Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Polemiki

Bez dogmatu

Pisa³em, ¿e sprawê utrzymania lub zarzucenia habilitacji widzê w kontek¶cie zmian ustrojowych w szkolnictwie i badaniach stosowanych. Habilitacje to temat wa¿ny, lecz drugorzêdny. Poza tym o kondycji szkolnictwa nie przes±dzaj± sami habilitowani.
Odpowied¼ na krytykê
Marian Chojnacki

Gratulujê mojemu Oponentowi, panu Wac³awowi Lewandowskiemu, wyboru mojego tekstu na przedmiot polemiki oraz ³atwo¶ci wypowiedzi. Ubolewam natomiast z powodu przeoczeñ i niezrozumienia mojej jasno wyra¿onej tezy. Przyjmujê za dobr± monetê troskê o dobro nauki polskiej jako bazê polemiki. Jest wysoce prawdopodobne, ¿e publiczn± prezentacj± swojego stanowiska mój Oponent zaskarbi sobie przychylno¶æ wa¿nych dla siebie gremiów.

Mam swojemu Oponentowi za z³e oparcie wywodu na zdaniu, którego nie wypowiedzia³em. Jest to niespecjalnie wyrafinowany chwyt, który chyba dowodzi braku argumentu. Chodzi o frazê odnosz±c± siê do utrzymania habilitacji: &8222;Sprowadza siê do formu³y: je¶li jeste¶ za utrzymaniem, udowodnij po¿ytki z zachowania habilitacji p³yn±ce; my i tak wiemy, ¿e zniesienie bêdzie korzystniejsze, czego udowadniaæ nie musimy&8221;. Otó¿, ja tego ani nie powiedzia³em, ani tak nie my¶lê. Widocznie takiej przes³anki Dyskutant potrzebowa³, aby - jako naukowiec-patriota - pos³u¿yæ siê argumentem raczej w duchu bolszewizmu, który zwolennikom pewnego podej¶cia imputuje. Qui bono? Byæ mo¿e to erystyczne nadu¿ycie w ogóle by³o konieczne, aby mo¿na by³o ruszyæ z naci±gan± argumentacj±. W moim tek¶cie w &8222;FA&8221; (nr 3/2005) domagam siê przecie¿ tworzenia warunków do empirycznego rozstrzygniêcia zasadniczej hipotezy o przydatno¶ci (konieczno¶ci, nieodzowno¶ci itd.) habilitacji.

Strza³ idzie bokiem, a raczej nisko. Wynika to st±d, ¿e bliska jest mi zasada pomocniczo¶ci. Nie znosz± jej bolszewicy i zwolennicy wszelkiego, tak¿e postsocjalistycznego, etatyzmu. Zastosowana tutaj zasada pomocniczo¶ci ogranicza odgórn± (z poziomu administracyjnego centrum) nadmiern± ingerencjê i preferuje poszukiwanie rozwi±zañ ustrojowych i organizacyjnych w ¶rodowiskach zainteresowanych dan± spraw±. Jej przyjêcie dowodzi³oby zaufania do rozumu, dobrej woli i kompetencji ludzi zajmuj±cych siê nauczaniem i badaniami. Jej akceptacja dowodzi otwarto¶ci umys³u, który poszukuje rozwi±zañ problemu, broni±c siê tak przed ideologi±, jak i utopi±. Technik± po temu odpowiedni± mo¿e byæ eksperyment, gdy¿ pozwala on wyj¶æ poza spory z gruntu nierozstrzygalne na poziomie werbalnych gier o wy¿szo¶ci takiego czy innego stanowiska.

Pisa³em, ¿e sprawê utrzymania lub zarzucenia habilitacji widzê w kontek¶cie zmian ustrojowych w szkolnictwie i badaniach stosowanych. Habilitacje to temat wa¿ny, lecz drugorzêdny. Poza tym o kondycji szkolnictwa nie przes±dzaj± sami habilitowani. Krytykowany artyku³ ma swój ci±g dalszy w moim tek¶cie Uczelnie jak z bajki (&8222;FA&8221; nr 5/2005). Poni¿ej odnoszê siê do wa¿niejszych kontrowersji poruszonych przez W. Lewandowskiego oraz rozwijam swoj± my¶l.

