Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Rody uczone (99)

Rowiñscy

Od matki s³yszeli nieraz: „Bez pieniêdzy w medycynie”, co znaczy³o, ¿e prywatna praktyka zawsze jest na drugim planie. Zapamiêtali te s³owa.
Magdalena Bajer
Ksawery Rowiñski

Profesor Wojciech Rowiñski, lekarz transplantolog, broni³ siê przed okre¶leniem swojej rodzinnej opowie¶ci jako dziejów „rodu uczonego”, choæ niema³o w nim utytu³owanych akademicko postaci. Refleksja nad tym, o ile medycyna przynale¿y nauce, a o ile jest wype³nianiem powinno¶ci s³u¿enia bli¼nim, zwykle towarzyszy lekarzom z powo³ania.

Pocz±tki siêgaj± XIII wieku, jak to ustali³a jedna z ciotek mojego rozmówcy, autorka drzewa genealogicznego Rowiñskich. Mówi± o drobnej szlachcie z Wielkopolski, której czê¶æ, w pokoleniu dziadków pana profesora, szuka³a lepszej doli za granic±, miêdzy innymi we W³oszech. Podczas drugiej wojny ¶wiatowej w jego rodzinnym warszawskim domu pojawi³ siê Paolo Rowiñski, oficer we w³oskim mundurze, stryjeczny brat ojca, Ksawerego. Obaj zostali po wojnie profesorami medycyny - Paolo fizjologii i biochemii w uniwersytecie w Perugii.

Miêdzy szpitalem i urzêdem

Ksawery ukoñczy³ medycynê w Uniwersytecie Poznañskim w roku 1928, pracuj±c podczas studiów jako wolontariusz szpitala miejskiego. (W tym samym roku matematykê ukoñczy³a jego ¿ona Izabela Klinger, córka znanego w Poznaniu ksiêgarza Ksiêgarni ¶w. Wojciecha.) Zaraz potem zosta³ w tym¿e szpitalu asystentem na oddziale chirurgicznym. Wcze¶nie i trwale zainteresowa³a go radiologia, co pewnie mia³o ¼ród³o w pilnej wówczas potrzebie wprowadzenia diagnostyki rentgenowskiej na skalê spo³eczn±. G³ówne miejsce lekarza widzia³ Ksawery Rowiñski przy pacjentach, na „czyst± naukê” przyzwalaj±c po spe³nieniu wszystkich wobec nich powinno¶ci.

Sam umia³ równowa¿yæ zadania. Droga naukowa wspó³bieg³a z dzia³alno¶ci± na rzecz ochrony zdrowia, a dorobek badawczy stanowi podbudowê teoretyczn± tej drugiej, zw³aszcza w zakresie radiologii pediatrycznej, której by³ pionierem, tworz±c pierwsz± w Europie katedrê tej specjalno¶ci. Lata 1928-32 przepracowa³ na asystenturze w Katedrze Radiologii uniwersytetu Poznañskiego, po czym przeniós³ siê do Warszawy, by wspó³organizowaæ, a nastêpnie kierowaæ pracowni± rentgenodiagnostyczn± Szpitala ¶w. £azarza. Podczas okupacji prowadzi³ tam oddzia³y kardiologiczny i wewnêtrzny, a po powstaniu w ma³ej podwarszawskiej miejscowo¶ci pracowa³ w przychodni RGO i zarabia³ na rodzinê praktyk± prywatn±, której zwolennikiem nigdy nie by³, uwa¿aj±c, ¿e w Polsce miêdzywojennej przys³ania³a wielu lekarzom zadania wobec spo³eczeñstwa.

Inteligentów tamtego pokolenia system powojenny postawi³ przed trudnymi wyborami. Lekarzom pozosta³o wiêcej swobody ni¿ innym - w wykonywaniu zawodu moralnie jednoznacznego. Lekarze-nauczyciele prze¿ywali konieczno¶ci kompromisów z w³adz±, która przeobra¿a³a system kszta³cenia, stawia³a inne od tradycyjnych wzorce, g³osz±c trudne do zakwestionowania idea³y, a realizuj±c w³asne cele ideologiczne.

