Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Recenzje


Zak³adniczka Europa

Wed³ug wierzeñ staro¿ytnych Greków, Zeus pod postaci± byka porwa³ córkê fenickiego w³adcy Agenora, Europê. W kontek¶cie tego mitu, Marek A. Cichocki przedstawia historiê polityczn± Starego Kontynentu: Odt±d wci±¿ kto¶ pragnie mówiæ w imieniu Europy, uosabiaæ jej dobro, czuæ siê jej prawowitym przedstawicielem i w³a¶cicielem. Pod jej szyldem dokonuje siê ekspansji, kolonizacji, cywilizuje siê, integruje i wyzwala. Europa sta³a siê zak³adniczk± programów politycznych i idei oraz wymówk± w politycznych rozgrywkach. O Europie dyskutuje siê, pisze, uczy, my¶li...

Tym razem „porwanie” Europy odbywa siê pod kryptonimem „Unia Europejska”. Prowokacyjne przywo³anie mitologii przez Cichockiego nie ma jednak na celu krytykowania „porywaczy”. Pokazuje tylko, ¿e idee zjednoczenia nie s± nowe i przypomina historiê wspó³pracy i rywalizacji pañstw europejskich. Ale na pewno odwo³anie do mitu zmusza do zastanowienia siê, jakie naprawdê cele pañstw kryj± siê za pragnieniem wspólnoty. To ciekawy zabieg, bo zmienia perspektywê spojrzenia na Uniê Europejsk±. Ale poza tym chwytem, ksi±¿ka niewiele ró¿ni siê od innych, dobrych opracowañ o UE. Mo¿e dlatego, ¿e nie ma tu z³otych rad i pustego wytykania b³êdów politycznych.

UE mia³a byæ ostoj±, wspóln± si³± i odpowiedzi± na dominacjê USA, lecz dzi¶ staje siê coraz bardziej obszarem napiêæ miêdzy pañstwami cz³onkowskimi. Francja i Niemcy, uwa¿aj±ce siê za kraje rdzennej Europy, chcia³yby mówiæ w imieniu pozosta³ych cz³onków Unii. Trudno to zaakceptowaæ wszystkim krajom wspólnoty, zw³aszcza ¿e Francja i Niemcy, w obliczu w³asnych problemów gospodarczych, coraz mniej mog± Unii zaoferowaæ - nie s± ju¿ w stanie ponosiæ odpowiedzialno¶ci finansowej zwi±zanej z integracj±. Do nierozwi±zanych wewn±trz „starej Unii” konfliktów dosz³y kolejne, zwi±zane z przyjêciem nowych pañstw cz³onkowskich. Ostatnio burzliwe spory dotyczy³y wspólnej konstytucji, która wed³ug niektórych wcale nie jest potrzebna. W stosunkach miêdzy pañstwami sporo namiesza³a Polska swoj± gotowo¶ci± „umierania za Niceê”. Oburzenie wywo³a³o nasze poparcie interwencji w Iraku - Polsce zarzucono ¶lepy proamerykanizm i bycie „os³em trojañskim”. Innym pañstwom trudno by³o zrozumieæ, dlaczego przystêpuj±c do wspólnoty, odwracamy siê od jej taktyki politycznej. Unia Europejska przecie¿ woli bardziej dyplomatyczne rozwi±zania - rozmowy, negocjacje. USA szybciej decyduj± siê na u¿ycie si³y, w przekonaniu, ¿e tylko one s± w stanie powstrzymaæ najwiêksze niebezpieczeñstwa ¶wiata. I wybór Polski mia³by to po¶wiadczaæ.

Cichocki pisze, ¿e Europa jest wielk± szans± dla Polski przede wszystkim na wyzwolenie siê z kompleksów. Zwraca jednak uwagê, ¿e ta szansa to nie tylko korzy¶ci maj±tkowe i dostosowanie siê do prawnych i cywilizacyjnych standardów. To przede wszystkim mo¿liwo¶æ stania siê prawdziwym politycznym „bytem”. A zwi±zki Polski ze Stanami Zjednoczonymi to okazja do zmiany uk³adu si³ w zjednoczonej wed³ug idei Karola Wielkiego Europie, uk³adu opartego na dominacji Francji i Niemiec. Polska, celebruj±c w 2000 r. Zjazd Gnie¼nieñski, zaproponowa³a przej¶cie od idei „karoliñskiej” do idei Ottona III, pokazuj±cej, ¿e integracja w „starej” Europie by³a tylko etapem w kszta³towaniu siê wspólnoty, obejmuj±cej równie wa¿n± jej czê¶æ wschodni±. Zaczynem „nowej” Europy mia³yby staæ siê Polska i Niemcy. Tymczasem miêdzy tymi krajami coraz wiêcej pojawia siê napiêæ.

Cichocki stara siê przedstawiæ w miarê obiektywny obraz wspó³czesnej Europy, choæ nie unika wyra¿ania w³asnego zdania, np. w sprawie preambu³y konstytucji. Jego ksi±¿ka przede wszystkim zwraca uwagê na szanse Polski, by przesta³a byæ politycznym „planktonem”.

Justyna Jakubczyk

Marek A. Cichocki, Porwanie Europy, o¶rodek my¶li politycznej, centrum stosunków miêdzynarodowych, Kraków-Warszawa 2004, seria: Biblioteka My¶li Politycznej.

Rozterki inteligenta

Choæ czasem s³yszê opiniê, i¿ s³owo pisane coraz mniej oddzia³uje na nasz± rzeczywisto¶æ, to jednak chwilami wypada temu zaprzeczyæ. Pojawiaj± siê bowiem ksi±¿ki, które poruszaj± nie tylko uczonych, lecz i zwyk³ych czytelników. Przyk³adem s± utwory Imre Kertésza, pisarza poruszaj±cego tematy trudne, wymagaj±ce od odbiorcy aktywnej lektury. Szczególnie zadziwiæ mo¿e pewien b³ahy fakt, ¿e Kertész jest chyba jedynym z zagranicznych laureatów Literackiej Nagrody Nobla, który zdoby³ rozg³os w¶ród polskich czytelników. Wynika to z dwóch powodów. Pierwszy zwi±zany jest z przedsiêwziêciem wydawnictwa W.A.B. od trzech lat publikuj±cego dzie³a wêgierskiego pisarza. Drugi wynika zarówno z tematyki podjêtej przez Kertésza, jak i sposobu jej przedstawienia.

Nazwisko Kertésza kojarzy siê czytelnikowi ze sprawami dotycz±cymi Szoa. Los utracony czy Fiasko to powie¶ci, które przynios³y autorowi ¶wiatowe uznanie. Jednak Kertész nie pozosta³ pisarzem jednego tematu. Dla niego pamiêæ o przesz³o¶ci jest punktem wyj¶cia do rozwa¿añ na temat kondycji wspó³czesnego ¶wiata, prób± ratowania warto¶ci w chwili, gdy niektórzy uczeni wol± raczej pozostaæ przy powierzchownych os±dach ni¿ docieraæ do istoty problemu. Takie rozumienie zadañ literatury odczytaæ mo¿na w najnowszej ksi±¿ce Kertésza Jêzyk na wygnaniu.

Jest to zbiór dziewiêtnastu esejów, w sk³ad którego wchodz± wyk³ady uniwersyteckie, referaty konferencyjne, przemówienia, artyku³y prasowe z lat 1989-2002 oraz kilka nigdzie dot±d niepublikowanych szkiców literackich. Kertész podnosi w nich wiele wa¿nych spraw, skupionych wokó³ zasadniczego problemu, jakim jest rola intelektualisty w ¶wiecie wspó³czesnym. W swych esejach odwo³uje siê do do¶wiadczenia Szoa i komunizmu na Wêgrzech. Dla niego s± to przyk³ady tragicznych splotów nowoczesnej historii ludzko¶ci, które stanowi± przyczynek do rozwa¿añ o stanie ducha Europejczyków prze³omu XX i XXI w. Pisarz chce okre¶liæ rolê, jak± powinien odgrywaæ intelektualista w spo³eczeñstwie. Dawniej przewodzi³ on oraz nasyca³ my¶l ludzk± w³asnymi rozwa¿aniami. Intelektuali¶ci przypominali, tworzyli, prowokowali - s³owem: stanowili mocne pod³o¿e do rozwoju kultury i nauki. A dzi¶? Kertésza boli ignorancja wspó³czesnych intelektualistów w tak zwanych sprawach odwiecznych cz³owieka, jakimi s±: szacunek dla godno¶ci ludzkiej, prawda, sprawiedliwo¶æ i odpowiedzialno¶æ.

Czym jest dla Kertésza zapomniany jêzyk? W³a¶nie nasz± zagubion± to¿samo¶ci±. Mo¿na manipulowaæ faktami historycznymi, nawet wykre¶liæ je ze ¶wiadomo¶ci ogó³u, lecz obowi±zkiem intelektualisty jest ci±g³e przywo³ywanie historii, by m±drze kszta³towaæ przysz³o¶æ. Wydawaæ by siê mog³o, ¿e s± to sprawy oczywiste, a zatem - po co o nich g³o¶no mówiæ? Jak wynika z lektury ksi±¿ki, ¶wiat uton±³ w Heideggerowskiej powszednio¶ci. Ludzie zapomnieli o prostym odró¿nieniu dobra od z³a, a ich wiedza o historycznych wydarzeniach, szczególnie zwi±zanych z czasami Zag³ady, jest czêsto przedmiotem manipulacji. Jêzyk na wygnaniu jest zatem swoistym dialogiem, jaki Imre Kertész podj±³ z czytelnikiem po to, by sprawy moralne nie sta³y siê jedynie piêknie brzmi±cymi sloganami, przywo³ywanymi na potrzebê chwili.

Monika Szab³owska

Imre Kertész, Jêzyk na wygnaniu, t³um. El¿bieta Sobolewska i El¿bieta Cygielska, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2004, seria: Z Wag±.

Niedoceniana scholastyka

Przez d³ugie lata wieki ¶rednie by³y dla nas wiekami ciemno¶ci. Widaæ to by³o tak¿e w znanej, wychodz±cej od 1960 roku serii popularnonaukowej My¶li i Ludzie, gdzie ludzie i idee „wieków ciemnych” pojawia³y siê rzadko. A¿ tu nagle jednoczesna zapowied¼ dwóch ksi±¿ek dotycz±cych ¶redniowiecznych mistrzów: Anzelma i Eriugeny. Obie autorstwa uczonych zwi±zanych z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim, z seminarium nie¿yj±cego ju¿ ks. prof. Mariana Kurdzia³ka. Anzelma z Canterbury Tadeusza Grzesika ju¿ mamy, a wkrótce ma siê pojawiæ Eriugena, napisany przez Agnieszkê Kijewsk±, pierwsz± kobietê, która pe³ni³a funkcjê prorektora KUL.

Praca Grzesika dedykowana jest m.in. pamiêci ks. prof. Kurdzia³ka, którego autor nazwa³ „filozofuj±cym w obrêbie teologii”. My¶lê, ¿e to okre¶lenie, które odnosi siê przecie¿ do Anzelma, wprawi³oby znakomitego i niezwykle skromnego uczonego w za¿enowanie. Z pewno¶ci± jednak jest ono trafne w odniesieniu do odkrywcy pism Dawida z Dinant.

