„Forum Książki”
nr 2 (40) / 2007

Cała Polska czyta śmiecie

Książkę dla dzieci wydają już teraz bez żenady przedsiębiorstwa handlowo−usługowe, które nie mają nic wspólnego z wydawnictwami. Ktoś nieudolnie kleci częstochowskie rymy lub niewydarzoną prozę. Ktoś inny równie nieudolnie próbuje to ilustrować. Przecież każdy może napisać książkę, a obrazki – co za problem? Błędy językowe, koszmarne rysunki bezczelnie wciska się dzieciom. I ktoś to, niestety, kupuje. Mam kilka takich książek, mój synek dostał je w prezencie. Gdy przychodzi do mnie z jedną z nich, czytając koryguję błędy albo próbuję improwizować. Świetne ćwiczenie, tylko po co?

Z drugiej strony, taka sytuacja: Chciałem kupić książki na wakacje parze młodszych nastolatków. Przeczytałem o tytułach wyróżnionych kilka miesięcy wcześniej ważnymi w tej dziedzinie nagrodami (Nagroda IBBY, Nagroda Świat Przyjazny Dziecku, Nagroda Duży Dong i Mały Dong, Dziecięcy Bestseller Roku, Nagroda im. Astrid Lindgren i inne). Wypisałem sobie sześć pozycji, pobiegłem do świetnie zaopatrzonej księgarni, przeszukałem ścianę regałów, nie znalazłem nic. Z tych sześciu tytułów, księgarka słyszała o dwóch, ale nie miała żadnego. Proponowała mi w zamian lektury o marnej wartości, które wstydziłbym się podsuwać młodzieży.

Jaką wartość mają nagrody, jeśli nie interesują księgarzy? Jak działają wydawnictwa, jeśli nie dostarczają na rynek nagrodzonych tytułów nawet w okresie przedwakacyjnym? Czy nikogo już nic nie obchodzi? Dlatego, zgodnie z prawem Kopernika, oficyny wydawnicze wypierane będą z rynku przez przedsiębiorstwa handlowo−usługowe. Tak jak księgarnie wypierane są przez supermarkety.

Grzegorz Filip