W przyszłym miesiącu mamy poznać rekomendacje ministerialnego Zespołu ds. nieuczciwych praktyk publikacyjnych dotyczące usprawnienia procesu oceny jakości działalności naukowej. W Narodowym Centrum Nauki w kwestii tzw. paper mills nie zapadły na razie żadne wiążące decyzje.
Ruszyły wreszcie prace ministerialnego Zespołu ds. nieuczciwych praktyk publikacyjnych. Został powołany w reakcji na ujawniane w ostatnich miesiącach przypadki udziału badaczy w tzw. fabrykach artykułów.
– Zależy nam, by członkowie zespołu byli w stanie nie tylko wskazać luki w systemie, ale też podpowiedzieć – w kontekście przyszłej ewaluacji – gdzie zaszyć odpowiednie bezpieczniki, które pozwolą dosyć szybko rozpoznać negatywne zjawiska, na przykład „spółdzielnie” publikacyjne – zapowiadała w wywiadzie dla FA wiceministra Karolina Zioło-Pużuk.
W przesłanym do redakcji FA mailu Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wskazało katalog zjawisk, którym należałoby pilnie przeciwdziałać. Wymieniono: udział autorów w spółdzielniach papierniczych, wykupywanie współautorstwa w artykułach, płacenie za publikacje w tzw. czasopismach drapieżnych (predatory journals), ale także inne, o których w środowisku od lat się dyskutuje, tj. plagiaty, pomijanie autorstwa osób, które wniosły merytoryczny wkład w powstanie publikacji (tzw. ghostwriting) czy dopisywanie do listy współautorów osób, które dla powstania danego tekstu nie wniosły wystarczającego wkładu (tzw. guest authorship). W rozmowie z FA Zioło-Pużuk wskazywała, że większość tych patologii została wygenerowana przez system opierający się na punktozie. Nowy zespół ma poszukać sposobów na ukrócenie nieuczciwych praktyk.
Pojawiające się w ostatnim czasie informacje o działaniach, które świadczyć mogą o braku przestrzegania zasad etycznych przez pracowników naukowych, są bardzo poważnym zagadnieniem i – w opinii ministerstwa – stanowią istotne wyzwanie, przed którym stoi całe środowisko naukowe. Ministerstwo jednoznacznie potępia tego rodzaju naganne praktyki, zwracając jednak uwagę na problem braku jednoznacznych definicji i kryteriów oceny tych praktyk – napisano w korespondencji.
I właśnie kwestią definicji i kryteriów oceny nieuczciwych praktyk ma w pierwszej kolejności zająć się powołane pod koniec marca przez ministra Marcina Kulaska 11-osobowe gremium. Jego członkowie dokonają także analizy przyjętych w innych krajach rozwiązań. Na pierwszym posiedzeniu zespół zebrał się przedwczoraj w siedzibie resortu.
– Celem jest przede wszystkim analiza aktualnego stanu oraz praktyk publikacyjnych stosowanych w Polsce. Dostrzegamy potrzebę reakcji na sygnały płynące ze środowiska naukowego oraz na pojawiające się nieuczciwe praktyki, takie jak tzw. paper mills. Liczę na to, że eksperci możliwie szybko zidentyfikują najważniejsze problemy i wypracują skuteczne rozwiązania, które będzie można wdrożyć na drodze legislacyjnej, aby przeciwdziałać dalszemu rozwojowi i stosowaniu nierzetelności naukowej – mówi dr Karolina Zioło-Pużuk.
Wstępne, kierunkowe rekomendacje dotyczące usprawnień procesu oceny jakości działalności naukowej mają zostać przedstawione już na kolejnym posiedzeniu, w połowie czerwca. Do tego czasu, jak zapowiedziano w komunikacie MNiSW, członkowie zespołu będą pozostawać ze sobą w roboczym kontakcie, by sprawniej wypracować optymalne rozwiązania. Ostatnie spotkanie zaplanowano na wrzesień.
W NCN na razie bez decyzji
Nie tylko w ministerstwie zajmują się tym tematem. Sygnały dotyczące osób, które potencjalnie mogły być zaangażowane w nieuczciwe praktyki publikacyjne, analizuje Narodowe Centrum Nauki. Dodajmy, że sprawy, których przedmiotem jest domniemany udział grantobiorcy w paper mills, są zupełnym novum dla agencji. Wcześniej w ogóle nie pojawiały się w orbicie jej działania. Zmieniło się to dopiero po ujawnionym przypadku badacza z Politechniki Gdańskiej, który w 2023 roku otrzymał 3-letni grant OPUS o wartości blisko 2 mln zł (zrezygnował z niego w styczniu 2025), a wcześniej prowadził projekt POLS finansowany z funduszy norweskich, na który NCN wyłożył blisko 800 tys. zł. Chwilę później pod lupę wzięto także naukowców z Politechniki Opolskiej i Politechniki Poznańskiej.