Ksawery Rowiñski zosta³ profesorem w roku 1949, profesorem zwyczajnym w 1962, cz³onkiem rzeczywistym PAN w 1969. W Gdañsku, po wojnie, by³ prorektorem Akademii Medycznej. W Warszawie kierowa³ placówkami radiologii i onkologii dzieciêcej w Akademii Medycznej oraz w Instytucie Pediatrii, wyk³adaj±c, poza tymi przedmiotami, tak¿e propedeutykê i deontologiê lekarsk±.

Zaanga¿owa³ siê w prace nad organizacj± ochrony zdrowia i dostosowaniem kszta³cenia lekarzy do potrzeb nowego czasu. Za jedn± z rzeczy najpilniejszych uzna³ rozszerzenie horyzontów adeptom medycyny poprzez uczenie ich filozofii, historii nauki, socjologii, psychologii, logiki, metodyki opieki sanitarnej i, co by³o wówczas nowe, zagadnieñ naturalnego ¶rodowiska cz³owieka. Zaszczepia³ i upowszechnia³ przekonanie, ¿e zadaniem medycyny jest przede wszystkim profilaktyka. Polem dla tej wielonurtowej dzia³alno¶ci by³y organizacje i urzêdy, jak: Towarzystwo Lekarskie, Polskie Towarzystwo Historii Medycyny (przywi±zywa³ du¿± wagê do tradycji i zawodu lekarskiego i nauk medycznych, popularyzuj±c te, które uznawa³ za najlepsze), Polskie Lekarskie Towarzystwo Radiologiczne, Poznañskie Towarzystwo Przyjació³ Nauk. W latach 1950-60 kierowa³ Departamentem Szkolnictwa Wy¿szego i Nauki w Ministerstwie Zdrowia i Opieki Spo³ecznej.

Wielkopolski pozytywizm, rodz±cy niecierpliwe pragnienie dokonania tego wszystkiego, co siê marzy³o od m³odo¶ci, dyktowa³ zwi±zanie siê formalne z tymi, którzy decydowali o ¿yciu w Polsce powojennej, mimo i¿ polityka lekarza nie interesowa³a. Obraz medycyny jako zbiorowego wysi³ku dla poprawienia jako¶ci ¿ycia szerokim krêgom spo³eczeñstwa, choæ nieco idealistyczny, podbudowany by³ mocno wiedz± o potrzebach w tym zakresie, ich hierarchii i wzajemnym uwarunkowaniu, a tak¿e o... koniecznych ustêpstwach, czasem odstêpstwach.

Przy tym wszystkim prof. Rowiñski senior znajdowa³ okazje do wprowadzania w ¿ycie oryginalnych koncepcji diagnostycznych oraz terapeutycznych, co pozosta³o trwa³ym dorobkiem polskiej medycyny, jak na przyk³ad boczne zdjêcia tomograficzne u dzieci albo pierwsze badanie angiokardiograficzne.

Dwadzie¶cia ziarenek kawy

Wojciech Rowiñski pamiêta z dzieciñstwa bombardowania Warszawy, potem trzyletni pobyt w Gdañsku z matk± i siostrami - rodzice rozstali siê po wojnie - potem warszawski „dom kobiet”, gdzie dorasta³ pod opiek± matki, babci i pani Marii Ko¶ciañskiej, która od szesnastego roku ¿ycia do ¶mierci pomaga³a dom prowadziæ. W³asny k±t mia³... za szaf± w du¿ym korytarzu dzielonym z dokwaterowanymi wspó³lokatorami.

Matka uczy³a matematyki w gimnazjum na Pradze, wracaj±c wieczorem. Wa¿ne rozmowy toczy³y siê przy wspólnym niedzielnym ¶niadaniu, na które poznañskim zwyczajem musia³y byæ „befsztyczki”, czyli mielone kotlety. Prof. Rowiñski mówi o matce najpro¶ciej: „By³a niezwykle dobr± i szlachetn± osob±. Odda³a siê ca³kowicie naszemu wychowaniu - normalnie pracuj±c. Nie by³o w niej grosza z³o¶ci do ¿ycia. I takie cechy nam wpaja³a”. Zaprowadzi³a dzieci do s³ynnego zak³adu fotograficznego i poleci³a zanie¶æ zdjêcie ojcu, który z drug± rodzin± zamieszka³ w Warszawie w roku 1951. Wszyscy troje pomagali w codziennych domowych zajêciach. Mój przysz³y rozmówca je¼dzi³ na plac Trzech Krzy¿y (z dalekiej Ochoty) po dziesiêæ deko ¶wie¿o palonej kawy, z której matka odlicza³a... dwadzie¶cia ziarenek. Tyle wystarcza³o na jej ulubion± niedzieln± fili¿ankê. Dom by³ katolicki. I... poznañski, co okre¶la³o, rzadko wypowiadane wprost, zasady postêpowania, co utrwali³o takie elementarne cnoty, jak: uczciwo¶æ, prawdomówno¶æ, umi³owanie porz±dku we wszelkich znaczeniach tego pojêcia. Oczywista by³a „¶wiêto¶æ” wspólnych posi³ków, nie odbierano wtedy telefonów, nie wolno by³o siê spó¼niæ ani wstaæ od sto³u przed koñcem.

Oczywista by³a obco¶æ powojennego systemu. Wojciech zd±¿y³ nale¿eæ do jeszcze prawdziwego, nie komunistycznego harcerstwa. Pó¼niej nie wst±pi³ do ¿adnej partii ani organizacji. Namawiany przez dyrektora liceum (w najgorszych czasach stalinowskich), aby siê zapisa³ do ZMP, odpowiedzia³: „Nie, bo ja chodzê do ko¶cio³a”. By³ wtedy gorliwym ministrantem.

W 1949 roku starsza siostra posz³a na medycynê. Podczas niedzielnych ¶niadañ i obiadów pojawi³y siê opowie¶ci o studiach lekarskich. Cztery lata pó¼niej zacz±³ im wtórowaæ brat. Oboje æwiczyli zastrzyki do¿ylne ze stê¿onej glukozy na... matce, której to pomaga³o w napadach migreny. Od niej s³yszeli nieraz: „Bez pieniêdzy w medycynie”, co znaczy³o, ¿e prywatna praktyka zawsze jest na drugim planie. Zapamiêtali te s³owa.

sporo by³o przypadku...

Przez dwa lata z rzêdu Wojciech Rowiñski mia³ w szkole dyplom przodownika nauki i pracy spo³ecznej, daj±cy wstêp na ka¿de studia (z wyj±tkiem architektury) bez egzaminu. Dosta³ siê na medycynê. Nie t³umaczy tego ani wp³ywem ojca, z którym widywa³ siê rzadko, ani bardzo ¶wiadomym wyborem. Przypadek...

Od czwartego roku studiów pracowa³ w PZWL jako pomocnik redaktora. Gdy ju¿ mia³ dyplom, ojciec spyta³ go, czy chce byæ radiologiem. Nie chcia³, poszed³ pracowaæ za darmo do Instytutu Hematologii, zarabiaj±c w wydawnictwie. Tam znalaz³ pierwszego mistrza - docenta Andrzeja Trojanowskiego, chirurga. Dzisiaj wspomina z podziwem, ¿e „ten cz³owiek, dyrektor instytutu, pe³ni±cy poza tym wiele innych funkcji i maj±cy prywatn± praktykê, nigdy siê nie ¶pieszy³ siadaj±c przy ³ó¿ku chorego”. I nauczy³ badania pacjenta „od góry do do³u”, co prof. Rowiñski konsekwentnie przykazuje swoim nastêpcom.

W roku 1960 wyjecha³ do Anglii (Woolverhamptom) w ramach kontaktów brytyjskich i polskich chirurgów datuj±cych siê jeszcze z czasów wojny. Przez rok prawie nie opuszcza³ szpitala, na terenie którego by³o wszystko, co potrzebne do ¿ycia i znakomite warunki pracy. Tam odbywa³y siê raz w miesi±cu spotkania naukowe wszystkich lekarzy-rezydentów z zaproszonym go¶ciem. Bardzo formalne, na które trzeba by³o przychodziæ w smokingu. Wojciech Rowiñski wykosztowa³ siê na smoking, za co wdziêczne mu s± dzisiaj córka i jej kole¿anki, wk³adaj±c marynarkê na uroczyste okazje.

Po owym bardzo owocnym roku (zaowocowa³ m.in. pó¼niejszymi wyjazdami szeregu uczniów), przyj±³ go do pracy prof. Jan Nielubowicz, prowadz±cy Zak³ad Chirurgii Do¶wiadczalnej PAN i równocze¶nie kieruj±cy klinik± Akademii Medycznej po³o¿on± w s±siedztwie. Mo¿na by³o byæ tam wolontariuszem i robiæ specjalizacjê, po po³udniu wykonuj±c eksperymenty na zwierzêtach w zak³adzie.

Wybór chirurgii pan profesor uwa¿a równie¿ za przypadek, choæ ju¿ na studiach nale¿a³ do Ko³a Chirurgów. Kolejnym by³o wys³anie w³a¶nie jego w 1964 roku na stypendium do Bostonu, gdzie pomaga³ w operacjach przeszczepiania nerki Josephowi Murrayowi, pó¼niejszemu nobli¶cie. Przeszed³ tam, jak mówi, „szko³ê transplantologii”. Po powrocie, w styczniu 1966, asystowa³ prof. Nielubowiczowi przy pierwszym przeszczepieniu nerki w Polsce. Dzisiaj sam robi takie operacje rutynowo, uwa¿aj±c siê po czê¶ci za chirurga, po czê¶ci za internistê i ³±cz±c wiedzê i umiejêtno¶ci obu dyscyplin. Z perspektywy obu widzi ostrzej ca³± z³o¿ono¶æ relacji lekarz - pacjent - rodzina pacjenta, wszystkie dylematy moralne, jakie przychodzi rozwi±zywaæ. Etyka lekarzy jest wa¿nym nurtem zainteresowañ prof. Rowiñskiego.

O swojej drodze naukowej mówi: „Jak cz³owiek trafia na studia, to koñczy medycynê. Jak cz³owiek zaczyna pracowaæ w miejscu, gdzie jest odpowiednia atmosfera, to albo odpada i wychodzi do prywatnej praktyki, albo zostaje profesorem”. Trafi³ do takiego miejsca - przypadkiem. Teraz stara siê, by klinika powsta³a na fundamentach oddzia³u, którym Wojciech Rowiñski kierowa³ od 1980 roku, by³a nim dla nastêpnych pokoleñ lekarzy. Jej zbudowanie - dos³ownie od podstaw - by³o ¶wiadomie wyznaczonym celem (szczê¶liwe przypadki byæ mo¿e trochê pomog³y), osi±gniêtym w upartym kilkuletnim trudzie. Podobnie jak stworzenie jedynego w Polsce o¶rodka, gdzie wykonuje siê przeszczepianie nerek, trzustki i w±troby.

Sylwetki duchowe innych osób lekarskiego roku Rowiñskich s± podobne. Tak¿e ¿yciowe drogi. Starsza siostra Ewa, profesor pulmonologii, znakomity lekarz, pracowa³a wiele lat w Instytucie Gru¼licy. Od niedawna na emeryturze, publikuje, konsultuje pacjentów, z czego brat nierzadko korzysta. M³odsza, Katarzyna Marciñska, jest docentem neurologii, a jej m±¿ Andrzej prowadzi po te¶ciu Zak³ad Radiologii AM. W ¶lady ojca poszed³ syn Ksawerego Rowiñskiego z drugiego ma³¿eñstwa, Olgierd, który wygra³ niedawno konkurs na stanowisko dyrektora tego zak³adu. ¯ona mojego rozmówcy, Joanna, tak¿e jest lekarzem.

W nastêpnym pokoleniu docentem interny zosta³a córka Ewy Zakrzewskiej, pediatr± jeden z trzech synów m³odszej siostry. Syn Wojciecha Rowiñskiego, szesnastoletni, interesuje siê polityk±, mówi kilkoma jêzykami i... podró¿uje po krajach Dalekiego Wschodu. Zdaniem ojca, bêdzie dziennikarzem. Ju¿ teraz wydaje siê nie zawierzaæ tylko przypadkom, lecz stawiaæ cele.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje