Aktualności
Sprawy nauki
01 Lipca
Fot. Małgorzata Dymowska
Opublikowano: 2026-07-01

Kogo karze polski system ewaluacji działalności naukowej?

Nie jest zaskoczeniem, że im lepiej dofinansowana jednostka, tym bardziej znaczące efekty pracy naukowej. Kiedy przyjrzeliśmy się polskim zespołom, okazało się, że „robimy cuda”, biorąc pod uwagę budżet przeznaczony na badania. Ten tort, przy którym wszyscy stoimy, jest po prostu za mały – mówi prof. dr hab. Robert Musioł, ekspert Komisji Ewaluacji Nauki i dyrektor Instytutu Chemii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

W oczekiwaniu na wyniki ewaluacji za lata 2022–2025 publikujemy (za zgodą redakcji) rozmowę z prof. Robertem Musiołem, ekspertem KEN i dyrektorem Instytutu Chemii Uniwersytetu Śląskiego, która ukazała się w ostatnim numerze „Gazety Uniwersyteckiej”. Wywiad przeprowadziła Małgorzata Kłoskowicz.

Czy podziela pan opinię środowiska akademickiego, że choć ewaluacja działalności naukowej uczelni i instytutów badawczych jest potrzebna, to jej obecna forma ma zbyt wiele wad?

Zacznę od tego, dlaczego forma oceny, o której pani wspomina, jest niezbędna. Dzięki niej chcemy sprawdzić, jak wydawane są publiczne pieniądze przeznaczone na naukę. Jej potrzebę dostrzegają zarówno środowisko akademickie, jak również Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. To niejedyny zgodny punkt. Obie strony sygnalizują także potrzebę zmian. Wiele wskazuje na to, że zaproponowana kilka lat temu metoda ma sporo wad. Nie można obok tej metody przejść obojętnie, ponieważ wyniki ewaluacji mają realny wpływ na finansowanie uczelni i instytutów badawczych. Jej wyniki wpływają też na uprawnienia: do prowadzenia studiów i szkół doktorskich oraz do nadawania stopni i tytułów. Są również ważne w kontekście przyznawanej kwoty subwencji, a więc pieniędzy otrzymywanych z budżetu państwa, dzięki którym uczelnie i instytuty mogą się rozwijać.

Może wobec tego ministerstwo mogłoby przychylić się do głosów, które mówią, że wyniki ewaluacji powinny mieć charakter wyłącznie informacyjny, bez realnego wpływu na subwencję czy przyznawane uprawnienia?

Zadałbym jednak pytanie, jakie informacje chcielibyśmy dzięki tej ocenie otrzymać. Faktem jest, że tam, gdzie na naukę przyznawane są wyższe środki finansowe, również efekty są bardziej znaczące i przesądzają o wysokim miejscu w rankingach, nie tylko polskich. To tam, mówiąc potocznie, dostajemy „lepszą naukę”, czyli publikacje w bardziej prestiżowych czasopismach naukowych, więcej znaczących grantów, ale też większą liczbę osób studiujących. Także wpływ na otoczenie społeczne okazuje się nagle bardziej zauważalny.

Zespół prof. Jarosława Polańskiego z Instytutu Chemii w ramach eksperymentu sprawdził kiedyś korelację pomiędzy liczbą publikacji w „Nature” a budżetami jednostek, z których pochodzili autorzy artykułów. Nie jest zaskoczeniem, że im lepiej dofinansowana jednostka, tym bardziej znaczące efekty pracy naukowej. Kiedy przyjrzeliśmy się polskim zespołom, okazało się, że „robimy cuda”, biorąc pod uwagę budżet przeznaczony na badania. Ten tort, przy którym wszyscy stoimy, jest po prostu za mały.

Przeprowadzana w 2026 roku ewaluacja działalności naukowej obejmuje lata 2022–2025. Rewolucji nie będzie?

Trzeba być ostrożnym. Aby działalność naukowa w ogóle była mierzalna, potrzebne są kryteria i parametry, ale w obecnej formie one nie są, mówiąc delikatnie, idealne. Pojawia się tu słowo klucz: „bodziec”, który sprawia, że jednostki podejmują działania, aby uprawiać jeszcze lepszą naukę. Tylko czym jest ta „lepsza” nauka? Z jednej strony ewaluacja powinna być przewidywalna, z drugiej – jeśli znany jest algorytm – na uczelniach mogą być podejmowane nie zawsze etyczne działania, które służą wyłącznie otrzymaniu określonej oceny. Można chociażby manipulować składami zespołów, sztucznie zwiększać liczbę publikacji. Dlatego w mojej ocenie ewaluacja w obecnym kształcie promuje przeciętność, wspiera osoby o mocno średnich wynikach.

Jeśli miałby pan opisać uniwersytet, który spełnia kryteria ewaluacji w obecnej formie, jakich słów by pan użył?

To wybijający się „średniak”. Gdybym był bezdusznym menadżerem, sprawdziłbym wyniki i zaczął od… zwolnienia 30% osób, bo taka decyzja pozwoliłaby osiągnąć lepsze miejsce w rankingu. Wydaje mi się, że zmiany, które przybliżałyby nas do wizji uczelni spełniającej kryteria ewaluacji w obecnej formie, oddalają nas od Humboldtowskiego modelu uniwersytetu, gdzie uczy się poprzez uprawianie nauki. To nie tylko ścisłe powiązanie badań z nauczaniem, lecz także świadomość czasu potrzebnego na rozwiązywanie problemów. To, co dzieje się dziś, może przynieść wymierne efekty dopiero za parę lat. Tymczasem w obecnej formie oceny chcemy dobrej nauki, ale po równo od każdego w określonym, krótkim czasie. To mi się bardzo nie podoba.

Dlaczego wysiłki, które podejmujemy, aby zadbać o wysoki wynik ewaluacji, nie powodują przesuwania się polskich uczelni w rankingach międzynarodowych?

Próbując spełnić określone kryteria, przestajemy wspierać osoby wybitne, a to ich osiągnięcia premiowane są w międzynarodowych rankingach. Nobliści miewali długie przerwy w publikacjach. Jeśli przyjrzymy się laureatom Nagrody Nobla z chemii w 2024 roku, zauważymy, że nie zawsze publikowali w czasopismach chemicznych i mam wątpliwości, czy wypełniliby wszystkie sloty. W efekcie w Polsce zatrudniająca ich uczelnia mogłaby dostać… karę. Nie tędy droga. Spójrzmy na historię najwybitniejszych postaci nauki – ile czasu potrzeba na badania prowadzące do przełomowych odkryć? Jak to mierzyć? Jaką rolę odgrywa tu przypadek? A jaką pieniądze przeznaczone na badania?

Czy przy planowaniu długofalowej strategii uczelni to właśnie ewaluacja powinna być głównym punktem odniesienia, czy może jednak ważniejsze są prestiżowe rankingi międzynarodowe?

Odpowiem z perspektywy dyrektora Instytutu Chemii. Kryteria ewaluacji są ważne, ale nie można zaniedbywać długofalowej strategii rozwoju dyscypliny. Sprawdzaliśmy, jaką wartość w ewaluacji mają topowe czasopisma. Ciekawym przykładem jest „Nature Reviews Chemistry”, za które można otrzymać „tylko” 70 pkt. Tymczasem w naszym instytucie publikacja we wspomnianym czasopiśmie zdarza się raz na kilka lat! W takich przypadkach mówię pracownikom, że jeśli mają wypełnione sloty, powinni skoncentrować się na własnej karierze naukowej i publikować tam, gdzie uznają za słuszne. Tym samym pracujemy nie tylko na kategorię przyznawaną w ramach ewaluacji działalności naukowej, ale też na to, aby nasz instytut był rozpoznawalny na arenie międzynarodowej. Liczy się jakość. Powtarzam więc pracownikom: starajmy się robić to, co potrafi my najlepiej. A wynik oceny? Cóż, będzie sprawiedliwy, ponieważ odzwierciedli to, co rzeczywiście zrobiliśmy. Moja filozofia jest więc bardzo prosta: róbmy naukę najlepiej, jak umiemy, wtedy będziemy w niej dobrzy, niezależnie od rankingów.

Od grudnia 2025 roku pełni pan rolę eksperta Komisji Ewaluacji Nauki. Jak wygląda praca eksperta „od kuchni”?

