Wartość badań naukowych dzieli się na różne odmiany, a najbardziej ogólnie: na wartość naukową (lub merytoryczną) i wartość etyczną. Narodowe Centrum Nauki zamierza przypuszczalnie dbać o jedną i drugą, choć niekoniecznie w równej mierze i w taki sam sposób.
Na jednej z tytułowych stron internetowych Narodowego Centrum Nauki przedstawiających zadania tej instytucji mówi się, że NCN jest „agencją wykonawczą powołaną do wspierania działalności naukowej w zakresie badań podstawowych”, a następnie podaje najistotniejsze zasady jego własnej działalności. Na pierwszym miejscu pośród tych „pryncypiów działania NCN” zostaje wymieniona „identyfikacja i finansowanie najlepszych badań naukowych”. Najlepsze badania można by także określać jako badania o najwyższej wartości. Wartość badań naukowych dzieli się wszakże na różne odmiany, a najbardziej ogólnie: na wartość naukową (lub merytoryczną) i wartość etyczną. Narodowe Centrum Nauki zamierza przypuszczalnie dbać o jedną i drugą, choć niekoniecznie w równej mierze i w taki sam sposób.
Jeżeli zastanawiamy się nad podziałem pracy, jakiego można dokonać w kontroli merytorycznej i etycznej wartości badań naukowych pomiędzy ich publicznym sponsorem i ewentualnym administratorem (np. uczelnią, w której finansowane badania miałyby być prowadzone), wchodzi w rachubę kilka możliwości. W pierwszym toku postępowania publiczny płatnik wymagałby, aby spływające do niego projekty badawcze były już zaopatrzone przez ich ewentualnego administratora w pozytywną ocenę etyczną wydaną przez powołane przez niego (i akceptowane
przez płatnika!) gremium opiniodawcze. W drugim wariancie publiczny płatnik powołuje własnych ekspertów, którzy w trakcie oceny projektów badawczych, skupiającej się gównie na ich wartości naukowej, biorą pod uwagę także ich wartość etyczną. W trzecim wreszcie przypadku publiczny płatnik w trakcie rozpatrywania wniosku ocenia jedynie jego wartość naukową, ale zobowiązuje stronę wnioskującą, aby po jego (warunkowym) zaakceptowaniu poddała go również kontroli etycznej.
Narodowe Centrum Nauki przez pewien czas wahało się (o ile mi wiadomo), jak rozwiązać zarysowaną kwestię podzielenia kompetencji, lecz ostatecznie zdecydowało się na rozwiązanie mieszane, w pewien sposób łączące niektóre zalety (ale niestety i wady) wyżej wymienionych. Zgodnie z przyjętym przez nie scenariuszem publiczny płatnik nie wymaga wprawdzie, aby instytucjonalny wnioskodawca z góry poddawał składany wniosek kontrolującej ocenie etycznej, ale zobowiązuje go, aby przeprowadził taką kontrolę po otrzymaniu decyzji o merytorycznej akceptacji planowanych badań (a zatem jeszcze przed ich rozpoczęciem).
Ponadto jednak grantowa agencja nakłada określone obowiązki związane z etyczną kontrolą rozpatrywanych projektów, także na potencjalnego indywidualnego grantobiorcę. Mianowicie zobowiązuje go, aby składając swój wniosek wypełnił również zawarty w nim formularz etyczny, odpowiadając na całą listę pytań dotyczących etycznych aspektów jego badawczych zamiarów. Na podstawie udzielonych na nie odpowiedzi sama osoba aplikująca, ale także zespół oceniających jej projekt merytorycznych ekspertów, mają rozstrzygnąć, czy w razie jego (warunkowej) akceptacji będzie on jeszcze wymagał dodatkowej kontroli etycznej. Jeżeli tak, merytorycznie zaakceptowany projekt musi jeszcze przejść taką ocenę, przeprowadzoną przez odpowiednią komisję etyczną.
Naszkicowane stanowisko Rady NCN samo w sobie nie przesądza jeszcze, jak rozumieć (czy też „skąd wziąć”) owe odpowiednie komisje etyczne oceniające projektowane badania i w jakim stosunku mają one pozostawać do realizujących te projekty instytucji badawczych. Jest jednak jasne, że Rada była, chcąc nie chcąc, zmuszona „wziąć na warsztat” także ten ostatni regulacyjny i proceduralny problem, i rzeczywiście spróbowała sobie z nim poradzić.
Jakie badania wymagają oceny etycznej?
W 2016 roku ukazał się dokument zatytułowany Zalecenia Rady Narodowego Centrum Nauki dotyczące badań z udziałem ludzi. Na samym jego początku Rada pisze, że przygotowała go „[m]ając na uwadze zapewnienie badaniom naukowym finansowanym ze środków Narodowego Centrum Nauki zgodności z wysokimi standardami etycznymi oraz wsparcie badaczy przy rozstrzyganiu dylematów etycznych związanych z projektowaniem i prowadzeniem badań”. Twórcy zaleceń są przy tym najwyraźniej przekonani o tym, że dla realizacji tego dwoistego celu (zgodność ze standardami i pomoc w rozstrzygani dylematów) przydatne będzie poddawanie projektów badań finansowanych przez NCN uprzedniej ocenie odpowiednich komisji ds. etyki badań naukowych. Ich rekomendacje kierują się przy tym równocześnie do dwóch grup adresatów: z jednej strony „do jednostek naukowych oraz innych podmiotów aplikujących o granty NCN”, którym zaleca się, aby powoływały stosowne komisje, a z drugiej do wnioskodawców planujących badania z udziałem ludzi, którym zaleca się, aby zwracali się do tych komisji o akceptującą ocenę swojego projektu.
Zalecenie kierowane do akademickich podmiotów aplikujących o granty jest przy tym uprzejmie nazywane prośbą. Zalecenie kierowane do indywidualnych wnioskodawców jest przypuszczalnie czymś więcej niż prośbą, ale czym dokładnie, to nie jest zbyt jasne (przynajmniej na tym etapie nie mówi się bowiem, jakiego rodzaju sankcji musi się spodziewać niesubordynowany wnioskodawca, który na przekór wszystkiemu nie podda swojego projektu etycznej ocenie stosownej komisji, pomimo jej istnienia w jego instytucji).
Zarówno dla komisji, które mają opiniować projekty badań wymagających oceny etycznej, jak i dla badaczy zwracających się do nich o taką opinię, pierwszorzędną wagę ma przy tym pytanie, jakie to właściwie badania Rada NCN uważa za wymagające oceny etycznej. Omawiany dokument odnosi się do tej kwestii w dwóch miejscach. Najpierw stwierdza, że zawarte w nim zalecenie (dotyczące tworzenia komisji ds. etyki badań z udziałem ludzi) „nie jest ograniczone do konkretnej dziedziny czy dyscypliny naukowej i dotyczy wszystkich badań, w których planuje się oddziaływanie – w jakiejkolwiek formie – na ludzi”. Następnie zaś podaje pewną listę badań, które wymagają pozytywnej oceny komisji etycznych. Zarówno wewnętrzny sens obu tych eksplikacji, jak ich wzajemny
stosunek pozostawia wszakże sporo niejasności (…)
Bardziej konkretne (a przez to też bardziej kontrowersyjne) są zalecenia czy też polecenia skierowane do badaczy wnioskujących o grant NCN pojawiające się w dokumencie Wytyczne dla wnioskodawców do uzupełnienia formularza dotyczącego kwestii etycznych w projekcie badawczym. W etycznym formularzu, który musi wypełnić każda osoba wnioskująca o grant NCN, zawarte jest między innymi pytanie „Czy planowane badania odbywają się z udziałem ludzi?”. Aby udzielić na nie odpowiedzi, należałoby oczywiście wiedzieć, czym są badania z udziałem ludzi. Tej wiedzy wnioskodawcom, a zapewne też recenzentom ich wniosków, ma dostarczać definicja podawana na początku 2. sekcji wytycznych, odnoszącej się właśnie do badań z udziałem ludzi. Kłopot w tym, że ta wyjściowa informacja, pojawiająca się w różnych edycjach Wytycznych i w dokumentacjach do różnych konkursów, nie jest w nich za każdym razem taka sama, lecz przybiera co najmniej dwie formy: węższą i szerszą. A ponieważ żadna z tych wersji nie została formalnie odwołana ani też uznana za nieaktualną, wypada tutaj wziąć pod uwagę i jedną, i drugą, zwłaszcza że obie w pewien sposób nawiązują do regulacji uznawanych w innych krajach (…)
Jest rzeczą ciekawą, jak ma zachować się polski wnioskodawca planujący badania z udziałem ludzi, które zarówno w świetle regulacji amerykańskich, jak australijskich kwalifikowałyby się do zwolnienia z wymogu formalnej oceny etycznej – jak ma on odpowiedzieć na stawiane mu w formularzu pytanie, czy w jego wniosku planowane są badania odbywające się z udziałem ludzi?
To pytanie w obecnym stanie naszych regulacji sprawia kłopot nie tylko aplikującym o grant. Jest ono kłopotliwe, a w każdym razie powinno być takie, również dla recenzentów oceniających ich wnioski. Częścią oceny wniosku o grant jest wszak ocena jego akceptowalności na podstawie informacji podanych w formularzu etycznym. Przystępującym do wypełniania tego kwestionariusza aplikantom nie szczędzi się paternalistycznej przestrogi: „Podane informacje zostaną wykorzystane przez ekspertów do oceny projektu pod kątem etyki oraz dobrych praktyk wypracowanych dla poszczególnych dyscyplin. Nieprawidłowe lub niepełne wypełnienie formularza etycznego może być potraktowane przez zespół ekspertów jako przesłanka do niefinansowania wniosku”.
Tę na pewno życzliwą pogróżkę powinni wziąć sobie do serca także członkowie zespołu ekspertów. Z formułowanych przez NCN zasad dowiadujemy się przecież, że ekspert uczestniczący w pracach Zespołu oceniającego ma „zadawać zwięzłe pytania, a jego uwagi powinny być jednoznaczne i konstruktywne”, podobnie jak podczas przygotowania oceny powinien „[u]żywać jasnych, analitycznych i jednoznacznych sformułowań”.
Są to niewątpliwie bardzo cenne wskazówki i rady, ale trochę szkoda, że twórcy dokumentów NCN nie zastosowali
ich również do siebie…
To fragment artykułu autorstwa prof. Włodzimierza Galewicza z Zakładu Badań nad Etyką Zawodową w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pełna wersja dostępna jest w ostatnim wydaniu „Forum Akademickiego”.
GRANTY CZY BEZPIECZEŃSTWO POMYSŁÓW? GŁOS PRZECIWKO BIUROKRATYZOWANIU PATOLOGII
W kontekście deklarowanej przez NCN dbałości o etykę, należy zapytać o najbardziej palący problem: etykę samego procesu oceny i ochrony własności intelektualnej wnioskodawców. Zanim zaczniemy dyskutować o wartości etycznej badań naukowych, musimy nazwać patologie, których NCN nie chce dostrzec u siebie:
1. PLAGIAT RECENZENCKI. System NCN, oparty na poufnych recenzjach ekspertów z tej samej wąskiej dziedziny, stał się dla wielu kopalnią darmowych pomysłów. Znane są liczne przypadki, w których nowatorskie projekty były odrzucane tylko po to, by ich kluczowe tezy i metodologie pojawiły się rok później w grantach albo publikacjach samych recenzentów lub ich zespołów czy kolegów.
2. UMACNIANIE BIUROKRACJI KOSZTEM ETYKI. Dyskutowanie o umacnianiu struktur NCN w obecnej formule to w rzeczywistości przyzwalanie na rozrost biurokratycznej kontroli, która pod hasłem „etyki badań” mnoży formularze, całkowicie ignorując etykę procesu oceny. System, który rygorystycznie prześwietla wnioskodawcę, a jednocześnie dopuszcza do anonimowego drapieżnictwa intelektualnego recenzentów, nie buduje nawet fasady uczciwości, lecz jedynie jej miraż.
3. FIKCYJNA KONTROLA ADMINISTRACYJNA: System odwoławczy w NCN to iluzja. Możliwość zaskarżenia decyzji ogranicza się do kwestii formalnych. PRAWO ADMINISTRACYJNE NIE OCENIA MERYTORYKI, co oznacza, że recenzent może bezkarnie zdeprecjonować nowatorski pomysł, by go przejąć, a autor nie ma żadnej drogi prawnej do obrony prawdy naukowej.
Rozbudowa procedur etycznych NCN w jego obecnej formule to cementowanie układu, w którym anonimowy recenzent ma władzę nad cudzym geniuszem bez żadnej odpowiedzialności. Polska nauka potrzebuje bezpiecznych warunków do pracy na uczelniach, a nie JUŻ ZEPSUTEJ centralnej GRANTODAJNI, która stała się parawanem dla drapieżnictwa intelektualnego i wątpliwej etyki eksperckiej. PRAWDZIWA ETYKA W NCN POWINNA ZACZYNAĆ SIĘ OD OCHRONY WNIOSKODAWCY, A NIE OD MNOŻENIA FORMULARZY.
ZESPÓŁ OBSERWATORIUM ETYKI I TRANSPARENTNOŚCI NAUKI
Ogólnie mówiąc zespoły NCN łatwo tworzą grupy wzajemnie się wspierające. Jak to zmienić ?
W USA już dawno to zauważono w przypadku NSF. Ale dotyczy to tez kluczowych amerykańskich czasopism których wielu zmienia co roku edytora. W przypadku NCN połowa jego całego składu w tym przewodniczący powinna być wymieniania co 2 lata. Powinno to dotyczyć także panelu ekspertów.
Obawiam się że nikt w Polsce nie byłby zainteresowany takim rozbijaniem grup wspólnych interesów.
Ad. 1
Sam mam konkretny taki przykład. Jednak aby cos udowodnic musiałbym znać skład zespołu ekspertów który odrzucił mój wniosek. W ten spsób dałoby się wykazać plagiat pomysłu. Jak to rozwiązac.? Może każdy były "ekspert" składający wniosek powinien składac oświadczenie że nie wykorzystał żadnych pomysłów które oceniał jako ekspert, a lista ekspertów z kolejnych konkursów powinna byc ujawniana (bez wskazania k†óry ekspert opiekował sie którym pomysłem).
Proponuję zastąpić niefortunne sformułowanie "z udziałem ludzi" na konstytucyjne "wobec ludzi".
Oj tam, oj tam, nasi humaniści nic sobie nie robią nawet z bombardowań "z udziałem ludzi", a nawet "z udziałem dzieci" ;-)
W sensie: w mediach, w nauce - ani słowa krytyki. Nawet propozycja wymazania cywilizacji całego państwa nie robi wrażenia. Są granty, jest IDUB i to wystarczy ;-)
Tak, porozmawiajmy o etyce ...
To akurat nie do końca prawda, bo krakowscy iraniści często komentują w mediach to, co dzieje się w Iranie, Afganistanie czy Kurdystanie – bez lukrowania czy przyjmilania się do kogokolwiek.
Polska jest akurat bardzo dobrym przykładem zmiany systemu politycznego z totalitarnego na prawie demokratyczny bez ludobójstwa i bez zewnętrznej ingerencji zbrojnej. Kwestia metod lepszych i gorszych. Społeczne nieposłuszeństwo zwykle wystarcza, ponieważ jest działaniem etycznym i z czasem zdobywa sobie coraz większe poparcie, aż do zmiany systemu. To raczej oczywiste, natomiast zewnętrzne ingerencje wzmacniają siłowe reżimy. Przykłady: Iran, Irak, Afganistan, Palestyna, Korea Północna. Wiadomo, że tak to działa.
... i tolerowanie takich działań jest dalece nieetyczne.