Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Szkie³ko w oku

Jedno s³owo w tê, drugie w tamt±

Piotr Müldner-Nieckowski

 Fot. Stefan Ciechan Przy okazji porz±dkowania swego tak zwanego dorobku (zasady zmuszaj± czyniæ to dwa razy do roku) natkn±³em siê na artyku³ o trudno¶ciach w rozpoznawaniu ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego, ale stary, z 1970 roku. Zupe³nie o nim zapomnia³em. Czytam i zaczynam siê denerwowaæ. Có¿ to za bzdury! Czy¿bym ja to (wraz z kolegami) pisa³? Wstêp nieadekwatny do tekstu g³ównego, tekst g³ówny zbyt lakoniczny, za to liryczny, podpis pod tabel± nie odpowiada zawarto¶ci, kolumny danych statystycznych siê nie sumuj±, zdania nie wi±¿± siê logicznie, wnioski s± wziête z sufitu, pi¶miennictwa brak. Ogarn±³ mnie smutek, a rachunek dokonañ ¿yciowych wyda³ mi siê o wiele gorszy ni¿ dot±d s±dzi³em.

Na szczê¶cie przechowujê maszynopisy. Zada³em sobie trud i odnalaz³em ów tekst gdzie¶ na dnie drugiej szafy w trzeciej piwnicy. ¯ó³ty, rozpadaj±cy siê, kwa¶ny papier. Nied³ugo rozsypie siê w proch. Taki podkrada³o siê wtedy w biurze u mamy (a przy okazji spinacze), bo w sklepach bywa³ rzadko. Artyku³ wystuka³em na nim za pomoc± maszyny do pisania na podstawie studenckich badañ przeprowadzonych wraz z przyjació³mi z roku. Maszyna pochodzi³a z zak³adów „£ucznik”, innej nie mia³em, i pamiêtam, ¿e ta radomska firma produkowa³a urz±dzenia do pisania tylko dla niepoznaki, ¿eby wróg siê nie po³apa³, ¿e jej g³ównym celem jest wytwarzanie broni i amunicji do zwalczania imperializmu zachodnioniemieckiego. Na wszelki wypadek urz±dzenie by³o nader kiepskie, bez przerwy siê zacina³o, odpada³y z niego g³ówki czcionek, przypomina³o, ¿e reprezentuje socjalizm.

Jako¿ siê okaza³o, ¿e z³y sprzêt wcale nie musia³ przeszkadzaæ w pisaniu. Pisanie odbywa siê w g³owie, na papierze pojawia siê tylko jego wizualne odbicie. Ten dawny tekst o wyrostku nadal jest naukowo aktualny i porusza ciekawe zagadnienia praktyczne. Przypominam sobie za¿arte dyskusje z dzisiejszymi profesorami, a wtedy studentami pi±tego roku medycyny, Waldkiem Staszkiewiczem, Irkiem Krasnodêbskim. Pracowali¶my nad ka¿dym zdaniem, ka¿dym przecinkiem. Gdybym dzi¶ jako redaktor mia³ przyjmowaæ tê pracê do druku, nie waha³bym siê ani chwili, jest dobra i nic siê nie zestarza³a. Biologia nie zmienia siê tak szybko jak technika. Jest te¿ zadbany stylistycznie i leksykalnie, widaæ przepisywa³em go kilka razy, bo prawie nie ma poprawek odrêcznych.

Tekst obszerny, ale w maszynopisie. W druku zosta³a z niego ledwie po³owa. Porównanie tych dwóch wersji wypada tragicznie. W czasopi¶mie skróty za skrótami, bezmy¶lne. Czyja¶ rêka pousuwa³a co drugie s³owo, a nawet wiersze z tabeli, kompletnie zmieniaj±c sens ca³o¶ci. Swobodnie wycinano co popadnie, zapewne z wykrêtem w zanadrzu, ¿e to ingerencja cenzury. Mo¿na by zapytaæ, co mia³a cenzura do wyrostka robaczkowego. Chyba tylko to, ¿e ten zapalnie zmieniony narz±d staje siê czerwony, na co w³adza ludowa by³a bardzo wyczulona. Nie potrafiê ju¿ odtworzyæ, kim by³ energiczny redaktor, ale jestem gotów go przekl±æ, bo artyku³, najdelikatniej mówi±c, jest bezwarto¶ciowy, je¶li nie kompromituj±cy. Zaczynam rozumieæ, dlaczego do doktoratu nie wykaza³em go w zestawie publikacji.

Jak widaæ, przez lata zd±¿y³em o nim zapomnieæ, wyprzeæ go z niedobrej pamiêci, bo jako cz³owiek dzisiejszych czasów pocieszam siê, ¿e ¶wiat mimo wszystko sta³ siê doskonalszy. Tylko ¿e stare niestety trwa. W jednym z tekstów prasowych napisa³em, ¿e Marian Mazur (1909-83) zwiê¼le opisa³ niepodwa¿alne zasady pracy badawczej, a mia³em na my¶li to, ¿e trafnie wypunktowa³ najczêstsze b³êdy logiczne wspó³czesnych uczonych i poda³, jak ich unikaæ. Ale redakcja zmieni³a s³owa „opisa³ niepodwa¿alne zasady pracy badawczej” na „sformu³owa³ zasady nauki” i tak oto zosta³em wykreowany (okre¶lenie z tej gazety) na durnia, bo w nowej wersji zdanie to znaczy³o, ¿e nie wiem, o czym piszê. Byæ mo¿e skróty w artykule by³y niezbêdne, co¶ nie mie¶ci³o siê w szpaltach, brakowa³o miejsca na reklamê tabletek od bólu g³owy, ale czy trzeba by³o zmieniaæ a¿ tak naukowo? Bardzo siê zdenerwowa³em.

Tekst ten, co prawda, we wspomnianym dorobku jest ma³o istotny, ale jego historia po raz kolejny mi u¶wiadomi³a, ¿e nawet jedno s³owo mo¿e zmieniæ losy, i to nie tylko publikacji. Z ubolewaniem my¶lê o stworzonym na podstawie nowatorskiej koncepcji i pod kierunkiem Miros³awa Bañki najlepszym s³owniku jêzyka polskiego, który nieszczê¶liwie zatytu³owano „Inny s³ownik jêzyka polskiego”. Zaszkodzi³o mu s³ówko „inny”. „Innego” nikt nie chce, wszyscy potrzebuj± normalnego, ta znakomita ksiêga sprzedawa³a siê wiêc bardzo niemrawo. Du¿a strata dla kultury.

To idzie dalej. Ludzie siê skar¿±, ¿e w warszawskiej ksi±¿ce telefonicznej chochlik masowo pozmienia³ im nazwiska. „Wiszniewski” figuruje jako „Wi¶niewski”, a „Nowaczyk” jako „Nowak”. Mnie te¿ siê dosta³o. Ale niektórzy siê ciesz±, zw³aszcza piraci drogowi. Z³apani na przekroczeniu dozwolonej prêdko¶ci s± sprawdzani w policyjnym komputerze - i nie ma ich. Jako ¿ywo nie istniej±. Zatem i tam te¿ - jedno s³owo w tê, drugie w tamt±, a nawet ta jedna ma³a literka... S³usznie. Co za ró¿nica?

e-mail: pmuldner@mp.pl

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje