![]() |
| Collegium Maius Uniwersytetu Opolskiego |
W interesuj±cym artykule Piotra Kieraciñskiego Nowe uniwersytety, opublikowanym w „Forum Akademickim” (nr 7-8 2005), znalaz³o siê kilka sformu³owañ, które pragnê potraktowaæ polemicznie. Zacznê od sprostowania. Zmierzaj±c do konkluzji, autor stwierdzi³, i¿ „w momencie tworzenia tylko dwa nowe uniwersytety - Warmiñsko-Mazurski i Zielonogórski - spe³nia³y kryteria Rady G³ównej Szkolnictwa Wy¿szego oraz standardy, które uznano za niezbêdne do utworzenia tego typu uczelni”. Otó¿ nie jest to prawda. Pierwszy uniwersytet, który powsta³ w III RP, Uniwersytet Opolski, spe³nia³ te kryteria z nawi±zk±. Grupa inicjatorów utworzenia Uniwersytetu Opolskiego, na czele której sta³ ordynariusz opolski arcybiskup prof. Alfons Nossol, wrêcz wymusi³a na Radzie G³ównej, aby takie kryteria okre¶liæ jednoznacznie, bo dotychczas wszelkie próby utworzenia nowego uniwersytetu w Polsce natrafia³y na opór i stwierdzenia, ¿e ¶rodowisko jest za s³abe naukowo, zbyt ma³o aktywne intelektualnie, ¿e do takiego momentu jeszcze nie dojrza³o, ¿e nale¿y nad tym pracowaæ i czekaæ, a¿ nast±pi przekroczenie jakiej¶ mitycznej „masy krytycznej”, która stworzy mo¿liwo¶æ, by powsta³ wreszcie uniwersytet. Ka¿dy na swój sposób interpretowa³ to mgliste okre¶lenie „masa krytyczna”. Mo¿na by³o tym terminem, jak obuchem, utr±ciæ ka¿d± inicjatywê, która nie odpowiada³a starym, silnym ¶rodowiskom uniwersyteckim.
Wtedy w³a¶nie pad³o pytanie ze strony opolskiej grupy inicjatywnej, gdzie jest ta bariera, któr± trzeba przekroczyæ, aby nie s³yszeæ ci±g³ego utyskiwania. I wówczas w³a¶nie Rada G³ówna okre¶li³a te kryteria jednoznacznie: ¿e musi byæ akceptacja senatów trzech uniwersytetów, ¿e powinna byæ odpowiednia liczba praw do doktoryzowania, habilitowania oraz liczba samodzielnych pracowników naukowych. Opole te kryteria wówczas spe³ni³o i dlatego g³osowanie w Sejmie RP 10 marca 1994 osi±gnê³o wynik imponuj±cy. Tylko trzech pos³ów by³o przeciwko tej ustawie. ¯e pó¼niej zdarza³y siê precedensy, i¿ niektóre nowe uniwersytety polskie nie spe³nia³y wszystkich kryteriów wyznaczonych przez RG, to ju¿ inna sprawa. Uniwersytetu Opolskiego to nie dotyczy i twierdzenie, jakoby by³o inaczej, jest historycznie nieprawdziwe.
Uniwersytet jako instytucja w polskiej tradycji kulturowej i intelektualnej cieszy siê wyj±tkow± atencj±. Stworzenie w Polsce uniwersytetu zawsze wi±za³o siê z ogromnym wysi³kiem i wieloma zabiegami, czêsto politycznymi. Z tego te¿ powodu w I Rzeczypospolitej, w jednym z najwiêkszych pañstw europejskich, obszarowo trzykrotnie wiêkszym od dzisiejszego pañstwa polskiego, siêgaj±cym w pewnym okresie od Morza Ba³tyckiego do Morza Czarnego, by³y tylko trzy uniwersytety: Jagielloñski (1364), Wileñski (Stefana Batorego, 1579) i Lwowski (Jana Kazimierza, 1661). Dla porównania, w o wiele mniejszych terytorialnie W³oszech by³o w tym czasie kilkadziesi±t uniwersytetów, a w Polsce, nawet w sto³ecznej Warszawie, nie by³o ¿adnego. Wiêcej, gdy powsta³ uniwersytet we Lwowie, to zazdrosny konkurent, Uniwersytet Jagielloñski, zrobi³ wszystko, ¿eby przez ponad 100 lat nie dopu¶ciæ do zalegalizowania Uniwersytetu Jana Kazimierza na Sejmie i w Watykanie. ¦rodowisko krakowskie twierdzi³o, ¿e Lwów to prowincja naukowa i w tym mie¶cie trzeba czekaæ d³ugo, aby nast±pi³a tam emancypacja intelektualna, która uwiarygodni fakt istnienia we Lwowie uniwersytetu. A wiêc ju¿ wówczas pos³ugiwano siê fetyszem „masy krytycznej”.
Prawem paradoksu w XIX wieku, w dobie galicyjskiej, Uniwersytet Jana Kazimierza wyprzedzi³ swego krakowskiego zazdrosnego rywala. By³ wiêkszy i sta³ siê autentycznym centrum ¿ycia intelektualnego w zaborze austriackim.
Uniwersytet w Warszawie powsta³ dopiero w czasie zaborów, w 1816 roku, z mianowania cara Rosji Aleksandra I. W II Rzeczypospolitej, w latach 1918-1939, powsta³y tylko dwa uniwersytety: Katolicki Uniwersytet Lubelski (1918), jako uczelnia prywatna, i Uniwersytet Poznañski (1919). Nawet ogromna £ód¼ i potê¿na aglomeracja ¶l±ska z Katowicami na czele nie dobi³y siê utworzenia u siebie uniwersytetu, mimo ¿e wielu polityków, z wojewod± Gra¿yñskim na czele, walczy³o o to. W II RP, obszarowo wiêkszej ni¿ obecne pañstwo polskie, by³o wiêc tylko sze¶æ uniwersytetów, na których studiowa³o po kilka tysiêcy studentów.
W PRL, istniej±cej faktycznie w latach 1944-89, powsta³o piêæ nowych uniwersytetów: Uniwersytet Marii Curie-Sk³odowskiej w Lublinie (1944), Uniwersytet £ódzki (1945), Uniwersytet ¦l±ski w Katowicach (1968), Uniwersytet Gdañski (1970) i Uniwersytet Szczeciñski (1985). Dwa uniwersytety (lwowski i wileñski) z racji przesuniêcia granic Polski oko³o 200 km na zachód, zosta³y w³a¶ciwie przeniesione: lwowski Jana Kazimierza do Wroc³awia i nazwany imieniem Boles³awa Bieruta, wileñski Stefana Batorego do Torunia i nazwany imieniem Miko³aja Kopernika. Tak wiêc w PRL istnia³o jedena¶cie uniwersytetów. Dalej widzimy tendencjê bardzo oszczêdnego szafowania nazw± uniwersytet.
W III RP, od momentu jej powstania w 1989 roku, powo³ano sze¶æ uniwersytetów: Opolski (1994), w Bia³ymstoku (1997), Kardyna³a Stefana Wyszyñskiego w Warszawie (1999), Warmiñsko-Mazurski w Olsztynie (1999), Zielonogórski i Rzeszowski (2001) oraz Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy (2005). O ka¿dy z tych uniwersytetów toczy³a siê d³uga walka. Wiele na ten temat mogli powiedzieæ przewodnicz±cy komitetów organizacyjnych. Jest na ten temat do¶æ obszerna ju¿ dzi¶ literatura.
Piotr Kieraciñski, pisz±c bardzo interesuj±co o obecnej kondycji nowych polskich sze¶ciu uniwersytetów - tych powsta³ych w okresie III RP - stwierdza jednoznacznie, wybijaj±c to w nadtytule, ¿e „rozwijaj± siê one znacznie wolniej ni¿ zak³adano” i wini za to, z jednej strony, w³adze pañstwowe, konkretnie resort edukacji, który nie potrafi³ wspomagaæ ¶rodowisk tych uczelni odpowiednimi ¶rodkami finansowymi i w³adze lokalne, którym brakowa³o wyobra¼ni, determinacji b±d¼ uporu i konsekwencji. Ale g³ównym kryterium, za pomoc± którego Kieraciñski ocenia kondycjê najm³odszych polskich uniwersytetów, s± wymogi formalne, te, które Rada G³ówna niegdy¶ okre¶li³a przy powo³ywaniu nowych uniwersytetów: a wiêc liczba uprawnieñ doktorskich, habilitacyjnych, liczba samodzielnych pracowników naukowych itp.
Jest to jedno z kryteriów, którego nie chcê bagatelizowaæ, ale w moim odczuciu upraszcza ono próbê diagnozy kondycji najm³odszych polskich uniwersytetów. Od lat pasjonuje mnie historia uniwersytetów europejskich, zbieram materia³y do du¿ej ksi±¿ki eseistycznej o uniwersytetach europejskich od Lizbony do Moskwy, od Oslo po Rijekê. Gromadzê ksi±¿ki o tych uniwersytetach, sk³ady osobowe, foldery, widokówki i fotografie wybitnych profesorów tych uczelni, wielkich wynalazców, odkrywców, noblistów itp. ¦ledzê te¿ bardzo dok³adnie wszelk± literaturê na temat polskich uniwersytetów - od najstarszego, Jagielloñskiego, po najm³odszy - w Bydgoszczy. Bywam w tych uczelniach i z satysfakcj± ¶ledzê ich naprawdê imponuj±cy w ostatnich latach rozwój, g³ównie materialny.
Zacznê nieskromnie od mego uniwersytetu, Opolskiego. Powo³anie przed jedenastu laty w Opolu uniwersytetu wyzwoli³o trudn± do przecenienia energiê i ambicjê tego ¶rodowiska. W ci±gu ostatnich dziesiêciu lat nast±pi³y ogromne przemiany w materialnej kondycji tego ¶rodowiska. Dawna, licz±ca prawie pó³ wieku WSP, która by³a podstaw± nowo utworzonego uniwersytetu, mimo ¿e uwa¿ana za jedn± z najlepszych uczelni pedagogicznych w kraju, gnie¼dzi³a siê w ma³ych budynkach z epoki gomu³kowskiej i gierkowskiej, w pawilonach zbudowanych z dykty i p³yt pil¶niowych krytych eternitem. Studiowa³o w tej uczelni, razem z zaocznymi, 6-7 tysiêcy studentów w najlepszych latach gierkowskiej prosperity.
W ci±gu ostatnich dziesiêciu lat obraz tej uczelni zmieni³ siê diametralnie. Przeprowadzono tutaj inwestycje warto¶ci oko³o 120 milionów z³otych, co spowodowa³o zmiany niewyobra¿alne do tej pory w akademickim pejza¿u miasta. Wzniesiono nowoczesny, 14-kondygnacyjny akademik z obserwatorium astronomicznym na dachu, nowoczesne Collegium Pedagogicum, podniesiono z kompletnej ruiny dawny obszerny zabytkowy klasztor dominikañski - dzisiejsze Collegium Maius, imponuj±ce w swej architekturze i elegancji, rewitalizowano piêkny neogotycki budynek z arkadami, który otrzyma³ nazwê Collegium Minus, w efektownej secesyjnej willi, uratowanej po powodzi z 1997 roku, stworzono uniwersyteckie centrum hotelowo-konferencyjne „Villa Academica”. Stare pruskie koszary przebudowano na efektowny w swym kszta³cie architektonicznym Wydzia³ Teologiczny, wznosz±c obok budynek mieszcz±cy ko¶ció³ akademicki oraz nowoczesn± salê audytoryjn± na 700 osób. Odbudowany zamek w Kamieniu ¦l±skim sta³ siê znacz±cym uniwersyteckim centrum konferencyjnym. Otoczenie tych piêknych budynków obudowano oryginalnymi rze¼bami barokowymi i wspó³czesnymi pomnikami, obramowano niebanaln± szat± ro¶linn±. Wyremontowano wszystkie stare akademiki, a dawnym salom audytoryjnym nadano inny rozmach.
Te inwestycje spowodowa³y, ¿e nazwa Uniwersytet Opolski nabra³a dodatkowych walorów, wdziêku i urody. Oczywi¶cie mo¿na powiedzieæ, ¿e najpiêkniejsza rama nie zmieni kiczowatego obrazu. I jestem ¶wiadom takich komentarzy. Nie unikniemy tego jazgotu, szczególnie w Polsce, gdzie dobro z regu³y siê pomniejsza, a z³o powiêksza. Ale dla mnie uniwersytet to równie¿ miejsce, gdzie panuje atmosfera, gdzie na przyk³ad sala senatu nie przypomina salki w remizie stra¿ackiej czy wiejskiej ¶wietlicy. St±d z pietyzmem dbamy o to, aby otoczenie, w którym siê wyrasta w uniwersytecie mia³o odpowiedni± rangê, bo to oddzia³uje na mentalno¶æ, poczucie estetyki i wyobra¼niê cz³owieka.
Zmiany w Uniwersytecie Opolskim poza opraw±, jakiej nabra³ on w ostatnim dziesiêcioleciu, s± równie¿ ogromne, bo studiuje tu dzisiaj - nie, jak przed jedenastu laty, 7 tysiêcy - oko³o 20 tysiêcy studentów. Powsta³y dziesi±tki nowych katedr, zak³adów, pracowni, które wype³nione s± setkami komputerów, urz±dzeñ laboratoryjnych itp., dzia³a kilkana¶cie bibliotek instytutowych i wydzia³owych. S± kierunki, które kwitn±, maj± imponuj±cy przyrost kadry, na przyk³ad filologie. S± tu profesorowie o znacz±cych nazwiskach w nauce polskiej i europejskiej. I s± kierunki przeciêtne, rzemie¶lnicze, nie mog±ce wyj¶æ ze stagnacji. Ale jest to oczywisto¶æ niemal wszystkich uniwersytetów, których w Europie jest kilka tysiêcy. Decyduj± tu bowiem talenty i indywidualno¶ci, a one maj± ró¿ne rytmy przy¶pieszeñ i opó¼nieñ.
W ostatnich kilku latach Uniwersytet Opolski by³ magnesem, który ¶ci±ga³ na wyk³ady i konferencje naukowe najprzedniejsze polskie i europejskie nazwiska. Doktoraty honoris causa tego uniwersytetu, które by³y równie¿ swoistymi benefisami, obudowanymi specjalnymi wystawami i spektaklami, przyjê³y miêdzy innymi tak wybitne postacie, jak Stanis³aw Lem, Wojciech Kilar, Tadeusz Ró¿ewicz czy prymas Niemiec kardyna³ Karl Lehman. To s± zjawiska niezwykle kulturotwórcze, które nie mia³yby miejsca, gdyby w mie¶cie nie by³o uniwersytetu.
A warto wiedzieæ, ¿e dzieje siê to w mie¶cie, które przed wojn± nie mia³o ¿adnych tradycji akademickich. By³o - jak pisa³ Goethe - „zapuszczon± niemieck± prowincj±”, a po wojnie nie mieszka³ tu ani jeden doktor, bo przybyli tu biedni, spauperyzowani przesiedleñcy spod Stanis³awowa i Tarnopola. Dzi¶ w tym mie¶cie mieszka 1200 doktorów i oko³o 200 profesorów. Jest uniwersytet i politechnika, i trzy inne uczelnie wy¿sze o charakterze niepublicznym. Studiuje tu oko³o 40 tysiêcy m³odych ludzi. To jest naprawdê fenomen awansu kulturowego i uniwersytet jest jednym z g³ównych motorów przemian, jakie tu zachodz±.
Twierdzenie w tym kontek¶cie, ¿e Uniwersytet Opolski rozwija siê „wolniej ni¿ zak³adano” i uwa¿any jest za „s³aby” (nie wiem przez kogo, bo to jest taka forma: gdzie¶, kto¶ powiedzia³) jest, delikatnie mówi±c, nieprecyzyjne, powierzchowne i na pewno nieadekwatne.
Nie wiem, ile Uniwersytet w Heidelbergu ma praw doktoryzowania i habilitowania, i ilu pracuje tam samodzielnych pracowników naukowych. Wiem natomiast, ¿e ta piêkna w kszta³cie uczelnia, o niewielkiej liczbie studentów, ma ¶wiatow± s³awê przede wszystkim w chemii i medycynie, ma specyficzny klimat i swoich noblistów. Nie wiem, czy idea³em jest Uniwersytet w Rzymie, potê¿ny moloch, który liczy 200 tysiêcy studentów. Mo¿na mieæ sto praw habilitacji w uniwersytecie i nie mieæ ¿adnego noblisty, ¿adnego uczonego ¶wiatowego formatu. Uczelni takiej nie pomog± ¿adne rankingi ró¿nych tygodników czy miesiêczników. Mog± najwy¿ej podnie¶æ im megalomañskie poczucie wy¿szo¶ci, je¶li jest im to potrzebne.
Podzielam pogl±d prof. Marka Gêbczyñskiego, rektora Uniwersytetu w Bia³ymstoku, ¿e „nie mo¿emy siê ¶cigaæ. Nie bêdziemy ani starsi ni¿ Uniwersytet Jagielloñski, ani lepsi ni¿ Uniwersytet Warszawski. Mo¿emy byæ ma³ym, ale dobrym uniwersytetem”. Dopowiedzia³bym, ¿e nie mamy potrzeby licytowania siê, kto jest lepszy i na jakim dystansie, bo nauka i edukacja to nie zawody lekkoatletyczne, gdzie liczy siê wynik za wszelk± cenê i miejsce na podium, koniecznie medalowe. Chcemy byæ po prostu dobr±, szanowan± uczelni±, do której m³odzie¿ chêtnie przychodzi, bo jest tam odpowiednia atmosfera, bo wynosi stamt±d odpowiedni± wiedzê i daj±cy satysfakcjê dyplom.
Przychodzi czas normalnej konkurencji, w którym nie zarz±dzenie wysokiego urzêdnika ministerialnego, jakiej¶ Wysokiej Rady czy innego, mniej formalnego, gremium, nie liczba praw habilitacyjnych i doktorskich na wydzia³ach bêd± decydowaæ, czy uniwersytet jest potrzebny w danym mie¶cie b±d¼ regionie. Zadecyduje m³odzie¿. Ona wybierze, czy chce studiowaæ w Opolu, w Rzeszowie, Katowicach, Warszawie czy mo¿e w Heidelbergu, O³omuñcu lub Pradze. Czas ni¿u demograficznego, który nad polskie wy¿sze uczelnie nadci±ga, wyrêczy urzêdników w rozstrzyganiu, jaki kszta³t bêdzie mieæ polskie szkolnictwo wy¿sze. Ostan± siê te uczelnie, które bêd± mieæ m±dre kierownictwo, sprawn± kadrê i odpowiednie zaplecze materialne, które powinna wytworzyæ lokalna spo³eczno¶æ.
Nie rozumiem, dlaczego Ministerstwo Edukacji czy Rada G³ówna maj± mieæ specjalne prawa, by wymuszaæ fuzje ró¿nych uczelni, zmuszaæ, by ³±czy³y siê politechniki z uniwersytetami w miastach wojewódzkich. Co na tym zyskamy, ¿e w my¶l jakich¶ teoretycznych rozwa¿añ, gabinetowych spekulacji unicestwimy w którym¶ z miast wojewódzkich istniej±cy tam uniwersytet. Uniwersytet w Opolu, Rzeszowie, Bia³ymstoku, Bydgoszczy lub Zielonej Górze nie zagra¿a Uniwersytetowi Jagielloñskiemu czy Warszawskiemu. Nie wszyscy w Polsce maj± ambicje, mo¿liwo¶æ i chêæ studiowania w Warszawie czy Krakowie.
Nie akceptujê nawo³ywania, ¿e w Polsce powinno byæ piêæ-sze¶æ wielkich uniwersytetów o renomie europejskiej. I tam nale¿y skierowaæ potê¿ny strumieñ pieniêdzy pañstwowych. Nie têdy droga. Jest to powrót do restytucji Polski podzielonej na ró¿ne kategorie - A, B, C, D... Tak nie organizuje siê nowoczesnego pañstwa.
Dla mnie interesuj±cym wzorcem jest model niemiecki, a po czê¶ci i w³oski, w my¶l którego w stolicach poszczególnych landów czy te¿ historycznych regionów s± centra kulturowe i naukowe. I nie ma monopolistów, nie ma pragnienia, aby najsilniejszy uniwersytet by³ w Berlinie czy Hamburgu, i aby tam skierowaæ g³ówny strumieñ pieniêdzy. W Niemczech ¶wietnie sobie radz± ma³e uniwersytety w Tübingen, Ratyzbonie, Heidelbergu, Getyndze. Wyrastaj± tam nobli¶ci. Nikt nie ma zamiaru z biurokratycznych powodów likwidowaæ tych uniwersytetów na podstawie jakiej¶ ustawy. One siê same broni±. I tak, mam nadziejê, bêdzie równie¿ w Polsce.
Nowe prawo o szkolnictwie wy¿szym przez sam fakt jego uchwalenia nic nie zmieni. Zadecyduje praktyka ¿ycia codziennego.
Prof. dr hab. Stanis³aw S³awomir Nicieja, historyk, senator RP, rektor Uniwersytetu Opolskiego.