Wprowadzenie limitów w liczbie składanych wniosków w konkursach grantowych planuje od przyszłego roku Rada Narodowego Centrum Nauki. Za dwa lata ma z kolei zostać wprowadzone ograniczenie udziału w konkursie OPUS.
W najnowszym komunikacie agencja poinformowała o planowanych zmianach, które mają związek z rosnącą liczbą wniosków oraz zwiększającymi się kosztami realizacji projektów przy utrzymującym się ograniczonym budżecie Centrum. Zaznaczono, że konsekwencją jest nadmierne obciążenie organizacyjne zarówno samego NCN, jak i ekspertów oceniających aplikacje.
Skalę rozbieżności między potrzebami środowiska a dostępnym budżetem dobrze widać w konkursie OPUS. W każdej edycji wartość składanych wniosków sięga dziś blisko 4 mld zł, a konkurs ogłaszany jest dwa razy w roku. Aby osiągnąć współczynnik sukcesu na poziomie około 25 proc., uznawanym za optymalny, NCN musiałby przeznaczać około miliarda złotych na każdą edycję, czyli około 2 mld zł rocznie. To więcej niż wynosi dziś cała dotacja celowa NCN, obejmująca finansowanie wszystkich konkursów agencji – pisał na łamach „Forum Akademickiego” prof. Krzysztof Jóźwiak, dyrektor Centrum.
Wprowadzenie bardziej selektywnych mechanizmów konkursowych ma – zdaniem agencji – zapobiec spadkowi jakości procesu oceny i dochować jego terminowości. Dlatego właśnie, odpowiadając na te zagrożenia, Rada NCN planuje dwa rozwiązania. Już od przyszłego roku wprowadzony zostanie limit w liczbie składanych wniosków. Ta sama osoba będzie mogła być wskazana jako kierownik projektu tylko w jednym wniosku złożonym w konkursach NCN w ciągu danego roku kalendarzowego.
Ponadto od roku 2028 wprowadzone ma być ograniczenie udziału w konkursie OPUS. Kierownik projektu, który otrzymał co najmniej dwa granty tego rodzaju w ciągu ostatnich 10 lat, będzie mógł aplikować o kolejny dopiero po wcześniejszym złożeniu wniosku w programach European Research Council (na zasadach zbliżonych do obowiązujących w konkursie MAESTRO). Jak podkreśla NCN, to zachęta do większej aktywności w pozyskiwaniu środków europejskich, co pozwoliłoby na dywersyfikację źródeł finansowania badań oraz utrzymanie dostępności krajowej oferty konkursowej dla badaczy na wszystkich etapach kariery.
W komunikacie podano, że szczegółowe regulacje odnośnie do tych zmian zostaną przyjęte jesienią. Jednocześnie nie wykluczono czasowego ich charakteru, o ile budżet Centrum zostanie znacząco zwiększony.
Przypomnijmy, dotacja dla Narodowego Centrum Nauki na ten rok wynosi prawie 1,7 mld zł. Dodatkowe wsparcie stanowią przyznane przez premiera Donalda Tuska obligacje skarbowe o nominalnej wartości 500 mln zł. Pieniądze z tego źródła mają zasilić budżety konkursów skierowanych do młodych badaczek i badaczy w latach 2026–2028. Na ten rok NCN zaplanował zagospodarowanie z całej puli około 150 mln zł w konkursach SONATA i SONATA BIS.
MK, źródło: NCN
Wystarczy spojrzeć kto kieruje Ncn … ryba psuje się od glowy. Jednej z “obiektywnie” przeprowadzonego konkursu a drugi bredzi jak potłuczony i je z miski systemu który oszczędził mu rodziny.
Ograniczenia tego typu niewiele dadzą, choć wielu osobom utrudnią życie. Podobnie jak (wciąż chyba mająca miejsce) obstrukcyjna niemożność nadpisywania nowego wniosku na bazie jednego z wniosków poprzednich (może trochę zniechęcająca, ale przede wszystkim generująca rocznie dziesiątki tysięcy zbędnych i jałowych roboczogodzin wykonywanych przez czołówkę polskiej nauki).
Lepiej podjąć inne kroki. Kluczem do znacznego wzrostu liczby finansowanych grantów (może nawet parokrotnego) jest niefinansowanie etatów. Koszty osobowe powinna brać na siebie uczelnia. Ma na to subwencję. Etaty grantowe także generują subwencję.
Etat na uczelni jest ściśle powiązany z liczbą studentów a nie jakością badań naukowych. Na kierunkach ścisłych jest naprawdę niewielu studentów, ale za to są to zdolni pasjonaci, którzy często robią doktoraty i chcą pracować w nauce. Etat post-doka jest dla nich jedyną na to szansą. Chyba, że chcemy, żeby wszyscy wujechali zagranicę. Jak dotąd zatrudnienie w grantach jest jedyną opcją zatrzymania ich w kraju.
"Etat na uczelni jest ściśle powiązany z liczbą studentów a nie jakością badań naukowych". Tak, na wielu uczelniach (prawie wszystkich?) wciąż funkcjonuje taka reguła, wynikająca z dawno już nieaktualnych starych zasad finansowania. Sugerowane przeze mnie rozwiązanie przyczyniłoby się może do spopularyzowania i wykorzystywania przez rektorów aktualnych zasad finansowania? Młodzi pasjonaci nauk ścisłych i przyrodniczych tylko by na tym zyskali :)
Proszę też zauważyć, że nie postuluję, aby nie było post-doków. Postuluję, aby uczelnia wnioskująca o grant tym samym zobowiązywała się do finansowania ze swej subwencji etatów niezbędnych do realizacji grantów. Twierdzę, że uczelni tej i tak się to opłaci (acz nie tak bardzo jak teraz, teraz przebitka dla beneficjentów grantów jest aż nazbyt wysoka, co psuje cały system, pod wieloma względami).
Tak powinno być od dawna. Dlaczego tak nie jest?
Uczelnia bierze też koszty pośrednie i warto by było się przynajmniej zastanowić nad ich właściwą kalkulacją.
