Zapowiadane w Polsce zwiêkszenie wydatków bud¿etowych na B+R w celu wykonania tak zwanej Strategii Lizboñskiej budzi wiele obaw i w±tpliwo¶ci. Generalnie, nastêpstwa cywilizacyjne wej¶cia do Unii wydaj± siê porównywalne z takimi procesami dziejowymi, jak chrystianizacja, kolonizacja na prawie niemieckim czy te¿ europeizacja w dobie O¶wiecenia. Nie oznacza to jednak, ¿e wszystkie inicjatywy unijne s± równie korzystne.
W zaleceniach Strategii Lizboñskiej dotycz±cych nauki nale¿y odró¿niæ te, które odnosz± siê do Europejskiej Przestrzeni Badañ, te, które dotycz± tak zwanego celu 3 procent (krajowych wydatków na B+R jako odsetka PKB) oraz te, które wi±¿± siê z &8222;planem dzia³añ 3 procent&8221;. Idea Europejskiej Przestrzeni Badañ jest, jak siê zdaje, jednoznacznie korzystna, s³u¿±c otwarciu wzglêdnie zamkniêtego systemu badañ publicznych w Polsce, a zatem i kruszeniu nienaruszalnych dot±d sfer wp³ywów, dworów i kapliczek. &8222;Plan dzia³añ&8221; 3 procent (maj±cy na celu ¶ci¶lejsze zwi±zanie nauki ze sfer± gospodarki) jest na ogó³ tak¿e korzystny i potrzebny. Najwiêksze w±tpliwo¶ci budzi postulat zwiêkszenia wydatków na naukê w krajach cz³onkowskich do 3 procent PKB do roku 2010. Jak siê zdaje, rzadko kiedy podci±gniêcie pod jeden strychulec krajów znajduj±cych siê na ró¿nym poziomie gospodarczym by³o tak ma³o przemy¶lane, jak w &8222;celu 3 procent&8221;. Postulat 3 procent le¿y najprawdopodobniej w interesie Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec, ale nie jest pewne, czy tak¿e pozosta³ych pañstw cz³onkowskich.
U podstaw &8222;celu 3 procent&8221; le¿a³a wizja B+R jako &8222;transformatora&8221;, który ujawnia ukryte i przekszta³ca istniej±ce zasoby w dobra spo³eczne i gospodarcze. Nawet surowce naturalne s± przecie¿ najczê¶ciej owocem badañ naukowych i technologicznych (rozpoznanie, technologie eksploatacji i przetwórstwa). Podobnie B+R potrafi± daæ dodatkow± warto¶æ innym zasobom naturalnym, spo³ecznym, kulturowym. Gdy jednak B+R nie jest silnie splecione ze sfer± gospodarki oraz praktyk publicznych (zdrowie, edukacja, zarz±dzanie publiczne), tak jak to jest (w zasadzie) w Polsce, wówczas dodatkowe fundusze bud¿etowe na badania s³u¿± w najlepszym razie rozwojowi nauki akademickiej i poprawie jako¶ci samych badañ, a nie wzrostowi konkurencyjno¶ci gospodarczej. S³u¿± zwiêkszeniu introwertyzmu systemu badañ, a nie jego otwarciu na praktyki spo³eczne i gospodarcze.
Wed³ug badañ ekonometrycznych przeprowadzonych na zlecenie Komisji Europejskiej, osi±gniêcie &8222;celu 3 procent&8221; ma mieæ wa¿ny wp³yw na d³ugofalowy wzrost PKB i zatrudnienia w Europie, rzêdu 0,5 procent wzrostu i 400 tysiêcy dodatkowych miejsc pracy po roku 2010. Jednak ¼ród³em tego spodziewanego wzrostu ma byæ nie tyle zwiêkszenie bud¿etowych nak³adów na B+R w sektorze publicznym, co zmiana struktury gospodarek w kierunku bran¿ bardziej naukoch³onnych oraz zwiêkszenie innowacyjno¶ci przedsiêbiorstw. Polska posiada dzi¶ nie tylko PKB per capita zbli¿ony do tego, który mia³y europejskie kraje rozwiniête w latach 60., ale tak¿e pewne istotne wska¼niki strukturalne, bliskie Francji czy Niemcom Zachodnim tamtych lat. Dokonanie w ci±gu 5 lat skoku pokonuj±cego dystans 50 lat (w stosunku do &8222;ruchomego celu&8221;) nie jest mo¿liwe, i nie s±dzê, aby jakikolwiek rzetelny model ekonometryczny pozwoli³ udowodniæ, ¿e osi±gniêcie w Polsce czy na S³owacji &8222;celu 3 procent&8221; zaowocuje podobnymi efektami.
Nie zawsze i niekoniecznie wiêksze nak³ady bud¿etowe na B+R odp³acaj± wzrostem efektów. Gigantyczne subsydia w USA w latach 60. na walkê z rakiem nie zaowocowa³y wcale fal± odkryæ naukowych. Efekty poznawcze i gospodarcze inwestycji w B+R nie s± prost± funkcj± wielko¶ci zainwestowanych ¶rodków. W pewnych sytuacjach, rzeczywi¶cie, metafora &8222;po³±czeñ faksowych&8221; (im jest ich wiêcej, tym warto¶æ pojedynczego aparatu jest wiêksza) dobrze oddaje charakter wiedzy jako dobra gospodarczego. Im wiêcej przemy¶lanych inwestycji w wiedzê, tym wiêkszy (do pewnego poziomu) efekt mno¿nikowy. Jednak bardzo czêsto tradycyjna metafora pastwiska jest lepsza. Im wiêcej krajów jednocze¶nie inwestuje w zasadzie w te same obszary badañ, tym wiêcej dublowania badañ i tym mniejsza rentowno¶æ pojedynczych inwestycji. Czas poka¿e, czy w stosunku do idei 3 procent bardziej pasuje metafora &8222;efektu mno¿nikowego&8221;, czy &8222;pastwiska&8221; (z jego ograniczonymi zasobami).
Polityka, tak¿e europejska, nie powstaje nigdy w ¶wiecie czystych idei. &8222;Cel 3 procent&8221; zyska³ sw± w³asn± dynamikê, jako narzêdzie ¿±dañ zmiany bud¿etu Unii, wzrostu bud¿etu Komisji Badañ UE oraz wzrostu udzia³u nauki w bud¿etach narodowych. Cel ten jest wspierany zarówno przez polityków, administratorów nauki, jak i samych naukowców, widz±cych w nim w³asny oczywisty interes. Jak siê zdaje, jest za pó¼no na odtr±bienie marszu w stronê 3 procent. Gdyby cel ten mia³ byæ rzeczywi¶cie realizowany w Polsce, mog³oby to oznaczaæ utrwalenie wszystkich ujemnych zjawisk w sektorze nauki oraz wzmocnienie wszystkich le¿±cych u ich podstaw przekonañ.
Mo¿na mieæ obawy, ¿e skutki dodatkowego zastrzyku pieniêdzy bud¿etowych bêd± zgodne wszêdzie z tak zwanym efektem Zinowiewa. Autoreforma, reforma przeprowadzana przez samo ¶rodowisko, najczê¶ciej utrwala status quo, a nieraz niszczy najlepsze elementy systemu. Co mo¿e nast±piæ, gdy publiczny sektor nauki w Polsce, taki jaki jest dzi¶, otrzyma du¿y zastrzyk pieniêdzy? Znacznie ³atwiej bêdzie zostaæ doktorem i profesorem, uzyskaæ stopieñ naukowy, mieæ publikacje itd. Z tych nowych szans skorzystaj± w pierwszym rzêdzie przeciêtni, którzy dominuj± w ka¿dym systemie, tyle ¿e ich poziom jest w Polsce na ogó³ ni¿szy ni¿ w krajach rozwiniêtych. Kilku ¶wietnych naukowców porwie parê okruchów, lecz ich proporcjonalny udzia³ gwa³townie spadnie. Wprowadzony zostanie nowy system p³ac, oparty na rzeczywistej warto¶ci badañ. Kto bêdzie odpowiedzialny za jego opracowanie? Ci, którzy dominuj± dzi¶. Bêd± oni postêpowaæ wed³ug dotychczasowych regu³ i niemal nic siê nie zmieni. Dominuj±ce dzi¶ w Polsce strategie badawcze pod³±czania siê (przejmowanie koncepcji opracowanych w o¶rodkach centralnych), poznawczej izolacji (od dotychczasowych osi±gniêæ danej dziedziny i od aktualnie prowadzonych na ¶wiecie badañ) i transmisji (przenoszenie osi±gniêæ ¶wiatowych do w³asnego kraju czy instytutu) zostan± wzmocnione. Tylko ta ostatnia strategia ma niekiedy racjê bytu. W mniejszym stopniu wzrosn± badania stanowi±ce oryginalny wk³ad do nauki ¶wiatowej oraz, przede wszystkim, takie, które maj± zastosowanie w kraju.
Je¶li nawet dramatycznie spadaj±ce nak³ady na naukê nie sk³oni³y ¶rodowiska do wprowadzenia programu oszczêdzania i wzrostu efektywno¶ci wydawania pieniêdzy na B+R, choæby przez takie stosowane szeroko na ca³ym ¶wiecie formy, jak ewaluacje czy te¿ formy wspólnego wykorzystywania aparatury, mo¿na mieæ w±tpliwo¶ci, czy pobudk± dla takich dzia³añ stanie siê nagle zwiêkszony nap³yw funduszy. Wybitny polityk to nie tylko ten, kto wydaje wiêcej, ale i ten, kto potrafi wiêcej zaoszczêdziæ.
Jest ciekawe i godne podkre¶lenia, ¿e o ile w Polsce &8222;celowi 3 procent&8221; po¶wiêca siê wiele uwagi, o tyle w jego cieniu pozostaje &8222;Plan dzia³añ 3 procent&8221;. Dzia³ania, których realizacji Komisja Europejska oczekuje od pañstw cz³onkowskich w ramach tak zwanej Otwartej Metody Koordynacji, id± w kierunku zbli¿enia polityk naukowych i innowacyjnych oraz systemów nauki i innowacji. Ka¿de z oczekiwanych dzia³añ le¿y, jak siê zdaje, w interesie ¶rodowisk biznesu. Presja organizacji biznesu na rz±d, by realizowa³ &8222;plan dzia³añ 3 procent&8221;, mog³aby uruchomiæ przemiany zwróconego dot±d ku samemu sobie systemu nauki.
Reforma ka¿dego systemu jest nadzwyczaj trudna. Od wewn±trz udaje siê j± przeprowadziæ tylko &8222;w stanie wy¿szej konieczno¶ci&8221;, w warunkach kryzysu i wysokiego stopnia konsensusu wszystkich zainteresowanych. Na ogó³ wymaga ona interwencji czynnika zewnêtrznego (np. reforma ko³³±tajowska Akademii Krakowskiej).
Elity naukowe w Polsce, które potrafi± wydaæ z siebie ryk lwa w obronie bud¿etu nauki, z regu³y nie mog± siê zdobyæ nawet na najcichszy szept, gdy idzie o usprawnienie sposobu, w jaki pieni±dze bud¿etowe s± wydawane. A przecie¿ zyski z ich wprowadzenia mo¿e by i podwoi³y realne wydatki na badania.
W ostatnich latach minister nauki, dzier¿±c w rêku kij (spadaj±ce nak³ady bud¿etowe na naukê), nie siêgn±³ po niego ani razu, aby sk³oniæ do reformy organizacje naukowe. Nie mia³ po temu sposobnych narzêdzi i mo¿liwe, ¿e post±pi³ s³usznie. Teraz jednak prawdopodobnie nowy minister bêdzie trzyma³ w rêku rosn±c± ki¶æ marchewek (zwiêkszane nak³ady na naukê). By³oby b³êdem, gdyby nie skorzysta³ z tej historycznej szansy, maj±c teraz - po zmianach ustawowych - silniejsz± pozycjê w stosunku do ¶rodowiska naukowego ni¿ poprzednio.
