Aktualności
Sprawy nauki
05 Lutego
Źródło: NCN
Opublikowano: 2026-02-05

NCN uruchomi system automatycznej weryfikacji wniosków grantowych pod kątem retrakcji

Począwszy od marcowych konkursów OPUS i PRELUDIUM, badacze starający się o grant będą mieli obowiązek podawania informacji o swoich wycofanych artykułach z ostatnich dziesięciu lat. W najbliższych miesiącach planowane jest także uruchomienie automatycznej weryfikacji wszystkich wniosków grantowych pod kątem retrakcji. O najnowszych decyzjach Rady Narodowego Centrum Nauki mówi nam jej przewodniczący, prof. Tomasz Dietl.

Temat nieuczciwych praktyk publikacyjnych jest cały czas na tapecie Narodowego Centrum Nauki i w tym sensie nic się nie zmieniło od momentu, kiedy o podejrzanych artykułach zaczęło pisać również „Forum Akademickie”. Dla dalszych kroków, o których jako Rada NCN zadecydowaliśmy, niebagatelne znaczenie miało to, że wykrywanych jest coraz więcej retrakcji z udziałem badaczy z Polski. Aktywną działalność na tym polu prowadzi dr hab. Hubert Wojtasek z Uniwersytetu Opolskiego, który zaczął nas wprost zasypywać przykładami wycofywanych artykułów grantobiorców NCN.

Dlatego właśnie na styczniowym posiedzeniu Rady NCN podjęliśmy kierunkową decyzję, aby we wnioskach i sprawozdaniach z wykonania projektu pojawiło się dodatkowe, obowiązkowe miejsce, gdzie należy podać listę retraktowanych artykułów z ostatnich 10 lat, którymi współautorami są kierownik projektu lub podani we wniosku wykonawcy. Na lutowe posiedzenie komisja regulaminowa przygotuje już gotową do podjęcia uchwałę, którą przegłosujemy, tak żeby przed marcowymi konkursami OPUS i PRELUDIUM przyszli wnioskodawcy mogli się zapoznać z nowymi zasadami.

Dodam, że informując o retrakcjach, trzeba będzie wyjaśnić ich przyczyny, bo nie zawsze – to podkreślam! – są one związane z nierzetelnością. Czasami autorzy wycofują artykuły sami, np. po wykryciu błędu, i jest to zachowanie ze wszech miar właściwe. Pamiętajmy, że nikt nie jest nieomylny i jeśli ktoś znajduje błąd i wycofa z tego powodu swój artykuł, to należy to uznać za godne pochwały.

Z drugiej strony, jeśli ktoś złożył nieuczciwą pracę, to można podejrzewać, że aplikując do konkursu będzie próbował zataić fakt wycofania artykułu. Dlatego już pracujemy nad narzędziem informatycznym, które umożliwi nam automatyczne weryfikowanie wszystkich wniosków pod kątem retrakcji. Jest to wykonalne technicznie i jeszcze w tym roku powinniśmy takie sprawdzanie uruchomić.

Chciałbym jeszcze raz docenić pracę pana Huberta Wojtaska, ale powiedzmy sobie szczerze – zaproponowane przez nas rozwiązanie nie rozwiąże wszystkich problemów. Trzeba mieć świadomość, że widoczne w bazie retrakcje to jedynie wierzchołek góry lodowej. Tekstów, które powinny być wycofane jest zdecydowanie więcej.

Dobrze obrazuje to przykład mojej dziedziny. Zajmuję się ferromagnetykami. W tej chwili jest już kilka tysięcy prac, które donoszą o ferromagnetyzmie w półprzewodnikach bez domieszek magnetycznych w temperaturze pokojowej. Właściwie wszystkie te wyniki powstały na zasadzie niekontrolowanej obecności żelaza i jego związków, a to znaczy, że materiał był niestarannie oczyszczony. I jeśli znalazło się tam żelazo, to uzyskiwano wynik wskazujący na ferromagnetyzm. Wiem, że dwa artykuły na ten temat, z prestiżowego „Nature” i „Applied Physics Letters”,  zostały wycofane. Ale co z tysiącami pozostałych? Tych nikt już nie kwestionuje, patrzy się tylko na te najbardziej eksponowane, jak „Nature” czy „Science”. Tak jakby w pozostałych nikomu nie chciało się dochodzić prawdy.

A nikt nie chce się tym zajmować, bo to pochłania ogromną ilość czasu. Zatem jeśli ktoś, tak jak pan Wojtasek, z wielką determinacją podjął się już tego zadania, to nie mogliśmy pozostać obojętni. Wystarczy wyobrazić sobie, że bez jego zaangażowania, o wielu przypadkach do dziś nie mielibyśmy pojęcia. Jego upór doprowadził do tego, że pojawiły się retrakcje, ale to, jak wspomniałem, nie rozwiązuje problemu systemowo. Jedna osoba ma bowiem ograniczone możliwości weryfikowania artykułów z całej masy opublikowanych, stąd znamy tylko wycinek całości. Tym niemniej nie możemy pozostać głusi na takie sygnały, więc reagujemy. Zarówno „Forum Akademickie”, jak i samo środowisko, wychodząc z takimi właśnie oddolnymi inicjatywami, wykonuje w tej kwestii dużo dobrej roboty.

Zresztą, z tym problemem mierzy się cały świat. Nowy szef amerykańskiego National Institutes of Health, instytucji z rocznym budżetem na poziomie blisko pięćdziesięciu miliardów dolarów, wymienił niedawno pięć priorytetowych zadań, jakie sobie postawił. Na pierwszym miejscu umieścił wydłużenie życia Amerykanów. A zaraz po tym powtarzalność wyników badań naukowych. Bo to poważne wyzwanie w naukach doświadczalnych, w tym w naukach medycznych i w naukach biologicznych. Chce więc stworzyć system, który by premiował naukowców chcących podjąć się badań weryfikujących wcześniejsze prace. To dobitnie pokazuje, jak wielki problem stanowią dziś powtarzalność i odtwarzalność wyników.

W Polsce, uważam, takim newralgicznym problemem pozostają drapieżne czasopisma. Ich udział procentowy w ogóle publikacji jest u nas bardzo wysoki. I z tym musimy się zmierzyć, bo wiążą się z tym niebagatelne koszty zarówno finansowe, jak i wizerunkowe. Wszyscy przecież wiemy, że w ciągu miesiąca nie da się rzetelnie ocenić pracy i wymienić uwag z recenzentami oraz dokonać rzetelnej rewizji manuskryptu – w czasopismach z indeksu Nature trwa to przeciętnie ponad pół roku. A w czasopismach drapieżnych procedura publikowania jest na tyle łatwa, że zajmuje niewiele ponad miesiąc. W związku z tym wielu naukowców idzie na łatwiznę. Przy czym, oczywiście, sumienie mają czyste, bo formalnie artykuł został wysłany do recenzji, wszystko jest niby w porządku.

Zdaję sobie sprawę, że nie mając ustalonej listy czasopism drapieżnych trudno walczyć z tym zjawiskiem. Dlatego w pierwszej kolejności musimy zwiększać świadomość – i mówię tu o roli NCN-u, ale też mediów zajmujących się tematami akademickimi – na temat tego, że publikowanie w czasopismach drapieżnych osłabia szanse na grant, na awans, na rozpoznawalność międzynarodową, bo artykuły te nie przechodzą przez recenzenckie „sito”, są nierzetelnie recenzowane. W związku z tym ten dorobek jest i powinien być traktowany jako słaby pod względem naukowym.

Not. Mariusz Karwowski

Dyskusja (88 komentarzy)
  • ~komentator (poprzedni) 14.02.2026 15:07

    Proponuję, żeby NCN w pierwszej kolejności sprawdził, czy eksperci oceniający wnioski grantowe, NA PEWNO umieją czytać ZE ZROZUMIENIEM. Bowiem, niestety, ale nierzadko z ich recenzji tych wniosków, wynika coś wręcz przeciwnego...

  • ~Shadow 12.02.2026 13:28

    Widzę że na Pubpeer pojawiły się kolejne plagiaty z udziałem prof Dietla. Ciekawe ile finalnie tego ma? Ciekawe także czy komisja etyki ponownie to zignoruje. Wcześniej był argument że to dawno było, teraz prace są już nowsze:

    https://www.pubpeer.com/publications/AA25BDA7125E4CBFA832AF423C78B8

    https://www.pubpeer.com/publications/C2CFE044173C19850BEEC03154C5EE

  • ~Obserwator NCN 10.02.2026 13:38

    W odniesieniu do słów prof Karpińskiego. Problem tego co zrobił prof Dietl jest głębszy. Publikując artykuł przekazał prawa autorskie wydawnictwu, czyli je w pewnym sensie sprzedał, darował, nie wnikając jaką miał z tego korzyść. Następnie ten sam rysunek ponownie sprzedał, ale nie był już właścicielem tego rysunku. Może to być uznane przez wydawcę jako kradzież. Używał czegoś co nie było jego własnością. Natomiast 65% zapożyczeń z innej publikacji może być uznane jako plagiat. Prace dyplomowe oscylują w granicach 5%. 65% zostało ustalone bez rysunków i stąd procent ten byłby znacznie większy. W świetle tak poważnych zarzutów prof Dietl powinien zrezygnować z przewodniczenia rady NCN. Nie robi tego ponieważ pewnie chodzi o wynagrodzenie i wpływ na przydzielanie grantów. To bulwersujące.

    • ~Rolo 11.02.2026 11:14

      Niestety to prof Dietl będzie decydował o nagrodach PANu. A komisja etyki PANu uznała że jest winny ale to członek PANu więc to nie taka duża wina.

  • ~ANONIM 08.02.2026 15:01

    JA BARDZO CHĘTNIE POINFORMUJĘ O ARTYKULE, KTÓRY WYSŁAŁAM DO FRONTIERS IN PHYSICS. ARTYKUŁ BYŁ W RECENZJI. W TYM CZASIE, Z DNIA NA DZIEŃ, USUNIĘTO LISTĘ ZCZASOPISM I WPROWADZONO STARĄ. 100 PUNKTÓW DLA TEGO CZASOPISMA SPADŁO DO 20 (!). ARTYKUŁ WYCOFAŁAM, ZDAJĄC SOBIE SPRAWĘ Z TEGO, ŻE PRZEZ DZIAŁANIE PAŃSTWA POLSKIEGO JEST NISZCZONA I MARNOWANA MOJA CIĘŻKA PRACA, ZA KTÓRĄ I TAK DOSTAJĘ GÓWNIANE PIENIĄDZE!!!! CHYBA NIE MUSZĘ DODAWAĆ, JAK BYŁAM POSTRZEGANA W TYM MOMENCIE PRZEZ WYDAWNICTWO?!

    • ~Marcin Przewloka 08.02.2026 22:05

      @ANONIM

      Ale czy myśli Pani, ze to pismo, do którego był artykuł wysłany, to było dobre miejsce dla Pani publikacji?
      Bo jeśli tak, to moze trzeba go było tam zostawić?

      • ~Anonim 11.02.2026 19:40

        Niestety nie dostałabym premii, a artykuł nie był by zaliczany do dwuletniej oceny pracownika (tylko powyżej 70 pkt)...

  • ~Paweł Kasprowski 07.02.2026 09:05

    Uważam - i już o tym pisałem w artykule na FA - że do zmiany jest cały system. Każdy powinien móc opublikować artykuł a jego ocena powinna należeć do ludzi, którzy go rzeczywiście czytają i mogą dodawać recenzje. W ten sposób uniknęlibyśmy losowości w ocenach recenzentów i konieczności wyboru przez autorów "właściwego do jakości pracy" wydawnictwa. W mojej dziedzinie (informatyce) najważniejsze w ostatnich latach prace wcale nie zostały opublikowane w "renomowanych" wydawnictwach a zwykle na konferencjach lub po prostu na Arxiv.
    Ale oczywiście byłby to koniec wielomilionowych zarobków wydawnictw...
    Podobnie jak kiedyś skończyły się zarobki firm fonograficznych na płytach CD. Jakoś się jednak dostosowały do nowych warunków.

    • ~Alek Rachwald 11.02.2026 11:14

      Absurdalny i szkodliwy pomysł i to z paru powodów na raz. Powody chyba nie wymagają objaśnienia?

    • ~Hubert Wojtasek 07.02.2026 17:26

      https://forumakademickie.pl/promowac-rzetelnosc-badan-eliminowac-zachowania-nieetyczne/
      https://forumakademickie.pl/deklaracja-sztokholmska-nagradzac-za-jakosc-zwalczac-oszustwa/

  • ~PK 06.02.2026 19:49

    Zupełnie nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że nie da się w miesiąc przygotować recenzji artykułu. Specjalista w danej dziedzinie nie ma problemu z przygotowaniem recenzji w tydzień. Pólroczne (a czasem nawet roczne) oczekiwanie na recenzję jest moim zdaniem niedopuszczalne i powinno być uważane za złą praktykę.

    • ~Alek Rachwald 11.02.2026 11:29

      Niezrozumienie. Autor nie twierdził, ze w miesiąc nie da się przygotować recenzji artykułu. Autor postawił tezę, ze miesiąc dla REDAKCJI to za mało na zorganizowanie procesu, następnie otrzymanie gotowych recenzji, ocenę ich wartości w zestawieniu z treścią artykułu i następnie podjęcie wiążącej decyzji o dalszym losie manuskryptu. I z tym jestem w stanie się zgodzić, ale uważam, ze już dwa miesiące naprawdę mogłyby wystarczyć i są poważne czasopisma, którym to wystarcza, zaś pół roku powinno być absolutnie górną granicą, z wyjątkiem sytuacji nomen omen wyjątkowych. Tymczasem ostatnio przyzwoite czasopismo o średniej renomie chrzaniło się z naszym manuskryptem półtora roku, zaś kolega czekał na opublikowanie w czasopiśmie o renomie wysokiej łącznie trzy lata, z czego bodaj ponad rok już po podjęciu przez redakcję oficjalnej decyzji o publikacji. Na opublikowanie online! To są proszę państwa kpiny. Jak ma w tej sytuacji poradzić sobie doktorant lub kierownik grantu, których obowiązują ścisłe terminy? I ktoś się jeszcze dziwi, ze naukowcy, zwłaszcza tacy jeszcze na dorobku, wysyłają swoje prace np. do Diversity (które rzeczywiście jest słabizną)? W sytuacji, kiedy my wszyscy jesteśmy obłąkańczo rozliczani bardziej z harmonogramów, niż z merytoryki?
      W najbliższym czasie czeka mnie decyzja, gdzie złożyć manuskrypt niedużej, ale dla mnie istotnej pracy, której dotychczasowy brak blokuje mi możliwość ubiegania się o dalsze środki z danego źródła. Do Sustainability albo do Diversity nie złożę, chociaż nieźle by pasowało do profilu. Uważam, że to byłaby przesada. Tylko które czasopismo mi zagwarantuje, że praca ukaże się wcześniej, niż za rok?

