorelowana z liczbą pobrań tych publikacji z darmowych repozytoriów internetowych.

Do sieci

Z wolnym dostępem do prac naukowych sprawa nie jest tak oczywista, jak by się na pierwszy rzut oka mogło wydawać. Z jednej strony ideą rządzącą publikowaniem prac naukowych jest rozpowszechnianie wiedzy uzyskanej w trakcie dociekań naukowych. Naturalne wydaje się więc, że naukowcy, publikując swoje prace, nie tylko nie czynią tego dla pieniędzy, w sensie uzyskania honorariów, lecz pro publico bono – po to, „by prawda się bardziej krzewiła”. Tradycja takiego podejścia do publikowania artykułów naukowych sięga początków piśmiennictwa naukowego – drugiej połowy XVII w. Praktyka życia naukowego sprawia wszelako, że naukowcy publikują dla wykazania się produktywnością i znaczeniem swoich dokonań, czyli by mieć jak najwięcej publikacji i uzyskać jak najwyższy indywidualny IF.

Z drugiej strony, wydawanie czasopism naukowych wymaga nakładów finansowych, a dla wielu wydawców jest to po prostu biznes, który ma przynosić dochód. Ale nawet gdy wydawca wydaje pismo na zasadzie działalności niedochodowej, i tak musi mieć pieniądze na pokrycie rozmaitych kosztów edycji. Zależnie od stosowanego „modelu biznesowego”, fundusze te są uzyskiwane ze źródeł zewnętrznych (z pieniędzy publicznych, fundacji czy od sponsorów), ze sprzedaży czasopisma bądź od autorów. W wielu przypadkach stosowane są równocześnie różne źródła, a ich „skuteczność” i stabilność bywa różna. Różne są też skutki ich stosowania. Na przykład w ciągu ostatniego ćwierćwiecza ceny prenumeraty czasopism naukowych rosły średnio znacznie szybciej niż inflacja (w krajach rozwiniętych), a to oznacza automatyczne ograniczenie dostępności literatury naukowej, bo niewiele bibliotek, zwłaszcza w biedniejszej części globu, stać na prenumerowanie dużej (i wciąż rosnącej) liczby czasopism. Z kolei, obciążanie kosztami autorów, stanowi często przeszkodę uniemożliwiającą opublikowanie artykułu w danym czasopiśmie. Instytucja zatrudniająca danego autora nie zawsze jest skłonna płacić za umożliwienie mu publikacji. Bariery finansowe mogą więc ograniczać dostęp z obu stron – czytelników i autorów.

Kryzys dostępu, od strony czytelniczej wzmocniony jeszcze szybkim przyrostem liczby czasopism i liczby publikowanych w nich prac, zbiegł się w czasie z rozwojem Internetu. Medium to przyniosło nadzieję na pokonanie wielu trudności, o których mowa powyżej. Zrodziły się inicjatywy, których celem jest doprowadzenie do realizacji szczytnych idei rozpowszechniania wiedzy w sposób równie dostępny dla wszystkich uczonych, niezależnie od miejsca, w którym przyszło im pracować (z dokładnością do dostępu do Sieci). Na przykład tzw. Inicjatywa Budapeszteńska na rzecz otwartego dostępu w deklaracji, wydanej w lutym 2002 r., określa Internet jako środek techniczny umożliwiający realizację w skali ogólnoświatowej dobra publicznego, jakim jest darmowy i nieograniczony dostęp do recenzowanych prac naukowych dla wszystkich uczonych, naukowców, nauczycieli, studentów, uczniów i in. Podkreśla się przy tym wyraźnie, że chodzi o niczym nieskrępowany dostęp internetowy do pełnych tekstów publikacji, nie zaś np. tylko do danych bibliograficznych lub streszczeń.

Różne drogi

Deklaracja Inicjatywy Budapeszteńskiej mówi o dwóch drogach prowadzących do darmowego rozpowszechniania publikacji naukowych: czasopismach o otwartym dostępie oraz samodzielnym archiwizowaniu prac w Internecie przez autorów. Należy tu podkreślić, że mowa wciąż wyłącznie o czasopismach recenzowanych i o dostępie do pełnych tekstów publikacji. W literaturze przedmiotu czasopisma realizujące tę pierwszą drogę noszą zaszczytne miano „złotych”. Jak piszą S. Harnad i in. (Nature Web Focus, 2004, www.nature.com/nature/focus/accessdebate/21.html), na świecie ukazuje się ok. 24 tys. recenzowanych czasopism, publikujących rocznie ok. 2,5 miliona artykułów. Żadna biblioteka nie jest w stanie prenumerować wszystkiego, a – na dobrą sprawę – nawet reprezentatywnej próbki całości, zwłaszcza przy rosnących cenach prenumerat. Tym samym dostęp do publikacji za pośrednictwem bibliotek jest coraz bardziej ograniczony. Spośród tych 24 tys. czasopism jedynie około tysiąca zalicza się do grupy „złotych”. Jak już wspomniano, wśród prawie 9 tys. czasopism indeksowanych przez ISI, „złotych” jest niespełna 200. I choć liczby te również wykazują tendencję wzrostową, trudno spodziewać się istotnych zmian proporcji w najbliższej przyszłości. Należy tu dodać, że wiele spośród owych „złotych” czasopism kosztami publikacji obciąża autorów.

Warto jednak zwrócić uwagę, iż wolny dostęp do publikacji nie jest równoznaczny wyłącznie z darmową dostępnością on-line zawartości całych czasopism (a takiego utożsamienia dokonuje przywołany wcześniej Pringle). Druga droga, wskazana przez Inicjatywę Budapeszteńską, wiedzie przez samodzielne internetowe udostępnianie przez autorów prac publikowanych w czasopismach. Oczywiście, istnieje problem prawomocności takiego postępowania. Wiele czasopism naukowych, przyjmując prace do druku, przejmuje jednocześnie prawa wydawnicze. Opublikowanie pracy w Internecie wymaga więc zazwyczaj uzyskania od wydawcy czasopisma pozwolenia.

Czasopisma, które owej zgody w takiej czy innej formie udzielają, zaliczane są do grupy „zielonych”. Te, które się na tę praktykę nie godzą, co oznacza, że publikowane w nich artykuły (czy to w wersji papierowej, czy elektronicznej) są dostępne wyłącznie za opłatą, stanowią grupę „szarych”. Według Harnada i in. obecnie do grupy „zielonych” należy około 80 proc. czasopism, choć wśród nich można jeszcze wskazać na istotne różnice w udzielaniu pozwolenia na upowszechnienie tekstu w Sieci przez autora, związane np. z tym, czy obejmuje ono wyłącznie preprint, czy też wersję końcową.

Z przytoczonych wcześniej wyników badań wskazujących, że cytowalność publikacji jest dodatnio skorelowana z jej darmową dostępnością w sieci, płyną pewne wnioski praktyczne. I tak, ponieważ życiem naukowym środowisk akademickich niemal powszechnie rządzi zasada „publikuj lub giń”, a dokładniej, przy ocenianiu wyników pracy naukowej bierze się zwykle pod uwagę także cytowalność (traktowaną jako bezpośrednią miarę jakości), autorzy powinni starać się publikować swoje prace w czasopismach należących do grupy „zielonych” lub „złotych”, a w przypadku tych pierwszych pamiętać o zapewnieniu dostępności artykułu w Internecie. W zależności od reprezentowanej specjalności, można w tym celu znaleźć odpowiednie internetowe archiwum, jak np. arxiv.org (przyjmujące prace z dziedziny fizyki, matematyki, „nauk nieliniowych”, a od niedawna także „biologii ilościowej”). Najlepiej jednak, gdy poszczególne instytucje naukowe ze swej strony umożliwiają i ułatwiają udostępnianie publikacji swoich pracowników, np. przez tworzenie lokalnych elektronicznych repozytoriów, zgodnych z pewnymi ustalonymi standardami. Standardy te i odpowiednie oprogramowanie są dostępne za darmo w Internecie. Realizacja takiego elektronicznego repozytorium jest więc głównie kwestią chęci (decyzji) i znikomych kosztów. A warto, bo darmowe udostępnienie publikacji pracowników w Sieci powinno zaprocentować podniesieniem wskaźników jakości pracy naukowców, a poprzez to - zatrudniającej ich jednostki.

Dr Paweł Misiak jest pracownikiem Akademii Rolniczej we Wrocławiu.