Nikt, kto patrzy na otrzymany rachunek za gaz albo prąd, nie myśli o modelach ekonomicznych. Tymczasem to one mogą determinować wysokość opłat – o praktycznych aspektach badań w naukach społecznych pisze dr Jakub Sokołowski, adiunkt na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego i ekonomista Instytutu Badań Strukturalnych.
Badania ekonomiczne w potocznym odbiorze kojarzą się z abstrakcyjnymi modelami i wskaźnikami. Nikt, kto patrzy na swój rachunek za gaz albo prąd, nie myśli o modelach, które mogą determinować wysokość tych opłat. A jednak – to właśnie np. modele mikrosymulacyjne, oparte na Badaniu Budżetów Gospodarstw Domowych, determinują to, kto, w jakiej wysokości i kiedy dostanie wsparcie na opłaty rachunków. To jeden z przykładów realnego wpływu badań ekonomicznych na domowe budżety.
Przełożenie badań na politykę publiczną dokonuje się np. przez reguły, które zawarte są w dokumentach strategicznych, projektach ustaw i programach wsparcia. Efekt jest trudny do zauważenia z perspektywy pojedynczego obywatela, ale bywa bardzo konkretny. Dobrą ilustracją są projekty realizowane ostatnio na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego (we współpracy z Instytutem Badań Strukturalnych i Szkołą Główną Handlową), dotyczące jednego z najważniejszych wyzwań polskiej polityki klimatycznej: jak wprowadzić nowy system handlu emisjami (ETS2) w sposób społecznie akceptowalny i jak zaprojektować ochronę dla gospodarstw domowych najbardziej narażonych na wzrost cen energii.
Nowy podatek i mechanizm osłonowy
ETS2 to nowy unijny system handlu uprawnieniami do emisji, obejmujący paliwa używane w budynkach i transporcie drogowym. Powstał dlatego, że sektory budynków i transportu drogowego – w przeciwieństwie do energetyki czy części przemysłu – dekarbonizują się zbyt wolno. To obszary o ogromnej skali i rozproszeniu: zależą od milionów codziennych decyzji gospodarstw domowych i firm, a jednocześnie pozostają silnie uzależnione od paliw kopalnych i ich importu, co zwiększa wrażliwość na wahania cen i ryzyka geopolityczne. Spalanie węgla, gazu i paliw silnikowych przekłada się też bezpośrednio na smog i koszty zdrowotne, a w szerszej perspektywie – na emisje gazów cieplarnianych i nasilanie zmian klimatu.
ETS2 ma wprowadzić w tych sektorach bodziec ekonomiczny: im więcej emisji w paliwach, tym wyższy koszt, co powinno przyspieszać oszczędzanie energii i przechodzenie na czystsze technologie. Mechanizm działa następująco: dystrybutorzy paliw kupują uprawnienia do emisji, zaś ich koszt w znacznym stopniu przenosi się na ceny energii, a w konsekwencji na rachunki za ogrzewanie. System ma zacząć obowiązywać od 2028 roku. W odpowiedzi na obawy o regresywność tej opłaty (czyli fakt, że osoby z niskimi dochodami mogą zapłacić więcej, niż osoby bogatsze), Unia Europejska utworzyła Społeczny Fundusz Klimatyczny (SFK). Zadaniem tego mechanizmu jest finansowanie zarówno bezpośrednich osłon dochodowych, jak i inwestycji obniżających zużycie energii, przede wszystkim termomodernizacji budynków i wymiany źródeł ciepła.
Polska jest największym beneficjentem SFK w całej Unii – otrzyma niemal 20% funduszu, czyli ponad 10 mld euro (ok. 45 mld zł) na lata 2027–2032 (Fundusz zacznie działać rok przed ETS2). Wynika to ze skali wyzwań: polskie gospodarstwa domowe wciąż w dużym stopniu ogrzewane są węglem i gazem, co oznacza wysokie emisje, zanieczyszczenie powietrza i silną ekspozycję na wzrost cen paliw kopalnych. To też sprawia, że Polska jest naturalnym miejscem do badania skutków polityki klimatyczno-społecznej. Wyniki polskich analiz mogą być użyteczne dla innych krajów UE stojących przed podobnymi wyzwaniami.
Spór o kolejność działań
Dzięki badaniu możemy prześledzić, jak różne decyzje o wydatkowaniu dochodów z ETS2 wpływają na skalę ubóstwa energetycznego w kolejnych latach. Badanie opiera się na mikrosymulacji na reprezentatywnej próbie ponad 27 tys. rodzin w Polsce z Badania Budżetów Gospodarstw Domowych i scenariuszach transformacji energetycznej z Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu.
Wraz z Markiem Antosiewiczem (SGH, Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami) porównaliśmy trzy ścieżki: scenariusz bazowy (ETS2 bez uruchomienia SFK), wariant transferowy (bezpośrednie świadczenia pieniężne dla wrażliwych gospodarstw) oraz wariant inwestycyjny (środki przeznaczone na termomodernizację i elektryfikację ogrzewania). Skutki mierzone są wskaźnikiem Wysokie Koszty Niskie Dochody identyfikującym gospodarstwa, w których jednocześnie niskie dochody spotykają się z wysokimi kosztami energii.
Wyniki ujawniają lukę między kosztami a korzyściami obu strategii. W scenariuszu bazowym (bez żadnych osłon) w 2028 roku 10,5% polskich gospodarstw domowych znajdzie się w ubóstwie energetycznym. Transfery działają natychmiast: już w pierwszym roku obniżają wskaźnik gospodarstw domowych w ubóstwie energetycznym o około 40 tysięcy. Inwestycje natomiast nie neutralizują początkowego szoku – są wolniejsze, bo zależne od tempa realizacji modernizacji, ale po kilku latach przynoszą trwalszy efekt. W 2030 r. wskaźnik ubóstwa energetycznego wynosi ok. 9,7% w wariancie inwestycyjnym, 9,8% w transferowym i 10,1% w scenariuszu bazowym. Po 2032 r. korzyści z inwestycji narastają jeszcze silniej, podczas gdy efekt transferów stopniowo słabnie.
Nasze badanie ujawnia istotne zróżnicowanie geograficzne i mieszkaniowe. Transfery lepiej chronią mieszkańców budynków wielorodzinnych w miastach, natomiast inwestycje przynoszą większe i trwalsze korzyści na wsi i w domach jednorodzinnych, gdzie dominuje ogrzewanie węglowe i gdzie wymiana pieca na pompę ciepła daje najsilniejszy efekt strukturalny.
Najważniejszy wniosek dla polityki publicznej jest sekwencyjny: optymalna strategia to „transfery najpierw, inwestycje zawsze”. Hojne, celowane świadczenia na starcie budują akceptację społeczną i chronią najbardziej wrażliwych, a równolegle uruchomiony i rosnący strumień inwestycji stopniowo zmniejsza samą ekspozycję na ceny energii.
Model tworzy ramy programu
Przełożenie powyższych wyników na konkretny program wsparcia zaczęliśmy od oszacowania kosztów ponoszonych przez gospodarstwa domowe. W latach 2028–2032 wydatki na energię wzrosną o 400–800 zł rocznie w gospodarstwach jednoosobowych i o 600–1800 zł w wieloosobowych. Następnie pokazaliśmy przestrzeń finansową SFK: ok. 45 mld zł, z czego – przy regulacyjnym limicie 37,5% – ponad 15 mld zł może trafić na transfery bezpośrednie, a pozostałe 30 mld zł na inwestycje.
Wyniki badań bezpośrednio zasilały prace nad polskim Społecznym Planem Klimatycznym – dokumentem, który określi, w jaki sposób Polska wyda środki z SFK. To nie jest wpływ hipotetyczny: konkretne progi dochodowe, kwoty wsparcia i zasady harmonogramowania, wypracowane na podstawie modeli mikrosymulacyjnych, trafiły do dokumentów konsultacyjnych przygotowywanych przez administrację rządową.
Dodatkowo, badania porządkują debatę o ETS2, przesuwając ją z abstrakcyjnej dyskusji o cenie uprawnień do emisji na rozmowę o dystrybucji kosztów: kto ponosi ciężar, kiedy i w jakiej skali. Ma to bezpośrednie znaczenie dla legitymizacji polityki klimatycznej. Jeśli koszty ETS2 są widoczne natychmiast, a korzyści z inwestycji pojawiają się z kilkuletnim opóźnieniem, rośnie ryzyko sprzeciwu społecznego. Badania dostarczają argumentów za takim sekwencjonowaniem polityki, które minimalizuje to ryzyko.
Po drugie, dostarczyliśmy konkretnych rozwiązań wdrożeniowych, progów, kwot i liczby beneficjentów, czyli dokładnie tych parametrów, od których zależy, czy osłony są realnie dostępne dla wrażliwych gospodarstw. To przykład badań ekonomicznych, które przechodzą pełną drogę: od modelu po projekt programu do wdrożenia.
Po trzecie badania tworzą ramy, które mogą wykorzystać również aktorzy rynkowi. Jeśli inwestycje mają ruszyć przed wejściem ETS2, a transfery amortyzować pierwsze lata szoku cenowego, to rośnie przewidywalność popytu na termomodernizację i wymianę źródeł ciepła. Jest to wpływ „drugiego rzędu”: nie pojedyncze wdrożenie, lecz stworzenie warunków, w których gospodarstwa domowe mogą podejmować decyzje modernizacyjne bez nadmiernego ryzyka ekonomicznego.
Społeczny wpływ badań
Badanie pokazuje, że ekonomia – jako nauka społeczna – ma bardzo duży potencjał wdrożeniowy. Potrafi przełożyć intencję („transformacja energetyczna ma być sprawiedliwa”) na reguły działania: kto ma dostać wsparcie, w jakiej wysokości, kiedy i w jakiej kombinacji z inwestycjami. W codziennym życiu efekt tych badań nie pojawia się jako „wniosek z artykułu naukowego”, tylko jako decyzja, która zmienia rachunek za ogrzewanie, umożliwia dostęp do osłony dochodowej lub przyspiesza modernizację domu.
Jakub Sokołowski
Autor specjalizuje się w badaniu społecznych skutków zmian klimatu i transformacji energetycznej, nierówności, ubóstwa i ewaluacji polityk publicznych
Sztuczne OZE niewątpliwie ma wpływ na portfele mieszkańców Ziemi, i lokalne warunki klimatyczne i pogodowe, wpływ negatywny. Naturalne i w jakimś stopniu odnawialne źródła energii to gaz ropa węgiel, drewno. Tej zimy się utwierdziłem w tym przekonaniu. A też jestem ekonomistą. Ziemia potrzebuje więcej CO2.
A czy badacz skutków zmian klimatu zna bilans cieplny powierzchni czynnej ziemi. Gdyby znał to może by wspomniał jak ciało doskonale czarne pochłania promieniowanie, i ile ciepła produkuje i ile do zmiany klimatu wnosi, a ile użytecznego w postaci podgrzania wody czy z fotowoltaiki energii elektrycznej. Na dodatek wiatraki super mieszają powietrze i zmagają podnoszenie temperatury z tych czarnych pokryć, które mamy wszędzie jako OZN. Pan Bóg znał prawa i wiedział po co jest zielone i świat roślin i po co jest CO2, a my tu na siłę, zamiast redukcji CO2 przez rośliny to my czarnymi pokryciami i wiatrakami mieszamy i klimat zmieniamy. Tym co nie wiedzą jak dział wiatrak, to niech spróbują skierować na ciepły kaloryfer i zobaczyć czy będzie cieplej w mieszkaniu, czy zimniej. Oczywiście ktoś powie, że wiatrak daje odczucie chłodu gdy staniemy pomiędzy wiatrakiem a kaloryferem, ale dlaczego w mieszkaniu temperatura się podnosi, jak kaloryfer będzie cały czas grzał i wiatrak dmuchał na niego, tak jak to grzeje słońce w dzień a wiatrak kręcił się i miesza powietrze ogrzane przez ciała czarne ze słynnych OZE. Już kiedyś betonowali gdzie się da i wodę do gleby blokowali, a dziś chcą pokryć czarnym szaleństwem bo OZE, a nie znają praw fizyki i co to jest ciało czarne. Spróbujcie z czarnym materiałem w słońcu, a ugotujecie się i może zmądrzejecie, że te OZE to nie takie fajne i trzeba mieć na uwadze, że zielone rośliny potrzebują CO2, a nie tylko wzrostu temperatury od czarnego ciała.