NCN to nie agencja pracy i nie powinien finansować kosztów pracy.
Proszę to powiedzieć prorektorowi ds. nauki i kanclerzowi
Etat na uczelni jest niestety ściśle powiązany z liczbą studentów a nie jakością badań naukowych. Na kierunkach ścisłych jest naprawdę niewielu studentów, ale za to są to zdolni pasjonaci, którzy często robią doktoraty i chcą pracować w nauce. Etat post-doka jest dla nich jedyną na to szansą. Chyba, że chcemy, żeby wszyscy wyjechali zagranicę. Jak dotąd zatrudnienie w grantach jest jedyną opcją zatrzymania ich w kraju.
@?
"Chyba, że chcemy, żeby wszyscy wyjechali zagranicę."
Tak. Tak właśnie byłoby najlepiej. Tylko to, o co należy zadbać, to żeby oni z tej zagranicy wrócili. I tutaj właśnie wychodzi na pierwszy plan, jak ważna jest reforma systemu, który będzie ściągał zarówno naukowców z zagranicy, nie-Polaków, jak również Polaków po zrobieniu PhD i/lub po postdokach.
Część z nich na pewno by została gdzieś-tam, i nie wracała. Podobnie, jak nie wracają do Stanów niektórzy postdocy oryginalnie z USA, i nie wracają do Niemiec niektórzy naukowcy z Niemiec. Ale zdecydowana większość z nich wróci, bo ma do czego i woleliby pracować we własnym kraju. Trzeba zadbać o to, aby było to "do czego".
"zatrudnienie w grantach jest jedyną opcją zatrzymania ich w kraju"
jest opcją najłatwiejszą lecz nieskuteczną, ponieważ krótkoterminową i nie powinna być opcją "jedyną".
Uczelnie muszą zdać sobie sprawę z tego, że muszą dobrze kształcić i muszą zatrudniać bardzo dobrych naukowców.
Tu pojawia się pytanie: jak to wymusić?
Na razie uczelnie mnożą etaty niepotrzebne, po czym "nie mają pieniędzy" na zatrudnienie dobrych naukowców.
Zarządzanie na poziomie ministerstw leży i na poziomie uczelni także.
Jeszcze o procesie recenzji.
Byłem wielokrotnie recenzentem i byłem recenzowany. Wnioski są pisane (a co najmniej poprawiane) przez AI, recenzje - tak samo, zwłaszcza że wniosek w NCN albo innych agencjach ma 70-100 stron.
AI ma to do siebie, że zawsze daje 3+, nigdy nie jest fatalnie, nigdy entuzjastycznie. Ranking to loteria wynikająca z aktywności słońca, a sałata słowna w recenzji nie pomaga w poprawie wniosku.
@Marcin Przewloka
Brakuje Pana w tej dyskusji.
PS. Prawdziwy fighter nie przejmuje się
za bardzo złośliwościami
propozycja reglamentacji „2 granty w ciągu 10 lat” jest kompromitująca i skandaliczna
„rozwiązania” zaproponowane przez NCN dyskwalifikują tą instytucję
jeśli Rada NCN zamiast szukać wewnętrznych sposobów sprostania zwiększonym wyzwaniom proponuje ograniczenia uderzające w środowisko naukowe w Polsce i w rozwój nauki w Polsce to znaczy, że nie jest w stanie wypełnić swoich statutowych zadań. Jeśli NCN nie ma pomysłu na zreformowanie swoich struktur (291 pełnych etatów) i procedur konkursowych, to albo należy odwołać kierownictwo albo zlikwidować taką instytucję, która bardziej dba o swoją wygodę niż wypełnianie zadań statutowych.
E tam. Po prostu ERC zaleje fala wniosków z Polski. Formularze są prostsze niż w NCN, a opisy to copy-paste. Więc nie jest to żadna reglamentacja.
Polak potrafi; to wiemy
że będzie fala słabych wniosków, to można przewidzieć
a, że to będzie żenada i wstyd dla Polski,
że szybko zapracujemy na stereotyp polskiego naukowca typu "z Polski - lipa";
czy o to chodzi NCN?
propozycja reglamentacji ze strony NCN, to fakt i to niestety powrót do przeszłości
jak widać, tam mentalnie jest NCN
Przez ostatnie kilkanaście lat, w ramach ERC, HORIZON I PR, Polacy dostali z Unii 100 grantów, z tego połowa to były Starting Grants, czyli nawet w wadze lekkiej nam nie szło. W naukach medycznych/biologicznych w ogóle było źle. Za to były pieniądze na badania śpiewu Papuasów i dżender bender. Polacy mają doświadczenie w gratach jeśli 1. pracują na Zachodzie, 2. jesteśmy brani jako partnerzy bo w kryteriach są premie za kraje mniej rozwinięte. W Europie liczba i kwota grantów z ERC jest proporcjonalna do... nakładów na naukę. To jest główny sygnał, którego władza udaje że nie rozumie. Nie da się zdobywać grantów bezkosztowo, trzeba tworzyć ścieżkę eskalacji od krajowego researchu, przez partnerstwo i dopiero liderowanie.
Drogie koleżanki i koledzy,
To już kolejny raz gdy ktoś nam pluje w Twarz. Pensje na uczelniach są jakie są, pewnie wielu z Was miało dyplomantów którzy dorabiając poza uczelnią zarabiali więcej niż profesor;)
Co roku pokornie bierzemy udział w tej loterii organizowanej przez NCN, w której nagrodą jest jałmużna w postaci dodatku do pensji, który po odliczeniu kosztów pracodawcy i podatków da jakieś 1000 PLN. Za te pieniądze musimy kierować projektem, prowadzić coraz bardziej wymagające gromadzenie danych repozytoriach, organizować coraz bardziej kłopotliwe i czasochłonne procedury zakupowe, nawet jeśli chodzi o papier do drukarki.
Zwiększenie dotacji dla NCN o miliar a nawet dwa nie zmieni wiele. Potrzebny polskiej nauki są znacznie większe,, samo podwyższenie płac na uczelniach do godnego poziomu wymaga znacznie większych nakładów.
Kolejne rządy niezależnie od orientacji politycznej systematycznie i skutecznie powodują spadek prestiżu naszego zawodu, czego efektem jest ucieczka najzdolniejszych absolwentów za granicę lub do nudnych ale dobrze płatnych zajęć w korporacjach.. Do tego dochodzą kolejne afery z uczelniami handlującymi lewymi dyplomami, nawet MBA. Przecież ktoś celowo na to pozwala, mamy rejestr recept, faktur, a nie można stworzyć centralnego systemu ewidencji i kontroli rekrutacji, zaliczeń semestrów I nadawania dyplomów.
Możemy się nawzajem żalić, śmiać się przez łzy it'd, ale to na pewno nic nie zmieni. Pora na GENERALNY STRAJK NAUKOWCÓW! Ostatni protest został totalnie olany przez władze. Ot, przyszła grupka dziwnych ludzi, coś pokrxyczeli, po czym grzecznie wrócili do pracy, często prowadząc zajęcia do 21 bo na niektórych uczelniach brakuje sal...
Potrzebny jest POWSZECHNY strajk całego środowiska akademickiego, studenci pewnie też się przyłączą bo ich sytuacja również nie jest ciekawa.. Politycy lubią się grzać w blasku uczelni, ale gdyby zamiast zaproszeń na uroczyste inauguracje dostali w październiku informację, ZE WSZYSCY POLITYCY SĄ PERSONA NON GRATA NA UCZELNIACH, a kadra akademicka zamiast zajęć rozpoczyna strajk generalny, to może wreszcie pojawiła by się szansa na poprawę naszej sytuacji.
Mamy początek czerwca a tegoroczna dziura w budżecie ponoć już dochodzi do 200 miliardów! Do kogo trafiają te pieniądze??
Do kogo trafiają te pieniądze?
Jak to do kogo? Do zbrojeniówki. Ich korpo-lobbyści mają dużą siłę przebicia.
Jak nie dasz miliardów, wciągniemy cię w wojnę. Strajkiem grozić to może być za mało, ale lepiej próbować niż żałować, że się nawet nie spróbowało.
Okropnie mnie drażnią te utyskiwania środowiska akademickiego. Włożę kij w mrowisko pisząc, że nie dałabym ani grosza na badania naukowe bez przywrócenia polskim uczelniom ich właściwej roli czyli KSZTAŁCENIA młodego pokolenia, bo na to daje pieniądze podatnik. Polskie uczelnie po transformacji, w mojej skromnej opinii, stały się źródłem stałego upadku polskiego społeczeństwa. Brak szacunku dla prawa, regulaminów, drugiego człowieka. Tego się uczy student bardzo szybko - podobnie jak oszukiwania systemu dla zdobycia dyplomu jak najmniejszym kosztem skoro curriculum studiów trąci myszką. Koterie, walka o kasę, a przede wszystkim całkowity egocentryzm - nastawienie na własną karierę, zarobki i władzę - to jest wizytówka polskiej uczelni i środowiska - ta najbardziej widoczna (przepraszam tutaj pozytywistów, pozostających niestety w mniejszości).. Truizmem jest stwierdzenie, że "takie będą rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie". Problem z Collegium Humanum? Come on, tak jest wszędzie. "Przecież ktoś celowo na to pozwala" - a niby kto misiu? Fikcyjne procedury, brak nadzoru uczelnianego nad procesem dydaktycznym, oczywiste potwierdzanie nieprawdy w raportach samooceny dla PKA, których de facto nikt nie kontroluje. Drop out ma się w najlepsze. Oczywiście system jest do szpiku chory (system creates behaviour), a tzw. "demokracja akademicka" tylko wzmacnia w nim patologie, bo jest egzemplifikacją środowiskowych powiązań zachowania interesów i niszczenia ludzi niepokornych. W imię układów środowiskowych konformizm osiąga poziomy nieakceptowalne z przyzwoleniem dla niszczenia ludzi w imię własnych interesów.. Ostatnim przykładem morale środowiska jest nadanie honoris causa PK Tadeusiewiczowi. Politechnika Wrocławska odmówiła powołania recenzenta, lokalny recenzent (dawny przewodniczący KEN), napisał pozytywną recenzję pomimo wiedzy o recenzji prof. Idziaka, która doprowadziła do odwołania Tadeusiewicza z prezesury OK PAN... Sygnał poszedł jasny - nie wychylać się... Politycy są odpowiedzialni tylko za fatalną ustawę i organizację - tylko, że one są tworzone pod dyktando korporacji środowiskowej. A przy okazji drobne przypomnienie. W latach 2004-2015 Polska zaciągnęła kilka miliardów euro kredytu w EBI na finansowanie nauki (w tym na NCN). Powiedzcie studentom, dla których nie macie czasu zajmując się "nałką, grantozą i punktozą", ze mają całe życie spłacać wasze dodatki do pensji. Strajkujcie, a młodzi sfrustrowani konfederaci pokażą Wam wkrótce co myślą o środowisku akademickim. Czy coś można zmienić? Przestałam w to wierzyć...
Cyt."Włożę kij w mrowisko pisząc, że nie dałabym ani grosza na badania naukowe bez przywrócenia polskim uczelniom ich właściwej roli czyli KSZTAŁCENIA młodego pokolenia, bo na to daje pieniądze podatnik. "
Pani Małgorzato, już pisałem tę odpowiedź tutaj, ale się nie ukazała. Zatem, napiszę ponownie. Otóż, nie bardzo rozumiem, co ma Pani na myśli. Przecież kształcenie na uczelniach JEST. I jest to aż tak ważne, że zdolny chemik, fizyk, matematyk itd. chcący pracować na uczelni, liczy się dla tej uczelni PRZEDE WSZYSTKIM, jako swego rodzaju "parobek" do dydaktycznej pańszczyzny. Jeśli nie ma dla niego, zajęć dydaktycznych w odpowiedniej ilości, ALE takich, które MÓGŁBY prowadzić, to szanse na etat są niemal równe zeru (chyba, że płacono by mu wynagrodzenie z grantu).
NIEWAŻNE, że ma entuzjazm, pomysły naukowe, on ma mieć przede wszystkim, kwalifikacje do prowadzenia zajęć. Jeśli ich nie ma, to NAJPIERW musi się przekwalifikować. DOBRZE to znam, bo miałem tę "przyjemność" ponad 20 lat temu. TEŻ musiałem się przekwalifikowywać przez rok na studiach podyplomowych, a potem jeszcze przygotowywać się dodatkowo do samego prowadzenia zajęć mających się praktycznie NIJAK do moich badań naukowych. "Dzięki" temu jestem w tyle za moimi habilitowanymi rówieśnikami, z którymi kiedyś byłem a studiach doktoranckich...
Cyt."Włożę kij w mrowisko pisząc, że nie dałabym ani grosza na badania naukowe bez przywrócenia polskim uczelniom ich właściwej roli czyli KSZTAŁCENIA młodego pokolenia, bo na to daje pieniądze podatnik. "
Pani Małgorzato, nie bardzo rozumiem, co ma Pani na myśli. Przecież kształcenie na uczelniach JEST. Są zajęcia dydaktyczne, i to ONE właśnie (a nie prowadzenie badań naukowych), są na miejscu nr 1. Badania naukowe są często taką "przyprawą do zupy", tzn, zdolny fizyk, czy matematyk (i nie tylko), jest PRZEDE WSZYSTKIM, kimś w rodzaju parobka do odrabiania dydaktycznej pańszczyzny: jak nie ma dydaktycznej "uprawy" (w przenośni) o odpowiedniej liczbie hA (czyli odpowiedniej liczbie godzin zajęć, żeby pokryć pensum), to etatu na uczelni dla delikwenta nie ma. I to NIEWAŻNE, że dane zajęcia, które są do poprowadzenia, mają się słabo do branży naukowej danego chętnego do pracy na uczelni: jeśli chce tam pracować, to ma się PRZEKWALIFIKOWAĆ. Ja tak zrobiłem ponad 20 lat temu, i m.in. "dzięki" temu jestem dzisiaj dość daleko za moimi habilitowanymi rówieśnikami, jeśli chodzi o pozycję w hierarchii i dorobek (przynajmniej z punktu widzenia systemu).
O TYM problemie mało kto jakoś mówi...
Cyt."Polskie uczelnie po transformacji, w mojej skromnej opinii, stały się źródłem stałego upadku polskiego społeczeństwa. Brak szacunku dla prawa, regulaminów, drugiego człowieka. Tego się uczy student bardzo szybko - podobnie jak oszukiwania systemu dla zdobycia dyplomu jak najmniejszym kosztem skoro curriculum studiów trąci myszką."
Student to jest już nauczony ze szkoły, że ma "prawa ucznia", a więc potem korzysta z "praw studenta", m.in. niekiedy wypisując farmazony lub nawet wręcz krzywdzące opinie na temat prowadzącego zajęcia, w ankietach, i czuje się przy tym praktycznie BEZKARNY.
Największym problemem nauki w Polsce są ci, którzy anonimowe ankiety traktują poważnie.
Szacunek dla żartobliwych żaków - bardzo dobrze, że bezlitośnie testują ten chory system. Oby się szybko zawalił.
"Kto w tym domu rządzi? Leon czy dzieciaki?" Mawiał pewien zacny człowiek, zanim komuna upadła, a właściwie nie upadła tylko się dogadała, że niby upadnie ;-)
Dowód anegdotyczny:
z mojego doświadczenia wiele uczelni traktuje je poważnie i żarciki kończą się na dywaniku. Jeden student napisał, że nie było wprowadzenia na zajęciach laboratoryjnych (będących kontynuacją poprzednich ćwiczeń) i kolega nasłuchał się, jak to się nie wywiązuje z obowiązków.
Oczywiście nie podważam tego, że istnieją miejsca, gdzie ankiety są wprowadzone niejako dla przykrywki i rozrywki dla informatyków i administracji.
Cyt."Szacunek dla żartobliwych żaków - bardzo dobrze, że bezlitośnie testują ten chory system. Oby się szybko zawalił."
Pytanie tylko: CZYIM KOSZTEM? Bowiem, ZANIM ten system się zdąży zawalić, te ich "żarty" mogą drogo kosztować prowadzącego zajęcia, niekiedy nawet utratę pracy... O tym jakoś NIKT chyba nie pomyślał.
To rząd i jego ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego decydują o tym, czy płacą uczelniom za dobre kształcenie czy za kształcenie wszystkich na poziomie miernym.
Dlaczego od lat ponad 30 wybierają to drugie?
Może z obawy o to, że jak będziemy za dobrze kształcić, to ci najlepiej wykształceni wyjadą do krajów, których gospodarki dobrze im zapłacą? W sumie nawet jeśli zostaną by pracować dla korporacji, które nie płacą w Polsce podatków, to i tak państwo nic na tym nie zyska.
Trochę zyska. Na VAT, na innych podatkach i daninach. Niewiele, ale ambicje dwudziestej gospodarki świata też nie są chyba wygórowane.
Podstawowa prawda jest taka, ze nie da sie prowadzić dydaktyki bez prowadzenia badań. Ich wyniki sa podstawa do nauczania, bowiem musimy przekazywać studentom najnowsza wiedzę, a nie wiedze z podręczników
Na kierunkach ścisłych co najmniej przez 3 pierwsze lata studiów nie ma sensu opierać się na wynikach najnowszych badań, bo student z tego i tak by nic nie zrozumiał. Przecież tylko na matematyce i częściowo na fizyce i chemii teoretycznej z matematyką wchodzi się w XX wiek. Nie dlatego, że nikt z kadry tego nie chce, tylko że takiego nagromadzenia abstrakcji zdecydowana większość przyszłych inżynierów (a) nie jest w stanie sobie przyswoić w przewidzianym na to czasie (b) nie potrzebuje.
Ja ucze przedmiotu ktory w 95% nie pokrywa sie z tym co robie naukowo ale wymaga sie ode mnie wiedzy eksperckiej z calosci
No, skąd to znam... Uśmiechnięci rektorzy i ministrowie przemawiający na kolejnych uroczystościach akademickich, o takich rzeczach nie powiedzą. Z kolei, ci nagradzani za działalność naukową i dydaktyczną, też pewnie będą milczeć.
Dlatego szlag mnie trafia, gdy słyszę te komunały o tym, że możemy być dumni, ze swoich osiągnięć, że nauka jest kluczowa dla rozwoju państwa itp. itp. itp.
Cyt."Podstawowa prawda jest taka, ze nie da sie prowadzić dydaktyki bez prowadzenia badań. Ich wyniki sa podstawa do nauczania, bowiem musimy przekazywać studentom najnowsza wiedzę, a nie wiedze z podręczników "
O ile ta dydaktyka jest ZGODNA z prowadzonymi badaniami. Otóż, w przypadku fizyków i matematyków, często tak NIE jest (zwłaszcza w przypadku fizyków). O tym jakoś MAŁO kto w ogóle wspomina...
W Polsce wymaga sie wiedzy eksperckiej z danego przedmiotu chociaz 90% tematow nie jest zwiazana z badnaiami. Nie mowie juz o liczbie godzin dydaktycznych bo jak sie ma rocznie 300-400 h to doba nie jest z gumy. Wiekszosc musi dorabiac zeby budzet domowy sie spinal.
A o ankietach szkoda gadac. Dopoki „dzieci” beda oceniac prowadzących bez weryfikacji to jakosci nie bedzie. Jakosc jest dobra ale studenci wykorzystuja do cna wszystkie prawa by tej wiedzy nie posiasc. Ja im do glowy tego lopata nie wloze.
To jest odpowiedz na pytanie skad taki poziom (wy)ksztalcenia.
No to już Panu/Pani o tym napisałem, jak to jest z tymi zajęciami. Po prostu, chcesz robić na etacie badawczo-dydaktycznym na uczelni, to dawaj, prowadź wykłady i/albo ćwiczenia. Nieważne, z czego, mogą być nawet zajęcia z karate, bylebyś miał do tego uprawnienia.
Ankiety zaś, w połączeniu z okresową oceną pracownika, są potencjalną groźną bronią, wobec której pracownik badawczo-dydaktyczny, czy też dydaktyczny, choćby nie wiem, jak wykształcony i z jakim dorobkiem naukowym i/albo dydaktycznym, jest praktycznie BEZBRONNY.
Taktyka studentów polega często na milczeniu, gdy są twarzą w twarz z prowadzącym zajęcia, i na "szyciu mu butów" za jego plecami. Zadziwiające, że jeszcze nie zdarzyło się, żeby ktoś, kogo skrzywdzono pomówieniami w ankietach, złożył doniesienie do prokuratury. Przynajmniej ja nic o czymś takim nie wiem. Może ktoś z Czytelników lub Dyskutantów wie o takim przypadku?
W obecnej sytuacji, gdy liczba projektów skladanych w NCN znacząco przewyższa dostępne środki finansowe, warto rozważyć zmianę sposobu wyłaniania projektów do finansowania. Jeśli wniosek przeszedł ocenę formalną oraz uzyskał pozytywną ocenę merytoryczną potwierdzającą możliwość realizacji projektu, dalsze tworzenie bardzo szczegółowych ocen i rankingów często opiera się na niewielkich różnicach punktowych, które nie zawsze odzwierciedlają rzeczywistą wartość naukową projektu.
W takich warunkach bardziej sprawiedliwym rozwiązaniem mogłoby być zwykłe losowanie wśród wszystkich projektów spełniających wymagane kryteria jakościowe. Pozwoliłoby to ograniczyć wpływ przypadkowych różnic w ocenach recenzentów i zwiększyłoby poczucie równego traktowania wnioskodawców. Skoro głównym ograniczeniem nie jest jakość projektów, lecz niedobór środków, losowanie po przejściu wymaganych etapów oceny wydaje się bardziej uczciwe niż obecny system oceniania.
Tak, losowanie ma sens. Propozycja takiego systemu jest w PAUzie Akademickiej, w tekście pt. "Zespół ekspertów nie jest dobry na wszystko" (http://www.pauza.krakow.pl/360_3_2016.pdf)
Imponuje mi optymizm i ideały Pana Profesora, pomimo tylu lat w naszym systemie nauki. Niestety, 'ręka', która losuje, ma znaczenie. Wystarczy spojrzeć, jak losowanie recenzentów często 'trafia' na tych samych w postępowaniach habilitacyjnych i profesorskich.
Dostałem projekt w obecnym rozdaniu. Polecam jednak rzucić okiem na wyniki SONATY w panelu ST5. Nie wątpię, że 4 z 9 najwyżej ocenionych wniosków dla UAM to tylko zbieg okoliczności :)
@Andrzej Jajszczyk
Ech, Panie Profesorze, mocno Pan teoretyzuje... W idealnym modelu można rozważać takie sytuacje z losowaniem, ale my żyjemy w realnym świecie polskiej nauki. Jak Pan był dyrektorem NCN, w OPUS 1 sfinansowano 901 projektów. W OPUS 30 – zaledwie 279. Dlaczego? Bo po drodze potworzyły się świetnie zorganizowane koterie. Pana szybko usunięto po pierwszej kadencji. System dopasowano pod swoich światłych – obecny dyrektor NCN to przecież dawny stażysta z warszawskiego IIMCB. Koło się zamyka, czyli mówiąc krótko kilka grup przejęło NCN. A postradziecki PAN wpadł na pomysł międzynarodowych instytutów MAB finansowanych oczywiście z budżetu, m.in. poprzez NCN. Taki np. IMol zatrudnia już 100 osób – tyle ludzi to rakietę można zbudować. A jaki jest efekt... Unia Europejska dostrzega grę pozorów i IMol w zdobywaniu grantów ERC jest równie słaby, jak reszta Polski. Politycy to widzą i finansowania zwiększyć nie chcą. Dla nich cały ten system to patologia, a naprawa to duży wysiłek przy małych korzyściach. PS. Pomimo krytyki Pana obecnych pomysłów, doceniam, że zrobił Pan w przeszłości parę naprawdę wartościowych rzeczy.
@ ZM,
Postradziecki PAN? Czy anonimowy w ogóle zna historię nauki polskiej 1944-1989?
Pamiętam, jak dokładnie rok temu ślęczałem nad wnioskiem do OPUS-a, tuż przed jego złożeniem. Dziesiątki informacji do wpisania, wszystko to jeszcze obwarowane koniecznością zaangażowania w to administrację na Uczelni itd. itd. i... NIC. Wniosek odrzucono, bo jak oświadczył jeden z panów ekspertów (???), nie było we wniosku planu badawczego (mimo, że był). Drugi tzw. ekspert też znalazł swoje powody do "ale".
Przeważająca wiekszosc tak ma. Ja dalej skladam te same wnioski ale nie ukrywam ze od pewnego czasu wiem., ze to juz kula tylko dla Ncn. Przekopoiwuje ten sam wniosek w kolko. Mi to zajmuje pol dnia a ich troche wiecej🤣
Głupie pomysły. Chcą na siłę zwiększyć wskaźniki sukcesu, ale gorsze wnioski będą przechodzić. Jaki jest sens, żeby osoba prowadząca badania podstawowe składała wniosek o European Research Council? Ci ludzie kompletnie nie myślą. Zamiast wycinać wnioski powinni ograniczyć kwoty przydzielanych pieniędzy. Te kwoty są często znacząco zawyżone.
Ograniczanie kwot nie jest dobrym pomysłem. Nastanie powrót do tego, co było za czasów KBN. KBN przyznawał kwotę pomniejszoną o 20-25% od kwoty wnioskowanej. Wnioskodawcy w odpowiedzi celowo zawyżali kosztorysy, aby otrzymać tyle, ile potrzebowali.
Dlatego stali eksperci i jednocześnie kierownicy Opusów już od kilkunastu miesięcy udają staranie się o ERC. Tak właśnie się wykańcza konkurencję. Co za obleśna sitwa!
Myślę, że już czas zlikwidować tą instytucję. NCN pod kolejnymi zarządami i dyrekcjami jest już NIEREFORMOWALNA. Centralnie trzeba finansować tylko wielkie projekty badawcze, np. od 1 mld zł i więcej. Tylko kilka rocznie projektów . A nie kilkaset czy kilka tysięcy.
Zgadzam się. NCN jest już tylko kumoterską sitwą, która finansuje turystykę pseudonaukową. Nie będę po nim płakała.. Wszystkie pieniadze na badania należy przekazać bezpośrednio uczelniom na podstawie wyników ewaluacji. I zlecać NIK kontrolę ich wydawania.
Tak może pisać tylko ktoś, kto nie ma bladego pojęcia o tym, jak działa NCN. To jest jedna z najbardziej merytokatycznych i transparentnych instytucji w tym państwie. Ale rozumiem, skąd bierze się frustracja: konkurencja jest ogromna i wiele dobrych wniosków przepada z braku kasy.
Poziom metoryczny siega dna. Jestem z ekpsertow napisal ze robie badan na zwierzętach nie ma sensu bo sie przeklada na ludzi i zrobil reject.. To argument w instytucji ktora finansuje badania podstawowe!!! Zamknijmy zatem caly panel NZ bo tam prawi nic nie ma translacji!!
Mi kolei jeden z ekspertów napisał, że nie ma planu badawczego we wniosku. A pamiętam, ile pracy włożyłem, żeby w ogóle przygotować wniosek (tak, jak zresztą każdy, kto kiedyś składał wniosek o grant, musiał włożyć dużo wysiłku w przygotowanie wniosku).
Cóż... jak to mawiał Goethe, "Krytyk to jest taka kura, która gdacze, kiedy inne znoszą jaja.". Jak widać, dotyczy to też pewnego odsetka ekspertów, czy recenzentów, w tym też ekspertów, czy recenzentów z NCN...
Cyt."Ale rozumiem, skąd bierze się frustracja: konkurencja jest ogromna i wiele dobrych wniosków przepada z braku kasy."
No cóż, wygląda na to, że w tym celu muszą zatrudniać tzw. ekspertów, którzy tylko UDAJĄ, że przeczytali wniosek ze zrozumieniem...
Ta nazwa "laureat konkursu NCN" pełni mniej więcej podobną rolę, jak stopień "dr hab.", czy tytuł "prof. dr hab.":
w przypadku posiadania tak zaszczytnego miana, ich posiadacz nie musi się tłumaczyć, że robi coś ważnego
I NA ODWRÓT
w przypadku braku tego zaszczytnego miana, delikwent już raczej nie ma zbyt wielkich szans na przekonanie innych, iż jednak to, co robi, ma sens, i to duży... No, może ma, ale już nie tak wielkie.
Tak to działa...
I PO CO się w to bawić, tzn. w te konkursy? PO CO? Może już lepiej wystartować w konkursie "Mister Universum"... ;=)
Mój szef, o dość sporym dorobku, złożył wniosek o OPUS. Wniosek ten został odrzucony przez panel ekspertów. Uzasadnienie było komiczne "Kierownik projektu ma na tyle rozbudowany dorobek w tej dziedzinie, że już raczej nic przełomowego nie wymyśli". To jest ta merytoryka?
No, widać, oni nie mają jeszcze rozbudowanego dorobku, bowiem wymyślili tak przełomowe "usprawiedliwienie".
Ręce opadają...
Proponuję scedować cały proces oceny na AI. Będzie szybciej i o wiele, wiele taniej. I wcale nie musi być mniej sprawiedliwie. 😁
Szanowni Forumowicze
Kasy nie ma i nie będzie. Ile razy mam powtarzać że nauka to ostatnia działka która interesuje obecną władzę.
Dziś opublikowano informacje z której wynika że tzw. grupa ekspertów zaleca zamrożenie wydatków budżetowych w latach 2026-2027.
To przygotowanie do tego co nas czeka
"grupa ekspertów zaleca zamrożenie wydatków budżetowych w latach 2026-2027"
Z wyjątkiem wojska, oczywiście. Niedługo pensja szeregowego przekroczy pensję profesora.
Czyli schować dyplom i pójść w kamasze.
No raczej.
"Uwaga! Od 1 marca 2026 r. najniższe uposażenie w wojsku (dla szeregowych) wynosi 6500 zł brutto."
https://www.wojsko-polskie.pl/uprawnienia-i-swiadczenia-zolnierzy-zawodowych/
Do tego świadczenie mieszkaniowe 900-1800 zł, czyli minimalna to 7400. Do tego różne dodatki.
Minimalne wynagrodzenie adiunkta to obecnie 7044 zł.
Idąc do wojska trzeba służyć ojczyźnie ale piszę tu o polskim wojsku a nie rosyjskim jak w pana przypadku. Niech pan nie narzeka na finansowanie, pensja w Polsce plus „dodatki” z zagranicy.
A czy ja narzekałem na jakieś "finansowanie"? Po prostu porównałem wynagrodzenia w polskim wojsku i szkolnictwie wyższym. A Pan to w jakim wojsku służył? Bo ja w polskim. Ostatnio w stopniu sierżanta. Przeniesiony do rezerwy na stanowisko oficerskie. Ale tak to jest jak się pisze dyrdymały wyssane z palca, i to bardzo brudnego. Łapki trzeba myć przed dotknięciem klawiatury.
„Przeniesiony do rezerwy na stanowisko oficerskie”. Po takich wpisach widać nieprawdziwe informacje i tak nie mógł pan zostać przeniesiony na „stanowisko” oficerskie z sierżanta ponieważ po pierwsze stanowisko oficerskie to co innego niż stopień oficerski, po drugie sierżant mógł dostać przydział mobilizacyjny na stanowisko przewidziane dla oficera co jest akurat mało prawdopodobne aby oficerem został sierżant tylko dlatego że został przeniesiony do rezerwy. Pisze pan nieprawdę i jak widać po komentarzach na forum nie po raz pierwszy.
"po drugie sierżant mógł dostać przydział mobilizacyjny na stanowisko przewidziane dla oficera"
Cóż za precyzja! No właśnie o to mi chodziło! A że akurat nie mam przy sobie karty mobilizacyjnej (ostatni raz widziałem ją 3 lata temu), wyraziłem się nieprecyzyjnie - skrót myślowy. No, ale widzę, że mamy tu pełne zaangażowanie fachowców. Wszak po coś te kontakty na LAW są. 😁 A może "ppłk rez Artur G." to po prostu chat GPT?
Ludowe Wojsko to raczej coś innego, poza tym potem donoszenie na kolegów z WSP żeby dostać paszport no i współpraca z Leonidem S. oraz donoszenie do NCN i innych jednostek. To się ma w krwi. Kto się k…. urodził kanarkiem nie zd……
Niestety, po wieloletniej dobrej passie, NCN dokonuje w ostatnim czasie samozaorania i traci reputację. O ile drugi postulat nie budzi zastrzeżeń, a nawet jest działaniem projakościowym, o tyle pierwszy jest skandaliczny.
Proponowane rozwiązanie uderza w naukowców na wszystkich etapach kariery. Z jednej strony, młodych naukowców, którzy mają (obecnie) możliwość startowania w dedykowanych konkursach typu SONATA i SONATA BIS, oraz otwartym OPUS, zmusza się do opracowywania strategii pt. "gdzie w tym roku bardziej mi się opłaca złożyć grant, żeby zwiększyć szanse sukcesu'. Antyjakościowe rozwiązanie, które odwraca uwagę od skupienia się na pracy naukowej. Z drugiej strony, naukowcy, który mogą tylko aplikować o OPUS są ograniczni do jednego wniosku na rok, nawet jeśli w obecnym momencie nie mają żadnego finansowania. Przy obecnym wskaźniku sukcesu mogą pozostać bez finansowania na kilka lat. Ponadto, bardziej aktywni naukowcy, którzy mają kilka koncepcji badawczych, nie mają możliwości złożenia RÓŻNYCH projektów w tym samym roku.
Przez ostatni 10 lat, tłucze się naukowcom jak istotne jest składanie projektów i rozwój. W momencie gdy, w końcu, doszliśmy do etapu, w którym szersze grono ochoczo aplikuje o granty, to dostajemy informację w postaci 'teraz to za dużo'. Jeśli popatrzymy na statystyki ostatnio rozstrzygniętygo konkursu OPUS, to w najbardziej obleganym panel ST11 złożono 167 wniosków. Czy to na prawdę tak dużo? Przecież to nie jest tak, że jedna osoba musi je przejrzeć w ciągu tygodnia. Widać tutaj pewne wyzwanie, ale też możliwości organizacyjne, ponieważ w 10 z 26 paneli ilość wniosków wynosiła mniej niż 60.
Poza narzekaniem, które i tak nic nie zmieni, zaproponuję przynajmniej jedno rozwiązanie - lepsze rozłożenie konkursów w czasie. Obecnie dwa najbardziej oblegane konkursy, czyli SONATA i OPUS są skumulowane w grudniu. Natomiast w marcu jest tylko SONATINA, która nie jest specjalnie obleganym konkursem. Organizacja konkursów w formule SONATA w marcu, OPUS w czerwcu, SONATA BIS we wrześniu i OPUS w grudniu poprawiłby przepustowość administracji i obsługi wniosków.
Tylko żw drugi postulat też jest nietrafiony. Nie wszystkie badania nadają się na ERC. Juz widzę, jak ERC finansuje badania historyczne jakiejś polskiej wioski. To NCN powinien być odpowiedzialny za takie badania. Nie każdy naukowiec musi być mistrzem świata - nauka to nie sport wyczynowy.
A nie lepiej ograniczyć: kto marzył o grancie NCN ma zakaz na 10 lat składania wniosku?
Oh, wspaniale.
A kiedy do budżetu NCN wrócą środki, które otrzymał Muhammad Bilal, Balal Yousaf, Grzegorz Boczkaj czy Roberto Castro-Munoz? Możnaby z nich ufundować kilka-kilkanaście grantów dla młodych naukowców.
Nigdy, ponieważ podatnik musiałby zapłacić dwa razy.
No i jeszcze Zhixiong Li, Mohsen Khodadadi Yazdi, Abdullah
https://www.nature.com/articles/s41598-024-74394-5
https://link.springer.com/article/10.1186/s12906-026-05394-3
kierownik: prof. Katarzyna Krukiewicz
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=537644
Problemy może też mieć pani dziekan Wojciechowska
https://forbetterscience.com/2026/06/12/schneider-shorts-12-06-2026-be-humble-and-admit-when-we-screw-up/#gdansk
ze swoim grantem OPUS
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=535219
Ale to wszystko i tak tylko czubek góry lodowej. Ile jeszcze nie zostało ujawnionych?
Najważniejsze że zostały już ujawnione pana powiązania z czerwoną dezinformacją. A ile grantów w ostatnim rozdaniu pan dostał? Nie pomagają naciski na NCN i strach Dietla przed ujawnieniem skali manipulacji w publikacjach? Nadal do opola nic nie idzie? Tyle pracy a chemia Uniwersytetu Opolskiego wylatuje z A
Czy wyście się kiedykolwiek zastanowili nad swoją argumentacją? Agent GRU zwalcza agentów IRGC. Przecież to się kupy nie trzyma. Ale może to przekracza możliwości waszego pojmowania.
Przybliżcie o co chodzi z powiązaniami z dezinformacją, bo nie każdy śledzi Pana ciągłą aktywność w internecie 24/7 (mamy swoje obowiązki na uczelni)
Pan Wojtasek współpracuje z ukraińskim Żydem mieszkającym w Niemczech i należącym do prorosyjskiej partii a jego blog został sądownie zablokowany we Włoszech tym samym sąd włoski przyrównał tą grupę na równi z terroryzmem i rozpowszechnianiem treści pedofilskich. Pan Wojtasek ma teczkę w IPN. Wszyscy a bynajmniej większość współpracowników pana Wojtaska skończyła moskiewskie uczelnie, no jeszcze są w tym Chińczycy. Co jeszcze trzeba przedstawić aby pokazać działalność dezinformacyjną i chodzenie na sznurku służb ze wschodu?
Doczytałem w innych wątkach. Nikt na Pana Huberta nic nie ma, nikt nie przedstawił żadnych dowodów. Po co to robić?
Jak to po co? Duże pieniądze, duże kariery. Przecież tu pod niektórymi artykułami bywała cała lista komentarzy krytycznych, podpisanych różnymi nickami, a na pierwszy rzut oka było widać, że pisze je jedna osoba. Pan Hubert pewnie wiedział, że próbując się za te patologie wziąć, narobi sobie wrogów. Co do rzekomej teczki w IPN. Urodzony w 1964 r., magisterium w 1989 r., doktorat w USA już za III RP. Jakim cudem miała by tu być teczka IPN i czego by miała dotyczyć? Działalności studenckiej?
A profesury jak nie było tak dalej nie ma.
Teraz jestem szczerze zszokowany. Bardzo proszę o dowód na teczkę w IPN. Bo jeśli ona rzeczywiście istnieje, to dla mnie jest to przekreślenie mojej prywatnej opinii o działalności Pana Huberta. Który zresztą sam wskazuje, że jego koledzy dorabiają się na nieczuciwych praktykach. Teczkę w IPN w moim zakresie moralnym traktuję jeszcze gorzej.
P. dr hab. Hubert Wojtasek od pewnego czasu wykrywa i nagłaśnia przypadki nieetycznych praktyk publikacyjnych, między innymi tzw. papierni. Tym samym narobił sobie wrogów, którzy starają się podważyć jego wiarygodność. Stąd te oskarżenia o rozpowszechnianie dezinformacji, współpracę z obcymi służbami, itd.
A Pan to też ruskij szpion, że Pan nie rozumie języka polskiego?
Kontaktowałem się niedawno z pewnym profesorem, który wypowiadał się krytycznie o naszym systemie ewaluacji na LinkedIn. Okazało się, że nie wiedział o Królczyku, Bilalu, Marszałku, Jaszczurze, ministerialnym zespole ds. nieuczciwych praktyk publikacyjnych. Więc nie ma się co dziwić takim pytaniom. Dla mnie trochę druzgocące doświadczenie. Bo jeśli nawet ludzie krytycznie nastawieni do systemu nie wiedzą o takich praktykach, to jak możemy się spodziewać jego naprawy?
Święty nie zrozumiał, a Pan Panie Hubercie wszedł w to jak dzik w żołędzie. Chodziło mi o wytłumaczenie o co chodzi z Pana powiązaniami z zewnętrzną agenturą :)
"Kierownik projektu, który otrzymał co najmniej dwa granty tego rodzaju w ciągu ostatnich 10 lat, będzie mógł aplikować o kolejny dopiero po wcześniejszym złożeniu wniosku w programach European Research Council"
Uważam to za bardzo dobre posunięcie, jednakże wraz z tym trzeba zwiększyć wsparcie administracyjne w jednostkach. Na ten moment na wielu uczelniach administracja rozkłada ręce i nie pomaga przy ERC.
Nie każdy musi być miestrzem Europy, potrzebni są też mistrzowie Polski. Ten postulat zakonczy się skladaniem wydmuszek do ERC, żeby "zresetować" licznik w NCN i móc startować o kolejne Opusy.
Nie, nie potrzebujemy mistrzów Polski. Pora skończyć z funkcjonowaniem alternatywnej nauki polskiej, żyjącej w oderwaniu od nauki światowej (czyli po prostu nauki). Niestety w naszym kraju większość kadry naukowej żyje w tym alternatywnym systemie, więc na jakiekolwiek reformy projakościowe nie ma co liczyć.
Jak najbardziej, ale kwestia wsparcia administracji w składaniu wniosków, to zdecydowanie sprawa jednostki naukowej, a nie NCNu. Znam takie miejsca gdzie wsparcie administracyjne w kwestii grantów jest wzorowe.