Mówimy o procesie wieloetapowym. Najprostsze jest pierwsze kryterium, czyli dorobek publikacyjny, gdzie automatyka systemu wykonuje za nas większość pracy. My sprawdzamy tylko tematy sporne, budzące wątpliwości. Przykładem może być sprawdzenie, czy wykazane publikacje pokrywają się z okresem zatrudnienia pracownika na uczelni lub w instytucie badawczym. Kryterium drugie, czyli efekty finansowe badań naukowych i prac rozwojowych, również nie jest skomplikowane, bo przelicza na punkty pozyskane środki w ramach projektów finansowanych w trybie konkursowym, komercjalizacji wyników badań naukowych lub prac rozwojowych oraz usług badawczych. Choć w tym przypadku trzeba uważać na to, jakie przychody można uznać w tej kategorii. Nie wliczają się m.in. środki pozyskane ze zleceń wykonania ekspertyz przez jedną uczelnię dla drugiej.

Inaczej wygląda analiza trzeciego kryterium – wpływu społecznego. Ma ono charakter uznaniowy i budzi najwięcej pytań. Oceniamy, czy istnieją dowody wpływu i czy są one odpowiednio zdefiniowane. To czysta ocena ekspercka oparta na doświadczeniu i wiedzy. Przygotowując się do pełnienia tej roli, zapoznawałem się z ocenami innych ekspertów dokonanymi w ramach poprzedniego procesu ewaluacji. Nie ukrywam, że niektóre oceny były dla mnie zaskoczeniem. Taki system, przy niewielkiej liczbie działań, jakie można zgłosić w tym kryterium, może dawać niesprawiedliwie zero-jedynkowy wynik. W przypadku trzeciego kryterium mamy też wiele interesujących wątków. Na przykład w kontekście wpływu społecznego zadałbym sobie pytanie, czy większe znaczenie ma ogromny wpływ lokalny, czy może mniejszy, ale za to na skalę globalną? Kwestia ta wydaje się istotna w kontekście oceny badań prowadzonych w tak specyficznym regionie, jakim jest Śląsk – w miejscu ogromnych transformacji. Dla milionów mieszkających tu osób nasze badania mogą mieć znaczenie, ale niekoniecznie przekłada się to na wpływ światowy.

Myślę, że warto również dodać, że nasza praca jako ekspertów kończy się rekomendacjami. To nie my podejmujemy ostateczną decyzję, lecz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które może, choć nie musi zgodzić się z naszą oceną uczelni czy instytutu badawczego.

Nie milkną głosy środowiska akademickiego na temat ewaluacji. Spytam przekornie: czy dostrzega pan w obecnej jej formie jakieś zalety?

Zaryzykuję twierdzenie, że ten system nie jest zły jako punkt wyjścia i prowokacja do dyskusji. Optymizmem napawa fakt, iż wyniki ewaluacji w dużej mierze znajdują odzwierciedlenie w faktycznej, wysokiej jakości naukowej jednostek uznawanych za wiodące. Trzeba jednak zmodyfikować metodę, wzbogacić ją o dodatkowe parametry, np. wskaźnik rozpoznawalności naukowców. Co więcej, należy na to wszystko raz jeszcze spojrzeć z perspektywy różnych dyscyplin, pamiętając, że manipulowanie kryteriami w celu wyrównywania szans prowadzi do skłócenia środowiska akademickiego. Wiele też powiedziano już o liście czasopism – że jest nieaktualna i że sposób jej przygotowania budził sporo wątpliwości. Mimo tak wielu głosów odnoszę wrażenie, że nie będzie łatwo sobie z tym wszystkim poradzić. Jak już pani wspomniała, komentarzy jest wiele, są uwagi Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich, rekomendacje, konsultacje, a minister zapewnia, że nas słucha. Ja wierzę w to, że obie strony dążą do tego samego, a więc do lepszej jakości nauki w naszym kraju. Doceniam też, że nie wprowadzamy zmian „na już”, że nie ma kolejnej rewolucji, lecz jednocześnie z perspektywy osób zatrudnionych na uczelni można odnieść wrażenie, że tych zmian nie ma w ogóle…

Może poza tymi, które są efektem samego procesu ewaluacji. W jaki sposób wpłynęła ona na pana jako naukowca i dyrektora jednostki, która przecież także jest poddawana ocenie?

Na pewno dołożyła mi mnóstwo pracy. Nie ukrywam, że miałem momenty, gdy myślałem, że robimy to wszystko po nic. Z jednej strony „gonimy” punkciki, żeby osiągnąć pewien (jaki tak naprawdę?) poziom. Zadawałem sobie pytanie, czy w tej gonitwie chodzi jeszcze o naukę. Z drugiej – jak już wspomniałem, nie możemy zatrzymać się wyłącznie na funkcji informacyjnej. Poprzestalibyśmy wówczas na wniosku o korelacji budżetu z jakością nauki, a ja nie jestem pewny, czy to wystarczyłoby do utrzymania potencjału polskich jednostek. Bez konkurencyjności w nauce nie będzie rozwoju.

W debacie publicznej coraz wyraźniej wybrzmiewają głosy o odejściu od zjawiska tzw. punktozy w stronę wzrostu znaczenia oceny eksperckiej, a także konieczności systemowego dowartościowania popularyzacji nauki. Jak z perspektywy dyrektora instytutu ocenia pan ten kierunek zmian?

O odejściu od punktozy dyskutuje się, w tej czy innej formie, na całym świecie. Tracimy wszyscy powoli entuzjazm do korzystania z indeksu Hirscha czy współczynnika Impact Factor. Uważam, że to dobry kierunek. Pozostaje jednak pytanie: co w zamian? Zdecydowanie byłbym przeciwny zmianie paradygmatu oceny na wyłącznie ekspercki. Policzalne parametry nie są złe i pomimo swoich wad pozostają obiektywne. W końcu cytowalność pracy, choć jest wybitnie oceną jakości przez ilość, przekłada się na to, czy wpłynęliśmy na rozwój nauki. Odpowiednio ujęta i wspólnie z innymi parametrami może wymiernie określać jakość badań.

Pozostaje jeszcze kwestia dodawania innych kryteriów. Z jednej strony dołoży wszystkim pracy, z drugiej – dzięki temu ocena stanie się pełniejsza. Osobiście jestem gorącym zwolennikiem aktywności popularyzatorskiej i zżymam się, widząc, z jakim politowaniem czy otwartą wrogością bywa czasem postrzegana w środowisku. Czas najwyższy, aby naukowcy zeszli ze szklanej góry i przestali bać się pytań – między innymi po to, żeby przekonać społeczeństwo, iż warto nam płacić za naszą pracę i naukę, którą współtworzymy.

Rozmawiała Małgorzata Kłoskowicz

Dyskusja (91 komentarzy)
  • ~MarcinK 26.07.2026 16:12

    W dyskusji chciałbym zwrócić uwagę, że w kilku obszarach ewaluacja nie jest przeprowadzana w sposób w pełni sprawiedliwy. Inne realia ma profesor, a inne doktor dopiero rozwijający karierę, w szczególności przy znacznie różnym wpływie stażu pracy na ocenę. W praktyce system nadal działa w logice „feudalnej”: dopisywanie kolejnych punktów za same tytuły, „dorobek” przypisany z racji funkcji lub za rolę kierownika i profilu administracyjnego (dziekan, kierownik jednostki, itp.) bywa oderwane od realnej aktywności naukowej — zwłaszcza gdy te funkcje ograniczają czas na badania.

    Chciałbym też, abyśmy w tej rozmowie uczyli się patrzeć na liczby: jaką realnie kwotę jednostka otrzymała w ramach dotacji i projektów oraz jaki był koszt jednego „punktu” w przeliczeniu na finansowanie. Tylko wtedy będziemy mogli ocenić, czy ewaluacja promuje rzeczywistą jakość i efektywność badań, czy raczej utrwala istniejące układy i formalne pozycje.

  • ~Adam M. 08.07.2026 13:52

    Tajemnica poliszynela.
    Obecny system sprzyja mnożeniu udawanej współpracy celem mnożenia punktów parametrzyzacyjnych dla najwyżej punktowanych czasopism. Dziwnym trafem KEN i eksperci KEN udają że tego nie widzą.
    Dlaczego zespół 9-osobowy w którym jest 3 autorów z ewaluowanej jednostki A oraz 6 autorów z innej (innych) jednostek otrzymuje tyle samo punktów parametryzacyjnych co zespół 3 osobowy z tej samej jednostki A.?
    Ta zasada zachęca w najlepszym razie do mnożenia udawanej współpracy a w najgorszej do "paper milling".
    Należałoby też zachęcić redaktorów FA do odpytania o tą kwestię ekspertów z KEN i urzędników MNiSzW. Może ktoś z nich powie dlaczego nie można tego skorygpwać? A jeśli odpowie że chodzi o popieranie współpracy to pytanie brzmi dlaczego ktoś kto potrafi wypracowac w 2-autorskim zespole 200p publikację nie ma być 5 razy lepiej oceniony niż 10-autorska 200p publikacja w której jest tylko 2 współautorów z tej jednostki?


    • ~Hubert Wojtasek 09.07.2026 07:09

      Pisałem już o tym kilkukrotnie na tych łamach. To jeden z problemów tzw. nierozwiązywalnych w polskiej nauce, tak jak kwadratura koła i zarobki lekarzy. Zbyt wielu ludzi, szczególnie tych na stanowiskach decyzyjnych, jest uwikłanych w takie spółdzielnie i czerpie z tego ogromne korzyści. To właśnie tych, którzy nie chcą uczestniczyć w takich praktykach "karze polski system ewaluacji działalności naukowej".

      • ~Adam M. 10.07.2026 12:34

        Słuszna uwaga.
        Aktualnie polski system karze osoby uczciwie publikujące wyniki badań zespołów dobieranych MERYTORYCZNIE a nagradza nieuczciwie komponowane spółdzeilnie publikacyjne.

        A już teraz można by te sprawy uporządkować
        Publikacje do 10 autorów (proporcjonalnie do liczby wspóautorów parametryzowanej jednostki)
        Publikacje powyżej 10 współautorów (liczba 10 jest przykładowo zaproponowana - może to równie dobrze być 15 lub 20 itp.) specjalny system oparty na prestiżu takich dużych grantów/publikacji (journali) z badań np. kilkudziesięcio/kilkuset osobowych zespołów.

        Jeśłi to nie zostanie uporządkowane to potem będzie wielkie (udawane) zdziwienie inflacją punktozy.

  • ~kk 08.07.2026 09:15

    Mam takie pytanie, bo nowy system ewaluacji ma odejść od punktozy, ale te punkty i tak się pojawiają tylko w inny sposób przypisywane. No więc jak to z tą punktozą jest, bo wydaje się, że od niej nie odchodzimy w ewaluacji na pewno, ale jak to się będzie przekładać na ocenę pracownika to na razie trudno mi to sobie wyobrazić, no chyba, że rektorzy powołają wewnętrzne zespoły ekspertów, którzy będą z listy czasopism tworzyć jakieś własne punkty i je przydzielać czasopismom. No oderwanie od punktów ministerialnych będzie, no bo będzie to innych zespół przydzielać. Jakieś pomysły jak to będzie wyglądać ?

  • ~Piotr PRz 06.07.2026 23:31

    W nawiązaniu do komentarzy należy opisać tzw siłę prestiżowych uczelni. Na te uczelnie pracuje masa. Taka koleżanka Wojtaszka Elizebeth Bik, nie pracuje na Stanford tylko co napisze afiliuje do Stanford co oczywiście jest nieetyczne bo ma wstęp jedynie do biblioteki i ewentualnie zgodę na afiliowanie. Nie wykonała swoich prac w ramach stosunku pracy czy jakiejkolwiek innej formy zatrudnienia. Tak duże uczelnie budują swoje rankingi bo banda zakompleksionych cymbałów w zamian za pozwolenie wejścia do biblioteki nabijają punktów. Inną formą są stanowiska postdoc, przyjeżdża ktoś za minimalne pieniądze a haruje jak wół aby mu o pół roku przedłużyli zatrudnienie. Ale jak ktoś na takich zasadach przyjedzie do Polski to oburzenie że to nieetyczne.

    • ~Alek Rachwald 07.07.2026 11:36

      Kim jest Wojtaszek?

      • ~Hubert Wojtasek 07.07.2026 15:11

        😁

    • ~Marcin Przewloka 07.07.2026 08:52

      @Piotr PRz

      Na tą „tzw. siłę prestiżowych uczelni” składa się wiele czynników. Jeśli chodzi o stronę badan naukowych, to zwykle rankingi biorą pod uwagę publikacje. Elisabeth Bik dokładała się istotnie do tej „siły uczelni” w czasie, kiedy pracowała naukowo nad mikrobiomem w szkole medycznej Stanford. Jak pokazuje jej rekord na Google Scholar artykuły, w których była współautorką są cytowane tysiące razy. Było to na długo zanim zaczęła prace w roli 'kontrolera jakości' publikacji, już niezależną od Stanford University Medical School.
      Tak więc jej osoba absolutnie nie może być przykładem „zakompleksionego cymbała, który w zamian za pozwolenie wejścia do biblioteki nabija punktów”, aby „budować rankingi dużym uczelniom”. Nie wiem, czy w ogóle są przykłady takich osób.

      Jeśli zaś mowa o postdokach, to – pozostając w Stanach – obecne rekomendacje NIH co do pensji rocznej dla postdoków to 63 do 77 tysięcy dolarów, tak więc oczywiście kokosy to nie są, ale w większości miejsc to wystarcza, aby się utrzymać. Są też w USA instytucje, które płacą postodokom znacznie więcej. Zwykle te pozycje są na kilka lat, więc nie trzeba ich przedłużać co pół roku. Kontrakt może być na przykład na 3 lata. Podobnie jest w UK, chociaż w Stanach jest znacznie więcej miejsca na negocjacje co do wysokości pensji.

  • ~AnnaD 03.07.2026 21:28

    Unikajmy oskarżeń bez dowodów, bez emocji, za wcześnie...

    Ta sprawa
    https://miesiecznik.forumakademickie.pl/czasopisma/fa-7-8-2024/czasami-bywa-za-wczesnie%E2%80%A9/

    Ta sprawa też:
    https://sciencewatch.pl/index.php/389-bez-domniemania-niewinnosci

    I creme de la creme::
    https://www.rp.pl/wydarzenia/art12969591-plagiator-w-resorcie-kudryckiej
    https://acsjournals.onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1002/cncr.28462

    • ~Ambrosius 05.07.2026 11:00

      Unikajmy oskarżeń bez dowodów? Absurdalna podstawa, ma pani pełne prawo zawołać "łapaj złodzieja" za uciekającym człowiekiem, kiedy zauważy opróżnioną torebkę. Spokojnie można oskarżać bez dowodów, nie należy tylko oskarżać bez wystarczających podstaw.

      • ~Jonasz 06.07.2026 09:06

        "Spokojnie można oskarżać bez dowodów..." chyba w jakiejś republice bananowej, albo innym reżimie...
        Współczuję światopoglądu.. Czy pisze Pan/Pani z jakiegoś kraju, w którym najpierw się skazuje, a później szuka dowodów? Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie, ciekawa mentalność powraca.

        • ~Alek Rachwald 06.07.2026 10:46

          Koleżanka myli oskarżenie ze skazaniem. I na tej podstawie rzuca ciężkimi ocenami. Tak się nie robi.

          • ~Be 06.07.2026 22:34

            Absurd.
            Jak można kogoś oskarżyć bez dowodów... obrzucić błotem, może coś się przyklei.

            Pamiętam sprawę tej Pani z AMU tutaj opisywana. Według mnie nagonkach na zdolnych. Tym bardziej, że później był ten tekkst "czasami bywa za wcześnie".

          • ~Ambrosius 06.07.2026 13:41

            Tak się niestety robi. Wielu ludzi ma problemy z elementarną logiką.

            • ~kk 06.07.2026 13:56

              Oskarżenie bez dowodów jest pomówieniem.

              • ~Alek Rachwald 07.07.2026 11:38

                Bez przesłanek. Dowody mają zastępowanie w dalszym postępowaniu. Na tym etapie natomiast mówi się o przesłankach.

                • ~kk 08.07.2026 09:06

                  Jak wystąpi pan z prywatnym oskarżeniem to pomawiasz pan, jak robi to prokuratura to kogo będziesz pan skarżył o pomówienie, skoro prokuratura działa w interesie społecznym. Trochę trzeba się podszkolić z innych dziedzin życia panie profesorze, a nie latać za nietoperzami, choć w artykułach o nich takie dyrdymały może pan pisać.

                  • ~Alek Rachwald 08.07.2026 09:37

                    To co kolega proponuje to tylko nierówność wobec prawa. Humanista, nie lubiliśmy matematyki w szkole, zgadza się?

                  • ~Alek Rachwald 08.07.2026 09:29

                    Byłbym wdzięczny za unikanie ataków osobistych, zwłaszcza że anonimowi nie można odpowiedzieć tym samym. Dziękuję z góry.

  • ~Jan Brzozowski 03.07.2026 18:43

    Chwilka, czy to nie ten sam Instytut Chemii, z którego pochodzacy prorektor wdraża obecnie dramatyczny dla większości pracowników uczelni plan oszczędnościowy? I który równocześnie ma budowana nowa siedzibę za 350 mln złotych dla 99 pracowników i 400 studentów?

    Więc to gadanie o zwalnianiu 30% nie jest chyba wcale goloslowne... Może warto zapytać, jakie są naukowe efekty tych bizantyjskich nakładów na chemię US?

    • ~MPrzybylski 23.07.2026 08:20

      Kategoria A w naukach chemicznych.

  • ~Adam 03.07.2026 11:53

    Tylko że nauka podstawowa ma służyć badaniom aplikacyjnym. Wiadomo że z tego wyjdzie 1/100 badań, ale nadal cel jest jasny - klient (Państwo) płaci za to by gospodarka była lepsza (płaciła więcej podatków).

    Jak to jest, że wdrożeń z uczelni nie ma, a polskie firmy inwestują procentowo tyle samo w badania co ich koledzy we Francji czy Niemczech? Jak to jest, że polskim firmom z polskim kapitałem bardziej opłaca się zbudować własny dział R&D albo zlecić badania do Niemiec?
    Jak to jest że podpisywanie NDA z uczelnią trwa kilka miesięcy? Ile mamy ośrodków badawczych z kompetencjami by skalować proces? Ile procesów przeskalowano?

    • ~Marcin Przewloka 04.07.2026 11:59

      @Adam

      Dzięki badaniom podstawowym rzeczywiście mamy progres w rozwoju innowacji i nowych technologii. To jednak nie dlatego, że "nauka podstawowa ma służyć badaniom aplikacyjnym", tylko dlatego, że wyniki badań podstawowych są po prostu wykorzystywane w badaniach aplikacyjnych.

      Wydaje mi się, że przedsięwzięcia takie jak Webb Space Telescope (koszt: około 10 miliardów dolarów) albo CERN (roczny koszt: około 1.5 miliarda dolarów) dobrze ilustrują tę zasadę.

      https://home.cern/about/what-we-do/our-impact/

      • ~kk 04.07.2026 14:15

        Panie Przewłoka niech do pana dotrze, że świat nie jest tylko wyłącznie liniowy, taki jak pan pokazuje i stara się wmówić tu wszystkim, że jest , bo jest nieliniowy, jest też dyskretny i przypadkowy, tylko są takie osoby jak pan, które twierdzą dziś, że ziemia jest płaska (przenośnia do tego, że najpierw badania podstawowe, a potem mamy komunizm) , mimo oczywistych faktów, że nie jest.

        Sam pan robi badania dzięki wynikom badań stosowanych, więc pomijając to, że robi je pan dzięki posługiwaniu się nowym sprzętem na prymitywnym poziomie, który bez sprzętu wcześniej nie był osiągalny w ogóle, to opowiada pan bajki.

        Jak sięgnąć starożytności i może wcześniej człowiek rozwijał to co mu było potrzebne, a więc wykonywał badania stosowane i to dzięki wynikom nad badaniami stosowanymi można było rozpocząć badania podstawowe, które jak sam pan twierdzi w wielu przypadkach prowadzą do nigdzie, bo jak pan twierdzi nie wiadomo kiedy i czy w ogóle przekształcą się badania stosowane.

        Niech pan poczyta jak się rozwijał teleskop i jaki to miało wpływ na rozwój astronomii i pana dyscypliny naukowej, a potem niech pan głupoty przestanie gadać, że teleskop powstał w wyniku badań podstawowych. Musi pan sięgnąć aż do starożytności z tym teleskopem. Ciekawe ile badań podstawowych z tamtego okresu pan zacytuje. Czekam na pana wiedzę w tym zakresie, skoro się pan wypowiada, że badania podstawowe doprowadziły do stworzenia na przykład śruby ślimakowej.

        • ~Alek Rachwald 06.07.2026 10:48

          Nie ma głupot, są głupstwa. Widzę tutaj pewne niedostatki z zakresu nauk humanistycznych.

          • ~kk 06.07.2026 11:47

            Są i głupstwa i głupoty.

            Głupota - znaczenie, definicja
            Słownik języka polskiego PWN
            głupota
            1. «brak wiedzy lub bezmyślność; też: przejaw czyjejś bezmyślności»
            2. lekcew. «informacja pozbawiona sensu»
            3. lekcew. «rzecz mało ważna»

            Jak się coś komuś chce zarzucić to chyba lepiej wpierw sprawdzić.



            • ~Alek Rachwald 06.07.2026 11:54

              Głupota to cecha. Kolega użył to w innym kontekście, więc na nic pouczanie. Nie uczta Baltazara, same się uczta. Natomiast mój komentarz był też cytatem z felietonu Hamiltona, który 60 lat temu wypowiedział się a analogicznej sytuacji.

              • ~kk 06.07.2026 12:04

                Nie gadaj głupot - tak mówi się w moich stronach.

                • ~Alek Rachwald 06.07.2026 12:18

                  Każdy region ma własne sposoby psucia języka polskiego.

                  • ~kk 06.07.2026 13:59

                    Głupoty Pan plecie.

                    • ~Alek Rachwald 07.07.2026 10:36

                      Dwa grzechy nie dają jednej cnoty.

  • ~Jdr 02.07.2026 22:22

    Z tym zwolnieniem 30% pracowników, to nie taki zły pomysł.

    • ~naukawiec z RP 03.07.2026 12:29

      Reformę należy zacząć od polityków i kadr w ministerstwach i zreformować prawodawstwo w Polsce oraz zaprzestać finansować prywatne uczelnie z budżetu (skoro z nazwy są one prywatne). Co do systemu ewaluacji, to sami zapędziliśmy się w tzw. "kozi róg". Mini-oligarchia naukowców dzieląca ten "torcik finansowy" jest za utrzymaniem habilitacji i awansów opartych na nieokreślonych regułach (brak minimów awansowych i kolejne K4 o tym świadczą). Na zapytanie dlaczego tak jest, ktoś mi odpowiedział: a dlaczego młodsi mają mieć lepiej, nie po to robiłe/a/m habilitację! Co do systemu wdrożen w naukach stosowanych, to prawo patentowe należy zmienić (na system amerykański). Inaczej znowu będzie, tak jak jest, czyli gorzej niż za komuny (np. komputer w Polsce wymyślono, ale nie można go było wyprodukować)...

      • ~Alek Rachwald 08.07.2026 13:08

        Nie ulega raczej wątpliwości, że wiele uczelni prywatnych nigdy nie utrzymałoby się bez wsparcia państwowego, bo gdyby musieli ustanowić realistyczne czesne, to potencjalni studenci zaczęliby się poważnie zastanawiać, co dostaną za te prawdziwe pieniądze. A na razie absolwenci dostają często pustkę w bani i słaby dyplom za (stosunkowo) drobne rupie, które muszą zapłacić, i tak kręci się interes. Shit in-shit out i tak jakby wszyscy zadowoleni, poza państwem polskim, które w znacznej mierze finansuje tę pozorację.

  • ~Paweł 02.07.2026 18:31

    W całej dyskusji wydaje mi się, że umknął wszystkim fakt, że projekt zmian ewaluacji jest w konsultacjach publicznych do 13 lipca. To jest ten czas. Można zgłaszać swoje uwagi.

    https://legislacja.gov.pl/projekt/12411250

  • ~gltz 02.07.2026 15:36

    Rozmawialam kiedys z profesorem z zagranicznej uczelni (Uniwersytet w Lund) i powiedzial mi ze nawet jesli ma sie duzy zespol to "wyprodukowanie dobrej publikacji" w znaczeniu rozwiazujacej jakis istotny problem badawczy, testujacy nowa hipoteze, dostarczajaca "proof of concept", cos naprawde odkrywczego czy nowatorskiego (do opublikowana w czasopismie z ok 10 wzkaznikiem oddzialywania) zajmuje 2-3 lata od otrzymania finansowania (dziedzina: neuronauka doswiadczalna). Powiedzial, ze aby zachowac ciaglosc publikacyjna (w kontekscie wnioskow grantowych) wypuszczaja 1-2 publikacje srednie na rok, a te dobra co 3 lata. U nas wymaga sie zebysmy publikowali - najlepiej w pojedynke z naszej uczelni (w naukach biomedycznych pracuje sie w zespolach/grupach badawczych skladajacych sie z pracownikow w danej jednostce czy innych na tej samej uczelni, chociaz oczywiscie wspolprace sa wskazane i maja miejsce), ale o ile nie jest sie kierownikiem jednostki - to zespoly sa male 2-3 osobowe - oraz zebysmy co roku wypuszczali dobre publikacje, nawet bez otrzymanego finansowania (oczywiscie mozna to zrobic piszac przeglodowki i mysle ze w wielu przypadkach ma to miejsce...). Dodam, ze pisze jako pracownik badawczo-dydaktyczny, od ktorego wymaga sie zarowno sukcesow w zakresie badan naukowych, jak i dydaktyki. Dobrostan takiego parcownika jest abstrakcja. Zaczynam prace naukowa w roku akademickim z reguly ok 16.00, pracuje w weekndy, swieta i latem, kiedy nie ma studentow. Zauwazylam ze coraz wiecej pracownikow mojej uczelni, zeby uniknac presji i tej kuriozalnej oceny, prowadzi badania bedac na stanowisku dydaktycznym. Trudno nie traktowac tego jako absurdu....

    • ~kk 02.07.2026 18:17

      Z tego co pan pisze, wyprodukowanie w 2-3 lata dobrego artykułu zależne jest od środków finansowych. Nie napisał pan, że ów profesor wskazał, że ma ty być dobry zespół. Wniosek: publikacja taka nie zależy od inteligencji osób, a może ją każdy zrobić byle miał finansowanie. na przykład w matematyce tak nie jest.

      Dziwi się pan, że w pana jednostce są tylko małe zespoły. Wie pan, w tym nic odkrywczego nie ma. Małe zespoły są bardziej efektywne niż duże i nikt nie ogląda się na drugiego.

      Dlaczego bez dodatkowej forsy, bo jak sam pan pisze i to jest też możliwe.

      Co do pracy pracownika dydaktyczno-naukowego no to jest taka cecha tej pracy. Pracuje się naukowo na pół gwizdka i zawsze trzeba gonić za nauką, która pędzi. Akurat tego problemu nie doświadczają ci z PAN. To, że już pracownicy dydaktyczno-naukowi nie mają czasu na pracę naukową, świadczy coraz bardziej, że polscy pracownicy naukowo-dydaktyczni są coraz słabsi i kiedyś zacznie ich brakować i nawet wówczas podrzucenie kasy nic nie zmieni. Niektórzy myślą, że kasa to taka czarodziejska różka, jak jej więcej to wszystko można. No jak ktoś jest głupi, to żadna kasa tego nie zmieni, ale tak oczywista prawda nie dociera do wielu. Nie dociera też, że wysiłek musi być motywowany nie tylko kasą (choć to dominuje najbardziej o dziwo), ale różnymi innymi czynnikami na przykład dla kogo się to robi, czy dla Państwa i Polaków, czy też dla imigrantów. No bo jak ktoś ma zasuwać, po to by polska przyjmowała więcej imigrantów, to przecież to żadna motywacja, a demotywacja.

      • ~gltz 02.07.2026 19:09

        1) to ze grupa badawcza jest w uproszczeniu "dobra" bylo dla mnie oczywiste bo inaczej nie dostawaliby grantow, a wowczas po prostu grupa zostalaby rozwiazana a jej czlonkowie straciciby prace (doktoranci i post-docy sa na grantach, a tylko 20-30% pensji ledara grupy jest finansowane przez uczelnie, a pozostale srodki na wynagrodzenie musi on zgromadzic sam
        2) czasam tak, ale przyzna pan ze wieksze zespoly (te "dobre") to wiecej rak do pracy = potencjalnie wiecej publikacji w okreslonym czasie (jak sa srodki)
        3) przegladowkami swiata nauki nie podbijemy
        4) obawiam sie ze idzemy w kierunku dywersyfikacji: naukowiec vs. dydaktyk, nawet jesli jest w tym racja a ja zatrudniajac sie 20 lat temu na takim stanowisku zgodzilam sie na powolniejszy rozwoj kariery maukowej, a) nie powinno sie mnie tak samo oceniac jak prac. naukowego i b) nie powinno sie zmieniac zasad w stosunku do osob juz tak zatrudnionych
        5) srodowisko pracy i motywacja to temat na osobna dyskusje, zgadzam sie co do wplywu na satysfakcje z pracy

        • ~Marcin Przewloka 02.07.2026 23:56

          @gltz

          Nie pracowałem nigdy w Szwecji, ale wydaje mi się, że jeśli ta osoba jest na stałym kontrakcie i jest zatrudniona przez uczelnie na normalnej ścieżce kariery, pensja tej osoby jest płacona w 100% przez uniwersytet. Chyba, że to jakiś specjalny przypadek i ta osoba nie jest standardowym ‘faculty member’, albo jest zatrudniona na kontrakcie typu ‘research only’. Wtedy rzeczywiście jakieś częściowe pensje mogą być uzgodnione z pracownikiem. Jednak te 20-30 % pensji płaconej pracownikowi brzmi bardzo nietypowo.

          • ~gltz 03.07.2026 16:34

            Tak, mowie o pracpwnikach stricte naukowych. Stety albo niestety tak jest. Jedyna osoba, ktora nie musi sie martwic jest profesor, ktory w momencie otrzymania tytulu ma zapewnione finansowanie pensji z uczelni. Dodam, ze profesorami zostaje w Szwecji ok. 0,5% pracownikow akademickich. W naszym kraju znam uczelnie gdzie profesorem (uczelnianym) zostaly osoby ze stopniem doktora, ktore lubil rektor... kompletna dewaluacja tytulu. Jeszcze te nieszczesne profesury dydaktyczne....

            • ~Hubert Wojtasek 05.07.2026 21:04

              Profesorami uczelni też są lub byli:
              Muhammad Bilal
              Mohammad Reza Saeb
              Mohsen Khodadadi Yazdi
              Balal Yousaf
              Mehdi Baghayeri
              Zhixiong Li
              Munish Kumar Gupta
              itp., itd.

              • ~Patyk 06.07.2026 23:20

                I po raz kolejny oskarżenia bez dowodów w większości. Każdy z zagranicy wg pana Wojtaszka to oszust. Żenujący poziom posta. A na pubpeer kilkadziesiąt błędów w pana pracach.

                • ~Hubert Wojtasek 09.07.2026 09:17

                  "A na pubpeer kilkadziesiąt błędów w pana pracach."
                  Taa, niepotrzebna literka we wzorze sumarycznym, literówka w skrócie (DDT zamiast DTT), który Word poprawił, i czego nie zauważyłem. Każdy może se zobaczyć te wypociny LLM-ów, które zupełnie nie rozumieją chemii.
                  https://www.pubpeer.com/publications/FAA5BA60F254595E53CC9D5FC23E1A
                  https://www.pubpeer.com/publications/28214741DCEA4639AA9FC5E3C2A47E
                  Ale jestem wam niezmiernie wdzięczny za wskazówkę. Jaki ja byłem głupi przez te 2 lata. Mogłem zanalizować co najwyżej 2 artykuły tygodniowo. Przyznaję, że mój sceptycyzm wobec LLM-ów był trochę nieuzasadniony. Faktycznie mogą one być bardzo przydatne nie tylko do wykrywania literówek, ale i waszych oszustw. Teraz Claude i Gemini robią mi analizę 10 waszych artykułów dziennie. Więcej nie dam razy osobiście zweryfikować, a nie mam zamiaru przepuszczać tych analiz do redakcji bez sprawdzenia i zredagowania. A ja mogę sobie w tym czasie popijać lemoniadę lub piwo, w zależności od pory dnia.

                • ~Alek Rachwald 07.07.2026 11:40

                  Oskarżenie w postaci informacji, że jakaś osoba jest profesorem uczelni, nie wydaje się szczególnie ciężkie. Ja też nim jestem i póki co nie obrażam się o taki zarzut.

                  • ~Hubert Wojtasek 07.07.2026 16:11

                    To może powtórzę:
                    Muhammad Bilal - 6 retrakcji
                    Mohammad Reza Saeb - 5 retrakcji
                    Mohsen Khodadadi Yazdi - 2 retrakcje
                    Balal Yousaf - 2 retrakcje
                    Mehdi Baghayeri - 11 retrakcji
                    Zhixiong Li - 9 retrakcji
                    Munish Kumar Gupta - 2 retrakcje
                    Wszystko za naruszenie zasad etycznych, nie za błędy.

                    • ~Dochtór 08.07.2026 13:21

                      Do katalogu retrakcji dołącza także:
                      https://www.mdpi.com/1996-1944/19/13/2907

                      Czy PG jest już w czołówce Polski?

                      • ~Hubert Wojtasek 08.07.2026 13:49

                        Tak, wiem już o tych retrakcjach. Dzięki tym czterem PG wreszcie wskoczyła na podium. Na pierwszym miejscu bezkonkurencyjna AGH, której prof. Jaszczur zarobił 2 tygodnie temu #23.
                        https://www.mdpi.com/1996-1073/14/18/5919
                        1. AGH - 30 retrakcji
                        2. PŚ - 24 retrakcje
                        3. PG - 20 retrakcji
                        PG właśnie przeskoczyła PO, która ma tylko 17. Ale myślę, że to wszystko będzie się w najbliższym czasie dynamicznie zmieniać.

                        • ~Dochtór 08.07.2026 14:54

                          Doprawdy zażarta walka.
                          PG ma w rękawie jeszcze prace Hameda Niroumanda, to bedzie z 5 retrakcji.
                          Troche jestem w szoku, ze MDPI wzielo sie za wycofywanie artykulow.

                          • ~Hubert Wojtasek 08.07.2026 20:12

                            Najmocniej przepraszam, nie sprawdziłem dokładnie tych retrakcji. Trochę byłem ostatnio zajęty. Wydawało mi się, że w tych czterech pana T. był też pan F. i pozostali, ale to są dwa odrębne artykuły, czyli w sumie 6, a więc PG ma już 22. Sprint po srebro rozpoczęty. A może i po złoto?

                          • ~Alek Rachwald 08.07.2026 20:12

                            Wygląda to, jakby MDPI odkryło, że niektórzy jego autorzy mają w naukowym środowisku gorszą opinię, niż ono samo. Tego już nie mogło wytrzymać i zaczęło te puszyste ogony odcinać.

                            • ~Dochtór 09.07.2026 14:41

                              Niestety ta abominacja (jak i wiele innych) https://pubpeer.com/publications/8A3DC4F7A2541A1E86A0649F938F3E wciąż nie doczekała się retrakcji

            • ~Marcin Przewloka 03.07.2026 18:02

              @gltz

              To znaczy nie trzeba być pełnym profesorem, aby otrzymywać 100% pensji z uczelni. Odpowiedniki assistant i associate profesorów też otrzymują normalnie pełną pensje z budżetu uniwersyteckiego. Tylko trzeba być zatrudnionym na normalnym uniwersyteckim stanowisku.
              Nie wiem, jaki odsetek group leaderów w Szwecji ma takie kontrakty, które są tylko w części pokryte przez uczelnie (mam na myśli pensje), ale podejrzewam, że to znacząca mniejszość.

              Tak. Generalnie im bardziej jakaś uczelnia liczy się w nauce, tym trudniej o promocje na wyższe stanowisko. W Polsce za dobrze to niestety nie wygląda.

              • ~Hubert Wojtasek 05.07.2026 21:10

                Słyszałem, że na Harvardzie jest reguła (może nieoficjalna), że tenure dostaje 1/3.

                • ~Marcin Przewloka 05.07.2026 23:58

                  @Hubert Wojtasek

                  To BARDZO zależy od wydziału. Ogólnie te liczby krążą chyba około 50%. Ale na przykład w szkole medycznej (HMS) tylko 10-20% assistant professors, którzy byli zatrudnieni na zasadzie tenure-track, dostaje ostatecznie tenure. Pod tym względem Harvard i te absolutnie najlepsze uczelnie różnią się znacząco od reszty.

                  Ale trzeba pamiętać, że na jedną otwartą pozycję tenure-track assistant professor na dowolnej dobrej uczelni zwykle jest zdecydowanie ponad 100 aplikacji, czesto kilkaset, i w olbrzymiej większości nie są to aplikacje od ludzi przypadkowych. Konkurencja jest po prostu kosmiczna.

              • ~gltz 03.07.2026 18:35

                Mialam na mysli tylko profedora tytularnego (full professor). Badacz na wczesniejszym etapie kariery musi szukac albo innych aktywnosci na uczelni (np. prowadzenie kursow dla studentow (ale nigdy nie jest to w takiej liczbie h jak u nas)) albo wysylac kilkadziesiat! aplikacji grantowych w ciagu roku, z ok. 10% szansa na sukces.

                • ~Marcin Przewloka 03.07.2026 19:39

                  @gltz

                  W Szwecji nie ma czegoś takiego, jak profesor tytularny. Nadawanie profesury poza uczelniami to sprawa bardzo rzadka, chyba nie występuje w wielu krajach poza Polską. Normalnie profesurę nadają tylko uczelnie i z tego co wiem tak jest również w Szwecji.

                  W większości przypadków, jeśli ktoś zostaje zatrudniony na uczelni, będzie miał jakieś obowiązki dydaktyczne. Można się oczywiście umówić, że ktoś otrzymuje za te zajęcia dydaktycznie niezależne opłaty (część pensji), ale normalne jest, że po prostu w kontrakcie opisane jest, jaki odsetek FTE to praca dydaktyczna, jaki to badania naukowe, i jaki ewentualnie inne obowiązki.
                  No w każdym razie nie wydaje mi się, żeby pracownicy uczelni w Szwecji musieli biegać w poszukiwaniu pieniędzy, aby zebrać jakąś standardową dla swojego stanowiska pensję.

                  Myślę, że najłatwiej byłoby to pewnie omówić w szczegółach z tą osobą, z którą Pani rozmawiała. Jeśli to jest jeszcze możliwe.

                  • ~gltz 03.07.2026 20:26

                    Pracowalam tam ponad 6 lat wiec wiem to z pierwszej reki ;) Troche dziwna byla sytuacja kiedy pracownicy naukowi nie zgadzali sie na proponowane przez uczelnie podwyzki, bo to w praktyce by oznaczalo, ze musieliby zdobywac wyzsze finansowanie na wlasne wynagrodzenie. Gro zdobytych srodkow idzie nie na badania tylko wynagrodzenie. A perspektywa utraty pracy motywuje do zdobywania grantow! Ci ktorzy nie zdobeda finansowania niestety musza opuscic uczelnie. Co do wysokosci wynagrodzenia, to sa widelki i pracownik nie moze zarabiac mniej niz ich dolna granica, ale oczywiscie pensja jest duzo wyzsza niz u nas (nawet netto, a podobno podatki w Szwecji sa najwyzsze w Europie)

                    • ~Marcin Przewloka 04.07.2026 00:10

                      @gltz

                      Sugerowałem rozmowę, ponieważ pierwszy Pani komentarz zaczyna się od słów „rozmawiałam kiedyś z profesorem z zagranicznej uczelni (Uniwersytet w Lund)…”, stąd myślałem, że to od tej osoby pochodzą informacje o formie zatrudnienia w Szwecji.

                      No w każdym razie brzmi to wszystko bardzo niestandardowo. Nie wiem, czy jest inny kraj w Europie, gdzie naukowcy musza ciągle szukać źródła dużej części swojej pensji. To musi być bardzo stresujące i odciągające od właściwego tematu pracy.

                      • ~Alek Rachwald 06.07.2026 10:56

                        Polska, mój instytut. Na skutek zaszłości ciągnących się od dziesięcioleci (kiedy zapewne nie stanowiło to problemu i projekty były sprawą umowną) co roku jesteśmy rozliczani z tego, czy zdobyliśmy pieniądze na własne zatrudnienie. Różnica polega na tym, ze "projektowi nieudacznicy", o ile osiągają mimo to dobre wyniki naukowe, mogą mieć dofinansowanie etatu ze środków uzyskanych przez instytut liczony jako całość, ale oczywiście wtedy żadnych dodatkowych premii czy innych atrakcji. I jesteśmy również rozliczani za starania (co musi nieźle nabijać NCN-owi wskaźnik odrzuconych projektów).

                      • ~kk 04.07.2026 09:50

                        Panie lewicowy Przewłoko. Nie powinno być tak, że to naukowcy siedzą na socjalnym i robią sobie co chcą. Bo wtedy jest bryndza.
                        Naukowiec winien szukać zleceń tam gdzie może sprzedać, zaoferować swoje umiejętności.
                        Myślę, że świat również ze Szwecji winien brać przykład.

                        Socjalne dla naukowców winno się skończyć, tym bardziej, że są tacy, którzy skupiają się wyłącznie na tym, aby ten system wydoić maksymalnie z kasy, a nie na pracy naukowej.

                        Korzystaj więc pan ile wlezie z socjalnego dla naukowców w USA, bo to się może skończyć.
                        Z tego co pan pisze sprzedaje pan to co pan umie, a nie pana zdolności do radzenia sobie z nowymi problemami.

    • ~komentator 2 02.07.2026 18:04

      Cyt."Zaczynam prace naukowa w roku akademickim z reguly ok 16.00, pracuje w weekndy, swieta i latem, kiedy nie ma studentow. "

      Proszę też zauważyć, że od fizyków, czy matematyków wymaga się, żeby prowadzili zajęcia z takich przedmiotów, które mają się NIJAK do ich działalności naukowej, np. "Inżynieria oprogramowania", "Testowanie oprogramowania" itp. W tym celu muszą się po prostu PRZEKWALIFIKOWAĆ na te dziedziny, których te przedmioty dotyczą. Cóż... doba ma TYLKO 24 godziny, czego nie przewidział jakoś intelekt osób uprawiających "radosną twórczość" w ramach tzw. reform systemu edukacji. Wielcy "reformatorzy" w stylu Handkego, Wittbrodta, czy Łybackiej jakoś nie zrozumieli, do czego NAPRAWDĘ będą prowadzić ich działania. Ależ oczywiście, oni są niewinni... no tak... z winem nic może wspólnego nie mają/nie mieli, więc są nie-winni...

  • ~Jan Cieśliński 02.07.2026 09:37

    Świetne pytanie: "Kogo karze polski system ewaluacji?". Jeszcze lepsze pytanie: "Kogo krzywdzi polski system ewaluacji"?

    Nie ma żadnych wątpliwości, że obecna ewaluacja da wypaczone wyniki i tych "pokrzywdzonych" (uczelni i dyscyplin) będzie mnóstwo. Dużo zależy od przypadku.

    Jakiekolwiek apele do KEN czy Ministerstwa przypominają rzucanie grochem o ścianę. Przypomnę swój artykuł z końca lutego: "Wyłączyć maszynę losującą". Niestety, progi referencyjne, ogłoszone niedawno przez KEN, dają jasny sygnał: "ani kroku wstecz". KEN trzyma się swoich absurdalnych wewnętrznych reguł z uporem godnym lepszej sprawy (rozporządzenie ministerialne też jest kiepskie, ale KEN dodatkowo to popsuł, w bardzo istotny sposób). "Maszyna losująca" zwiększyła swe obroty. Zatem znowu wyniki Kryterium 2 będą niezwykle niskie (poprzednio ponad 50% "podmiotodyscyplin" miało wynik poniżej progu na kategorię B, może dlatego wyniki tego kryterium uczyniono tajemnicą państwową?). Natomiast Kryterium 3 (tu reguły KEN najbardziej wypaczają ostateczne wyniki) będzie dawało tylko jakiś szum informacyjny.

    Minister ma w kwestii ewaluacji "uprawnienia sułtańskie", czyli może zignorować rekomendacje KEN i wydać decyzje po swojemu. W przypadku progów referencyjnych w Kryterium 3 być może jeszcze jest na to szansa nawet teraz?

    Moja propozycja dla Kryterium 3: próg na kategorię A: 65 pkt, próg na kategorię B+: 35 pkt, próg na kategorię B: 15 pkt.
    Być może mogą być troszkę wyższe. Kluczowa sprawa: W każdej dyscyplinie takie same progi.
    W poprzedniej ewaluacji takie progi dałyby w miarę sensowne wyniki końcowe.

    Mam nadzieję, że pokrzywdzone uczelnie w końcu odważą się na wystąpienie na drogę prawną. Bo od ewaluacji zależą niemałe pieniądze dla konkretnych uczelni. W poprzedniej ewaluacji Minister załagodził sprawę podnosząc kategorie bardzo wielu jednostkom, zatem tych pokrzywdzonych było pozornie niewielu (ale wyniki ewaluacji przestały wtedy mieć większy sens, a poza tym tu liczy się pozycja względna - podwyższanie dla jednych de facto obniża wynik innym). Ciekawe jak będzie teraz?

    • ~Alek Rachwald 07.07.2026 11:45

      Kryterium 3, którego wagę teraz ma się zwiększyć, jest ze swej definicji całkowicie mętne. W związku z tym jest i będzie furtką, która da ministrowi możliwość dowolnego poprawiania lub pogorszania (według uznania lobbystów) końcowego wyniku instytucji naukowych. Co z kolei oznacza, że systemu ewaluacji równie dobrze może nie być, a środki wydane na jego opracowanie, a potem przez instytucje naukowe w celu dopasowania się do jego wymogów, są wyrzucane przez okno dla samej przyjemności patrzenia, jak lecą.

  • ~Ferdynand 02.07.2026 06:47

    Naukometria, według mnie, jest szczególnie ważna dla tych co ją wymyślają i tych którym przynosi ona wymierne korzysci. Czy naukometria zastąpi brak osób zainteresowanych nauką, brak doktorantiw i osób na staże podoktorskie? Skomplikowany system przetwarzania jednych ocen punktowych na polskie wartości, wydaje się jedynym osiągnięciem innowacji nauki. Szczególnie podoba mi się zamiana IF i już ustalonych innych parametrów oceny na lepsze, takie nasze, ministerialne. Przetwarzanie i produkcja tabel, które spłaszczają cały system oceny. Można zdać pytanie, czy praca opublikowana w najlepszym czasopiśmie w skali oceny światowej, będzie miała większy zasięg czy ta opublikowana według punktów ministerialnych? Ilość publikacji we współczesnym świecie jest tak ogromną, że nie sposób śledzić ukazujących się prac nawet z dosyć waskiej dziedziny. Wytworzenie naszyh polskich tabel niczego nie zmieni. Artykuł porusza sprawę podziału tortu, czy można nazwać tortem finansowanie, które jest przeznaczane na naukę? Można również zadać pytanie, czy ilość studentów na uczelniach na 1000 obywateli przekłada się na późniejszą jakość nauki.? Czy brak egzaminów wstępnych podniósł jakość nauczania studentów? Czy to, że UJ Wydział Medyczny zniósł wymóg egzaminu maturalnego z matematyki z kryteriów przyjęcia studenta, podniesie jakość nauki na tej uczelni a w efekcie poziom wiedzy przyszłych lekarzy? Może matematyka, tak jak język polski mają z pozoru niewiele wspólnego z medycyna, ale matematyka uczy zwiezloxci i logicznego myślenia a język pozwala precyzyjnie firmować myśli. Czy kolejna ewaliacja ośrodków naukowych przyniesie jedynie nowe wskazniki i tabele czas pokaże?

    • ~kk 02.07.2026 09:45

      Ale lewica jeszcze nie rozwiązała problemu bezdomności w Polsce, już się zabrała za emerytury wdowie i tak pozostawi jak wyniki badań podstawowych, po to by ktoś dokończył, tylko już nie będzie środków finansowych i nie będzie komu, bo lewica i matematykę skreśli z matury. Będą takie doktorzy jak Dziamanowicz-Bąk czy Domański, który profesorem ekonomii jest a ekonomii w ząb nie rozumie.

    • ~X 02.07.2026 09:32

      Z bajań ministry o dobrostanie już nic chyba nie zostało, a po wyborach może być jeszcze bardziej polsko i narodowo.

      • ~kk 02.07.2026 09:51

        Po wyborach to Komisja Europejska cofnie Polsce finansowanie, i trzeba będzie zredukować zadłużenie, aby spadło i to mocno. Tusk robi swoje. Polska stanie na około 10 lat w rozwoju i to jest pewnik. Nie będzie środków na żadne inwestycje, więc co tu się martwić nauką, skoro jest za Odrą.

        • ~PK 02.07.2026 16:56

          A ja współpracuǰę z naukowcami "za Odrą" w ramach projektu europejskiego. I ani nie czuję się dyskryminowany ani wykorzystywany. Jak rozumiem jest niezgodne z wizją świata propagowaną przez opozycję, że Polska jest w ruinie a Niemcy nas doją.
          Przykro mi...

          • ~kk 02.07.2026 17:24

            Źle pan rozumuje, nie chodzi o żadne sprzeczności z żadnymi wizjami, no właśnie źle pan rozumuje.

        • ~prof. dr hab. ZS 02.07.2026 10:28

          Komisji europejskiej to trzeba w końcu podziękować tym bardziej że w 2027 Polska będzie płatnikiem netto.
          Co do Tuska i postkomuny pełna zgoda. Niestety zaciągnięte przez tych dywersantów kredyty trzeba będzie spłacać. Dlatego stagnacja może być dłuższa niż 10 lat. Gwoździem do trumny będzie wprowadzenie euro do czego Hyży Rój zmierza.

          • ~Alek Rachwald 07.07.2026 10:40

            Byłbym wdzięczny moderacji za usuwanie bezpośrednich ataków politycznych, nie mających nic wspólnego z poziomem oczekiwanym w akademickiej dyskusji.

  • ~Przemo 01.07.2026 19:13

    Dużo słów, a konkretnych propozycji brak. Cóż.

  • ~Marcin Przewloka 01.07.2026 18:35

    Co do "Nature Reviews Chemistry”, za które można otrzymać tylko 70 pkt."
    Jak rozumiem, publikacje w ewaluacji mają przybliżyć oceniającym możliwości i zdolności badawcze danej grupy/zespołu lub całej instytucji naukowej. Pomysł jest taki, że wysokiej jakości, ciekawe wyniki, które mają szanse zainteresować szersza grono naukowców, są publikowane w dobrych czasopismach i wysoko cytowane. Czyli w pewien sposób stanowią proxy w ocenie badań naukowych prowadzonych przez pewien zespól lub instytucję.
    Prace przeglądowe, które są przeglądem literatury, nie dają takiej możliwości oceny. Są prace przeglądowe, które rzeczywiście odkrywają, pokazują coś nowego, ale te zwykle zawierają rozdział 'Methods' i nie są tylko przeglądem literatury, a raczej głębszą analizą.
    Grupa czasopism Nature Reviews w większości jednak publikuje przeglądówki, które są jedynie przeglądem literatury, i dlatego te artykuły raczej nie powinny być brane pod uwagę w ewaluacji. One nie odzwierciedlają możliwości badawczych autorów.

    Czy należy więc w ogóle publikować przeglądówki? Oczywiście, że tak. One są bardzo pomocne i zwykle wysoko cytowane. Niektóre czasopisma przeglądowe, niech będzie właśnie z grupy Nature Reviews, są z pewnością prestiżowe. Jednak ciągle nie powinno się ich oceniać w czasie ewaluacji, ponieważ one odzwierciedlają umiejętność czytania i pisania, a nie zdolność wykonywania ważnych prac badawczych.

    • ~sqro 01.07.2026 19:32

      chyba że są to metaanalizy, te potrafią wnosić i to dużo

      • ~Alek Rachwald 08.07.2026 09:31

        To prawda, ale autentyczna, przeprowadzona zgodnie z obowiązującą metodyką metaanaliza to duży kawał roboty analitycznej. Nie jest to trywialna praca w typie przeglądu literatury, co niektórym może się wydawać.

        • ~Marcin Przewloka 08.07.2026 13:55

          @Alek Rachwald

          Nawet “standardowa” przeglądówka, czyli przegląd literatury, również potrafi być bardzo czasochłonna. Przygotowanie takiego artykułu nie jest trywialne, jeśli obejmuje znaczący fragment literatury i jest zrobione porządnie.
          Przeglądy literatury, takie jak na przykład wydawane w serii Nature Reviews, są bardzo pomocne i dlatego jak najbardziej, jeśli ktoś ma możliwość i chęć, to powinien takie prace przygotowywać i publikować.
          Ale nie powinny być one liczone na potrzeby ewaluacji w kategorii artykułów naukowych, ponieważ w żaden sposób nie odzwierciedlają one potencjału badawczego, jak również nie są przykładami pracy naukowej, która przesuwa granice wiedzy.

      • ~Marcin Przewloka 01.07.2026 20:14

        @sqro

        Tak
        Są ‘reviews’, które przynoszą nowe wyniki, nowe spostrzeżenia i wnioski.

        Ale to nie są te publikowane w czasopismach zebranych w grupie Nature Reviews.

  • ~kk 01.07.2026 16:47

    NAPISANO:
    "Nie jest zaskoczeniem, że im lepiej dofinansowana jednostka, tym bardziej znaczące efekty pracy naukowej."

    Z tego płyną dwa wnioski:
    1. Słabiej dofinasowane jednostka nigdy nie dogoni lepiej dofinansowanej jednostki.
    2. Likwidacja słabych jednostek zwiększy finansowanie lepszych i przez to lepsze jednostki jeszcze bardziej znaczące efekty pracy naukowej będą miały.

    Już pozorna lustracja wykazuje fałsz.

    Ponadto osiągnięcia matematyków nie wymagają, aż takich nakładów - ten przykład przeczy stwierdzeniu napisanemu.
    Przysłowie "Potrzeba matką wynalazku:." nie przestaje mieć swojej aktualności, a więc jak zrobić to taniej (fundament każdego przemysłu) także przeczy napisanemu twierdzeniu.

    Bardziej znaczące efekty więc sprowadzają się do tego, że ja mam większe finansowe środki niż konkurencja, a więc kupię wcześniej i najnowocześniejszy sprzęt który mi potrzeba do zakończenia prac badawczych wcześniej, a więc do wcześniejszej publikacji i do większej liczby cytowań. Nie oznacza to więc geniuszu intelektualnego, bo każdy pewnie by to zrobił w takich samych warunkach. Proszę nie wmawiać, że aż takie duże różnice występują w poziomie inteligencji osób. Nikt nie wierzy w to, że geniusze są zatrudnieni w PAN.


  • ~maciej 01.07.2026 15:58

    "Ciekawym przykładem jest „Nature Reviews Chemistry”, za które można otrzymać „tylko” 70 pkt."

    A czy przypadkiem nazwiska osób odpowiedzialnych za punktacje nie są znane? Skoro wybitni eksperci nie potrafili przewidzeć renomy jaką osiągnie to czasopismo to cóż, są albo leniami (nie dopilnowali punktacji) albo idiotami (nie potrafią przewidzieć oczywistych skutków).

    • ~X 01.07.2026 17:25

      Nie są leniami ani idiotami tylko wyrachowanymi obrońcami swoich i swoich kolegów interesów.

  • ~prof. dr hab. ZS 01.07.2026 15:22

    To jest dobre, cytuję: "W takich przypadkach mówię pracownikom, że jeśli mają wypełnione sloty, powinni skoncentrować się na własnej karierze naukowej i publikować tam, gdzie uznają za słuszne"

    Nauka równoległa czy co ? I mówi to facet który jest ekspertem i doradza żeby było lepiej.
    Kabaret.

    • ~Alek Rachwald 06.07.2026 10:50

      Mówi rzecz oczywistą tak przejrzyście, jak się tylko da.

    • ~Hubert Wojtasek 02.07.2026 10:59

      Moim zdaniem mówi po prostu jak jest. Najpierw wypełniamy sloty (najczęściej za 140 pkt. w MDPI), a potem możemy robić prawdziwą naukę, na którą zwykle nie starcza już czasu. Lepiej nie będzie. Wystarczy popatrzeć na rekomendacje ws. nowego modelu ewaluacji.

      • ~Maria 06.07.2026 23:34

        Chyba na wydziale chemii Uniwersytetu Opolskiego

        • ~Hubert Wojtasek 09.07.2026 07:16

          Taa, to my wyprodukowaliśmy 52 000 artykułów w MDPI w ciągu ostatnich czterech lat.

        • ~Alek Rachwald 07.07.2026 10:41

          Nie rozumiem? Pani tam pracuje?

  • ~Ireneusz 01.07.2026 14:59

    O co tutaj chodzi. Uczelnie czekają na nowelizację ustawy oraz nowe rozporządzenie. Założenia są znane. Potrzebne są decyzje ministra rządu i parlamentu RP.

    • ~prof. dr hab. ZS 01.07.2026 16:00

      Chodzi o to, że minister musiałby podjąć decyzję. Tymczasem on wie że ministrem jest na chwilę jedynym jego celem jest ta chwila trwała jak najdłużej.
      Resort za który niby to odpowiada ma głęboko w tyle i nie będzie się narażał żeby następny żurek czy kapuśniak ciągał go po sądach.
      Niestety, mają jeszcze ponad rok czasu na nicnierobienie.

      • ~Ireneusz 01.07.2026 16:12

        W rzeczy samej

  • ~Roman 01.07.2026 12:13

    w oczekiwaniu... mamy lipiec! Już knują...