Dodatkowe wzrastaj±ce ¶rodki bud¿etowe na naukê nie zosta³yby zmarnowane wtedy, gdyby by³y kierowane na nowych warunkach i zasadach, a czê¶ciowo tak¿e ku odmiennym celom - zarówno na wewnêtrzne reformy publicznego sektora nauki, jak i na zwiêkszenie jego powi±zañ zewnêtrznych.
Znaczna czê¶æ tych zwiêkszonych funduszy powinna byæ przeznaczona na rozwój B+R w przedsiêbiorstwach (tzw. kapita³ d¼wigniowy, np. w formie voucherów pozostaj±cych do dyspozycji organizacji biznesu, przeznaczonych na rozwój B+R w fazie przedkonkurencyjnej), wspó³pracê przedsiêbiorstw z uczelniami, realizacjê prac badawczych w przemy¶le, wspieranie przez B+R modernizacji bran¿ itd.
Z czasem, ¶rodki przekazywane dotychczasowym trybem powinny stopniowo maleæ. Jednak, aby mog³y one byæ kierowane na nowych warunkach i zasadach, potrzeba jasnej wizji tego, co chce siê osi±gn±æ, wiedzy i kompetencji, jak to osi±gn±æ, oraz si³y i determinacji potrzebnych do realizacji wizji.
Ani ¶rodowisko naukowe, ani urzêdnicy ministerialni nie maj± wiedzy ni interesu, aby zmieniaæ status quo. To ¶rodowiska biznesu mog± i powinny odegraæ decyduj±c± rolê w budowie tej nowej wizji, i w dopilnowaniu, aby nie zosta³a ona zwichniêta przez brak kompetencji i stêpiona przez kompromisy. Inaczej wzrastaj±ce ¶rodki na naukê zostan± wch³oniête przez istniej±c± dot±d nieefektywn± machinê.
Jakie powinny byæ za³o¿enia i elementy tej nowej wizji? Rzuæmy kilka lu¼nych my¶li i propozycji.
Nale¿y przej¶æ od dzia³añ dostosowawczych, wymuszonych przez wymogi uczestnictwa w Unii Europejskiej, do postawy ¶wiadomego kreatora nowych rozwi±zañ w sferze B+R; od wspierania sektora publicznego nauki w celach ochrony socjalnej jego personelu, do wspierania nauki (w jakimkolwiek sektorze by powstawa³a) ze wzglêdu na potrzeby rozwojowe kraju.
Nie ma jednej cudownej recepty na politykê naukow± dla Polski. Pewne jest to, ¿e musi ona opieraæ siê na du¿ej dawce tak zwanego policy intelligence (wsparcia analitycznego), musi zawieraæ przemy¶lany dobór narzêdzi, tak aby dawa³y one efekt synergiczny, a nie kolidowa³y ze sob±, musi byæ dobrze zharmonizowana z innymi politykami, musi byæ oparta na benchmarkingu polityk, ale dostosowana do sytuacji kraju, musi byæ elastyczna i musi uwzglêdniaæ zró¿nicowania bran¿owe i regionalne. Istniej± ujemne skutki braku policy intelligence: polityka naukowa kraju jest gorsza ni¿ mog³aby byæ, gdyby zosta³a wsparta statystykami, analizami i debat± eksperck±, zdolno¶æ absorpcji policy intelligence Unii, OECD czy innych organizacji miêdzynarodowych mniejsza, a pozycja kraju w artyku³owaniu w³asnych potrzeb i mo¿liwo¶ci w procesie budowy polityki naukowej Unii - s³absza.
Jedna z sensowniejszych rad, jakie mo¿na daæ, to ukierunkowanie odpowiednich zasobów B+R na rozwój technologii w tych bran¿ach i grupach produktowych, w których kraj posiada przewagi komparatywne, co czêsto polega na modernizacji i nadaniu nowego wigoru tradycyjnym bran¿om.
Pokrewna rada, to rozwój tych nowych badañ i technologii, które wynikaj± z w³asnych specyficznych potrzeb kraju, ale które, zaspokajaj±c te potrzeby, mog³yby jednocze¶nie znale¼æ znacznie szersze zastosowania w szerokim ¶wiecie (np. Chile wykorzysta³y biotechnologiê, aby tchn±æ nowe ¿ycie w swe kluczowe przemys³y, takie jak wydobycie miedzi i po³ów ³ososi; Afryka Po³udniowa - kraj, którego mieszkañcy pos³uguj± siê 11 jêzykami - zainwestowa³a w budowê oprogramowañ jêzykowych; Brazylia - w tworzenie nowych ¼róde³ energii zmniejszaj±cych import oraz niwelowanie ró¿nic spo³ecznych poprzez upowszechnianie Internetu; Izrael - w systemy nawadniania oraz zabezpieczeñ mieszkañ i budynków; Norwegia - w przetwórstwo drewna oraz kontakt na odleg³o¶æ).
Wsparcie analityczne powinno siê skupiaæ miêdzy innymi na rozpoznawaniu &8222;okien szansy&8221;, wynikaj±cych z faz rozwoju technologii (np. ich standaryzacji), trendów gospodarczych (np. outsourceingu) oraz istniej±cych lub ³atwych do pozyskania atutów.
Si³± polityk s± dzi¶ nie tylko i nie tyle fundusze, co informacje, koordynacja, (wspó³) tworzenie sieci i przep³ywu informacji. Do tego potrzeba jednak nowych zasad dzia³ania administracji publicznej, nowych kompetencji urzêdników oraz nowych zasad ich naboru, oceny i kariery. Potrzeba takiej przebudowy polskiej administracji rz±dowej, by sta³a siê ona kompatybilna z administracjami unijnymi przejmuj±cymi w coraz wiêkszym stopniu nowy tryb zarz±dzania, oparty na sta³ym cyklicznym benchmarkingu, wska¼nikach, monitoringu i ewaluacji. Ten tryb zarz±dzania zwiêksza rolê i znaczenie ekspertów i wiedzy eksperckiej, delegowania uprawnieñ, powi±zañ poziomych (miêdzydepartamentalnych i miêdzyresortowych) oraz zewnêtrznych (np. ze ¶rodowiskiem nauki i przemys³u), a tak¿e wspó³pracy, dzielenia siê wiedz± oraz sta³ego interaktywnego uczenia siê. S± to cechy przeciwne praktykom polskiej administracji rz±dowej. Jak dot±d dzia³a ona na zasadach powielania szablonu, decyzji odgórnych, pionowej hierarchii, nadzoru i kontroli, monopolu informacji oraz uznania warto¶ci jedynie ogólnych kompetencji prawno-ekonomicznych urzêdnika (bez uwzglêdniania potrzeby specjalistycznej wiedzy eksperckiej w dziedzinie polityki naukowej, zdrowia, edukacji czy rolnictwa).
Istniej± dwa podej¶cia do okre¶lania rozmiarów krajowego wysi³ku B+R: podej¶cie &8222;poda¿owe&8221; i podej¶cie &8222;popytowe&8221;. Wed³ug pierwszego, powinno siê utrzymywaæ spor± nadwy¿kê badañ nad aktualnymi potrzebami, bior±c pod uwagê mo¿liwo¶æ powstania nieoczekiwanych &8222;fuzji&8221;, &8222;przeciêæ&8221;, &8222;odprysków&8221;, zmian trendów rozwojowych nauki i techniki itd. Wed³ug drugiego, zakres wysi³ku powinien byæ (w zasadzie) dostosowany do aktualnych potrzeb. W okresie komunistycznym rozmiary B+R wykracza³y znacznie poza potrzeby gospodarcze i spo³eczne. Jest zatem zdrowiej, gdy dopu¶ci siê obecnie do g³osu podej¶cie &8222;popytowe&8221;.