W styczniu Centrum przyznawało na naszych łamach, że „brakuje systemowego mechanizmu, który na starcie eliminowałby ten typ nierzetelności naukowej, związanej z udziałem w tzw. papierniach”. Zapowiadano również wypracowanie nowych regulacji, które system miałyby uczynić bardziej szczelnym, np. pozwolą ekspertom na uwzględnienie w ocenie wątpliwości co do rzetelności całościowego dorobku naukowego. Od tamtej pory minęły już cztery miesiące, zapytaliśmy więc, na jakim etapie są prace.
Rada NCN kilkukrotnie omawiała możliwość „uszczelnienia systemu”, tak by skuteczniej wychwytywał nieuczciwe praktyki publikacyjne, w tym te związane z udziałem w tzw. papierniach. Na razie nie zapadły jednak żadne wiążące decyzje. Obecny system oceny wniosków, oparty wyłącznie na kryteriach merytorycznych – w tym ocenie jednej lub kilku najlepszych prac – jest przemyślany. Świadomie odeszliśmy od wskaźników bibliometrycznych i powrót do nich byłby krokiem wstecz. Ewentualne modyfikacje muszą być więc dobrze wyważone, by nie podważyć fundamentów systemu – napisała agencja.
Jak pisaliśmy niedawno, podejrzenia o udział w tzw. fabrykach artykułów wysuwane są też pod adresem niektórych zagranicznych ekspertów NCN.
Rektorzy zdecydowani
Wygląda więc, że jak na razie najdalej idące kroki zaproponowała Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Wśród przedstawionych na początku lutego rekomendacji było nieuwzględnianie publikacji z tzw. fabryk artykułów oraz czasopism drapieżnych w ewaluacji działalności naukowej i artystycznej, a także w postępowaniach awansowych nauczycieli akademickich. Oprócz tego rektorzy postulowali dokonanie przeglądu aktywności publikacyjnej w uczelniach, a w przypadku podejrzeń dotyczących nieetycznych zachowań publikacyjnych, formułowanie wniosków o wszczęcie postępowań wyjaśniających.
Dostrzegamy, że obecny system ewaluacji działalności naukowej oraz model kariery akademickiej, oparte na gromadzeniu i sprawozdawaniu punktacji za dorobek naukowy i artystyczny, sprzyjają nadużyciom, chociaż nigdy nie wykluczają indywidualnej odpowiedzialności badaczy. Zarówno system ewaluacji jakości badań w jednostkach naukowych, jak i ścieżka awansów akademickich wymagają głębokiej analizy i nowych rozwiązań (w tym jakościowych), które zapewnią przejrzystość oceny i uwzględnią ochronę przed nieetycznymi praktykami, prowadzonymi także z wykorzystaniem nowych technologii (np. AI) – podsumowali rektorzy.
Mariusz Karwowski
Patologie należy tępić, ale nie bądźmy traktowaniu jak dzieci w szkole. Bardzo ryzykowne posunięcie grożące reakcją i kompromitacją środowisk naukowych. Dlaczego? Dlatego, że wśród oceniających, rozmaitych "ekspertów" i członków rozlicznych komisji jest wielu, których lepiej nie sprawdzać. Lustracja wywoła kontrlustrację
Zespoły , komitety, debaty, dyskusje ! "" Psy szczekają a karawana jedzie dalej "" Paper mills działają , drapieżne publikują , punkty sumują się i wybitnych "naukowców" przybywa ! Ot , wszystko !
Poważnym problemem (od lat) są także polscy wydawcy tłukący kasę na przyjmowaniu wszystkiego co im autorzy przyślą - byle tylko zapłacono. Obsługują konferencje, zjazdy itp. dając gwarancję opublikowania nawet marnej jakości referatów za te 100 lub 70 punktów - cena niewygórowana 2- 3 tys. I wszyscy są szczęśliwi a czasopismo ma 30-40 numerów w roku po 40-50 artykułów.
A na artykuł za 100 pkt w dobrym czasopiśmie z IF czeka się 2-3 lata...
2-3 lata? Mam zupełnie inne doswiadczenia. Czasopisma 140-200 pkt, dłużej niż 6 miesiecy od wysłania pierwszej wersji do akceptacji ostatniem (w międzyczasie stnadardwo 2 rundy recenznowania, w niektórych przypadkach 3-7 recenzji na rundę). 2-3 lata to dla mnie jakaś abstrakcja.
To jest taka pajęczyna lub ośmiornica.
Nie dziwię się żeś zwykły, a do tego jeszcze nie kumaty. Czytanie ze zrozumieniem jak podaje OECD w Polsce to dziś sztuka i wielu tego nie potrafi. Wstyd pisać takie bzdury "opublikowania nawet marnej jakości referatów za te 100 lub 70 punktów - cena niewygórowana 2- 3 tys. I wszyscy są szczęśliwi a czasopismo ma 30-40 numerów w roku po 40-50 artykułów. A na artykuł za 100 pkt w dobrym czasopiśmie z IF czeka się 2-3 lata... " Chłopie nie kompromituj się. Doczytaj odpowiednie dokumenty, może zrozumiesz jak jest.
Alez przeciez to prawda
Trzeba dokonać weryfikacji prac na podstawie których profesorowie zostali profesorami. A później to już z górki.
Trochę gotowych rozwiązań można już znaleźć w literaturze, np. w jednym z ostatnich artykułów zespołu najważniejszych detektywów naukowych:
https://www.nature.com/articles/d41586-025-00212-1
Przy okazji ciekawostka - prawie wszyscy autorzy to stali współpracownicy portalu For Better Science.
Ale kit, w każdym normalnym kraju za współpracę ze służbami obcego kraju grozi więzienie. Strona o nieznanym finansowaniu, prowadzona przez ludzi po rosyjskich uczelniach i powiązana z wymuszeniami finansowania. Jak sąd niemiecki nakazał wpłatę 100 000 euro to nagle przyszedł przelew z zagranicy na taką kwotę. Może w Opolu wpłaty w euro to normalka ale w Lublinie już nie. Nie bez powodu sąd we Włoszech i Francji ją zablokował. Nie blokuje się stron bez powodu i to naprawdę ważnego.
Taaa, Freie Universität Berlin, University of Oxford, University of Cambridge, University of Sydney, Université Toulouse, Université Grenoble – to wszystko rosyjskie agentury. A największą agenturą jest oczywiście samo Nature. Dlatego niedawno świętowaliśmy pierwszą w tym stuleciu polską publikację w tym czasopiśmie.
https://forumakademickie.pl/badania/nature-polscy-naukowcy-opisali-mechanizm-zwiekszajacy-skutecznosc-terapii-mrna/#:~:text=Na%20%C5%82amach%20%E2%80%9ENature%E2%80%9D%20ukaza%C5%82a%20si%C4%99%20prze%C5%82omowa%20praca%20polskich,na%20%C5%82amach%20tego%20presti%C5%BCowego%20czasopisma%20w%20XXI%20wieku.
Rosyjską agenturą jest więc także Forum Akademickie, które to opisało, i są nimi Międzynarodowy Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej, Uniwersytet Warszawski, Instytut Biochemii i Biofizyki PAN oraz Warszawski Uniwersytet Medyczny, gdzie te badania wykonano a następnie opublikowano w propagandowej tubie Putina o nazwie Nature.
Lublin, Lublin.... A tak, tam to nawet w MDPI można załapać retrakcję!
https://www.mdpi.com/1420-3049/28/24/8091
A ile jest takich artykułów, na przykład zespołowych , które są publikowane w renomowanych czasopismach z dużym IF, a które potem idą do szuflady, gdyż kierunek badań koniec końców okazał się fiaskiem?
Tak w okolicach 99%, nawet bliżej 100%. Tak po prostu działa nauka. A co?
No to wszyscy naukowcy są nieetyczni skoro wiedzą, że tak będzie.
Nie zrozumiał pan. Żołnierz nie wie czy trafi wroga ale nie jest to powodem, aby powstrzymywał się od strzelania. Mądry polski lud ma przysłowie: Chłop strzela, Pan Bóg kule nosi. Po prostu nie wiemy a priori, który wynik jakie będzie miał znaczenie. Kiyoshi Ito zaproszony jako honorowy gość na kongres finansowy bardzo się dziwił, że jego prace mają tak wielkie znaczenie dla współczesnej ekonomii (a mają znaczenie podstawowe). Mówił, że ani przez moment nie przeszło mu przez głowę, że jego wyniki mogłyby być przydatne do finansów.
Skąd u ludzi ten determinizm w myśleniu? Przecież każde życiowe doświadczenie wskazuje, że to przypadek jest tą siłą, która rządzi światem.
Z tego jednak wynika, że każdą pracę należy publikować, więc po co ta walka z tak zwanymi drapieżnymi. Te ponoć lepsze czasopisma mają ograniczoną pulę wybitnych recenzentów i nie są ono w stanie recenzować wszystkich artykułów. Z tego wniosek, że walka z drapieżnymi to walka o kasę i władzę i chyba o to chodzi podnoszącym wrzask pewnym naukowcom w Polsce.
Poziom przed drapieżnymi był taki jak teraz. Czy ktoś wykazał pojawienie się drapieżnych na obniżenie poziomu nauki. Wątpię bo czas za krótki, a Pan pisze, że nie wiadomo co kiedy jaki skutek przyniesie.
Nie biorę odpowiedzialości za polujących na "drapieżne" zwierzęta czy wydawnictwa.
Nigdzie nie znalazłem precyzyjnej definicji wydawnictwa drapieżnego, uważam, ze ocena artykułu po miejscu opublikowania jest absurdem podobnym do oceny człowieka po garniturze. W pismach publikuję głównie ze względu na wymóg zbierania punktów, jakbym miał decydować, wystarczyłby mi ArXiv.
To może taka:
"Drapieżne czasopismo (ang. predatory journal) to takie, którego polityka publikacyjna charakteryzuje się natarczywym zachęcaniem potencjalnych autorów do publikacji, brakiem przejrzystego składu redakcji czasopisma, ukrytą siedzibą wydawcy/redakcji oraz nierzetelnym procesem recenzyjnym wyrażającym się w braku przestrzegania należytych standardów. Jak zwięźle definiuje drapieżne czasopisma Jason Roberts, są one w większości przypadków olbrzymim oszustwem publikacyjnym (Roberts, 2016, 618). Są one pseudonaukowymi czasopismami najczęściej wydawanymi pod szyldem polityki otwartego dostępu (ang. open access policy).
(Tomasz Burdzik, Drapieżne Czasopisma Jako Przykład Nieetycznego Publikowania, Filozofia i Nauka - Studia Filozoficzne i Interdyscyplinarne, 2017, tom 5, str. 131-149)
Springer, Elsevier, Taylor&Francis i Wiley mają koszmarne standardy recenzowania, zwłaszcza w pismach z OA. Zostaje ArXiv.
@Zbyszek
Jesli badania zostaly przeprowadzone poprawnie, to znaczy mozna zaufac wnioskom, ktore zostaly wyciagniete z jakiejs puli wynikow, to takie cos jak "fiasko" nie istnieje.
Naukowcy nie sa "nieetyczni".
Trzeba tylko rozumiec, co to jest metoda naukowa, jak ona dziala, co tak naprawde staraja sie osiagnac naukowcy.
Jak naukowcy nie są nieetyczni, to skąd te prace nad ograniczeniem braku etyki, a poza tym wygląda na to, że nauka to uprawianie sztuki dla sztuki szczególnie w badaniach podstawowych. Czyżby tylko o bieżącą kasę naukowcom chodziło.
@Zbyszek
Sa rozne definicie nauki (Science). Oto jedna z nich:
Nauka to systematyczne badanie struktury i zachowania świata fizycznego i naturalnego poprzez obserwację, eksperymentowanie i testowanie teorii w oparciu o uzyskane dowody.
Ta definicja rowniez wskazuje, co maja robic naukowcy, czyli ludzie, ktorzy zajmuja sie nauka.
Nie wiem wiec dokladnie, co ma Pan na mysli piszac, ze "nauka to uprawianie sztuki dla sztuki szczególnie w badaniach podstawowych", ale najwazniejszym zadaniem naukowcow jest zbadanie i opowiedzenie nam jak dziala swiat wokol nas. Wszystkie inne dzialania naukowcow (a jest wiele) sa rowniez bardzo wazne, ale ciagle dodatkowe w stosunku do tego najwazniejszego zadania.
Natomiast w ogole nie rozumiem, co ma Pan na mysli piszac "skąd te prace nad ograniczeniem braku etyki". Musialby Pan wyjasnic.
Panie według tej definicji bobas, który testuje co się nadaje zjeść i wszystko wkłada do buzi też pod tą definicję podchodzi.
@Zbyszek
Nie
Nie podchodzi
Bo badania musza byc wykonane przy pomocy metody naukowej. Jest to scisle opisane podejscie, ktore ma pewne zasady, ktorych trzeba sie trzymac, aby badanie bylo uzyteczne.
I nastepnie wyniki trzeba opublikowac, bo inaczej, nikt o nich nie wie.
Teraz uszczelnić, a co z tymi habilitacjami i procedurami zrobionymi nieuczciwie. Pewnie zostaną i cwaniakowanie wyjdzie na plus.
Choć nigdy nie uszczelnimy procesu (jak wykryć każdy przypadek - poddawać każdego całodobowej inwigilacji? wykrywaczem kłamstw?), ale przynajmniej NIE POZWALAJMY na takie praktyki vide dopisywanie do publikacji (czemu niestety sprzyja wciąż feudalny ustrój na polskich uczelniach).
Wysoka kultura osobista i brak kompleksów :-)
Zapadną decyzję w sprawie nieuczciwych praktyk. A jekież te decyzje mogą być, skoro praktyki są nieuczciwe ?! I dlaczego zapadną dopiero z już któryś kolejny miesiąc.
No, jestem pod wrażeniem sprawczości obecnej władzy.
Doceniam walkę papiernictwem, czy to przez odsłanianie poszczególnych przypadków, czemu niektórzy szlachetni badacze zechcieli poświęcić swój czas i nerwy, warto może też będzie wprowadzić jakiś program wykrywający. Ale to nie wystarczy.
Przecież to, że artykuł napisany/naklonowany przez papiernię, z użyciem AI, może w ogóle przejść proces publikacyjny, stanowi istotny problem. Bardzo często są to superprzyczynkarskie prace eksperymentalne, pełne błędów i fabrykacji wyników, które klonuje się w ten sposób, że zmienia się jakiś trzeciorzędny warunek eksperymentu i zobaczy, co wyjdzie (dotarłem kiedyś do świetnego przykładu po linku z tego form, niestety w tej chwili go zgubiłem). Po prostu takie prace nie powinny w ogóle być publikowane jako niewiele wnoszące do ludzkiej wiedzy, i najczęściej błędne albo sfałszowane. Co gorsza, takie pseudoartukuły są jak najbardziej cytowane, z różnych powodów - z papierni, ze spółdzielni, przez kolegów, z tego powodu, że są łatwe do zrozumienia i stanowią dobre odniesienie dla następnych tego typu dzieł. Teraz są zatem dwie patologiczne możliwości, jak najbardziej realne: po pierwsze takie artykuły może publikować nawet nie-papiernik, ale pozbawiony skrupułów, mało zdolny ale przebojowy badacz, tym niemniej deklasuje on swoich kolegów, którzy płodzą mniej, ale utrzymują poziom. I to zjawisko jest przygnębiające, zapewne jest starsze od samego papiernictwa. To coś jak drugi obieg nauki, pseudonauka. Po drugie: kto zabroni papiernikowi przystopować i zamiast 50 rocznie prac publikować 3, jeśli przestanie być przez system wynagradzany za ilość? I wtedy papiernika będzie trudniej wychwycić automatycznie, przez analizę bibliometrii, współautorstwa i cytowań, oczywiście pozostaną metody oparte na analizie samego tekstu tych dzieł.
Zatem problem jest bardzo głęboki, i zapewne dobrze może być rozwiązany dopiero wraz z głęboką zmianą całego systemu. Dobrze, że zespół nie spieszy się z wnioskami, ale czy ostatecznie coś mądrego stworzy?
Rozwiązania są proste. Wystarczy, że uczciwi naukowcy zabiorą się za zwalczanie tych nieuczciwych. Jak już kilka razy pisałem, szacuję, że papierników jest ok 1%. Nawet, jeśli produkują 50x więcej artykułów niż ci uczciwi, to i tak wypada po mniej niż jednym produkcie papierni na jednego uczciwego. Nie wierzę, żeby większość uczciwych badaczy nie zauważyła produktów papierni czytając literaturę. Zauważyli, tylko, że nic z tym nie robią. Często pytam ludzi, którzy do mnie piszą w sprawie papierni, czy nie chcieliby się włączyć w ich zwalczanie. Odpowiedzi są prawie zawsze takie same: "mam dużo dydaktyki", "mam grant do zrealizowania", "nie jestem jeszcze gotowy na taką działalność". Oczywiście dużym problemem są też działania odwetowe papierników - groźby procesów sądowych, postępowań dyscyplinarnych. Ludzie się po prostu boją, bo papiernicy dzięki swoim "wybitnym" osiągnięciom opanowali wiele stanowisk - rektorzy, prorektorzy, dziekani. Ale bierność środowiska tych papierników rozzuchwala.
"Oprócz tego rektorzy postulowali dokonanie przeglądu aktywności publikacyjnej w uczelniach, a w przypadku podejrzeń dotyczących nieetycznych zachowań publikacyjnych, formułowanie wniosków o wszczęcie postępowań wyjaśniających."
Wystarczy to wprowadzić w życie i w przypadkach udowodnionych nadużyć (np. retrakcji spowodowanych przez nieetyczne działania) wyciągać surowe konsekwencje. Żeby papiernicy bali się bardziej niż sygnaliści. Bez tego nic się nie zmieni.
Przyjmuję pański argument, w zasadzie trudno z nim polemizować. Chodziło mi o to, że lepszy jest system, który nie stwarza okazji do nadużyć, niż oparty o pilnowanie i karanie złoczyńców. Tak jak z handlem za komuny - na nieuprzejmego sprzedawcę mogłem się poskarżyć w książce życzeń i zażaleń, ale lepszy jest system z konkurencją, gdzie mogę pójść do lepszego sklepu, i sprzedawcy wiedząc to, będą raczej uprzejmi. Jakość recenzji i kontroli wydawniczej - to jest (w miarę) pierwotny problem. A oczywiście w każdym systemie trzeba nieuczciwość ujawnić i ukarać, i rzeczywiście, u nas zanikła kultura przeciwstawiania się nierzetelności, no może ciężko przeciętnemu naukowcowi znaleźć w sobie coś z policjanta. Ponadto większość się boi - też zrozumiałe w obecnych warunkach, też trzeba by przynajmniej systemowo stworzyć realną perspektywę konsekwencji ujawnionych nieuczciwości.
No i przy kulejących recenzjach - powtórzę, co pisałem - pozostaje trochę podobny problem pozoranctwa, wcale nie błahy, i jego się nie zwalczy ścigając przypadki, bo tu nie zachodzi jawna nieuczciwość. Chodzi mi o ludzi, którzy papiernikami wcale nie są, którzy piszą sami, piszą dużo, ale rzeczy takich, o których ja bym nawet nie myślał, bo bym usnął z nudów. Ktoś zastosował, powiedzmy, sieć neuronową do rozpoznawania napisów na biletach w filharmonii. Wziął gotową strukturę z 7 głównymi warstwami sieci. W następnym artykule wypróbuje układ 8 warstw, w następnym zastosuje to samo do biletów w kinie, a jak będzie miał wenę, to jeszcze napisze jedno dzieło, w którym pozmienia jakieś drobiazgi w preprocessingu. Obok prawdziwej dyscypliny "sieci neuronowe" tworzy się lustrzana pseudodyscyplina o tej samej nazwie, z publikacjami, cytowaniami, referatami, doktoratami, habilitacjami, etc. To też zmora.
Każdy system daje możliwości nadużyć. Tak to przedstawił Isidro Aguillo z Hiszpańskiej Narodowej Rady Nauki w artykule opisującym nadużycia pana Jose Manuela Lorenzo: “The problem isn’t the cheaters nor the system, because if the system changes, the cheaters will adapt. The problem is impunity.”
https://english.elpais.com/science-tech/2023-06-04/a-researcher-who-publishes-a-study-every-two-days-reveals-the-darker-side-of-science.html
Dlatego ujawnianie i karanie oszustów jest ważne.
Ale oczywiście ma Pan rację co do pozoranctwa. Problem równie ważny i dużo powszechniejszy niż papiernictwo. W 2012 prof. Mirosław Soroka pisał: "Sami naukowcy w kuluarach przyznają, że ponad 90 proc. prowadzonych przez nich badań to "zapychacze” czy jakby powiedzieli studenci: ściema" (Mirosław Soroka, Naukowcy oszukują dla sławy i pieniędzy, Gazeta Wrocławska, 28.01.2012). Jak ktoś twierdzi, że ma rocznie nawet 5 genialnych pomysłów na badania, które w dodatku się sprawdzają, to albo kłamie albo oszukuje sam siebie. W moim przypadku właśnie ok. 90% pomysłów okazywało się niewypałami. No, ale slociki przecież wypełniać trzeba. A nagroda rektora też się przyda (vide np. pan Bilal czy Boczkaj). Dlatego publikuje się wszystko co się da i wszędzie gdzie się da, nawet, jeśli wyniki są rzeczywiste choć bezwartościowe, zaśmiecając literaturę.
Ukaranie osób to priorytet. W tekście pojawia się informacja, jakoby powodem powstawania nieuczciwych praktyk była punktoza. Punktoza jest problemem, ale nie w tym rzecz. To odwracanie uwagi od problemu, o którym toczy się dyskusja. Zapomnieliśmy, że to konkretni naukowcy - o zdefiniowanych imionach i nazwiskach - przyjęli papermilli na uczelniach, utrzymywali ich, płacili za nie (różnymi nagrodami), często byli beneficjentami ich działalności. Dlaczego używam czasu przeszłego? Przecież to się dzieje nadal...
Co się stało z OPUSem pana Bilala? Od tygodnia PG chwali się grantem NCNu przyznanym innemu naukowcowi, którego działalność, co najmniej, budzi wątpliwości. Gdzie są konsekwencje?
Jasne, że każdy rektor przyjmujący papermilli stanie w szeregu z tymi uczciwymi i krzyknie do ministerstwa albo NCNu razem z nimi, że "to wina punktozy". Od powołanego zespołu do spraw papermill oczekiwalibyśmy, żeby jasno powiedział: "to akurat nie jest wina punktozy, tylko to Pana/Pani wina, Wasza Magnificencjo, i naukowców z Pana Uczelni".
Oczywiście karanie winowajców jest kluczowe. Ciekawe, co będzie efektem pracy tego zespołu. Opracuje wytyczne i co? Coś się zmieni w ustawie? A kiedy ona wejdzie w życie? Za rok? Półtora? A do tego czasu co? Przecież ujawnionych przypadków papierników jest już kilkadziesiąt. I to nie tylko importowanych, ale przede wszystkim naszych rodzimych. Przecież można ich karać w oparciu o istniejące przepisy. Czy pan Boczkaj poniósł jakieś konsekwencje za swoje dwie retrakcje artkułów, do których się dopisał? Wczoraj For Better Science opisał przypadek dr Mohammada Rezy Saeba i powiązanych z nim pracowników PG (prof. Jacek Ryl, prof. Krzysztof Formela).
https://forbetterscience.com/2025/06/17/boys-from-brazil/
Mamy tam m.in. artykuły z widmami narysowanymi kredkami/w Paincie/Corelu. Wkrótce powinien rozwiązać się worek z retrakcjami tych „wybitnych osiągnięć". Bardzo dobrze, że znalazł się użytkownik PubPeer (Olearia ramulosa), który skoncentrował swoją uwagę na Gdańsku, bo ja w tej chwili nie mam na to czasu.
Takich przypadków jest oczywiście znacznie więcej. Czy ktoś „przeprowadził przegląd aktywności publikacyjnej i sformułował wnioski o wszczęcie postępowań wyjaśniających" chociażby współautorów wszystkich podejrzanych artykułów dr Bilala czy dr Khaneghaha? A prof. Marek Jaszczur z AGH, który w ciągu roku nazbierał 11 retrakcji? Przecież pan rektor Lis jest członkiem tego zespołu. A prof. Zhixiong Li z Politechniki Opolskiej, który ma 7 retrakcji artykułów finansowanych z projektu NCN „Nowatorska, sterowana danymi, oparta na inteligentnym prognozowaniu platforma do złożonych systemów cyber-fizycznych w kierunku przyszłości” (UMO-2020/37/K/ST8/02748, 599 659,21 zł)? Czy NCN coś z tym zrobiło? Prof. Li dalej jest zatrudniony na PO i pobiera sowite wynagrodzenie z pieniędzy polskich podatników, choć wiadomo, że to zwykły oszust. Na każdej uczelni, ba – w każdym instytucie, musiałby powstać zespół, którzy rzetelnie oceniłby dorobek każdego pracownika. Tylko kto miałby wejść w skład takich zespołów, jeśli w wielu przypadkach w nieuczciwe praktyki zaangażowani są dyrektorzy instytutów, dziekani, rektorzy? I nie chodzi tylko o papiernictwo, ale także mniej drastyczne formy nieuczciwości - publikacje w MDPI, Spandidos, European Research Studies Journal, IBIMA, za które dostaje się nagrody rektorskie, spółdzielnie publikacyjne, dopisywanie się do publikacji. Całe polskie środowisko naukowe jest przeżarte taki praktykami.
Ostatnio skierowałem do NCN zapytanie w sprawie Rafaela Luque’a, ponieważ znalazłem milionowe granty przyznane osobom ewidentnie z nim powiązanym w panelu, w którym był przewodniczącym zespołu.
https://forumakademickie.pl/wspolpraca-z-rosja-sztuczne-cytowania-podejrzenia-o-paper-mills-zajrzelismy-na-liste-ekspertow-ncn/
Oczywiście odmówiono mi udzielenia tych informacji. Musi być odpowiedzialność za wydatkowanie pieniędzy publicznych, a tego w Polsce nie ma, nie tylko w przypadku środków na naukę. Ich marnotrawienie na oszustów, szczególnie w sytuacji gdy tych środków jest tak mało, jest po prostu niedopuszczalne.
A tak przy okazji, komu przyznano ten nowy grant na PG? może znajdę jakieś ciekawe powiązania.
Znajdzie, znajdzie Pan ciekawe powiązania. Na głównej stronie Politechniki Gdańskiej wystarczy przejrzeć laureatów ostatniej sonaty, myślę, że od razu wyłapie Pan kogoś
Dziękuję za wskazówki. Taaa, ST8. Brzmi znajomo. W tym panelu były też granty, w sprawie którym pytałem NCN o Rafaela Luque'a.
Przy okazji natrafiłem na ogłoszenie na głównej stronie PG:
"Agencja badawcza PBS oraz naukowcy z Katedry Marketingu Wydziału Zarządzania i Ekonomii PG we współpracy z Działem Promocji i Biurem Prasowym przeprowadzili badanie aktualnego wizerunku Politechniki Gdańskiej. Odpowiedzi niemal 5 tysięcy ankietowanych zarówno z Pomorza, jak i pozostałych części kraju, wykazały, że nasza uczelnia jest pozytywnie odbierana i cieszy się wysoką rozpoznawalnością."
Jestem tylko skromnym przedstawicielem nauk ścisłych i przyrodniczych, więc zupełnie nie znam się na metodyce badań HS, ale wydaje mi się że zespół do przeprowadzenia tego badania został wybrany perfekcyjnie. Stosując takie sposoby działania nauka polska (a przynajmniej pomorska) musi stać się potęgą. Na miarę Nagród Nobla - przykład dała nam już przecież Politechnika Opolska, która w inżynierii mechanicznej jest lepsza od Oxfordu.
Na końcu artykułu znajdzie Pan zdjęcia wyników szczegółowych. 7% z ankietowanych 1697 osób spontanicznie znało PG, a dodatkowe 45% było wspomaganych w znajomości PG. Czyli niecałe 120 osób samo z siebie wskazało PG, a po wspomaganiu łącznie 888 osób. W ocenie punktowej ankietowano jednak wszystkie 888 osób. Kwestionuję miarodajność odpowiedzi ankietowanych, którzy spontanicznie słyszeli więcej o innych uczelniach.
To tylko jedna z dziwnych rzeczy, które robi PG. I na pewno nie najważniejsza. Napiszę.
No, jakoś trzeba przecież udowodnić, że Politechnika Gdańska nie musi się bać o swój wizerunek.
https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C106609%2Cprof-wilde-nie-boje-sie-o-wizerunek-politechniki-gdanskiej.html
A dr Bilal znalazł już sobie nowych sponsorów. Tym razem Belgia.
https://orcid.org/0000-0001-5388-3183
https://www.uantwerpen.be/en/research-groups/biowave/members/
Napisał Pan:
Przecież to, że artykuł napisany/naklonowany przez papiernię, z użyciem AI, może w ogóle przejść proces publikacyjny, stanowi istotny problem. Bardzo często są to superprzyczynkarskie prace eksperymentalne, pełne błędów i fabrykacji wyników, które klonuje się w ten sposób, że zmienia się jakiś trzeciorzędny warunek eksperymentu i zobaczy, co wyjdzie (dotarłem kiedyś do świetnego przykładu po linku z tego form, niestety w tej chwili go zgubiłem). Po prostu takie prace nie powinny w ogóle być publikowane jako niewiele wnoszące do ludzkiej wiedzy, i najczęściej błędne albo sfałszowane.
1. Pan to chce oddalić podejrzenia od zespołów i od tak zwanych postępowych wieloletnich badań nieprzyczynkarskich.
2. Nie każdy jak Pan ma możliwość pracy w zespole.
3. Skąd ma Pan doświadczenie, że "są to bardzo często artykuły" ?
4. W ostatnim zdaniu pisze Pan, że że te sfałszowane artykuły niewiele wnoszą do ludzkiej wiedzy. Jest tu Pan nieprecyzyjny. Domyślam się, że chodzi Panu o niesfałszowane super przyczynkarskie prace.
A kto to ma oceniać czy jakiś artykuł wnosi dużo czy niewiele do ludzkiej wiedzy i dlaczego jakiś artykuł nie ma być w ogóle publikowany skoro cokolwiek wnosi. Mam wątpliwości w ogóle do prac zespołowych bo jadą w nich właśnie tacy mało precyzyjni i mało samokrytyczni wobec swoich myśli pseudonaukowcy jak Pan.
Więc podobnie jak Pan napisał, że takie prace w ogóle nie powinny być publikowane, napiszę, że takie osoby jak Pan w ogóle nigdy nie powinny pracować w nauce, wątpliwe by tak mało samokrytyczna osoba mogłaby coś odkrywczego do nauki wnieść poza powielaniem metod, technik i innych tam elementów warsztatu naukowego do takiego czy innego badania, a swoją mądrość może Pan na innym polu wykazać.
Zupełnie nie rozumiem, skąd ta agresja i imputacje akurat takie, jak kulą w płot. Czyżbym celnie trafił? Rozumie pan, że nie będę uprawiał długich dyskusji w tym stylu.
Nadto robi pan rażące błędy ortograficzne, potrafi pan nie wydzielić w ogóle zdania podrzędnego przecinkami, rozumie pan, że nie zasługuje na miano naukowca.
Wisi mi to.
Skąd Pan w ogóle myśli, że jestem naukowcem.