Autor prezentuje postaæ i dzia³alno¶æ Anzelma z Canterbury na szerokim tle kulturowym i historycznym. Ukazuje go jako „ojca” teologii i scholastyki zarazem. I oba te twierdzenia szeroko uzasadnia. Szukaj±c ¼róde³ anzelmowych idei, pokazuje wp³yw bezpo¶rednich mistrzów biskupa Canterbury, zw³aszcza Lafranka. Grzesik gotów jest przypisaæ mu wiêkszy ni¿ siê dotychczas s±dzi³o wp³yw na Anzelma, zw³aszcza w pierwszym okresie jego dzia³alno¶ci. Zarazem pokazuje moment, gdy ich idee rozesz³y siê po wyst±pieniu Berengara z Tours i odpowiedzi Lafranka na prace tego¿. Inni uczeni, których idee zawa¿y³y na postawie filozoficznej Anzelma, to oczywi¶cie od dawna z nim kojarzeni ¶w. Augustyn i Boecjusz. Grzesik zatrzymuje siê nad tymi postaciami d³u¿ej, po¶wiêcaj±c ich wp³ywowi na Anzelma ca³e rozdzia³y, a tak¿e przywo³uj±c wielokrotnie w ca³ej ksi±¿ce. Warto zw³aszcza zwróciæ uwagê na to, co autor pisze, punktuj±c niew±tpliwe podobieñstwa idei anzelmowych do tych, które przedstawi³ Augustyn, równocze¶nie jednak pokazuj±c ró¿nice. Grzesik ustawia siê tu w opozycji do komentatorów, którzy chcieliby pozbawiæ Anzelma oryginalno¶ci. Zauwa¿a on, ¿e Anzelm to znakomity dialektyk, ale tak¿e - mimo braku znajomo¶ci pism metafizycznych Arystotelesa - znakomity metafizyk. Jego metafizyczne zaciêcie wyra¿a siê, s±dzi Grzesik, nie tylko w s³ynnym argumencie ontologicznym z Proslogionu, który przez tyle wieków a¿ do dzi¶ - autor przytacza m.in. przyk³ady Bertranda Russela i Etienne’a Gilsona - kusi filozofów swym intelektualnym urokiem. Grzesik zwraca uwagê, ¿e podobieñstwa Anzelma do Boecjusza wyra¿aj± siê nie tylko w tre¶ci idei, ale tak¿e w stosunku do roli pedagoga. Pod tym wzglêdem porównuje te¿ Anzelma do Sokratesa. Tym, co najbardziej wyró¿nia filozoficzne (i teologiczne) idee Anzelma jest, zdaniem autora ksi±¿ki, niezale¿no¶æ intelektualna.

Grzesik stara siê pokazaæ, ¿e mieli¶my w ¶redniowieczu uczonych, filozofów - a Anzelm by³ jednym z nich - którzy byli samodzielni i twórczy. Maj±c bardzo niewielkie zaplecze kulturowe, potrafili stworzyæ idee inspiruj±ce nie tylko swoj± epokê, ale tak¿e ca³e nastêpuj±ce po nich dzieje filozofii i kultury. Autor próbuje tak¿e przywróciæ w³a¶ciw± perspektywê spojrzenia na scholastykê, któr± czêsto nadal sk³onni jeste¶my postrzegaæ przez pryzmat zadawnionych, a nies³usznych, wynikaj±cych z braku wiedzy uprzedzeñ. Cennym uzupe³nieniem ksi±¿ki - to tradycja tej serii - jest wybór fragmentów prac Anzelma; w tym wypadku szczególnie warto¶ciowym, gdy¿ niektóre po raz pierwszy publikowane s± po polsku.

(pik)

Tadeusz Grzesik, Anzelm z Canterbury, Wydawnictwo Wiedza Powszechna, Warszawa 2004, seria: My¶li i Ludzie.

Nowa twarz Pascala

Czytelnik chêtnie siêga po biografie znanych postaci. Poznanie osobowo¶ci, nieznanych szerzej faktów z ich ¿ycia mo¿e inspirowaæ lub zaspokajaæ ciekawo¶æ. Idea³em jest biografia, która pobudza uczonych i zaciekawia zwyczajnego odbiorcê. Niewiele takich zdarzy³o mi siê czytaæ. Zazwyczaj biograf zmierza w okre¶lonym kierunku: czyni swe dzie³o nazbyt uczonym lub nazbyt popularnym. A wtedy lektura staje siê nu¿±ca b±d¼ p³ytka.

Jacques Attali, autor najnowszej biografii Pascala, stara³ siê stworzyæ dzie³o unikaj±ce jednej z wymienionych metod. W du¿ej mierze mu siê to uda³o. Przygotowanie od strony merytorycznej wykaza³ bardzo dobre. Za szczególnie cenne uwa¿am odwo³ywanie siê do korespondencji Pascala, co jednocze¶nie wzmocni³o postawione przez autora tezy. Biograf siêga do archiwów, dokumentów, które nigdy nie zosta³y opublikowane. W ten sposób podda³ weryfikacji dotychczasowy ogl±d ¿ycia Pascala.

Praca Attalego w samej konstrukcji nie jest niczym nowym. Zgodnie z chronologicznym biegiem wydarzeñ, przedstawi³ poszczególne etapy w ¿yciu Pascala. Autor My¶li nie jest dlañ wy³±cznie geniuszem samym w sobie. Biograf pokazuje jego dzia³alno¶æ na tle ówczesnej historii Francji i Europy. Dlatego czytaj±c o losach jednostki poznajemy dzieje ca³ej Wielkiej Epoki. Co wiêcej, Attali, aby dostatecznie wyja¶niæ najwa¿niejszy fakt z ¿ycia Pascala - jego zwi±zek z jansenistami i Port-Royal - opisa³ historiê tego ruchu.

Najwa¿niejszy jest oczywi¶cie wizerunek Pascala, jaki autor zaprezentowa³ czytelnikom. Pascal mia³ kilka osobowo¶ci, zmienia³ siê nie tylko pod wp³ywem do¶wiadczenia, ale w zale¿no¶ci od konkretnej sytuacji. My¶lê, ¿e biograf - bêd±cy pod du¿ym urokiem autora Prowincja³ek - chcia³ ukazaæ go w dwóch postaciach: geniusza i cz³owieka. Pierwszy wizerunek nie przedstawia trudno¶ci. Pascal by³ cudownym dzieckiem, twórc± geometrii rzutowej, prasy hydraulicznej, rachunku prawdopodobieñstwa, rachunku ca³kowego i omnibusów, arcymistrzem jêzyka francuskiego, my¶licielem, ale i ¶wietnym pamflecist± oraz publicyst±. Opisywanie geniuszu Pascala sprawia Attalemu du¿± przyjemno¶æ. Prawdziwym wyzwaniem sta³o siê ukazanie tej strony osobowo¶ci Pascala, o której mniej wiadomo, lecz która zaci±¿y³a nad losem my¶liciela.

Kim jest dla nas Pascal? Najczê¶ciej u¿ywamy okre¶leñ: my¶liciel, sceptyk, wizjoner religijny, który ulatuje w mistyczne rejony ¿ycia ludzkiego. Tymczasem z opisu Attalego wy³ania siê „inny” Pascal. Biograf ¶mia³o broni tezy o kazirodczym zwi±zku Blaise`a z m³odsz± siostr± Jacqueline, która potem wst±pi³a do klasztoru w Port-Royal. Pascal ¶wiadom niezwyk³o¶ci swojego wynalazku - maszyny arytmetycznej - wpierw reklamowa³ go nie gorzej ni¿ niejeden wspó³czesny producent, potem za¶ poruszy³ niebo i ziemiê, by zdobyæ patent, zabezpieczaj±c swoj± „w³asno¶æ” intelektualn± i korzy¶ci z niej p³yn±ce. Uleg³ ¶wiatowym pokusom, sta³ siê bywalcem salonów, ulubieñcem kobiet. Gra w ko¶ci pobudzi³a go do obliczeñ matematycznych (w ten sposób narodzi³ siê rachunek prawdopodobieñstwa).

Praca Attalego wyró¿nia siê tym, ¿e autor, operuj±c du¿ym materia³em badawczym dotycz±cym czasów i osoby Pascala, umia³ go ogarn±æ oraz uporz±dkowaæ. Ksi±¿ka nie jest zbiorem mniej lub bardziej bulwersuj±cych szczegó³ów z ¿ycia francuskiego my¶liciela, lecz studium o czasach, w których przysz³o mu ¿yæ.

Monika Szab³owska

Jacques Attali, Pascal, t³um. Jerzy Kierul, Pañstwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2004, seria: Biografie S³awnych Ludzi

Homo siê bawi

Rosyjski filozof kultury Micha³ Bachtin postrzega³ karnawa³ jako czas przekraczania wszelkich tabu. Zaproponowana przez niego teoria pozwala spojrzeæ przez pryzmat „logiki odwrotno¶ci” na przejawy wspó³czesnej kultury. Jej badacze upatruj± pocz±tków procesu karnawalizacji w zatarciu tradycyjnego podzia³u na kulturê wysok± i nisk±. Trwa on od ponad dwustu lat, a szczególne jego nasilenie przypada na drug± po³owê XX w. Zabawa, przyjemno¶æ, hedonizm to niektóre z priorytetów cz³owieka nie tylko naszych czasów. Dlatego te¿ nie dziwi± pogl±dy holenderskiego historyka Johana Huizingi, który sugeruje, ¿e do naszego gatunku najbardziej mog³oby przystawaæ okre¶lenie homo ludens, jako ¿e u podstaw wszelkich poczynañ cz³owieka, tak¿e rozwoju kultury, zdaniem badacza, le¿y zabawa, gra, wspó³zawodnictwo.

Wokó³ teorii Huizingi i Bachtina oscyluje zbiór artyku³ów socjologów kultury, archeologów i antropologów z UAM w Poznaniu. Ich rozwa¿ania dotycz± analizy zjawisk charakterystycznych dla kultury ponowoczesnej. Przejawy karnawalizacji odnajduj± we wszelkich dziedzinach ¿ycia. Kilka prac traktuje o formach spêdzania wolnego czasu, definiowanego jako „czas, w którym mo¿na byæ sob±”.

Gro¼nym, a zarazem smutnym, zjawiskiem okazuje siê najpopularniejszy sposób wypoczynku, czyli familiocentryzm. Wed³ug Doroty Mroczkowskiej, dzisiejszego cz³owieka absorbuj± teleturnieje, seriale, Internet. Wspólne korzystanie z dobrodziejstw cywilizacji jedynie pozornie zbli¿a. ¦wiat wirtualny rozbija wiêzi rodzinne, poch³aniaj±c czas i uwagê, które jeszcze kilkadziesi±t lat wstecz mog³y byæ przeznaczone na rozmowy. Mediatyzacja wypoczynku poch³ania najcenniejsze warto¶ci. Stanowi niewymagaj±ce wysi³ku ani ¿adnej aktywno¶ci wype³nienie luk miêdzy prac±, posi³kiem a snem.

Spektakularne parki tematyczne czy Disneylandy, bêd±ce ¶wi±tyniami wyre¿yserowanej rozrywki, uchodz± za jedn± z dróg ucieczki w iluzjê i wyobra¼niê. S± spe³nieniem têsknot nowoczesnego cz³owieka, odnajduj±cego w nich przedmioty i postaci, których nie spotyka na co dzieñ, do¶wiadczaj±cego wra¿eñ, których prze¿ycie w normalnych warunkach nie jest mo¿liwe. Idealne z za³o¿enia, pozwalaj± przekroczyæ czas, umo¿liwiaj±c odzyskanie tego, co niegdy¶ utracone. Sztuczny twór bombarduje zabaw±, wyzwalaj±c w cz³owieku mnogo¶æ emocji, za których prze¿ycie p³aci. Fa³szywa szczê¶liwo¶æ to kolejny produkt epoki konsumpcji. Nêci, uwodzi, zachwyca, inkasuje.

Pocieszenie przynosi to, ¿e obok ³atwo dostêpnych wra¿eñ, wci±¿ ¿ywa pozostaje têsknota za prawdziwo¶ci± doznañ, których osi±gniêcie wymaga wysi³ku psychofizycznego oraz zerwania z bierno¶ci±. Kto ¿±dny egzotycznych prze¿yæ, realizuje siê uprawiaj±c turystykê ekstremaln±, o czym pisze Jakub Isañski. Ponowoczesnego turystê poci±ga to, co nieznane, nudzi za¶ powszechny konsumeryzm. Stoj±c w opozycji do sztuczno¶ci produktów, jakimi jest nachalnie zasypywany, poszukuje na w³asn± rêkê pozosta³o¶ci autentyku.

Inn±, choæ równie z³o¿on± form± rozrywki, której od dawien dawna z lubo¶ci± oddawa³ siê homo ludens, jest jarmark. Jego obyczajowo-ludyczny charakter zg³êbia Jan Grad, wyjaskrawiaj±c towarzysko-rekreacyjny aspekt targu. Odnajduje w nim miejsce kszta³tuj±ce potoczne poczucie estetyki, zderzaj±ce wielo¶æ kultur.

Publikacja jest niew±tpliwie godna polecenia wszystkim tym, którym nieobojêtne s± nowinki z dziedziny kultury wspó³czesnej oraz zagadnienia z dziedzin socjologii czy archeologii.

Anna Ko³odziej

Karnawalizacja. Tendencje ludyczne w kulturze wspó³czesnej, redakcja naukowa Jan Grad, Hanna Mamzer, Wydawnictwo naukowe UAM, Poznañ 2004, seria: Kulturoznawstwo.

Ksi±¿ki nades³ane

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje