W przyszłym tygodniu z inicjatywy Karoliny Zioło-Pużuk, sekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, startuje cykl otwartych spotkań online dotyczących ewaluacji jakości działalności naukowej. Każde poświęcone będzie innemu kryterium oceny.
Od kwietnia, pod przewodnictwem wiceminister Karoliny Zioło-Pużuk, działa Zespół do spraw opracowania założeń nowego modelu ewaluacji jakości działalności naukowej. Grono 31 ekspertek i ekspertów do końca września przedstawi rozwiązania, według których odbędzie się najbliższa ocena (za okres 2026–2029). Jedną z kluczowych zmian ma być wydłużenie okresu ewaluacji – z 4 do 5 lat. Członkowie zespołu doradczego opowiadają się także za zwiększeniem roli oceny eksperckiej, w tym za udziałem ekspertów zagranicznych. Ponadto zmniejszona ma być liczba osiągnięć uwzględnianych w ocenie, a podkreślona – rola popularyzacji nauki i jej wpływu na otoczenie społeczno-gospodarcze.
Kluczowe znaczenie ma dla nas prowadzenie szerokiej, otwartej dyskusji na temat proponowanych zmian. Nowy model ewaluacji stanowi odpowiedź na postulaty zgłaszane przez środowisko naukowe. Jego celem jest wprowadzenie rzeczywistej zmiany jakościowej, m.in. ograniczenie biurokracji oraz lepsze dostosowanie kryteriów oceny do specyfiki poszczególnych dyscyplin. To właśnie te kwestie są najczęściej wskazywane jako słabości obecnego systemu – przekonuje wiceminister Karolina Zioło-Pużuk.
Z jej inicjatywy w przyszłym tygodniu rusza cykl otwartych spotkań online dotyczących ewaluacji jakości działalności naukowej. Każde poświęcone będzie innemu kryterium oceny. Harmonogram spotkań:
W spotkaniach może wziąć udział każdy, odbywać się będą poprzez aplikację Webex (LINK). Przypomnijmy, że w marcu, wspólnie z Polską Akademią Nauk, zorganizowaliśmy debatę poświęconą ewaluacji. Obok wiceminister dr Karoliny Zioło-Pużuk, wzięli w niej udział: prof. Agnieszka Chacińska, prof. Magdalena Musiał-Karg, prof. Krzysztof Pyrć i prof. Marek Konarzewski. Zapis dyskusji TUTAJ.
Mariusz Karwowski
Przydałoby się krótkie wyjaśnienie czym są te cztery kryteria. Można się domyśleć, że pierwsze to po staremu osiągnięcia naukowe, drugie - efekt finansowy (?), trzecie to wpływ na społeczeństwo, czwarte...?
Czy jakość kształcenia będzie jednym z kryteriów?
Zobaczymy. Martwi jednak zapowiedź zwiększenia istotności popularyzacji nauki. To jak przyznanie się do porażki - nie mamy pieniędzy i możliwości, żeby naukę uprawiać, to chociaż będziemy ją popularyzować.
Faktycznie, nie brzmi to dobrze. Najgorsze jest to, że środki, które mogłyby być przeznaczone na badania naukowe są przeznaczane na działania wokół-naukowe, niby-naukowe, w tym, popularyzację i sprawozdawczość, która urosła do rozmiarów absurdu Latającego Cyrku Monthy Pythona.
Nie jestem zdziwiony. Polska nauka od dłuższego czasu to poklepywanie się po plecach, kolonialny wręcz zachwyt nad zachodem (staż w zachodnim ośrodku to przepustka do starania się o jakiekolwiek środki, choć nie ma cienia dowodu, że taki staż zapewnia jakąkolwiek przewagę w jakości badań), ogólna nędza i pozorowanie działań. W strategii mojej uczelni zapisane są liczne aktywności na rzecz popularyzacji nauki od przedszkolaków po seniorów. Bardzo ważne działanie. Ważniejsze od jakichś tam badań czy edukacji na poziomie, który nie woła o pomstę do nieba.
Ciekawym elementem „popularyzacji” jest nabijanie punktów szkołom średnim przez np. przygotowywanie ich uczniów do olimpiad przedmiotowych. Problem w tym, że to nie jest dobra działalność, ponieważ uczelnie powinny dawać szkołom średnim dobrych nauczycieli, a nie zastępować ich doraźnie po to, żeby szkoła dobrze wypadała w oczach rodziców. To nauczyciel szkoły średniej powinien potrafić przygotować uczniów do olimpiady. Tymczasem robi coś innego: wybiera uczniów (nie wiemy nawet na jakiej zasadzie) i podsyła ich uczelni na dodatkowe lekcje. To jest z jednej strony oszukiwanie podatników i rodziców uczniów, a z drugiej – rozcieńczanie działalności uczelni. Jeśli taka działalność podlega ewaluacji, za kształcenie nauczycieli powinny być przyznawane punkty dodatnie, a za kształcenie uczniów – ujemne.
No to pewnie prawie wszędzie jest tak samo. Edukacja leży, ponieważ odkąd pamiętam nie była "ewaluowana", a mniej więcej od roku 2000 wręcz przeciwnie: wymagasz = przedmiot wypada, ponieważ, co jest absolutnie oczywiste, studenci mając wybór, zawsze wybiorą przedmiot łatwiejszy, ponieważ szkoda ich pięknego młodego życia, żeby się dużo uczyć.
Państwa, którymi rządzą dzieci nie mają i nigdy nie miały szansy na suwerenność.
"grono 31 ekspertek i ekspertów" - ostatnio większość stanowili humaniści, co samo w sobie było aberracją
Piękny czas wybrano do spotkań. Akurat wtedy gdy większość pracowników nauki udaje się na urlop.
Czyżby POTENCJAŁ wracał na czwartej pozycji oceny.
Swoją drogą też poniżające traktowanie nas - mamy się domyślać co to za kryteria zamiast ogłosić to jak normalni ludzie.
Raczej to drugie, przy czym ręce opadły chyba już wcześniej - za całokształt.
Urlopy czy nikt nie komentuje bo ręce opadły na widok jednego kryterium więcej zamiast jednegp mniej?
Ja osobiście jestem rozczarowany. Liczyłem na minimum siedem kryteriów, w tym co najmniej cztery z udziałem ekspertów.
Członkowie zespołu wizytującego PKA "pochwalili" mi się że mają chyba 600 pól do wypełnienia. Faktycznie, ewaluacja nauki jest daleko w tyle.
Ach, PKA i mityczna jakość kształcenia. U mnie na wydziale jest jakoś tak dziwnie, że na papierze jakość coraz wyższa, a studenci umieją coraz mniej. Tak czy siak, władze zadowolone, kogo by obchodziła rzeczywistość?