![]() |
| Miron Bia³oszewski (fot. z ksi±¿ki: M. Bia³oszewski, Teatr Osobny 1955-1963, PIW, Warszawa 1988 ) |
Doktor Adrian Gleñ jest adiunktem w Zak³adzie Literatury Polskiej XX wieku w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Opolskiego. Doktoryzowa³ siê w roku 2002 na podstawie dysertacji Cz³owiek i ¶wiat. Struktura podmiotu w pó¼nej twórczo¶ci Mirona Bia³oszewskiego w perspektywie hermeneutycznej. Jest laureatem tegorocznego konkursu na roczne stypendia FNP dla m³odych naukowców.
W swojej pracy doktorskiej zaryzykowa³ postawienie pytania: Jak jutro bêdzie mo¿na mówiæ o poezji Mirona Bia³oszewskiego?, po czym sam siebie, zapobiegawczo, nazwa³ &8222;blu¼nierc±&8221; i mo¿e s³usznie, bo zamierza³ przekroczyæ dotychczasowe regu³y odbioru tej poezji. Takie pytanie, które zreszt± zamie¶ci³ w nag³ówku do wstêpu doktoratu, zak³ada, po pierwsze, odrzucenie, i to w sposób niejako aprioryczny, dominuj±cego - w przypadku badania literatury wspó³czesnej - kodu biograficznego. I po drugie, jest to oczywi¶cie pytanie o przysz³o¶æ odbioru poezji Bia³oszewskiego, które nasuwa na my¶l nastêpne - o prawomocno¶æ u¿ycia owego kodu.
Status twórczo¶ci Bia³oszewskiego w literaturze polskiej ukszta³towa³ siê, tak¿e za spraw± jej okre¶lonej recepcji, w swoisty fenomen, g³ównie z powodu przyjêcia przez Bia³oszewskiego strategii &8222;¿yciopisania&8221;. Sam poeta w jednym z licznych wywiadów, zapytany o osobno¶æ ¿ycia i literatury, odpowiedzia³: - Bo, jak siê siedzi w ¶rodku (...), i w literaturze, i w cz³owieku... To upaækanie ¿yciem, upaækanie wszystkim razem... Ja jestem w ¶rodku tego, po prostu. Nie da siê oddzieliæ tego, co le¿y, a co ma zamiar, my¶li, czuje. Jak da siê oddzieliæ, to bêdzie ¼le. Dr Adrian Gleñ jednak uwa¿a, ¿e z tej, wydawa³oby siê do¶æ jasnej i jednoznacznej, wypowiedzi poety, nie sposób uczyniæ ¿adnej wskazówki lekturowej. W rozmowie ze mn± t³umaczy³, ¿e za kilkana¶cie lat, kiedy nie bêdzie siê ju¿ zna³o okre¶lonych osób, realiów, czasów, w których Miron Bia³oszewski siê porusza³, funkcjonowa³, czasów, w których tworzona by³a ta poezja, czytelnik stanie wobec tekstu zupe³nie nagiego, pozbawionego wszelakich p³aszczyzn mitotwórczych.
Adrian Gleñ postanowi³ za³o¿yæ tê perspektywê ju¿ dzi¶, w ten sposób ruguj±c jak gdyby z tekstu samego autora. By³o to konieczne, by móc oddzieliæ nieco porz±dek ¿ycia od pisania, który, jak wcze¶niej zosta³o powiedziane, sta³ siê jedn± z wielu &8222;prawd pospolitych&8221; dotycz±cych fenomenu pisarstwa Bia³oszewskiego, i który, zdaniem Glenia, bardziej zaciemnia³ obraz jego twórczo¶ci ani¿eli ods³ania³. W tym sensie literatura by³a redukowana do pewnego mitu w³a¶nie, pewnej legendy, która towarzyszy³a Bia³oszewskiemu. A Gleñ pyta o prawomocno¶æ i warto¶æ tekstów poety bez tego ca³ego baga¿u. Próbuje odczytaæ poezjê kontekstami nie zwi±zanymi bezpo¶rednio z literaturoznawstwem, st±d perspektywa hermeneutyczna, w której pojawiaj± siê refleksje filozoficzne i antropologiczne. Maj± one na celu sprowadziæ tekst do pewnych uniwersalnych problemów i niejako go odfetyszyzowaæ (dzie³o literackie, jak mówi Gleñ, nazbyt czêsto dla literaturoznawcy staje siê przedmiotem). Przyjrzeæ siê mu z perspektywy rozmaitych uwarunkowañ, kontekstów i przede wszystkim, co wa¿ne w hermeneutyce, zapytaæ o przedstawione w nim relacje cz³owieka wzglêdem na przyk³ad czasu, ¶mierci, ziemi, Boga. W ten sposób Gleñ próbuje &8222;dopowiedzieæ&8221; Bia³oszewskiego, zostawiaj±c nieco na boku wiedzê dotycz±c± wspó³czesnego literaturoznawstwa, odzieraj±c tekst z biograficznego p³aszcza. Patrzy on na nag± postaæ tekstu. Prowokuje. I w koñcu odrzuca podpisanie z samym Bia³oszewskim paktu autobiograficznego.
Rozmawiaj±c z dr. Gleniem, nie mog³am nie dopytaæ o ten, tak intryguj±co brzmi±cy, pakt autobiograficzny podpisywany z Bia³oszewskim. Otó¿, w tek¶cie znajduj± siê, jak wyja¶ni³ mój rozmówca, pewne wyznaczniki odwo³uj±ce siê do biografii autora. Sam tekst szkicuje tak± perspektywê. I teraz od czytelnika zale¿y, czy ów zgadza siê na to, aby czytaæ w taki sposób, by mieæ na uwadze w pierwszym rzêdzie osobê autora: tropiæ go, ¶ledziæ nieustannie jego &8222;osobno¶æ&8221;, wci±¿ niejako podgl±daæ. S³owem, przyj±æ, ¿e bez biografii autora dany tekst bêdzie nieczytelny. Autor staje siê wówczas celem naszych zamierzeñ i punktem doj¶cia. Plan ¿ycia autora i plan tekstu musz± siê w tej lekturze nierozerwalnie splataæ. Ale ten pakt autobiograficzny jest wa¿ny tylko wtedy, gdy zawiera go zarówno autor z czytelnikiem, jak i czytelnik z autorem. Je¶li odbiorcy nie odpowiada strategia lektury biograficznej, ma mo¿liwo¶æ jej odrzucenia, po to, by móc zapytaæ o sam± warto¶æ tekstu literackiego, o autonomiê jego sensu. Dr Adrian Gleñ zastosowa³ w³a¶nie tê metodê w przypadku pisarstwa Mirona Bia³oszewskiego.
Ju¿ w latach 70. odezwa³y siê g³osy postuluj±ce zerwanie z naiwnym czytaniem Bia³oszewskiego, pos³uguj±cym siê kodem autobiografizmu. Zapyta³am wiêc swojego rozmówcê, czy nale¿y rozumieæ, bior±c pod uwagê wcze¶niejsze ustalenia, ¿e odczytywanie twórczo¶ci pisarza w kontek¶cie jego biografii jest odczytywaniem naiwnym, nazbyt powierzchownym, nie siêgaj±cym jej g³êbi? I w odpowiedzi us³ysza³am, ¿e dr Gleñ wprost takiej tezy nie stawia, nie chce czytaæ przeciwko autorowi, tylko poza autorem, a to, trzeba siê zgodziæ, do¶æ istotne przesuniêcie. Gleñ nie wyklucza takiego rozwi±zania, ¿e lektura autobiograficzna bêdzie prowadzi³a do w³a¶ciwych i interesuj±cych, z punktu widzenia ogólnoludzkiego, wniosków. Ponadto trzeba te¿ pamiêtaæ, ¿e twórczo¶æ sylwiczna (okre¶lenie prof. Ryszarda Nycza), czyli ta, która miêdzy innymi pos³uguje siê w³a¶nie kodem autobiograficznym, jak wyja¶ni³ mój interlokutor, by³a w latach 70. i 80. bardzo istotnym ogniwem w rozwoju literatury. Skoñczy³a siê, jak pisa³ na przyk³ad Tadeusz Konwicki, hegemonia fabu³y jako tej konstrukcji, która w literaturze umo¿liwia³a fikcyjno¶æ, paraboliczno¶æ, i która w koñcu, jak to odbierano, w ten sposób siê spetryfikowa³a, ¿e czytelnik nie móg³ ju¿ odnale¼æ w literaturze niczego prawdziwego (probierzem autentyczno¶ci sta³o siê wówczas w³±czanie do tekstu samego siebie). Ta strategia by³a swoist± odpowiedzi± na nieprawdê totalitarnej rzeczywisto¶ci spo³ecznej w systemie komunistycznym, który w latach 70. i 80. ostatecznie straci³ kredyt zaufania, jakim obdarzali go podówczas intelektuali¶ci i twórcy.
Autobiografizm w literaturze wspó³czesnej, jak przyznaje Gleñ, by³ tendencj± niezwykle wa¿n±, ale dla samego procesu rozumienia dzie³a nie jest on po prostu potrzebny. Zreszt± zainteresowanie Bia³oszewskim jako osob±, jego legend± artysty osobnego, ekstrawaganta, dziwaka, abnegata itd., zaczyna powoli zanikaæ (omawiaj±c ksi±¿kê Glenia na ³amach &8222;Gazety Wyborczej&8221;, zwraca³ uwagê na ów fakt Tadeusz Sobolewski). Chocia¿, dopowiada dalej badacz, sytuacjê mog± zmieniæ dzienniki, które, za spraw± depozytariusza testamentu Bia³oszewskiego, Tadeusza Sobolewskiego, maj± ukazaæ siê w okolicach roku 2015. To, co tam siê znajduje, na razie musi pozostaæ tajemnic±. Adrian Gleñ jednak ju¿ teraz mówi, ¿e jeden fakt jest znacz±cy, mianowicie to, ¿e Bia³oszewski wyra¼nie zastrzeg³ w testamencie, i¿ dzienniki te nie powinny byæ publikowane zaraz po jego ¶mierci. Mo¿na przypuszczaæ, ¿e pisarz nie chcia³ w³a¶nie, by ludzie czytali jego prozê od razu próbuj±c identyfikowaæ realnie istniej±ce i funkcjonuj±ce postaci. Zw³aszcza ¿e Bia³oszewski ma rozszyfrowaæ w owych dziennikach, co chyba najbardziej intryguje czytelników, kryptonimy postaci, które pojawiaj± siê w jego prozie. I prawdopodobnie z tego powodu, domy¶la siê Gleñ, pisarz uzna³, ¿e publikowanie ich tu¿ po ¶mierci by³oby przedwczesne, gdy¿ ludzie nadmiernie poszukiwaliby jedynie koneksji miêdzy literatur± a ¿yciem. Zreszt±, mówi badacz, widz±c rzecz od strony twórcy - takie poczucie, ¿e literatura jest prób± przede wszystkim uniwersalnego ¶wiadectwa, nie stanowi bynajmniej ¿adnego novum. Nikt przecie¿ nie pisze tak, by tekst bez niego nie by³ czytelny.
Dla dr. Adriana Glenia najwa¿niejsza jest, jak zrozumia³am z przebiegu naszej rozmowy, autonomia dzie³a, intencja samego tekstu (ustalaj±ca siê w swoistym dialogu, jak uczy³ H.G. Gadamer, z czytelnikiem), a nie autora. Najwa¿niejszym kontekstem w hermeneutycznej lekturze u m³odego badacza s± tropy my¶lenia heideggerowskiego. Zabrzmia³o to bardzo interesuj±co, zw³aszcza ¿e zaraz nasunê³o pytanie o mo¿liwo¶ci czytania Bia³oszewskiego Heideggerem. Odpowied¼ oczywi¶cie nie mog³a byæ prosta, pamiêtaæ nale¿y o meandrach i zawi³o¶ciach heideggerowskiego jêzyka. Jednak mój rozmówca, podejmuj±c próbê wyja¶nienia, powiedzia³, ¿e &8222;my¶lenie Heideggerem&8221; przejawia siê w dwóch p³aszczyznach przede wszystkim.
Otó¿, pierwsza teza, w literaturze zapisany zostaje proces ludzkiego istnienia. Literatura staje siê narzêdziem, które w taki sposób ustanawia jêzyk, jakim na co dzieñ siê pos³ugujemy, by by³ on ¶wiadectwem ludzkiego istnienia. Druga teza brzmi nastêpuj±co: szukajmy takich fragmentów tekstów literackich/dzie³ ca³ych i czytajmy te, które pozwol± spojrzeæ na cz³owieka w sposób ca³o¶ciowy. Ta magiczna, poszukiwana przez wszystkich formu³a opisu Ca³o¶ci bytu pojawia siê te¿ i u Heideggera, który wykorzystuje przy tej okazji starogrecki model istnienia cz³owieka, nazwany przez niego &8222;czworobokiem&8221; (das Geviert). Wed³ug tego modelu, cz³owiek ka¿dorazowo i jednocze¶nie (nie zdaj±c sobie najczê¶ciej z tego sprawy) okre¶la siê wobec czterech najwa¿niejszych dla niego instancji: wobec siebie samego jako ¶miertelnego, wobec innych ludzi, wraz z którymi funkcjonuje, z którymi tworzy wspólnoty, wobec istot boskich i wobec nieba jako wymiaru transcendentalnego. Te relacje wystêpuj± u ka¿dego cz³owieka, tylko my, oczywi¶cie, nie zdajemy sobie z nich sprawy. Wydarzaj± siê one ³±cznie i przejawiaj± nawet w najdrobniejszych gestach, przypadkowych formu³ach.
Wed³ug Heideggera, nale¿y w³a¶nie tropiæ takie fragmenty literatury i taki jêzyk. Wy³oniæ siê z tego mo¿e, jak s±dzi dr Gleñ, postulat tworzenia nowej historii literatury poprzez pryzmat tego, w jaki sposób cz³owiek okre¶la swoje miejsce, i w jaki sposób zamieszkuje ziemiê. Bo kategoria zamieszkiwania, domostwa jest u Heideggera kategori± centraln±. Cz³owiek bêd±c w domu, buduj±c dom, daje ¶wiadectwo tego, w jaki sposób pojmuje swoje relacje z innymi lud¼mi i Bogiem. Je¶li przyjrzymy siê modelowi zamieszkiwania w pó¼nej twórczo¶ci Bia³oszewskiego, to dostrze¿emy, ¿e domostwo nie jest tylko przestrzeni±, w której ja siê znajduje, w której funkcjonuje; w zamieszkiwaniu bowiem przejawia siê moje my¶lenie o moim miejscu w ¶wiecie. Je¶li ja mieszka w &8222;mrówkowcu&8221;, w którym ludzie s± skupieni w jednym miejscu, jak w mrowisku, a jednocze¶nie s± od siebie tak bardzo odizolowani, ¿e jeden drugiego nie zna, to ¶wiadczy to niew±tpliwie o przyjêtym modelu komunikacji i bycia cz³owieka w ¶wiecie. (Bia³oszewski, by rzecz u¶ci¶liæ, pisze oczywi¶cie o tym, nie godz±c siê na tego typu sposób zamieszkiwania cz³owieka).
I to jest w³a¶nie jeden z podstawowych heideggerowskich tropów, który mo¿na wykorzystaæ do rozumienia przekazów literackich: zamieszkiwanie jako centralna kategoria, przez któr± rozumiemy ca³o¶æ cz³owieka. W³a¶ciwie ka¿da literatura, ka¿da epoka zawiera w sobie okre¶lon± wizjê owego czworoboku. Czytanie zatem Bia³oszewskiego Heideggerem, do czego zachêca mój rozmówca, nie tylko jest mo¿liwe, ale, w przeciwieñstwie do lektury autobiograficznej, nawet konieczne.