Ciemna strona regulacji

1. Zgadzam siê z zawo³aniem: &8222;nie niszczmy tego, co dobre&8221;. Ale co stoi na przeszkodzie, aby daæ uczelniom i instytucjom badawczym woln± rêkê do eksperymentalnego rozstrzygniêcia sporu, o którym mowa w tytule krytykowanego tekstu? Dopuszczenie ró¿nych ¶cie¿ek karier i procedur utrzymania jako¶ci jest lepsze, ani¿eli prowadzenie ja³owych sporów metod± zestawiania argumentów (przytoczy³em niektóre, jest ich wiêcej) i kontrargumentów, i to pochodz±cych z ró¿nych kontekstów kulturowych, ustrojowych i historycznych.

Czego tu siê baæ? Nadu¿yæ? Lipne tytu³y naukowe osób i liche osi±gniêcia placówek zweryfikuje miêdzynarodowy rynek edukacyjny i badawczy oraz krajowa opinia publiczna (m. in. w wewnêtrznym dyskursie ludzi nauki). Niech¿e zainteresowane instytucje na swoj± odpowiedzialno¶æ stosuj± odpowiednie dla siebie rozwi±zania.

2. W. Lewandowski wykazuje wiarê w wypróbowane (chyba nie wiecznotrwa³e?) mechanizmy i regulacje zabezpieczaj±ce tê¿yznê polskiej nauki. Jest te¿, zdaje siê, przekonany o zwi±zku miêdzy utrzymaniem habilitacji a dobrem nauki polskiej. Zarazem obawia siê jego weryfikacji. Ja postulujê odej¶cie od tej wiary i poszukiwanie rozwi±zañ adekwatnych do kontekstu funkcjonowania nauki i badañ. Na ten kontekst sk³ada siê miêdzy innymi wspó³zawodnictwo w skali globalnej, konieczno¶æ wspó³pracy ponad granicami kraju i produktywno¶æ. Wi±¿e siê z nimi wymóg elastyczno¶ci, która nie ma nic wspólnego z chaosem. Chaos pojawia siê natomiast jako ciemna strona nadmiernej regulacji centralnej. Dowodzi on irracjonalno¶ci wkradaj±cej siê tam, gdzie za pomoc± sztywnych (zw³aszcza odgórnych) regu³ system biurokratyczny d³awi ró¿norodno¶æ. Celebruje siê przejrzysto¶æ, ale zabija o¿ywcze impulsy. W skrajnych przypadkach oznacza to: kontrola - tak, twórcze rozwi±zania - nie.

Zrozumia³y jest neurotyczny lêk przed zmianami oraz pos³ugiwanie siê ogólnikowymi racjami wy¿szego rzêdu (derywacje) tam, gdzie chodzi o zabezpieczenie partykularnych interesów (residua).

Ja bym siê nie ba³ wyst±pienia destrukcyjnej rewolucji: w toku eksperymentowania z konieczno¶ci dojdzie do wypracowania wyrazistych, porównywalnych rozwi±zañ. Nie widzê powodu do obaw, ¿e w uk³adaniu spraw ustrojowych ludzie w uczelniach strac± rozum. Trochê zaufania do ludzi nauki! Z pewno¶ci± skorzystaj± oni rozs±dnie ze swobody organizacyjnej. Nie ¿yj± bowiem na bezludnej wyspie, lecz dzia³aj± w sieci powi±zañ i nieustannej konfrontacji. Ci, którzy nadu¿yj± swobody i zaczn± ³owiæ w mêtnych wodach - przepadn± w grze przy otwartej kurtynie i bez oparcia na monopolu, który stronniczo tê grê zniekszta³ca. W przejrzystych, nieprzeregulowanych warunkach ustrojowych zadzia³a, ufam, o¶wiecona do¶wiadczeniem &8222;niewidzialna rêka&8221;, jak u A. Smitha.

Parametry dobra publicznego

3. Mój tekst nie by³ przeciw jakiejkolwiek grupie w uczelniach, lecz w sprawie rozwi±zania okre¶lonego sporu. W tle pojawia siê zasadnicze zagadnienie ustroju, w którym bêdzie mo¿na wykorzystaæ potencja³ uczelni o ró¿nym typie w³asno¶ci i sprawowanego nad nimi nadzoru. Powtarzam: habilitacje to sprawa wa¿na, lecz drugiej rangi. Liczy siê spo³eczna produktywno¶æ wszelkich rozwi±zañ organizacyjnych i procedur, tak w uczelniach pañstwowych, jak i prywatnych.

Nie widaæ powodu, dla którego uczelnie i placówki sektora BiR mia³yby podlegaæ mniej wymagaj±cym kryteriom oceny ni¿ osoby i instytucje, które finansuj± funkcjonowanie szkolnictwa i badañ. Wymagania pod adresem uczelni, ukszta³towane w grze z otoczeniem, powinny sk³aniaæ do elastyczno¶ci ze wzglêdu na cele tych¿e, zasadniczo s³u¿ebne wobec donatorów. Oka¿e siê, jakie dotychczasowe fetysze mog± lub powinny byæ po¶wiêcone.

4. Dobro nauki polskiej (czyli kogo?, jakich grup?, jakich instytucji?) to frapuj±ce zagadnienie. By³oby wspaniale, gdyby pan Lewandowski (lub kto¶ inny) wykaza³, jaki zwi±zek wystêpuje miêdzy dobrem, jakim jest utrzymanie habilitacji, a dobrem spo³eczeñstwa. Twierdzê, ¿e od takiego (szlachetnego zapewne) ogólnika blisko do ideologii i moralizatorstwa. Zg³aszam sprzeciw.

Wydaje siê, ¿e nasze spo³eczeñstwo by³oby sk³onne akceptowaæ wiêksze wydatki na naukê i badania, gdyby da³o siê wykazaæ, ¿e zak³ady naukowe urz±dzane s± z my¶l± o po¿ytku finansuj±cego je spo³eczeñstwa oraz z poszanowaniem grosza prywatnego i publicznego (czyli pochodz±cego od osób prywatnych). Z pewno¶ci± warto ustaliæ parametry tych postaci dobra publicznego, które nierzadko s³u¿y jako legitymacja w ideologicznych sporach o szkolnictwo wy¿sze i sektor BiR.

5. W moim tek¶cie o eksperymencie na pewno nie ma taryfy ulgowej dla doktorów niehabilitowanych (vide: paragraf &8222;Wyrównywanie warunków&8221;).

6. Nieuprzedzona lektura pierwszych dwóch akapitów w paragrafie &8222;Istotne w±tpliwo¶ci&8221; powinna pozwoliæ Czytelnikowi zrozumieæ, ¿e przytaczam znane mi z literatury i rozmów argumenty (dowody). Mo¿na z nimi dyskutowaæ. Nie podnios³em ich do rangi dogmatu czy pewnika matematycznego. To powinno byæ czytelne dla osób dobrej woli.

7. Nie s±dzê, ¿e system jest tak znakomity, jak chcia³by p. Lewandowski. Pozwolê siê jednak przekonaæ do innej opinii. Czytam i s³yszê, ¿e za niskie notowania nauki polskiej w rankingach ¶wiatowych nie odpowiadaj± wy³±cznie marne pieni±dze przydzielane nauce i sektorowi BiR. Z drugiej strony nie twierdzê, aby za tê pozycjê odpowiada³o wy³±cznie utrzymywanie habilitacji. Nie ma potrzeby demonizowaæ habilitacji oraz innych tytu³ów i stopni. Lepiej ju¿ odczarowaæ.

8. Twierdzê nadal, ¿e procedury, w tym ¶cie¿ki karier, powinny byæ podporz±dkowane celom zasadniczym, a nie byæ zafiksowane na celach zastêpczych, nawet podniesionych do rangi racji stanu (akademickiego). Nie domagam siê likwidacji habilitacji w imiê jakiej¶ utopii. Tak samo nie widzê potrzeby jej utrzymywania na si³ê w imiê ideologii. Postulowany eksperyment, polegaj±cy na dopuszczeniu równoleg³o¶ci ró¿nych ¶cie¿ek karier, powinien pozwoliæ odpowiedzieæ na istotne pytania: W jakim stopniu, komu i gdzie habilitacje s± niezbêdne? Czy obecny zakres ich utrzymywania nie jest rozwi±zaniem nazbyt kosztownym? O ile za¶ jest ono niewydajne lub nieu¿yteczne? To nie koniec pytañ.

9. Powo³am siê na do¶wiadczenia z mojego Instytutu. Pracuj± u nas doktorzy niehabilitowani, znakomici dydaktycy, autorzy ciekawych ksi±¿ek. Studenci nagradzaj± ich symbolicznymi dowodami uznania za kompetencje. Jednak wymóg systemowy spowodowa³ karne ich przesuniêcie na etaty starszych wyk³adowców, gdzie musz± wyrabiaæ wiêksze pensum. To dowód nadmiernej sztywno¶ci organizacyjnej, o której piszê w numerze majowym &8222;FA&8221;.

Chwalebna przesz³o¶æ i rozwój

10. Tak, habilitacja jest nazbyt jednostronnym kryterium przydatno¶ci. Jest to zarazem kryterium proste, porêczne w u¿yciu przez biurokracjê w zarz±dzaniu kadrami. Oczywi¶cie, habilitowani s± drogocenni i niezbêdni w my¶l logiki obecnego systemu. Dziêki nim osi±ga siê minima kadrowe, i to nawet w uczelniach, które nie powinny by³y zaistnieæ. Tak¿e pañstwowych.

Jest pewien szkopu³: do pe³nienia funkcji zastrze¿onych dla habilitowanych konieczne s± kwalifikacje, których jednak sama habilitacja nie daje. Na przyk³ad zdolno¶æ tworzenia produktywnych zespo³ów, zapewnienia klimatu moralnego dla rozwoju i spo¿ytkowania talentów i kompetencji.

11. Ufam, ¿e centralna komisja kwalifikacyjna radzi sobie z lichymi habilitacjami. Z drugiej strony daje siê s³yszeæ o utrudnieniach i u³atwieniach przy uruchamianiu przewodów habilitacyjnych. Jedne przewody siê zatykaj±, a inne znów ³atwiej otwieraj± w zale¿no¶ci od czynników miejscowych (nieatmosferycznych). Podobno licz± siê tak ludzkie czynniki, jak przynale¿no¶æ do odpowiedniej grupy (np. szko³y, nurtu) oraz zasada wzajemno¶ci. Co nie znaczy, ¿e to dyskwalifikuje same prace.

12. Z pewno¶ci± s³ysza³ W. Lewandowski opinie, ¿e habilitacje robi siê w Polsce za pó¼no, ¿e ich przygotowywanie trwa za d³ugo, ¿e niewiele wiadomo o ich skutkach spo³ecznych, ¿e powstaj± zbyt du¿ym kosztem. Przyda³yby siê rzetelne badania nad skutkami zafiksowania siê systemu na habilitacji jako zasadniczej ¶cie¿ce karier. Mo¿na (i wolno) mieæ w±tpliwo¶ci, czy rzeczywi¶cie ta jednostronno¶æ s³u¿y rozwojowi, który le¿y na sercu W. Lewandowskiemu.

13. Jaka tam sprzeczno¶æ! Przygotowanie habilitacji wymaga wysi³ku, pracowito¶ci, nawet ascezy (czyli æwiczenia cnót). Jednak za to otrzymuje siê nagrody, jak na przyk³ad status osoby nie do ruszenia. Habilitacja dowodzi chwalebnej przesz³o¶ci, ale nie gwarantuje dalszego rozwoju ani zdolno¶ci do pokierowania rozwojem innych. Na temat jej skuteczno¶ci znów niezbêdne by³yby badania. Ale mo¿na sobie wyobraziæ trudno¶ci z uzyskaniem wa¿nych danych i zgody na stosowanie wska¼ników rozwoju i przydatno¶ci innych ni¿ tylko liczba publikacji.

W skali uczelnianego ¿ywota czas na przygotowanie habilitacji dla jednych jest za krótki, dla innych wystarczaj±cy. To sprawa dynamicznej interakcji zdolno¶ci, kwalifikacji, pracowito¶ci, trudno¶ci i warunków pracy. Cenne by³yby wyja¶nienia przyczyn pó¼nego dochodzenia w Polsce do habilitacji i d³ugiego czasu na ich przygotowanie. ¦wiat³o na tê sprawê mogliby rzuciæ sami doktorzy habilitowani. Gdyby tylko chcieli o tym mówiæ z poziomu nowej ju¿ pozycji zawodowej.

Dr Marian Chojnacki pracuje w Katedrze Socjologii Organizacji i Zarz±dzania Instytutu Socjologii Uniwersytetu £ódzkiego.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje