Prof. dr hab. in¿. Jan Krysiñski (ur. 1935), in¿ynier mechanik. Absolwent Politechniki £ódzkiej 1957, dr – 1965, dr hab. – 1975, prof. nadzw. – 1980, prof. zw. – 1991. Autor lub wspó³autor ok. 100 publikacji, 4 ksi±¿ek i 17 patentów; promotor 7 doktorów. Liczne wyjazdy zagraniczne. Cz³onek wielu towarzystw naukowych. Dziekan Wydzia³u Mechanicznego P£ 1987-90, rektor P£ 1990-96 oraz 2002-2008. Przewodnicz±cy Sekcji Uczelni Technicznych Rady G³ównej Szkolnictwa Wy¿szego 1997-2000. Od 2006 przewodnicz±cy Konferencji Rektorów Polskich Uczelni Technicznych.
W Polsce zaczyna brakowaæ in¿ynierów. Dotychczas mówiono, ¿e zjawisko to dotyczy przede wszystkim Europy Zachodniej, ale dzi¶ ju¿ wyra¼nie widaæ, ¿e u nas tak¿e in¿ynier zaczyna byæ zawodem deficytowym. ¦rodowisko uczelni technicznych mówi od dawna, ¿e pañstwo, a w jego imieniu ministerstwo, powinno stworzyæ preferencje dla kszta³cenia na kierunkach in¿ynierskich. Czy widaæ takie dzia³ania?
– Szacunki mówi±, ¿e w Europie brakuje przynajmniej dwóch milionów in¿ynierów i informatyków. W Polsce tak¿e zaczynamy odczuwaæ znaczny deficyt ludzi z wykszta³ceniem in¿ynierskim. Dane statystyczne bij± na alarm, w 2008 in¿ynierowie wchodz±cy na rynek pracy nie pokryj± zapotrzebowania rynku, szczególnie w takich bran¿ach, jak: informatyka, mechanika, elektronika czy logistyka. Dzi¶ praktycznie wiêkszo¶æ studentów politechnik znajduje pracê od zaraz. Studenci pracuj± bardzo czêsto ju¿ na ostatnich latach studiów. Mamy nawet k³opoty z tym, ¿eby w terminie koñczyli prace dyplomowe, poniewa¿ s± zaanga¿owani w pracê zawodow±. Ministerstwo wspomina o stworzeniu preferencji dla studiów technicznych, ale konkretnych dzia³añ jeszcze nie ma. Czekamy na nie.
Niew±tpliwie w ostatnich latach ma na to znaczny wp³yw tak¿e wzrost inwestycji zagranicznych.
– Warunkiem podstawowym lokowania du¿ych zak³adów, poza parametrami finansowymi, jest kadra. Je¶li miêdzynarodowa korporacja zamierza w jakim¶ regionie rozpocz±æ du¿± inwestycjê, to – byæ mo¿e trudno w to uwierzyæ – swoje pierwsze kroki kieruje nie do agencji rz±dowych czy wojewody, ale do rektora politechniki. Mia³em ju¿ parê takich wizyt. Kilka tygodni temu przyjmowa³em dyrektorów najwiêkszych ¶wiatowych firm w bran¿y komputerowej Dell i Novell. Oni pytaj± konkretnie, ilu wykszta³cimy specjalistów w okre¶lonych dziedzinach i w jakim czasie? Potwierdzaj± to rektorzy innych uczelni technicznych – oni równie¿ maj± podobne wizyty. Niestety, je¶li odpowiedzi na te pytania nie zadowalaj± inwestora, to szuka miejsca gdzie indziej.
Wniosek z tego, ¿e powinni¶my podj±æ zdecydowane kroki, aby zwiêkszyæ kszta³cenie na niektórych kierunkach technicznych. Ich absolwenci nie tylko znajduj± pracê „na pniu”, ale tak¿e stanowi± warunek du¿ych inwestycji. Czy widzi Pan szansê na rozwi±zanie tego problemu?
– Ministerstwo powinno stworzyæ przede wszystkim warunki finansowe, aby mo¿na by³o kszta³ciæ wiêcej in¿ynierów.
Ale to, ilu in¿ynierów kszta³cimy, ustalaj± de facto autonomiczne uczelnie. Pañstwo, a w jego imieniu Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wy¿szego, praktycznie niewiele ma tu do powiedzenia. Tworzony jest co prawda wspó³czynnik kosztoch³onno¶ci studiów, ale na razie w ma³ym stopniu bêdzie on narzêdziem w tym mechanizmie. Przewidywane jest tak¿e tak zwane kszta³cenie zamawiane, ale to wszystko dopiero plany. Co nale¿y zmieniæ?
– My¶lê, ¿e powinny zadzia³aæ zupe³nie nowe mechanizmy. Tworzony jest w³a¶nie nowy algorytm finansowania uczelni. Skoro ewidentnie widaæ, ¿e brakuje in¿ynierów, a mamy nadmiar pedagogów, socjologów, psychologów, nie mówi±c ju¿ o specjalistach od zarz±dzania i marketingu, musi on zwiêkszyæ finansowanie uczelni technicznych. Trzeba tak¿e przekonaæ m³odzie¿, ¿e wykszta³cenie techniczne pozwoli jej znale¼æ atrakcyjn± pracê w kraju i nie bêdzie musia³a emigrowaæ za chlebem. Jednym z hase³ zachêcaj±cych do studiowania w naszej politechnice by³o: „Po naszych studiach nie bêdziesz zmywa³ talerzy w Irlandii”. Has³o kontrowersyjne, ale prawdziwe. Czê¶æ m³odzie¿y wyje¿d¿a, bo nie mo¿e znale¼æ atrakcyjnej pracy, ale po studiach technicznych mo¿e tê pracê znale¼æ.
Skoro zachêcamy m³odzie¿ do studiowania w politechnikach, to aby ten efekt osi±gn±æ, trzeba zwiêkszyæ ilo¶æ miejsc na studiach technicznych, a zw³aszcza ilo¶æ absolwentów.
– Zwiêkszenie liczby przyjmowanych studentów, a zw³aszcza wykszta³conych absolwentów, bêdzie rzecz± trudn±, ale nie niemo¿liw±. Idzie ni¿ demograficzny, wiêc liczba kandydatów tak¿e siê zmniejszy. Dylemat polega te¿ na predyspozycjach i selekcji. W wiêkszo¶ci uczelni technicznych po pierwszym roku studiów odsiew wynosi 30, a na niektórych kierunkach nawet 50 procent. Problemem jest zw³aszcza bardzo s³aby poziom znajomo¶ci matematyki. Matematyka zniknê³a jako przedmiot obowi±zkowy na maturze, a fizyka jest wyk³adana w bardzo okrojonym zakresie. To klêska nie tylko dla politechnik, ale dla ca³ego spo³eczeñstwa. Chc±c utrzymaæ odpowiedni poziom, musimy dokonywaæ ostrej selekcji. Dla nas jest bardzo wa¿ne, aby zachêciæ m³odzie¿ do nauki matematyki oraz fizyki i prze³amaæ stereotyp, ¿e s± one nie do opanowania.
Widaæ wyra¼nie, ¿e system edukacji to jeden organizm. Rozmawiamy przecie¿ o styku szko³y ¶rednie – wy¿sze uczelnie i o wy³omie na tym styku.
– To zdecydowanie jest jeden ci±g edukacji, zaczynaj±cy siê od tak zwanej zerówki i szko³y podstawowej, a koñcz±cy na magisterium i doktoracie. Ka¿dy brak dro¿no¶ci i uwzglêdnienia potrzeb innych etapów kszta³cenia siê m¶ci. Dosz³o do tego, ¿e uczelnie dokszta³caj± licealistów w szko³ach. Wiele uczelni obejmuje wspó³prac± licea, a na przyk³ad AGH dop³aca do kursów z matematyki, fizyki i chemii prowadzonych przez nauczycieli w godzinach pozalekcyjnych. Na to id± spore pieni±dze. Zastanawiamy siê w politechnice nad podobnym dzia³aniem. Obecnie udostêpnili¶my licealistom nasze laboratoria.
VII Program Ramowy UE stawia przede wszystkim na badania mog±ce znale¼æ zastosowania praktyczne, na styku nauki i gospodarki, zatem daje du¿e pole do dzia³ania uczelniom technicznym.
– My¶lê, ¿e to dobry kierunek. Trzeba znale¼æ szybk± drogê od nauki do przemys³u. Nauka nie ma najczê¶ciej ¶rodków na stworzenie czego¶ w skali pó³przemys³owej, pozostaj±c na etapie prac laboratoryjnych. Tworzenie konsorcjów naukowo−przemys³owych, projekty rozwojowe przygotowuj±ce do wdro¿eñ, zapowiadana koncentracja badañ na du¿ych projektach strategicznych, które ma prowadziæ Narodowe Centrum Badañ i Rozwoju, to wszystko kierunki, które oceniam bardzo pozytywnie. Ministerstwo zapowiada ca³± listê dzia³añ zmierzaj±cych do praktycznego wykorzystania badañ naukowych. Jako przedstawiciel nauk technicznych, czyli cz³owiek zbli¿ony do praktyki gospodarczej i twardo st±paj±cy po ziemi, tylko siê z tego cieszê.
Powstaje te¿ ca³y szereg nowych struktur, choæby wspomniane konsorcja naukowo−przemys³owe, platformy technologiczne, centra doskona³o¶ci czy centra zaawansowanych technologii, klastry, inkubatory akademickie i jeszcze wiele innych – ale czy to na razie nie jest trochê przerost formy nad tre¶ci±?
– Ka¿de pocz±tki s± trudne. To s± struktury i instytucje realnie funkcjonuj±ce w starych krajach UE. I skoro tam siê sprawdzaj±, to znaczy, ¿e s± potrzebne. My dopiero siê uczymy, wiêc dla wiêkszo¶ci z nas jest to rzecz nowa, ale widaæ ju¿ pierwsze efekty dzia³ania tych struktur, a nastêpne tak¿e przyjd±.
Technologie s± w wiêkszo¶ci do naszego kraju importowane. Czy mamy szanse prowadziæ badania na poziomie ¶wiatowym?
– Zdecydowanie tak, choæ oczywi¶cie dotyczy to najlepszych zespo³ów. Nasze Centrum Zaawansowanych Technologii w P£, zajmuj±ce siê materia³ami tekstylnymi, prowadzi, w ramach du¿ego grantu w VI Programie Ramowym, badania nad ubiorem dla s³u¿b ratowniczych, który monitoruje parametry ¿ycia ratownika za pomoc± zaawansowanej elektroniki i jest w stanie ostrzegaæ o zbli¿aj±cych siê zagro¿eniach. Nawet je¶li podstawowa technologia jest importowana, to, po pierwsze, trzeba mieæ kadry, które s± w stanie j± wdra¿aæ, a po drugie – z czasem musi ona byæ udoskonalana.
Nasze uczelnie s± na ostatnim miejscu w¶ród krajów OECD, je¶li chodzi o umiêdzynarodowienie studiów, czyli udzia³ profesorów i studentów z zagranicy i wyjazdy polskich studentów i naukowców. KRASP stara siê oddzia³ywaæ, choæby przez program „Study in Poland”. Ale to chyba wszystko za ma³o?
– Niedawno przewodniczy³em delegacji KRASP na targi edukacyjne w Pary¿u. Podczas seminarium w ambasadzie polskiej analizowali¶my wymianê studentów uczestnicz±cych w programie ERASMUS. W jego ramach w roku akademickim 2005/06 wyjecha³o 8,5 tysi±ca naszych studentów, a przyjecha³o oko³o 2 tysiêcy studentów zagranicznych. W 2006/07 roku wyjedzie oko³o 10 tysiêcy, a przyjedzie 2,5 tysi±ca, wiêc wska¼nik systematycznie siê poprawia, choæ oczywi¶cie ca³y czas jest to ma³o. W tym roku po raz pierwszy stosunek wyje¿d¿aj±cych do przyje¿d¿aj±cych ma byæ brany pod uwagê w algorytmie finansowania uczelni. To wi±¿e siê w du¿ej mierze ze znajomo¶ci± jêzyków obcych przez polskich studentów, a z drugiej strony – z list± zajêæ w jêzykach obcych oferowanych przez nasze uczelnie. Oczywi¶cie prym wiedzie jêzyk angielski. Z tym, niestety, nie jest najlepiej. Tu liczy siê mo¿e trzydzie¶ci uczelni, a w bardziej zaawansowanym stopniu dos³ownie kilka.
Co powinni¶my zatem zrobiæ, ¿eby nie byæ na szarym koñcu?
– Przede wszystkim powinni¶my rozwijaæ studia w jêzyku angielskim dla polskich studentów i przyjmowaæ na nie studentów zagranicznych, g³ównie z Unii Europejskiej. Z wyj±tkiem studiów medycznych i innych nielicznych przypadków, studia takie, moim zdaniem, nie bêd± znacz±cym ¼ród³em finansowym dla polskich uczelni. Dla Polaków jest to doskona³a próba skonfrontowania siê z jêzykiem obcym w praktyce, a dodatkowo oferta dla studentów zagranicznych. Wszyscy nasi studenci w P£ musz± zdaæ certyfikat jêzykowy na poziomie B2.
Politechnika £ódzka jako jedna z pierwszych uczelni rozpoczê³a przed kilkunastu laty takie kszta³cenie i ma na tych studiach kilkuset studentów.
– Zaczynali¶my 14 lat temu i mamy w tej chwili 800 studentów na sze¶ciu kierunkach w jêzyku angielskim i jednym w jêzyku francuskim. To s± g³ównie nasi studenci, ale równie¿ studenci zagraniczni. Pomys³ przywioz³em z konferencji UNESCO w Pary¿u, gdzie spotka³em prof. Zenona Pud³owskiego, który pomóg³ nam pó¼niej otrzymaæ dotacjê rz±du australijskiego z tak zwanego funduszu zbo¿owego. Tak stworzyli¶my Centrum Kszta³cenia Miêdzynarodowego. Pocz±tki by³y niezmiernie trudne, bo w pierwszej rekrutacji przyjêli¶my, niemal z ³apanki, 21 studentów. Podobne trudno¶ci mieli¶my z kadr±. Trzeba by³o oprzeæ siê na m³odych. Wysy³ali¶my najzdolniejszych za granicê po doktoraty, a oni wracali z bieg³± znajomo¶ci± jêzyka obcego. Potem mo¿na ju¿ zatrudniaæ absolwentów tych studiów, rekrutuj±c dalsz± kadrê spo¶ród najlepszych. Zasad± kszta³cenia miêdzynarodowego jest wyjazd na co najmniej jeden semestr studiów w uczelni zagranicznej. U nas jest to szósty semestr, kiedy wszyscy obowi±zkowo jad± za granicê. To wymaga specjalnej struktury, poniewa¿ kszta³cenie programowo odbywa siê w ramach wydzia³ów, ale równocze¶nie podporz±dkowane jest w³a¶nie Centrum Kszta³cenia Miêdzynarodowego.
Politechnika £ódzka jako jedna z pierwszych wprowadzi³a uchwa³± senatu zakaz prowadzenia przez pracowników dzia³alno¶ci konkurencyjnej wobec w³asnej uczelni. To wzbudzi³o kontrowersje. Na Zachodzie nie do pomy¶lenia jest sytuacja, w której pracownik prowadzi tak± dzia³alno¶æ, a nawet wyj±tkowe s± sytuacje, ¿e uczelnia zgadza siê na jak±kolwiek inn± pracê. U nas przez lata panowa³ chaos. Co¶ siê zmienia?
– To niestety prawda, ¿e dominowa³o bezkrólewie. Trochê poprawi³a sytuacjê nowa ustawa o szkolnictwie wy¿szym, która dzia³alno¶æ gospodarcz± traktuje jako dodatkowe zatrudnienie oraz wprowadza zgodê rektora na wiêcej ni¿ dwa miejsca pracy. Mówi±c o konkurencji, najczê¶ciej rozumie siê zatrudnienie w innej uczelni. W uczelniach technicznych pojawia siê jednak dodatkowy problem. Wiele osób prowadzi dzia³alno¶æ gospodarcz± dok³adnie w obszarze, którym interesuje siê jego katedra czy instytut. Prowadzi to do sytuacji, kiedy pracownik wykorzystuje ró¿ne okoliczno¶ci zawodowe – negocjacje, zlecenia, projekty badawcze – we w³asnej dzia³alno¶ci gospodarczej i przechwytuje niektóre z nich. Na podstawie artyku³u 101 kodeksu pracy wprowadzili¶my w 2004 roku zasadê, ¿e ka¿dy pracownik podpisuje umowê o nieuprawianiu konkurencji. Zapisali¶my w niej, ¿e prace odbywaj±ce siê w ramach dzia³alno¶ci gospodarczej, które mog³yby byæ wykonane przez uczelniê, wymagaj± zgody kierownika instytutu czy katedry. Muszê powiedzieæ, ¿e na skutek tych dzia³añ usta³y ewidentne patologie i wiele spraw wyja¶ni³o siê tak¿e dla pracowników.
A konkurencja rozumiana jako praca, a zw³aszcza równoleg³e pe³nienie funkcji w innej uczelni?
– Zapisali¶my w naszej uchwale, ¿e je¿eli kto¶ pe³ni kierownicze funkcje w macierzystej uczelni, czyli tam, gdzie ma pierwsze zatrudnienie – dotyczy to tak¿e stanowiska dyrektora instytutu czy kierownika katedry – nie mo¿e pe³niæ takich funkcji w innej szkole. To jest zapis id±cy dalej ni¿ obowi±zuj±ce rozwi±zania obecnej ustawy, która wprowadza ograniczenie tylko wobec osób pe³ni±cych funkcje organów jednoosobowych, czyli dziekanów, prorektorów i rektorów, ale uwa¿amy, ¿e jest on konieczny, poniewa¿ te osoby bior± udzia³ w rozmowach, negocjuj± kontrakty, nawi±zuj± kontakty, ustalaj± strategiê, znajduj± siê w sytuacji konfliktu interesów i mog± potem wykorzystywaæ te sytuacje wbrew interesom uczelni.
To dzia³ania Politechniki £ódzkiej, ale w wielu innych uczelniach sprawy konkurencji chyba wygl±daj± podobnie i nie s± uregulowane?
– Zjawisko jest bardzo nasilone i wielu pracowników nie identyfikuje siê z w³asn± uczelni±, a wrêcz j± wykorzystuje dla swoich prywatnych celów. Przedstawia³em te kwestie na posiedzeniu KRPUT i koledzy rektorzy wrêcz pytali, czy mog± wzorowaæ siê na naszych dzia³aniach i korzystaæ z wzorów naszych uchwa³ i umów. Odpowiedzia³em oczywi¶cie twierdz±co i wiem, ¿e zasady te wprowadza ju¿ AGH. Pozytywem nowej ustawy jest te¿ wprowadzenie bardziej elastycznych zasad zatrudniania i pozostawienie kwestii mianowania pracowników statutom uczelni. Rektor nie ma ju¿ zwi±zanych r±k, bo nie ka¿dy pracownik uczelni jest pracownikiem mianowanym. Najczê¶ciej s± nimi tylko pracownicy posiadaj±cy habilitacjê.
Wokó³ uczelni wojskowych, w tym Wojskowej Akademii Technicznej, toczy siê ostatnio dyskusja na temat ich przysz³o¶ci. Nie wszystko dzieje siê tam zgodnie z akademickimi zasadami.
– WAT podlega ministrowi obrony, ale równocze¶nie obowi±zuje j± ustawa o szkolnictwie wy¿szym. Ma w zwi±zku z tym w³asny statut, nale¿y do Konferencji Rektorów Akademickich Szkó³ Polskich. Dziewiêædziesi±t kilka procent jej studentów to osoby cywilne. ¦rodowisko akademickie, miêdzy innymi poprzez uchwa³ê prezydium KRASP, mówi o konieczno¶ci respektowania ustawy o szkolnictwie wy¿szym i szacunku dla wieloletniej tradycji i potencja³u tej uczelni.
Rozmawiamy o nauce, technice, modernizacji systemu szkolnictwa wy¿szego, ale oprócz tych spraw zawodowych ma Pan swoj± wielk± pasjê – muzykê. W Politechnice £ódzkiej odbywaj± siê koncerty muzyki powa¿nej, które Pan zainicjowa³. Czyli in¿ynier ¿yje czasem nie tylko sprawami technicznymi, ale i sprawami ducha?
– Mam du¿± satysfakcjê z tej swojej pasji muzycznej. Koncerty w naszej politechnice maj± ju¿ 14 lat. Od niedawna oprócz sali kameralnej mamy now±, du¿± aulê na 300 osób. Obie s± wyposa¿one w fortepiany. Dwa lub trzy razy w miesi±cu organizujemy koncerty, odby³o siê ju¿ ich oko³o 350. Nie wyobra¿am ju¿ sobie ¿ycia uczelni bez koncertów. To jest oddech od codzienno¶ci i próba osi±gniêcia spokoju. Wiem, ¿e i moi koledzy ceni± sobie tê ofertê. Praca naukowa, a szczególnie praca in¿yniera – choæ oczywi¶cie nie tylko – bardzo wyczerpuje. W momencie rozwi±zywania jakiego¶ problemu cz³owiek czasem nie mo¿e spaæ, a muzyka wycisza. Wychodzimy tak¿e poza politechnikê. Zorganizowali¶my na przyk³ad w ko¶ciele ¶w. Mateusza wykonanie Oratorium liverpoolskiego Paula McCartneya, którego wys³ucha³o 2,5 tysi±ca osób, a wykonawców by³o oko³o 200, w tym akademicka orkiestra Hohschule z Ulm. Utworzyli¶my te¿ ostatnio akademick± orkiestrê politechniki. Mam nadziejê, ¿e to wszystko nadal bêdzie siê rozwija³o.
Ostatnio dosz³y jeszcze prowadzone przez Pana audycje radiowe na temat piosenki francuskiej.
– Od mniej wiêcej roku prowadzê je w naszym akademickim radiu „¯ak”. Pomaga mi i wspó³prowadzi studentka studiów francuskojêzycznych, o których tu mówili¶my, Kasia Trzos. Oboje kochamy tê muzykê. To s± comiesiêczne, godzinne audycje, podczas których opowiadamy o ¿yciu jakiego¶ wykonawcy, ilustruj±c to jego piosenkami. A zatem przygotowuj±c ka¿dy odcinek trzeba siê solidnie napracowaæ. Przedstawili¶my dot±d takich piosenkarzy, jak: Charles Aznavour, Edith Piaf, Yves Montand. Tematem najbli¿szej audycji bêdzie Jacques Brel.
To zadziwiaj±ce, ¿e po byciu naukowcem, rektorem, szefem KRPUT, cz³onkiem prezydium KRASP wystarcza Panu jeszcze czasu na tak intensywnie prze¿ywane pasje.
– Z trudem, ale znajdujê czas. To te¿ daje chwile odprê¿enia po dzia³alno¶ci organizacyjnej i rektorskiej.