Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Mona powrci do wczeniej obowizujcego u nas podziau na tytularn profesur nadzwyczajn i zwyczajn; obecnie s to jedynie stanowiska uczelniane, rnice si gwnie uposaeniem.

Poprawki do ustawy

Zbigniew Drozdowicz

Podane na stronie internetowej MNiSW propozycje zmian w Prawie o szkolnictwie wyszym traktuj jako zacht do dyskusji nad problemami rodowiska akademickiego w Polsce. Powiem od razu, e jedne z nich wygldaj obiecujco, natomiast inne budz moje wtpliwoci. Nie do koca jednak wiadomo, co si kryje za tymi oglnymi zaoeniami. By moe o to wanie chodzi, aby zostay one doprecyzowane i skorygowane w toku rodowiskowych dyskusji. W kadym razie tak odczytuj sformuowania zawarte w ostatnim punkcie tych zaoe. Ustosunkuj si tutaj tylko do niektrych propozycji.

Podniesienie jakoci ksztacenia

W „Zaoeniach” nadziej na jej podniesienie wie si gwnie z „penym dostosowaniem organizacji studiw do zasad Procesu Boloskiego”, z takimi jego elementami, jak: „ich trjstopniowo” (licencjat, magisterium, studia doktoranckie), „mobilno studentw i nauczycieli akademickich”, „zmiany w systemie studiw doktoranckich” oraz „promocja uczelni posiadajcych odpowiedni potencja dydaktyczny i naukowy”. Dzi najbardziej zaawansowana jest owa „trjstopniowo” – na ponad 120 kierunkw studiw tzw. jednolite studia magisterskie zachowane zostay jedynie na kilkunastu. Zapewne trzeba czasu, aby mona byo mwi o rzeczywistych zaletach tego systemu. Jego pierwowzr jest oczywicie amerykaski i tam generalnie si sprawdzi. Tyle tylko, e w Polsce – podobnie zreszt jak w wielu innych krajach europejskich – nie ma takiego, jak w USA zaplecza gospodarczego oraz mechanizmw, ktre sprawiaj, e na coraz wyszy szczebel ksztacenia przechodz stosunkowo najzdolniejsi, najpracowitsi, skonni do wielu wyrzecze studenci itp. Obawiam si, e bez tego zaplecza i tych mechanizmw wysze poziomy ksztacenia (ze studiami doktoranckimi wcznie) atwo mog si przeksztaci w przechowalnie dla tych, ktrzy nie potrafi lub nie chc sobie znale miejsca na rynku pracy i swj zasadniczy wysiek koncentruj na przeduaniu sobie beztroskiego dziecistwa.

Obawy i wtpliwoci nie mog oczywicie przysoni tego, e tzw. rednia statystyczna intelektualnej mobilnoci studentw jest u nas stosunkowo niska, co przy masowoci ksztacenia na poziomie wyszym (pod tym wzgldem dorwnujemy ju najbardziej rozwinitym krajom na wiecie) sprawia, e mury wyszych uczelni corocznie opuszczaj z dyplomem magistra (ale z niezbyt wysokimi kwalifikacjami) tysice absolwentw (i co musz w yciu robi). Ten sam problem jest zreszt z absolwentami studiw doktoranckich. Dotychczas byo tak, e studia te oznaczay minimum obowizkw w macierzystej uczelni i maksimum czasu na przygotowanie pracy doktorskiej. W efekcie w wielu uczelniach studia te koczy obron rozprawy doktorskiej mniej ni poowa doktorantw. W „Zaoeniach” proponuje si, aby „studia te uwaa za ukoczone, jeeli nastpia obrona doktoratu”. Jest to jaki pomys na podniesienie efektywnoci najwyszego stopnia ksztacenia akademickiego. W tym samym kierunku id zreszt wprowadzane przez uczelnie obligatoryjne zajcia dla doktorantw i rozliczanie ich w trybie egzaminacyjnym oraz powizanie systemu stypendiw doktoranckich z uzyskiwanymi na studiach wynikami.

Problem jest jednak bardziej zoony. Z moich wieloletnich obserwacji jako nauczyciela akademickiego (i czonka komisji rekrutujcej na studia doktoranckie) wynika, e grupa bardzo zdolnej modziey jest stosunkowo nieliczna, a tych, ktrzy gotowi s podj si trudu przygotowania rozprawy doktorskiej, jest jeszcze mniej. Trzeba zatem uruchomi mechanizmy wyawiania talentw, opieki naukowej nad nimi oraz takiej polityki kadrowej, aby wybitny doktorat otwiera furtk do dalszej pracy naukowej. Warto si przy tym przyjrze, jak to robi ci, ktrzy maj znaczce osignicia badawcze i wdroeniowe – nie tylko Amerykanie, ale take Niemcy (najzdolniejsi doktoranci zatrudniani s okresowo w uczelniach na czci etatu) czy Francuzi (funkcjonuje tam m.in. system grantw doktorskich). Istotne jest rwnie to, aby uczelnie byy zainteresowane pozyskiwaniem najbardziej uzdolnionej modziey, a zatrudniana w nich kadra nie obawiaa si tzw. modych−zdolnych, a take tych nie tyle bardzo modych, co bardzo zdolnych. Przy naszych realiach moe to wyglda na utopi, ale przecie w wielu krajach zachodnich si sprawdza.

Studia interdyscyplinarne

Cennym pomysem jest uruchomienie interdyscyplinarnych studiw doktoranckich. Wprowadzenie ich w ycie wymaga jednak zmian zarwno w ustawie o stopniach i tytule naukowym (w jej art. 13 mwi si, e „rozprawa doktorska (...) powinna stanowi oryginalne rozwizanie problemu naukowego lub artystycznego oraz wykaza ogln wiedz teoretyczn kandydata w danej dyscyplinie naukowej lub artystycznej”), jak te – co zdaje si by trudniejsze – w „wydeptanych” przez uczonych ciekach prowadzcych do doktoratu oraz w ich myleniu o tym, czym dzisiaj jest nauka i czym powinna by. Kopoty takiego interdyscyplinarnie zorientowanego doktoranta mog si zacz ju w momencie szukania promotora. Rzecz jasna, w rodowisku akademickim jest wielu specjalistw od rnych zagadnie, ale niewielu takich, ktrzy wychodz poza dyscyplin, w ktrej najpierw byli ksztaceni, pniej zdobywali swoje stopnie i tytuy naukowe, a na kocu uzyskali pozycj ekspertw.

Te i inne jeszcze przeszkody warto jednak pokona, bo formuowane pod adresem nauki zadania i oczekiwania coraz wyraniej wychodz poza poszczeglne dyscypliny badawcze (pokazuj to m.in. kolejne programy ramowe), a w samych badaniach szereg wanych problemw jest dzisiaj rozwizywanych z udziaem wybitnych specjalistw z rnych nauk. Nie sdz, aby jakiekolwiek studia doktoranckie mogy wyksztaci multispecjalist. Nie widz natomiast zasadniczych przeszkd, aby suchacze wspomnianych wyej studiw interdyscyplinarnych byli tak ksztaceni, aby mieli gruntowne przygotowanie w ktrej z tradycyjnych dyscyplin i co najmniej dobre rozeznanie w dyscyplinach pokrewnych.

Konsolidacja uczelni

W „Zaoeniach” ma ona zmierza do „tworzenia uniwersytetw nowych”. I ju zmierza do tego celu – czego potwierdzeniem jest powstanie w ostatnich latach kilku tzw. bezprzymiotnikowych i kilku przymiotnikowych uniwersytetw. Wiele wskazuje na to, e w najbliszym czasie dojdzie do prawdziwego „wysypu” tych drugich, bo szyld uniwersytetu jest dobrem podanym przez te uczelnie, ktre dotychczas byy „tylko” akademiami lub szkoami zawodowymi. W tym deniu do zmiany nazwy nie widz niczego zego – przeciwnie, wiadczy ono m.in. o dostosowywaniu si do regu rynkowych (dobra nazwa ma, oczywicie, swoj warto rynkow), a poza tym, jako kraj ze swoimi kilkunastoma uniwersytetami dosy marnie wygldamy na akademickiej mapie Europy (u naszego zachodniego ssiada jest ich ponad 100, a we Francji ponad 90). Problem jednak w tym, aby nie skoczyo si na zmianie szyldu lub – co gorsza – za t zmian nie poszy gwnie finansowe oczekiwania wobec kasy publicznej, natomiast w prowadzonych w tych nowych uniwersytetach badaniach i dydaktyce zmienio si niewiele. Tego obawiaj si rwnie autorzy „Zaoe”, ju w ich I punkcie mwi si wyranie o „promowaniu uczelni o najwikszym potencjale dydaktycznym i naukowym”, a w III m.in. o „dotowaniu uczelni na podstawie algorytmu promujcego jej osignicia jakociowe” oraz o „umacnianiu uczelni speniajcych najwysze standardy jakociowe”. Wniosek jest oczywisty: najwicej maj dosta uczelnie najmocniejsze naukowo i dydaktycznie, a pozostae powinny szuka dodatkowego finansowania w „rdach pozabudetowych” („fundusze UE, rodki z udziau w programach badawczych, rodki z prowadzenia studiw podyplomowych” itp.).

Teoretycznie wszystko si zgadza zarwno z rnego rodzaju prorozwojowymi strategiami (w tym ze Strategi Lizbosk), jak i elementarnym zdrowym rozsdkiem. Teoretycznie, bo w praktyce atwo si moe okaza, e strategie i zdrowy rozsdek musz zej na plan dalszy wobec „potrzeb poszczeglnych regionw” (mwi si o nich w pkt. II) czy rnego rodzaju grup i osb lobbujcych na rzecz swojego rodowiska. Mona oczywicie wprowadzi takie zapisy prawne, ktre utrudni owym lobbystom ycie, ale po pierwsze: czy jest na to polityczne przyzwolenie, a po drugie: czy nie naruszyyby one utrwalonych w naszym kraju oglnych zasad ycia politycznego, np. zasady, e zwycizca bierze wszystko (lub prawie wszystko) i oczywicie zawsze ma racj.

Zjawiska patologiczne

Temat rzeka. W pkt. IV „Zaoe” mwi si oczywicie tylko o niektrych – takich, jak „zlikwidowanie moliwoci uczynienia z uczelni niepublicznej przedmiotu obrotu handlowego” (bo niejedna z nich funkcjonuje dzisiaj nie tyle jako jednostka dydaktyczna czy tym bardziej naukowa, co „biznesowa”) czy „sprzedawanie prac dyplomowych i plagiaty prac dyplomowych (licencjackich i magisterskich), doktorskich i habilitacyjnych”.

Chciabym tutaj skupi si na wzmiankowanych w „Zaoeniach” recenzjach „koleeskich”. Nie bardzo rozumiem, dlaczego to okrelenie zostao wzite w nawias – przecie dosy dokadnie oddaje ono sens wiadczenia sobie usug i uprzejmoci wedug zasady: „ja napisz twojemu doktorantowi pozytywn opini, a ty odwdziczysz si pniej tym samym mojemu”, lub te: „na recenzentw prac habilitacyjnych naszych wsppracownikw i kolegw powoujemy tylko naszych kolegw lub ich kolegw”. Ma to uzasadnienie zwaszcza wwczas, gdy w gr wchodzi ocena pracy tak sabej, e publiczne ujawnienie jej saboci postawioby pod wielkim znakiem zapytania kwalifikacje jej promotora.

W ministerialnym dokumencie nie mwi si wyranie o sposobach eliminacji tej patologii. Zapowiadana jest w nim jedynie „zmiana zasad recenzowania prac doktorskich i habilitacyjnych” oraz „wzmocnienie pozycji Pastwowej Komisji Akredytacyjnej”. Nie ma natomiast ani sowa o Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytuu Naukowego. Jestem przekonany, e nie jest to niedopatrzenie, lecz swoiste votum separatum wobec CK. Powiem otwarcie: mam rwnie zastrzeenia do jej funkcjonowania, zwaszcza w okresie, gdy miaa pozycj gwnego decydenta o naukowym bycie lub niebycie tych osb ubiegajcych si o stopie doktora habilitowanego lub tytu profesorski, ktre ju po pozytywnej weryfikacji ich kwalifikacji w „jednostce organizacyjnej”, majcej uprawnienia do nadawania tego stopnia i wnioskowania o tytu, musiay czeka na decyzj CK. Ta moga by rna, bo jej opiniodawcy przynajmniej formalnie byli „niejawni”, swoje opinie przedstawiali stosunkowo nielicznemu gronu przedstawicieli rnych dyscyplin tworzcych tzw. sekcje, a ewentualne odwoania od negatywnych decyzji rozstrzygane byy przez te same osoby, ktre ju wczeniej uznay kwalifikacje „kandydata do...” za niewystarczajce. Ustawa o stopniach naukowych i tytule naukowym (z 14 marca 2003) wprowadzia pod tym wzgldem szereg istotnych i – w moim przekonaniu – pozytywnych zmian. Przede wszystkim „odtajnia” owych opiniodawcw CK oraz naoya na nich obowizek przedstawienia ich opinii radzie naukowej „jednostki organizacyjnej”, w ktrej prowadzone jest postpowanie o nadanie stopnia doktora habilitowanego lub tytuu profesorskiego. Oznacza to m.in., e opinie te musz by gruntownie uzasadnione, a „kandydat do...” ma moliwo ustosunkowania si do zarzutw (i przekonania rady, e jednak racje s po jego stronie).

Te zmiany w funkcjonowaniu CK uwaam za wane, ale niestety niewystarczajce do zapewnienia wysokiego poziomu merytorycznego recenzji habilitacyjnych i profesorskich. Kolejnym krokiem powinno by przeksztacenie CK w grono ekspertw nie tyle opiniujcych dorobek naukowy i artystyczny „kandydatw do...”, co wyznaczajcych oglne kierunki polityki kadrowej wyszych uczelni, kontrolujcych zgodno procedur awansowych z istniejcymi w tej kwestii regulacjami prawnymi, wskazujcych specjalistw (rwnie zagranicznych) mogcych obiektywnie oceni ten dorobek itd. W szczeglnych przypadkach opiniodawcami w procedurach awansowych mogliby by czonkowie CK, ale powinno to stanowi wyjtek. Trudno bowiem wymaga, aby te dwie czy trzy osoby reprezentujce w poszczeglnych sekcjach dan dyscyplin byy specjalistami od tego wszystkiego, co jest w niej nowatorskie i wartociowe lub te – jak mwi ustawowy zapis – „stanowi znaczny wkad autora w rozwj okrelonej dyscypliny naukowej lub artystycznej”. Jeli zmiany w funkcjonowaniu CK nie pjd w tym kierunku, to moe sta si tak, e jej zadania przejmie jaka inna komisja (by moe wanie PKA).

W kadym razie warto mie taki centralny organ kontrolny i decyzyjny, bo dosy skutecznie moe on utrudni ycie owym „kolegom” i „kolegom kolegw”. Istniej one zreszt rwnie w krajach o dugiej tradycji akademickiej (we Francji rol tak peni Narodowa Rada Uniwersytetw, a we Woszech i w Wielkiej Brytanii Krajowe Rady Uniwersyteckie). Warto rwnie zachowa z obecnych regulacji prawnych to, co si sprawdzio w akademickich procedurach awansowych (np. obligatoryjne powoywanie przez CK tzw. recenzentw zewntrznych). Doprecyzowania wymagaj w nich natomiast takie okrelenia, jak: „znaczny dorobek naukowy lub artystyczny” (przy habilitacji) czy „powane osignicia dydaktyczne” (przy tytule profesorskim). Wprawdzie CK na swojej stronie internetowej podaje ich wykadnie, ale nie ma to mocy prawnej i w praktyce jest tak, e dla jednych „kandydatw do...” oznacza to kilkanacie publikacji o zasigu krajowym, dla innych natomiast kilkadziesit (z tego cz w wydawnictwach zagranicznych). Widz rwnie potrzeb zmiany w funkcjonowaniu „komisji ds...”, powoywanych w uczelniach do wszczcia procedury habilitacyjnej lub o nadanie tytuu. By moe nie powinny to by komisje uczelniane, lecz midzyuczelniane, tak jak ma to miejsce np. we Francji (komisja ds. habilitacji skada si tam z 7 osb, z czego 4 musz by z uczelni innych ni kandydat). Przy obecnie obowizujcych u nas regulacjach prawnych (i rodowiskowych zwyczajach) jest tak, e do recenzentw trafiaj niejednokrotnie takie wnioski awansowe, ktre powinny zakoczy swj „ywot” ju na etapie wstpnym.

Kierunki studiw

By moe si myl, ale mam wraenie, e jestemy absolutnym rekordzist w Europie pod wzgldem liczby kierunkw studiw. W Zaczniku do rozporzdzenia Ministra... (z 13 czerwca 2006) jest ich 118, a na stronie internetowej PKA znajduje si dodatkowych 12. Nazywane s tam „nowymi kierunkami studiw w uczelniach”, ale co to jest za nowo, skoro znajduj si wrd nich akustyka, religioznawstwo czy filologia angielska. Mona si zreszt spodziewa, e ta lista w niedugim czasie wzbogaci si o kolejne pozycje (np. o jakie „eko...”, „info...” czy „bio...”), bo posiadanie „wasnego” kierunku jest dobrem podanym przez grupy tych specjalistw, ktrzy ju na tyle usamodzielnili si naukowo, e chcieliby mie rwnie samodzielno dydaktyczn w swojej uczelni. Mona oczywicie zapyta: a co w tym zego? Czciowo odpowiada si na to pytanie w „Zaoeniach” – w pkt. VI stwierdza si m.in., e ta dua „liczba nazw kierunkw studiw” z jednej strony „ogranicza dostp do zatrudnienia ich absolwentom”, natomiast z drugiej utrudnia „uczelniom o najwyszym potencjale naukowym i badawczym prowadzenie studiw na podstawie indywidualnych programw studiw” (chyba tak to naley rozumie). Dopowiem, e ogromna presja na ministerialnych decydentw, aby dopisywa do listy kolejne pozycje, rozmija si nie tylko z wymaganiami rynku pracy czy oczekiwaniami studiujcej modziey, ale take z wystpujc w dzisiejszej nauce tendencj do interdyscyplinarnoci. Rozmija si ona oczywicie rwnie z tym, co obowizuje w krajach Europy Zachodniej (np. we Francji, przy jej ogromnym potencjale akademickim, kierunkw studiw jest ok. 70).

Skrcenie drogi awansu

Ten punkt „Zaoe” wzbudza zapewne najwiksze nadzieje tych doktorw habilitowanych, ktrzy swj ostatni awans maj ju dawno za sob, ale przy obecnie obowizujcych wymaganiach uzyskanie tytuu profesorskiego jest dla nich wielk niewiadom. Powiem jednak otwarcie (naraajc si zapewne tym osobom), e jest to punkt, ktry wzbudza moje najwiksze obawy i wtpliwoci. Mam nadziej, e nie chodzi tutaj o „automatyczne” rozdanie wszystkim doktorom habilitowanym tytuu profesorskiego. Stanowioby to bowiem nie tylko jego deprecjacj czy wrcz omieszenie obowizujcych w tym zakresie wymaga, ale take „rozgrzeszenie” osb, ktre po uzyskaniu habilitacji albo przeszy w stan „naukowego spoczynku”, albo te jedynie symbolicznie zaznaczaj swoj obecno w yciu akademickim. Trzeba jednak co tutaj zmieni. Za rozwizanie najgorsze uwaam pozostanie przy obecnie obowizujcych regulacjach. Oznaczaoby to, e grupa osb z tytuem profesorskim jest coraz starsza i (w sposb naturalny) coraz mniej liczna, a ci wzgldnie modzi doktorzy habilitowani, ktrzy maj ju spore osignicia i chce si im jeszcze co zrobi w nauce i nauczaniu, s coraz liczniejsi i coraz bardziej sfrustrowani (bo albo nie maj tzw. ksiki profesorskiej, albo „profesorskiego doktora”).

Rozwiza tego problemu moe by wiele. Mona np. powrci do wczeniej obowizujcego u nas podziau na tytularn profesur nadzwyczajn i zwyczajn; obecnie s to jedynie stanowiska uczelniane, rnice si gwnie uposaeniem. Od tytularnego profesora nadzwyczajnego mona byoby np. wymaga udokumentowanego publikacjami w liczcych si wydawnictwach dorobku naukowego (a w naukach humanistycznych rwnie „ksiki profesorskiej”), ale ju nie – wypromowanego doktora. Natomiast od profesora zwyczajnego zarwno owego dorobku, jak i „posiadania powanych osigni dydaktycznych, w tym w ksztaceniu kadry naukowej lub artystycznej”, a ponadto funkcjonowania w „midzynarodowym towarzystwie” (udokumentowanego publikacjami zagranicznymi, udziaem w midzynarodowych grantach badawczych, konferencjach itp.). Rzecz jasna, doktor habilitowany speniajcy oba wymagania mgby od razu ubiega si o tytu profesora zwyczajnego.

Mona jednak pj jeszcze dalej w rnicowaniu profesury i wprowadzi kolejne kategorie profesorw. Np. (wzorujc si na Niemczech) wprowadzi tzw. profesur juniorsk albo (wzorem Woch) przyj pi kategorii profesorw (poczynajc od profesora „pierwszego poziomu”), albo te (wzorem Francji) przyj podzia zarwno na profesorw okrelonej klasy (w tamtejszych uniwersytetach dziel si oni na trzy klasy), jak profesorw rnych szczebli (w kadej z klas jest ich kilka). Rzecz jasna, mona rwnie wypracowa jakie wasne, cakowicie oryginalne rozwizanie. Wane jest, aby dziaao ono motywujco do pracy naukowej i dydaktycznej oraz stanowio skuteczn barier zarwno dla koleeskiego wiadczenia usug i uprzejmoci, jak i rozdawnictwa.

Prof. dr hab. Zbigniew Drozdowicz, historyk filozofii, pracuje w Instytucie Filozofii UAM w Poznaniu.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje