Oto ksi±¿ka dla tych, którzy uwa¿aj±, ¿e matematyka i fizyka s± oderwane od rzeczywisto¶ci i do tego nie mog± poj±æ, co wspólnego maj± wzory matematyczne i fizyczne z filozofi±. Je¶li tylko zechc± j± przeczytaæ, mog± dowiedzieæ siê wielu zaskakuj±cych rzeczy o ¶wiecie. Ksi±¿ka powsta³a na podstawie wyk³adów prof. Zygmunta M. Galasiewicza Poznawanie ¶wiata . dzieje rozwoju fizyki, udzia³ filozofii, przeznaczonych dla doktorantów Politechniki Wroc³awskiej.
Zaczyna siê najbardziej podstawowymi informacjami o Ziemi, erach, epokach rozwoju kultury. Autor opowiada m.in. o tym, w jaki sposób cz³owiek zacz±³ tworzyæ liczby. T³umaczy, dlaczego w prehistorycznych czasach najbardziej rozpowszechniona by³a liczba 10. Sta³o siê tak prawdopodobnie dziêki naturalnemu obyczajowi liczenia na palcach d³oni. Podobnie mog³o byæ tak¿e z popularn± liczb± 12: .Otwarta d³oñ, przy odchylonym mocno kciuku, to przed naszymi oczami cztery palce, z których ka¿dy podzielony jest na trzy czê¶ci. Razem jest tu wiêc 12 elementów, na których za pomoc± kciuka mo¿na dokonywaæ obliczeñ..
Równie interesuj±cy jest opis powstania cyfr. Na pocz±tku prostych rachunków dokonywano za pomoc± kamyczków (³ac. callculi). Potem zaczêto odró¿niaæ kamyczki oznaczaj±ce jedno¶ci, dziesi±tki i setki . najpierw za pomoc± wielko¶ci kamyków, potem nadaj±c im okre¶lone kszta³ty. Dowodem zawarcia transakcji by³y zalepione naczynia zawieraj±ce w ¶rodku odpowiednie kamyczki. W razie w±tpliwo¶ci naczynie rozbijano. Pó¼niej oznaczano liczbê i rodzaj kamyczków znakami graficznymi na wierzchu naczynia. A w koñcu zdano sobie sprawê, ¿e naczynia wcale nie s± potrzebne . Sumerowie zaczêli zapisywaæ liczby dotycz±ce transakcji na tabliczkach, a Egipcjanie na papirusach. Babiloñczycy zauwa¿yli, ¿e bardzo wa¿ne jest po³o¿enie jednej cyfry wzglêdem innych (warto¶æ liczby 5 jest inna w zapisie 51 i 511). I zaczê³o czego¶ brakowaæ. Zapis np. trzech tysiêcy czterdziestu dwóch jako 3 42 (z pustym miejscem), jak to najpierw robiono, okaza³ siê ma³o precyzyjny. W koñcu .wynaleziono. zero.
Jak przekonuje autor, filozofia mia³a du¿y wp³yw na rozwój fizyki . to w³a¶nie filozofowie zadawali pytania dotycz±ce funkcjonowania ¶wiata. Galasiewicz zabiera nas w szybk± podró¿ w czasie od okresu filozofii staro¿ytnej, poprzez dokonania pitagorejczyków, rozwa¿ania Arystotelesa, a¿ po my¶li nowo¿ytne, m.in.: Kopernika, Galileusza, Kartezjusza, Newtona, Kanta, Einsteina... W rozdzia³ach tych autor pokazuje, w jaki sposób stopniowo poznawano i uczono siê opisywaæ ¶wiat dziêki liczbom.
Ale ksi±¿ka nie jest tylko zwyk³± opowie¶ci± o ludach staro¿ytnych, któr± mo¿na wch³on±æ bez wiêkszego wysi³ku intelektualnego. Kolejne rozdzia³y to ju¿ opatrzone wieloma wzorami i specjalistycznymi pojêciami opisy teorii wzglêdno¶ci, fizyki kwantowej, fizyki atomu. To przedstawienie kolejnych etapów poznawania natury ciep³a, energii, fal elektromagnetycznych. To tak¿e teorie na temat oddzia³ywañ istniej±cych w przyrodzie oraz pogl±dów na powstanie wszech¶wiata.
Dzi¶ czêsto filozofem nazywamy kogo¶, kto zastanawia siê nad sprawami oderwanymi od rzeczywisto¶ci. Dziwimy siê fizykom i matematykom z przyjemno¶ci± spêdzaj±cym godziny nad obliczeniami. Ksi±¿ka Galasiewicza, choæ skrótowo przedstawiaj±ca dzieje filozofii i fizyki, mo¿e byæ sposobem pokazania laikom, ¿e ani filozofia, ani matematyka i fizyka wcale nie s± pustymi rozwa¿aniami.
JZJ
Zygmunt M. Galasiewicz, Poznawanie ¶wiata. Z dziejów filozofii i fizyki, oficyna wydawnicza politechniki wroc³awskiej, Wroc³aw 2005.
Nie ma szczerszej mi³o¶ci ni¿ mi³o¶æ do jedzenia, tak niegdy¶ napisa³ G.B. Shaw i trudno by³oby zadaæ k³am temu twierdzeniu. Zw³aszcza ¿e przysz³o nam ¿yæ w epoce megakonsumpcji. Co prawda, gdyby wierzyæ wizji ¶wiata kreowanej przez media, to nale¿a³oby uznaæ, ¿e ludzko¶æ sk³ada siê wy³±cznie z piêknych i szczup³ych m³odych ludzi. Sêk w tym, ¿e jest wrêcz odwrotnie. W skali ¶wiatowej liczba ludzi oty³ych lub zagro¿onych oty³o¶ci± ju¿ nied³ugo przekroczy liczbê ludno¶ci cierpi±cej g³ód. Oczywi¶cie, z punktu widzenia problemów ¿ywieniowych ca³ej ludzko¶ci, zaanga¿owane debatowanie nad wegetarianizmem i cholesterolem nie jest najwa¿niejsz± kwesti±, jak± powinni¶my siê zajmowaæ. Dla ponad miliarda mieszkañców naszej planety codziennym problemem nie jest wybór miêdzy mas³em a margaryn±, tylko znalezienie czegokolwiek do zjedzenia. Niemniej jednak, warto zwróciæ uwagê na badania, które wskazuj±, ¿e ju¿ w USA wiêcej ludzi umiera z nadmiaru jedzenia ni¿ z jego braku.
Marek Konarzewski w swojej ostatniej, z ca³± pewno¶ci± intryguj±cej, ksi±¿ce Na pocz±tku by³ g³ód nazywa oty³o¶æ epidemi±, która jest najpowa¿niejszym wyzwaniem zdrowotnym, z jakim w najbli¿szym czasie przyjdzie siê zmierzyæ bogatym krajom Europy i Ameryki Pó³nocnej. Coraz lepszy stan od¿ywienia powinien budziæ zadowolenie, ale Konarzewski nie jest o tym przekonany. A jest zbyt wiarygodny, by mo¿na by³o jego spostrze¿enia, konfrontowane z niemal ca³± po¶wiêcon± dietetyce fachow± literatur± antropologiczn± i biomedyczn±, w³o¿yæ miêdzy bajki.
Jedn± z najpowa¿niejszych konsekwencji naszego dobrobytu ¿ywieniowego jest, jak pisze, niebywa³e rozprzestrzenianie siê cukrzycy. Zdaniem wielu badaczy, jest ona ewolucyjn± spu¶cizn± po czasach, gdy nasi paleolityczni przodkowie zmagali siê z okresami g³odu, przeplataj±cymi siê z krótkimi okresami obfito¶ci pokarmu. Obecnie wiêkszo¶æ wspó³czesnych mieszkañców Europy i Ameryki ma do czynienia ju¿ tylko z niekoñcz±cym siê karnawa³em ¿ywieniowym, jak eufemistycznie nazwa³ go Konarzewski. Negatywne skutki zdrowotne objadania siê sk³oni³y wielu naukowców do przyjrzenia siê jego przeciwieñstwu, czyli znacznemu ograniczeniu ilo¶ci poch³anianych kalorii. Leczenie g³odem ma w medycynie bardzo d³ug± tradycjê, ale dopiero w ostatnich dwudziestu latach sta³o siê ono obiektem systematycznych badañ, które przynios³y niezwyk³e efekty. Bo skoro przez wiêkszo¶æ naszej historii ewolucyjnej nie mieli¶my mo¿liwo¶ci sta³ego najadania siê do syta, to byæ mo¿e rozwi±zania naszych problemów zdrowotnych powinni¶my upatrywaæ w³a¶nie w nawo³ywaniu do niemal permanentnego poszczenia?
Konarzewski, mimo ¿e nie przyjmuje roli beznamiêtnego arbitra, to jednak konsekwentnie przedstawia argumenty wszystkich stron. Nie poprzestaje bynajmniej na g³odzeniu naszych organizmów jako remedium na wiêkszo¶æ chorób cywilizacyjnych, choæ niew±tpliwie to jedna z bardziej intryguj±cych czê¶ci ksi±¿ki. Opisuje równie¿ dietê Atkinsa, opart± wy³±cznie na nasyconych t³uszczach zwierzêcych, zawartych w szpiku kostnym, ma¶le, ¶mietanie, boczku, ³oju wo³owym, s³oninie, a tak¿e jajach, które w ilo¶ci 4-6 sztuk powinny stanowiæ sk³adnik ¶niadania ka¿dego dbaj±cego o zdrowie cz³owieka.
Prawda le¿y zapewne gdzie¶ po¶rodku, ale zdaniem Konarzewskiego nasza fizjologia od¿ywiania jest w dalszym ci±gu lepiej dostosowana do menu paleologicznego ni¿ do produktów z supermarketu. Ale kim wówczas byli¶my: padlino¿ercami, ³owcami czy te¿ jaroszami? Prawdopodobnie, jak przypuszcza autor, po trosze zaliczali¶my siê do ka¿dej z tych kategorii, a niezwyk³a plastyczno¶æ ludzkich zwyczajów ¿ywieniowych stanowi³a jeden z kluczy do osza³amiaj±cego sukcesu ewolucyjnego naszego gatunku.
Ma³gorzata Pawe³czyk
Marek Konarzewski, Na pocz±tku by³ g³ód, pañstwowy instytut wydawniczy, Warszawa 2005, seria: Biblioteka My¶li Wspó³czesnej.
Powa¿nym problemem w Polsce jest coraz powszechniejsze kupowanie prac magisterskich. Mnóstwo ofert tego rodzaju us³ug mo¿na znale¼æ w Internecie. Ze zjawiskiem tym trudno walczyæ nie tylko ze wzglêdu na k³opoty z wykryciem i udowodnieniem oszustwa. Pisz±cy prace na zamówienie i ich klienci czêsto t³umacz±, ¿e chodzi³o jedynie o niewielk± pomoc w opracowywaniu tematu czy formy. Problemem mo¿e byæ tak¿e zakwalifikowanie takiego czynu.
W omawianej ksi±¿ce Janusz Barta i Ryszard Markiewicz proponuj± rozpatrywanie przypadków handlu pracami magisterskimi i doktorskimi w ¶wietle artyku³u 272 kodeksu karnego, mówi±cego, ¿e kto wy³udza po¶wiadczenie nieprawdy przez podstêpne wprowadzenie w b³±d funkcjonariusza publicznego lub innej osoby upowa¿nionej do wystawienia dokumentu, podlega karze pozbawienia wolno¶ci do lat trzech. Tak± pracê magistersk± czy doktorsk± nale¿a³oby uznaæ za fa³szywy dokument. Warunkiem otrzymania tytu³u magistra lub doktora jest bowiem samodzielne opracowanie tematu. Fa³szywe przypisanie sobie autorstwa powinno skutkowaæ podjêciem decyzji o nienadaniu lub cofniêciu tytu³u zawodowego i mo¿e byæ podstaw± odpowiedzialno¶ci dyscyplinarnej wobec studenta lub pracownika naukowego. Autorzy zwracaj± uwagê, ¿e brakuje jednak w polskim prawie przepisów umo¿liwiaj±cych odebranie tytu³u ze wzglêdu na ¶wiadome dokonywanie niepo¶wiadczonych zapo¿yczeñ. Konsekwencje mog± byæ wyci±gniête tylko wtedy, gdy .fa³szywe przypisanie sobie autorstwa okre¶lonych wywodów prowadzi do zakwestionowania jako dostatecznej oceny pozosta³ej czê¶ci rozprawy i/lub ca³ego dorobku.. Ale czy przypisywanie sobie czyjej¶ pracy nie dyskwalifikuje naukowca bez wzglêdu na jego wcze¶niejsze osi±gniêcia?
Prawnym aspektom przyw³aszczania autorstwa cudzej twórczo¶ci (zarówno za wiedz± i zgod± autora, jak i bez niej, czyli w przypadku plagiatu) po¶wiêcone s± równie¿ inne czê¶ci tej ksi±¿ki. Sporo rozwa¿añ dotyczy odpowiedzialno¶ci pracowniczej i administracyjnej. Wed³ug Romana Hausera, opiekun naukowy studenta lub pracownika naukowego, pod którego kierunkiem powsta³o niesamodzielne opracowanie, powinien ponosiæ odpowiedzialno¶æ pracownicz±. Oczywi¶cie, przypadki te trzeba rozpatrywaæ indywidualnie. Konieczne jest wziêcie pod uwagê, ile dany opiekun prowadzi prac dyplomowych lub doktorskich, czy odbywaj± siê zajêcia seminaryjne i czy np. poszczególne fragmenty prac omawiane by³y na zajêciach. Je¶li opiekun zaakceptuje opracowanie zawieraj±ce fragmenty powszechnie wystêpuj±cych na rynku ksi±¿ek, mo¿na uznaæ, ¿e niedbale wykonuje swoje obowi±zki pracownicze.
Sposobem na stworzenie skutecznych metod wykrywania przypadków nieuczciwo¶ci studentów i naukowców mo¿e byæ opracowanie programu informatycznego umo¿liwiaj±cego wykrywanie fragmentów przepisanych z innych prac (zarówno w jêzyku polskim, jak i podstawowych jêzykach obcych). Taki program powinien byæ wprowadzony w ka¿dej wy¿szej szkole.
Temat poszanowania praw autorskich nabiera szczególnego znaczenia w kontek¶cie powstawania nowej ustawy o szkolnictwie wy¿szym. Raport Fundacji Rektorów Polskich mogê skomentowaæ tylko w jeden sposób: to bardzo smutne, ¿e w ogóle istnieje potrzeba pisania ksi±¿ek na ten temat. Proceder kupowania prac i plagiatów w¶ród ludzi wchodz±cych w sk³ad elity kraju nie powinien w ogóle wystêpowaæ. A, niestety, jest coraz wiêkszym problemem.
JZJ
Raport o zasadach poszanowania autorstwa w pracach dyplomowych oraz doktorskich w instytucjach akademickich i naukowych, praca zbiorowa, fundacja rektorów polskich, Warszawa 2005, seria: Monografie Fundacji Rektorów Polskich.
S³owo fundamentalizm nale¿y do grupy wyrazów wywo³uj±cych strach i niepewno¶æ. Przyczyn jest wiele. Z jednej strony s³owo to stosuje siê do opisu lub nazwania ka¿dego ruchu, który pos³uguje siê tak± nazw±, bez wnikania, czy jest to s³uszne. Po drugie - naukowcy wci±¿ spieraj± siê, jaka powinna byæ pe³nowarto¶ciowa definicja tego zjawiska.
Karen Armstrong, jedna z najbardziej znanych badaczek religii na Zachodzie, napisa³a swoisty przewodnik, pokazuj±cy ¼ród³a, przyczyny oraz przebieg ruchów fundamentalistycznych na ¶wiecie pomiêdzy XV a XX w. Jej zdaniem: „s± one [...] formami religijno¶ci gotowymi do anga¿owania siê w walkê, które uformowa³y siê jako odpowied¼ na odczuwany kryzys warto¶ci duchowych. Fundamentali¶ci wchodz± w konflikt z przeciwnikami, których polityka i przekonania wydaj± siê im wrogie religii”. Autorka analizuje ruchy fundamentalistyczne w odniesieniu do trzech najwa¿niejszych, a przez to obejmuj±cych du¿± grupê wyznawców, religii monoteistycznych. Tylko w tym kontek¶cie, jej zdaniem, mo¿na podj±æ siê dok³adnej interpretacji tego zjawiska. Armstrong przyjê³a dwie metody opisu. Pierwsza ma charakter szkicu historycznego obejmuj±cego ponad 200 lat. W trzech odrêbnych rozdzia³ach analizuje przyczyny i przebieg tych zjawisk wystêpuj±cych zarówno w judaizmie, islamie, jak i chrze¶cijañstwie (tu zwi±zane s± one g³ównie z protestantyzmem). Druga metoda stanowi próbê ogarniêcia ca³o¶ci zjawiska, natomiast zawê¿aj±cym badania kryterium sta³ siê czas, np. ostatni rozdzia³ dotyczy lat 1979-99. W opisie autorka zachowuje chronologiczny uk³ad prezentowanych wydarzeñ.
Wnioski wyp³ywaj±ce z lektury s±, niestety, w swej prostocie ma³o optymistyczne. Armstrong dzieli rozwój cywilizacji na przed- i ponowoczesn±. Granicê miêdzy nimi wyznacza o¶wiecenie. Racjonalizm pokona³ tradycyjne rozumienie oraz warto¶ciowanie ¶wiata przyjête do tej pory przez ludzi. Niepodzielnie rz±dz±ce dot±d mythos stwarza³o poczucie harmonii. Zaspokojenie duchowych potrzeb cz³owieka równa³o siê ze stabilizacj± w ¶wiecie. Nawet Kopernik dokonuj±c rewolucyjnego odkrycia, nigdy nie twierdzi³, i¿ podwa¿a który¶ z dogmatów wiary.
Zmian± dezorganizuj±c± dotychczasowy porz±dek okaza³o siê uznanie wy¿szo¶ci rozumu nad religi±. Cz³owiek odrzuci³ wiarê, czyli fundament swego dotychczasowego bytu. Kiedy ludzie otrz±snêli siê z pierwszego zachwytu nad nowoczesn± cywilizacj±, nagle czê¶æ z nich poczu³a siê obco. Samotno¶æ i pustka, jakie wype³nia³y ich ¿ycie, sk³oni³y ich do ponownego przywo³ania dogmatów wiary oraz umocnienia sfery duchowej cz³owieka. Fundamentalizm to nie konserwatyzm ani ¿ycie w ¶wiecie przesz³ym - twierdzi Armstrong. Wspó³czesnego obserwatora przera¿a to, ¿e fundamentali¶ci w imiê dobra wy¿szego pos³uguj± siê metodami sprzecznymi z etosem ka¿dej religii. Ona jest punktem ich samookre¶lenia w ¶wiecie, lecz w rzeczywisto¶ci jest dostosowywana do zamierzeñ przywódców. Wspó³czesna technologia nie zast±pi cz³owiekowi duchowych doznañ. Za du¿o równie¿ wymaga, a to budzi sprzeciw. Zdaniem Armstrong, ci±g³a i nasilaj±ca siê walka pomiêdzy fundamentalistami a libera³ami wynika g³ównie z nieumiejêtno¶ci komunikowania siê. Brak porozumienia grozi wszystkim katastrof±, poniewa¿ fundamentalizm, choæ kojarzony z obskurantyzmem, coraz szybciej i sprawniej siêga po najnowocze¶niejsze zdobycze techniki. Sprawa nie mo¿e pozostaæ nierozwik³ana. Obecnie przybiera na sile, a rokowania wskazuj±, i¿ zdominuje nied³ugo nasze my¶lenie. Dlatego, aby skutecznie podj±æ siê jej rozwi±zania, nale¿y dobrze poznaæ metody postêpowania fundamentalistów. Poza tym, dodaje Armstrong, nale¿y zadbaæ o prawdziwy rozwój duchowy ludzi w zbyt racjonalistycznym, ponowoczesnym ¶wiecie.
Monika Szab³owska-Zaremba
Karen Armstrong, W imiê Boga. Fundamentalizm w judaizmie, chrze¶cijañstwie i islamie, t³um. Joanna Kolczyñska, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2005, seria: Z Wag±
Twierdzenie, jakoby praca Hrdy mog³a staæ siê syntez± feminizmu, jest stanowczo zbyt daleko posuniête. Przeczy temu sama autorka, która ju¿ w pierwszym rozdziale twierdzi, ¿e jej praca nie zadowoli³a ani mê¿czyzn-badaczy, którzy uwa¿ali, ¿e kobieta badaj±ca zachowania seksualne i spo³eczne samic musi byæ z zasady „stronnicza”, ani radykalnych feministek, które z kolei twierdzi³y, ¿e socjobiologia jest nauk± tak przez mê¿czyzn zdominowan±, ¿e nawet kobieta-badacz poddaje siê indoktrynacji.
Autorka ju¿ od pierwszych zdañ zaprzecza teoriom tak ogromnych przecie¿ i historycznych autorytetów, jak Darwin i jego kontynuatorzy (Bateman, Wilson). Wynika to z zauwa¿alnego, nie tylko w nauce zreszt±, mêskiego spojrzenia na ¶wiat. Z przykro¶ci± trzeba zauwa¿yæ, twierdzi Hrdy, ¿e badacze skupiali siê jedynie na zachowaniach samców, ca³kowicie ignoruj±c samice. A to w³a¶nie ich ewolucja i zachowania najczê¶ciej t³umacz± strategie rozrodcze gatunków. Zachowania samców s± bez w±tpienia bardziej efektowne, ale to koalicje i konflikty samic buduj± i umacniaj± grupy rodzinne i sk³adaj±ce siê z nich wiêksze stada. To samice i ich strategie powoduj±, wbrew temu, co dotychczas s±dzono, zachowania monogamiczne i poligamiczne u samców.
Bardziej sta³e ni¿ przywództwo samca Alfa, jest w stadzie przywództwo samicy Alfa. Jest ona podporz±dkowana „królowi”, ale ten pozostanie w stadzie tylko przez jaki¶ czas, potem zostanie pokonany przez m³odszego osobnika (np. u ¿yj±cych w Indiach i Japonii langurów samiec dominuje tylko przez oko³o 2 lata). Natomiast pozycja samicy w stadzie u wiêkszo¶ci naczelnych jest przez ca³e ¿ycie taka sama, a zmienia siê, gdy samica jest ju¿ zbyt stara, by posiadaæ w³asne potomstwo. Ale i wówczas nie jest usuwana ze stada (pokonany samiec prawie bez wyj±tków tak). Ma ona zadanie do wype³nienia - broni swoich wnuków i prawnuków przed zamachami nowego w³adcy. Bo, jak pokazuj± najnowsze i szokuj±ce badania, to zabójstwa dokonywane przez nowych przywódców s± przyczyn± najwiêkszej ¶miertelno¶ci w¶ród ma³ych ma³pek (nawet do 85 proc.). Zabijanie m³odych, a nawet zjadanie ich cia³ przez nie bêd±cych ich ojcami samców, jest udokumentowane nawet u tak blisko z nami spokrewnionych szympansów. Zreszt±, aby nie pokazywaæ tylko jednej strony problemu, autorka przytacza te¿ obserwacje Jane Goodall, która zebra³a materia³ potwierdzaj±cy, ¿e stoj±ce wysoko w hierarchii stada samice zabijaj± i po¿eraj± m³ode stoj±cych od nich ni¿ej matek.
Która p³eæ determinuje rozwój gatunku? Dlaczego natura nie uczyni³a samic wiêkszymi, by mog³y broniæ siebie i swoich m³odych przed samcami? Sk±d wziê³o siê szkodliwe i nieprawdziwe pojêcie, ¿e kobiety nie s± w stanie poradziæ sobie z problemami spo³ecznymi i polityk± tak dobrze, jak mê¿czy¼ni? Czemu s³u¿y barbarzyñski zwyczaj zwany obrzezaniem kobiet czy praktykowane jeszcze w Indiach sutee? Te informacje, a tak¿e wiele innych, nierzadko szokuj±cych, znajdujemy w obszernej i ciekawie napisanej pracy. Ogromny wk³ad autorki w socjobiologiê jest niezaprzeczalny. Wszystkie swoje spostrze¿enia popiera nie tylko obszern± bibliografi±, ale i badaniami terenowymi, które trwa³y nawet po kilkana¶cie lat. Przytacza przyk³ady strategii przynajmniej kilkunastu gatunków, a popiera to wszystko badaniami antropologów dotycz±cymi ludzkich zachowañ. A i tu mo¿na znale¼æ ci±gle otwarte pola badawcze, jako ¿e - o, ironio! - nauka wie wiêcej o zachowaniach seksualnych makaków ni¿ ludzi.
Anna Matraszek
Sarah Blaffer Hrdy, Kobieta, której nigdy nie by³o, t³um. Marcin Ryszkiewicz, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2005, seria: Nauka u Progu Trzeciego Tysi±clecia.