    • ~Przemo 07.02.2026 00:21

      Teoretycznie tak, ale w praktyce bywa inaczej, np. kiedy mamy do czynienia z przetwarzaniem dużej ilości danych. Z tym recenzenci sobie raczej nie radzą i pewnie nawet nie próbują sprawdzić prawidłowego przetwarzania danych. Sprawa jest prosta, kiedy z opisu metod już wynika, że popełniono błąd lub błędy, można proponować odrzucenie pracy. Niestety niewiele to daje. Opublikują i tak albo autorzy wyślą gdzie indziej i też opublikują, wygładzając jedynie opis metod na tyle by nie wzbudzały podejrzeń kolejnego recenzenta.
      Problemy dostrzegamy, kiedy chcemy skorzystać z surowych danych i okazuje się, że przedstawione wnioski wcale z nich nie wynikają.

      Stąd, uważam, że recenzje są zbędne, jeśli nie szkodliwe. Pozwólmy ludziom szczerze pisać co uważają za stosowne, a łatwiej będzie odróżnić prace rzetelne od ponaciąganych.

      • ~PŻ 07.02.2026 10:27

        Do ~Przemo 07.02.2026 00:21. Pisze pan, cytuję: „Teoretycznie tak, ale w praktyce bywa inaczej, np. kiedy mamy do czynienia z przetwarzaniem dużej ilości danych. Z tym recenzenci sobie raczej nie radzą i pewnie nawet nie próbują sprawdzić prawidłowego przetwarzania danych.” Recenzent musi być fachowcem w danym zagadnieniu. Gdy fachowiec sobie nie radzi, to jak mogą poradzić czytelnicy nierecenzowanych artykułów, o czym pisze pan dalej? Cytuję: „Stąd, uważam, że recenzje są zbędne, jeśli nie szkodliwe. Pozwólmy ludziom szczerze pisać co uważają za stosowne, a łatwiej będzie odróżnić prace rzetelne od ponaciąganych.”

        • ~Przemo 08.02.2026 13:07

          I jeszcze jedno: gdyby recenzja miała istotną wartość dla konsorcjum wydawniczego, którego rentowność jest większa od rentowności Google, płaciłoby za nią, a nie płaci. Do czego faktycznie wydawnictwa naukowe potrzebują recenzji? Do usuwania widocznych, rażących błędów i podtrzymania prestiżu czyli iluzji wielkości. Jest to wyłącznie cel kosmetyczno - marketingowy. Zastąpiłbym recenzje miejscem na komentarze czytelników, a drogie publikowanie u tłustych kotów publikowanie =m na stronach internetowych jednostek naukowych. Taka zmiana miałaby wiele zalet, a wśród nich taką, że badacze i podatnicy wiedzieliby co która jednostka naukowa faktycznie robi i w jaki sposób.

        • ~Przemo 08.02.2026 12:42

          "Gdy fachowiec sobie nie radzi, to jak mogą poradzić czytelnicy.."
          Kim jest czytelnik? W przypadku nauk eksperymentalnych - szef grup badawczej lub jego doktorant, pracownik, którzy chcą oprzeć się w swoich badaniach na już uzyskanych i opublikowanych wynikach innej grupy, którzy wiedzą, że tak czy inaczej będą musieli się do nich odnieść. Mają na to więcej czasu niż recenzent.
          To, że recenzent jest "fachowcem" nie pomaga z kilku względów. Nie da się pogodzić rzetelnej recenzji z tym, że wszyscy chcieliby szybko publikować. Recenzent musi wierzyć w uczciwość autorów, ponieważ nie ma możliwości sprawdzić czy eksperyment został przeprowadzony dokładnie tak, jak to autorzy opisują, nie sprawdzi rzetelności przeprowadzonych pomiarów i nie sprawdzi poprawności przetwarzania dużych danych. Jeden z bardzo ograniczonym czasem przeciw powiedzmy przeciw kilku latom pracy kilkunastoosobowego zespołu.

          Recenzja, jedna, druga, trzecia, pomaga jedynie dobrze ukryć błędy, które lepiej, żeby były dla czytelnika widoczne. Recenzje artykułów naukowych, które pojawiły się w latach 50-tych XX wieku, powinny już zniknąć, ponieważ nie spełniają i nie mogą spełniać pokładanych w nich oczekiwań.

          • ~sdf 08.02.2026 22:05

            O tak. Jestem za. Podczas pisania artykułu będę jeszcze analizował dane surowe do tych 50-60 artykułów, które chcę zacytować. Wszak mam na to trzy wolne lata, artykuł poczeka. Bez żartów proszę.

            • ~Przemo 09.02.2026 07:17

              Z recenzją czy bez, trzeba jeśli poszukujemy prawdy, a nie tylko cytowań i punktów, a oto przykład: https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/40240650/
              Te artykuły były recenzowane i zostały opublikowane w godnych czasopismach.
              Takich przykładów jest znacznie, znacznie więcej.
              To skutek błędnej polityki publish or perish.
              Proponuję bardzo oszczędnie i ostrożnie cytować. To jest niestety sprzeczne z polityką czasopism, ponieważ cytowania najnowszych prac w czasopiśmie zwiększa jego IF oraz liczę jego dobrze płacących klientów.

  • ~Marcin Przewloka 06.02.2026 17:35

    Widzę z dyskusji, że sporo komentarzy jest nakierowanych na ewaluację, jako potencjalne źródło całego problemu. Myślę, że na pewno ewaluacja i aplikowanie o granty są ściśle powiązane z publikowaniem artykułów, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.
    Ale trzeba pamiętać, że ewaluacja ewaluacją, a publikowanie publikowaniem. Nie można wszystkiego tłumaczyć wadliwym systemem ewaluacji czy innymi sprawami związanymi z prowadzeniem badań oraz ścieżką kariery. Rzetelność i uczciwość przede wszystkim.

    • ~Alek Rachwald 11.02.2026 11:32

      Panie kolego, zgadzam się całkowicie, ale jest jeszcze kwestia lojalności wobec własnej firmy. Ewaluacja nie dotyczy nas osobiście, tylko naszych instytutów i uniwersytetów. Trudno zupełnie nie brać pod uwagę, jak miejsce, w które wyślę mój dajmy na to przełomowy papier, wpłynie potem na ocenę mojej uczelni. Procedura ewaluacji jest zdolna wpakować nas w konflikt interesów.

  • ~GregPast 06.02.2026 11:42

    Niestety cały system leżący u podstaw uprawiania dzisiejszej nauki ma istotne mankamenty. Przede wszystkim - publish or perish. Już nie "co", tylko ile i gdzie. Nie ma czasu nawet na czytanie bardzo sensownych prac by się dokształcić. Z drugiej strony - jak już masz sensowną pracę, nad którą tyrałeś przez np rok (ja jestem matematykiem, w tej branży tak to wyglada), to potem kolejny rok czekasz na recenzję, bo ludziom nie chce się recenzować! Dlaczego się nie chce? Bo sami mają kupę roboty w tak urządzonym świecie, a recenzowanie nic nie daje temu, kto recenzuje. Mogę recenzować pro publico bono, jeśli nie muszę pisać na gwałt. Jak muszę pisać na gwałt, a nie mam nic z recenzji (dosłownie NIC, nawet żadnego uznania władz), to nie recenzuję albo robię to badziewnie. W tej sytuacji nie dziwię się, że niektórzy nie wytrzymują presji i idą czasem na skróty. Przecież jest też życie, w którym czasem może się nie wieść. Są małe zarobki, więc bywa, że się dorabia. A wtedy nie ma czasu na robienie prawdziwej nauki i czasami sięga się po półśrodki. To jest naturalny mechanizm psychologiczny. Myślę, że realne poprawienie tej sytuacji opiera się na jakiejś formie gratyfikacji za recenzowanie. Kompetentne recenzowanie! To powinno iść w parze z ogólnym zwiększeniem środków na naukę na podwórku polskim, a na światowym- ze zmianą paradygmatu. Co jest pewnie mało realne. Ale zmiana ta powinna dotyczyć całego świata- produkuj mniej, a lepiej. A nie wiele g, które np zaraz się popsuje. To, co dzieje się w nauce, wpisuje się w ogólno światowy wyniszczający ludzkość trend. A i planetę przy okazji.