W zasadzie wielkie projekty technologiczne, o niepewnych rezultatach i dalekim horyzoncie &8222;zwrotu&8221;, powinny ust±piæ projektom s³u¿±cym rozwojowi &8222;oddolnej&8221; innowacyjno¶ci gospodarczej i spo³ecznej, realizowanym na wszystkich etapach w porozumieniu i z udzia³em u¿ytkowników - przedsiêbiorców, samorz±dowców, autorów planów regionalnych, lekarzy i mened¿erów systemu opieki zdrowotnej, nauczycieli i kuratorów.
Polityka naukowa nie mo¿e ograniczaæ siê do finansowego wspierania samych tylko badañ, musi uwzglêdniaæ tak¿e na przyk³ad rolê informacji naukowo-technicznej (&8222;im trudniejsze s± warunki do uprawiania nauki, tym ³atwiejszy powinien byæ dostêp do informacji&8221;) i innych tak zwanych us³ug naukowo-technicznych.
Zasada autonomii nauki w takim zakresie, w jakim jest praktykowana w Polsce, musi byæ rozs±dnie ograniczona. W jej ramach nie sposób os±dziæ warto¶ci pól badañ z punktu widzenia wk³adu w rozwój innych dyscyplin (dyskusyjne jest finansowanie badañ, które nie zasilaj± innych obszarów) oraz przede wszystkim w rozwój spo³eczno-gospodarczy. Zasada ta wzmacnia ju¿ silnych i &8222;premiuje wygranych&8221;. Utrudnia siêganie po narzêdzia ograniczania (lub likwidacji) funduszy na usychaj±ce pola badañ. Stwarza szansê wiecznego odcinania kuponów od przesz³ych sukcesów. (A dzieje siê to w sytuacji, gdy nieustannie zmienia siê rentowno¶æ poszczególnych pól badañ. Z zasady spada rentowno¶æ - naukowa i spo³eczna - tych pól, które prze¿y³y w przesz³o¶ci fazê gwa³townej ekspansji. Równie¿ rentowno¶æ placówek badawczych zazwyczaj spada po ¶mierci ich charyzmatycznych za³o¿ycieli.) Potrzeba zatem zazwyczaj zewnêtrznego narzêdzia, jakim jest (najczê¶ciej) administracja rz±dowa. Bez tego zewnêtrznego narzêdzia w ¶wiecie autonomii nauki nic tak nie kwitnie, jak usychaj±ce ga³êzie wiedzy. Brak rêki ogrodnika powoduje, ¿e nowe pêdy nie maj± do¶æ si³y, by siê rozwin±æ, a chwasty utrudniaj± wzrost wszystkim ro¶linom.
Subsydia na B+R (kierowane zarówno do sektora publicznego, jak i prywatnego) powinny byæ udzielane w coraz wiêkszej mierze w po³±czeniu z jasno okre¶lonymi warunkami, dotycz±cymi nie tylko konkretnego projektu badawczego, ale tak¿e standardów organizacyjnych lub zasad programowych beneficjantów (np. wprowadzenie ISO, TQM itd.). Zak³ada to jednak istnienie kompetentnej grupy urzêdników.
W odniesieniu do bezpo¶rednich inwestycji zagranicznych, polityka powinna nie tyle byæ ogólnie nastawiona na &8222;przyci±ganie BIZ&8221;, co na wynajdowanie i wyró¿nianie tych inwestorów, których strategie i organizacja uzupe³nia³yby korzy¶ci regionalne, na wytwarzanie tych aktywów uzupe³niaj±cych, w¶ród nich B+R, które mog³yby mieæ dla nich znaczenie oraz na dyfuzji, importowanej technologii poprzez wspieranie budowy regionalnych sieci produkcyjnych i technologicznych oraz mobilno¶ci personelu.
Dr Jan Koz³owski pracuje w Centrum Badañ Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wy¿szego Uniwersytetu Warszawskiego.
Tekst przygotowany dla Instytutu Spo³eczeñstwa Wiedzy na potrzeby seminarium w Krajowej Izbie Gospodarczej. Pominiêto przypisy.