  • ~PŻ 06.02.2026 10:30

    Pozwolę tu przytoczyć kawałek mojej uwagi z dnia 21.10.2025:
    Jeden z ataków na ewaluację polegał na podziale czasopism na „dobre” i „drapieżne”. Atak ten przeprowadzano przeważnie z „góry” – kierownictwo PAN i inni decydenci.

    W tym miejscu dołożę – jak widać, i szef Rady NCN.

    Polegało to na lobbowaniu tych dobrych czasopism i negowaniu czasopism nowej generacji, które lobbyści określili jako drapieżne. Atak był wściekły. Dlaczego? Bo założyciele czasopism nowej generacji przeanalizowali wady tych dobrych czasopism i postanowili je wyeliminować. Główne wady to, po pierwsze, nieograniczony czas na recenzje. Często zdarza się że recenzowanie 15 stronicowego artykułu zajmuje kilka miesięcy. Po jednej stronie tygodniowo!!! Po drugie, długi czas przygotowania do druku. Po trzecie, kilka miesięcy od przyjęcia do druku do opublikowania. Daje to w sumie od roku i wzwyż od wysłania do opublikowania. W dyskusji w FA jeden z obecnych decydentów nauki napisał, że opublikowanie zajęło mu dwa lata. A w tym wielokrotnie poniewieranym MDPI góra dwa miesiące.
    Zwróćcie wagę na to, że szef Rady NCN, pisząc recenzję doktoratu o objętości 150 stron nie protestuje, że dostał na to tylko 2 miesiące. Natomiast sugeruje, że na napisanie recenzji 15 stronicowego artykułu potrzebne jest aż pół roku!
    Zmartwiło mnie to, że szef Rady NCN zawarł w swojej wypowiedzi dziwną sugestię, która może być odczytana jako skierowana do recenzentów w postępowaniach awansowych oraz grantowych, cytuję: „…publikowanie w czasopismach drapieżnych osłabia szanse na grant, na awans…”

    • ~GregPast 06.02.2026 11:47

      Ok. Ale czy zawsze się publikuje w tych tzw drapieżnych czasopismach tylko dlatego, że te tzw dobre czasopisma są be (do pewnego stopnia się z tym zgadzam), czy też jednak czasami dlatego, że chce się szybko opublikować badziewie? Bądźmy poważni. Ta druga opcja nie jest rzadkością.

      • ~PŻ 07.02.2026 10:20

        Do ~GregPast 06.02.2026 11:47. Jako odpowiedź przytoczę fragment wypowiedzi ~AN 05.02.2026 13:01, cytuję: „Publikowanie 1 artykułu ponad rok nie służy robieniu nauki, na pewno nie w dynamicznie rozwijających się dziedzinach. My wyślemy gdzieś aby sprawdzali miesiącami, a inni w tym czasie opublikują podobne prace i nasze tracą aspekt nowości.” Dodam, że nie wykluczone, że jeden z recenzentów po zapoznaniu się z recenzowanym artykułem szybko powtórzy pomiary i opublikuje swój artykuł na nieco innych materiałach i danych.

  • ~Przemo 06.02.2026 10:19

    Odnoszę wrażenie, że podtrzymywanie publikacyjnej punktozy wynika z lenistwa i konformizmu. W ten sposób można nie dokonywać merytorycznej oceny wykonania projektu, nie trzeba się nikomu narażać i nie trzeba wykazywać się wiedzą na temat ocenianego projektu.

    W przypadkach retrakcji: podobnie. Wnioskodawca powinien się przyznać do retrakcji, ale niczego to nie zmienia, ponieważ brakuje tu deklaracji o jakichkolwiek sankcjach w przypadku przyznania się, jak również w przypadku nieprzyznania się. To doprawdy zabawne ;-)

  • ~Prof. Stanisław Karpiński 06.02.2026 09:14

    Walka z drapieżnymi czasopismami jest jak walka ze spekulacją czyli z mechanizmami rynkowymi w czasach PRL. Ta walka z drapieżnymi czasopismami jest tak przesiąknięta ideologią PZPR i PRL, że jest to dla mnie porażające. Ale cóż "ryba psuje się od głowy". Prof. Dietl Przewodniczący Rady NCN walcząc z nieuczciwymi praktykami naukowców czy z "drapieżnymi" czasopismami niech sam uderzy się w pierś. Prof. Dietl w swoim oświadczeniu do Komisji do spraw Etyki PAN napisał. cytuję; " W tym przypadku można rzeczywiście uznać, że trzy bardzo podobne artykuły z trzech referatów na zaproszenie są nadmiarowe a także, że powinny zawierać wzajemne cytowanie oraz odniesienie się do nieopublikowanego jeszcze komunikatu konferencyjnego." Dla czytelników dodam, że chodzi o trzykrotny autoplagiat dochodzący w jednym przypadku do 65% identyczności z oryginalnym tekstem. Komisja ds. Etyki w Nauce PAN uznała ten trzykrotny autoplagiat za drugorzędny, czytuję: "To stwierdzenie prof. Dietla Zespół Orzekający uznaje jako jego przyznanie do naruszenia zasad etyki w nauce. Zdaniem zespołu orzekającego to naruszenie ma charakter drugorzędny i nie powinno wpływać ma całokształtu tej sprawy". Podobnie Komisja do spraw Etyki w Nauce oceniła duplikację Rysunku 1 (najważniejszego) z publikacji Dietl et al., w Science 2000 z publikacją Rys. 3 w Phyisica B 2000. Cóż poradzić "kruk krukowi oka nie wykole" albo "wszystkie zwierzęta są równe ale niektóre równiejsze." Jesteś członkiem PAN, to jesteś chroniony, jesteś członkiem PO to jesteś chroniony, tak jak byli chronieni dawni członkowie PZPR. Nauka w Polsce w latach 2000+ jest przesiąknięta taką mentalnością rodem z PZPR i PRL. Dlatego w Polsce nie ma konkurencyjnej nauki i nagród Nobla bo nauka w Polsce funkcjonuje nadal jak z czasów PRL.

    • ~dr-On 14.02.2026 15:23

      "Dlatego w Polsce nie ma konkurencyjnej nauki i nagród Nobla bo nauka w Polsce funkcjonuje nadal jak z czasów PRL."

      Należałoby jeszcze dodać, że gdyby sporządzić rangking MARNOWANA LUDZKICH TALENTÓW (zwłaszcza w dziedzinach ścisłych), to Polska byłaby bezwzględnie w PIERWSZEJ dziesiątce krajów na świecie, a być może trafiłaby na podium...
      A drugi rangking dotyczyłby ZAŚCIANKOWOŚCI w mentalności: otóż, szczytem intelektualnych osiągnięć w mniemaniu przeciętnego Iksińskiego z Polski, jest ukończenie studiów prawniczych, kiedyś to były też studia filozoficzne, historyczne, polonistyczne, socjologiczne etc. no i oczywiście, studiów lekarskich. Zaś kierunki takie, jak fizyka, czy matematyka uważa on często za swego rodzaju, fanaberię, MAŁO KOMU POTRZEBNĄ. A biorąc pod uwagę fakt, że bez zajęć dydaktycznych, a więc bez studentów, uczelnie BY PADŁY, odpowiedź mamy gotową. I W TY, rangkingu Polska byłaby CO NAJMNIEJ na 3 miejscu na podium.
      I właśnie TAKŻE Z TYCH powodów, Nobla nie ma, nie ma też szans na polepszenie pozycji polskich uczelni w porównaniu z innymi uczelniami na świecie.
      A wszyscy ci, co tak się udzielają w mediach, mówiąc i/albo pisząc o problemach nauki polskiej, tylko przejęci perorują o jakichś komitetach, radach, zespołach ds. takich-siakich-i-owakich, czy o punktach ministerialnych, ewaluacji itp., jakby uważali, że tym sposobem przyczynią się do polepszenia sytuacji, i że to wyczerpuje temat tzn. widzą TYLKO TE problemy. A tamtych nie dostrzegają lub USIŁUJĄ ich nie dostrzegać.
      No to cóż... NIE BĘDZIE żadnego polepszenia sytuacji.

    • ~Zbigniew 07.02.2026 17:58

      To smutne jak Pan Prof Karpiński obnaża hipokryzję prof Andrzeja Góreckiego. Stworzył zasady etyki dla wszystkich ale nie dotyczą one kolegów w tym prof Dietla. Te zasady są od kąt 90 zeszłego wieku. No cóż padają mity wielkich profesorów.

    • ~Przemo 06.02.2026 13:40

      Kto wymyślił słowo "autoplagiat" i cóż miałoby ono znaczyć?

      • ~Profesor PAN 08.02.2026 22:56

        Zazwyczaj nie wiemy, kto pierwszy wprowadził dane słowo do użytku, zwłaszcza kiedy odpowiada ono dość oczywistemu pojęciu. Tak jest bez wątpienia w przypadku określenia 'autoplagiat', które w sposób nie ulegający wątpliwości oznacza plagiat z samego siebie. Praktyka dość powszechna w nauce. Że się tak zapytam: uważa pan, że naukowiec może publikować tę samą pracę wiele razy?

    • ~Emerytowany historyk z UO 06.02.2026 13:04

      Zwracam się z prośbą do środowiska historyków o zbadanie teczki w IPN pana Wojtaska. Teczka jest bo było to sprawdzane ale muszę ostrzec że jak ktoś teczki z Uniwersytetu Opolskiego rusza to taką informację otrzymuje rektor UO. Był jeden historyk który się teczkami UO zajmował ale 20 lat temu został znaleziony martwy w swoim samochodzie. Do dzisiaj sprawa nie została wyjaśniona.

      • ~Hubert Wojtasek 13.02.2026 11:22

        Zapewne jedynym dokumentem w tej teczce jest moje oświadczenie lustracyjne. No chyba, że znalazły się tam donosy "Emerytowanego historyka z UO"/zwolnionego prorektora PO/pewnego członka Rady NCN/byłego przełożonego tegoż członka Rady NCN/Jana Kowalskiego złożone w ciągu ostatnich 19 miesięcy o tym, że „jako 15-latek w 1979 donosiłem na Arcybiskupa Nossola do SB”. 😁😁😁

        • ~Historyk UJ 13.02.2026 18:50

          Teczki w IPN zakładane były przed lustracją więc nie jest możliwe żeby w teczce było tylko oświadczenie lustracyjne. Skoro założono teczkę to musi tam być COŚ. Zapewne podpisał pan jakiś dokument oficerowi prowadzącemu czy zdał raport.

          • ~Hubert Wojtasek 13.02.2026 20:02

            A ktoś widział tę teczkę czy jest to tylko produkt chorej wyobraźni "historyków z UO i z UJ"? Wiecie na czym zna się alfons robactwa? Na feromonach. I znowu czuję tu feromony strachu. Tak się dzieje, gdy cwaniacy nagle stają się zwierzyną łowną i widzą jak po kolei zamykają się wszystkie drogi ucieczki.

        • ~Zdegustowany 13.02.2026 18:40

          A może coś więcej, może donosy na kolegów, wziątka itp. Jeszcze niedawno pisał pan że nie ma teczki a teraz nagle się znalazła. A wpis w którym pan pisze że donosił na biskupa Nossola swobodnie wędruje po uczelniach. Ja już go 3 razy dostałem.
          Wystarczy spojrzeć kto chce na etyce w Polsce zbić kapitał, to miernoty naukowe często nic nie mają albo tak jak pan Wroński udowodniony plagiat. Prof Karpinski ma rację, w pewnych latach konieczna była lustracja a nie dzieci komuchow, donosiciele udający że nie mają teczki w IPN wypowiadają się publicznie.

      • ~Alek Rachwald 11.02.2026 11:42

        Łaskawy panie, donos, aby mieć jaka taką moc, nie powinien być anonimowy. Proszę się tak nie krępować, jest pan wolnym człowiekiem.

    • ~Maciek 06.02.2026 10:49

      Panie Profesorze Stasiu,

      Ponieważ mamy wspólną pasję, a jest nią strzelectwo, to zawsze z uwagą i zainteresowaniem czytam pana posty, ale tutaj mam mieszane uczucia. Czy pan ma jakieś kompleksy, jako badacz? O ile mi wiadomo, to pan też był członkiem PO i zarazem wiceministrem nauki.

      • ~Prof. Stanisław Karpiński 06.02.2026 11:35

        1,5 roczny epizod, Wtedy (2011-2012) PO miała skrzydło konserwatywne, którego Tusk się pozbył do 2014 r.

      • ~nic wniosą do nauki 06.02.2026 11:25

        Mój rysunek, który pokazuję w 20 publikacjach , bo nic się nie zmieniło w teorii, to dziś nie ważne jest co piszę nowego w publikacji tylko ważne jest cytowanie 20 swoich prac, bo przedstawiam swój rysunek w tej nowej pracy. Ludzie nauki czy najważniejsze jest cytowanie 20 swoich prac bo pokazuję rysunek. Może zajmiecie się nauką, a nie pierdołami o cytowaniu rysunków i pomnażaniu literatury. Nie oczekuję więcej od naukowców czepiających się o rysunek, ich miejsce jest poza nauką, bo nic dobrego nie wniosą już do nauki.

  • ~Przemo 06.02.2026 08:55

    Dobry projekt, to dobry projekt. Po co komu ocena dorobku autora?

    • ~Igiana 06.02.2026 23:32

      Bo tak sobie życzy Rada NCN.

  • ~Grześ 05.02.2026 22:56

    Śmielej towarzysze naukowcy. Czy jeśli zacytuję w mojej publikacji publikację, która później zostanie poddana retrakcji to czy moja publikacja również powinna zostać wycofana? A czy jeśli zacytuję w mojej publikacji, publikację z czasopisma uznanego przez kogoś (???) za drapieżne to moja publikacja i ja również zostaniemy uznani przez NCN za niegodnych? Dlaczego wszystko ma polegać na uznaniowości kasty naukowej? Dlaczego ministerstwo, NCN (i kasta) nie ustaliło do tej pory listy czasopism drapieżnych, skoro publikowanie w tych czasopismach stanowi podobno tak istotny problem? Czas wykonania recenzji stanowi jakieś kryterium przy ocenie jakości/drapieżności czasopisma - od czasopisma z Elseviera otrzymałem kiedyś pozytywną recenzję po 2 tygodniach - czyli to drapieżnik?

    • ~Robi co coś robi 06.02.2026 23:15

      Każdy wydawca ma tzw drapieżne czasopisma: nature -sci reports, IEEE- access, Elsevier- heliyon. Problem w tym że to drapieżne dowiadujemy się dopiero po czasie. A potem gwiazdy etyki, które zazwyczaj nic nie publikują, piszą że to oczywiste było. 5-6 lat temu kolega prof fizyki chodził wyprostowany ze ma artykuł w nature czytaj sci reports. Dziś już zapomniał o tym. Liczy się treść i recenzenci danego czasopisma. Czasopismo jest silne jak jego recenzenci ale recenzje też się robi lepsze dla lepszych. Natomiast zabawne jest że o etyce wypowiadają się osoby które mają artykuły z 1000 współautorów. Największe badziewie często robi się w instytutach gdzie jest od groma autorów a najmłodszy robi bo chce być dr.

    • ~Alek Rachwald 06.02.2026 08:59

      Nie.

      • ~Grześ 06.02.2026 10:45

        Nie. Jeszcze nie? Nie bo? Kto decyduje o tym że nie? Przecież jeśli powołuję się na wadliwe/nierzetelnie wyniki badań to moje wyniki też mogą być niewiarygodne.

        • ~Przemo 07.02.2026 10:28

          Nie bo napisał to Rachwald który zna się na wszystkim a ta wiedza tyle miejsca zajmuje i tyle wymaga czasu jej utrzymanie że już brakuje go na pracę naukową. Wystarczy zerknąć na dorobek i człowiek się zastanawia za co dają habilitację w leśnictwie?

        • ~Alek Rachwald 06.02.2026 14:51

          Zgodzę się najwyżej warunkowo. Wyniki, które uzyskałem, nie zależą od wyników prac, z którymi ewentualnie polemizuję w dyskusji. Natomiast jeśli powołałem się na taką pracę na etapie wyboru celów, to najwyżej ją sfalsyfikowałem. To również nie rzutuje na wynik moich badań, tylko pozwala wykazać, że wspomniany autor retraktowanej pracy autor zmyślając pomylił się haniebnie, lub ewentualnie trafnie zgadywał.
          Retraktowana praca mogłaby natomiast zakłócić konkluzje pracy przeglądowej lub (do pewnego stopnia) większej metaanalizy.
          Oceniam to oczywiście z punktu widzenia metodyki badawczej, którą się posługuję.

          • ~Grześ 06.02.2026 16:41

            Cały postęp naukowy polega na tym że bazujemy (często a priori) na dokonaniach innych, inaczej zawsze musielibyśmy zaczynać wszystko od zera.

    • ~Prof. Stanisław Karpiński 06.02.2026 08:06

      Dobrze napisane!

  • ~prof. Damian 05.02.2026 22:38

    Lista czasopism drapieżnych jest łatwa do zdefiniowana. Czasopisma drapieżne to takie, które nie płacą autorom za napisanie artykułu i nie płacą recenzentom za wykonanie recenzji.
    Potem można dodać kolejne cechy po których poznaje się czasopisma drapieżne, ale na początek te dwa wystarczą:
    Czasopisma drapieżne to takie, które nie płacą autorom za napisanie artykułu i nie płacą recenzentom za wykonanie recenzji.

    • ~niedrapieżne 06.02.2026 09:53

      Czasopisma niedrapieżne to takie, które każą sobie płacić duże sumy za przeczytanie artykułu opublikowanego w tym czasopiśmie, a drapieżne, to te które każą płacić grosze za opublikowanie i zacytowanie tego niedrapieżnego. Należy dodać, że czasopisma drapieżne to takie, które ja dziś rządzący i stojący na piedestale każdemu mówię, że to głównie te czasopisma które mi się nie podobają. Proszę zgadywać. Widzicie sami, że są łatwe do zdefiniowania, bo takie ma dziś widzimisię. Proszę słuchać i stosować się do moich wiekopomnych słów i postanowień. I co podoba się ta definicja czasopisma?

    • ~K 06.02.2026 09:18

      W mojej dziedzinie nie byłoby wtedy ani jednego czasopisma z listy ministerialnej i żadnego o którym wiem spoza. Nawet jakby założyć tylko brak opłaty przy wysyłaniu to takich czasopism jest już niewiele. Takie są czasy i potrzeba by tu ogólnoświatowych rozwiązań.

  • ~Obserwator 05.02.2026 22:13

    Myślę sobie dlaczego prof Dietl tak podlizuje się Wojtaskowi, wchodzę na pubpeer i już wiem. Tyle ma tam plagiacików ze boi się że się ruski do niego przyczepi. Ale nikt go nie zaatakuje bo swojego nie ruszą. Co dalej? Granciki ze strachu? Ale szambo wybiło, a jeszcze kiedyś Dietl był uważany za naukowca.

    • ~Prof. Stanisław Karpiński 06.02.2026 08:20

      Mój przyjaciel prof. Philip Mullineaux mawia: "Jesteś tak dobrym naukowcem jak ostatnie twoje publikacje". Wystarczy sobie przeczytać ostatnie publikacje Dietla.

      • ~Baczny obserwator 07.02.2026 10:21

        Dietl nie rozumie że jeszcze swoim zachowaniem ciągnie w dół Sankowskiego, Sankowski zapomniał już że ma z Dietlem artykuły i takie same żonglowanie rysunkami. Wojtasek ma żonglerkę cytowaniami i głupie teksty w artykułach pisane przez AI ale Pubpeer nie wyraża zgody na ich publikowanie. To Wojtasek ustala kogo ruski opisze na blogu z Polski. A Wojtasek atakuje tylko ludzi z mniejszych ośrodków i małych instytutów. Pytanie tylko czy prezydent podpisze jego profesurę czy go wsadza na minę po wszystkim i napiszą że Nawrocki nadał tytuł współpracownikowi wiadomo kogo.

        • ~Hubert Wojtasek 07.02.2026 18:31

          Ah, jeszcze zapomniałem dodać. Na PubPeer można publikować bez moderacji, jeśli się to robi pod własnym nazwiskiem i poda się instytucjonalny adres mailowy. Przynajmniej dopóki nie napisze się jakichś głupot. Zainteresowani? Redakcje czasopism zazwyczaj też nie rozpatrują anonimowych donosów.

        • ~Hubert Wojtasek 07.02.2026 18:16

          "Wojtasek ma żonglerkę cytowaniami i głupie teksty w artykułach pisane przez AI ale Pubpeer nie wyraża zgody na ich publikowanie." 😂😂😂
          Na PubPeer zarzuty muszą być uzasadnione i udokumentowane. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby je wysłać do redakcji. Tam macki PubPeer nie sięgają.
          "A Wojtasek atakuje tylko ludzi z mniejszych ośrodków i małych instytutów."
          Taa, Politechnika Gdańska, Poznańska i Śląska - to "małe ośrodki". Przypomnę, że 2 z nich to IDUB-y.

  • ~eRDeeN 05.02.2026 15:54

    Proponuję zacząć od bazy oświadczeń awansowych w RDN. Tam jest dopiero bałagan.... Współautorzy oświadczają jak wygodnie do awansów - suma % często >> 100%....

    Nie wspomnę o tym, że oświadczeń nie zbiera się do profesur !!!! I często profesorowie przypisują sobie wszystko!!!! Niestety AUTOREFERATY nie są udostępniane.....

    NCN w drugej kolejności.

  • ~Hubert Wojtasek 05.02.2026 15:49

    Panie Profesorze,
    Przede wszystkim dziękuję za uznanie, które po raz pierwszy ktoś wyraził publicznie.
    "Dlatego już pracujemy nad narzędziem informatycznym, które umożliwi nam automatyczne weryfikowanie wszystkich wniosków pod kątem retrakcji. Jest to wykonalne technicznie i jeszcze w tym roku powinniśmy takie sprawdzanie uruchomić."
    Mam taką radę. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby skonstruowanie wtyczki, która mogłaby sprawdzać dane w bazie Argos. Argos wprowadza dane o retrakcjach dużo szybciej niż Retraction Watch Database, gdzie rozwiązania informatyczne są dość anachroniczne. Proponuję skontaktować się z Janem-Erikiem de Boerem, współzałożycielem firmy Scitility, która jest twórcą bazy Argos. Myślę, że będzie chętny do współpracy i pomoże to zrobić za stosunkowo niewielkie pieniądze.

    • ~Sławomir Wacewicz 06.02.2026 20:41

      Bardzo się cieszę, że są takie osoby jak prof. Wroński czy prof. Wojtasek.

      • ~Hubert Wojtasek 06.02.2026 21:51

        Ale Pan to na serio czy złośliwie? Po przeczytaniu tych komentarzy powyżej i poniżej (a także setek innych z ostatnich 18 miesięcy) człowiek już w takie rzeczy nie wierzy.

        • ~Sławomir Wacewicz 07.02.2026 12:05

          Przejrzałem trochę dyskusji, no i właśnie dziwią mnie takie komentarze. Naprawdę jako społeczność naukowa mamy obowiązek przestrzegać uczciwości i bronić wizerunku nauki, a poświęcanie na to jeszcze dodatkowo swoich zasobów (energii i czasu wolnego) powinno być właśnie doceniane i promowane.

    • ~Łowca 05.02.2026 15:58

      O Pan HW już na łowach... poczuł moc.... "ah znowu mogę pomóc środowisku - oh ja wielki ja HW" zapewne sobie myśli.

      Kolejne miejsce dla naszego SYGNALISTY!!!! Vivat Vivat!!!!

      Pan HW powinien być na czele NCN !!!

      • ~Carpiu Diem 05.02.2026 16:24

        Z cyklu: gdy łowca łatwych punktów staje się "zwierzyną"

      • ~Życzliwy_OPOLSKA_myśl_naukowa 05.02.2026 16:15

        Noc nie przespana :)
        Może to pomoże w profesurze hmmm za 5 lat?

      • ~Hubert Wojtasek 05.02.2026 16:13

        Na czele NCN to chyba zamierzał stanąć prof. Marszałek (oczywiście po przejściu na emeryturę prof. Karpińskiego). No, ale to się już raczej nie uda. Zapewniam, że nie mam takich ambicji.

  • ~Bart 05.02.2026 15:16

    Pieniędzy coraz mniej (wliczając inflację), wnioski coraz większe. Prawidłowo tępić rozwój

  • ~Krzysztof 05.02.2026 13:21

    To trochę bez sensu. Co mają wspólnego prace wycofane z projektami NCN. Lepiej żeby NCN sprawdzało, czy projekt już po przyznaniu nie jest rozliczony publikacjami zmanipulowanymi; i tu zarówno na poziomie retrakcji, jak i publicznej informacji o manipulacji na portalach (czasopisma nie zawsze wycofują pracę, bo chcą mieć zwyczajnie święty spokój).
    To można zrobić na etapie rozliczania projektów i zastrzec sobie możliwość do weryfikacji takich spraw również w projektach wcześniej finansowanych z NCN.

    • ~maciej 05.02.2026 17:14

      Czasopismom retrakcja się po prostu nie opłaca. Skoro pobrano APC, to po retrakcji delikwent drugi raz do nas raczej nie wyśle. Bo przecież zapłacił, "a nie tak miało być".

      • ~Alek Rachwald 06.02.2026 14:52

        A ja jeszcze z innej mańki: otóż ciekawe, czy po retrakcji czasopismo zwraca APC.

  • ~AN 05.02.2026 13:01

    "Wszyscy przecież wiemy, że w ciągu miesiąca nie da się rzetelnie ocenić pracy i wymienić uwag z recenzentami oraz dokonać rzetelnej rewizji manuskryptu – w czasopismach z indeksu Nature trwa to przeciętnie ponad pół roku."
    A to nie tak, ze uda się w tydzień zrecenzowac pracę lub szybciej, bo to kwestia aby usiasc i zrobić, a nie odkładać robotę? Tak samo z rewizją artykułu, dopóki nie sa potrzebne dodatkowe badania, nie musi to trwac tygodniami.
    Proszę pamiętać też, że "święta" grupa Nature ma u siebie Scientific Reports, które dorównuje najgorszym wyobrażeniom o MDPI albo "niedostrzegalnego pod złym katem" Elsevier.
    Publikowanie 1 artykułu ponad rok nie służy robieniu nauki, na pewno nie w dynamicznie rozwijających sie dziedzinach. My wyślemy gdzies aby sprawdzali miesiącami, a inni w tym czasie opublikują podobne prace i nasze tracą aspekt nowości.
    Warto dodać, że finansowanie NCN rzadko pozwala na badania tak przełomowe aby startować do Nature, prof. Dietl może nie wie, bo dziala na najdroższych technologiach, ktorych nie daloby sie utrzymać bez innych środków. I jego nazwisko na liście autorów sprawia ze przynajmniej z automatu nie odrzucają manuskryptu.

    • ~Alek Rachwald 11.02.2026 11:39

      Znowu: zacytowane zdanie nie mówi o recenzjach, tylko o całości procedury redakcyjnej z nimi związanej. Natomiast co do czasu jaki zajmuje sporządzenie recenzji, to raczej się zgodzę. Przeciętnie recenzję artykułu piszę się trzy dni, tylko to są często te ostatnie trzy dni z miesiąca, jaki nam dano na jej sporządzenie. Niestety. Et in Arcadia ego, że pozwolę sobie użyć znanego cytatu w świadomie błędnym kontekście.

    • ~sdf 05.02.2026 19:03

      Co do zasady się zgadzam, ale tu chyba dochodzimy do ściany, którą jest próba utrzymania przez wydawnictwa darmowych recenzji. Biorąc pod uwagę potężne zyski gigantów z branży, oraz liczbę publikacji, które co roku ktoś musi zrecenzować, po prostu nie da się dalej udawać, że można to robić jednocześnie za darmo, szybko i rzetelnie. Jeśli wydawca będzie za recenzję płacił, to będzie mógł wymagać, by była szybka i rzetelna. Obecny system sprawia, że ja np. odrzucam pi razy oko 80% wszystkich zaproszeń do recenzji artykułu. Po prostu nie mam czasu, by je zrobić dobrze, szybko i nic z tego nie mieć. Wolę w tym czasie zająć się swoim artykułem, albo pracą w labie. Ma to złe strony - jakiś czas temu odrzucono mi papier w niezłym piśmie z ACS, bo zdołali zdobyć tylko jedną dość pozytywną recenzję i... w ogóle nie mogli znaleźć innych recenzentów, którzy by na to zerknęli. Fakt, że tekst był dość niszowy.

    • ~Mat 05.02.2026 13:53

      Bardzo trafny komentarz. W pełni zgadzam się z tym komentarzem.

      Wypowiedzi przytoczone w tekście są przykładem narracji oderwanej od realiów współczesnej pracy naukowej i wygodnej z perspektywy wąskiej, uprzywilejowanej grupy. Sugerowanie, że rzetelna recenzja musi trwać miesiącami, a najlepiej pół roku i więcej, jest nie tylko nieprawdziwe, ale wręcz szkodliwe. To nie czas decyduje o jakości recenzji, tylko kompetencje i zaangażowanie recenzenta. Jeśli ktoś nie jest w stanie ocenić pracy w rozsądnym terminie, to problemem nie jest „tempo publikowania”, lecz organizacja systemu recenzenckiego.
      Idealizowanie czasopism z „górnej półki” i jednoczesne straszenie „szybkimi” publikacjami to fałszywa dychotomia. W ramach tego samego ekosystemu funkcjonują tytuły, które jakościowo nie odbiegają od najgorszych praktyk wielkich wydawców, a mimo to służą jako wygodny punkt odniesienia w moralizatorskiej narracji.
      W dynamicznie rozwijających się dziedzinach wielomiesięczne lub wieloletnie procesy recenzji realnie niszczą nowość wyników i premiują tych, którzy już mają nazwisko, sieć kontaktów i zaplecze finansowe. Stwierdzenia prof. Dietla zupełnie pomijają fakt, że finansowanie NCN rzadko pozwala na badania na poziomie „Nature”, a argumentowanie z pozycji osób dysponujących unikatową infrastrukturą i kapitałem reputacyjnym jest po prostu nieuczciwe wobec większości badaczy.
      Jeśli NCN chce realnie poprawiać jakość nauki, to powinien zacząć od krytycznego spojrzenia na własne mechanizmy oceny i ich konsekwencje.

  • ~Karol 05.02.2026 12:57

    Czytam kto pisze o etyce i jestem zadziwiony. Prof Dietl ma udowodnione żonglowanie rysunkami bez podania źródła jak clown w cyrku. Widziałem już retrakcje artykułów za mniej udowodnione sprawy. Ale jest z Warszawy więc nie ma wycofania, jakby był z Częstochowy to by go zagryźli. Ot etyka gawiedzi. Zasady etyki PAN powstały w latach 90, i już wtedy potępiały rysunki bez podania źródła. To zwyczajna hipokryzja. Na PubPeer jest także pokazany artykuł prof Dietla w Science. Nie chodzi o obronę osób które dopuszczają się nieprawidłowości ale o hipokryzję.

  • ~MJW 05.02.2026 12:53

    "Aktywną działalność na tym polu prowadzi dr hab. Hubert Wojtasek z Politechniki Opolskiej"

    A nie z Uniwersytetu Opolskiego?

    • ~Hubert Wojtasek 05.02.2026 15:18

      Oj, gdybym był z Politechniki Opolskiej, to bym raczej nie przeżył ostatnich 18 miesięcy.

    • ~edytor 05.02.2026 13:10

      Tak, oczywiście, już poprawione

  • ~tkl 05.02.2026 11:52

    Już widzę, jak eksperci będą penalizowali kogokolwiek za 2 czy 3 retrakcje...skoro ktoś przedstawi solidny dorobek i ciekawy wniosek ;-)

    PS. Czy w innych agencjach są takie wymogi/kryteria????
    PS2. Odwracanie kota ogonem...?

    • ~Hubert Wojtasek 05.02.2026 15:36

      Jak ktoś ma "solidny dorobek" i potrafi napisać "ciekawy wniosek", to raczej nie będzie miał 2-3 retrakcji. Przynajmniej ja nie znam takiego przypadku, a trochę tych retrakcji w ciągu ostatniego 1,5 roku widziałem. No chyba, że za "solidny dorobek" uznamy np. to, co reprezentuje prof. Boczkaj (3 granty w ciągu ostatnich 18 miesięcy na ok. 7 mln). Moim zdaniem wystarczy, jeśli recenzenci przeczytają te 5-10 publikacji dołączonych do wniosku, żeby wyrobić sobie pogląd na temat solidności tego dorobku (oczywiście, jeśli sami stosują tę samą definicję solidności, co ja). Tylko, że to zajmuje 2-3 dni, co dla większości recenzentów jest nie do zaakceptowania. Ile teraz NCN płaci za recenzję? W ubiegłym roku recenzowałem wniosek austriackiej agencji grantowej. Zajęło mi to 2 tygodnie, bo poza wnioskiem musiałem (bo chciałem) przeczytać 20 publikacji "około-grantowych" - m.in. wszystkie artykuły wnioskodawcy z tematyki wniosku. FWF nie płaci za recenzje ani centa.

      • ~Marcin Przewloka 06.02.2026 00:46

        @Hubert Wojtasek

        Pozwolę sobie skomentować to zdanie:
        "Jak ktoś ma "solidny dorobek" i potrafi napisać "ciekawy wniosek", to raczej nie będzie miał 2-3 retrakcji."

        No więc podam tutaj dwa przykłady.
        Jeden to Profesor Robin Allshire z Edynburga. Co się stało w jego przypadku, to wiem. Było o tym dosyć głośno te 20 lat temu, Wycofanych kilka artykułów włączając z Science i z Nature.
        Drugi to Profesor Yoshinori Watanabe z Tokyo. Co się stało u Yoshiego, tak naprawdę do tej pory nie jest dla mnie jasne, ale jeden z komentarzy na jego temat można przeczytać tutaj:
        https://www.nature.com/articles/d41586-018-05139-4

        To są przykłady naukowców o naprawdę bardzo solidnym dorobku, ale wycofaniem kilku artykułów każdy.

        • ~Hubert Wojtasek 06.02.2026 07:31

          Tych przypadków akurat nie znam i nie wiem za co były te retrakcje. Ale mogę podać inne. Jeden z najbardziej spektakularnych i całkiem świeży - Elezier Masliah. Wybitny neurobiolog, w kilku obszarach badań na podium światowym.
          https://www.science.org/content/article/research-misconduct-finding-neuroscientist-eliezer-masliah-papers-under-suspicion
          I w którymś momencie mu odbiło. Pytanie, czy takich ludzi, którzy po błyskotliwej karierze nagle albo sami zaczynają oszukiwać, albo tracą kontakt z rzeczywistością i nie są w stanie sprawować prawidłowego nadzoru nad swoim zespołem, albo nawet nie czytają manuskryptów, których są współautorami, dalej mogą być nazywani "solidnymi". Czy ich wcześniejsze zasługi mogą zrównoważyć chaos, który potem spowodowali w nauce swoimi przekrętami. Moim zdaniem nie. Kwestia podejścia i definicji.

          • ~Marcin Przewloka 06.02.2026 14:12

            @Hubert Wojtasek

            Te dwa przykłady podałem dlatego, że pochodzą z mojego szeroko rozumianego środowiska. Na temacie wycofywania artykułów się nie znam, ale nawet te moje dwa marne przykłady świadczą o tym, że nie można zgodzić się całkowicie ze stwierdzeniem
            "Jak ktoś ma "solidny dorobek" i potrafi napisać "ciekawy wniosek", to raczej nie będzie miał 2-3 retrakcji."

            Różne rzeczy się dzieją na świecie. :-)

  • ~maciej 05.02.2026 10:19

    To ja proponuję jeszcze automatyczną weryfikację ekspertów NCN pod kątem retrakcji.

    Od zawsze zastanawia mnie sens wykazywania publikacji w tabelce. Skoro mamy punkty ministerialne i inne cudowne wskaźniki bibliometryczne, to dlaczego recenzenci wniosku oceniają w ogóle dorobek wnioskodawcy (często oceniając całościowy dorobek a nie informacje z tabelki)? Punktacja powinna być wyliczana przez system na etapie składania wniosku.

    Znam przypadki, gdy dorobek wnioskodawcy został oceniony na 4.5, w przypadku gdy w tabelce wykazano 2 publikacje w Science, a pozostałe były w zupełnie topowych czasopismach (ACS Nano, Angewandte).

    • ~MJW 05.02.2026 12:35

      Przydałaby się też weryfikacja pod kątem współpracy z Federacją Rosyjską
      https://forumakademickie.pl/wspolpraca-z-rosja-sztuczne-cytowania-podejrzenia-o-paper-mills-zajrzelismy-na-liste-ekspertow-ncn/

    • ~Maciej Juzaszek 05.02.2026 11:14

      Ciekawe czy wszyscy członkowie Rady. głosowali za tym rozwiązaniem :)

    • ~Maciej Juzaszek 05.02.2026 11:14

      Ale przecież dorobek wnioskodawcy nie jest oceniany na podstawie punktów, tylko, zgodnie z DORA, jakościowo. Punkty przyznawane przez ekspertów nie są , i dobrze!, odzwierciedleniem jakichś punktów z listy ministerialnej tylko wlasnie tej jakosciowej oceny.

      • ~maciej 05.02.2026 13:39

        A czy ja napisałem, że są oceniane na podstawie punktów? Nie. A z tą deklaracją DORA też różnie bywa, ile to razy w recenzji widziałem "papers in high-impact journals" "PI publishes in prestigous journal" "papers from Q1".